andaba
18.10.10, 11:34
Moja córka ma wymyśloną koleżankę. Koleżanka ma na imię Ola, chodzi do trzeciej klasy, ładnie rysuje, dostaje szóstki i ma rajstopki z hello kitty.
Nie zwracałam większej uwagi na opowiadania o Oli, ale wczoraj mnie cos zaniepokoiło. Starsza córka - złośliwiec powiedziała małej, żeby przestała gadać o Oli, bo nie ma żadnej Oli...
Skończyło się żałosnym płaczem, którego nie mogłam uspokoić, bo nie wiedziałam jak. Serce mówiło żeby powiedzieć "Nie przejmuj się, D. mówi głupoty", rozsądek mówił zeby powiedziec "Nie płacz, ale ona ma rację, przecież Ola nie istnieje". Staneło na tym, że spróbowałam ja zagadac omijając temat Oli. Wczoraj już o Oli nie było mowy, ale dziś Ola poszła do szkoły i musi narysować dużo misiów...
Poza tym mała jest zwyczajna, potarfi sie bawić z dziećmi, błyskawicznie nawiązuje kontakty, dorosłych poczatkowo sie wstydzi, ale to raczej norma. Nie ma wprawdzie do zabawy żadnej rówiesnicy, ale w końcu nie każde dziecko jest obdarzone siostrą bliźniaczką czy też rok starszą lub młodszą... Skąd jej sie bierze to przywiązanie do wymyślonej Oli?
W ogóle wystarczy małej poddac jakis temat, powiedzieć imię, wymienić postać, a ona dorabia historyjki, śmieszy nas to, ale tez dziwi, żadne dziecko takich pomysłów nie miało.