mabrulki
05.05.04, 10:54
Przeczytałam "Dobrą miłość",książkę Eichelbergera i Samsona.Polecam ją na
innym wątku.Jeden z rozdziałów zabił mi ćwieka.Otóż panowie twierdzą,że
dyskusje na temat dziecka,np.gdy jeden rodzic zgadza się żeby dziecko wyszło
na podwórko a drugi nie,powinny się odbywać PRZY dziecku. ??? Ja jestem
przekonana że należy takie sprawy omawiać bez obecności dziecka. Wydaje mi
się że zbyt łatwo może dojść do wybuchu emocji (oczywiście może nie w sprawie
wyjścia na podwórko,ale to był tylko przykład). Oni twierdzą że dla dziecka
jest bardzo dobrze gdy obserwuje ono spory między rodzicami,spory wszelkiego
rodzaju w tym również na własny temat,oczywiście dyskusja musi być kulturalna
itd.-tylko czy to nie jest za dalekie od prawdziwego życia?Moim zdaniem
rodzice powinni mówić jednym głosem,żeby nie podważać autorytetu
nawzajem.Wciąż nad tym myślę.Co wy o tym sądzicie?