babushka33
26.04.04, 22:37
Moja córka chodzi do czwartej klasy. Uczniowie tej klasy są dosyć żywi,
szczególnie jeden chłopiec (ADHD?), który bardzo zakłóca tok lekcji, nie
reaguje na upomnienia nauczycieli, rozmawia, chodzi po klasie. Niektórzy
nauczyciele nie mogą poradzić sobie z dyscypliną, szczególnie pani od
matematyki. Duża część klasy jest rozgadana, wszystko napędza wspomniany
wyżej chłopiec, ale innym też wiele nie brakuje, więc jak on zaczyna
rozrabiać to zaraz dolącza się reszta, gadają i przeszkadzają. Jest też grupa
dzieci grzecznych( mniej liczna ), które nie przeszkadzają. W tej grupie jest
właśnie moja córka.Jak już wspomniałam, dyscyplina na matematyce jest
fatalna, pani się denerwuje, co jest zupełnie zrozumiałe. Nieco mniej
zrozumiałe jest dla mnie postępowanie pani. Pewnego dnia, gdy czekałam na
córkę po lekcjach przed szkołą, z budynku zaczęły wychodzić dzieci z klasy
córki. Widok był bardzo przykry, bo chłopcy mieli smutne miny, a dziewczynki
strasznie płakały. Gdy zagadnęłam jedną z nich co się stało, okazało się,że
klasa była niegrzeczna i pani po 20 minutach prowadzenia lekcji zdenerwowała
się zachowaniem dzieci, oczywiście pierwszy rozrabiać zaczął kolega, o którym
wyżej wspominałam i powiedziała dzieciom, że skoro rozmawiają, to znaczy,że
wszystko rozumieją i teraz napiszą kartkówkę. Z kartkówki było mnóstwo
jedynek, nawet najlepszy matematyk w klasie dostał dwóję. Ponieważ córka
uważała,dostała piątkę, niemniej jednak poszła solidarnie interweniować wraz
z koleżankami, którym się nie powiodło, do wychowawczyni. Po tej interwencji
pani od matematyki nie wstawiła słabych ocen do dziennika, tylko te dobre i
pozwoliła uczniom poprawić oceny. Myślałam, że na tym problemy z matematyką
się skończą, że pani rzeczywiście będzie karała najbardziej niegrzecznych.
Niestety kilka dni temu córka zakomunikowała, że klasa jest dalej rozgadana i
w związku z tym będą dwie dodatkowe, obowiązkowe lekcje matematyki w
tygodniu.Lekcje te miałyby się odbywać po zakończeniu lekcji planowych. W
piątek miałaby to być 7 lekcja dla klasy, a trzecia lekcja matematyki pod
rząd w tym dniu. Na sugestie dzieci,że może na te lekcje będą przychodzić
tylko ci, którzy są naprawdę niegrzeczni, pani odpowiedziała, że klasa jest
jak rodzina i muszą za złe zachowanie niektórych odpowiadać wszyscy.
Osobiście mam nadzieję,że pani tylko ich straszy, jeśli tak to nie widzę w
tym nic złego, bo może trochę skłoni to klasę do zastanowienia się nad sobą(
chociaż do głównego rozrabiaki chyba nic nie dotrze, bo po nim wszystko
spływa jak po kaczce).Jeśli jednak takie dodatkowe lekcje miałyby się
rzeczywiście odbywać, to muszę powiedzieć, że nie jestem tym zachwycona.
W związku z tym mam pytanie. Czy jest może ktoś na tym forum, kto się
orientuje, czy w świetle prawa szkolnego można takie dwie dodatkowe godziny w
tygodniu wprowadzić? Osobiście uważam to za poroniony pomysł, bo myślę, że ja
sama w piątek na trzeciej godzinie matematyki zaczęłabym się wiercić. Poza
tym na nikogo takie lekcje nie podziałają motywująco, bo ci którzy
rozrabiali, dalej będą rozrabiać, a ci którzy do tej pory byli grzeczni
uznają, że skoro są karani to trzeba do tej kary jakiegoś powodu i też zaczną
gadać i rozrabiać.
Bardzo proszę o Wasze opinie na ten temat. Co sądzicie o takim sposobie
karania? Czy będzie on skuteczny? Czy wolno tak karać klasę, może znacie
jakieś inne sposoby utrzymania dyscypliny w klasie?
Przepraszam,że się tak rozpisałam, ale ten problem bardzo mnie nurtuje. Nie
chciałabym, aby moja córka zniechęciła się do matematyki i do pani ( na razie
ją lubi, mimo, że pani jest wymagająca).Czekam na wszelkie opinie i pozdrawiam