Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badziewiem

12.12.10, 01:37
Moze troche ostro, ale juz wymiekam z tymi gadzetami - oblesnymi, nasyconymi przemoca.
Moj synek odkad zmienil przedszkole i skonczyl 6 lat zfazowal sie na te kreskowkowe potworki.
Kreciki, bolki i lolki byly i minely. Teraz fascynuje go ben10, bakugany, transformersy. Nie oglada tego, ale rozmawia z kolegami w przedszkolu. Duzo rozmawiamy i mowie mu, ze to jest przemoc, nie lubie broni i potwornych min. Oczywiscie nie neguje otwarcie jego pasji, staram sie to zrozumiec, nawet czasami bawie sie z nim.
Jest nastawiony na gromadzenie - im wiecej tego plastiku tym lepiej. A my lubimy dobre kino, dobra ksiazke. Przynosi to z przedszkola, wiem, ze chce byc taki jak inni chlopcy.
Co robicie z tymi "pasjami"?
    • myelegans Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 05:14
      Idziemy za tymi pasjami. Tez lubimy ksiazke, kino, dobra literature i opere, ale nie oczekuje, ze 6 latek bedzie dzielil moje pasje. Nie cierpie chinskiego badziewia, ale to MOJ gust, ON moze miec inny i to szanuje.
      Etap bakugan mamy za soba przyniosl z przedszkola. Same w sobie nie sa szkodliwe, kreskowek nie oglada. NIe walczymy. Dorobil sie sporej kolekcji, kupowal z wlasneog kieszonkowego, nawet sie ja sie czesto tez nimi bawilam, a on je sortowal wg charakterow i itd. albo urzadzalismy bitwy-gry. kupilismy Bakugan plecak do szkoly, pizame, okulary przeciwsloneczne, czapke, T-shirta, dzieci nie widza w tym przemocy, bo same plastikowe, rozkladane kuleczki to nie przemoc, mozna je stosowac do roznych zabaw. A mnie sie nawet podobaja te misterne smoki, ale ja smoki zawsze lubilam. A co ma kolekcjonowac "hello Kitty" czy "pony"?
      Im bardziej bedziesz walczyla, tym bardziej bedzie chcial. Nie moze byc przeciez na etapie krecika i Bolka i Lolka do liceum. Taki etap rozwojowy i za tym idziemy.
      Pociesze Cie, ze po paru miesiacach fascynacja minela, teraz bakugan leza i kurz je porasta, a syn wrocil z powrotem do swoich fascynacji przyrodniczo-geograficzno-kosmiczno-naukowych, ktore zaniedbal, bo mu bakugan swiat przeslonily, pewnie az do nastepnej fascynacji. Koledzy w jego klasie juz maja Nintendo i gry elektroniczne, cos ostatnio przebakiwal, ze chce na gwiazdke. Transformersow nigdy nie lyknal, ale jakby chcial to bym pare kupila. Nie poradzisz, w geny wbudowane big_grin
    • fogito Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 08:45
      Mój syn ma prawie 7 lat i też przez moment miał fazę na bakugany. Powoli przechodzi i zaczął skupiać się bardziej na lego. Ku mojemu zadowoleniu. Ja wprowadziałm kieszonkowe i powiedziałam, ze kupuje bakugany za swoje pieniądze. Skończyło się automatycznie marudzenie "mamo kup", no bo przecież mógł kupić sobie sam. A swoje pieniądze trudniej się wydaje i w efekcie po kupieniu 3 bakuganów za własne kieszonkowe stwierdził, że 11 które już ma to dosyć bedzie.
      Ja nie przejmuję się poszczególnymi modami na bohaterów z bajek, bo wiem, że to powoli minie. Więc generalnie nic nie robię z jego pasjami poza akceptowaniem.
    • scher Ja nie mam problemów, żeby powiedzieć dziecku 12.12.10, 08:53
      że coś jest sprzeczne z naszym rodzicielskim światopoglądem i tego w domu zabronić.
      Nie rozumiem, dlaczego ja mam się dostosowywać do sześciolatka, a nie sześciolatek do mnie.

      Zabraniałem głupich, pełnych przemocy bajek, choć niektórzy koledzy oglądali, zabroniłbym i bakuganów - cokolwiek to jest, bo nie wiem.

      Nie przekonuje mnie teoria akcentująca za wszelką cenę "podążanie za dzieckiem", choć dużo prawdy w tym jest i sam akceptuję właściwie wszystkie "fazy", o ile jednak nie są rażąco sprzeczne z moimi przekonaniami.

      Mnie przekonuje położenie akcentu na wychowywanie, czyli wpajanie wartości i postaw wyznawanych przez rodziców. Pozwalam dzieciom na dużo wolności, ale w ściśle określonych przez rodziców granicach. Granice szeroko nakreślone - ale nieprzekraczalne.
      • fogito Re: Ja nie mam problemów, żeby powiedzieć dziecku 12.12.10, 19:52
        scher napisał:

        > że coś jest sprzeczne z naszym rodzicielskim światopoglądem i tego w domu zabro
        > nić.

        Ja też nie mam problemów jeśli chodzi o sprawy ważne typu - nie biję (!) nie kradnę, nie obrażam, nie ubliżam, pomagam słabszym, szanuję dorosłych i dzieci itd itp...

        > Nie rozumiem, dlaczego ja mam się dostosowywać do sześciolatka, a nie sześciola
        > tek do mnie.

        Akceptowanie fascynacji zabawkowych lub fimowych dziecka to nie jest dostosowywanie tylko akceptowanie jego gustów. Oczywiście wszystko w konkretnych ramach.


        >
        > Zabraniałem głupich, pełnych przemocy bajek, choć niektórzy koledzy oglądali, z
        > abroniłbym i bakuganów - cokolwiek to jest, bo nie wiem.

        Ja tez zabraniam, ale bakugany w wersji zabawek to smoki, które zwijają się w kule. Jest to dosyć pomysłowa zabawka porównując do badziewia, które nas zalewa.

        >
        > Nie przekonuje mnie teoria akcentująca za wszelką cenę "podążanie za dzieckiem"
        > , choć dużo prawdy w tym jest i sam akceptuję właściwie wszystkie "fazy", o ile
        > jednak nie są rażąco sprzeczne z moimi przekonaniami.

        To chyba jak większość z nas.


        > Mnie przekonuje położenie akcentu na wychowywanie, czyli wpajanie wartości i po
        > staw wyznawanych przez rodziców. Pozwalam dzieciom na dużo wolności, ale w ściś
        > le określonych przez rodziców granicach. Granice szeroko nakreślone - ale niepr
        > zekraczalne.

        To nic nowego. Gdybyś jeszcze dzieci nie bił, to byłbyś idealnym ojcem tongue_out
    • kozauwoza Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 09:24
      Chyba dobrze robisz. Nie musisz podzielać jego pasji ale jednocześnie akceptujesz, że on to lubi. Ben ten nie jest taki zły. Dobro zwycięża tam ze złem a że pojawiają się "kosmiczne" stwory i inne gadżety to już miara nowych czasów. W bajkach uważanych za klasykę też jest okrucieństwo, agresja a jednak są czytane i polecane dzieciom.
      Przeciez nie można odizolowac dziecka od tego co akurat na topie i o czym inne dzieciaki rozmawiają bo to dopiero byłaby krzywda.
      • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 09:52
        Dziecko ma prao do swoich gustów i pasji. Powiedzenie dziecku "My tego nie akceptujemy, masz obowiązek interesowac się tylko tym, co nas interesuje i co uwazamy za sluszne" niczego nie zmieni. No, może tylko przeksztalci zwykłą, przelotną fascynacje w prawdziew pożądanie niedostepnych przedmiotów.
        Można dziecku nie bawić sie tym, czym bawią się rówiweśnicy, można dziecku mowić, ze jego zainteresowania sią zle i głupie, ale to ma swoją bardzo wysoką cenę. Nie warto.
        • marcin.slawski Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 12:21
          Zgadzam się z tym zdaniem.
          A jeśli niepokoi to rodziców, pocieszę, że ta fascynacja bakuganami przechodzi równie szybko, jak się pojawia wink
          Szkoda "prądu" na walkę z nimi. Warto jednak zwrócić uwagę na ewentualny handel nimi ( a taki etap może się pojawić), gdyż wówczas pojawią się zgrzyty, niedomówienia i konflikty.
    • triss_merigold6 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 11:08
      Zasadniczo nic. Fazę na bakugany i transformersy przyniósł z przedszkola. Czasem kupujemy, czasem dostanie z prezencie. Mnie się podobać nie muszą. Nie uskuteczniam umoralniających rozmów na temat przemocy.
    • angazetka Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 12:22
      > A my lubimy dobre kino, dobra ksiazke.

      Cudownie. Tylko dlaczego zakładacie, że sześciolatek też będzie w tym momencie lubił?
      Chyba każde dziecko przechodzi fazę fascynacji rzeczami głupimi i plastikowymi. Należy ją przeczekać i płynnie przejść do kolejnej fazy rozwoju.
      • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 12:26
        Zastanawiam się, czy istnieje lepszy sposób na obrzydzenie dziecku książek i dobrego kina, niż rodzicielski nakaz, aby interesowało się (w wieku 6 lat!) wyłącznie warosciową literaturą i wartosciowym filmem. Chyna już nawet dom bez książek daje większa nadzieję na to, ze dziecko nie będzie patrzeć na literaturę jak na wroga odbierającego wszystko to, co fajne.
        • myelegans Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 14:33
          Nie ma. Zgadzam sie z Verdana
          Wszyscy przyjaciele syna maja nieustajacy etap "Wojen Gwiezdnych" do tego stopnia, ze mielismy urodziny i wszyscy przyszli w przebraniu. Walcza? no pewnie, ze walcza, maja light sabers, czy jak to sie nazywa i walcza czarne sily z bialymi i klony sie w to mieszaja.
          Ja nie znosze science finction, ale rozumiem, ze ktos moze sie tym fascynowac. Nic zlego.
    • joa66 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 15:22
      Nie wiem co to są bakugany, ale czy one tak przeszkadzają w przeczytaniu dziecku dobrej ksiązki czy pokazaniu dobrego filmu?


      Podłe bestie muszą być.


    • kkokos Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 16:27
      przeczekujemy - wszystko mija. czasem wraca na krótko po kilku latach, gdy dziecko wydaje się już za duże na tę czy inną fascynację.

      stoisz na początku drogi - to dopiero sześciolatek, co oznacza, że różnych mód, fascynacji, pożądań itd. nieakceptowanych przez rodziców, a nabywanych pod wpływem rówieśników będzie jeszcze mnóstwo. na razie dzieciak mówi ci o swych fascynacjach, ale jak się nauczy, że wszystkie jego zainteresowania oraz świat dla niego coraz bardziej ważny, czyli świat rówieśników, są paskudne, poniżej oczekiwań rodziców, rozczarowujące, irytujące itd., to o kolejnych przestanie mówić. o to ci chodzi?

      poza tym sześć lat to nie trzy. trzylatek - i dorosły - może zachwycać się krecikiem. dla sześciolatka to dydaktyczne śłitaśne nudziarstwo, a ben 10 jest fajny, bo zwycięża coś tajemniczego a groźnego. ty widzisz w tym przemoc, twój syn widzi pokonywanie przeciwieństw i happy end. ty widzisz obrzydliwe potwory, twego syna fascynuje możliwość zmiany tożsamości, wyglądu itd. ciąg dalszy klasycznych opowieści o książętach zaklętych w żabę lub łabędzie, współczesna wersja złej macochy przemieniającej się w miłą staruszkę z zatrutym jabłkiem. i tyle.
      • kkokos Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 16:36
        aha, i fascynacja ben tenem może trwać naprawdę długo - mój syn mając lat niemal 12 oszalał w hiszpanii na punkcie naklejek z benem do zbierania i wklajania w specjalny album, bo u nas takich jeszcze te kilka lat temu nie było. oczywiście mogłam palnąć kazanie, ze ja ci tu synu gaudiego pokazuję, a ty ben tena w kiosku wypatrzyłeś. no mogłam, ale czy od tego gaudi spodobałby mu się bardziej?
    • jakw Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 17:36
      Starsza przechodziła i etap atomówek, i etap "witch" - i jakoś żyje. Przeszło bez tekstów z naszej strony jakie to jest okropne/niewłaściwe/tandetne.
    • dorek3 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 19:57
      Moi to się chyba na księzycu chowają, ale albo nas to ominęło albo dopiero czeka. Nie oglądaja CN, ja uważam kanał za durny a oni nie nalegają, więc sami z siebie nie maja takich zainteresowań. Koledzy w przedszkolu czy teraz w szkole jakoś nie zarazili ich taka namiętnością. Jeden nade wszystko piłuje Discovery i jemu podobne, drugi lubuje się w bajkach puszczanych na Pulsie. Pierwszy uwielbie wszystko co związane z ptakami (wszystkie gadżety mile widziane); drugi jest bardziej podatny ne reklamę ale trzyma się samochodów/pociągów.
    • lernakow Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 20:38
      Normalnie sobie radzimy - żeby rozłożyć bakugana musisz położyć go na czymś metalowym, a żeby złożyć go - rozpracować prawidłową sekwencję chowania wyskakujących części. Banalne. Dopiero przy składaniu jakiegoś Maksusa Dragonoida zaczynają się schody, ale wszystko jest do opanowania.
      • fogito Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 21:27
        lernakow napisał:

        > Normalnie sobie radzimy - żeby rozłożyć bakugana musisz położyć go na czymś met
        > alowym, a żeby złożyć go - rozpracować prawidłową sekwencję chowania wyskakując
        > ych części. Banalne. Dopiero przy składaniu jakiegoś Maksusa Dragonoida zaczyna
        > ją się schody, ale wszystko jest do opanowania.


        U mnie się schody wcześniej zaczynają, a mój syn mówi "no daj mamo ja to złożę" i robi to w sekundę smile
      • ilka114 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 21:50
        lernakow napisał:

        > Normalnie sobie radzimy - żeby rozłożyć bakugana musisz położyć go na czymś met
        > alowym,

        Ja widziałam jeszcze takie co się rzuca i się rozkładają wink
        • lernakow Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 22:06
          ilka114 napisała:

          > Ja widziałam jeszcze takie co się rzuca i się rozkładają wink
          >
          Wszystkie tak mają - o ile rzucasz na kartę otwarcia, w środku której jest metalowa płytka. Albo na starą kuchnię z fajerkami, całą metalową, byle była wystudzona, bo bakugan (taki kupny, a nie zesłany z nowej Vestroi) to jednak plastik.
        • melmire Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 00:26
          Zaczynam chciec bakugana smile
          • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 12:21
            Ja też....
            • truscaveczka Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 09:43
              Ja też! Ja też! A są dla dziewczynek? Z kokardkami? Bo bez kokardek to nie chcę big_grin
      • dagbe Gdyby dyskusja była na Facebook'u... 12.12.10, 21:52
        ...kliknęłabym "Lubię to" smile Dawno się tak nie uśmiałam. Ja sobie z Bakuganami pod tym względem wcale nie radzę... sad

        A w temacie - mieliśmy etap Bakugan/Pokemon/Gogos/Ben 10/i milion innych. Przy obu synach w różnej kolejności, ale występowały wszystkie. Walczyłam czynnie z pierwszymi Pokemonami zabraniając oglądania bajek - nie zapobiegło to zbieractwu.
        Jednak te "paskudy" występowały zawsze obok a nie zamiast popieranych przeze mnie zainteresowań, więc zgodziłam się na kompromis. Na pocieszenie dodam, że te fascynacje nie przeszkodziły w zamiłowaniu do dobrej lektury, kina itp.

        Pozdrawiam,
        Dagmara
    • kanna Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 22:32
      Mój syn (8l.) ma tego sporo
      Bajek nie oglada, bo kanałów dzieciowych nie mamy. (tez lubimy dobre książki wink )
      Ale zamówił sobie Maksimusa cośtam i dostanie.

      Powiedziałabym, że Bakugany sprzyjają bardzo jego kontaktom społecznym, bo w świetlicy wymienia jedna na drugie, gra z kolegami, oglądaja je sobie. Musza tez liczyc, bo tam się dodaje punkty.

      Zabawka, jak kazda inna. Uważam, ze płaszczyzna porozumienia z kolegami - nawet taka oparta na bakuganach - jest bardzo ważna.

      Poniewaz znam sporo dzieciaków, co w świetlicy tylko o dobrych filmach i książkach próbowały rozmawiac, i to się zwykle kończyło jakims dziwnym brakiem zrozumienia ze strony kolegów.
      • muszka_dodomu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 23:05
        Dziekuje za wszystkie opinie. Ja tez staram sie tej pasji nie krytykowac, po prostu zastanawiam sie, czy ogladanie takich poczwarek nie bedzie mialo negatywnych skutkow. Bolkiem i Lolkiem fascynowalam sie dosc dlugo, ale moze dlatego, ze wybor byl niewielki?
        Na szczescie ksiazki na dobranoc uwielbia, interesuje sie przyroda, jest ciekawy swiata.
        Czasami opowiadamy sobie rozne historie - w jednej z nich wystepowal ben ten, dziki pysk, plazma. Synek sluchal jak zaczarowany. Na koncu, gdy dobro zwyciezylo ze zlem rzucil mi sie na szyje z okrzykiem "KOCHAM CIE MAMO". Alez to bylo wspaniale.
        czasami dopada mnie strach, ze przegapie cos waznego dla rozwoju moich dzieci... i popelnie blad.
        • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 12.12.10, 23:09
          A jakie negatywne skutki moze mieć? O ile pamietam Bolek i Lolek tez idealni nie byli.
          Najwiekszym błedem jest życie w strachu, ze można popełnić drobny błąd wychowawczy i że to, co jest modne jest na pewno szkodliwe.
          • konsulent Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 00:13
            Czytam tą dyskusję i dochodzę do wniosku,że jestem kosmitką...
            Moim zdaniem pozwalacie na to,żeby reklama kreowała poczucie estetyki waszych dzieci
            A małe chińskie rączki robią te zabawki po 14h na dobę
            www.ekonsument.pl/a452_made_in_china.html
            • muszka_dodomu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 00:30
              konsulent napisała:

              > Czytam tą dyskusję i dochodzę do wniosku,że jestem kosmitką...
              > Moim zdaniem pozwalacie na to,żeby reklama kreowała poczucie estetyki waszych d
              > zieci
              > A małe chińskie rączki robią te zabawki po 14h na dobę
              > rel="nofollow">www.ekonsument.pl/a452_made_in_china.html

              Ale to nie reklama kreuje estetyke, tylko inne dzieci - to proces spoleczny. Znam zasady fair trade, mielismy z synkiem wiele dyskusji o ochronie srodowiska, ba nawet feminizmie. Moj synek to chlonie. Ale nie umie tego przelozyc na swoje zycie.
              Mam go udreczyc opowiesciami o biednych rowniesnikach w Chinach?
              A tak na marginesie jak synek sie urodzil mialam ambicje kupowania tylko europejskich zabawek - poczatkowo polskich. Po dlugich poszukiwaniach doszlam do wniosku, ze jak sama zrobie, to bedziemy mieli. Skad wytrzasnac autko robione w europie? Albo klocki?
              • evee1 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 05:53
                A jak sie ma starsze dzieci, to iPoda trzeba z drewna rzezbic uncertain.
            • joa66 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 09:03
              Byłabym wdzięczna za linki do europejskich producentów zabawek (nie drewnianych) dostepnych na rynku polskim. Oczywiście takich , którzy produkują na miejscu w Europie, najlepiej nie rękoma imigrantów.

              Poza tym..sprowadzanie problemu do Chin i do zabawek jest bez sensu. Małe rączki z Chin, ale też z Indii, Bangladeszu itd, robią nie tylko zabawki, ale szyją też markowe i niemarkowe ubrania, naczynia, urządzenia elektroniczne...

              Mam wrażenie, że bojkot chińskich zabawek służy tylko polepszeniu samopoczucia. Jeżeli ktoś poważnie podchodzi do tematu , powinien ograniczyć ZBęDNą konsumpcję.
        • kozauwoza Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 14.12.10, 19:00
          Bolek i Lolek.....tez lubiłam a ostatnio jak popatrzyłam z córką to się zdziwiłam jak często tam dorośli leją dzieciaki albo za uszy ciągaja itd.
    • magumagu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 08:44
      Ja dość radykalnie podchodziłam do kwestii kształtowania gustu dziecka. O ile jeszcze wszelkie figurki (najpierw był Spiderman, potem Gwiezdne wojny, potem Gormity) jakoś mnie przekonywały (w końcu rozmawia o nich z kolegami - to dla nich jedna z płaszczyzn porozumienia, i naprawdę potrafił się nimi fajnie i długo bawić- także ze mną), o tyle nigdy nie kupowałam mu gazetek z badziewiem. Do momentu, kiedy idąc do kolegi z jego mamą naciągnął ją w sklepie po drodze na gazetkę właśnie, oczywiście opowiadając historię, jak to mama mu nie chce gazetek kupować, a on o nich tak marzy. Takiej radości nie widziałam u niego dawno, a mnie było jakoś łyso... Także zmiękłam również pod tym względem.
      To wszystko nie przeszkadza w tym, że czytamy mu dużo, filmy też mamy fajne. Do filmów z Jetixa, czyli według mnie tych najbardziej brutalnych, o kiepskiej fabule i tekstach w ogóle go nie ciągnie.

      Jeśli zaś chodzi o ilość zabawek to uważam, że dzieci mają ich zdecydowanie za dużo. W ostatnim katalogu zabawek z Tesco badajże jest informacja, że zabawki można kupować też na raty. Brać kredyt na to, żeby dziecko miało wypasiony zestaw autek to już dla mnie totalne przegięcie.
      • konsulent Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 09:06
        jeśli chodzi o zabawki z Europy to jest kłopot.Sama szukam takich .....
        znalazłam neo-spiro fabrykę rzeczy ładnych
        Rękodzieło artystyczne i zabawki z drewna Kłosek
        Kalimba
        Wybór jest niestety ograniczony.....
        Jeśli znacie jakieś fajne, to bardzo proszę o namiary.
        • konsulent Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 09:10
          przepraszam zapomniałam całkiem fajne firma Heros(niemieckie)
          • magumagu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 11:41
            Czyli że drewniane = fajne ???
          • magumagu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 12:18
            Ja lubię tą stronkę:
            www.pikinini.pl/index
            Co do drewnianych zabawek to już chyba najlepiej przejść się do Cepelii - mają tego mnóstwo, z podanymi danymi wykonawcy i zwykle nie jest to Xu Liu Chang smile Ale jest też sporo źle wykonanego badziewia.
          • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 12:25
            Ale siedzisz przed komputerem, ktorego części wyprodukowano w Chinach. Proponuje zacząć rewolucję moralną od siebie i wiecej z komputerów nie korzystać.
            trzeba też zawać sobie sprawę z przykrej prawdy - małe rączki w Chinach nie mają alternatywy - praca - szczęśliwe dzieciństwo w szkole, tylko praca - głodowanie. Nie kupowanie produktow chińskich to jednioczesnie aprobata dla tego, że chińskie dzieci będą glodować, a my bedziemy dumni, ze mamy czyste ręce.
            • magumagu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 12:32
              YYY, to do mnie, że napisałam o tej Cepelii?
              • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 13:41
                Yyyy, zdecydowanie nie! napisałam pod postem Konsulent, ale niestety, posty pojawiają się gdzie chcą. Wszystkiemu winni Chińczycy!
                • magumagu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 14:09
                  Aha, bo poczułam się skonfundowana...
                  Wkurza mnie i bawi na zmianę, kiedy ktoś z marszu uważa, że jeśli drewniane to dobre, a świeczka w resztkach cynamonu jest lepsza niż ta z marketu (weszłam na stronkę fabryki rzeczy "ładnych"). Bakugany są przynajmniej precyzyjnie wykonane.
                  • konsulent Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 22:14
                    Nie wiem,czy drewniane znaczy dobre....lepsze....
                    Obejrzałam film warsztat świętego Mikołaja.Byłam na spotkaniu z chińską aktywistką.
                    Inaczej patrzę na zabawki...
                    • joa66 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 13.12.10, 22:58
                      Obejrzałam film warsztat świętego Mikołaja.Byłam na spotkaniu z chińską aktywis
                      > tką.
                      > Inaczej patrzę na zabawki


                      Ale dlaczego tylko na zabawki? Przecież to dotyczy wielu (większości) "dorosłych" rzeczy. Zapewne też komputera na którym to pisałaś. Przeczytaj metki swoich ulubionych ubrań i sprawdź GDZIE (nie "dla kogo" ) były wyprodukowane.
                    • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 14.12.10, 15:19
                      Niestety drewniane bywają śliczne - i chińskie. A już normalnie przebój to chińskie drewniane prześliczne zabawki na choinkę. Wszystkiego najlepszego - z taką szopką.

                      A tak w ogóle, to popieram cię, Konsulent, jeśli chodzi o etyczne aspekty kupowania różnych rzeczy, i myślę, że da się dziecku wytłumaczyć pewne sprawy, byle nie na chama i agresywnie (bo np. mama też by chciała dużo nieekologicznych rzeczy i nieetycznie wyprodukowanych, ale przynajmniej niektórych z nich nie kupi, a nie że nawet nie waż się pomyśleć o takim badziewiu)

                      Kieszonkowe z jednej strony może kusić do kupowania najtańszego i najgorszego etycznie badziewia, a z drugiej - hamować zapęd do kupowania, bo własne ciężej wydać.

                      Ale estetyką bym w życiu się nie kierowała, mówiąc o "zasadach", ponadto nie lubię zabraniać czegokolwiek, więc taki stosunek "zabraniam bo takie brzydkie jest niezgodne z moim uważaniem" jak u Schera uważam za przegięcie.
            • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 08:02
              verdana napisała:

              > Ale siedzisz przed komputerem, ktorego części wyprodukowano w Chinach. Proponuj
              > e zacząć rewolucję moralną od siebie i wiecej z komputerów nie korzystać.

              To jest sprowadzanie do alternatywy: albo wszystko, albo nic. Oczywiście, rodzic ma sam ograniczać konsumpcję sobie, ale to nie znaczy, że jeśli nie jest w stanie uniknąć wyprodukowanych dalece nieetycznie produktów, to ma w ogóle się nie starać o bardziej etyczne zakupy.
              Skoro nie jestem w stanie posegregować wszystkich śmieci, to nie segreguję ich w ogóle, prawda?

              > trzeba też zawać sobie sprawę z przykrej prawdy - małe rączki w Chinach nie maj
              > ą alternatywy - praca - szczęśliwe dzieciństwo w szkole, tylko praca - głodowan
              > ie. Nie kupowanie produktow chińskich to jednioczesnie aprobata dla tego, że ch
              > ińskie dzieci będą glodować, a my bedziemy dumni, ze mamy czyste ręce.

              Po pierwsze, Chiny (niestety dzięki niewolniczej pracy) są bogatym krajem. Problem nie leży w zapewnieniu bytu dziecku przez zapewnienie mu niewolniczej pracy, są inne sposoby, aby pomóc głodującym.

              Po drugie, z zachowaniem proporcji, tak samo mogą się tłumaczyć ci, którzy skorzystają z usług małoletniej prostytutki - bo przecież praca chroni ją przed głodem, prawda? To może w ogóle jako akcję humanitarną zorganizujmy masowe kupowanie produktów z pracy niewolniczej, albo wyjazdy bogatych białych do Lusaki i sypianie tam z dziećmi ulicy?
              Po trzecie, popyt generuje podaż, a nadto pracy z krajów, gdzie jest ona niewolniczo wykonywana przez dzieci, nie ma gdzie przenieść, ergo umacniamy te firmy w ich praktyce. Bo w większości krajów to nie są malutkie zakładziki, tylko koncerny zlecające miescowym zakładom produkcję. Jeśli nie będą mieć popytu, nie mają wyboru, muszą poprawić jakość życia pracowników (dorosłych też).

              Dosyć chętnie czytam wiele z Twoich postów, Verdano, ale mam wrażenie, że tym razem zagrał w Tobie strach przed, z jednej strony, snobizmem "bo to lepsze", a z drugiej niechęć do dostrzeżenia szerszych konsekwencji określonego postępowania, poza własną rodziną i bliskimi.
              • morekac Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 09:40
                nic. Oczywiście, rodzi
                > c ma sam ograniczać konsumpcję sobie, ale to nie znaczy, że jeśli nie jest w st
                > anie uniknąć wyprodukowanych dalece nieetycznie produktów, to ma w ogóle się ni
                > e starać o bardziej etyczne zakupy.
                A ponieważ najłatwiej zaczynać naprawę od kogoś, a nie od siebie, mozna zacząć od ograniczenia zakupów dziecku...
                • joa66 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 09:49
                  A ponieważ najłatwiej zaczynać naprawę od kogoś, a nie od siebie, mozna zacząć od ograniczenia zakupów dziecku


                  Wydaje mi się, że autorka pisała o swoich ograniczeniach też, nie tylko dziecka smile
                • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 09:51
                  Ależ skąd taki, dość manipulatorski, wniosek? Na forum wychowanie nie piszemy przecież o kupowaniu kubeczków menstruacyjnych ani nie nawołujemy do wersji: matka w samych markówkach z dalekiego wschodu, dziecko bez zabawek.

                  Więc nie jest to żaden argument, bo opiera się na fałszywym założeniu, że forumowicze nie mają serca dla dzieci, chcąc by inne dzieci miały trochę więcej czasu na życie, nie na wegetowanie.
                  • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 12:24
                    A nie - moralność nalezy zaczynać od siebie. tymaczasem tu odmawiamy dziecku jego wymarzonych zabawek, a sami sobie - tylko tego, bez czego możemy się obyć bez problemu. Jak komputr jest nam potrzebny, to OK - niech sobie Chinczycy pracują, bo przecież bez komutera JA nie moge się obyć, dziecko to co innego - jemu nie kupie i będzie musialo.
                    To dla mnie bardzo pokretna moralność.
                    A ryż na rynkach swiatowych zdrożał, bo Chińczycy zaczeli go zjadać, zamiast eksportować. Uznanie z czystym sumieniem, ze lepiej, aby nie jedli i nie pracowali - to bardzo wygodna hipokryzja. Bo nie kupując przecież nic nie robię, więc temu nie jestem winien. Niech Chinczycy sami załatwią sprawe swoich głodujących, a ze to jest niemożliwe - cóż, ja na to nic nie poradzę.
                    Wcale nie wiem, czy decydując się na bojkot chińskich produktow i jednocześnie godzxac sie na to, ze część ludzi umrze z glodu, alebo będzie żyla na skrtaju nędzy, jesteśmy tak znowu szalenie moralni.
                    • magumagu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 13:21
                      Życie bez produktów z Dalekiego Wschodu jest niemożliwe, ktoś już przeprowadził taki eksperyment. Natomiast zwracanie uwagi dziecka na inne wartości niż posiadanie kolejnych przedmiotów i odmawianie ich sobie - jak najbardziej jest do spełnienia.
                      • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 14:31
                        A tak, z tym w pełni się zgodzę. Ale nie na zasadzie moralizowania, tylko dawanie dobrego przykladu.
                    • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 14:32
                      Porównywalne z komputerem byłoby, gdybym odmówiła dziecku jakichkolwiek zabawek lub np. jednej z potrzebnych rzeczy do szkoły, względnie zmuszała go do chodzenia w niezdrowych butach.
                      Bardzo pokrętna moralność to dla mnie rozczulanie się nad biednym dzieciątkiem bez Bakugana, żeby dalej sobie spokojnie odmawiać jakichkolwiek prób zmiany swojego sposobu nabywania dóbr (nie twierdzę, że ty akurat tak robisz, bo w przeciwieństwie do innych osób nie wysuwam aluzji pod adresem forumowiczek).

                      Nie, nie napisałam, że Chińczycy mają załatwić sprawę swoich głodujących. Nie napisałam też (w przeciwieństwie do Ciebie) że uzależnienie od wielkich koncernów jest jedynym możliwym sposobem uniknięcia przez nich głodu (nie chodzi mi o to uzależnienie, którego tu doświadczamy). Napisałam, że są inne sposoby pomocy głodującym, nie wymieniając ich szczegółowo.

                      Głód jest skutkiem uzależnienia od określonej struktury gospodarczej, nie jest natomiast zwalczany przez wyżej wymienioną.

                      W wątku niżej oprócz pomocy charytatywnej wymieniłam m.in. zwalczanie bezrobocia przez wspieranie mniej scentralizowanego biznesu, który jest bardziej pracochłonny, a także wspomniałam o paru innych dość masowych skutkach nadmiernej konsumpcji dla ludzi.

                      Z twoich postów wynika, że należy wspierać wyzyskujące firmy, bo i tak się nic nie poradzi, a własnemu dziecku zapewni trochę frajdy. Jakiekolwiek próby zmiany sytuacji są albo skazane na porażkę, albo wyrażają głęboką hipokryzję, albo prowadzą do nieobliczalnych skutków. Coś mi się to z historią kojarzy, a zwłaszcza z trzecią rzeszą i stosunkiem do niej co poniektórych z zewnątrz (z zachowaniem nadal proporcji).

                      "Ja nic na to nie poradzę" wynika z Twoich postów w tym wątku, nie z żadnego z moich, bardzo mi przykro, ale tak jest.
        • myelegans Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 14.12.10, 03:41
          konsulent napisała:

          > Jeśli znacie jakieś fajne, to bardzo proszę o namiary.

          Brio szwedzkie. Drewnianie kolejki dla malych dzieci i zestawy konstrukcyjne dla 6+ w nieskonczonosc, mozna konstruowac dokladnie wszystko. Lepsze od LEgo, ktore najczesciej trzeba wg. wzorca budowac, a tego moj syn nie lubi, woli uruchamiac wlasna wyobraznie.
          Dla nas niestarzejace sie sa drewwniane Tinker Toys (moj maz z dziecinstwa ma mala kolekcje, pozniej na e-bayu dokupil i mamy tego pudlo wielkosci malej wanny), syn zaczal w wieku b. wczesnym i widze, ze bedzie przy tym jeszcze przez nastepnych kilka lat.
          www.buildingtoysfanatic.com/tinker_toys.html
          midwestrocklobster.blogspot.com/2009/03/tinkering.html
          a to w wersji dla programistow
          www.retrothing.com/2006/12/the_tinkertoy_c.html
          Te sprzed 30 lat robione w US z drewna, te obecne w Chinach robione w wiekszosci z drewna, laczniki sa czesto plastikowe.
          • ib_k Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 14.12.10, 08:17
            myelegans napisała:

            Lepsze od LEgo, kt
            > ore najczesciej trzeba wg. wzorca budowac,

            a cóż ty za herezje wypisujesz?? lego dają nieograniczone możliwości

            > Brio szwedzkie. Drewnianie kolejki dla malych dzieci i zestawy konstrukcyjne dl
            > a 6+ w nieskonczonosc, mozna konstruowac dokladnie wszystko.

            zdecydowanie nie lubię drewnianych klockopodobnych podróbek, są ciężkie i toporne, te zalinkowane przez ciebie wydają się bardzo ograniczone

            polecam (zdaje się że masz je na miejscu) K'NEX zasada podobna do tej z twojego linka ale są lżejsze i dają wiele możliwości konstruowania, łącznie z napędami itp

            http://www.google.pl/images?q=knex&oe=utf-8&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a&um=1&ie=UTF-8&source=univ&ei=mxkHTePCFYGu8gOU2_03&sa=X&oi=image_result_group&ct=title&resnum=4&ved=0CEQQsAQwAw&biw=1280&bih=595
    • ewa_mama_jasia Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 14.12.10, 09:44
      Mój ma 5 lat, więc może jeszcze wszystko przed nami smile Jak na razie problemów z komercyjnymi gadżetami nie mam. Od zawsze tłumacze, ze to są "pierdółki", które niewiele wnoszą ciekawego do zabawy a w dużej ilości sporo kosztują i że wolę mu za te pieniądze kupić rzadziej coś porządnego - np. duży zestaw klocków, projektor czy inną rzecz która posłuży mu długo po zaniku fascynacji taką czy inną pierdółką.
      Wiadomo, nie wszystkiego da się uniknąć, więc daję się naciągnąć na coś, co ma jakieś walory poznawcze: kupowaliśmy smoki, teraz kolekcjonujemy szkielet i czasami wozy bojowe. Kupuję również Stacyjkowo, jako jedyne z takich sobie wątpliwych jakościowo pisemek. Mam nadzieję, że tyle wystarczy i że wszelkie fascynacje bakuganami, gadżetami ben 10 czy power rangers przejdą bez większego bólu finansowego smile
      Oprócz tego dostaje Abecadło i Świerszczyk, więc tych kupowanych drobiazgów jest sporo. Co do oglądania - nie mamy w domu żadnych dodatkowych kanałów "dzieciowych", więc nie ogląda. W przedszkolu koledzy opowiadają i jest doskonale poinformowany o najnowszych trendach smile, ale nie przekłada się to na szczęście na konieczność kupna smile Jeśli chodzi o bajki, to ostatnio furorę zrobił komplet płytek o przygodach Reksia i Bolka i Lolka.
      Ale tak jak zaznaczyłam - możliwe, ze problemy dopiero przed nami smile
      • kanna Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 14.12.10, 22:30
        które niewiele wnoszą ciekawego do zabawy

        Jak nie wnoszą, skoro wnosza wink A projektora do switlicy nie zabierze tongue_out
    • tomojekontoityle A co jest złego 14.12.10, 15:03
      w opowiadaniu dziecku, jak wyprodukowano jego zachciane zabawki? Moim zdaniem, jeśli się to uświadomi, to traumy żadnej nie będzie, a jest pewna szansa na ograniczenie konsumpcji (wiem, wiem, trzeba zacząć od siebie, ale jest założenie, że rodzic, któremu zależy na tym ograniczaniu, jednak w odniesieniu do siebie również tę konsumpcję ogranicza).

      W najgorszym razie można zachciane badziewie kupić jako używane w symbolicznych ilościach, o ile samo mocne postanowienie poprawy i niekupowania nie okaże się skuteczne.

      Oczywiście, ktoś może stwierdzić, że dziecko wpadnie w sprzeczne uczucia, będzie miało rozterki moralne dokonując wyborów zabawkowych - ale dorosły też winien mieć takowe rozterki, i kto wie, czy nie jest to jeden z najważniejszych etycznych problemów obecnie, więc próby wyrzeczeń w tym zakresie stanowią niezły trening na przyszłość.
      • joa66 Re: A co jest złego 14.12.10, 15:31
        Moim zdaniem, jeśli się to uświadomi, to traumy żadnej nie będzie, a jest pewna szansa na ograniczenie konsumpcji (wiem, wiem, trzeba zacząć od siebie, ale jest założenie, że rodzic, któremu zależy na tym ograniczaniu, jednak w odniesieniu do siebie również tę konsumpcję ogranicza).


        Z tym się zgadzam. I to jest moim zdaniem lepsza droga niż hasło "nie kupujmy chińskich zabawek". A co z chińską elektroniką i ubraniami szytymi przez małe indyjskie rączki?
        • tomojekontoityle Re: A co jest złego 15.12.10, 07:53
          > Z tym się zgadzam. I to jest moim zdaniem lepsza droga niż hasło "nie kupujmy
          > chińskich zabawek".
          Ja nie widzę powodu, żeby sobie to przeciwstawiać, bo chińskie zabawki są bardziej nieetyczne niż inne dalekowschodnie (Chiny są potęgą, nie malutkim biednym kraikiem, jak Laos, i liberalne rządy są odpowiedzialne, nie walka o przetrwanie, to raz. Dwa, że wybór bardziej etycznych produktów, o ile się da, też jest jednym z elementów świadomej konsumpcji. Wyżej za chwilę jeszcze napiszę coś o argumencie Verdany, z którym się nie zgadzam.

          >A co z chińską elektroniką i ubraniami szytymi przez małe i
          > ndyjskie rączki?

          Po pierwsze, napisałam wyżej, że zgadzam się, że nie dotyczy to tylko dzieci, ale i rodziców. Po drugie, ubrania da się na szczęście kupić w lumpeksie - są dalekowschodnie, ale po pierwsze na moją osłabioną fair trade'ową herbatą kieszeń OK, a po drugie nie są powtórnie szyte, choć po trosze to też generuje na nie popyt. Po trzecie, są również nie dalekowschodnie ubrania i buty zwłaszcza (butów się w lumpeksie nie nabędzie).

          Elektroniki nie ma alternatywnej, można po prostu nie wydawać na duperele poza tym, co niezbędne i podstawowe, lub rezygnacja z tego mogłaby być za trudna (bo, np. rezygnujący się wypali, co nie powinno być usprawiedliwieniem dla szaleństw "bo ja nie mam tyle sił, żeby to wdrożyć w życie)

          To tyle kazania. Skoro wiemy, że dziecko może zrezygnować z prezentu, bo rodzice mają za mało kasy, to może też zrozumieć, że na świecie jest nas dużo, trzeba oszczędzać nie tylko kieszeń rodziców, ale i zasoby dla siebie i innych (naturalne, rzecz jasna), a także nie wypada nosić, np. futra uszytego z ginących gatunków. A jeśli nie wypada nosić futra, to i zabawki wykonanej rękami niewolników też nie, prawda?
          Co
          • joa66 Re: A co jest złego 15.12.10, 09:19
            Szczerze mówiąc nie wiem co teraz dzieje się na rynku , bo mam już nastolatka w domu , ale w czasach jego dzieciństwa trudno było znaleźć zabawki wyprodukowane nie w Chinach, ba , zauważyłam nawet zmianę na metkach dla mniej świadomych - zamiast "made in China", pojawiło się "made in PRC" , potem "made for ....." (nazwa firmy i państwo gdzie firma jest zarejestrowana, zwykle Europa)

            Dlatego rozumiem decyzje, świadome lub nie, rodziców.

            Inną natomiast sprawą jest napędzanie tego interesu bezmyślną konsumpcją wszelkich dóbr, bo musimy mieć wszystkiego więcej i więcej i wszystko oczywiście to musi być najnowszy model, mimo, że 80% funkcji nie jest nam do niczego potrzebne.

            Co do argumentu verdany...jest to pewien punkt widzenia, który też biorę pod uwagę. Ale patrzę się na niego już inaczej odkąd widziałam w TV program o turystyce seksualnej do Tajlandii. Panowie w wieku "średniostarszym" tłumaczyli, że małoletnie prostytutki mają wybór albo prostytucja, albo głód, więc w pewien sposób im "pomagają".

            • magumagu Re: A co jest złego 15.12.10, 09:34
              Popieram. Też jestem za rozmawianiem z dzieckiem o realnych potrzebach i nie gonieniem za tym co mają inni. Na razie to utopia, ponieważ mój syn ma niecałe 7 lat i chęć posiadania tego, co akurat jest na topie wśród kolegów jest silniejsza niż troska o abstrakcyjnego Chińczyka. Ale staramy mu się tłumaczyć mechanizmy rynku, reklamy, kształtowania popytu.
              Ja jestem orędowniczką skromnego życia pod względem posiadania, za to bogatego w doświadczenia. Wolę iść z synem na lodowisko, basen, wyjechać w fajne miejsce niż kupować mu nowe zabawki. A jeśli już o jakiejś naprawdę marzy to oczywiście kupujemy, ale wcześniej oglądamy ją z każdej strony, analizujemy, szukamy w tonach plastiku rzeczy dobrze wykonanych i innych od tego, co już ma.
            • tomojekontoityle Re: A co jest złego 15.12.10, 09:55
              Nikt nie obiecywał, że będzie łatwowink W ostateczności można przecież kupić używaną chińszczyznę.

              Zasadniczo polskie da się kupić: zabawki typu klocki i układanki, gry planszowe, lalki (Krawalowe, może jeszcze jakieś), proste samochodziki do sczepiania w formie pociągu - plastikowe, artkykuły plastyczne,

              poza tym czeskie maskotki, drogie, ale zawsze coś,

              no i niektóre firmy reklamują jako "fair trade" co jest nieprawdą, bo nie da się certyfikować fair tradeowo, jak dotąd, ciuchów, maskotki z dalekiego wschodu lub takież szmacianki.
              • joa66 Re: A co jest złego 15.12.10, 10:14
                A samochodziki?

                wink
                • tomojekontoityle Re: A co jest złego 15.12.10, 10:51
                  samochodziki są takie dla młodszaków tutaj, niestety, ale może jeszcze gdzieś są, o tej firmie wiem i o niej pisałam, mówiąc o tych do sczepiania ze sobą:
                  www.zabawki-wader.pl/category/Samochody,b.html
                  i zauważyłam u nich na stronie również komplety kuchenne tudzież zabawki do piasku, więc to dość optymistyczne. Aha, i na pewno są też łóżeczka dla lalek na allegro oraz maskotki z Włatców Much, produkowane w Polsce.
                  • joa66 Re: A co jest złego 15.12.10, 11:07
                    Nie takie samochodziki smile . Modele (w miarę dokładne) Fiata, Mercedesa, volvo itd ? Często do składania.


                    Prawdę mówiąc nie pamiątam, gdzie były produkowane, ale raczej w Chinach.

                    To nie chodzi o to, że jest trudno, czasami jest niemożliwe.
                    • tomojekontoityle Re: A co jest złego 15.12.10, 15:22
                      Nie twierdzę, że wszystko jest możliwe w tym zakresie. Modele (nie do składania) chyba da się kupić, choć głowy nie dam, ale nie oznacza to, że neguję niemożność zapewnienia dziecku choćby lalki barbiopodobnej produkcji polskiej (abstrahując od celowości jej nabywania)
      • myelegans Re: A co jest złego 15.12.10, 17:26
        >w opowiadaniu dziecku, jak wyprodukowano jego zachciane zabawki? Moim zdaniem, jeśli się to uświadomi, to traumy żadnej nie będzie, a jest pewna szansa na ograniczenie konsumpcji

        Paradoksalnie konsumpcja jest ekonomicznym motorem w krajach rozwinietych, spadek konsumpcji = kurczenie ekonomii, zle i dla tych rozwinietych i dla tych co produkuja.

        Akurat o Chiny bym sie nie martwila, ich rozwoj ekonomiczny jest coraz szybszy. Problemem nie jest bieda, ale polityka, i nierownosci spoleczne. Bogactwo bedzie roslo, ale podzial miedzy bogatymi i biednymi bedzie sie poglebial, ale dzieki konsumpcji i rozwojowi ekonomii, te male raczki beda mialy wiecej jutro niz mialy wczoraj.
        • tomojekontoityle Re: A co jest złego 16.12.10, 08:05
          Konsumpcja nie jest ekonomicznym motorem w krajach rozwijających się - bo kraje rozwijające się doprowadza do skrajnego uzależnienia od podmiotów zewnętrznych, jakość życia (np. dostęp do wody pitnej czy czystość środowiska) mieszkańców spada i wzrasta rozwarstwienie społeczne.

          Nadto wzrost konsumpcji w krajach rozwiniętych, który według NIEKTÓRYCH parametrów ekonomicznych jest wzrostem gospodarczym (bo liczy się również jakość życia, nie tylko PKB) doprowadza do tego, że niemożliwym jest, żeby ziemia zdołała wyprodukować tyle samo dla innych, którzy konsumują mniej. Po prostu kraje zachodnie zużywają większość światowych zasobów.

          Ergo wzrost konsumpcji podtrzymuje i umacnia dominację Europejczyków nad Azją i Afryką. O skutkach ekologicznych (które, jako się rzekło, ponoszą głownie mieszkańcy najuboższych państw świata)
    • joanka-r Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 14.12.10, 20:42
      Dziecko ma prawo do własnych pasji, zainteresowań. Nie możesz mu tego całkowicie zabronić, bo przyniesie to efekt odwrotny. Zakazany owoc smakuje najlepiej. Też byłas dzieckiem i pewnie pamiętasz jak to było.
      My juz jakoś przywykliśmy do tych fascynacji naszych dzieci. Tam gdzie w bajce była przemoc , starałam sie ją oglądać razem z synem i tłumaczyć ......
      Bardziej niż przemocy bałam sie tego typu scen: bohater wypada z okna, przejedzie po nim ogromny robot transformer 's, on wstaje i walczy dalej....dziecko nie jest w stanie oddzielić fikcji i realności. Tłumaczyłam zawzięcie, ze jak ktoś zostanie przejechany przez takie monstrum, lub wypadnie z okna , nie ma możliwości aby dalej żył.
      • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 08:04
        Oczywiście, że dziecko ma prawo do własnych pasji, ale nie kosztem innych ludzi, w tym również tych, którzy pracowali (często dzieci) na wytworzenie jego produktów.
        • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 12:28
          Cóż, to oznacza, ze można kupowac tylko towary luksusowe, w sklepach, ktore nie pracują w niedzielę, z fabryk, ktore punktualnie i przyzwoicie pracą swoim pracownikom.
          Trzeba też pamiętac, ze masowe powstrzymanie się od konsumpcji zwiększy drastycznie bezrobocie. Mnóstwo zakładów zostanie zamkniętych, mnostwo rodzin wpadnie w nędzę. Dzięki nam, moralnym i swiadomym konsumentom.
          Jedynymi wygranymi bedziemy my - bedziemy mogli dumnie powiedzieć, ze jesteśmy moralnie lepsi. A że tam ludzie są glodni czy bez pracy - to ich wina.
          • joa66 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 12:40
            A prostytucja dzieci w Tajlandii?
          • magumagu Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 13:49
            Co do towarów luksusowych to warto poczytać sobie "Gomorrę" Saviano - luksusowy nie znaczy wcale etyczny.
            Ja radziłabym też spojrzeć na pracę Chińczyków z innej strony - jednak jest to PRACA. To u nich, a nie w Afryce czy Ameryce Południowej wszystko się produkuje - nie tylko dlatego, że są tani, ale także dla tego, że są w stanie sprostać wymaganiom rynku. Nie wyrośli na potęgę dzięki pomocy humanitarnej.
            Ja osobiście chciałabym wszczepić dziecku dystans do konsumpcji z bardziej płytkich pobudek - egoizmu i lenistwa. Im więcej się ma tym więcej trzeba na to pracować. Kupowanie rzeczy na kredyt i zamartwianie się potem ratami to dla mnie nie do udźwignięcia. Wolę czegoś nie mieć i wolę, żeby moje dziecko czegoś nie miało w porównaniu z rówieśnikami niż miałabym się ja lub mój mąż zajeżdżać z tego powodu. Trudno.
            • joa66 Nie tylko Chiny 15.12.10, 14:22
              www.timesonline.co.uk/tol/news/world/article601109.ece
              www.lilith-ezine.com/articles/fashion/GAP-Sweatshops.html
              i pewnie miliony innych.

              A dlaczego? Bo niektórzy muszą mieć 15 par jeansów i nigdy nie pójdą na Sylwestra dwa razy w tej samej sukience.
          • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 14:22
            > Cóż, to oznacza, ze można kupowac tylko towary luksusowe, w sklepach, ktore nie
            > pracują w niedzielę, z fabryk, ktore punktualnie i przyzwoicie pracą swoim pr
            > acownikom

            1. Znowu fałszywa alternatywa; "wszystko lub nic". Dzieciom też tak przedstawiasz problemy? Albo jesteś geniuszem, albo odpuść sobie rozwój intelektualny, np?
            2. Istnieją (wspomniane w tym wątku) tak cudowne miejsca, jak lumpeksy i innne podobne, np. darmowe wymienialnie. Ekologicznie to najlepsza wersja.
            3. Nie wszystkie ekoprzyjazne produkty są najdroższe - przykładem ocet zamiast płynu do czyszczenia (wiem, że 2 różne kwestie - warunki pracy i ekologia)

            > Trzeba też pamiętac, ze masowe powstrzymanie się od konsumpcji zwiększy drastyc
            > znie bezrobocie. Mnóstwo zakładów zostanie zamkniętych, mnostwo rodzin wpadnie
            > w nędzę. Dzięki nam, moralnym i swiadomym konsumentom.

            Bo, jak wiadomo, najlepiej likwidują bezrobocie wielkie koncerny, likwidujące lokalny przemysłsad Bardzo inteligentna argumentacja, tylko nie bierze pod uwagę faktu że: likwidować bezrobocie można również zmniejszając wyzysk (pracujemy po 8, nie po 16 godzin, więc potrzeba więcej pracowników), popierając lokalną produkcję (bardziej chłonie pracę ludzką), nie dopuszczając do masowych kryzysów związanych z przenoszeniem produkcji z jednego kraju do drugiego przez wielkie koncerny.

            Nadto nie uśmiecha mi się sytuacja, w której znacząco zwiększam szansę na doświadczenie przez miliony ludzi skutków kryzysu ekologicznego (np. zalewanie całych krajów związane z globalnym ociepleniem) w imię pomocy humanitarnej świadczonej w postaci zapewnienia niewolniczej pracy (skutki kryzysów ekologicznych to m.in. nieprzewidywalność pogody w krajach uzależnionych od rolnictwa, brak dostępu do wody pitnej i jej zanieczyszczanie, i ponoszą je głównie mieszkańcy krajów ubogich)

            Bzdurna argumentacja o winie ludzi - nie stosowałam dotąd żadnego neoliberalnego argumentu, więc skąd takie stwierdzenie? Wręcz przeciwnie, stwierdziłam, że można pomagać głodującym w inny sposób, niż umacniając swoim konsumpcyjnym nastawieniem wyzyskujące ich struktury.

            Przeciętny Polak zużywa rocznie ponad 2 razy więcej, niż przypadałoby na jednego mieszkańca ziemi, gdyby każdy wykorzystywał ją w tym samym stopniu, i miała nadal szansę istnieć. Przeciętny mieszkaniec USA - ponad 4 razy tyle.

            Kto jest wygranym w przypadku nadmiernej konsumpcji? Ten, kto pracuje po 16 godzin za dolara, ten, komu zatruwają lokalną rzekę, ten, kto będzie musiał się oswoić z faktem, że jego terytorium już nie nadaje się pod uprawę dotąd uprawianych roślin, a pogoda zaczyna wyprawiać dziwne rzeczy w sposób nieprzewidywalny? Czy ten, kto może stwierdzić, że to wszystko i tak nic nie daje?

            Naprawdę jest wiele innych sposobów ratowania ludzi przed głodem, niż ich zmuszanie do uzależnienia się od wielkich koncernów lub umacnianie tej sytuacji. Skądinąd generujące bezrobocie.
            • verdana Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 14:38
              Aby towar znalazł się w lumpeksach, ktos go przedtem musi kupić. Zakladajac, że masowo wszczepimy w głowy ludzi zasadę, ze "tylko uzywane" - lumpeksy znikną jak sen jakiś złoty. Daromowe wymienialnie spowodują masowe bezrobocie - to wariant wcale nie optymistyczny. przypusćmy, ze popyt na ubrania spadnie o 1/3 - 1/3 zakładów odziezowych zostanie zamknięta, a pracownicy zwolnieni. Nie jest to akurat świetlana wizja dla sporej części społeczeństwa. Zmniejszenie wyzysku w okresie masowego bezrobocia jest nierealne - w chwili, gdy bezrobocie staje się masowe wyzysk we wszystkich znanych gospodarkach rośnie, nie maleje, a płace spadają - bowiem pracownicy boją się o swoje miejsca pracy. Wyzysk maleje w przypadku niedoboru rak do pracy - a to oznacza, ze potrzebny jest popyt.
              Idealizm to jedno - prawa gospodarki, niestety, przeczą idealizmowi. I bardzo obawiam się idealizmu w gospodarce, zazwyczaj kończy sie klęska lub dyktaturą.
              Owszem, jestem zwolenniczka działań proekologicznych - przy pomocy systemu podatkowego na przykład.
              • joa66 Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 14:45
                prawa gospodarki, niestety, przeczą idealizmowi

                Wiesz, prawa gospodarki są w tej chwili takie, że koszt materiału i pracy to jakies 10% finalnego produktu, większość to reklama i zysk korporacji.

              • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 15:21
                > Aby towar znalazł się w lumpeksach, ktos go przedtem musi kupić. Zakladajac, że
                > masowo wszczepimy w głowy ludzi zasadę, ze "tylko uzywane" - lumpeksy znikną j
                > ak sen jakiś złoty.
                Piszesz niżej o tym, że coś jest "nierealne", a jednocześnie snujesz tak hipotetyczne obrazy, jak upadek lumpeksów?smile To jest dopiero pokrętne rozumowanie...

                Daromowe wymienialnie spowodują masowe bezrobocie - to wari
                > ant wcale nie optymistyczny. przypusćmy, ze popyt na ubrania spadnie o 1/3 - 1/
                > 3 zakładów odziezowych zostanie zamknięta, a pracownicy zwolnieni. Nie jest to
                > akurat świetlana wizja dla sporej części społeczeństwa.

                Co masz na myśli, mówiąc o 1/3 zakładów i "społeczeństwie"? Społeczeństwo globalne, w którym nadal ZMNIEJSZA SIĘ liczba wspomnianych zakładów, mimo wzrostu konsumpcji? Rzecz w tym, że produkcja w krajach trzeciego świata powiększa w nich wyzysk, nie likwiduje go.

                Zmniejszenie wyzysku w
                > okresie masowego bezrobocia jest nierealne - w chwili, gdy bezrobocie staje si
                > ę masowe wyzysk we wszystkich znanych gospodarkach rośnie, nie maleje, a płace
                > spadają
                W tej chwili nie ma już rejonów, w które dałoby się przenosić produkcję i usługi, bo ona już jest usytuowana w krajach, gdzie praca jest najtańsza (wyjątkiem są usługi takie jak np. sprzątanie lokalnych firm, albo edukacja, z wyjątkiem kształcenia na poziomie wyższym, ale to już nie produkcja, tzn. piszę o tym w kontekście, że tych branż się nie da przenieść). To jedno.
                Dwa, że głos konsumenta w pewien sposób wywiera wpływ na producenta - nie przez oddolny nacisk ze strony pracowników, w wersji marksistowskiej, lecz przez neoliberalny nacisk konsumenta.
                Trzy. Osłabianie koncernów przez wybór innych produktów niż ich wpływa na umocnienie się struktur państwa z ich funkcją socjalną (bo to nie państwo, wbrew temu, co wyczytałaś z moich postów, jest największym problemem, tylko stojące ponad nim transnarodowe korporacje.

                Wyzysk maleje w prz
                > ypadku niedoboru rak do pracy - a to oznacza, ze potrzebny jest popyt.

                Wyzysk nie maleje w sytuacji komfortowego poczucia "ludzie i tak to kupią, niezależnie od tego, co będą trąbić obrońcy praw człowieka". Popyt na towary produkowane w ludzkich warunkach owszem, jest potrzebny.

                > Idealizm to jedno - prawa gospodarki, niestety, przeczą idealizmowi. I bardzo o
                > bawiam się idealizmu w gospodarce, zazwyczaj kończy sie klęska lub dyktaturą.
                "Prawa gospodarki" to konstrukcja tylko jednej ze szkół ekonomicznych, neoliberalnej właśnie.

                To, podobnie zresztą jak socjologia, bynajmniej nie jest nauka ścisła, mówię o ekonomii rzecz jasna, i takie parametry, jak jakość życia, również bywają jako "prawa gospodarki" uwzględniane.

                Prawo podaży i popytu, stosunkowo mało tu kontrowersyjne, jest zresztą przez Ciebie konsekwentnie negowane w tym wątku (bo ważniejsze, że popyt jest NA COŚ, niż że w ogóle istnieje).

                To nie "idealizm w gospodarce", czyli wytrych stosowany (nie piję do ciebie) przez tych, którzy w ogóle nie próbują uwzględniać skutków społecznych danego zachowania, nie związanych z generowaniem zysku dla konkretnego podmiotu, tu zawinił, tylko niebranie pod uwagę długofalowych i szerszych konsekwencji działań ekonomicznych.
              • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 15:29
                Owszem, tylko że system podatkowy wynikać może właśnie, np. z uwzględnienia owych "społecznych" czyli "idealistycznych" w twoim rozumieniu wymiarów gospodarki (np. negawaty, eksternalizacja kosztów przez firmy na mieszkańców danego terytorium itp.). Ponadto rozwiązania proekologiczne są rozmaite, i jedne bynajmniej nie wykluczają drugich.
                • ratyzbona Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 15.12.10, 15:50
                  A czy rzeczy z lumpeksu nie są wyprodukowane w Chinach? Są - czyli złe jest wyzyskiwanie Chińczyka obecnie ale że ktoś go już raz przed nami wyzyskiwał to nie ma znaczenia. Czytałam ostatnio bardzo inteligentny tekst o producentach zabawek - że rzeczywiście łamią prawa pracownicze ale że nie można winić tylko wielkich koncernów - że winny jest też ów Chińczyk po drugiej stronie który nigdy ale to nigdy nie powie dość, który będzie pracował jeszcze więcej by dostać pieniądze za kolejne godziny pracy. Dlaczego? Bo chce oprócz miski ryżu konsumować tak jak my wszyscy. Innymi słowy - broniąc go przed wyzyskiem odcinamy mu możliwość uczestniczenia w gospodarce na takich samych prawach co my. Jestem przeciwniczką troszczenia się o biednych Chińczyków poprzez pozbawianie ich zarobków. Specyficzny sposób naprawiania świata.
                  • tomojekontoityle Re: Jak sobie radzicie z bakuganami i innym badzi 16.12.10, 07:59
                    > A czy rzeczy z lumpeksu nie są wyprodukowane w Chinach? Są - czyli złe jest wyz
                    > yskiwanie Chińczyka obecnie ale że ktoś go już raz przed nami wyzyskiwał to nie
                    > ma znaczenia.

                    W tym kontekście rzeczywiście nie ma znaczenia w tym sensie, że kupno w lumpeksie nie przyczynia się powtórnie do zrobienia jakiegoś przedmiotu przez Hindusa/Tajwańczyka/Indonezyjczyka w nieludzkich warunkach. Podobnie jak utylizacja odpadów nie jest moralnie zła tylko dlatego, że to odpady radioaktywne albo z produktów nieetycznie wyprodukowanych w inny sposób, to chyba dość proste, prawda? Z przedmiotem wyprodukowanym coś trzeba zrobić, i póki nie sprawdzi się daleka wizja "upadku lumpeksów", to najrozumniejszym wyjściem jest go używać, póki się nie zniszczy zupełnie (po noszeniu ciucha zrobić zeń ścierkę do podłogi).

                    Jedyny powód, by nie kupować rzeczy używanych, to ten, że może to generować zwiększenie popytu na nieetyczne badziewie w tym sensie

                    "pozbawianie zarobków" ma miejsce przede wszystkim przez to, że firma (chińska lub nie, ale zwykle nie chińska, generalnie transnarodowa) doprowadza lokalny przemysł do upadku względnie do uzależnienia, tzn. produkowania na takich warunkach, jakie mu narzuci. I to jest właśnie zmniejszanie zarobków i zwiększanie bezrobocia, przy jednoczesnym zwiększaniu konsumpcji, to raz. Dwa, że do zdarcia klawiatury mogę pisać o tym, że inne sposoby pomocy są skuteczniejsze (zakładając, że prostytucja z dziećmi w Tajlandii lub Lusace też jest pomocą, podobnie jak umacnianie struktur pracy niewolniczej. Trzy, że po tym, co czytam wyżej, zaczynam wierzyć, że porównanie z klientami prostytutek ma sens, zwłaszcza że one też są mocno winne temu co robią z białym wujaszkiem.

                    "My wszyscy" czyli kto? Tzn. mówię w odniesieniu do tego "inteligentnego" tekstu. Kto jest członkiem tej wspólnoty "my wszyscy", mającym w imię samorealizacji niezbywalne prawo do Bakugana?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja