Czasem Nie panuję nad sobą...

02.05.11, 14:07
Witam, nie ukrywam, ale licze na Waszą pomoc, inne spojrzenie na sprawę. Jestem mamą 9 letniej Córy i prawie 7-mio letniego Syna. To cudowne, mądre dzieci. Dzieci, jak to dzieci, czasem kłótnie dokuczanie sobie. Sprawa dotyczy mnie, czasem trace panowanie nad sobą, zwłaszcza jesli chodzi o syna. On jest tak uparty, czasem tłumacze, a do neigo nic nie dociera. przy tym patrzy na mnie i obserwuje moje reakcje. Sa momenty ze krzycze jak oszalała, czasem wypowiadam słowa których potem żąłuję. Wspomnę, ze sama wychowuję dzieci. Przykład: każdego wieczoru prosze by posprzątła lego, czy samochodziki. Prosze raz, nic, nie dociera, prosze drugi raz, tez nie dociera. Prosze kolejny raz, tez nie reaguję, az w pewnym momencie wpadam do pokoju z krzykiem i wywiązuje sie kłótnia, płacz i bardzo zła atmosfera. Kochane Mamy poradźcie, jak Wy robicie, co ja robię źle. Co zrobić, jak postępować z takim uparciuchem? Jesli dziecko źle zrobi, co robic? Czasem mam wrażenie ze wszystkie moje metody wychowawcze "biorą w łeb"..
Agata.
    • camel_3d Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 02.05.11, 14:50
      a. dziwne ze piszesz Syna i Core z duzej litery..
      b. niby cudowne i madre..a zachowuja sie tek, jak rozpusczone bachory.. (mowie o synu)
      c. jakby ktos na mnie wrzeszcal non stop to tez bym sie "bronil" i robil na zlosc.
      d. brzmi glupio..al eudaj sie do poradni wychowawczej (czy jak to sie w polsce nazywa).
      e. metoda moje babci (drastyczna, ale skutczna)... jazeli nie postrzata.. po prostu powiedz, ze wyrzucic te zabawki... jezeli nei pomoze, po prostu zbierz do worka i wyrzuc. Wcale nie musisz kupowac nowych. Po 2 takich akcja, albo nie bedzie mial zabawek, a ty problemu, albo zacznie sprzatac. Terapie szokowe sa czesto skuteczne.
    • matizka Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 02.05.11, 14:58
      Akurat co do sprzątania to u mnie działa zazwyczaj groźba - ja mogę pozbierać tylko do kosza. Wtedy są wyścigi by zrobić to szybciej ode mnie.

      Ja też potrafię wściec się bardzo wieczorem, ale co ciekawe jest mi łatwiej położyć dzieci spokojnie spać gdy jestem sama niż gdy jesteśmy z mężem. Więc może tu akrat możesz zobaczyć pozytyw swojego samotnego małżeństwasmile

      Po pierwsze jestem tylko jedna do wydawania połeceń i jakby jest mniej zamieszania z jednym rodzicem, a po drugie to staram się stworzyć przyjazną spaniu atmosferę - i w sumie moze czasem można odpuscić sprzątanie, poczekać do weekendu, ewentualnie spróbować przekonać syna, by nie rozkładał tylu zabawek na raz. Jak akurat mam 7-letnią córkę i z nią już się udało zapanować nad bałąganem w pokoju, ale mam też 4-ro letniego fana kolejnictwa i czasami nie jestem w stanie chodzić po podłodze bez deptania po torachsmile
      • matizka Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 02.05.11, 15:01
        miało być samotne macierzyństwo, nie małżeństwosmile sorry
    • aniazm Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 05.05.11, 14:45
      metoda ze sprzątaniem do kosza, wg mnie, jest dobra, tylko trzeba być konsekwentnym i w razie czego przeboleć stratę kilku klocków lego, czy samochodów.
      ja osobiście, od jakiegoś czasu, łykam neopersen i poziom krzyków w domu się zmniejszyłsmile
      a powyższą metodę mam zamiar zastosowaćsmile

      dodatkowo bym włączyła dzieci w dbanie o dom - że to wasze wspólne, jakieś obowiązki nałożyła na dzieci - syn może śmieci wyrzucać, córka zmywarkę ładować itp. - tak, żeby czuli się współodpowiedzialni za dom. w tym również sprzątanie i swojego pokoju i przestrzeni wspólnej. -np. u mnie prawie7latek wyrzuca śmieci.
      • jola_ep Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 05.05.11, 15:08
        > metoda ze sprzątaniem do kosza, wg mnie, jest dobra

        Nie jest dobra.
        Zamiast do kosza, wystarczy poinformować spokojnie dziecko, że skoro nie radzi sobie ze sprzątaniem zabawek, to przeniesiemy część na strych/do piwnicy/do pudła. (u mnie było duże pudło na szafie). Przenosimy na określony czas lub na dłużej.
        Mniej gratów - łatwiej posprzątać.
        Można też wyjąć z "aresztu" pod warunkiem, że zostanie tam włożone coś innego (taka wymiana u mniejszych dzieci całkiem nieźle się sprawdza, byle nie za często wink ).

        >przeboleć stratę kilku klocków lego

        Nie mam najmniejszego zamiaru wyrzucać klocki lego, które groszy przecież nie kosztują. Co innego sprzedać/oddać innym/przechować dla potomności wink
        Ani to oszczędne, ani ekologiczne.

        > dodatkowo bym włączyła dzieci w dbanie o dom - że to wasze wspólne
        A to akurat rozsądna rada.
        Dobrze jest też te prace wykonywać razem.

        Z naciskiem na:
        > . - tak, żeby czuli się współodpowiedzialni za dom
        smile

        Pozdrawiam
        Jola
        • aniazm Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 05.05.11, 15:51
          jola_ep - u mnie chowanie do pudła i na pawlacz nic nie daje, musi być realne zagrożenie, jednak zgadzam się, ze ani to oszczędne, ani ekologiczne. oczywiście, można jeszcze komu oddać.
          • verdana Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 05.05.11, 16:00
            Realnym zagrożeniem w przypadku wyrzucania zabawek jest nauczenie dziecka nieposzanowania dla cusdzej własnosci. Chyba, ze przyjmujesz, ze do dziecka nie nalezy nic, a prezenty, które mu dajesz sa nadal twoją własnością, a dziecko ma prawo się tylko bawić nimi wtedy, gdy mu na to pozwolisz. Ale wtedy nalezy mowic wyraźnie "Dzuecko, t co dała ci babcia na urodziny jest tak naprawe moje, Ty nie masz nic. jak zechcę, to ci wyrzuce wszystko, co masz".
        • mr_cellophane Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 25.08.11, 11:16
          jola_ep napisała:

          > > metoda ze sprzątaniem do kosza, wg mnie, jest dobra
          >
          > Nie jest dobra.

          Ale jest bardzo skuteczna.
          U mnie wystarczyło tylko jedno takie sprzątanie (w którym (po prośbach o posprzątanie i informacji o konsekwencjach) to co walało się po ziemi zagrażając domownikom wylądowało w worku ze śmieciami) i problemu ze sprzątaniem do dnia dzisiejszego nie mam.
          Oczywiście zaraz podniosą się głosy że to nie humanitarne i że to bark poszanowania własności i że konwencja genewska itp... ale takie jest życie. Jeśli nie potrafi się zadbać o własne rzeczy to one znikają lub ktoś sobie je przywłaszczy.
          Czy z was ktoś ma pretensje do Policji jeśli odholują mu samochód bo zaparkował na drodze ewakuacyjnej, czy zdetonują waszą walizkę na lotnisku o której zapomnieliście i wszyscy się o nią potykają, to dlaczego bronicie biedne dzieci które rozrzucają samochodziki i laleczki w "ciągach komunikacyjnych" nie przejmując się tym że ktoś może się nie przewrócić.
    • scher Chłopak z tego wyrośnie 06.05.11, 07:40
      Na pocieszenie napiszę ci, że jest to dość normalne zachowanie jak na chłopca w tym wieku. Najpewniej chłopak dojrzeje i z tego wyrośnie, jeżeli będziesz konsekwentna. Może ta świadomość pomoże ci reagować z większym spokojem.

      Niemniej jednak nie spodziewaj się efektów od razu. Niekiedy czegoś nie wyegzekwujesz natychmiast, i świat się od tego nie zawali. Trzeba jednak z chłopcem dużo rozmawiać (obok stanowczości) i tłumaczyć mu, nawet po fakcie, na spokojnie, dlaczego jego zachowanie jest/było złe i dlaczego nie możesz na to pozwolić.

      U mojego ośmiolatka sprawdziło się m.in. powiedzenie mu, że nawet prawo uznaje go już za istotę tak dojrzałą, że samodzielnie ma prawo chodzić po ulicach. Skoro jest w stanie ocenić, jak daleko jest samochód i z jaką prędkością się zbliża, jest też w stanie podejmować inne trafne decyzje, bo nie jest już małym chłopczykiem, ale "moim małym mężczyzną".

      Powiedziałem mu też, że i Kościół uznaje go od ósmego roku życia za istotę obdarzoną sumieniem, która potrafi odróżniać dobro od zła, ma świadomość grzechu i jest w stanie szczerze za grzechy żałować.
      • dorek3 Re: Chłopak z tego wyrośnie 25.08.11, 16:16
        I to wszystko mu powiedziałaś przy okazji bałaganu w pokoju?
    • rulsanka Czy syn ma swój pokój? 07.05.11, 19:39
      Jeżeli tak, to może sprzątanie codziennie wieczorem nie jest konieczne? Może warto w takim razie odpuścić dla spokoju własnych nerwów. Bałaganiarze wbrew pozorom też wyrastają na ludzi.
      • szymama Re: Czy syn ma swój pokój? 08.05.11, 10:53
        ja odpuszczam sprzatanie bardzo czesto. Kaze tylko zrobic sciezke do lozka, zebym w nocy nie musiala wstawac do rozwalonej przez klocki lego nogi. Sama jestem balaganiara, wkurza mnie codzienne sprzatanie, na sterylny porzadek reaguje alergia. Nie wyobrazam sobie mycia podlog codziennie, ba, nie wyobrazam sobie nawet mycia co dwa dni( ani co trzy tongue_out).
        U nas w domu jest tak, na szczescie, ze zostalismy obdarowani napadami energii i przewaznie mamy jes wszyscy razem. Sprzatamy wtedy, odgruzowujemy chate i tak do nastepnego razu. Nie mam w domu syfu, nie mam brudu, ale artystyczny nielad jeszcze nikomu nie zaszkodzil.
    • lila1974 Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 14.05.11, 11:34
      Proszę, idź do psychiatry.
      Może jesteś tylko przemęczona, a może twoja psychika wymaga wsparcia.
      Kiedy zachowywałam się w podobny do Ciebie sposób doszłam do wniosku, że coś jest nie tak z moją głową. Pójście do psychiatry to był najlepszy krok.

      Zostalam zdiagnozowana, dostałam leki ... i okazało się, że można do dzieci inaczej niż z ryjem.
      • yoko0202 Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 25.05.11, 11:39
        lila1974 napisała:

        > Zostalam zdiagnozowana, dostałam leki ... i okazało się, że można do dzieci ina
        > czej niż z ryjem.

        a to bez leków nie można dojść do takich wnioskow?
        • kanga_roo Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 25.05.11, 12:36
          lila1974 napisała:
          a to bez leków nie można dojść do takich wnioskow?

          myślę, że na pewnym etapie zakręcenia codzinnością i obowiązkami bez leków może i można dojść do w/w wniosków, ale wprowadzić je w życie - już nie.
        • lila1974 Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 26.05.11, 17:47
          wyobraź sobie, że nie wszystko można załatwić samymi chęciami
    • czarnykapturek Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 24.05.11, 20:48
      proszę napisz, jakie są twoje metody wychowawcze, które cię zawodzą, bo jakoś nie doczytałam się innych niż wpadanie z krzykiem do pokoju, a to raczej nie metoda wychowawcza.............
      • awtorek Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 06.08.11, 23:09
        Szczerze mówiąc jestem bardzo zdziwiona komentarzami pt. idź do psychiatry albo wyrzuć zabawki, jak nie posprząta. Uważam, że są to pomysły i uwagi bardzo nietrafione. Czy nikomu nie zdarzyło się nakrzyczeć na dzieci z jakiegoś powodu? Oczywiście nie powinno to mieć miejsca, a już na pewno nie regularnie ale czasem zmęczenie bierze górę, a w przypadku samotnej mamy jest podwójnie ciężko. I choć uważam, że psycholog, czy psychiatra mogą być bardzo pomocni to w tym przypadku nie wydaje mi się, żeby musieli interweniować.

        Przede wszystkim autorka rzeczywiście nie pisze nic o metodach wychowawczych jakie stosuje. Może powinnaś przeczytać jakieś książki o wychowaniu. Jest ich dużo na rynku. I może coś dopasujesz do swoich dzieci. Ja w analogicznej sytuacji, gdy proszę o coś córkę 2-3 razy a ona udaje, że mnie nie słyszy też się denerwuję i to bardzo i kończy się to nieraz podniesionym głosem. Ale jeśli to się powtarza (weźmy przykład sprzątania wieczorem) to "biorę problem na warsztat" i próbuję jakoś konkretnie to rozwiązać. Oto kilka pomysłów, które wdrażam.

        1. Informuję o konsekwencjach niesprzątnięcia (np. nie będzie bajki na dobranoc albo przez cały następny dzień nie będzie jadła słodyczy - to prawie zawsze skutkuje). Oczywiście konsekwencja to podstawa, inaczej rodzić sam kręci na siebie biczsmile

        2. Wymyślam zabawę "na czas" i nastawiam timer na 10 min. Nie wiem dlaczego dzieci tak to lubią ale córka jak tylko widzi, że uciekają jej sekundy na zegarku, dostaje zastrzyku energii, krzyczy, że ściga się z czasem i sprząta wszystko w kilka chwil.

        3. Przy poważniejszych problemach, siadam z córką i wypisujemy pomysły, które mogą zaradzić sytuacji i razem wybieramy te, które odpowiadają i jej i mnie.

        Wszystko zależy od sytuacji. Czasem działa postraszenie karą, a czasem odpuszczenia, czasem potraktowanie dziecka jak dorosłego partnera, albo wymyślenie jakiejś zabawy. Każde dziecko jest inne.

        Co do własnych emocji to może jakiś trening relaksacyjny, np. metodą Schultza (choć to wymaga skupienia, ciszy i trochę czasu - ok. 20 min. dziennie, a wiem niestety, że nie zawsze jest to możliwe). Można też kupić nawet coś w rodzaju poradnika psychologicznego i znaleźć dobrą dla siebie metodę radzenia sobie z emocjami. Nie zawsze jest to łatwe, mimo, że jesteśmy już dorośli... Mnie pomaga też modlitwa. Ale jak mówię, to jest indywidualna kwestia. Na pewno warto popracować nad sobą i nad metodami wychowawczymi.
        • monia.s01 Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 24.08.11, 12:30
          mam dwoje dzieci (10 i 5 lat) i odkąd młodsze pojawiło się na świecie skutecznie wyleczyło mnie z pedantycznego wręcz dbania o porządek. Też miałam takie problemy, próbowałam różnych metod. U mnie sprawdziła się:1. zabawa w sprzątanie na wyścigi, dzieci w ten sposób ze sobą rywalizowały, 2. krótkie hasło: idziemy na spacer i na lody, ale trzeba najpierw posprzątać zabawki, oraz 3. odpuszczenie: dzieci miały zapowiedziane że mają swoje pokoje, wszystko tam należy do nich i o swoje rzeczy muszą dbać. Jeśli mały nie posprzątał klocków czy samochodzików najczęściej kończyło się to bólem nogi po nadepnięciu albo uszkodzeniem zabawki, wtedy zrozumiał że zabawki mają swoje miejsce. Starsza córka notorycznie robiła bałagan w szafce z ubraniami, z premedytacją tam nie sprzątałam i powiedziałam jej, że przyjdzie dzień, że do szkoły, do koleżanki będzie musiała włożyć brudną lub pomiętą bluzkę, dziecię pojęło, a ja od tamtego czasu mam święty spokój.
          • eps Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 30.08.11, 21:40
            wg mnie niepotrzebnie sie zapętlasz, poczytaj książkę "kiedy pozwolić, Kiedy zabronić" tam jest dokładnie opisany Twój typ zachowania.
            Ja robię inaczej. Wchodze do pokoju i spokojnym tonem mówię że trzeba posprzątać zabawki z podłogi (w Twoim wypadku te nieszczęsne lego) i dodaję że wróce za 10 minut sprawdzić, jak nie bedzie sprzatnięte to zabawkę sprzątne ja i schowam.
            Początkowo oczywiście nie było posprzatane, wiec wochdziłam i juz bez zbędnego gadania, krzyków i darcia pierza, sama zabawki podnosiłam do kufra po czym kufer wynosiłam. Pierwszy czy drugi raz jak mnie syn zagadał czemu sprzątam (jest młodszy od Twojego) to wyjaśniłam - spokojnie - że czas minął i zabawka nie sprzątnięta wiec konfiskuję.
            Za trzecim razem (ale nie nastpującym kolejno po 1 i 2) tylko w jakims większym odstepie czasu juz nie tłumaczyłma, po prostu zabierałam i juz.
            Dziecko szybko załapało o co chodzi. teraz wystarczy że powiem że idziemy spać i za 10 minut ma być posprzatane bo zabawki schowam i juz nic więcej mówić nie musze bo dzieci sprzątają.
            • eps Re: Czasem Nie panuję nad sobą... 30.08.11, 21:47
              zapomniałam dodać ze zabawki chowam na jakis czas, jak kilka razy z rzędu syn ładnie pozbiera inne zabawki na moją prośbę to skonfiskowana zabawka wraca do właściciela.
              co do tolerancji na bałagan to mam bardzo dużą ale nie toleruję rozrzuconych zabawek na stromych schodach i na podłodze w pokoju wieczorem (musi byc sprzątnięta bo jakby ktoś w nocy nadepnął na jakiś klocek w nocy to mogłoby sie to źle skończyć. Szuflady, półki mnie nie interesują podłoga music być zawsze wieczorem uprzątnięta.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja