kura17
14.04.11, 16:16
?
wiadomo, ze grupa rowiesnicza bedzie miec wplyw na, nazwijmy to gornolotnie, ksztaltowanie sie punktow widzenia naszych dzieci. uniknac sie tego nie da. ale czy mozna skutecznie hamowac te wplywy? zwlaszcza takie, ktore uwazam za niekorzystne?
nasi synowie maja 3 i 6 lat, juz teraz widze wyraznie wplyw przedszkola na niektore sprawy, w dodatku dosc mocno obciazony genderowo...
ulubionym kolorem starszego "od zawsze" byl rozowy... wszelkie gadzety zyczyl sobie w tym kolorze... do czasu, az w przedszkolu koledzy "uswiadomili" go, ze to kolor "dziewczynski"... juz rozowego (i fioletowego) nie lubi, bo "to kolory dla dziewczyn"... mlodszy najbardziej lubi zolty, pewnie wkrotce jego tez uswiadomia...
od pewnego czasu slysze teksty od starszego, ze z dziewczynami sie bawic nie bedzie (bo niemeskie

), a jak go poprosilam, zeby wymienil swoich najlepszych kumpli, to ponad 70% stanowily dziewczyny
kilka razy slyszalam, jak w przedszkolu "zabraniano" dziewczynkom robic jakies "meskie" rzeczy (koledzy znaczy sie zabraniali, nie kadra), bo to nie dla dziewczyn...
gdy starszy syn dostal zaproszenie od kolezanki z grupy na urodziny, to od razu koledzy przedszkolni zaczeli go "straszyc", ze bedzie sie musial bawic barbi i ubrac na rozowo

a on byl zachwycony, bo mama kolezanki robi "muffinki ksiezniczki lili-fii z rozowym lukrem", heh...
... a po powrocie opowiadal, jaki solenizantka miala boski domek dla lalek i on tez chcial by taki, bo sie u niej bawil i bylo super...
ja WIEM, ze takie rzeczy byly, sa i pewnie beda... i calkowicie ich nie zahamuje... chce jednak, aby nasze dzieci wyrosly na fajnych, wyemnacypowanych facetow i nie mam zamiaru patrzec bezczynnie, gdy "takie rzeczy" sie wokol nich wyrabiaja

zwlaszcza, ze WIDZE, ze ich to uwiera... starszy co jakis czas siega po rozowe rzeczy - zwyczajnie lubi ten kolor! wciaz spi z misiem, ale sie w przedszkolu nie przyznaje, bo by wysmiali... ostatnio mierzyl branzoletke na reke (taka plastikowa), widac bylo, ze ja chcial, jednak sie wycofal - bo nie bedzie mogl nosic do przedszkola...
oboje maja sporo przyjaciolek wlasnie, swietnie sie dogaduja z dziewczynkami, lubia spedzac czas z nimi (z chlopcami tez)
chlopcy maja w domu lalke, maja wozek - na wlasna prosbe i chetnie sie tym bawia. mlodszy bardzo pragnie ostatnio sukienki
zwyczajnie widac, ze ta cala genderowa socjalizacja NIE jest dla nich naturalna, jest na nich wymuszana, nie pasuje im zbytnio... chcialabym im jakos pomoc sie w tym odnalezc, to sa trudne sprawy, a oni sa jeszcze malymi chlopcami...
oczywiscie nie zostawiam tych incydentow bez komentarza. zawsze powtarzam, ze nie ma kolorow chlopiecych i dziewczecych, kazdy lubi to, co lubi... janek lubi rozowy, a ja nieznosze i nie mam rozowych rzeczy, choc jestem dziewczyna...
reaguje tez od razu na wszelkie teksty "dziewczynka/chlopiec powinna", "dziewczynka/chlopiec nie moze"... spokojnie tlumacze, ze to bzdury, ze plec nie powinna decydowac o niczym.
wspieram bardzo wszelkie anty-socjalne decyzje (wozek, lalki), ale staram sie to traktowac naturalnie, nie wywierac presji, nie psiocze na kolegow, na przedszkole, tylko tlumacze, ze mozna miec inne spojrzenie na te sprawy. ale wyraznie zaznaczam, jakie ja mam spojrzenie i ze uwazam je za sluszne.
co Wy sadzicie o socjalizacji w grupie?
staracie sie jakos to tonowac?
jak?
a moze przesadzam? jestem nawiedzona matka, ktora wszystko komentuje?

tak sobie czasem mysle, ze juz nie mam latki "bojowniczki", heh... bo czesto zdarza mi sie i z wlasnymi dziecmi rozmawiac o tych sprawach i z ich kolegami/kolezankami