koza_w_rajtuzach
11.01.11, 12:07
Mąż jakiś czas temu zakupił chomika. Bez mojej zgody, bo ja uważałam, że dzieciaki są za małe i mogą nie być należycie delikatne dla swojego zwierzaczka.
Klatka stała wysoko, żeby dwulatek nie mógł się dostać do chomika. Córka codziennie pierwsze co robiła po obudzeniu się, to brała chomika, głaskała. To samo jak wracała z przedszkola, no ogólnie bardzo dużo zajmowała się swoim zwierzaczkiem, dawała mu pokarm itd. Z upływem czasu za bardzo z nim szalała i dostawała zakazy na bawienie się z chomikiem przeważnie jednodniowe, co znosiła dość źle. Nie robiła mu celowo krzywdy, ale traktowała jak zabawkę. Wytłumaczyliśmy jej z mężem, że jak będzie tak postępować to chomik zdechnie, choć to wcale się nie wydało straszne córce. Czasem zaglądała do chomika i mówiła "a chyba już zdechł, bo się nie rusza", po czym po chwili oznajmiała, że jednak żyje.
No i pewnego dnia chomik zdechł naprawdę. Szczerze na córce nie zrobiło to wrażenia, nie było jej przykro ani nic w tym stylu. Powiedziała, że przynajmniej jej młodszy brat będzie mógł się chomikiem też bawić, bo skoro i tak nie żyje, to nie zrobi mu krzywdy. Myślała, że sama też będzie mogła się z takim zdechłym zwierzątkiem bawić.
Córka ma 5 lat. Gdy była młodsza uważałam ją za wrażliwe dziecko, teraz jestem daleka od takiego osądu. Nie wiem czy to jest do końca normalne, ta jej oschłość i brak przejęcia z powodu śmierci ukochanego zwierzątka. Nic w ogóle jej nie brzydzi, uwielbia sklepy mięsne, bo może sobie pooglądać oskubaną kurę czy jakieś inne wspaniałości. Podejrzewam, że gdybym jej pozwoliła, to by chętnie chomikowi sekcję zwłok wykonała, bo strasznie ją takie rzeczy interesują. Może będzie lekarzem, tylko czy to jest do końca normalne, ta jej obojętność..?