nie powinnam miec dzieci... a mam...

12.01.11, 15:27
mozecie mi cos poradzic?

pisze zupelnie powaznie - nie powinnam miec dzieci, nie nadaje sie na matke, a zwlaszcza na matke wiecej, niz jednego dziecka. niestety, zorientowalam sie za pozno - mamy dwoch chlopcow, 3 i 5 lat.

jeszcze z jednym jakos by to bylo, ale z dwojka zupelnie nie moge sobie poradzic (psychicznie i fizycznie). gdybym mogla zawrocic czas, to najprawdopodobniej nie mialabym wcale dzieci, moze (???) jedno, ale nawet co do tego nie jestem przekonana. moj maz ma podobne odczucia.

oczywiscie kochamy nasze dzieci bardzo, zadnego z nich bysmy nie oddali wink nie chodzi i dzieci, mysle, ze nie sa ani gorsze, ani lepsze, niz inne. chodzi O NAS.

wiadomo - teraz juz za pozno na zmiane decyzji, mleko sie wylalo i trzeba wziac na siebie odpowiedzialnosc i stworzyc chlopcom jak najlepsze warunki. kochamy ich, staramy sie bardzo dac im szczesliwe dziecinstwo oraz dobra baze do dalszego zycia. ale jest nam bardzo ciezko. naprawde chcemy, zeby oni nie ponosili odpowidzialnosci za nasza pomylke, ale tez chcielibysmy byc szczesliwi, choc tak troszeczke...

macie jakies rady dla mnie? jakies pomysly?

nie wiem, czy jestescie w stanie mnie zrozumiec, albo wczuc sie w moja sytuacje, ale wszelkie rozsadne rady/komentarze bardzo chetnie przeczytam smile
    • andaba Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 15:48
      Rozsądne komentarze na forum?
      Zapomnij.
      • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 16:04
        e tam, nie badz taka pesymistka smile

        moze nie bedzie tak zle? zdaje sobie sprawe, ze pare osob "da mi po glowie" niezbyt rozsadnie, ale licze tez na "glebsze" komentarze.

        Ty - o ile pamietam - masz sporo dzieci i lubisz smile moze mi cos doradzisz? smile
    • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 15:48
      1.Po pierwsze psycholog.
      2.Po drugie luz. Zadbajecie o siebie, nie tylko o dzieci. Jezeli macie mozliwosci, postarajcie się dac komus dzieci na wakacje i wyjechać bez nich. Jesli nie - może spraedzi się tydzień samotnych wakacji, przy czym rodzic pozostający z dzieckiem w domu ma dzwonić tylko w razie pożaru mieszkania lub innego kataklizmu. Poza tym przekonałam się, ze pięć lat (przynajmniej u moich dzieci) było taką "magiczną granicą". Póki nie skończyly 5-5,5 do domu wracaam jak do pracy. Potem już jak do domu. czyli jeszcze dwa lata i będzie lepiej.
      3. Są rodzice, ktorzy uwielbiają małe dzieci i świetnie sobie radzą, a potem nadchodzi wiek nastolatkowy i wtedy zaczynają żąłować, ze nie zostali bezdzietni. Są rodzice małych dzieci, którzy nie wiedzą, po cholerę był im taki sajgon, a potem nadchodzi wiek nastolatkowy i nareszcie odzywają, sa szczęśliwi, mając w domu takie fajne, dorosłe, rozsądne dzieci. Może i u Was tak będzie, nie kazdy nadaje się na rodzica dzieci w wieku dowolnym. ja na przyklad odżyłam , gdy dzieci były starsze, a moi znajomi wtedy wpadli w dół. Czyli - być może najlepsze przed Tobą.
      • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 16:03
        ja juz teraz jestem przerazona nadchodzacym wielkiem nastolenim naszych chlopakow, wiec jakos nie wierze, ze najlepsze przede mna wink ale Twoj przyklad daje mi jakas nadzieje, heh...

        co do samotnych wyjazdow - probujemy. ale na krotko wystarcza. zwlaszcza ja mam sporo okazji, pare razy do roku jezdze na jakies konferencje, daleko od domu i mam wtedy blogostan wink maz radzi sobie z dziecmi znakomicie, jeszcze nigdy nie zawracal mi glowy, gdy zostal z nimi sam wink ale to jednak nie wystarcza w ciagu normalnych, przygnebiajacych dni...

        psycholog... myslisz, ze to dobry pomysl? nie do konca wiem, co mogalbym mu/jej powiedziec, na co sie poskarzyc? jakos nie widze, z jakim problemem sie udac? ze nie przewidzialam, ze sie na matke nie nadaje? nie do konca wiem, w jaki sposob psycholog by mi pomogl? nie sadze, aby sprawil, ze dzieci polubie wink nie wypytuje sie zlosliwie, po prostu nie przyszlo mi to do glowy jako rozwiazanie akurat tego problemu.
        • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 16:13
          Zapewniam Cie, ze nastolatki - o wiele częściej niż to nam się wydaje - bywają urocze. I mozna z nimi pogadać, poplotkować i iść na kawę.
          Uwazam, ze psycholog jest b. dobrym pomysłem. Co masz powiedzieć - to co napisałaś. Byc może nie lubisz własnych dzieci - a to niestety jest powazniejszy problem dla nich, niż dla Ciebie - bo zajmujesz się nimi w sposób, ktory Ci nie odpowiada.
          Nie jestem psychologiem. Ale moge Ci poradzić - spisz na kartce wszystko to, co robisz z dziećmi. Potem podziel to na dwie grupy - to, co lubisz z nimi robić i to, czego nie lubisz. Niech mąż zrobi to samo. Jezeli się okaze, ze coś lubi robić tylko jedna osoba - niech druga tego nie robi. Z pozostalych rzeczu zostawcie tylko to, co absolutnie konieczne. Ja na przyklad nienawidzę bawić się z dziećmi - więc nigdy sie z nimi nie bawilam. Lubię czytać na glos i chodzić na spacery - więc zamiast zabawy czytalam czy spacerowałam. Nie lubię placów zabaw - dzieci bywały na placu bardzo rzadko. Nie mam ambicji zapewnienia dzieciom wszystkiego, czego pragną, ani nieustannej rozrywki.
          Pamiętaj też, ze lepiej być dzieckiem lubianym, które zmęczony rodzic sadza przed szkodliwą kreskowką, niż nielubianym, z ktorym mama bawi się edukacyjną grąsmile
          czyli podstawowa rada - postaraj się maksymalnie wyeliminować ze swojego życia to, czxego nie lubisz, choćby wydawało Ci się to elementem prawidłowego rodzicielstwa.
          • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 16:39
            fajne rady, wykorzystam smile
            z tym wyreczaniem jednego z rodzicow w tym, czego nie lubi, to juz stosujemy... ja sie rano do zycia nie nadaje, jestem taka zla (z tego tylko powodu, ze wstac trzeba), ze bez bata nie podchodz... i maz jakos naturalnie (bez ustalania nawet) zajmuje sie chlopakami rano - bierze prysznic, budzi ich i nadzoruje ubieranie, budzi mnie i idzie z nimi przygotowywac sniadanie smile bardzo mnie ten drobny fakt cieszy, nawet nie dodatkowe 15 minut spania, ale fakt, ze nie musze rano robic rzeczy, ktorych rano robic nienawidze wink

            niestety, jedna z najbardziej irytujacych rzeczy w "mieniu dzieci" jest brak ciszy i tzw "swietego spokoju"... mam wrazliwy sluch, gdy pracuje, nawet muzyki nie slucham, bo mnie dekoncentruje... a kazda minuta spedzona dziecmi to zalew dzwiekow, informacji, ciagle gadanie - teraz na ogol dwoch na raz, ciagla walka o uwage... w tym momencie chyba to wykancza mnie najbardziej, a na poprawe raczej nie ma co liczyc smile

            tez nie lubie sie bawic, ale lubie czytac... jakos staram sie za tym podazac, nie zmuszac sie... ale nie zawsze sie da i nie zawsze wystarcza.

            i raczej lubie swoje dzieci. patrzac obiektywnie - fajne z nich dzieciaki, maja mnostwo cech, ktore mi sie podobaja. ale mecza mnie niezmiernie smile

            musze przemyslec tego psychologa...
            • ola33333 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 16:53
              moze wiecej jakis zajec popoludniami chlopakom zorganizowac, jakis sport, zeby sie wyszaleli?
              Moze tatus moglby ich wozic..
              • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 16:57
                my oboje pracujemy, chlopcow widujemy rano i wieczorem tylko... na razie nie narzekamy na za duzo kontaktu, nie o to chodzi...

                maz angazuje sie tak samo, jak ja, tutaj jest swietnie.
                mysle, ze wiekszosc matek bylaby "zachwycona" podobnymi dziecmi i podobnym zyciem... tutaj nie chodzi o obiektywna ocene, czy klopotliwosc chlopcow, ale o nasze - jak najbardziej subiektywne - odczucia smile

                na poczatku zeszlego roku chlopcy chodzili raz w tygodniu na zajecia po przedszkolu. nic to nie zmienilo w naszym odbiorze sytuacji wink
                • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 17:18
                  Wiem, co Cię męczy - brak możliwosci powiedzenia sobie "Teraz te pół godziny jest dla mnie i NIKT nie bedzie mi przeszkadzxał". W dodatku jak widujesz dzieci tylko wieczorem, to jakoś głupio powiedzieć "Nie przeszkadzajcie" - po przecież wszystkie poradniki trąbią o tym, jaki wazny jest czas z dzieckiem, a żadne nie piszą, jaki wazny jest czas bez dzieckasmile
                  Proponuję co drugi dzień, a potem codziennie, zrobić "pół godziny dla mamy". Mama zamyka się w pokoju. Wchodzić do pokoju nie wolno. Za nie zawracanie głowy dostaje się naklejki. Za zawracanie głowy, o ile nie złamalo się ręki dostaje się ochrzan.
                  • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 17:38
                    kurcze, dobra diagnoza wink
                    tylko nasze dzieci naprawde wczesnie chodza spac (o 20 sa w lozkach i na ogol spia), pozno wracamy z przedszkola (odbieramy ich o 16:30), pomiedzy trzeba jeszcze zaliczyc "jedzenie i pielegnacje", wiec tego czasu wspolnego jest naprawde malo... i naprawde mi glupio sie od nich opedzac, skoro wiem, ze po 20 mam sporo czasu dla siebie...
                    ... choc tak naprawde, to wlasnie po pracy, kolo tej 17, potrzebuje troche SPOKOJU... pracuje umyslowo i potrzeba mi takiego oddechu zaraz po wyjsciu z roboty... w lecie nie jest tak zle - idziemy na wybany przez dzieci plac zabaw i oniw wtedy na ogol potrafia sie soba zajac... ale zima, spedzana na ogol wewnatrz (bo po wyjsciu z przedszkola jest zwyczajne ciemno), jest duuuuzo gorsza...

                    i martwie sie tez przyszloscia... czy nie zrobimy dzieciom jakiejs krzywdy naszym podejsciem?...
                    • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 17:55
                      Powiem Ci coś.
                      Twoim dzieciom potrzebna jest znacznie bardzij matka, ktora ma ochotę z nimi byc, niż matka, ktora z nimi jest. Dla dobra dzieci pędź je bez litosci. Na pół godziny.
                      Krzywdę to im zrobisz nie dbając o wlasne dobro.
                      • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 12.01.11, 18:21
                        smile
            • epreis Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 19:13
              kura17 napisała:
              > niestety, jedna z najbardziej irytujacych rzeczy w "mieniu dzieci" jest brak ci
              > szy i tzw "swietego spokoju"... mam wrazliwy sluch, gdy pracuje, nawet muzyki n
              > ie slucham, bo mnie dekoncentruje... a kazda minuta spedzona dziecmi to zalew
              > dzwiekow, informacji, ciagle gadanie - teraz na ogol dwoch na raz, ciagla walka
              > o uwage... w tym momencie chyba to wykancza mnie najbardziej, a na poprawe rac
              > zej nie ma co liczyc smile

              kura,uwielbiam cię..tak dosłownie napisałaś to o czym ja myślę bez ustanku....
              najchętniej wysłałabym dzieci do szkoły/przedszkola najlepiej z internatem,albo choć kneblowała na 2 godz dziennie ;/
              tylko ja mam jeszcze bardziej dołującą sytuację - 24h/dobę z prawie 3latką posiadającą wyobraźnię przekraczającą BARDZO mocno moją,i moje możliwości przewidywania co jeszcze wymyśli. i nadwrażliwego 5latka,który do urodzenia siostry był aniołem - cisza,spokój...ehhh...
              a z powodu jej temperamentu,charakteru,upodobań- hałasu,zamieszania jakie tworzy on jest niesamowicie pobudzony i w efekcie jest MASAKRA.
              pikanterii dodaje fakt,że M pracuje miesiąc/miesiąc i choc gdy wraca pomaga to ja wtedy na nich WSZYSTKICH patrzeć nie mogę,przez miesiąc pobytu szukam "dziur" gdzie mogę się schowac i obmyślać plan ucieczki .....

              kocham swoje dzieci co wieczór gdy spią,i obiecuję sobie- rano będzie lepiej,jest...przez 5 minut..chyba,że nie wstają jednocześnie...wtedy jest fajnie,bo jak razem to po max 5 minutach ilość napływających dźwięków jest tak masakryczna,że mam ochotę poduszką się udusić....

              żyję odliczając czas do wrzesnia,syn idzie do zerówki,córka (MAM NADZIEJĘ) przedszkola...
              i choć czas wieczorny będzie koszmarny (syn się "zemści" za obowiązek szkolny na nas),to możliwość posprzątania,pooodkurzania choć bez przerywania co kilka minut wydaje mi się taka cudowna......

              łacze się w bólu ;D
              i a propos tego co verdana pisała..
              mogłabym mieć 10niemolaków, i takich dzieci DO 2 lat...
              wiek w którym teraz są moje dzieci jest jak do tej pory NAJGORSZY.
              nie wiem jaki będzie okres nastoletni,ale wyobraźnia podpowiada mi córkę "zwiedzającą" komisariaty i syna outsidera w pokoju pełnym jaszczurek,średnio optymistycznie....
            • kurczak1 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 08.03.11, 15:14
              Eeee, a za chwile dziecko ma 11 lat i nie ma dla Ciebie czasu, bo całymi dniami odrabia lekcje, robi projekty, czyta, oglada, idzie na dwor, do kolegów itp.
    • ewa_mama_jasia Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 10:17
      Przykro mi to czytać. Pamiętam Cię z Niemowlaków i maluchów sprzed 4 chyba lat, wtedy miałaś zupełnie inne podejście. Bobomigi, nauka czytania itp. Mleko się rozlało, dzieci się nie pozbędziesz. Jedynym wyjściem jest odchować i nauczyć samodzielności. Jak przeżyć te najbliższe 5 - 8 lat? Może dzielić się z mężem w taki sposób, że czasami on wyjedzie z dziećmi na weekend, czasami Ty, a ten drugi rodzic ma wtedy "urlop". Za pół roku jeśli starszy będzie samodzielny już można go wysłać na kolonie (są takie od 5 lat) i zyskujecie oddech przez 10 - 14 dni. O podrzucaniu dzieci rodzinie i wspólnych wyjazdach już pisano, nie będę się powtarzać. Za chwilę dzieci pójdą do szkoły, po szkole i w weekendy będą miały spotkania z przyjaciółmi, jakoś ten czas zleci. Będziecie mieli więcej luzu smile
      • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 11:46
        4 lata temu mialam JEDNO dziecko smile
        jak napisalam - matka jednego dziecka ewentualnie moge byc, dwojka mnie przerasta...

        i to nawet nie to, ze nie lubie robic rzeczy z dziecmi, nie lubie ich pobudzac do rozwoju itp, ale zwyczajnie - nie jestem szczesliwa w tej roli...

        nawet nie jest - obiektywnie - tak ciezko, dzieci dobre, kochane, ale jednak NAM, subiektywnie - ciezko jest...

        ech, jak piszesz - mleko sie wylalo, teraz chcialabym, zeby dzieciakom zapewnic cudny dom rodzinny i dobry start w zycie...
        • ewa_mama_jasia Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 12:20
          No to może później to było, bo pamiętam w sygnaturce "kurczak" i "pisklak". smile
          • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 12:22
            no proza zycia nas przygniotla wink
            to nie bylo tak, ze pewnego dnia mnie olsnilo, powoli dochodzilam do wniosku, ze jednak sie do "tego" nie nadaje...
    • freja0 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 11:30
      Nigdy nie piszę na forach, ale temat tego wątku jest mi tak bliski, że postanowiłam się zarejestrować i wtrącić swoje trzy grosze. Jesteśmy z mężem ludzmi, którzy również do wychowywania dzieci nadają się jak kwiatek do kożucha, jednocześnie oboje sobie życia bez tych dzieci nie wyobrażamy i bardzo je kochamy. Potrzebujemy jednak i sporo czasu dla siebie i tzw. "świętego spokoju", o wiele więcej niż przeciętni rodzice. Mamy dwoje dzieci, pannicę 16 - letnią i przedszkolaka, czyli fochy przemądrzałej nastolatki i jęki o to, że konstrukcja z klocków lego została przesunięta o kilka centymetrów na podłodzewink
      Podzieliliśmy obowiązki właśnie w taki sposób jak napisała Verdana, żadne z nas nie zmusza się do robienia rzeczy, których nie lubi. Ja uwielbiam synkowi czytać i tarzać się z nim po kanapie, gilać go, całować, opowiadać mu o świecie. Mój mąż spacerować, grać w piłkę. Oboje niestety nienawidzimy się zabawiać autkami, bioniclami ani budować lego. Bawić nasz syn musi się sam. Nie mamy oporów przed włączeniem telewizora, pozwalamy również na gry komputerowe, bez żadnych wyrzutów sumienia, że zaniedbujemy dziecko. Z córką bawić się już nie trzebasmile, natomiast trzeba dużo rozmawiać. Jak nasze duże dziecko ma dobry dzień, to dialog z nią jest najprzyjemniejszą chwilą dnia. Nauczyłam się również jej odpuszczać, przestałam porównywać do siebie i stwierdziłam, że bycie mamą dorastającego człowieka to całkiem niezła przygoda.
      Co weekend nasze dzieci są odwożne do dziadków na jeden nocleg, za to będę wdzięczna moim rodzicom do końca życia. Ten jeden dzień wolności daje mi naładować akumulatory na cały następny tydzień.
    • jowitka345 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 12:39
      jak przeczytałam twój post to sie przeraziłam, ze zaraz Cie tutaj matki teresy zaczna linczować, ale widzę, ze nie jest tak źle...
      Mam to samo. Myślałam tez zanim napisalas , ze jestem sama z tym wszystkim..tzn mąż wie i rozumie i tez mi pomaga jak może ale... czytam czasem o matkach na niemowlaku i tam same matki polki poświęcające sie dla dobra dzieci kosztem siebie.
      Nawet nie wiesz jak ja Cie rozumiem. mam to samo. Tzn Ty masz o wiele lepiej bo pracujesz i wyjeżdzasz słuzbowo. Ja w tej chwili nie pracuję ale już o tym mysle bardzo intensywnie, chociaz na pół etatu. Teraz w weekend wyjeżdzam do koleżanki na dwa dni odsapnac trochę :0.
      Pomysły tutaj przytoczone przez innych chętnie wdrożę w życie codzienne smile
      • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 13:03
        A nie wydaje Wam się, ze to po prostu normalne? Że mitem i to szkodliwym jest wizja macierzyństwa, jako pasma uśmiechow , radosci z dzieci i beztroskiej zabawy? że nie jest tak,z ę co najmniej polowa kochających matek ma jednocześnie wizje, ze jak by udusiła najukochansze dziateczki, to przynajmniej w więzieniu miałaby trochę spokoju?
        Moim zdaniem dzieci są cholernie, niewiarygodnie męczące. A wzorzec rodzicielstwa, z zaleceniami, ze przez pół roku własciwie nie nalezy od dziecka odchodzić nawet na krok, spać z nim, nosic w chuście i zabierac do toalety, że do trzeciego roku życia należy z dzieckiem być, ze dziecko nalezy rozwijać - a to do niego migając, a to uczac czytać roczniaka, a to grając muzykę klasyczna - nie pozwala po prostu byc matką i jednoczesnie być soba?
        Zmeczenie, rozdraznienie i niechęć do ukochanych pociech jest nieodłączną częścia macierzyństwa.
        • jowitka345 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 13:50
          Tak mi sie kiedys wydawało ale... jak za duzo bajek to teściowa wkracza. jak za często z domu wychodze to moja mama wkracza. jak zaczełam przebakiwac, ze chcę wrócic do pracy to obie wkroczyły..no i potem zaczęłam czytać troche więcej na forum jak to każdy och i ach nad siedzeniem z dzieckiem w domu do 3 r. ż to zaczelam sie zastanawiac czy nie jestem "wyrodna "
        • dorotakatarzyna Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 14:26
          "co najmniej polowa kochających matek ma jednocześnie wizje, ze jak by udusiła najukochansze dziateczki, to przynajmniej w więzieniu miałaby trochę spokoju? "

          Oj, tak, tak!
          Czasami mówię ukochanemu nastolatkowi, że w końcu go zabiję i przynajmniej sobie odpocznę 25 lat...
          Ale tak z doświadczenia matki trójki dzieci - czasami trzeba wziąć coś na uspokojenie, albo przynajmniej magnez. A w ogóle moje podejście do dzieci zależy od hormonów - przed okresem bym pozabijała, po - jestem bardziej tolerancyjna. Zwykłe zmęczenie, a często rozczarowanie - bo dzieci nie są takie, jakimi je sobie wymarzyliśmy. Bo miał byś słodki, śliczny bobas, którego miałyśmy ubierać w śliczne ciuszki - a tu jest cholera, która bez przerwy się drze, nie śpi po nocach, i żyć nie daje. Potem rozwydrzony dwulatek, i zbuntowany siedmiolatek... A potem nastolatek, który nie chce się uczyć i ma same jedynki (to mój sad )... I tak dalej.
          A teraz mając podrośnięte dzieci, oglądam stare filmy, nakręcane gdy byli mali... I żałuję, że się nie nacieszyłam. To były takie kochane dzieciaki, a ja przeważnie się wściekałam i krzyczałam. Naprawdę mi przykro, że ten cudowny czas już minął, nie wróci, nigdy już nie będą małymi skarbami...
          A więc, droga Kuro, ani się obejrzysz, a dzieci urosną i będą miały własny świat. A ty jeszcze zatęsknisz za tymi czasami wink
          • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 17:58
            > A teraz mając podrośnięte dzieci, oglądam stare filmy, nakręcane gdy byli mali.
            > .. I żałuję, że się nie nacieszyłam.

            Ja się trochę bałam, że się nie nacieszę. Nastawiona byłam na macierzyństwo jak na ciężką orkę. Więc sam fakt, że były urocze był dla mnie niespodziewaną nagrodą.

            Jak to ładnie ujął mój mąż: "właśnie miała fruwać za oknem, gdy się uśmiechnęła" wink

            Więc cieszyłam się, ile się dało. Wmawiałam sobie, że jest fajnie. Widziałam, czego mogę po nich oczekiwać. Najgorzej zniosłam wiek 10 lat mojej córy, bo mi się wydało, że w końcu dorosła wink

            Pozdrawiam
            Jola
        • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 17:51
          > Moim zdaniem dzieci są cholernie, niewiarygodnie męczące.

          Potwierdzam. Ja decydując się na dzieci doskonale o tym wiedziałam/czułam.

          >A wzorzec rodzicielstwa, z zaleceniami, ze przez pół roku własciwie nie nalezy od dziecka odchodzić nawet na krok, spać z nim, nosic w chuście i zabierac do toalety, że do trzecie
          > go roku życia należy z dzieckiem być,

          Moje pierwsze dziecko było właśnie takie: domagające się ciągle mojej fizycznej obecności, karmienia (karmiłam piersią i w pierwszym roku nie było to szczególnie fajne), noszenia.
          A wiesz co mi pomagało? Świadomość, że to normalne, że tak ma być. Utwierdzała mnie w tym moja mama, mąż, troszkę teściowa. Bo kilkanaście lat temu lansowało się teorię, że dzieci powinny regularnie jeść, spać w oddzielnym pokoju. Do wścieku doprowadzały mnie filmy, gdzie niemowlęta przez pół godziny (!) były spokojne.

          Im bardziej zaspokajałam tę nadmierną (moim zdaniem wtedy) potrzebę bliskości, tym ona była spokojniejsza (choć słyszałam różne "dobre" rady i ostrzeżenia).

          Tak więc ja osobiście twierdzę, że ten lansowany obecnie model jest świetny, dobry dla matki, i dla dziecka. Ale ...

          >ze dziecko nalezy rozwijać - a to do nieg
          > o migając, a to uczac czytać roczniaka, a to grając muzykę klasyczna - nie pozw
          > ala po prostu byc matką i jednoczesnie być soba?

          tego nie rozumiem. Zresztą osoby piszące o modelu rodzielstwa bliskości też zwracają na to uwagę. Dzieci nie potrzebują takiej zogniskowanej uwagi. Wręcz im szkodzi. Bardziej chodzi o możliwość włączenia ich w NASZE życie. Ja lubię czytać, więc czytałam przy karmieniu. To był czas dla MNIE. Lubię wyszywać (bo ładne, trwałe i niepraktyczne), więc dzieci wiedziały, że to jest mój czas. Mój dwulatek (wtedy) świetnie rozumiał, że jak mama wyszywa, to ma mieć spokój wink (z drugiej strony nie robiłam tego cały czas). Ogólnie dzieciaki dość dobrze tolerowały to, że robię coś innego - pod warunkiem, że choć część uwagi im poświęcałam.

          Pozdrawiam
          Jola
          • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 19:36
            Widzisz, dla mnie takie pół roku skonczyloby sie w zakladzie zamknietym, niezaleznie od potrzeb dzieckasmile Normalne, czy nie - nie jestem w stanie funkcjonować w ten sposób, nie pracując (tak, smutne, ale prawdziwe...), a przede wszystkim nie bedąc SAMA, chociaż czasami. Wsparcie innych "tak ma być" prawdopodobnie skonczylo by się albo posiadaniem jedynaka, albo ciężka depresją. O utracie pracy nie wspomnęsmile Taki model jest byc moze swietny dla niektorych matek, na pewno nie dla wszystkich. Dla mnie brzmi jak senny koszmar.
            No i przy drugim dziecku na takie rodzicielstwo już nie bardzo można sobie pozwolić.
            • epreis Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 19:43
              > No i przy drugim dziecku na takie rodzicielstwo już nie bardzo można sobie pozw
              > olić.
            • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 20:06
              Dla wyjaśnienia. Nie należę do osób, które lubią bawić się z dziećmi (szczerze tego nienawidzę).

              >nie pracując (tak, smutne, ale prawdziwe...),

              Przy komputerze (po urodzeniu pierwszego dziecka) spędzałam na pracy twórczej (dosyć) co najmniej dwie godzinny dziennie - to w okresie urlopu macierzyńskiego. Pracować (ale tylko po parę godzin dziennie) zaczęłam jeszcze w okresie tegoż urlopu. Lubię moją pracę big_grin

              > a przede wszystkim
              > nie bedąc SAMA,

              byłam sama, jak młode spało. Potem potrafiłam się chować w kuchni, bo była odgrodzona płotkiem - ona mnie widziała, ale nie mogła dotknąć. Bardzo tego potrzebowałam.

              > Wsparcie innych "tak ma być"

              Nie "tak ma być", ale "to normalne, minie". Wsparcie innych to także to, że jak mąż wracał z pracy, to ja jednocześnie wychodziłam wink (choć na krótko). To także odciążenie z prac domowych.

              > Dla mnie brzmi jak senny koszmar.

              Dla mnie też brzmiało. Początkowo. Ale potem, po paru tygodniach takiej wyjątkowej bliskości (wymuszonej, bo inaczej .... ryk) coś mi się przestawiło i przez dobrych parę miesięcy jakbym ... uwspólniła się z dzieckiem. Mąż wracający z pracy słyszał "znieś wózek".
              Przy drugim dziecku było inaczej, bo nie było aż tak wymagające. Ale z drugiej strony chyba nie weszłam z nim w etap takiej bliskości, a i potem bardziej dawał mi "popalić". Więc może w tej teorii o nasyceniu bliskością coś jest smile

              > No i przy drugim dziecku na takie rodzicielstwo już nie bardzo można sobie pozwolić.

              Dlaczego? Jeśli karmiłam młodsze, to była informacja dla starszej: to jest czas dla dzieci, twój brat podstępnie zwabił mnie na sofę i zamiast sprzątać muszę siedzieć i wami się zajmować. Przy pierwszym był to czas dla mnie. Przy drugim: dla dzieci. Młodsze karmiłam, a starsze tuliłam, rozmawialiśmy, czytaliśmy itd. itp. Chusta też by wiele rozwiązała.
              Jedno tylko w tym było dla mnie ważne: ja bardzo rzadko bawiłam się z dziećmi, byłam dla nich, ale jednocześnie prowadziłam też i swoje życie. Mogłam, bo w opinii innych moje dzieciaki nieźle zajmowały się sobą, potrafiły się same bawić. Bylebym była obok. Wraz z etapem wspólnego chodzenia do łazienki.

              Problem może tkwić w tym, że współcześnie kobiety chcąc być matkami blisko dzieci, jednocześnie czują się zobowiązane w rozwijaniu ich, zabawianiu, uczeniu. A wolny czas poświęcają na bycie dobrą gospodynią. Swoje potrzeby, hobby, pasje stawiają na ostatnim miejscu. A tak się moim zdaniem na dłuższą metę nie da.

              Pozdrawiam
              Jola
              • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 20:23
                Eeee tam.
                To dla Ciebie "bliskość" to to samo co dla mnie - i obawiam sie zwolenników "rodzicielstwa bliskosci" - zimny wychów. Czyli mozliwość urwania sie z domu, pracy przy komputerze, chowania się przed dzieckiem, ktore sfrustrowane (na pewno Ci tego nie daruje!) nie moze Cię dotknąćsmile
                Moje pierwsze dziecko nie dawało popracować, bo nie spało. Po prostu. Dwie godziny snu w ciągu dnia to bylo cos, o czym mogłam sobie pomarzyćsmile A gdy miało lat trzy potrzebowało czasem mamy tylko dla siebie. Bez ssącego niemowlęcia. Nie wspominając już o tym, ze i jedenastolatek i ośmiolatka potrzebują czasem matki, ktora całkowicie może skupić się na ich sprawach, matki bez uwiazanego niemowlęcia.
                • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 20:50
                  > To dla Ciebie "bliskość" to to samo co dla mnie - i obawiam sie zwolenników "r
                  > odzicielstwa bliskosci"

                  Ależ ja jak najbardziej jestem przedstawicielem "Rodzicielstwa bliskości" i zepchnąć się z tego stanowiska nie dam smile

                  > A gdy miało lat trzy potrzebowało czasem mamy tylko dla siebie. Bez ssącego niemowlęcia.

                  Trudno. Life is brutal.
                  U nas czas tylko dla starszej był wieczorem - nasz rytuał usypiania smile (który mnie wtedy męczył, ale w perspektywie czasu widzę, jak bardzo był ważny). Młodsze było z tatą. Ale jeśli męża nie było, a młodsze ryczało, to starsza zgadzała się na to, abym była z nim w pokoju (dziwne, bo normalnie musiałam ją tulić). Zresztą byłam terytorialnie podzielona: lewa połowa dla córy, prawa dla syna. Wiem, bo kiedyś stoczyli o mnie walkę wink

                  W rodzicielstwie bliskości moim zdaniem chodzi o to, aby nie bać się dać siebie wiele dziecku, dać się przywiązać (natura potrafi to wynagrodzić, hormony? ). Utulone, wyprzytulane dziecko pewnego dnia schodzi z kolan i rusza na podbój świata. Wraca na naładowanie "akumulatorków". Jeśli za wcześnie go oddzielamy (np. oddzielny pokój), to może poczuć, że musi walczyć o naszą uwagę.

                  Zwykle okresy wyjątkowo złego zachowania moich dzieciaków (one świetnie wiedziały, jak mnie wyprowadzić z równowagi) były spowodowane tym, że czuły się zaniedbane i walczyły o moją uwagę. Łączyło się to z okresami mojej wzmożonej pracy (gdy byłam skoncentrowana na czym innym).

                  Tak naprawdę to sztuka odnalezienia właściwych proporcji. Nie można całkowicie koncentrować się na dziecku. A jednocześnie warto dać sobie i jemu szansę na dobre przeżycie tego okresu, gdy potrzebuje tak bardzo naszej bliskości.

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 21:13
                    Widzisz, dla mnie nie hasło "life is brutal" w odniesieniu do trzylatka jest nie do przyjęcia. Trzylatek, ktory przez pół roku lub dłużej cierpi, bo urodzilo sie młodsze dziecko może dziecka nie polubić. A IMO niemowlęciu nic sie nie stanie bez mamy pare godzin, żadnej szkody nie poniesie, a ze starszym bratem bedzie musiało mieszkać najbliższe 15 lat minimum. Oczywiście, to zalezy od dzieci, czasem niemowle jest wymagające, a starszemu mama już nie jest tak potrzebna, a czasem odwrotnie. Tu wąlasnie widzę pulapke rodzicielstwa bliskosci - przyjmuje sie, ze starsze dziecko musi poświęcić się dla dobra młodszego, ze ono już się "naprzytulało" i teraz nie musi.
                    • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 21:55
                      Verdano. Ja nie miałam takich dylematów. Równie dobrze powinnam się zastanawiać, czy mogę wyjść do pracy i zostawić mojego dziecko. TO nawet bardziej.

                      Nigdy nie uważałam, że starsze powinno się "poświęcać" na rzecz młodszego.
                      Owszem, czasem musiała poczekać. Ale miała też przywileje z racji wieku. Źle byłoby, gdybym zawsze odtrącała starszą. Ważna jest jednak także nasza uwaga, troska. A że czasem trzeba się podzielić mamą z kimś, kto jest do niej przywiązany? Trudno. Za to zyskali siebie nawzajem. Uczyłam się pokory dla swojego poczucia "niezbędności", gdy widziałam, jak jedno cieszyło się, że drugie wróciło z przedszkola, albo to pierwsze w końcu się obudziło (czasem "niechcący" było budzone)

                      Pozdrawiam
                      Jola
                      • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 22:09
                        Ależ własnie o to chodzi, ze Ty nie miałaś takich dylematów, a ja tak. Dlatego uważam, ze nie istnieje żaden jeden dobry model macierzynstwa.
                        Podzielić się z mama trzeba tak czy inaczej - to nieuchronne przy mlodszym dziecku. Ale część starszych potrzebuje także wyłącznego zainteresowania mamy przez pewien czas. Jesli przyjmiemy, ze mama nie powinna mieć poczucia "niezbędności" dla jedno, dwu czy trzylatka, to to samo dotyczy niemowlęcia.
                        Dzieci bywają bardzo różne. Moje najstarsze dziecko niewątpliwie potrzebowało mnie nie mniej, a chyba bardziej niz niemowlę. Trzylatek niczego nie zyskuje, gdy niemowlę się pojawia i nie ma wyobrazenia, ze kiedys będzie inaczej. Jestem zdania, ze styl rodzicielstwa nalezy podporzadkować wszystkim zainteresowanym - mamie i wszystkim dzieciom, a nie stosować się do żadnej, choćby rozsadnie brzmiącej teorii.
                        I ja sama funkcjonowałam dokladnie odwrotnie, niz Ty - im dłuzej bylam "sam na sam" z dzieckiem, im wiecej czasu mu poświęcałam, tym gorzej sie z tym dzieckiem czulam.
                        • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 14.01.11, 21:11
                          Nie możesz porównywać niemowlaka i trzylatka - to zupełnie inne etapy rozwoju. Niemowlęciu trudniej jest znieść odejście mamy (zginęła?) i pozostawienie samemu (bo czy wróci? Nie ma jej wewnętrznego "obrazu"), ale łatwiej jest przyjąć jej brak uwagi. Można dać fizyczną obecność niemowlęciu, a skoncentrować uwagę na starszym.
                          Nie da się, jeśli przyjmiemy, że "rodzicielstwo bliskości" to oddanie się w całości wyłącznie dziecku. Tak się nie da na dłuższą metę.

                          > I ja sama funkcjonowałam dokladnie odwrotnie, niz Ty - im dłuzej bylam "sam na
                          > sam" z dzieckiem, im wiecej czasu mu poświęcałam, tym gorzej sie z tym dzieckie
                          > m czulam.

                          Widzisz, myślę sobie czasem, że gdyby mi się moja pierworodna trafiła inna, to inaczej wyglądałoby moje rodzicielstwo. Ta szczególna więź, jaka się wytworzyła między nami, była też w dużym stopniu sterowana chemią miłości. Tak myślę. Wiesz: ta oksytocyna i wszystko inne. To taka pomoc natury. Im więcej przebywałam z dzieckiem, karmiłam piersią, tym ta chemia działała aktywniej. Początek był wymuszony przez córę, a potem już się jakoś toczyło. Nawet nauczyłam się spać z dzieckiem big_grin Więcej, w pewnym okresie jakby zsynchronizował się nasz rytm snu. Gdy ona była w fazie płytkiej, ja też i łatwiej było mi się budzić. A potem błyskawicznie zasypiałam.

                          Ale w tym wszystkim nie może chodzić o to, że matka jest w 100% skoncentrowana na dziecku. Bo tak się fizycznie i psychicznie nie da.

                          Myślę też, że dziecku nasyconemu bliskością matki w niemowlęctwie i później, łatwiej jest znieść przymusowe oddzielnie. A nawet może z łaskawością odstąpić trochę mamy młodszej konkurencji wink (jak to się u nas zdarzało)

                          Pozdrawiam
                          Jola
                          • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 14.01.11, 21:38
                            Mojej córce bylo doskonale wszystko jedno, kto przy niej jest. I czy w ogóle jest. Byla zupełnie zadowolona, jak słyszała czyjś glos, albo dostała zabawke, albo siedziała na lezaczku. Leżała i usmiechała się do sufitu. Najwyraźniej nie przeczytała stosownej publikacji, wg. ktorej powinna ryczeć w nieboglosy i bać się, że za chwilę zginie.
                            Natomiast dla mojego syna brak wyłącznej uwagi był kataklizmem, zaczęły sie zachowania nerwicowe, moczenie się, klopoty ze snem, bole brzucha i wiele, wiele innych. Fizycznie obecna byłam zawsze, bo mieszkaliśmy w kawalerce, ale moj syn chciał być, przynajmniej czasami, jedynym obiektem uwagi - bez siostry. I uważam,z ę miał do tego pełne prawo. W dodatku jestem przekonana, ze gdybym wtedy nie zabierała go regularnie z domu, lekceważac żywotne problemy niemowlecia, to zwyczajnie bym go skrzywdziła i to powaznie.
                            Karmienia piersią po prostu nienawidzę. Mimo, ze dwoje mlodszych karmilam dosyć dlugo, dzień odstawienia był dla mnie dniem wyzwolenia. U mnie chemia jakos slabo działa. działa możliwość komunikacji z dzieckiem. Pamietam, jak najmlodszy zaczął reagować na glos, cos odpowiadając po swojemu, w okoliczach drugiego miesiąca - dla mnie to bez porownania silniejsz więź, niz przytulanie czy karmienie.
                            Najwięcej przebywałam z najstarszym, bo bylam 'samotną matką", mąż był w wojsku - i to on najgorzej znosił oddzielenie. Najmlodszy, dla ktorego miałam stosunkowo mało czasu, pierwszego dnia w żłobku wzbudził spore zdziwienie, bawiąc się z zapalem i nie zwracając uwagi na brak wyrodnej matki. A miał 11 miesięcy.
                            Dzieci naprawde sa różne, a nie wszystkie identyczne.
                            • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 16.01.11, 19:31
                              To oczywiste, że każde dziecko jest inne.

                              Ale zastanawia mnie jedno. Czy fakt, że niemowlę wyjątkowo bardzo domaga się naszej bliskości (to nie to samo, co przebywanie w jednym pomieszczeniu) oznacza, że jest bardziej wrażliwe i ma większe potrzeby? Czy raczej każde niemowlę potrzebuje dużo, ale nie każde potrafi się tak samo intensywnie jej domagać? Bo moje dziecię, co mi się wydawało wrażliwe i delikatne, wyrosło na bardzo asertywną, młodą pannę smile
                              A mój super samodzielny synek wyrósł na chłopaka, co to bardziej dba o potrzeby innych niż swoje: jakby stawiał siebie gdzieś na końcu kolejki...

                              Jest taka teoria, która mówi, że niemowlę w pierwszym półroczu życia nie ma świadomości, że jest oddzielne od mamy i wydaje mu się, że jest samowystarczalne: jestem głodny, płaczę (komunikuję) i ... jest jedzenie itp. Jeśli zaspokajamy jego potrzeby, wkodowuje mu się poczucie własnej mocy i większą pewność siebie.

                              No bo co my w końcu wiemy, co w tej malutkiej główce się kłębi?

                              Na tym właśnie polega cała trudność: nie wiesz, czy gdyby Twoje pierworodne było karmione długo piersią (ja swoje prawie trzy lata: aż dorosła do rozstania z moim mlekiem), noszone (moja gdzie do 5-miesiąca jak nie spała, musiała być na moich rękach, niekoniecznie noszona, wystarczało jej kołysanie, potem mało co lepiej), spał z Wami (ja próbowałam oddzielnego łóżeczka, ale nie wyszło i zrezygnowałam). Może też noszone w chuście? (czego mi brakowało, ale nie miałam gdzie tą chustę zdobyć i nauczyć się noszenia) Może wtedy jako trzylatek nie byłby aż tak wymagający uwagi?

                              Pozdrawiam
                              Jola
                              • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 16.01.11, 22:19
                                Szczerze? Uwazam, ze coś raczej nie w porządku jest z trzylatkiem, który godzi się, ze przez pół roku - czyli czas dla niego niewyobrazalnie długi - nie pobawi się swobodnie z mamą i nie wyjdzie z nią sam na spacer, niż w przypadku, gdy nie ma ochoty z tego zrezygnować. Taki niezalezny trzylatek, ktoremu juz na kontakcie "sam na sam" nie zalezy - to jest dla mnie naprawdę niepokojace zjawisko.
                                • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 17.01.11, 13:27
                                  > Szczerze? Uwazam, ze coś raczej nie w porządku jest z trzylatkiem, który godzi
                                  > się, ze przez pół roku - czyli czas dla niego niewyobrazalnie długi - nie pobaw
                                  > i się swobodnie z mamą i nie wyjdzie z nią sam na spacer

                                  1. Ależ ja się nigdy z dziećmi nie bawiłam. Więc rodzeństwo tu nic nie zmienia. Poza oczywiście tym, że ma towarzystwo (jak dorośnie), a wcześniej uziemiona przez karmienie mama może poświęcić swój czas i uwagę młodszemu.
                                  2. Co za problem wyjść z dwójką? (jedno np. w chuście). Jeśli zawsze na placu zabaw dzieci puszczałam samopas (dbając jedynie o ich bezpieczeństwo), to rodzeństwo nic nie zmienia. Dlaczego dzieci miałyby potrzebować na spacerach wyłączenie całej mamy dla siebie?
                                  3. Jeśli wychodzę sama, albo do pracy, dlaczego nie miałabym wyjść ze starszą, zostawiając młodsze z opiekunką/mężem ?

                                  Jeśli od najmłodszych lat dziecko jest przyzwyczajane do skoncentrowanej na nim uwagi matki, to pewnie pojawienie się rodzeństwa musi być pewnym szokiem, którego nie zniweluje ta odrobina czasu sam na sam, które może mu poświęcić.
                                  Jeśli jest przyzwyczajone raczej do fizycznej bliskości (jego potrzeby są w tym względzie zaspokojone), częściowej uwagi matki (na zasadzie włączania go raczej w jej życie - mama coś robi, a on jest obok), to takiego szoku nie będzie. Oczywiście chwile sam-na-sam, skoncentrowanej uwagi zawsze będą i nawet pojawienie się rodzeństwa nic tu nie zmieni (choćby dlatego, że zwykle jest też tata dziecka, albo maluch zwyczajnie zaśnie).

                                  > Taki niezalezny trzylatek, ktoremu juz na kon
                                  > takcie "sam na sam" nie zalezy - to jest dla mnie naprawdę niepokojace zjawisko

                                  Być może tak jest, moja starsza jest bardzo niepokojąca big_grin

                                  Pozdrawiam
                                  Jola
                                  • verdana Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 17.01.11, 14:53
                                    To jak to - nosilaś, karmilaś, ale nie pogadalaś, nie poszlas na spacer czy do kina? Na spacer, gdzie rozmowa nie może być przerwana placzem niemowlecia, gdzie starsze dziecko ma mamę naprawdę "dla siebie". To absolutnie nie jest to samo - wspólny spacer ma się stale, a czas tylko dla siebie - nie.
                                    Jezeli wychodzisz do pracy, to nie karmisz i nie chustujesz, czyli - nie mamy o czym mowic, bo wtedy nie ma mowy o stalym przebywaniu z niemowlęciem.
                                    Dziecko, zgodnie z tym co piszesz - chustowane, karmione, spiące z mamą - jest przecież wlasnie przyzwyczajone do staej obecnosci mamy, więc to dla niego powinien być większy szok... Wobec tego wydawaloby się, ze to moja koncepcja - czyli nie skupianie się caly czas na malym dziecku - powinna być, w momencie pojawiania się nowego dziecka korzystniejsza dla "starego".
                                    Cóż, trzylatek, ktoremu nie zalezy już na pogadaniu z mamą bez obecności osób trzecich jest bardzo wygodny. Zdecydowanie jednak jest odwrotnościa moich celów wycfhowawczych.
                                    • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 17.01.11, 15:30
                                      > To jak to - nosilaś, karmilaś, ale nie pogadalaś

                                      Pogadałam. Ale to przecież nie oznacza wyłącznej uwagi. Ja gadałam nawet jak prasowałam. Albo gotowałam. Gdzie tu wyłączna uwaga?

                                      > nie poszlas na spacer

                                      Ale czy to oznacza wyłączną uwagę i sam-na-sam?

                                      > czy do kina?

                                      Po narodzinach młodszego do kina chodził ze starszą mój mąż big_grin Kina nie lubiłam, bo nasze było koszmarnie głośne, a po wpadce z Tarzanem moja starsza znielubiła go na długo...

                                      > Na spacer, gdzie rozmowa nie może być przerwana placzem niemowlecia

                                      Bardzo rzadko niemowlęta płakały mi na spacerze. Jeśli już to, to wyłącznie starsza. Ale wystarczyło ją nakarmić smile (krótko)

                                      > starsze dziecko ma mamę naprawdę "dla siebie".

                                      Od początku do mniej więcej 10 lat moje starsze dziecko miało mamę "tylko dla siebie" wieczorem, już po położeniu do łóżka. Bajki, czytanie, kołysanie, rozmowa - w zależności od wieku. Zawsze. Nawet jak się urodziło drugie. Wtedy z rzadkimi wyjątkami, ale o dziwo akceptowalnymi.
                                      Poza tym każde z moich dzieci ma mnie "tylko dla siebie" jeśli widzę, że są jakieś problemy.

                                      > Jezeli wychodzisz do pracy, to nie karmisz i nie chustujesz, czyli - nie mamy o
                                      > czym mowic, bo wtedy nie ma mowy o stalym przebywaniu z niemowlęciem.

                                      A czy ja piszę o przebywaniu przez 24h? Piszę o tym, że nie jesteśmy stworzone przez naturę do 24h/sam na sam z niemowlęciem. Spójrz jak funkcjonują duże, wielopokoleniowe rodziny. Jak ja zazdrościłam, bo tam swobodnie można podrzucić dziecię a to babci, a to cioci big_grin
                                      (tak funkcjonowałam w okresie wakacji, a moje dzieciaki nieodmiennie stawały się grzeczniejsze).
                                      Ja chodziłam do pracy. A w domu karmiłam i nawet chustowałabym gdybym mogła. Więc po prostu byłam blisko. Nie pracowałam przez jakieś 3 miesiące. Ale nawet wtedy zostawiałam dziecko z tatą lub babcią.

                                      > Dziecko, zgodnie z tym co piszesz - chustowane, karmione, spiące z mamą - jest
                                      > przecież wlasnie przyzwyczajone do staej obecnosci mamy, więc to dla niego powi
                                      > nien być większy szok...

                                      Wydawałoby się. Otóż moje domagające się mnie dziecko zachowywało się tak, jakby ładowało przy mnie swoje emocjonalne akumulatorki. A potem porzucało mnie w celu poznawania świata. Jeśli z jakiegoś powodu było mnie mniej (więcej pracowałam), ona domagała się mnie więcej. Wystarczyło słuchać dziecka smile

                                      > i nie skupianie się caly czas na malym dziecku

                                      Zaraz, zaraz. To w końcu Twoja teoria, czy moja??? wink
                                      Ja cały czas pisze o nieskupianiu się na małym dziecku !
                                      Ale z jednoczesnym zapewnieniem mu naszej fizycznej bliskości (wręcz ciało-do-ciała).

                                      > Cóż, trzylatek, ktoremu nie zalezy już na pogadaniu z mamą bez obecności osób t
                                      > rzecich jest bardzo wygodny. Zdecydowanie jednak jest odwrotnościa moich celów
                                      > wycfhowawczych.

                                      Pojęcia nie mam, o czym to trzylatek musiałby rozmawiać ze mną bez obecności osób trzecich...? (nie liczę drobnych, liczonych na palcach problemów, które rzeczywiście roztrząsaliśmy bez innych, ale wtedy podrzucało się konkurencję tacie ).

                                      Pozdrawiam
                                      Jola
                • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 21:00
                  > chowania się przed dzieckiem, ktore sfrustrowane (na pewno
                  > Ci tego nie daruje!) nie moze Cię dotknąćsmile

                  Masz rację. Nie darowała mi tego po dziś dzień i czasem wypomina wink
                  Ale ona wie, że nie ma idealnej matki. Wręcz twierdzi (z odcieniem dumy w głosie) "bo ty jesteś nienormalna" (w sensie - nietypowa) wink

                  Ma 15 lat.

                  Kobieta nie jest stworzona, aby przez 24 godziny na dobę poświęcać się całkowicie dziecku (dawniej rodziny były wielopokoleniowe i stosunkowo liczne). A ono musi widzieć, że ma ona też swój świat. Przydaje się, gdy dziecko zaczyna dorastać.

                  Kiedyś opisywałam swoje macierzyństwo (syn miał 4 miesiące) tak: "o 14-tej myślałam sobie, jak to cudownie mieć takie ukochane maleństwo, o 16-tej chciałam je udusić, o 18-tej byłam przepełniona macierzyńskim szczęściem, a 19-tej marzyłam aby się w końcu zamknął". Potem tylko amplituda i częstotliwość się zmienia smile

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  PS. Moje ulubione zajęcie, gdy dzieci były młodsze, ale już w miarę samodzielne: wyprowadzić dzieci na plac zabaw, zasiąść na ławce, słuchawki na uszy, w ręku haft krzyżykowy i tylko zerkam, czy się urywają z pola widzenia. Koleżanka mówiła, że ja dzieci pasę big_grin (tak jak kiedyś krowy się pasło)
        • epreis Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 19:17
          ale ten wzorzec dotyczy pojedyńczego rodzicielstwa smile
          dziecko musi mieć WSZYSTKO,więc ekonomicznie mieć tylko jedno....

          za nic jednak da się to podpiąć już pod 2 dzieci....
          czasem z synem żartujemy,że mam powinno być więcej....zaczyna się od 4 (jedna jego,jedna siostry,jedna męża,jedna do sprzatania)
          ale potem się okazuje,że do gotowania jeszcze mogłaby być, no i taka zmęczona-żeby poczytać mogła itp itd...
          sporo tych klonów musiałoby być,żeby dało się wszystko....
        • agazuchwa Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 14.01.11, 21:44
          ja zawsze powtarzam, że macierzyństwo jest przereklamowanewink jasne że dziekco jest ok, ale wtłaczanie nam do głowy, że to najlepsze co nas w życiu spotkało i że powinnyśmy odczuwać nieustająca satysfakcję z posiadania potomstwa itp a ja jak siedzę w domu z młodym czuje się róznie, czasem ok częściej nie, uwielbiam brać go tam gdzie ja czuję się dobrze, na imprezy, festyny, jakiesik wydarzenia zwłaszcza jeśli sa tam inne dzieci i on może być "za swoimi" ja za swoimi (młody ma 4 lata), ale autorkę głównego wątku rozumiem bo cieszę się ża mam 1 dziecko
    • kanna Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 13:49
      Pogadaj z psychologiem.

      Fajne sa teą warsztaty w formie Szkoły dla rodziców (Jak słuchac, żeby dzieci do nas mówiły..) . I nawet nie chodzi o umiejetności, co się zdobywa, tylko o dystans, który łapiesz.

      Zadbaj tez o czas dla siebie - wymiennie, raz w tygodniu, jedno z was pilnuje dzieci, drugie ma "wolny wieczór".

      My tez meżem, regularnie, co roku jeździmy na przedłuzony weekend (4 dni) tylko dla nas, bez dzieci. smile

      A dzieci tez mam dwoje smile
    • nisar Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 14:41
      Ja codziennie, niezmiennie, budzę się zdziwiona, że jeszcze nie ukręciłam łba mojej nastolatce.
      Jednocześnie kocham ją ponad życie i zabiłabym każdego, kto by jej bodaj złe słowo powiedział.
      Właśnie napawam się świadomością, że za miesiąc pojedzie na kilkanaście dni z bioojcem na narty. Równocześnie wiem, że najpóźniej drugiego dnia wieczorem zacznę masakrycznie tęsknić.

      Czy to znaczy, że nie powinnam jej urodzić? Eeee tam smile
      • aneczkaskura00 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 15:29
        cos wam powiem. jestescie niesamowite... tak czytam wasze wypowiedzi i to co tak naprawde w was siedzi i jestes w szoku ze nie jedziecie po sobie za "jak mozesz tak mowić o swoich dzieciach" tylko szczerze mowice jak jest. ja jestem rowniez mama dwoch coreczek trzy i pol letniej i poltorarocznej. mam 24 lata jeszcze nie skonczone i mam podobne mysli jak wy i bilam sie ze jestem nienormalna ze jak juz mam dzieci to powinnam sie spiac i posiwcic tylko dla nich o sobie nic nie myslec odstawic meza i zajac sie tylko dziecmi i nie wazyc sie nawet myslec ze nie mam sily ze nie daje rady i ze jak tak mysle to wydaje mi sie ze jestem okropn a matka. ale widze ze to normalne ze czlowiekowi ze zmeczenia i ze stresu takie rozne mysli przychodza... dobrze ze tak piszecie przynajmniej wiem ze jestem normalnasmile tylko szkoda ze cala reszta nie jest w stanie mnie zrozumiec i tylko krytykuja i nagaduja...
        • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 18:12
          >ze jak juz mam dzieci to powinnam sie spiac i posiwcic tylko dla nich o sobie nic
          > nie myslec

          Moim zdaniem - trzeba się "poświęcić". A to oznacza, że musimy o sobie myśleć. I dać sobie czas na zregenerowanie. Myślę, że dawniej, w większych rodzinach, zawsze był ktoś pod ręką, kto odciążył. Teraz trzeba sobie radzić inaczej (ja, poświęcająca się nadmiernie matka-polka od 4-go miesiąca życia mojego dziecka pracowałam na 1/2 etatu, początkowo nawet dużo mniej, wyłącznie dla własnego relaksu i higieny psychicznej - bo opiekunce płaciłam większość mojej pensji smile )

          > odstawic meza

          Nie bardzo rozumiem. Przecież wiadomo: "dzieci przychodzą i odchodzą, a mąż zostanie" (oby), więc dlaczego odstawiać? No, chyba, że podstawić mu dzieci i wyjść gdzieś na drobny relaks big_grin

          > i tylko krytykuja i nagaduja...

          Współczuję. U mnie, jak już przyjechałam do rodziny, mama raczej starała się mi pomóc, odciążyć, coś podpowiedzieć i utwierdzić mnie, że świetnie sobie radzę wink
          I zwykle moje dzieciaki robiły się wtedy grzeczniejsze, a ja spokojniejsza.

          Pozdrawiam
          Jola
          • bezik-1 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 13.01.11, 22:13
            Musisz zorganizowac tak swoje życie aby móc wyjśc co najmniej raz w tygodniu sama, czy z przyjacółką czt tez na zakupy. Bez dzieci , bez meża.
            • margo_kozak Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 14.01.11, 08:58
              fajny wąteksmile
              fajny bo to co pisze Kura to tak jak bym ja pisala.

              Verdana fajna babeczka z Ciebie musi bycsmile

              mi nikt nigdy nie powiedzial, ze dzieci są tak męczące. nigdy tez w moim otoczeniu takiego nie spotkalam.
              a jak bylam w ciazy to moj Jas mial byc grzecznym poslusznym dzieckiemsmile

              czasami sobie żatruje, że jak umre to chociaz sie wyspiesmile

              ale staram sie cieszyc drobnostkami, tym, że chlopaki coraz lepiej sie dogaduja, mniej kłóca, że Jaś zrobil sie taki opiekunczy, że Maciuś pieknie komunikuje swoje potrzeby fizjologiczne.

              nie wychodze na spacery bo tego nienawidze. za to czytam i robimy zajęcia plastyczne.
    • freja0 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 14.01.11, 11:53
      A`propos pytań Verdany. Mnie nie tylko się wydaję się, że rozpowszechnianie mitów, że jakoby rodzicielstwo to sama bajka, a dziatwa to sama słodycz, jest szkodliwe. Ja jestem tego wręcz pewna. Presja bycia matką idealną, przy okazji kobietą wręcz wzorcową, co to nigdy się nie skarży, z uśmiechem znosi wszelakie przeciwności losu, bardzo zle wpływa i na same kobiety, a co najgorsze na potomstwo tych kobiet. Jak te dzieciaki mają uczyć się życ, radzić sobie z emocjami, skoro najbliższa im osoba ciągle odgrywa przed nimi przedstawienie, ciągle gra i udaje, że jest super. Czytam to forum od kilku lat i ciągle zadziwia mnie fakt, że ludzie bardzo często poruszają tu błahe problemy, z którymi powinni radzić sobie sami w czterech ścianach. Nie wymagają one bowiem konsultacji z całą rzeszą anonimowych osób. Ludzie gdzieś tracą instynkt, zdrowy rozsądek i mają dziwną potrzebę dzielenia się najmniejszymi "problemikami" z obcymi im i ich dzieciom ludzmi. Zastanawiam się czy to wynika ze zwykłej nieporadności życiowej czy jakiejś dziwnej odmiany ekshibicjonizmu. Tak czy siak niepokojące jest to, że teraz najprostsze decyzje, mama podejmuję po opisaniu historii w internecie i zapoznaniu się z opinią całej rzeszy anonimowych ludzi. I żeby była jasność, nie piszę o poważnych problemach wychowawaczych, bo akurat tutaj uważam, że dobrze jest wysłuchać nawet obcych osób, chociażby po to, żeby nabrać dystansu do sprawy, a o bzdurach typu "płaczę przy ubieraniu i co ja mam z tym zrobic".
      I jeszcze parę słow do Ciebie bezpośrednio, Kurosmile, jak pisałam nie piszę na forach, ale czytam je czasami " do kawy" i pamiętam Ciebie własnie z czasów, kiedy forum "niemowlaki i maluchy" było jeszcze otwarte. Mój synek był wtedy malutki, a ja dzięki czytaniu Waszych wątków, śmiałam się od ucha do ucha i proza zycia wydawała mi się znośniejsza. Jestem pewna, że wychowasz swoje dzieciaki na szczęśliwych ludzi. Jesteś ostanią osobą, która mogłaby sknocić wychowanie dziecismile.

      p.s. Czytałam ostanio o Was artykuł w Polityce, przypomniał mi chwilę, kiedy siedziałam nad laptopem w poplamionej marchewką podkoszulce, włosami w nieładzie, a w oczach miałam szaleństwosmilesmilesmile.
    • agazuchwa Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 14.01.11, 21:59
      jeszcze jedno..nie wiem czy o to ci między innymi chodziło, ale mi moje dziecko "przeszkadza" w takich sytuacjach jak np dziś usłyszałam o Papiezu i chciałabym byc teraz na franciszkańskiej a nie mogę...bo młody śpi i jak niby miałabym to zrobić...i przez najbliższe kilka lat nie zrobię czegos nagle i niespodzieanie....
    • kol.3 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 16.01.11, 09:04
      Zgadzam się z Verdaną, dzieci w wieku nastoletnim bywają świetne. Po dość ciężkim okresie odchowywania syna (choroby, alergie plus nasze przewrażliwienie) w pewnym momencie stwierdziłam, że dochowaliśmy się fajnego faceta, z którym można iść po zakupy, do kina, pogadać, on doradzi w co się ubrać, ma świetne poglądy, jest dowcipny jak diabli, błyskotliwy, zrobi herbatę i przyniesie kompres, jak mnie głowa boli, potrafi ugotować i ma dystans do swoich kwokowatych rodziców.
      • jola_ep Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 16.01.11, 19:33
        > Zgadzam się z Verdaną, dzieci w wieku nastoletnim bywają świetne.

        Ja na swoją 15 latkę na razie nie narzekam.
        Ale podobno dzieci wychowuje się przez pierwsze 10 lat, potem jest parę lat ciszy, a potem zbiera się owoce tego wychowania. Niekoniecznie zgodne z naszymi oczekiwaniami.

        Cóż, pożyjemy, zobaczymy smile

        Nie zmienia to faktu, że nastolatki są inne i warto je traktować inaczej niż młodsze dzieci. Wtedy łatwiej o spokój w domu big_grin

        Pozdrawiam
        Jola
        • agutka26 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 19.01.11, 09:12
          Nareszcie doczekałam się odważnych mam, które potrafią przyznać się, że rodzicielstwo to ciężka praca, a my jesteśmy tylko ludzmi, którzy mają ograniczoną cierpliwość i siły. Ten temat jest świetny i poruszył dogłębny problem obawy do przyznania się, że czasem mamy dość być rodzicami i tęsknimy za naszą niezależnością. Ja tez mam synka 4 -letniego, bardzo kochanego, wesołego, inteligentnego, ale również upartego, mającego swoje zdanie, którego zawzięcie broni, i bardzo absorbującego. Kochamy go z mężem nad życie, a jak jest u Babci dłużej niż 1 noc to czujemy jakąś pustkę z jednej strony, a z drugiej cieszymy się z wolnośći. I czy to jest coś złego? Do tej pory myslałam, że tak i miałam wyrzyty sumienia jak pomyślalam co by było gdybyśmy byli sami...ile rzeczy moglabym zrobić, gdzie wyjechać itd. Czasem jak jestem bardzo zmęczona po pracy, a mały chce się bawić to jestem zla i zmuszam się do tej zabawy, ale teraz wiem, że to jest złe. Wczoraj jak synek poprosił o zabawę to powiedziałam, że mamusia jest zmęczona i ma pobawić się sam, albo razem oglądniemy bajkę i pierwszy raz nie czułam się źle z tego powodu i nie miałam wyrzutów, że mu odmówiłam. Także bardzo dziękuję za te posty, bo otworzyły mi oczy i pozwoliły uwierzyć, że nie jestem z mężem sama. Poza tym dziecko to również wielki stres o jego bezpieczeństwo, zdrowi i życie, o to, czy wychowamy go dobrze, czy damy mu wszystko czego od nas oczekuje. Pozdrawiam
    • camel_3d Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 25.01.11, 14:13
      jak sama napisalas...mleko si ewylalo i trzeba wziac pelna odpowiedzialnosc. nie kazdy chce byc rodzicem i nie kazdy nadaje sie na rodzica... ale sa wpydki i wypadki i konsekwencja tego jest to, ze trzeba stanac na wysokosci zadania..a przynajmniej dac z siebie wszytsko.. i tyle
    • ancymon123 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 25.01.11, 15:47
      Napisałam podobny post i dostaław w odpowiedzi link do tej korespondencji. Troszke mi lepiej. Mój post: "Czy znajdę tutaj mamy, które są rozczarowane macierzyństwem (i sie do tego przyznają).Kocham swojego synka i nie wyobrazam sobie, że mogłabym go stracić, zwariowałabym...ale wyobrażam sobie, że gdybym się jednak nie zdecydowała na dziecko to było by mi lepiej. Czuje się wiecznie zmęczona, osaczona, zmuszana do czegoś, brak mi dawnej spontaniczności. Dziecka nie obchodzi, że chce sobie pospać, musze z nim wychodzić na spacer, choć chciałabym poleżec na kanapie, powinnam się z nim bawić, a tego nie lubie, powinnam go zdrowo karmić, a najchetniej sama jadłabym kanapki/jogurty lub poszła do reastauracji...tysiące rzeczy, ktore powinnam.
      Nie mogę nie wrócic z pracy do domu (bo mam akurat ochote skoczyć do kawiarni czy na zakupy), bo musze zwolnić osobe, która zajmuje sie dzieckiem, czy odebrac z przedszkola, bo zaraz zamkną, a nawet jakbym ustaliła, że ktoś pobędzie dłużej z dzieckiem wieczorem, to przecież nie powinnam "łazić" tylko z nim być, no i musze zaplanowac taki wyskok.
      Nawet za zwykłe zakupy nie moge iśc z mężem, bo trzeba zabrać dziecko, a to już jak dla mnie mało komfortowe. Między mna a meżem nie ma juz żadnych relacji, bo na zmiane opiekujemy sie dzieckiem, żeby to drugie mogło w tym czasie odpocząć, więc czasu z mężem nie spędzam tylko z dzieckiem.
      Wiem, ze wiele z Was może napisać "nie nigdy tak nie czułam" i ok, wierze...więc nie piszcie. Jeśli nikt nie czuje tego co ja to po prostu zostawcie post bez odpowiedzi, a ja będę miała tym bardziej podstawe do wizytu u psychologa "
      • muszka_dodomu Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 26.01.11, 09:50
        Tylko skad wiadomo, ze bez dziecka, dzieci bylabys szczesliwsza?
        Cos Toba/nami kierowalo w podejmowaniu decyzji o dziecku. Pozniej jest jak to w zyciu, jak w pracy, jak na zakupach i wakacjach - raz lepiej raz gorzej.
        A moze bez dzieci odwaliloby Ci?
        U mnie posiadanie dzieci to byla jakas sila wyzsza. Potrzeba kochania, dzielenia sie, opieki. Po kolejnej nieprzespanej nocy zastanawiam sie na cholere mi to bylo. Ale to sie juz nie zmieni.
        Mam przyjaciolke bezdzietna - zazdroszcze jej, jak sobie chadza gdzie chce, kino, teatr, ksiazki, pracuje ile chce. Ale widze tez jaka sie staje hipohondryczka, jak potrafi wyolbrzymic problem. I mysle sobie spoko wodza, moje dzieci zmuszaja mnie, zeby trzymac poziom. A ze czasem nie daje rady i wybucham... coz nikt nie jest idealny
        Ale przeciez sa momenty cudowne.
    • panpaniscus Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 30.01.11, 22:45
      Puk puk, przepraszam za prywatę, ale czy mogę do Ciebie Kuro na priwa napisać? Tzn. czy odbierzesz.
      panpaniscus
      • kura17 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 01.02.11, 12:10

    • z_lasu Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 06.02.11, 22:48
      > nie powinnam miec dzieci... a mam...

      Mam dokładnie tak samo. Z tym, że poprzestałam na jednym dziecku.

      > macie jakies rady dla mnie? jakies pomysly?

      Żadnych.

      > tez chcielibysmy byc szczesliwi, choc tak
      > troszeczke...

      A czego Wam do szczęścia brakuje najbardziej? Może jednak da się to osiągnąć chociaż przez 2 tyg w roku? Albo przez 2h tygodniowo?
      • karusia29 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 22.02.11, 23:39
        cieszę się że taki wątek powstał bo już miałam obawy że wchodzą tu tylko mamy dla których celem jest opieka nad dzieckiem 24 h, czasem czytając to forum ma się takie wrażenie smile
        ja mam 5-latkę super kreatywną córeczkę, czasem histeryka i 5-cio mies. synka. I sama się czasem przyłapuje że odliczam ile jeszcze do weekendu, albo do wakacji. Córcia jest samodzielna ale na maxa absorbująca, ciągle nas męczy by się z nią bawić, no i robimy to chociaż ja się ciskam jak mogę. Chyba to normalne że czasem mamy dość, bo praca i kariera , bo presja włąśnie takiej idealnej mamy, bo musisz być "sexy mamą" , a gdzie czas dla siebie? my z mężem w weekendy tak robimy że on ma godzinke dla siebie ( wtedy śpi) i ja ( też najczęściej śpię smile)
        • aleksandra1357 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 26.02.11, 16:54
          Co za fantastyczny wątek! Jak to się stało, że nikt jeszcze po Was, wyrodne matki, nie pojechał?
          Ja jestem wykończona macierzyństwem i przez większość czasu nienawidzę swoich pięknych, słodkich dzieci (3 lata i pół roku), ale nigdy nie pomyślałam, że nie nadaję się na matkę, tylko po prostu, że mam ciężki czas w życiu i zmęczona jestem.

          Ja siedzę z dziećmi od 3 lata w domu, bawię się całymi dniami, choć tego NIENAWIDZĘ, ale nie miałam pojęcia, że można się z dzieckiem nie bawić. Jak tego dokonałyście?
          Założyłam już parę miesięcy temu podobny wątek i dostałam dużo rad typu: wyjdź z domu, idź do fryzjera, podrzuć dziecko babci, ale mi to nie polepsza nastroju.
          Najgorzej, jak mój kochany 3-latek zaczyna rano mówić: "mamusiu...", a ja po prostu dostaję cholery, że on znów do mnie mówi, a ja muszę odpowiedzieć. Mam ochotę zamknąć się w łazience i nie wychodzić do wieczora, byle tylko nie rozmawiać z synem. "Mamusiu" słyszę pewnie ok. 150 razy dziennie. Jak drugi zacznie mówić, to chyba autentycznie coś sobie zrobię.
          Ale zaczęłam już terapię, może mi to pomoże.
          • bi_scotti Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 27.02.11, 15:40
            Nie mysl, ze bagatelizuje, ale to sa super typowe problemy tak mniej wiecej pomiedzy 25 a 45 rokiem zycia gdy sie jest rodzicem + wspolmalzonkiem + pracownikiem + czlonkiem rodziny + serdecznym przyjacielem + odpowiedzialnym obywatelem + milosnikiem czegos tam + dopisac wlasne ...To sa lata 1000%-owej aktywnosci na wszystkich mozliwych polach ludzkiej dzialalnosci i to MECZY. Szczegolnie, ze procz np. obowiazku bycia przyzwoitym dzieckiem dla swoich czasem starzejacych sie lub chorujacych rodzicow, wszystkie inne obowiazki bierzemy na siebie z wlasnej, nieprzymuszonej woli.
            Wiec sie czlowiek zastanawia "na cholere mi bylo to malzenstwo? bylo sie wolnym, robilo sie co chcialo, nikomu sie czlowiek nie musial opowiadac, z nikim dzielic pieniedzy itd", "na cholere mi byly te dzieci? bylismy tylko we dwoje, bylo tak fajnie, tak sie swietnie rozumielismy w slowach i bez slow, bylo tak pieknie itd", "na cholere mi byl ten awans? bylo sie zwyklym pracownikiem, robilo sie odtad dotad i szlo do domu, nikt nic nie chcial wiecej a pieniadze i tak byly przyzwoite itd", "na cholere mi ta znajomosc z X? co to za przyjazn, w ktorej tylko zawsze ja musze wspierac, wysluchiwac problemow do poznej nocy, gnac na koniec miasta i ratowac sytuacje itd" ...
            I w tym jest ten caly rozdzial "zmeczenia dziecmi", ktore sie samemu chcialo miec choc czasem trudno w to uwierzyc na trzezwo wink To wcale nie znaczy, ze tych dzieci miec nie nalezalo albo, ze inny czas bylby lepszy zeby je miec. Ten czas i tak by sie musial zamknac w tych okolo 2 dekadach, ktore na to mamy wiec od zmeczenia, rozgoryczenia, znudzenia, zniechecenia i tak ucieczki wlasciwie nie ma. Niektorzy sa albo bardziej odporni na zmeczenie (fizyczne i psychicxzne!), albo sie nie skarza (stiff upper lip wink ), albo ograniczaja ilosc obowiazkow w innych sferach, ale to tez czesto falszywa droga, bo skutkiem moze byc albo kompletne upupienie w domu, albo utrata kontaktow z reszta swiata (profesja?), albo poczucie, ze juz do niczego innego czlowiek sie nie nadaje ...
            Rada z mojej strony (ja tych 20 lat pomiedzy 25 a 45 mam juz "szczesliwie" za soba wink ) - korzystac z kazdej mozliwej pomocy znajomych, rodziny, sasiadow, kolegow z pracy, organizowanych obozow dla dzieci i innych takich opcji, ktore pozwalaja odetchnac na chwile. I (banalnie) cieszyc sie kazda chwila, ktora cieszyc sie mozna - czy to z dziecmi, czy bez. To wcale nie jest takie proste ale jak sie czlowiek skupi, to potrafi.
            No i doceniac cud babci i dziadka smile
            Jak u Mlynarskiego:
            "(...) Wy od Karpat az po Szczecin ratujecie nasze domy,
            ochraniacie nasze dzieci, nadgodziny i dyplomy,
            Wy czuwacie kiedy nam sie ze zmeczenia w oczach mieni -
            dziadziu, babuniu, tesciowo, tesciu - badzcie blogoslawieni!"
            • aleksandra1357 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 27.02.11, 22:19
              bi-scotti, mądrze piszesz smile Czyli jeszcze jakieś 20 lat i będzie łatwiej wink
    • gosiak555 Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 06.03.11, 21:50
      Mam dokładnie tak samo. Stanowczo nie nadaję się na matkę, ale nic już na to nie poradzę: mam 6-latkę i 3 latkę i najchętniej cofnęłabym czas, gdyby się tylko dało.
      A ponieważ się nie da, strasznie się z moimi dziewczynami męczę. Nie mam wątpliwości, że bez dzieci byłabym szczęśliwsza. U mnie wasze rady typu: odpocznij, wyjdź czy wyjedź bez dzieci, wyślij je na jakiś czas do dziadków, niestety nie działają. To znaczy one są jak najbardziej słuszne, czas bez dzieci jest dla mnie cudowny, ale niewiele to zmienia. Po weekendzie bez dzieci tak samo nie mam chęci na spędzenie z nimi popołudnia, jak przed weekendem. Jeśli wyjadą na tydzień do babci, absolutnie nie tęsknię za nimi po dwóch dniach i wcale nie mam ochoty do nich wydzwaniać, wręcz przeciwnie, dzwonię tylko i wyłącznie dlatego, że wiem że powinnam. A gdy taki tydzień zbliża się ku końcowi szczerze żałuję, że to już.
      Jedyne co mnie pociesza, to fakt, że są coraz starsze i że może za parę lat będzie wreszcie trochę lepiej: jak zaczną spędzać czas raczej z koleżankami (a potem kolegami) niż z mamą.

      A przy tym wszystkim, co może większość z was najbardziej zdziwi, uważam że jestem dla moich dziewczyn dobrą matką. Fakt, że tą matką być nie cierpię odbija się głównie na mnie, a nie na nich chyba właśnie dzięki temu, że nie mam wyrzutów sumienia, że jestem jaka jestem. I że nie wmawiam sobie jaka to jestem wyrodna, bo w przeciwieństwie do wspaniałych matek-polek, jak najbardziej potrafię sobie wyobrazić życie bez moich dzieci. Cóż, pomarzyć dobra rzecz...
    • tempera_tura Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 06.04.11, 12:38
      Znam to...
      Te jęki, szarpanie na spacerze, układanie klocków, wywalanie jedzenia, wiszenie na nogawce.......... Doprowadza mnie do pasji. Tylko kombinuje jak tu sie urwać na moment..... odganiam syna pół dnia zeby chociaz chwile poprostu sie nie ruszać tylko siedziec i udawać ze jest fajnie....
      Nie jest. Wyjazy nie pomagają, i tak trzeba wrócić. "Moment dla mnie" , bzdura, nawet jak sie ubiore, umaluje i uczesze to zaraz jestem w czekoladzie, dzemie..... Chce mi sie wyć.
      Nadal sie nie pogodziłam z losem, syn ma prawie półtoraroku, nie wiem na co czekam i licze. Powinnam więcej siły wkładać w pogodzenie sie z życiem.

      Kocham go bardzo ale dominujące uczucie jakie mam to wyrzuty sumienia w stosunku do niego. Czuje że powinnam być inna, z przyjemnościa spędzać z nim czas a nie liczyć dni do momentu w którym osiągnie pełnoletność....smile Mąż niestety czuje podobnie.
      Nie będe miała więcej dzieci, nie ma takiej możliwości. Miałam nadzieje że to minie jak syn osiagnie pewien wiek (?) ale widze po Waszych wpisach że raczej to nie pomoże.
    • yoko0202 :) 07.04.11, 10:28
      moja córa ma dzisiaj 18 lat, i powiem ci że dopiero teraz oddycham smile
      tzn. najgorszy okres dla mnie to chyba był tak ok. od 10-11 lat do niedawna, jak była mała to ja byłam baaaardzo młoda i wszystko latało mi kalafiorem, choć nie powiem bywało momentami ciężko
      z drugiej strony, od jakiegoś czasu uchodzę za najbardziej cierpliwą osobę w rodzinie dalszej, bliższej, wśród znajomych itp. jeżeli chodzi o dzieci. Po prostu przyszło mi to chyba z wiekiem. Nic, ale to absolutnie nic co robią małolaty nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, nawet jeżeli u ich rodziców powoduje palpitację serca. W większości sytuacji nie jestem w stanie kompletnie zrozumieć, dlaczego czasami rodzice tych dzieciaków podnoszą głos, są zdenerwowani, załamani itp. - z tym, że ja w ogóle w życiu ostatnio bardzo mocno wyluzowałam, pod każdym względem, i może dlatego światopogląd diametralnie mi się zmienił jeżeli chodzi właściwie o wszystko smile
    • kala_majowa Re: nie powinnam miec dzieci... a mam... 16.04.11, 19:02
      Obecnie jestem w takim stanie psychicznym, że jestem gotowa wyjechać do Kazachstanu, nawet na pół roku, a telefon utopić w najbliższym jeziorze i nie daj bóg by mnie ktoś w tym czasie odnalazł. Na stanie mam 3-latkę i nie zaprzeczalne poczucie zaniku mnie we mnie.

      Przywracacie mi wiary w matki wink
      Na razie mam jedno dziecko i chyba więcej już mieć nie będę.
      dziękuję za ten wątek smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja