koza_w_rajtuzach
11.07.11, 17:07
Postaram się przedstawić problem dotyczący 2,5-letniego Stasia.
Od razu jednak zaznaczę, że maluch nie jest agresywny, potrafi dzielić się zabawkami, nie przedstawia jakichś skrajnie dziwacznych zachowań typu wyrywanie sobie rzęs, mimo wszystko w rodzinie uchodzi za dziwaka.
Staś jest jak taka bomba, która w każdym momencie może wybuchnąć.. Dużo płacze, wielokrotnie w ciągu dnia, ale nie jak zbuntowany dwulatek, który chce, żeby mu coś kupić, tylko raczej z takich powodów jak mała dzidzia. Ze śmiechu łatwo przechodzi w płacz... Płacze, bo usłyszał zbyt donośny dźwięk, bo czegoś się przestraszył, a wielu rzeczy się boi, płacze, bo chce, żeby coś mu podać i pierwszą reakcją na to chcenie nie jest wskazanie tego przedmiotu (słabo mówi, pojedyncze słowa tylko), tylko od razu płacz. Płacze, bo chce, żeby pomóc mu zejść ze schodów i mimo, że widzi moje wyciągnięte ręce, to biegnie do mnie z rykiem i dopiero się uspokaja, jak jest na rączkach. Przy każdej czynności muszę go uspokajać mówiąc "odkręcam butelkę i zaraz naleję ci picie.. o, już nalewam, gdy skończę podam ci szklankę, poczekaj spokojnie", bo gdy do niego w ten sposób nie przemawiam, to jest duże prawdopodobieństwo, że zacznie się drzeć. Mam wrażenie, że od czasów niemowlęcych niezbyt emocjonalnie dojrzał, intelektualnie tak, ale emocjonalnie zatrzymał się niemal na tym samym poziomie. Ludzie często zwracają na nas uwagę, bo Staś wielokrotnie w ciągu dnia się drze, ostatnio w barze pan z obsługi uspokajał małego przez mikrofon

. Boję się, że sąsiedzi oskarżą mnie o bicie dziecka, bo naprawdę nic mu się nie dzieje, a płacze niejednokrotnie tak jakby go ze skóry obdzierali i nie zawsze jestem w stanie go uspokoić. Poza tym maluch ma dużą potrzebę przytulania, całowania, ciągle go głaszczę po główce, bardzo się boi podniesionego tonu, dlatego między innymi dlatego zerwałam kontakty z moją matką, która często krzyczy, a Staś się jej panicznie boi.
Jeszcze opiszę jedną sytuację, która dobrze zobrazuje Stasia. Jestem jedyną osobą, która zajmuje się Stasiem, więc prawie codziennie jeździmy wózkiem na zakupy. Zawsze mu kupuję jogurt czy coś tego typu, pomimo tego za każdym razem gdy widzi, że jego jogurt wykładam na taśmę zaczyna płakać. Często oddaję mu ten jogurt do rączki, głaszczę po główce, Staś się uspokaja, spokojnie mu tłumaczę, żeby położył go na taśmę, pani jogurt skasuje i go odda. Dostrzegam zrozumienia w jego oczach, odkłada jogurt na taśmę, przygląda się, po czym wybucha ponownie płaczem. Gdy mamy jeszcze trochę czasu powtarzam tą operację, a i tak zawsze gdy widzi moment, gdy kasjerka ten nieszczęsny jogurt trzyma w dłoniach, to płacze tak, że aż się zapowietrza, a gdy go dostaje do rączek, to po chwili się uspokaja. Rozumiem gdyby sporadycznie bywał na zakupach, ale tak jest za każdym razem od ponad roku.
Nie powiem, oprócz tego bawi się, uśmiecha, ostatnio na placu zabaw zaczął sobie świetnie radzić, choć do niedawna przeważnie przez cały pobyt tam nawet nie miał ochoty z wózka wychodzić, tylko siedział i się patrzył. Czasem się czuję jakbym miała jakieś chore dziecko, ciągle muszę go głaskać, uspokajać, widzę, że nie zachowuje się jak jego rówieśnicy, żyję w ciągłym stresie i nie wiem kiedy "wybuchnie".
Staś zaczął chodzić w wieku 21 miesięcy, choć nic mu nie dolegało, wg neurolog nie chodził z powodu bariery psychicznej, z nie z jakiegoś konkretnego powodu. Ten strach przekłada się także na inne sprawy, zawsze był jakiś taki lękliwy i znerwicowany. Poza tym jest leworęczny. Dziwny jest, ale ciężko tak dokładnie opisać na czym ta dziwność polega... Chciałabym pójść z nim do psychologa, ale nie wiem czy jego zachowanie jest wystarczającym powodem. Może on taki po prostu jest... To zachowanie to nie jest żadna nowość, on tak ma cały czas, ale do niedawna to olewałam, bo był malutki, więc sądziłam, że wyrośnie, ale w sumie to już sama nie wiem.