problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z rozmową

03.05.04, 22:17
Mój synek za dwa miesiące skończy 2 latka. Wyżej wspomniane problemy z
ubieraniem go to tylko część zachowań, które mnie martwią i na które nie wiem
jak zareagować, żeby być pewną, że postępuję tak, jak należy. Arturek przy
ubieraniu się nie słucha mnie, ucieka. Ile etapów ma ubieranie (pielucha,
rajstopki, spodnie, itp.) tyle razy jest stop, przerwa i w zależności od
stopnia mojej cierpliwości: perswazja (chcesz iść na spacer (tak) no to się
trzeba ubrać), rozgniewanie (to ja się z takim dzieckiem nie bawię/widać
chcesz zostać sam w pokoju, a ja idę na spacer sama), albo po prostu go łapię
i ubieram, tzn. odczekuję ok. dziesięciu minut kiedy on się wyrywa mi i
płacze. Dzisiaj po kąpieli wyszedł mi z ręcznika i nie chciał się ubierać
(Aha, dodam jeszcze, że po każdej kąpieli muszę go całego natrzeć maścią,
ponieważ ma alergię). Nacierałam go maścią trzymając za nogę najpierw jedną,
a potem drugą, a potem odczekałam, aż się przestanie wyrywać i ubrałam go w
piżamkę, tyle, że przy tym wyrywaniu się tak rozżalił, że mi się zrobiło
przykro. Piszę ten post z kilku powodów. Po pierwsze, czasem mi ręce opadają
i myślę, że to chyba nie jest normalne, żeby dwa razy dziennie (może
przesadzam, ale prawie codziennie) ubieranie czy to na spacer, czy po
kąpieli było powodem dużych stresów, albo moich, albo jego. Po drugie czuję
się gorsza od jego niani, która jakoś potrafi go namówić, żeby się ubierał.
Co prawda ona go raczej nie kąpie, a po kąpieli nie będę przecież namawiała
go, żeby przyszedł i dał się ubrać, tylko trzeba ubierać, bo się zaziębi, ale
mimo to, rzadko kiedy ucieka się ona do argumentu, który u mnie jest często w
użyciu, mianowicie, że w takim razie idę sobie na spacer sama. Właściwie to
nawet wiem, co ona robi, a czego ja nie robię. Niania dużo mówi do Arturka i
namawiając go opowiada mu niestworzone rzeczy o tym, co akurat jest w pokoju
lub za oknem i to działa, on jest wtedy zaciekawiony. A ja jakoś nie potrafię
się zmusić. A już najgorzej jest jak rano muszę mu przygotować śniadanie,
przygotować kanapkę, sok, chusteczki do wycierania rąk i zestaw do
piaskownicy do wyjścia na spacer, pościelić łóżko, ubrać się, ubrać go i
wyjść. Ja robiąc te wszystkie rzeczy nie potrafię jakoś się zmusić do jak to
określiła niania mojego synka "paplania" czyli prowadzenia takiej pogawędki
na temat tego co akurat może się wydać interesujące dla takiego malucha. Ja
nawet często czuję się zażenowana jak banalnie się do niego odzywam: o jakie
śliczne, tak, pojechał samochód? itd. No dobrze, może nawał obowiązków rano
mnie trochę usprawiedliwia, ale przecież nie jest tak cały dzień. Ja
tymczasem wciąż popadam w zamyślenie na temat "dorosłych" spraw i trudno mi
się od nich oderwać. Tak myślę, że z tej przyczyny kiedy po prostu mówię
Arturkowi: a teraz się ubierzemy, nie chce się mnie słuchać, a może nie mam
racji?

Joanna
    • edytka73 Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 03.05.04, 23:11
      No, ja to przeszłam.
      Mój aktualnie 2;4-latek też nie jest skory do ubierania. Na szczęście już
      ciepło, ale przeżywałam horrorki jakiś zcas temu, o zimie nawet nie chcę
      wspominać. Najbardziej poskutkowało następujące rozwiązanie: mówię, że za 10
      minut wychodzimy, idę ubrac sibei, przygotować wszystko na spacer, wracam do
      Kuby i powtarzam, ze czas się ubierać. W tym momencie zwyczajowo zaczynała się
      gonitwa, chowanie w rózne miejsca i ogólnie super ubaw dla Małego (matka z
      bluza biega po całym mieszkaniu, a on-uciekinier, jest przeszczęśliwy).
      Kiedyś naprawdę mósilismy wyjść szybko i nie maiałm ochoty na żadne zagadywanie
      itp. negocjacje, powiedziałam więc, że albo współpracuje przy ubieraniu albo
      zrobię to na siłę. Zrobiłam to na siłę - ryczeć mi się prawie chciało i
      wściekła byłam na niego niemożebnie. Ale następnego dnia wystraczyło, że
      zapytałam "pokojowo czy na siłę?" i Mały biegł pędem do szafki z ubraniami
      śmiejąc się:"pokojowo!"
      Nie wiem, czy u Ciebie to zadziała, ale spróbowac nie zaszkodzi.

      Pozdrawiamy wiosennie - jutro 26 stopni! Jak mało tzreba ubrać!
      Ed.
      • aga_piet Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 04.05.04, 00:46
        Ja mam już „na szczęście” 4-latka, ale pamiętam ile inwencji twórczej i sztuki
        dyplomacji kosztowało mnie codzienne wychodzenie. Myslę że po tej szkole
        mogłabym być np. negocjatorem.
        Ale ja nie o tym. Jeżeli masz problem z rozmawianiem z dzieckiem „po
        dziecinnemu”, spróbuj rozmawiać z nim tak jak Tobie pasuje. Dzieci uwielbiają
        (przynajmniej moje) jak się z nimi rozmawia normalnie. Jeżeli rano jesteś
        myślami już w pracy, to myślę że nawet to by go zainteresowało. A wiesz jak
        czasami fajnie można się wygadać?
        Oczywiście trzeba uważać żeby nie mówić za dużo, bo czasem za bardzo się
        rozgadasz, dziecko zakoduje i łatwo o publiczną gafęwink
        Pozdrawiam
        Aga
    • beata32 Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 05.05.04, 09:31
      Chyba każdy 2-latem miał taki okres. Z moim synkiem - to samo, ani prośbą ani
      grośbą. Nawet w pewnym momencie to, ża sama wyjdę na spacer nie działało. To co
      najczęściej skutkowało, to jak nagle wszystkie ubranka zaczynały uciekać i
      wołały 'my nie chcemy, żeby Macius nas założył - uciekamy' - musieliśmy je
      ganiać łapać i mocno trzymać bo nawet przy zakładaniu szarpały sie na różne
      strony. wink

      Może to u Ciebie pomoże - choć na jakiś czas.

      Pozdrawiam
    • pio4 Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 05.05.04, 15:07
      Znam to, oj znam. Walczymy z synem już pół roku i nie widać końca. Nie lubi się
      ubierać, całymi dniami latałby nago i tyle. Chyba nie ma na to rady. Od czasu
      do czasu znajduję pośrednie przyczyny niechęci do ubierania się przed spacerem
      i wtedy przez jakiś czas jest łatwiej. Ostatnio była to pielucha. Chłopak
      dorósł już do chodzenia w majtkach, a ja tego nie zauważyłem i miałem za swoje.
      Wyjście na dwór zajmowało nam godzinę, w tym połowę czasu poświęcałem na
      ubranie pieluchy. Po ich odstawieniu życie stało się prostsze. Chcąc szybko
      wyjść z domu stosuję metodę na wabia. Wiosennym hitem był dzieci, plac zabaw i
      piaskownica. Był taki moment, że łapał się na to bez pudła. Niestety, wszystko
      przemija i obecnie dzieci odrobinę spowszedniały.
      Jeśli chodzi o rozmawianie z dzieckiem, to popełniany jest duży błąd. Rozumiem,
      że rozmowy z małomównym dwulatkiem mogą być uciążliwe. Jednak mają głęboki
      sens. Chyba nie zdajesz sobie sprawy z ich znaczenia dla rozwoju kompetencji
      językowych dziecka i ich wpływu na jego rozwój intelektualny. Gdybyś wiedziała,
      że bez mówienia nie ma myślenia, to pewnie bardziej przykładałbyś się do
      pogawędek z synkiem. Nie sądzę bowiem, żeby ci zależało na wychowaniu dziecka
      mającego w przyszłości trudności z wysławianiem się, czytaniem i nauką. Spójrz
      też na sprawę od innej strony. Jeśli Ty masz problemy z rozmową, to jakie
      trudności ma Twój syn. Jak myślisz komu jest łatwiej rozmawiać?
      • verdana Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 05.05.04, 22:39
        Pio 4. Jesteś wielki!!!!!!!!!!! Oczywiście, że z dwulatkiem się rozmawia (nawet
        gdy jeszcze dobrze nie umie mówić), a nie tylko mówi do niego byle co, aby go
        zabawić przy ubieraniu! I to znacznie ważniejsze od ubierania, codziennych
        spacerów, prawidłowego zywienia, czystej podłogi i wyprasowanego prania.
      • kajami1 Re: Do pio4 07.05.04, 14:32
        Nie zgodzę się z Tobą co do "trudności z wysławianiem się, czytaniem i nauką".
        Ja wiele czasu w dzieciństwie spędzałam z moją głuchoniemą babcią (samotna mama
        długo pracowała).
        I chyba jednak myślałam już przed ukończeniem 4 lat (wtedy poszłam do
        przedszkola) choć w latach wcześniejszych przez pół dnia mogłam conajwyżej
        słuchać bajki z taśmy.
        Od najmłodszych lat kocham czytać, w szkole zawsze mnie wybierano do głośnego
        czytania. Solaris Lema zachwyciło mnie gdy miałam 12 lat, w wieku ok 16 lat
        miałam już "zaliczone" między innymi większość lektur do liceum i oczywiście
        prawie wszystkie dzieła Lema (to mój ulubiony autor do dziś).
        Szkoły skończyłam z wyróżnieniem a studia z nagrodą rektora.
        Jedyna moja "wada" to dysortografia ale to raczej z pogawędkami nie ma nic
        wspólnegosmile
        No, jeszcze mogę dodać, że obecnie jestem straszną gadułąsmile

        Pozdrawiam.
        Kasia
        • pio4 Re: Do pio4 08.05.04, 16:12
          Cieszę się, że poczynione przeze mnie uwagi na temat rozwoju językowego dzieci
          wzbudziły zainteresowanie. Dziękuję verdanie za podzielenie moich opinii, a
          kajami1 za krytykę tezy o ścisłym związku kompetencji językowych z rozwojem
          intelektualnym.
          Niestety, nie mogę podzielić argumentacji kajami1. Jej wypowiedź oparta jest na
          manipulacji faktami. Na potwierdzenie swojej tezy przytacza właściwie tylko
          jeden, a mianowicie, że przez 4 pierwsze lata swojego życia większość czasu
          spędzała z głuchoniemą babcią. Następnie wylicza swoje osiągnięcia, ale nie
          zastanawia się nad ich przyczynami. Tym samym milcząco sugeruje, że brak
          kontaktu językowego z babcią nie wpłynął negatywnie na jej rozwój językowy i
          intelektualny. Można nawet odnieść wrażenie, że był źródłem wyjątkowych
          osiągnięć, o czym ma świadczyć nagroda rektora. Trudno z czymś takim
          polemizować. Dlatego ograniczę się jedynie do prostego retorycznego pytania.
          Czy pomna swoich pozytywnych doświadczeń będzie stroniła od rozmów ze swoimi
          obecnymi lub przyszłymi dziećmi w celu stworzenia im optymalnych warunków do
          rozwoju?
    • anek.anek Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 06.05.04, 00:22
      Do rozmów też się czasem zmuszam.Na począku było trudno. Ale wbiłam sobie do
      głowy, że muszę przynajmniej opowiadać dziecku co teraz robię - opisywanie
      czynności i konsekwencji tych czynności. Czyli jak zakłdam buciki, to mówie, że
      teraz zasznuruję żeby niespadły ze stóp, bo gdyby spadły, to byś się mógł
      przewrócić, albo skaleczyć. itd. z czasem nauczyłam się tak "pleść" o byle
      czym, ale chyba o wszystkim tak naprawdę. Nie używam zdrobnień - bo ich nie
      cierpię. Jak jestem na spacerze to zwracam uwagę na rzeczy, które mi wpadły w
      oko, a nie staram się na siłe szukać rzeczy, które w moim mniemaniu
      zainteresowałby dziecko. I tak np. jak zobaczę jakiś kolorowy kwiatek, który mi
      sięspodoba, to od razu mówię o tym głośno. A jak już powie, to maluch chce do
      niego podejść i "rozmowa" sama zaczyna się kleić. Albo samolot, albo dzwony
      kościelne. z czasem sama zaczęłam wyłapywać coraz więćej ciekawych rzeczy,
      które nas otaczają i o których można opowiadać.
    • madziurex Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 06.05.04, 19:56
      Wydaje mi się, jogo2, że problem wcale nie leży w ubieraniu dziecka, ale
      zupełnie gdzie indziej.
      Od 5 lat racuję jako opiekunka , "odchowałam" troje dzieci i regułą jest, że
      dzieciaki są przy mnie grzeczniejsze, spokojniejsze i bardziej chętne do
      współpracy niż przy swoich mamach. I przyczyną nie jest to, że ja jestem jakaś
      super-niańka, a matki wyrodne i nie potrafiące sobie radzić z dziećmi (chociaż
      ja naprawdę lubię dzieci i myślę że sobie dobrze radzę). Zdaje mi się, że te
      dzieci "niańczone" odczuwają ciągły brak mamy i gdy ona już się pojawia, cały
      swój stres odreagowują właśnie na niej. Opiekuję się teraz 14 mies.
      dziewczynką, która jest prawdziwym aniołkiem, cały czas uśmiechniętym, z którą
      wspaniale można się bawić, "gadać" itd...dopóki nie wrócą z pracy rodzice!
      Wtedy zamienia się w jęczącą, kwęczącą, wyrywającą się itd. diablicę.A rodzice
      to b. fajni ludzie, którzy nie krzywdzą małej i b. ją kochają... Więc może
      trzeba spędzać z małym więcej czasu?
      Drugim powodem może być wiek Twojego synka - to czas przekory, minie za jakiś
      rok. Trzeba dziecku naprawdę pozwolić teraz na jak najwięcej (w granicach
      rozsądku oczywiście),żeby nie miało się przeciw czemu buntować. Dopóki nie robi
      krzywdy sobie i innym - niech robi co chce!
      A trzeci powód - przepraszam, bo może się mylę- wydaje mi się, że Tobie nie
      sprawia przyjemności przebywanie z synkiem, zajmowanie się nim. Przecież jak
      kogoś lubisz, to lubisz do niego mówić, prawda? Mały może wyczuwać to, że
      dokonujesz na nim jakichś "zabiegów" wbrew jego woli, a nie że po prostu z nim
      JESTEŚ. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że mały cały aż krzyczy przeciwko
      krępowaniu jego wolności (to wyrywanie się, płacz).
      Co mogę Ci doradzić - wiem z doświadczenia (zajmowałam się kiedyś
      takim "szatanem"),że im bardziej nam na czymś zależy, żeby przeforsować u
      dziecka, tym większy opór. Więc może trzeba sobie trochę odpuścić, nie robić
      jakiejś wielkiej awantury z tego ubierania? Albo może trzeba coś zmienić w
      rytuałach, żeby zaskoczyć synka? Może zacząć uczyć go ubierać się samemu?
      (jasne,że nie wyjdzie od razu, ale to go jakoś zajmie).
      Pozdrawiam i życzę powodzenia!
      • aga_piet Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 07.05.04, 21:50
        Ładnie piszesz Madziurex, chyba naprawdę lubisz to co robisz i widać że trochę
        znasz dzieci.
        Nie zgodzę się jednak z tym, ze autorka tego postu nie lubi przemawiać i
        rozmawiać z dzieckiem. Wiem że niektórzy ludzie po prostu nie potrafią
        rozmawiać z małymi dziećmi, nie potrafią i już. Kto wie, może to jest
        następstwo tego, że w niektórych kręgach przyjęło się rozmawianie z dziećmi po
        dziecinnemu, a przecież nie każdemu to pasi. Mnie też. Albo niektórzy są przy
        dzieciach zawsze śmiertelnie poważni, bo dorosły musi budzić szacunek.
        A wiem z własnego doświadczenia, że dzieci bardzo szybko chwytają różne texty,
        świetnie można sobie z nimi po prostu pożartować.
        My (mam nadzieję nie zawsze) po prostu nie doceniamy ich.
        Pozdrawiam
        Aga
    • jola.wie Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 08.05.04, 11:15
      O rozmawianiu się nie wypowiem, tylko o ubieraniu (do dzisiaj mamy z tym
      niejaki problem, choć Anka skończy niedługo 7 lat!). Otóż po pierwsze ma ona
      od zawsze problemy alergiczne ze skórą (co być może nie jest bez znaczenia, ale
      może też mieć jakąś wzmożoną percepcję dotykową, sama nie wiem), po drugie,
      jedną z pierwszych czynności, jaką opanowała samodzielnie, było... rozbieranie.
      Między pierwszym a drugim rokiem życia anka zaczęła z siebie ściągać co się
      tylko dało, niezależnie od pory roku. Oczywiście odzież miała skrzętnie
      dobieraną ze względu na materiał (domieszki do bawełny odpadały w
      przedbiegach), szwy (najlepiej bezszwowe, albo szwy płaskie), dokładnie, nie
      tyle wycięte, co WYPRUTE wszystkie metki. Przetestowaliśmy wszystkie dostępne
      środki piorące. Jeśli coś jej nie odpowiadało „na dotyk” nie pozwoliła się w to
      ubrać! Ubieranie się gdziekolwiek było czystym koszmarem! Problem z czapką w
      zimie, z szalikiem, rękawiczkami, rajstopami pod spodnie, podkoszulkiem pod
      bluzkę: późną wiosną zaczynamy z mężem dopiero swobodniej oddychać. Bo Anka
      nosi na sobie JEDNĄ warstwę odzieży. Mamy mnóstwo majtek, których nie chce
      nosić z sobie tylko wiadomych względów. Wakacje spędza w dużej mierze u
      dziadków na wsi, gdzie jako maluch biegała całymi tygodniami po prostu po
      ogrodzie nago, dziczała, bo dziadkowie nie mieli siły z nią walczyć. Jak
      podrosła: koszulka i majtki – koniec. Dużo z nią rozmawiałam, mam z nią bardzo
      dobry kontakt, ale to w okolicznościach ubierania się po prostu nie działało!
      We wrześniu pójdzie do szkoły i działa już jej dziewczęca próżność, ale potrafi
      się popłakać rano, bo cos tam jej przeszkadza, np. rajstopy albo gumka od
      skarpetek. Koszulę na T-shirt albo bluzę założy tylko na czas przejścia do
      przedszkola, gdzie natychmiast ją zdejmuje. Był taki moment kryzysowy, kiedy
      myśleliśmy z mężem, że nie wytrzymamy nerwowo, wyznaczaliśmy sobie dyżury, kto
      ankę dziś ubiera. Dzisiaj wydaje nam się, ze zaczynają do niej docierać
      argumenty słowne, że dopiero teraz : „ale przecież musisz włożyć, bo..”
      wywołuje jej „no, doooobra”.
      Do autorki wątku: piszesz, że smarujesz syna maścią, bo jest uczulony, może to
      przeszkadza mu w zaakceptowaniu odzieży na skórze? My w zasadzie nie dotarliśmy
      do przyczyny niechęci do ubierania się naszej córki. Przeszliśmy kilkuletni
      koszmar z tym związany, więc moja wypowiedź może nie da ci konkretnych
      wskazówek jak postępować, ale nie porównuj się do niani ani nie czuj się z tego
      powodu gorsza, ani nie przemyśliwuj, czy może za mało lub niewłaściwie
      rozmawiasz ze swoim dzieckiem, bo przyczyna problemów z ubieraniem może leżeć
      zupełnie gdzieś indziej. Mój syn na przykład nie jadł jajek, bo byliśmy
      przekonani, ze jest na nie uczulony, dostawał bąbli wokół ust i jęczał ze go
      buzia piecze. Kiedyś po przedszkolu pytam go, co jadł, on mi na to: jajka! Ja:
      jak to jadłeś jajka, przecież jesteś uczulony! a on: no coś ty mama, w
      przedszkolu mają takie specjalne jajka, dla dzieci! Niech mi ktoś wytłumaczy,
      dlaczego po zjedzeniu przedszkolnych jajek syn nie miał objawów alergii?! Bo
      nie miał!
      pozdrawiam
      jola
    • poleczka2 Re: problemy z ubieraniem dwulatka, a raczej z ro 09.05.04, 22:41
      My też mieliśmy ten problem i rzeczywiście rozmowa lub śpiewanie piosenek
      pomaga w takich sytuacjach. Ja mam np piosenki które tylko używam w czasie np
      obcinania paznokci czy nacierania kremem. Mały ich za często nie słyszy więc za
      każdym razem słucha w skupieniu i pozwala mi na zrobienie wokół niego tego co
      akurat potrzeba.
Pełna wersja