prywatne place zabaw

02.09.11, 15:25
Witam,
Chciałbym się podzielić historią,która spotkała mnie dzisiaj,bo sama nie wiem czy miałam rację.
Otóż miałam dzisiaj dzień wolny i wybrałam się z dzieckiem na spacer. Akurat ponieważ miałam jeszcze parę spraw do załatwenia poszliśmy nieco w innym kierunku niż zwykle.Nagle zobaczyliśmy fajny plac zabaw z super zjeżdzalnią,huśtawkami,ogrodzony płotkiem. Brama była otwarta,weszliśmy wiec na plac zabaw.Na placu zabaw jescze była jedna miła Pani z dzieckiem.Moje 4 letnie dziecko bawiło sie może 5 minut po czym doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Pewna starsza Pani przechodząc koło placu zabaw nagle zapytała mnie.Czy Pani tu mieszka? Na to ja odp.,że nie,że przyszłam z dzieckiem się tu pobawić. Pani tonem bardzo aroganckim powiedziała mi,że mam natychmiast opuścić ten plac zabaw,bo ona za to płaci i nie życzy sobie,żeby ktoś wchodził na jej plac zabaw. (nawet jeżeli to ten teren nie był tej Pani tylko spóldzielni).
Ale grzecznie odpowiedziałam,Pani,że brama była otwarta nie wiedziałam,że plac zabaw jest prywatny,dziecko dokończy zabawę i za 10 minut wyjdziemy. Na to Pani kazała mi opuścic ten plac zabaw natychmiast,bo ona sobie nie życzy,że przychodzą obcy i psują ten plac zabaw,a ona za to płaci i że mam natychmiast stąd wyjść. No to ja już się uniosłam i powiedziałam,że nie wyjdę do poki dziecko nie przestanie się bawić. Poza tym nie wiem jak 3,5 letnie dziecko może pod moim okiem tutaj coś popsuć. Pani wziela telefon zaczela dzwonic na policję. Przez telefon opisała mnie jako osobę niezrównowazoną,która psuje jej plac zabaw,za który ona płaci, i która powiedziała jej,że stąd nie wyjdzie i będzie tu siedzieć. Po czym skończyła rozmawiać podeszła do bramki,zatrzasnęła ją tak,abym nie mogła wyjśc z tego placu zabaw,wyzwała mnie i poweidziala,ze idzie do pracy,a za chwile tu bedzie policja.
Szczerze powiem,że sie załamałam,bo pierwszy raz zdarzyła mi się tak chora sytuacja. Stwierdziłam,że poczekam na tą policję trudno.Syn bawił się jeszcze jakieś 15 minut,po czym zabawa się znudziła i postanowiliśmy jednak iśc do domu.
Oczywiście bramka była zamknięta,więc musiałam dziecko przenosić przez bramę i sama przeskakiwać,na szczęscie nie był to duży płot.
Poszliśmy do domu,ale cała ta sytuacja nie daje mi spokoju. Proszę o opinię jak Panstwo myślą,czy faktycznie było sens robić aferę z tak głupiego powodu?Czy moze ja nie mam racji i powinnam natychmist tak jak ta Pani mnie prosiła opuścić ten teren.


Wiola
    • el_elefante Re: prywatne place zabaw 02.09.11, 15:49
      Nie da się odpowiedzieć na to pytanie,bo nie wiadomo jaki status prawny ma ten plac, na czyim jest terenie, czy jest czyjąś własnością (dzierżawą?) i kto tak naprawdę ma prawo na nim przebywać.
      Szkoda, że nie doczekałaś się policji, mogłabyś złożyć skargę za nieuzasadnione zatrzymanie i zrobić z tego jeszcze większy absurd. Albo może i lepiej, że się nie doczekałaś, w końcu panowie mają na głowie ważniejsze sprawy... smile
    • triss_merigold6 Re: prywatne place zabaw 02.09.11, 17:16
      Była w widocznym miejscu tabliczka "Plac zabaw do użytku wyłącznie mieszkańców ulicy XXX"? Jeśli była to pani miała rację aczkolwiek wyraziła ją w mocno przesadny sposób.

      Mieszkam na osiedlu zamkniętym z wewnętrznym placem zabaw na który można wejść z klatek schodowych, płacę w czynszu na jego utrzymanie i szczerze mówiąc, uważam, że powinien być tylko do dyspozycji mieszkańców i ich gości, a nie dla każdego komu się spodoba.
      • fiolka28 Re: prywatne place zabaw 02.09.11, 17:43
        Rozumiem to,
        Było napisane,że jest to prywatny plac zabaw,ale nie przy bramce i nie zauwazyłam tego napisu. Poza tym wejście było otwarte,plac zabaw wyglądał tak jak inne na osiedlu( może trochę bardziej zadbany).
        Może i ta Pani miała rację,ale wyraziła ją w taki sposób,od razu mnie tak zaatakowała,poczułam się jak jakiś przestępca. Tj tak,że jak ktoś jest negatywnie nastawiony w nas też pojawiają się negatywne emocje i niepotrzebna kłótnia gotowa.
      • mandziola Re: prywatne place zabaw 18.09.11, 23:12
        Ja za mój plac zabaw tez płace w czynszu.. I mamusie z ogrodzonego osiedla tam nagminnie przyłażą bo jest fajniejszy niz ich mikroskopijny placyk. Moze to jest mysl.. Podrzuce spółdzielni, żeby montowali tabliczki...
        Boze jakie to głupie... Niedługo nie wyjdziemy poza teren hipoteczny swojego bloku, bo wszystko będzie ogrodzone..Żal..
    • kanna Re: prywatne place zabaw 07.09.11, 21:23
      Mysle, że agresywna reakcja kobiety-właścicielki była nieadekwatna.

      Ale jako właścicielka kawałka działki patrze na to też z drugiej strony:
      jakis czas nie mieliśmy płotu, a mielismy piaskownicę. Gdyby jakas osoba przyszła ze swoim dzieckiem do mojej piaskownicy i na prośbe wyjścia powiedziała, że pójdzie, ale dopiero wtedy, jak jej dziecko się skończy bawiac, to bym sie wkurzyła. Bardzo.
      • easyblue Re: prywatne place zabaw 21.09.11, 18:06
        Posesja prywatna a posesja spółdzielni to nie do końca to samo.

        > i na prośbe wyjścia
        żeby to była prośbasmile

        Na plac zabaw przy blokach mieszkalnych w miejscu mojej pracy jest plac zabaw. Jeszcze sie nie zdarzyło, by ktokolwiek zwrócił uwagę tzw.obcemu dziecku że tam się bawi.
    • joa66 Re: prywatne place zabaw 11.09.11, 16:27
      Tabliczka była. Nawet jeżeli autorka jej nie zauważyła, po zwróceniu uwagi powinna wyjść od razu.

      Co nie zmienia faktu, że reakcja była przesadzona.
    • tikitaki3 Re: prywatne place zabaw 11.09.11, 23:32
      dotykamy tu niestety paranoi ogradzania ,która panuje w Polsce.Sama mieszkam na osiedlu gdzie wspólnota mieszkaniowa nie mogąc za bardzo ogrodzić terenu postawiła szlaban przy wjeździe na parking...absurd jakiś ale cóż zrobić...na szczęście nie przeganiają z stamtąd dzieci z innych bloków kiedy te przychodzą do piaskownicy.niestety skoro był to plac do ich użytku to nie ma wyjścia-wchodzić nie wolno. Choć sposób w jaki zachowała się kobieta był absurdalny miałby sens gdyby faktycznie dochodziło do niszczenia sprzętu na placu.
      • joa66 Re: prywatne place zabaw 12.09.11, 06:41
        Nie wiem czy to jest paranoja ogradzania. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby wejśc na cudze podwórko przy domku jednorodzinnym i zacząc korzystać z ogrodowej huśtawki czy fotela. Kiedy jednak podwórko (plac zabaw . et) nalezy do więcej niż jednej osoby, niektórzy uważają , że wszyscy mają do niego prawo.

        Ja uważam, że grupa ludzi ma takie same prawo ogradzac się jak osoba w domku jednorodzinnym zakładając, że przecież ogradadza SWÓJ teren.
      • kanna Re: prywatne place zabaw 13.09.11, 13:41
        Dla mnie stawienie szlabanu przy wjeździe na osiedlowy parking jest bardzo adekwatne - oplaciłam ta ziemie i chce tu parkowac. A nie żeby mi inni zastawiali miejsca.
      • mgla_jedwabna Re: prywatne place zabaw 13.09.11, 14:22
        Oprocz paranoi grodzenia mamy tu paranoje samozwanczego ochroniarza. Gdyby ta pani normalnym tonem powiedziala, ze plac przeznaczony jest wylacznie dla mieszkancow, to pewnie skonczyloby sie na "aha, nie wiedzialam, do widzenia". A tu byl jazgot i wyzwiska, a w dodatku cos w rodzaju przemocy (zamkniecie na placu) - ciekawe, co by bylo, gdyby dziecko spadlo z hustawki i trzeba by bylo natychmiast jechac na pogotowie?

        Powtarzam - nawet jesli autorka watku nie miala prawa tam przebywac, to tamta pani zachowala sie niedopuszczalnie, autorka nie miala zadnego obowiazku nawet sie do niej odzywac.
        • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 00:11
          >> Oprocz paranoi grodzenia mamy tu paranoje samozwanczego ochroniarza.

          Zrozumcie w końcu, że prywatny plac zabaw wspólnoty mieszkaniowej to taka sama forma własności jak prywatny plac zabaw przy czyjejś willi.
          Czy gdyby właściciel owej willi wyprosił ze swojego terenu intruza, a w razie odmowy natychmiastowego wyjścia zagroził wezwaniem policji też być go nazwała "samozwańczym ochroniarzem"?
          Tamta osoba może zareagowała przesadnie, ale w końcu to ona płaci za ten plac zabaw ze swoich pieniędzy.
          A jak kogoś to oburza niech wykupi działkę, postawi tam za własne pieniądze huśtawki, zjeżdżalnię, a może i basen i zaprasza wszystkie dzieciaki z całego miasta, nikt mu nie broni...
          Cudzą własnością zawsze ludzie chętniej dysponują niż własną...
          Ciekawe, że właściciele domków też często mają zorganizowane piaskownice i place zabaw na swoim terenie i nikt im nie wypomina, że korzystają z nich wyłącznie ich dzieci i dzieci ich znajomych a nie każdy kto przechodzi w pobliżu i komu się ich plac zabaw spodoba.
          Nie słyszałam jeszcze o nagonce na taką osobę, skoro jedni (członkowie wspólnoty) "mają" udostępniać plac zabaw każdej przechodzącej obok matce z dziećmi bo inaczej wychodzą na nieużytych paranoików i sobków to czemu do drugich (właściciele domów jednorodzinnych z placami zabaw w ogródkach) nikt jakoś nie ma pretensji?
          • mgla_jedwabna Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 17:18
            To nie jest taka sama forma własności - co innego być jedynym właścicielem (lub też jednym z dwojga-trojga), a co innego jednym z kilkuset. Jeśli plac zabaw jest przy mojej prywatnej willi, jestem automatycznie osobą upoważnioną do decydowania ad hoc kto i kiedy może tam przebywać i mogę wyrzucić kogoś, kto tam wejdzie. Mimo to obowiązują mnie reguły savoir vivre'u oraz prawo, które np. zabrania pozbawiania kogoś wolności poprzez zamykanie - tamta pani nie zachowała ani jednego, ani drugiego.

            W przypadku własności takiej, o jakiej jest mowa w wątku, tamta pani była jednym z kilkudziesięciu lub kilkuset współwłaścicieli. Tego rodzaju formy własności prawo reguluje inaczej, np. aby móc kogoś wyrzucić z terenu, trzeba być do tego przez spółdzielnię/wspólnotę uprawnionym. Tamta pani nie była, dlatego nazwałam ją "samozwańczym ocroniarzem". W końcu nie wiemy, jak wyglądało zdanie pozostałych mieszkańców - możliwe, że większość nie ma nic przeciwko temu, aby "obce" dzieci przychodziły na ich plac, a zamykać teren chcą tylko na noc (tak jest na osiedlu mojego znajomego).

            Ta pani nie była nawet uprawniona do sprawdzania, czy osoby przebywające na placu zabaw są faktycznie mieszkańcami tego osiedla. A co dopiero do wyrzucania tych osób.

            Nagonki na właścicieli prywatnych placyków np. przy willach nie ma dlatego, że miejsca te są z reguły oznakowane w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do tego, kto ma prawo ich używać.

            Poza tym za szczyt bezczelności uważam wrzeszczenie na temat współwłasności kulkudziesięciu/kilkuset osób "to MOJE, to JA za to płacę z MOICH pieniędzy" itd. Zupełnie jak gdyby posiadanie ułamka procenta czegokolwiek robiło z nas udzielnych książąt. Zupełnie, jak te mamuśki, które domagają się by menu stołówki dla całej szkoły dostosować do fochów ich pusiaczka... Żałosne.
            • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 19:08
              >To nie jest taka sama forma własności - co innego być jedynym właścicielem (lub też jednym z dwojga-trojga), a co innego jednym z kilkuset.

              Wtedy oczywiście należy dostosować się do grupy, woli większości właścicieli.
              Zatem jeżeli owa większość uchwali, że plac zabaw zostanie ogrodzony i dostęp do niego będzie tylko dla dzieci mieszkańców to trzeba się dostosować do tego.
              Zatem wtedy taki wycinek działki wspólnotowej czy będzie na niej plac zabaw czy piaskownica albo basen należy wyłącznie do użytku mieszkańców więc de facto osoba spoza wspólnoty będzie takim samym intruzem na wspólnotowym placu zabaw jak terenie placu zabaw na działce przy domku jednorodzinnym.
              Oczywiście może się zdarzyć, że wspólnota udostępni plac zabaw dla wszystkich zainteresowanych, ale w tym konkretnym przypadku tak nie było, więc o czym dyskutować?
              Z własnego niejako podwórka znam przykład wspólnoty mieszkaniowej która śliczny kolorowy bardzo zadbany plac zabaw udostępniała wszystkim dzieciakom z okolicy.
              Przez kilka była udostępniała ów plac zabaw każdemu bez ograniczeń, niestety w tej okolicy deweloperzy przesadzili z gęstością zabudowań i praktycznie co roku powstały kolejne bloki (rzadko kiedy z placem zabaw, a jeśli to dużo uboższym niż tamten), z dzieciaków powiedzmy 30 (przykład) zrobiło się z tego powodu dwa razy więcej, więc zaczęły się konflikty bo np. dziecko Mamy która opłaca ten plac zabaw nie mogło spokojnie się pohuśtać czy skorzystać z innych urządzeń okupowanych przez dzieci z innych bloków, była też częstsza konieczność napraw itp. Zdarzało się, że tatusiowie spoza wspólnoty np. włazili na rabaty a gdy mieszkaniec zwracał uwagę był wyzywany.
              W końcu mieszkańcy się zbuntowali i po kilku latach bezinteresownego udostępniania placu zabaw ogrodzili plac zabaw i zamknęli.
              Oczywiście zaraz się zrobił młyn (łącznie z pójściem do gazety przez mamuśki spoza wspólnoty) jak tak można, przecież ich dzieci chcą się bawić i do tej pory mogły.
              Wcale się nie dziwię zatem, że niektóre wspólnoty od początku określają dla kogo ów plac zabaw ma być, a dla kogo nie.
              Mniej nieporozumień i roszczeniowości osób które ani złotówki nie muszą wykładać na utrzymanie placu zabaw.
            • atteilow Re: prywatne place zabaw 31.10.11, 20:38
              ślicznie, mądrze, dosadnie, trafnie, adekwatnie!!! bystrzacha jestes, wlasnie to chciałam napisac, ale juz zmęczona jestem wink
      • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 00:00
        tikitaki3 napisała:

        > dotykamy tu niestety paranoi ogradzania ,która panuje w Polsce.

        Może gdyby ludzie w Polsce szanowali cudzą własność (bez względu na to czy należy ona do jednej osoby czy do 50 członków wspólnoty) nikt by nie stawiał ogrodzeń.
        Poza tym drugą sprawą (na marginesie) są psy i bezpańskie koty załatwiające się do piaskownic.
        Znam w moim mieście co najmniej dwa duże publicznie i ogólnie dostępne place zabaw które są ogrodzone.
    • lilly811 Re: prywatne place zabaw 12.09.11, 16:33
      Uważam, że reakcja kobiety była nienormalna- najwidoczniej miała zły dzień i nie miała na kim się wyrzyć i pado na ciebie- przecież gdyby na spokojnie ci wytłumaczyła, że jest to prywatny plac zabaw wspólnoty mieszkaniowej i używać go mogą tylko dzieci właścicieli to chyba też inaczej byś zareagowała...zamykać kogoś z dzieckiem w środku - jakaś paranoja...
    • mgla_jedwabna Re: prywatne place zabaw 13.09.11, 14:16
      Skoro furtka byla otwarta i plac generalnie dostepny (nie byl to np. plac wewnatrz osiedla zamknietego, na ktory mozna sie dostac wylacznie majac klucz do ogrodzenia, prawda?), to znaczy, ze spoldzielnia lub wspolnota zdecydowala o udostepnieniu go nie-mieszkancom.

      Starsza pani najwyrazniej ma cos nie tak z glowa. Po pierwsze, nie jest osoba upowazniona przez spoldzielnie/wspolnote do pilnowania placu. Po drugie wzywanie policji do tak blahej sprawy tez nie jest powazne. Po trzecie, pani sie totalnie zdyskredytowala pozwalajac sobie na wrzaski i wyzwiska - w tej sytuacji to ty bylas uprawniona do wzywania pomocy, jako napadnieta.

      Nie chce, zebys odebrala to jako winienie ofiary, ale popelnilas blad, tlumaczac sie tej pani, ze tu nie mieszkasz, ze dziecko nic nie popsuje itp. Jedyna metoda na takie wariatki to stanowcze "to nie pani sprawa". Jak taka wezwie policje - to sama dostanie od nich upomnienie, a jesli to kolejny raz - to zwyczajnie ja oleja.

      Swoja droga koszmarne babsko - plac nalezy do wspolnoty/spoldzielni, ktora pewnie liczy przynajmniej kilkadziesiat osob, a narobila wrzasku, jakby to byl jej osobisty chlew.
      • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 00:39
        >> Skoro furtka byla otwarta i plac generalnie dostepny (nie byl to np. plac wewna
        > trz osiedla zamknietego, na ktory mozna sie dostac wylacznie majac klucz do ogr
        > odzenia, prawda?), to znaczy, ze spoldzielnia lub wspolnota zdecydowala o udost
        > epnieniu go nie-mieszkancom.

        Bzdury.
        Wystarczy sama informacja w postaci tabliczki, dla niektórych to mało żeby zrozumieć stąd ogrodzenie placów zabaw, dla pozostałych niektórych tabliczka i ogrodzenie w dalszym ciągu za mało żeby pojąć, że nie jest to plac zabaw ogólnie dostępny stąd konieczność furtki.
        Niestety dla pozostałych niektórych tabliczka, ogrodzenie i furtka oraz ustna informacja nie wystarczy żeby pojąć, że z cudzej własności się nie korzysta stąd konieczność zamykania furtki na kluczyk. Smutne. A gdyby ludzie szanowali cudzą własność, także tą należącą do wspólnot nie trzeba byłoby się ogradzać ani stawiać szlabanów.
        Poza tym plac zabaw dostępny dla mieszkańców nie ma obowiązku być bezpośrednio wewnątrz kwartału mieszkalnego, równie dobrze może być na zewnątrz.

        > Po pierwsze, nie jest osoba u
        > powazniona przez spoldzielnie/wspolnote do pilnowania placu.

        Nie pilnowała, przechodziła obok zapewne wracając z zakupów czy z innego miejsca do domu i widząc osobę spoza wspólnoty zwróciła jej uwagę (zanim zadzwoniła na policję i zaczęła wyzywać) że jest to miejsce tylko członków wspólnoty i ich dzieci. Matka się z nią nie zgodziła stąd cała późniejsza awantura.
        Myślę, że jakby na placu zabaw faktycznie był ochroniarz Panie krytykujące strzeżone osiedla oraz brak dostępu dla postronnych do placu zabaw jeszcze bardziej by ironizowały, że ochrona do matki z dzieckiem leciała z pretensjami i policją straszyła....

        >Po trzecie, pani sie totaln
        > ie zdyskredytowala pozwalajac sobie na wrzaski i wyzwiska - w tej sytuacji to t
        > y bylas uprawniona do wzywania pomocy, jako napadnieta.

        Bzdury do kwadratu.
        Jeżeli ja przydybię w piaskownicy w moim przydomowy ogrodzonym ogródku obcą osobę która odmawia natychmiastowego opuszczenia mojej posesji to ja mam prawo czuć się "napadnięta" a nie ona.
        Poza tym od kiedy to wrzaski i wyzwiska to "napad"???

        >Jedyna met
        > oda na takie wariatki to stanowcze "to nie pani sprawa".

        Jak najbardziej Pani sprawa, bo Pani jest członkiem wspólnoty i Pani płaci za teren tego placu zabaw i wszelkie urządzenia na nim, a nie obca matka spoza wspólnoty.
        Przykre, że osoby pilnujące regulaminu traktowane są jak "wariatki" a broniona jest osoba która nie szanuje cudzej własności na której jest w tym przypadku intruzem.

        >> Swoja droga koszmarne babsko - plac nalezy do wspolnoty/spoldzielni, ktora pewn
        > ie liczy przynajmniej kilkadziesiat osob, a narobila wrzasku, jakby to byl jej
        > osobisty chlew.

        Skoro wspólnota uchwaliła że plac zabaw jest tylko dla dzieci członków wspólnoty to pod tym musiała się podpisać i zgodzić większość członków wspólnoty, a nie jedna osoba. Może właśnie dlatego, żeby z placu zabaw nie zrobił się chlew...
        Czasem czytuję różne fora osiedlowe i często sami lokatorzy namawiają się aby pilnować porządku, zwracać uwagę obcym osobom itp.
        Nie podoba Ci się to - sama kup jakiś teren i za własne pieniądze wybuduj ogólnie dostępny plac zabaw, najlepiej jest rozporządzać cudzą własnością, prawda?
        A skoro tak zmuś mojego znajomego aby udostępnił swój basen przy willi...
        Chętnie bym skorzystała i pewnie kilkoro osób z okolicy także....
        • mgla_jedwabna Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 17:28
          Sama informacja w postaci tabliczki wystarczy wtedy, gdy ta tabliczka jest widoczna. tu nie wystarczyła. Obecność ogrodzenia i furtki też nie musi o niczym świadczyć, może to być np. ograniczenie dzikiego parkowania przy jednoczesnym zezwoleniu na ruch pieszy i rowerowy albo też ograniczenie może występować tylko w godzinach nocnych (też się zdarza).

          Poza tym, nawet jeśli przyjmiemy, że autorka wątku powinna była opuścić plac, to i tak zachowanie tej wrzeszczącej i wyzywającej pani było niedopuszczalne. Gdyby autorka wątku miała jaja, to by odpowiedziała coś w rodzaju "a kto powiedział, że pani nie kłamie, tylko naprawdę tu mieszka? kim pani w ogóle jest? kto pani dał prawo do zaczepiania mnie?" itd.

          Smutne jest to, że panuje u nas paranoja prywatnej własności i rzekomego nieszanowania tejże. Coś jak przewrażliwiony kretyn, który w każdym słowie dopatruje się złośliwości pod swoim adresem. Zupełnie, jak gdyby trzylatek na karuzeli był równy gangowi włamywaczy. Ciekawe, że w cywilizowanych krajach nie ma grodzonych osiedli.

          Wrzaski i wyzwiska są karalne. Podobnie jak ograniczenie wolności. A co do interwencji lokatorskich to po pierwsze, obowiązują tu zasady dobrego wychowania, a nie "wolnoć Tomku w swoim domku" - przypominam, że jest to cytat z wierszyka wyszydzającego taką właśnie postawę, że "to moje, więc mogę robic innym uciążliwości". A już usprawiedliwianie chamstwa stanem posiadania jest niedopuszczalne.
          • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 19:35
            >Gd
            > yby autorka wątku miała jaja, to by odpowiedziała coś w rodzaju "a kto powiedzi
            > ał, że pani nie kłamie, tylko naprawdę tu mieszka? kim pani w ogóle jest? kto p
            > ani dał prawo do zaczepiania mnie?" itd.

            Raczej tupet i bezczelność (zważywszy, że nie miała racji) niż jaja.
            A na pytanie o prawo do "zaczepiania" odpowiedziałabym kto jej dał prawo do korzystania z cudzej własności opłaconej między innymi z moich pieniędzy.
            Raczej ta starsza Pani miała jaja, że zamknęła pieniaczkę na placu zabaw big_grin.
            Ja przyznam bym na to nie wpadła big_grin
            Pomysł 10/10.

            > Ciekawe, że w cywilizowanych krajach nie ma grodzon
            > ych osiedli.

            To przenieś się tam.
            Może jakaś Niemka czy Angielka da Ci się pobujać na swojej ogrodowej huśtawce. Droga wolna. Mamy otwarte granice.

            >Zupełnie, jak gdyby trzylatek na karuzeli by
            > ł równy gangowi włamywaczy.

            Przy przedszkolach też są często place zabaw do nich przynależące- zamykane i ogrodzone, dostępne tylko dla dzieci z przedszkola.
            Do nich też masz pretensje, że inne dzieci nie uczęszczające do tego przedszkola nie mogą korzystać z tego placu zabaw?
            Albo do właściciela domu z huśtawkami w ogrodzie?
            Powinnaś mieć takie same do nich pretensje, bo przecież trzylatek to nie gangster czy korzysta z huśtawki w ogrodzie należącym do właścicieli domu jednorodzinnego, czy z huśtawek przynależących do prywatnego przedszkola czy wspólnoty.

            >> Wrzaski i wyzwiska są karalne.

            Tak samo jak korzystanie bezprawnie z cudzej własności, w dodatku oznakowanej dla kogo jest ona dostępna.
            Poza tym nie do końca wierzę, że wrzaski i wyzwiska były po jednej tylko stronie wink
            Tak jest może na forach (oczywiście nie jest to nigdy osoba opisująca wydarzenie wink ) jednak w realu bardzo rzadko się zdarza, że ktoś wrzeszczy i wyzywa osobę grzeczną i cichutką jak myszka wink

            >Podobnie jak ograniczenie wolności.

            Sądzę, że Pani po prostu domknęła bramkę, która była samozatrzaskująca się.
            Osoba dla której ten plac jest przeznaczony otworzy sobie kluczem, a bezczelna intruzka niech kombinuje, zresztą w końcu sama chciała zostać na tym placu zabaw, zatem została smile
            Równie dobrze (jeżeli mam rację odnośnie rodzaju owej furtki) furtkę mógł domknąć wiatr albo popchnąć dziecko i też by została zamknięta.
    • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 13.09.11, 23:55
      Skoro była tabliczka Pani miała rację choć zareagowała zbyt nerwowo i zdecydowanie przesadnie.
      Z drugiej strony place zabaw prywatnej wspólnoty to dokładnie taka sama forma własności (tylko rozłożona na więcej osób - członków owej wspólnoty) jak huśtawki i piaskownica przy domu jednorodzinnym.
      Niestety u nas uważa się, że jak ktoś ma dom jednorodzinny z placem zabaw dla dziecka w ogródku to jest to jego święta własność i nikt się nie obrusza że obce dzieci nie mają do niego dostępu, w ogóle nawet nigdy nie było żadnej dyskusji, że obce dzieci nie mogą wejść na huśtawki ustawione przed czyimś domem jednorodzinnym, zaś plac zabaw prywatnej wspólnoty mieszkaniowej uważa się za dobro przeznaczone dla ogółu, a jeżeli ktoś zaprotestuje to od razu wielka obraza i teksty o gettach ....
      Cudzą własność się szanuje, czy należy ona do jednego człowieka i jednej rodzinny (rzeczony domek jednorodzinny z placem zabaw w ogródku) czy należy ona do grupy 50 osób - członków danej wspólnoty mieszkaniowej.
      Liczba osób składających się na prywatny plac zabaw nie powinna mieć znaczenia.
      Najwyższa pora to pojąć.
    • scher Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 08:40
      Art. 193 kk.
      Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

      Nie wdarłaś się, bo bramka była otwarta. Można co najwyżej mówić o nieopuszczeniu terenu na żądanie osoby uprawnionej. Nie mam pod ręką komentarza do kk, ale powstaje pytanie, czy każdy właściciel jest tu osobą uprawnioną.

      W ustawie o własności lokali czytamy:
      Art. 21.
      1. Zarząd kieruje sprawami wspólnoty mieszkaniowej i reprezentuje ją na zewnątrz oraz w stosunkach między wspólnotą a poszczególnymi właścicielami lokali.

      Wynikałoby z tego, że raczej zarządca nieruchomości mógłby tu być uznany za osobę uprawnioną, ale nie jestem pewien, jak to w praktyce wygląda.

      Myślę, że niezależnie od teoretycznych rozważań nawet jeśli przyjechałaby policja, skończyłoby się na pouczeniu. Społeczna szkodliwość czynu żadna w opisanej sytuacji.
      • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 11:23
        >Nie wdarłaś się, bo bramka była otwarta.

        Ale teren był ogrodzony (tak jak mówi kodeks). Teren ogrodzony nawet z niezamkniętą w danym czasie furtką to w dalszym ciągu teren ogrodzony i prywatny.
        Rozumiem, że jeżeli ja uchylę drzwi od swojego mieszkania i ktoś mi wówczas do mieszkania wejdzie to nie będzie to "wdarcie się" tylko nieoczekiwana wizyta towarzyska i policja nic nie zrobi bo przecież sama zostawiłam uchylone drzwi?

        >> Myślę, że niezależnie od teoretycznych rozważań nawet jeśli przyjechałaby polic
        > ja, skończyłoby się na pouczeniu.

        Zapewne tak, ale po co psuć nerwy sobie i innym i zawracać głowę policji skoro wystarczyło po prostu wyjść po zwróceniu uwagi, że teren jest prywatny i niedostępny dla osób postronnych.
        Dziwi mnie taki upór.
        Będąc czterolatką zobaczyłam w ogródku mijanego domu jednorodzinnego kota (bardzo lubiłam zwierzęta i garnęła się do każdego), weszłam tam bo bramka była otwarta, pogłaskałam kota, zobaczyłam potem że w oknie stoi jakaś Pani, wyszłam szybko bo wiedziałam, że nie jest to mój ogródek i Pani może mieć pretensje.
        Nie rozumiem jak to jest, że przeciętna czterolatka potrafiła zrozumieć, że jest intruzem na cudzym terenie (mimo, że nikt jej z tego tytułu awantury nie zrobił, a bramka była otwarta), a dorosła kobieta i matka dzieciom nie potrafi tego zrozumieć nawet po powiedzeniu jej tego wprost....
        Może dlatego, że za moich czasów dzieci się uczyło szacunku do innych, do cudzej własności też, do tego że nie mogą mieć wszystkiego i robić wszystkiego tylko dlatego, że im się to podoba a one są jeszcze dziećmi.
        • scher Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 15:40
          gazeta_mi_placi napisała:

          > >Nie wdarłaś się, bo bramka była otwarta.
          > Ale teren był ogrodzony (tak jak mówi kodeks).

          Ale nie było "wdarcia się".

          > Rozumiem, że jeżeli ja uchylę drzwi od swojego mieszkania i ktoś mi wówczas do
          > mieszkania wejdzie to nie będzie to "wdarcie się"

          Jak ktoś wchodzi mimo twoich protestów, to jednak wdziera się. Tam protestów nie było, a bramka była otwarta.
          Niezależnie od tego trzeba teren czy mieszkanie opuścić "na żądanie osoby uprawnionej".
          • mgla_jedwabna Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 17:31
            Właśnie - a w odróżnieniu od domku jednorodzinnego, tutaj sam fakt bycia współwłascicielem nie czyni jeszcze z kogoś takiego "osoby uprawnionej". Po prostu spółdzielnie i współnoty mieszkaniowe to NIE JEST taka sama forma własności, jak prywatne wille.
            • joa66 Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 17:41
              Smutne jest to, że panuje u nas paranoja prywatnej własności

              tak....były już pomysły, żeby taką paranoje wytępić wink
              • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 18:49
                He he....
                Oj były, stosunkowo niedawno, wszystko było wspólne smile Cudowne czasy ....
                Niektórzy widać tęsknią do ich powrotu.
            • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 14.09.11, 18:52
              >tutaj sam fakt bycia współwłascicielem nie czyni jeszcze z kogoś takiego "osoby uprawnionej".

              Jeżeli wspólnota uchwaliła ( a uchwala najczęściej większością głosów właścicieli, a nie jednym czy dwoma głosami), że plac zabaw służy tylko mieszkańcom, każdy mieszkaniec ma prawo zwrócić uwagę intruzowi, a jeżeli intruz nie chce się wynieść ma prawo zadzwonić po policję.
              W końcu to mieszkaniec płaci za utrzymanie placu zabaw i ewentualne zniszczenia, więc ma pełne prawo interesować się kto korzysta z jego własności, nawet jeżeli tę własność dzieli z 50 innymi lokatorami.
    • camel_3d Re: prywatne place zabaw 15.09.11, 23:02
      Polska to dziwny kraj,,..szczerze mowiac...
      W zasadzie nigdzei poza Polska nie wiedzialem grodzonych osiedli..i grodzinych placow zabaw na osiedlach, tak zeby bron boze inne dzieci nie weszly...

      sory..ale dla mnei to jakas zasciankowosc.. nieco uzasadzniona bo na pewno zdarza sie niszczenie placow zabaw prze gowniarstwo, al ejezeli ty bylas w stani eprzeskoczyc przez plotek,to jak ktos bedzie mial ochote cos zniszczyc to na penwo to zrobi..
      • joa66 Re: prywatne place zabaw 16.09.11, 06:55
        Popatrz..a ja widziałam.smile Za to nigdzie nie widziałam, żeby inni się na to obrażali i krytykowali. Fakt, taka fala ataków to tez tylko w Polsce wink

        Wdziałam też jednorodzinne domy z ogródkami bez ogrodzeń. Może właściciee domków jednorodzinnychw Polsce też powinni usunąc ogrodzenia? Przecież w innych krajach tak jest ? wink

        • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 16.09.11, 10:50
          W owych mitycznych innych krajach są też całe dzielnice (najczęściej zamieszkałe przez muzułmanów, Turków, osoby o ciemniejszej skórze) gdzie za dnia strach przejechać samochodem, policja nie jeździ tam na interwencje, a wszystkich turystów i zwykłych szarych obywateli (mimo, że nie ma żadnych ogrodzeń) przestrzega się aby tam nie wjeżdżali/nie wchodzili nawet za dnia, gdzie walki gangów i strzelaniny są tam na porządku dziennym.
          Każde państwo, nawet zachodnie ma swoje za skórą.....
          • camel_3d Re: prywatne place zabaw 16.09.11, 11:22
            a o jakich ty krajach mowisz?

            co i tak nie znaczy, ze sa grodzone place zabaw..dla wybranych smile
            • joa66 Re: prywatne place zabaw 16.09.11, 12:16
              Badań nie prowadziłam, ale na własne oczy widziałam wiele w Kanadzie, Irlandii, Francji.

              Place zabaw nie są dla "wybranych" tylko dla właścicieli.
              • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 16.09.11, 17:12
                >Place zabaw nie są dla "wybranych" tylko dla właścicieli.

                A to bezczelność...
                • camel_3d Re: prywatne place zabaw 19.09.11, 11:36
                  >Place zabaw nie są dla "wybranych" tylko dla właścicieli.

                  tzn dla kogo? jezeli sa na pyrwatnym placu..to jasne... ale chyba takie ogolnodostepne nie sa dla "wlascicieli":.. zrezst jak wspomnialem, z takim zjawiskami jak "wlasne" place zabawa i grodzone osiedla spotkalem sie tylko w PL.
                  • joa66 Re: prywatne place zabaw 19.09.11, 12:32
                    zrezst jak wspomnialem, z takim zjawiskami jak "wlasne" place zabawa i grodzone osiedla spotkalem sie tylko w PL.

                    a ja ...jak pisałam spotkałam się z tym w innych krajach wink Ba...w niektórych mieszkają/mieszkali moi znajomi i rodzina. I nikt nie robi z tego powodu afer.

                    Mam nadzieję, że cały czas mówimy o prywtnym placu zabawa, czyli też takim, którego właścicielem jest wspólnota, która zdecydowała , że plac zabaw, podwórko, parking, etc są do użytku członków wspólnoty.

                    BTW - nigdy się nie spotkałam z ogrodzonym placem zabaw poza terenem ogrodzonego osiedla.

                    Rozumiem, że nie wszytskie decyzje właścicieli muszą się podobać, mnie też wiele się nie podoba, ale to jest prawo i koniec.

                    eot
      • a-lfa Re: prywatne place zabaw 25.09.11, 19:05
        Tak zwane kondominia lub jak kto woli osiedla kondominowe lub przekładając to na język polski zamykane pilnowane osiedla składające się z kliku apartamentowców + czasem dodatkowo kilku bloków o podwyższonym standardzie ogrodzone i dysponujące często gęsto własną siecią placówek handlowych i np. własnym przedszkolem to nie jest wymysł Polski - coś takiego od dawna funkcjonuje na zachodzie. Są to osiedla ogrodzone (czasem nawet nie siatką a wysokim murem) dozorowane / pilnowane 24h na dobę przez patrole agencji ochrony i majce specjalne umowy na odpowiednio szybka reakcje Policji w przypadku jakiś zajść. Osoby tam mieszkające po prostu stać na to, aby zapewnić sobie luksus prywatności i spokoju.
        Obawiam się, iż gdyby ktoś wszedł na przylegający do takiego osiedla plac zabaw musiał by się liczyć z bardzo nieprzyjemnymi konsekwencjami dla siebie i swego dziecka konsekwencjami. Brutalne wyrzucenie na przysłowiowych kopniakach to byłoby absolutne minimum tego, czego można by się spodziewać w takiej sytuacji (raczej spodziewałbym się zatrzymanie i oddania w ręce Policji w raz z automatycznym wnioskiem przez obsługujące osiedle kancelarie prawne o ściganie za naruszenie prywatnej własności. Oczywiście skończyłoby się to zapewne stosowna grzywną i potraktowane zostało, jako wykroczenie nie mniej w realiach, które znam z pobytu u brata w USA te 8h na dołu na komisariacie można by przesiedzieć przed rozprawą. Potem dodatkowo nieuważna mamusia musiała by się tłumaczyć przed opieką społeczna czy jest w związku z tym dostateczne dojrzała na samodzielne wychowanie dziecka czy tez może potrzebuje nadzoru ze strony państwa.
        Nam może się to wydać śmieszne i dziwne tam jest to traktowane z pełną powaga i surowością prawa. A z podobnym przypadkiem z właśnie takim zakończeniem (paranoidalnym dla Polaka) spotkałem się nie dalej jak 3 miesiące temu będąc tam w odwiedzinach. Ktoś wszedł ktoś to zauważył i wezwał ochronę a ochrona Policję. I niestety sprawa skończyła się w sądzie a tam był wyrok za nieumyślne naruszenie własności prywatnej i skończyło się karą a karą była „tyko” grzywna w wysokości 500$). Napisze to raz jeszcze dla nas to jest absurd, ale powoli trzeba się uczyć patrzeć czy miejsce gdzie wchodzę nie jest przypadkiem prywatne. Bo pomyłki mogą docelowo drogo kosztować i to nie tylko nerwów.
    • pszczolka1020 Re: prywatne place zabaw 16.09.11, 13:31
      Witam,
      Ja tak jak autorka wątku rozumiem, że niektóre place zabaw stanowią własność wspólnot mieszkaniowych i są zamykane , ja też jestem członkiem wspólnoty mieszkaniowej, ale jak usłyszałam na zebraniu, żeby zamknąć nasz plac zabaw , żeby inne dzieci z niego nie korzystały to stwierdziałam, że to jest chyba jakaś przesada. Niektórzy proponowali ,żeby nawet ochronę zatrudnić , żeby nie wpuszczała innych dzieci, paranoja jakaś, na szczęscie nie udało się tego przegłosować i nasz plac jest otwarty dla wszystkich dzieci i pomimo że nasza wspólnota płaci za jego utrzymanie , jakoś mnie to nie boli, że inne dzieciaki z niego korzystają, a są i tego plusy , jest weselej , więcej dzieci , nowe znajomości, spoza osiedla. Druga sprawa jest taka , że dzieci z osiedli z pozamykanymi placami zabaw też przychodzą do nas się bawić, bo na ich placach było pusto, a dzieci lgną do innych szukają towarzystwa, bo co za przyjemność bawić się samemu , nawet na super zadbanym placu zabaw, nuda poprostu. Poza tym starsze dzieciaki z zamkniętych osiedli jeżdżą na terenie mojej wspólnoty na rowerach , hulajnogach i deskorolkach , bo teren jest duży jest gdzie pojeździć, to co mam pogonić ,bo nie ich teren tylko mój , niech wracają do siebie za płot i siedzą tam w piaskownicy dla maluchów, to jakiś bezsens . Nigdy bym nie zwróciła uwagi matce z dzieckiem siedzącej w naszej piaskownicy , żeby zabrała dziecko i sobie poszła, bo to moja piaskownica, co się dzieje na tym świecie, jestem załamana czasem.
      • scher Re: prywatne place zabaw 16.09.11, 16:46
        pszczolka1020 napisała:

        > nasz plac jest otwarty dla wszystkich dzieci i pomimo że nasza wspólnota płaci za
        > jego utrzymanie, jakoś mnie to nie boli, że inne dzieciaki z niego korzystają

        Mądra z ciebie babka smile
      • joa66 Re: prywatne place zabaw 16.09.11, 18:38
        na szczęscie nie udało się tego przegłosować i nasz plac jest otwarty dla wszystkich

        Czyki to była decyzja wiekszości z która Ty się zgadzasz (ale nie wszyscy) . W innych osiedlach decyzja był inna - zapewne też większośc zdecydowała. I decyzję właściciela trzeba uszanowac, nawet jezeli nam się nie podoba.



        • mandziola Re: prywatne place zabaw 18.09.11, 23:22
          Tylko czemu tak większość zapitala ze swoimi dziećmi na otwarte spółdzielcze place zabaw? Za to tez ktoś płaci - spółdzielcy. Ogródźmy wszystko. Zamknijmy sie w klatkach. Będzie fajnie nie? Bo wiekszosc tak zdecyduje.
          • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 19.09.11, 13:23
            Nie wiem.
            Mogę pisać ze swojego podwórka (dzielnicy).
            A na moim podwórku było tak, że w okolicy powstawały same nowe bloki, zaś deweloperzy rzadko myśleli o placach zabaw, na szczęście moja wspólnota pomyślała też o pięknym zadbanym placu zabaw, plac zabaw był sponsorowany wyłącznie z pieniędzy członków owej wspólnoty.
            Przez pierwsze pięć lat wspólnota pozwalała w pełni swobodnie korzystać z placu zabaw przez wszystkie dzieci z okolicy (a w okolicy był tylko jeden ogólnie dostępny plac zabaw z dwoma huśtawkami i malutką piaskownicą), zatem na "nasz" plac zabaw ciągnęły dzieci ze wszystkich okolicznych bloków, także tych gdzie deweloper "nie pomyślał" aby postawić choćby i piaskownicę metr na metr.
            Nikt nam specjalnie nie dziękował z tego tytułu, że może skorzystać z naszej własności.
            Niestety w tej okolicy deweloperzy mocno przesadzili z gęstością zabudowy i praktycznie co roku powstawały nowe bloki, oczywiście bez własnych placów zabaw, natomiast z kolejnymi rodzinami i dziećmi. Liczba korzystających dzieci z placu zabaw podwoiła się i zaczęły się problemy, nie można było gdzie usiąść, dzieci czekały bardzo długo aż zwolni się jakaś huśtawka, rodzice spoza wspólnoty potrafili łazić po okolicznych rabatkach a na zwróconą uwagę reagować agresywnie, oczywiście plac zabaw częściej trzeba było doprowadzać do porządku ( a szło to nie z pieniędzy wszystkich okolicznych mieszkańców którzy raczyli tu przychodzić sami dobrowolnie decydując się wcześniej na zakup mieszkania w bloku bez jednego skwerku, o placu zabaw już nie mówiąc tylko z pieniędzy mieszkańców, którzy na skutek podwojenia się ilości bloków/rodzin z dziećmi w okolicy nie mogli sami swobodnie korzystać ze swej własności).
            W końcu się zbuntowali i zamknęli plac zabaw.
            I co zrobiły wtedy pozbawione placu zabaw mamusie z innych wspólnot? Nie, nie poszły do swojego zarządcy aby postawił na ich terenie choćby dwie huśtawki, zapomniały że wcześniej przez lata swobodnie korzystały z uprzejmości tamtej wspólnoty, poszły do gazety robiąc z tamtych mieszkańców paskudnych sobków, wyzywając od gett itp.
            Dlatego nie dziwię się, że inne wspólnoty aby nie mieć tego rodzaju kłopotów od samego początku określają zasady kto może, a kto nie korzystać z placu zabaw.
            • pszczolka1020 Re: prywatne place zabaw 19.09.11, 15:34
              W sumie z jednej strony można zrozumieć takie postawienie sprawy, moje podwórko, a moje dziecko musi czekać w kolejce żeby z niego korzystać, ale z drugiej strony uczy się że nie jest samo na świecie, że czasem trzeba się z kimś podzielić , kto tego nie ma, bo rodzice kupili mieszkanie w gorszym bloku bez placu zabaw, dlaczego dzieci mają na tym ucierpieć. Co do wyższych kosztów utrzymania placu z powodu korzystnia przez większą liczbę dzieci to chyba troszkę przesada, piasek i tak trzeba wymieniać w piaskownicy, a sprzęty konserwować i przeglądać bez względu na ilość korzystających. Niestety żyjemy w takich czasach, że każdy patrzy tylko żeby jak najwięcej zarobić , deweloperzy budują po minimalnych kosztach, oszczędzając m.in. na placach zabaw , nie w każdej wspólnocie da się przegłosować uchwałę , żeby wogóle był jakiś plac zabaw dla maluchów, bo znajdzie się kilku przeciwników i nic się nie da zrobić , bo potrzebna jest zgoda większości, a czemu winne te dzieci, że nie mają się gdzie bawić. Spójrzmy na tą trudną sprawę trochę z innej strony, tej drugiej i podzielmy się czasem tym co mamy, pomimo, że to nasze kupione i za nasze pieniądze utrzymywane.
              A tak już całkiem z innej strony to najlepsze pod tym względem są osiedla budowane za komuny, moja teściowa mieszka na takim, tam jest dużo placów zabaw i boisk dla dzieciaków, teraz wszystkie wyremontowane i odpowiadające obecnym normom, naprawdę fajne. Oczywiście płaci za nie spółdzielnia, a więc mieszkańcy, ale są otwarte dla wszystkich, mnóstwo uśmiechniętych dzieciaków, więc można ..... pozdrawiam smile
              • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 19.09.11, 18:28
                >ale z drugiej strony uczy się że nie jest samo na świecie, że czasem trzeba się z kimś podzielić...

                Dzielenie się powinno być dobrowolnym wyborem, a nie przymusem.
                Zresztą dziecko powinno się też uczyć, że nie zawsze MUSI się dzielić się swoją zabawką/zabawkami, a także że i JEMU jakieś dziecko może odmówić oraz że nie wszystko w życiu mu wolno tylko dlatego, że jest dzieckiem.

                >bo rodzice kupili mieszkanie w gorszym bloku bez placu zab
                > aw.

                To już nie wina osób, które wybrały wspólnotę z placem zabaw. Każdy ponosi skutki swoich wyborów.
                Jeżeli ktoś wybierze blok zamiast apartamentu z krytym basenem (niektóre wspólnoty posiadają kryty basen tylko dla mieszkańców) ma prawo żądać aby mieszkańcy innej wspólnoty pozwalali mu korzystać z ich basenu bo on nie ma a oni mają?
                Każdy ma prawo do dysponowania swoją własnością w taki sposób jak mu pasuje.
                Lepiej jest pójść na krzywy ryj na czyjś zadbany plac zabaw utrzymywany za czyjeś pieniądze niż samemu zorganizować plac zabaw na terenie swojej wspólnoty. Najczęściej nie da się nie dlatego, że mało miejsca, ale dlatego że wiązałoby się to z dodatkowymi kosztami a każdy woli korzystać z cudzej kieszeni niż sięgnąć do własnej.
                Zawsze też można z dzieckiem pójść na ogólnie dostępny plac zabaw, nawet jeżeli miałoby się to wiązać z dłuższym niż pięć minut spacerem.
                • pszczolka1020 Re: prywatne place zabaw 20.09.11, 11:19
                  Jakoś tak dziwnie odbierasz wszystko w kategoriach żądania i przymusu, ja nie piszę w takich kategoriach , tylko , że czasem można wykazać troche dobrej woli w zrozumieniu drugiej strony. Poprostu uważam , że wyrzucenie z placu zabaw matki z dzieckiem nie jest w porządku i tyle, zapewne każda strona ma swoje racje, ale są też inne wartości niż kasa kasa kasa. Poza tym o jakich ogólnie dostępnych placach zabaw piszesz , bo raczej za każdy ktoś musi "zapłacić" i utrzymywać, więc według Ciebie powinny być zamknięte i nie powinny z nich korzystać osoby nieuprawnione. Nie wiem czy masz małe dzieci, ale ja ze swojego doświadczenia mogę napisać , że zawsze z synkiem chodziłam po różnych placach jak był mały , szukaliśmy innych dzieci, on nie chciał się bawić sam i niestety musiałam czasem mu tłumaczyć , że na ten plac nie możemy wejść bo jest zamknięty, jakoś dwulatkowi ciężko było zrozumieć czemu na jeden można a na inny nie , zresztą nie tylko jemu ....
                  • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 20.09.11, 18:17
                    > czasem można wykazać troche dobrej woli...

                    Dlaczego dobrą wolę wymaga się tylko od mieszkańców od placów zabaw na terenie wspólnot mieszkaniowych, a nie od właścicieli domów jednorodzinnych, którzy za własne pieniądze zbudowali w ogrodzie plac zabaw i nie wpuszczają tam nikogo obcego? Jakoś ich nikt się nigdy nie czepia, dobrej woli zaś wymaga się tylko od mieszkańców wspólnot mieszkaniowych.
                    Ciekawe jak wspólnota o której wyżej pisałam wykazała dużo dobrej woli przez pięć lat dopuszczając do utrzymywanego z ICH pieniędzy placu zabaw nikt tego nie zauważał i nawet nie podziękował, a jak pod wpływem narastania coraz większej ilości tłumów odwiedzających ich plac w końcu się zbuntowali i zamknęli swoją własność nikt nie docenił ich wcześniejszej kilkuletniej dobrej woli, za to poszli na nich jeszcze na skargę do mediów (były co najmniej dwa artykuły o tym w krakowskiej Gazecie Wyborczej) wyzywając od sobków i ludzi nieużytych.

                    >ogólnie dostępn
                    > ych placach zabaw

                    Utrzymywanych przez miasto, poza terenem wspólnot mieszkaniowych, w parkach itp.
                    Takie też istnieją.

                    >niestety musiałam czas
                    > em mu tłumaczyć , że na ten plac nie możemy wejść bo jest zamknięty, jakoś dwul
                    > atkowi ciężko było zrozumieć czemu na jeden można a na inny nie , zresztą nie t
                    > ylko jemu ....

                    A jak dwulatek podejdzie do cudzej hulajnogi (mimo, że ma własną) jak mu będziesz tłumaczyła, że na swojej może pojeździć, a na tej nie bo należy do kogoś innego mimo, że i to hulajnoga i to.
                • scher Re: prywatne place zabaw 24.09.11, 20:10
                  gazeta_mi_placi napisała:

                  > Zresztą dziecko powinno się też uczyć, że nie zawsze MUSI się dzielić się swoją
                  > zabawką/zabawkami

                  Właśnie tak wychowujemy asertywnych do bólu egocentryków.
                  • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 25.09.11, 15:34
                    Jasne, lepiej wychować dziecko przez przymus, że chce czy nie MUSI podzielić się zabawką jeżeli inne dziecko będzie też się chciało nią bawić, nie ważne, że sam dzieciak nie chce, że za tamtym dzieckiem nie przepada, albo że po kilkukrotnym pożyczeniu zabawka została uszkodzona albo rozregulowana albo jeszcze inna w ogóle nie oddana, musi pożyczyć i basta, bo jak nie pożyczy każdej zainteresowanej osobie to sobek i egocentryk...
                    Osobiście znam osobę, którą rodzice zmuszali do takich zachowań (łącznie z dzieleniem się ze słodyczami, jedzeniem), jeżeli dziecko się nie podzieliło bo np. chciało jeden batonik zjeść samo bez dzielenia się na pół z rodzeństwem to było wyzywane właśnie od egoistów, osób nieużytych itp.
                    I jaki efekt tego? Dziecko uczone od małego, że MUSI się dzielić, a w razie gdy czasem odmawiało wyzywane w/w sposób obecnie jest osobą dorosłą nie lubiącą się absolutnie z nikim się dzielić swoją własnością, nawet kanapką z mężem.
                    Trauma z dzieciństwa gdzie MUSIAŁO się dzielić zawsze widać została...
                    A może gdyby to było na zasadzie dobrowolności byłoby inaczej.
                    Żaden przymus dzielenia się/pomocy innym (nie tylko w tym przypadku), a w razie odmowy atakowanie, wyzwiska od egocentryków itp.nie jest dobry.
                    Grzeczna prośba co innego.

                    • scher Re: prywatne place zabaw 25.09.11, 18:07
                      gazeta_mi_placi napisała:

                      > Dziecko uczone od małego, że MUSI się dzielić, a w razie gdy czasem odmawiało wyzywane
                      > w/w sposób obecnie jest osobą dorosłą nie lubiącą się absolutnie z nikim się dzielić swoją
                      > własnością, nawet kanapką z mężem.
                      > Trauma z dzieciństwa gdzie MUSIAŁO się dzielić zawsze widać została...

                      E tam, od małego było egoistą, i egoistą zostało.

                      > Grzeczna prośba co innego.

                      Ale nie pisałeś o żadnych grzecznych prośbach, żeby się dzielić. Pisałeś o programowaniu dziecka od małości, że z nikim nie ma obowiązku się dzielić.
                      • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 26.09.11, 16:29
                        Bo faktycznie nie ma OBOWIĄZKU się dzielić.
                        Pomoc innym nie powinna wynikać z obowiązku, ale dobrej woli i wolnego wyboru.

                        >> E tam, od małego było egoistą, i egoistą zostało.

                        Być może gdyby było uczone, że MOŻE, ale nie MUSI się dzielić i jeżeli komuś zdarzy mu się odmówić to nie dzieje się nic strasznego być może jako dorosła osoba dzieliłaby się chętniej i z większą radością.
                        Ludzie od urodzenia są egoistami, wychowanie jest od tego aby nauczyć ich, że po pierwsze egoizm (póki nie dzieje się komuś krzywda) nie jest niczym złym, zaś dzielenie się z innymi może dawać satysfakcję i radość o ile nie jest przymusem.
                        Ty nikomu nie odmawiasz pomocy bez względu na to czy jest to Pan Jasiu zbierający na jabola czy samotna matka czy np. agresywna żebrząca Romka (takie też się zdarzają) ?
                        • scher Re: prywatne place zabaw 27.09.11, 22:08
                          gazeta_mi_placi napisała:

                          > Bo faktycznie nie ma OBOWIĄZKU się dzielić.
                          > Pomoc innym nie powinna wynikać z obowiązku, ale dobrej woli i wolnego wyboru.

                          Jeżeli mówisz małemu dziecku, że nie ma obowiązku się dzielić, to ono nie dopowiada sobie, że wobec tego będzie się dzielić z dobrej woli i wolnego wyboru. Nie masz pojęcia o rozwoju dzieci.
                          De facto zachęcasz dziecko do niedzielenia się.

                          > agresywna żebrząca Romka

                          Cyganka.
                    • atteilow Re: prywatne place zabaw 08.11.11, 17:57
                      Osobiście znam osobę, którą rodzice zmuszali do takich zachowań (łącznie z dzie
                      leniem się ze słodyczami, jedzeniem), jeżeli dziecko się nie podzieliło bo np.
                      chciało jeden batonik zjeść samo bez dzielenia się na pół z rodzeństwem to było
                      wyzywane właśnie od egoistów, osób nieużytych itp.
                      I jaki efekt tego? Dziecko uczone od małego, że MUSI się dzielić, a w razie gdy
                      czasem odmawiało wyzywane w/w sposób obecnie jest osobą dorosłą nie lubiącą si
                      ę absolutnie z nikim się dzielić swoją własnością, nawet kanapką z mężem.
                      Trauma z dzieciństwa gdzie MUSIAŁO się dzielić zawsze widać została...


                      A Twoje osobiste spostrzezenia, rzeczywiste badz wymyslone nie sa żadnym dowodem, że tak wlasnie jest
                      • joa66 Re: prywatne place zabaw 08.11.11, 20:18
                        Twoje osobiste spostrzezenia, rzeczywiste badz wymyslone nie sa żadnym dowodem, że tak wlasnie jest

                        Rozumiem, że jest to też komentarz do pytania, które ja (chybaTobie) zadałam ? smile
                        • atteilow Re: prywatne place zabaw 09.11.11, 08:32
                          joa66 napisała:

                          > Twoje osobiste spostrzezenia, rzeczywiste badz wymyslone nie sa żadnym dowo
                          > dem, że tak wlasnie jest

                          >
                          > Rozumiem, że jest to też komentarz do pytania, które ja (chybaTobie) zadałam ?
                          > smile

                          Skoro Cie to usatysfakcjonuje mozesz tak przyjac, ze tak wlasnie jest.
              • silje78 Re: prywatne place zabaw 20.09.11, 12:03
                nie popieram chamskiego zachowania współwłaścicielki placu (o ile wogóle takie było i nie jest to rozdmuchana fantazja założycielki wątku), ale poniekąd kobieta miała rację.
                mieszkam w jednym z dwóch bloków we wspólnocie. mamy dość spory teren, w tym miejsce na plac zabaw, na którym plac ten powstał. z naszego FR plus dodatkowe składki. przy naszym terenie też stoi blok, w którym ludzie nie mogli się dogadać i są w nim trzy wspólnoty (po jednej na klatkę). kontaktowaliśmy się z nimi w sprawie placu zabaw. nikt nie chciał się dorzucić. ok, plac postawiliśmy z własnych środków, sami przy tym pomagając. plac został zamknięty, klucze rozdane mieszkańcom wspólnoty. no i podniósł się raban, że jak tak można, że dzieci z bloku obok nie mogą się bawić, z tego bloku nawet nikt nie przyszedł pomóc, nawet było podśmiewanie się, że z łopatami latamy...
                kolejny problem z parkingiem. mają tak blok usytuowany, że ich klatki wychodzą na nasz parking, ich jest z drugiej strony. efekt taki, że mieszkańcy tego bloku parkowali na naszym terenie, za utrzymanie którego my płacimy (porządkowanie, odśnieżanie itd), ich parking świecił pustkami, a mieszkańcy naszej wspólnoty nie mieli gdzie parkowac. postawiliśmy składane słupki na każdym miejscu parkingowym z uniwersalnym kluczem. efekt był taki, że po kilku dniach niemal każdy słupek miał wpuszczony klej do zamka. po czym teren naszej wspólnoty został ogrodzony (z możliwością przejścia jak to mamy wpisane w KW). dopiero po pół roku sąsiednia wspólnota odpuściła nam. skończyło się niszczenie naszego mienia, wyrywanie słupków ogordzeniowych, niszczenie placu zabaw.
                tak więc jak najbardziej rozumiem tamtą współwaścicielke terenu. miała ona pełne prawo wezwać policję (choć w tej sytuacji było to dalece) przesadzone.
                co do grodzenia się w polsce. tak długo będzie to potrzebne jak długo będzie w ludziach mentalność, że im się wszystko należy, prawo jest od tego żeby je łamać, a każdy przepis interpretować i negować bo przecież ja wiem lepiej.
                • jasmina_tdi Re: prywatne place zabaw ........ a rzeczywistość 21.09.11, 17:05
                  Baba zareagowała nieco z czuba, ale w jakiś sposób ją rozumiem. Czy też to wspomniane "płacenie". Bo niby jest wspólnota, niby są fundusze, na utrzymanie placu zabaw, trawników, ciągów komunikacyjnych, ale w praktyce jest zawsze - własnie jakies ALE. I od lat wyglada to następująco: chcemy trawnika / drzew / kwiatków - musimy sobie kupić, a potem latamy z łopatami. Część zlewa temat i z radością patrzy na kwitnące drzewka, wokół których zapie...my ("przecież ja tu tylko mieszkam i PŁACĘ, wiec niby czemu mam cokolwiek robić") i to samo dotyczy placu zabaw. Coś wali - a niech się zawali, gwóźdź wystaje - najwyżej ktos sobie oko wyjmie, zabawki rozpieprzone na pół osiedla - niech sobie leżą. Ci, którzy przychodzą z zewnątrz - jakoś tak się zawsze składa, że przychodzą SKORZYSTAĆ, a nie - zeby się zajmować czy choćby zdjąć z drogi smieć, o ktory się potkną. Nawet, gdyby na środku piaskownicy lezała największa kupa gnoju na świecie - przecież to nie ich plac zabaw, prawda? I jak tu człowieka ma nie zalać krew?
                  • silje78 Re: prywatne place zabaw ........ a rzeczywistość 22.09.11, 08:34
                    z grubej rury, ale taka jest rzeczywistość uncertain
                • chomiczkami Re: prywatne place zabaw 01.10.11, 18:51
                  Z tymi parkingami to jest też zabawa...
                  Ostatnio miałam coś odwieźć znajomym, którzy mieszkają na zwykłym osiedlu z niskimi blokami. Sporo mieszkańców, ale bez przesady. Miejsca do parkowania szukałam pół godziny (sic!), krążąc po osiedlowych ulicach.
                  Bo:
                  - przy większości wjazdów zakaz ruchu (oprócz mieszkańców bloku takiego a takiego). Jeśli się zignoruje to ostrzeżenie, to podjeżdża się na parking i...
                  - parkingi tylko dla członków spółdzielni Takiej-A-Takiej, ale... z identyfikatorem
                  - parkingi tylko dla mieszkańców bloku numer jeden, chociaż są bezpośrednio pod drzwiami do klatki bloku numer dwa (identyfikator!!!!).
                  Gdy zaś zignoruje się te znaki, to z okna zaczyna krzyczeć jakaś pani, że parking jest dla mieszkańców.
                  Ja przepraszam bardzo, ale jeśli przyjedzie do mieszkańca ciotka z Saksów, to ma się postawić na rogatkach miasta, bo nie ma identyfikatora?

                  Co do placów zabaw.
                  Pewna spółdzielnia, obejmująca wiele osiedli, m.in. Czerwonego Kapturka, Śpiącej Królewny i Kota Filemona, zbudowała na osiedlu, powiedzmy, Czerwonego Kapturka wielki plac zabaw, na którym jest napisane: zbudowane z funduszy spółdzielni Jak-Jej-Tam oraz Rady Osiedli Czerwonego Kapturka i Śpiącej Królewny. Wstęp dla członków spółdzielni. Czy ktoś mieszkający na osiedlu Kota Filemona może wziąć tam dzieci? Czy jego ciotka z Saksów może wziąć tam dzieci? Czy osoba, która wynajmuje mieszkanie, może wziąć tam dzieci? Jest mieszkańcem, a nie członkiem.

                  Pytania z życia, nazwy miejsc zamaskowane.
    • kanna Re: prywatne place zabaw 24.09.11, 13:53
      Odeszlismy od sedna w tej dyskusji. A sedno jest takie:

      1. Kobieta weszła z dzieckiem na CUDZY teren.
      2. Po zwróceniu uwagi (abstrahujemy od formy) powinna pod razu wyjść.

      Tyle.
      • a-lfa Re: prywatne place zabaw 26.09.11, 12:52
        U nas na kwestie naruszania własności prywatnej (zwłaszcza jeśli nie jest własność osobista a zbiorowa) patrzy się przez palce. Jeśli by za coś podobnego groziła tak jak to miało miejsce w USA kara (choćby mandatu) i był to egzekwowane z pełną surowością prawa - każdy by sprawdzał 2x czy nie narusza czyjeś prywatnej własności.
        • a-lfa Re: prywatne place zabaw 27.09.11, 11:04
          U nas na kwestie naruszania własności prywatnej (zwłaszcza jeśli nie jest własność osobista a zbiorowa) patrzy się przez palce. Jeśli by za coś podobnego groziła tak jak to miało miejsce w USA kara (choćby mandatu) i było by to tak jak tam egzekwowane z pełną surowością prawa - każdy by sprawdzał 2x czy nie narusza czyjeś prywatnej własności. W USA nikt się nikogo nie pyta w takim przypadku czy widział czy nie widział czy wiedział czy nie wiedział bo tam przyjmuje się zasadę iż każdy dorosły człowiek powinien się zainteresować czy ogrodzone miejsce gdzie chce wejść nie jest przypadkiem PRYWATĄ WŁASNOŚCIĄ.
    • xkx2 Re: prywatne place zabaw 25.09.11, 18:36
      Sprawa wygląda dwojako po pierwsze, jeśli coś jest do użytku prywatnego, ale umieszczone tak, iż jest do tego wejście z terenu publicznego / ogólnodostępnego to w interesie właścicieli tego trenu jest oznakowanie go tak, aby co do tego nie było żadnych wątpliwości. Tu chyba jednak z tym oznakowanie coś było nie tak. Sprawa kolejna - jeśli coś jest prywatne powinno być zamykane a jeśli zostawia się to otwarte przy jednoczesnym kiepskim oznakowaniu trudno mieć pretensje, iż ktoś zwłaszcza pilnujący malucha tego nie zauważył. Koło mojego bloku też jest kilka bloków ogrodzonych, ale tam plac zabaw jak i parking jest wewnątrz osiedla i w zasadzie nie ma możliwości wejścia tam inaczej jak po przez ścieżki wewnątrz tego osiedla. A aby wejść na teren osiedla trzeba pokonać jedna z 4 zamykanych furtek.
      Oczywiście reakcja tej osoby był nie adekwatna do zdarzenia, choć teoretycznie uzasadniona. A Ty po usłyszeniu informacji, iż teren jest prywatny w zasadzie powinna ś powiedzieć PRZEPRASZM i opuścić rzeczony teren. Przyjazd Policji mógł narazić tak Ciebie jak i Twą oponentkę na niejakie nieprzyjemności.
      • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 26.09.11, 16:22
        > Sprawa wygląda dwojako po pierwsze, jeśli coś jest do użytku prywatnego, ale um
        > ieszczone tak, iż jest do tego wejście z terenu publicznego / ogólnodostępnego
        > to w interesie właścicieli tego trenu jest oznakowanie go tak, aby co do tego n
        > ie było żadnych wątpliwości.

        Do dużej ilości domów jednorodzinnych jest wejście bramką wychodzącą na publicznych chodnik.
        Jakoś ludzie przechodzący koło domów jednorodzinnych nawet jeżeli nie ma oznakowania "teren prywatny" czy "Uwaga! Groźny pies" nie wpadają na pomysł, żeby jednak wejść na cudze podwórko przy domu jednorodzinnym albo tam zaparkować.
        Jednak faktycznie, ponieważ osiedla prywatne nie są u nas od bardzo dawna lepiej żeby place zabaw, parkingi przynależące do wspólnot były oznakowane.
        Ale czy oznakowanie coś zmienia jak się trafi na chama? Wątpię... Sama byłam świadkiem jak pan ochroniarz (na danym osiedlu nie było szlabanów ani ogrodzeń jedynie oznakowania i ochrona) zwrócił uwagę kobiecie parkującej w miejscu dla mieszkańców, gdy ochroniarz wytłumaczył że jest to miejsce tylko do użytku mieszkańców (blok dość kameralny więc być może znał wszystkich mieszkańców) kobieta na niego z buzią, że nie ma oznakowania, Pan wskazał oznakowanie (było niedaleko i widoczne), Pani dalej z mordą na ochroniarza i z pretensjami, jej krzyki niosły się jeszcze jak odeszłam kawałek dalej od tego miejsca.
        A potem ludzie się śmieją po co komu szlabany przy osiedlach albo ogrodzenia (tamten blok nie miał)...
        Niestety jak nie ma kultury wśród innych ludzi (intruzów) to trzeba się grodzić i instalować szlabany...
        Ale wtedy znowu pretensje, że się grodzą bo uważają za coś lepszego albo, że takie "buractwo" jak szlabany na prywatnym osiedlu czy ogrodzenie to tylko w Polsce...
        Gdyby ludzie reagowali normalnie na zwrócenie uwagi, że na tym terenie nie można parkować (mój przykład) lub plac zabaw tylko dla dzieci z danego bloku to nie trzeba byłoby ogrodzeń i szlabanów. Zwróci uwagę mieszkanka - źle, bo nie jest ona "upoważniona", zwróci uwagę ochroniarz- też źle...

        >> Sprawa kolejna - jeśli coś jest prywatne powinno być zamykane a jeśli zostawi
        > a się to otwarte przy jednoczesnym kiepskim oznakowaniu trudno mieć pretensje,
        > iż ktoś zwłaszcza pilnujący malucha tego nie zauważył.

        Ale w momencie gdy ktoś już wskazał nawet mało widoczne oznakowanie to wypada mimo wszystko się ulotnić, a nie siedzieć bo mi się należy, bo jak słabo oznakowane i furtka niedomknięta to mogę...
        W innym wątku jedna forumowiczka się skarżyła, że sąsiedzi nie zamykają na klucz bramki od śmietnika, a mieszkańcy okolicznych domów jednorodzinnych wykorzystują to podrzucając im swoje śmieci. Rozumiem, że to też jest Twoim zdaniem usprawiedliwione? W końcu niedomknięty śmietnik, zatem można skorzystać z "szansy", prawda?

        > A Ty po usłyszeniu informacji, iż teren jest prywatny w zasadzie p
        > owinna ś powiedzieć PRZEPRASZM i opuścić rzeczony teren.

        Z tym się zgadzam.
        • a-lfa Re: prywatne place zabaw 27.09.11, 11:05
          U nas na kwestie naruszania własności prywatnej (zwłaszcza jeśli nie jest własność osobista a zbiorowa) patrzy się przez palce. Jeśli by za coś podobnego groziła tak jak to miało miejsce w USA kara (choćby mandatu) i było by to tak jak tam egzekwowane z pełną surowością prawa - każdy by sprawdzał 2x czy nie narusza czyjeś prywatnej własności. W USA nikt się nikogo nie pyta w takim przypadku czy widział czy nie widział czy wiedział czy nie wiedział bo tam przyjmuje się zasadę iż każdy dorosły człowiek powinien się zainteresować czy ogrodzone miejsce gdzie chce wejść nie jest przypadkiem PRYWATĄ WŁASNOŚCIĄ.
          Poleć znajomemu
          • kanna Re: prywatne place zabaw 28.09.11, 16:45
            Kiedys to nawet kazdy w domu miał strzelbe, zeby tych naruszających móc od razu odstrzelic, jak pamiętam...
            • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 28.09.11, 16:52
              W niektórych stanach w USA zastrzelenie niepowołanej osoby na własnym terenie uchodzi zgodnie z prawem płazem.
            • a-lfa Re: prywatne place zabaw 01.10.11, 11:32
              Cóż czy nam się to podoba czy nie w USA w niektórych stanch panuje zasada: "Mój dom moją twierdzą". Oczywiscie reakcja musi by współmierna do sytuacji nie mniej bywały przypadki użycia broni (która notabene jest dość powszechnie dostępna) w stosunku do obcych na terenei swej posesji. Natomist ZWAWSZE panuje tam powszecha ochrona własności tak wiec wejscie na PRYWATNY a nie ogólno dostępny plac zabaw TAM może spowodować kłopoty (zwłąsza w przyapdku wezwanai policji) a przynajmniej wyrzucenie przez ochronę na przysłowiowych kopniakach.
              • atteilow Re: prywatne place zabaw 07.11.11, 08:25
                a-lfa napisał:

                > Cóż czy nam się to podoba czy nie w USA w niektórych stanch panuje zasada: "Mój
                > dom moją twierdzą". Oczywiscie reakcja musi by współmierna do sytuacji nie mn
                > iej bywały przypadki użycia broni (która notabene jest dość powszechnie dostępn
                > a) w stosunku do obcych na terenei swej posesji. Natomist ZWAWSZE panuje tam po
                > wszecha ochrona własności tak wiec wejscie na PRYWATNY a nie ogólno dostępny pl
                > ac zabaw TAM może spowodować kłopoty (zwłąsza w przyapdku wezwanai policji) a p
                > rzynajmniej wyrzucenie przez ochronę na przysłowiowych kopniakach.

                jasne najlepiej skopac matke a jeszcze mocniej jej dziecko, bo są slabi i nieszkodliwi. Dlaczego swego czasu reastauratorzy godzili sie na placenie haraczy grubym karkom ? Bo sie ich bali, bo tamci byli silniejsi od nich. Ale matka z bawiacym sie dzieckiem jest zupelnie bezbronna, wiec dlaczego by jej nie uswiadomic kto ma tutaj wladze i nienaruszalne prawo do wlasnosci. Ech ziemscy burzuje broncie terenu w kazdej sytuacji, skoro kawalek gruntu zostall zdeptany przez dzieciece stopki, profanujac waszą wlasnosc.
                • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 07.11.11, 09:09
                  Matka to nie żadna święta krowa, jeżeli ktoś łamie dany regulamin to ma prawo zostać wyproszony czy jest matką, ciotką czy wujkiem.
                  Nie wiem jak to się ma do Twojego przykładu z karkami.
                  Swego czasu aresztowano całą szajkę złodziei kradnących przez lata luksusowe perfumy z Włoch.
                  Kradzieżami zajmowały się głównie kobiety, okazało się, że znaczna część z nich była samotnymi matkami z małymi dziećmi. Sprawa swego czasu była dość głośna.
                  Czy zgodnie z Twoją logiką nie powinny ponieść one kary bo nie były "karkami" tylko matkami małych dzieci?
                  Poza tym po raz kolejny pytam czemu nie wymaga się od właścicieli domów jednorodzinnych udostępniania ich domowego placu zabaw w ogródku przydomowym szerszej publiczności?
                  Przecież to plac zabaw i to plac zabaw. Czemu mieszkańcy prywatnej wspólnoty są paskudnymi "burżujami" i "sobkami", ale mieszkańcy domów jednorodzinnych - często dużo zamożniejsi i czasem z większym teren z ogrodami, a nieraz i wypasionym basenem już nie, mimo że i jedni i drudzy mają ogrodzony teren i mimo że niekiedy wyposażenie placów zabaw podobne?
                  • atteilow Re: prywatne place zabaw 08.11.11, 10:32
                    gazeta_mi_placi napisała:


                    > Poza tym po raz kolejny pytam czemu nie wymaga się od właścicieli domów jednoro
                    > dzinnych udostępniania ich domowego placu zabaw w ogródku przydomowym szerszej
                    > publiczności?


                    Ano jest zasadnicza roznica miedzy wlascicielem domu jednorodzinnego z ogrodkiem, a wspolwlascicielami nalezącymi do wspolnoty gdzie grunt posiadaja w jakiejs tam czesci ulamkowej. Tą czesc ulamkowa wlasnie trudno wyznaczyc i kazdy pojedynczy lokator porusza sie swobodnie po calosci gruntu, mimo ze przeciez calosc wcale nie nalezy tylko do niego. Ten problem nie istnieje w przypadku posesji, ktora zamieszkuje tylko jedna rodzina... nawet jesli mieszka tam rodzina wielopokoleniowa (mam, babcia dziadek, tesc , tesciowa). Najczesciej wszyscy sa ujeci w akcie notarialnym jako wlasciciele. I sprzedajac dom wraz z ogrodem wszyscy go sprzedaja i sie wynoszą. We wspolnocie pojedynczy lokator sprzedaje tylko swoje mieszkanie i swoja czesc ulamkowa do gruntu.

                    Gdy lokator ze wspolnoty zaprasza gosci do swego mieszkania nie ma obowiazku informowac o tym innych lokatorow, mimo ze teoretycznie goscie wkraczaja na grunt tych pozostalych. W domkach jednorodzinnych domownicy wiedza kto ich odwiedza, nawet jesli do syna przyjda kumple pograc na PS, a babcie odwiedzi znajoma z Zamoscia. Biorąc pod uwage ilosc osob zamieszkujacych wspolnote nie jest mozliwe kontrolowac kazdego kto przychodzi z wizyta do innych, kazdego dziecka zaproszonego na plac zabaw. Jesli masz wlasny ogrod i dom natychmiast ty, albo ktos z domownikow spostrzeze intruza zakradajacego sie na wasz teren.

                    Rowniez usytuowanie domu, sposob ogrodzenia ogrodu/terenu nie budzi watpliwosci co do tego ,ze jest to teren prywatny. Wspolnoty, jesli juz sie ogrodza to swym zasiegiem obejmuja kilka budynkow/domow. Postronny obserwator nie musi wiedziec gdzie sie zaczyna i konczy ich teren i ze jest tam zakaz wstępu.

                    W tym wątku autorka prosi o ocene zachowania tej starszej kobiety. Moja jest krotka: zlośliwe babsko, próbowala upokorzyc matke z dzieckiem, wymusic podleglosc i wplynąc na ich zachowanie, mialy sie natychmiast wyniesc z placu zabaw. A jesli zaobaczylaby bande osilkow ktorzy rzeczywiscie dewastuja i niszcza mienie chowalaby sie bezpiecznie za firanka w oknie. I taka to jest ta obrona rzekomej wlasnosci prywatnej.
                    • joa66 Re: prywatne place zabaw 08.11.11, 14:08
                      jesli zaobaczylaby bande osilkow ktorzy rzeczywiscie dewastuja i niszcza mienie chowalaby sie bezpiecznie za firanka w oknie. I taka to jest ta obrona rzekomej wlasnosci prywatnej.


                      A skąd wiesz?

                      Znasz KONKRETNIE tamtą panią?

                      wink
                    • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 08.11.11, 19:22
                      > a wspolwlascicielami nalezącymi do wspolnoty gdzie grunt posiadaja w jakiejs
                      > tam czesci ulamkowej.

                      Ok, ale oni w ułamkowej części jednakże ów grunt posiadają, zaś obca osoba spoza wspólnoty nie posiada go w ogóle, zatem powinna się dostosować do reguł wytyczonych przez owych współwłaścicieli gdyż nie jest to jej teren, nawet w ułamku procenta.
                      Nie dokłada się ze swoich pieniędzy na utrzymanie wspólnotowego placu zabaw nie korzysta z niego(chyba, że regulamin tego placu jest inny i dopuszcza całkowicie obce osoby), proste.

                      >Biorąc pod uwage ilosc osob zamieszkujacych wspolnote nie jest mozliwe
                      > kontrolowac kazdego kto przychodzi z wizyta do innych, kazdego dziecka zaprosz
                      > onego na plac zabaw.

                      I co z tego?
                      Nie ma też możliwości aby ochroniarz w hipermarkecie albo w sklepie z kosmetykami skontrolował każdą jedną osobę, która ukradła towar i z nim wyszła nie zapłaciwszy za niego.
                      Nie ma możliwości aby ukarać każdego jednego właściciela psa, który po nim nie sprząta, ale czy to oznacza że należy nie przestrzegać reguł społecznych, danego regulaminu bo w zasadzie w mało której dziedzinie jest możliwość pełnej kontroli?

                      > A
                      > jesli zaobaczylaby bande osilkow ktorzy rzeczywiscie dewastuja i niszcza mienie
                      > chowalaby sie bezpiecznie za firanka w oknie.


                      W takim przypadku każdy rozsądny człowiek (czy owe osiłki dewastują plac zabaw czy przystanek) z bezpiecznego miejsca wzywa pomoc (policję, straż miejską), każdy jeden policjant Ci to powie.
                      Bez względu na to czy obserwatorem będzie owa Pani, czy ja albo Ty, czy młody wysportowany i odważny, ale pojedynczy 20-latek.
                      Nikt nie powinien (poza służbami) w takiej sytuacji ryzykować własne zdrowie, a być może życie, co nie oznacza, że ta sama osoba nie ma prawa zwrócić bezpośrednio uwagę w innej sytuacji innej osobie.
                      • atteilow Re: prywatne place zabaw 09.11.11, 09:37
                        gazeta_mi_placi napisała:


                        >
                        > W takim przypadku każdy rozsądny człowiek (czy owe osiłki dewastują plac zabaw
                        > czy przystanek) z bezpiecznego miejsca wzywa pomoc (policję, straż miejską), ka
                        > żdy jeden policjant Ci to powie.
                        > Bez względu na to czy obserwatorem będzie owa Pani, czy ja albo Ty, czy młody w
                        > ysportowany i odważny, ale pojedynczy 20-latek.
                        > Nikt nie powinien (poza służbami) w takiej sytuacji ryzykować własne zdrowie, a
                        > być może życie, co nie oznacza, że ta sama osoba nie ma prawa zwrócić bezpośre
                        > dnio uwagę w innej sytuacji innej osobie.

                        Mhm... np. zupelnie nieszkodliwe dziecko i matke siedzaca na lawce straszyc policją. O ja pierdziele jakie zagrozenie dla ładu spolecznego !!!!
                        • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 09.11.11, 13:49
                          Gdyby matka z dzieckiem zareagowała na zwróconą uwagę, że akurat ten plac jest prywatną własnością, nie byłoby potrzeby grożenia policją.
                          • atteilow Re: prywatne place zabaw 09.11.11, 20:03
                            Ręce opadaja jak Cie czytam uzywasz porownań, ktore w najmniejszym stopniu nie sa analogiczne do przedstawionej sytuacji. Róznice miedzy domkami jednorodzinnymi, a wpolnotami juz znasz więc lecimy dalej...


                            Gdyby matka z dzieckiem zareagowała na zwróconą uwagę, że akurat ten plac jest
                            prywatną własnością, nie byłoby potrzeby grożenia policją.


                            I serio sądzisz, że wezwanie policji bylo zasadne ? To dlaczego sie nie pojawili ?


                            Matka wprowadzając dziecko na teren prywatnego placu zabaw złamała regulamin i była tam z tym dzieckiem po prostu intruzem, niezależnie od tego czy tylko tam siedziała czy np. śmieciła.

                            Skoro sam fakt przebywania powoduje uzycie srodka zaradczego w postaci wezwania policji, co zatem zrobic w przypadku śmiecenia ?


                            Miano prawo ją wyprosić z tego terenu, niezależnie od tego jak się na nim zachowywała.


                            Tu sie uśmialam, kto miał prawo ? Konkretnie ! Wszyscy mieszkancy sie wypowiedzieli, wyprosili ? Kazdego zapytano? A jesli facetowi spod 3 to kalafiorem lata jakie dzieciaki sie bawia na placu zabaw ?

                            Tak samo jak ktoś wyżej pisał, chociaż z plaży ogólnie dostępnej może skorzystać każdy, tak z plaży przy hotelu mogą korzystać tylko jego goście, zaś ktoś nie będący gościem będzie tam intruzem, nawet jeśli nie będzie tam śmiecił, będzie tylko z niemowlakiem albo dwulatkiem i będzie grzecznie siedział sobie na uboczu, nie śmiecąc i nie dewastując.
                            Nie moja własność nie korzystam,


                            Goscie hotelowi tez nie sa właścicielami, płacą za korzystanie. Wlasnosc polega na swobodnym dysponowaniu nią, mozna ja zbyć - sprzedać, wynająć odpłatnie, użyczyć bezplatnie .... cokolwiek. Wyobrazasz sobie, że mieszkancy wspolnoty pobieraja od osób postronnych oplaty za wstęp ? No nie mów, że to niemozliwe, przeciez twierdzisz, ze to wlasnosc jak kazda inna. A jesli ten wspomniany gość co mieszka pod 3 chce innym uzyczyc za darmo ? Jak to nie ma prawa ? Przeciez to tez jego wlasnosć. Przemysl to.

                            Nie wiem po co dobudowywać do tego jakąś dziwaczną ideologię?


                            To nie ideologia tylko fakty, prawo.

                            • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 09.11.11, 21:09
                              >I serio sądzisz, że wezwanie policji bylo zasadne ? To dlaczego sie nie pojawili ?

                              Zasadne i dużo mniej upierdliwe, natomiast na pewno dużo bardziej kulturalne byłoby opuszczenie nie swojego terenu po uzyskaniu informacji, że jest to prywatny plac zabaw do wyłącznego użytkowania przez mieszkańców danej wspólnoty.
                              Nie rozumiem tego bicia piany. Żeby nie było - mnie też kiedyś wyproszono (choć nie z placu zabaw) z terenu czyjejś nieogrodzonej posesji (był znak wcześniej, którego nie zauważyłam), a konkretnie drogi do niej prowadzącej.
                              Zamiast pyskować przeprosiłam ( to dość rzadka reakcja w Polsce na zwrócenie przez kogoś innego uwagi ), a osoba owa z uśmiechem powiedziała, że nie ma sprawy i jeszcze życzyła miłego weekendu.
                              Oczywiście mogłam pyskować i się stawiać, że mam prawo bo nie ogrodzone, a tablica z oznakowaniem powinna mieć metr na metr żeby każdy widział i najlepiej co 10 metrów rozstawiona, Pan też mógłby mnie wtedy być może postraszyć policją, albo zdenerwowany np. zwyzywać, ale po co? Po co szarpać sobie i komuś nerwy?
                              Aby rozładować taką sytuację czasami wystarczy przyznać się do własnego gapiostwa i przeprosić, o ile mniej nerwów po każdej stronie.
                              Nie rozumiem takiego bicia piany, nie moje - nie korzystam, jeśli się zagapiłam lub początkowo myślałam, że jest inaczej to przepraszam i idę stamtąd gdzie mnie nie chcą i gdzie jestem intruzem, chyba proste, prawda?
                              W Polsce coraz więcej wspólnot ma prywatne place zabaw tylko dla mieszkańców, zatem nie ma co się bulwersować, że akurat z tego konkretnego placu zabaw ja i moje dziecko nie możemy skorzystać tylko poszukać w okolicy ogólnie dostępnego placu zabaw np. w parku bądź razem z rodzicami ze swojej wspólnoty mieszkaniowej zacząć naciskać na administrację aby urządzili na terenie osiedla taki plac zabaw. Owszem wymaga to pewnego wysiłku, lepiej pójść do sąsiada na gotowe a potem żalić się na forum, że wyprosili.

                              >A jesli ten wspomniany gość co m
                              > ieszka pod 3 chce innym uzyczyc za darmo ?

                              W przypadku wspólnoty decyduje większość mieszkańców, zatem jeżeli ów Pan został przegłosowany to niestety, ale musi podporządkować się decyzji większości mieszkańców.
                      • atteilow Re: prywatne place zabaw 09.11.11, 09:47
                        gazeta_mi_placi napisała:


                        > Ok, ale oni w ułamkowej części jednakże ów grunt posiadają, zaś obca osoba spoz
                        > a wspólnoty nie posiada go w ogóle, zatem powinna się dostosować do reguł wytyc
                        > zonych przez owych współwłaścicieli gdyż nie jest to jej teren, nawet w ułamku
                        > procenta.
                        > Nie dokłada się ze swoich pieniędzy na utrzymanie wspólnotowego placu zabaw nie
                        > korzysta z niego(chyba, że regulamin tego placu jest inny i dopuszcza całkowi
                        > cie obce osoby), proste.

                        Moi potencjalni goście odwiedzajacy mnie w mieszkaniu maja zostac przeze mnie zapoznani z owymi zasadmi, czy moze ktorys z sasiadow mnie w tym wyręczy ?

                        > I co z tego?
                        > Nie ma też możliwości aby ochroniarz w hipermarkecie albo w sklepie z kosmetyka
                        > mi skontrolował każdą jedną osobę, która ukradła towar i z nim wyszła nie zapła
                        > ciwszy za niego.
                        > Nie ma możliwości aby ukarać każdego jednego właściciela psa, który po nim nie
                        > sprząta, ale czy to oznacza że należy nie przestrzegać reguł społecznych, daneg
                        > o regulaminu bo w zasadzie w mało której dziedzinie jest możliwość pełnej kontr
                        > oli?

                        Halo !!! One tam nie kradly, nie niszczyly i nie zostawialy kupy na trawniku. Dziecko sie bawilo a matka siedziala na lawce.

                        • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 09.11.11, 13:58
                          >> Halo !!! One tam nie kradly, nie niszczyly i nie zostawialy kupy na trawniku. D
                          > ziecko sie bawilo a matka siedziala na lawce.

                          Matka wprowadzając dziecko na teren prywatnego placu zabaw złamała regulamin i była tam z tym dzieckiem po prostu intruzem, niezależnie od tego czy tylko tam siedziała czy np. śmieciła.
                          Miano prawo ją wyprosić z tego terenu, niezależnie od tego jak się na nim zachowywała.
                          Tak samo jak ktoś wyżej pisał, chociaż z plaży ogólnie dostępnej może skorzystać każdy, tak z plaży przy hotelu mogą korzystać tylko jego goście, zaś ktoś nie będący gościem będzie tam intruzem, nawet jeśli nie będzie tam śmiecił, będzie tylko z niemowlakiem albo dwulatkiem i będzie grzecznie siedział sobie na uboczu, nie śmiecąc i nie dewastując.
                          Nie moja własność nie korzystam, proste.
                          Nie wiem po co dobudowywać do tego jakąś dziwaczną ideologię?
                • a-lfa Re: prywatne place zabaw 08.11.11, 00:20
                  U nas nie szanuje sie prywatnej wlasnosci wspólnotowej w innych krajach a i owszem. Jesli np.plaza jest w danym miejscu prywatna i nalezy np. do hotelu to moga jej uzywac jedynie goscie danego hotelu - to nas nie dziwi a dziwi prywatny plac zabaw?
                  W wielu krajach to jest norma a jej naruszenie moze spowodowac spore nieprzyjemnosci. U nas skonczy sie na pyskówce bo Policja na 99% interwenowac nie bedzie (natomiast moze zareagowac agencja ochrony i w malo pryjemny sposob zostaniemy wyproszeni). W innym kraju moze sie zdarzyc ze zostanie to potraktowane jako wykroczenie i beda z tego klopoty.
                  Cos co jest ogrodzone - zamykane i oznaczone jako prywatne czy wspólnotowe takie jest i tyle. A im szybciej sobie to przyswoimy przestaniemy byc traktowni jako narod bez norm za granica.
                  • ania5411 Re: prywatne place zabaw 08.11.11, 12:35
                    Tylko pytanie czy było wyraźnie oznaczone jako prywatny plac zabaw, gdyż czasami są grodzone i publiczne place zabaw, znam taki jeden w moim mieście, który jest dostępny dla wszystkich darmowo w czasie gdy jest otwarty!
                    • gazeta_mi_placi Re: prywatne place zabaw 08.11.11, 19:25
                      W mojej najbliższej okolicy są takie dwa place zabaw, w widocznym miejscu (nawet dla mnie nie zainteresowanej korzystaniem z niego) wisi regulamin.
                      • a-lfa Re: prywatne place zabaw 09.11.11, 20:34
                        Tego typu sytuacje w Polsce stanowią mały problem, bo w zasadzie takie przypadki są niezmiernie rzadko spotykane. Na zachodzie zdecydowanie częściej. Dodatków u nas za takie wykroczenie można jedynie zostać w miej lub bardziej nieprzyjemny sposób zjechany. Na zachodzie, jeśli ktoś się uprze może interweniować stosowna agencja ochrony i sprawa może skończyć się mandatem lub sprawą sądową w przypadku odmowy jego przyjęcia. W opisywanym prze ze mnie przypadku w USA skończyło się grzywną w wysokości 500$ o ile mi wiadomo np. w Niemczech można zarobić 300 - 500€. Zamykane osiedla czy domy pojawiają się coraz częściej, dlatego dla własnego dobra sugeruje zacząć się interesować gdzie się wchodzi zwłaszcza, jeśli jest to miejsce ogrodzone i zamykane. Bo może się okazać, iż nie jest to miejsce dostępne dla każdego.
    • nellyssima Re: prywatne place zabaw 29.09.11, 21:09
      Nie zgodzę się, że jest to taka sama forma własności. Moim zdaniiem reakcja pani była niespółmierna do zaistniałej sytuacji, należało co najwyżej zwrócić uwagę, a zamknięcie bramki z dzieckiem w środku jest karygodne. Mieszkam w domu jednorodzinnym na strzeżonym osiedlu, na którym też jest duży plac zabaw dla mieszkańców. Nie przeszkadzają mi inne dzieci bawiące się na tym placu zabaw, mimo, że też za niego płacę, razem z innymi mieszkańcami.
    • malina_25 Re: prywatne place zabaw 03.10.11, 15:59
      oprocz obsesji wlasnosci jest tu chyba wlasnosc pieniadza. Ze jak place to moje. dla dziecka to pojecie abstrakcyjne ze rodzic nie zaplacil i ono nie moze sie bawic. Ja uwazam ze autorka posta dobrze zrobila. Nie bylo tloku i nikomu dziecko nie wadzilo. Ot moje zdanie. Przestanmy byc tak zachlanni i chytrzy na kase
      • mariela1987 Re: prywatne place zabaw 05.10.11, 22:07
        1. była tabliczka że jest to teren prywatny ?
        2. jeżeli pani zwróciła ci uwage powinnaś wyjsc z dzieckiem. Nie rozumiem czemu tego nie zrobiłaś ? ktos za ten plac zabaw płaci i nie zyczy sobie żebyś na tym placu była. Kobieta przesadzila wzywajac policje ale ty przesadziłaś unoszac się i nie opuszczajac placu zabaw
        • atteilow Re: prywatne place zabaw 07.11.11, 08:15
          mariela1987 napisała:

          > 1. była tabliczka że jest to teren prywatny ?
          > 2. jeżeli pani zwróciła ci uwage powinnaś wyjsc z dzieckiem. Nie rozumiem czemu
          > tego nie zrobiłaś ? ktos za ten plac zabaw płaci i nie zyczy sobie żebyś na ty
          > m placu była. Kobieta przesadzila wzywajac policje ale ty przesadziłaś unoszac
          > się i nie opuszczajac placu zabaw

          Czyli kto ma racje? No zajmij stanowisko, skoro juz sie wypowiadasz.
    • nangaparbat3 a ja nie rozumiem 09.11.11, 23:02
      Mieszkam w spółdzielczym mieszkaniu, na moim osiedlu jest kilka placów zabaw, ogrodzonych i zabezpieczonych przed psami, zbudowanych i utrzymywanych z czynszow lokatorów.
      Czy nie możemy sobie postawić tabliczek że obcym wstęp wzbroniony?
      Kurczę - za każdy plac zabaw, park, skwerek ktos płaci. Nie wpuscimy warszawiaków do naszych parków?
      Czy mysmy nie powariowali?
      I czemu to ma służyć?
      Bo daje słowo, że gdybym była zbuntowanym nastolatkiem, zrobiłabym sobie hobby z niszczenia ogrodzonych placów zabaw - tylko i wyłącznie dlatego, że ogrodzone.
      • borderka80 Re: to jest nas już dwie. 10.11.11, 13:51
        Czytam, czytam i chyba czegoś tu nie rozumiem....

        W moim mieście jest kilka spółdzielni. Przy blokach porobiono place zabaw. Śliczne. Nowiutkie. Na każdym są trochę inne urządzenia. Praktycznie każdy plac zabaw należy do jakiejś spółdzielni (oprócz jednego przy urzędzie miasta).
        KAŻDY jest ogrodzony (ze względu na wałęsające się koty i psy mogące zanieczyszczać piaskownicę). NIKT nikogo nie przegania w tak chamski sposób, jak autorkę wątku (dużo czasu spędzałam na różnych placach zabaw). Baaa, zawsze byliśmy tam mile widziani.
        Moje dzieci nawiązały nowe znajomości. Często były zapraszane ponownie. I jakoś nikt się nie bał, że maluchy zużyją mu "drogocenny" big_grin piasek lub zdewastują zabawki.
        Równie chętnie widzę/widzimy (ogólnie, jako mieszkańcy) dzieci z poza naszej spółdzielni na "naszym" placu zabaw. Placu zrobionym na terenie spółdzielni, za pieniążki spółdzielców i o zgrozo, ogrodzonym! (sarkazm zamierzony)
        Zapraszamy do nas zaprzyjaźnione maluszki. Dzieci, których mamy nie finansują placu zabaw.
        A przecież zgodnie z teorią własności powinniśmy założyć kłódki na furtce, zatrudnić ochroniarza i najlepiej kupić rottweilera, żeby przeganiał niecne mamy z małymi dziećmi z NASZEGO placu zabaw big_grin big_grin big_grin
        Bo nosz ci on. Ino nosz. I innym wara!

        P.S.
        Cieszę się, że mieszkam na prowincji, gdzie nie dotarła jeszcze "kultura" zachodu. Ech....
        sytuacja tak absurdalna, że przypomina sceny rodem z filmów Barei.
        • joa66 Re: to jest nas już dwie. 10.11.11, 14:11
          Mieszamy chyba dwa problemy - jezeli dany teren jest ogrodzony zgodnie z prawem, jezeli zgodnie z prawem jest przeznaczony tylko do użytku mieszkańców danej wspólnoty lub osoby prywatnej to osoby postronne, niezaproszone nie moga tam przebywać (nie wiem jak wygląda prawnie sprawa spółdzielni, a co do ulic i parków - no sorry, ale to inna bajka).

          A to w jaki sposób ze swojego prawa korzysta właściciel - to problem inny. Upraszczając - może być bardziej lub mniej gościnny. Może się to nie podobać, ale to jest jego prawo.

          W opisanej historii obie panie nie popisaly się pieknym zachowaniem. Niestety.

          Gdybym przez przypadek weszła na cudzy teren i została poproszona o jego opuszczenie, zrobiłabym to natychmiast, a nie robiła łaske, ze wyjdę wtedy kiedy będzie mi to odpowiadało. Druga Pani zareagowała na to innym zachowaniem agresywnym. I mamy aferę.
          • nangaparbat3 Re: to jest nas już dwie. 10.11.11, 15:08
            No właśnie - jakie jest to prawo? Kto może się otoczyć i nie wpuścić - a komu już nie wolno?
            • gazeta_mi_placi Re: to jest nas już dwie. 10.11.11, 16:44
              Tak, jeżeli teren należy do niego to może ogrodzić i nie wpuścić.
              Miałam takiego znajomego, ogrodził swój teren, zrobił basen i nie wpuszczał nikogo obcego.
              A biedne dzieci z innych domów nie mogły zrozumieć czemu nie mogą skorzystać w upalny dzień z takiego pięknego basenu, zwłaszcza że był rzadko używany przez niego, taki paskudny sobek z niego...
            • joa66 Re: to jest nas już dwie. 10.11.11, 17:27
              Na pewno właściciel terenu, który za niego zapłacił (poprzedniemu właścicielowi, miastu itd).

              Ale nie wiem np jaki jest status podwórka studni w starych kamienicach - większość już ma bramy pozamykane na klucz, w podwórkach-studniach bywają placyki zabaw dostępne tylko dla mieszkańców.

              Jednoczesnie nie można stosować prawa tylko wg zasady czy łatwo jest je złamać (niski płotek) czy nie (solidna brama)
            • a-lfa Re: to jest nas już dwie. 11.11.11, 07:30
              Zasady ustala własciciele terenu. Innymi słowy gdyby się bardzo uprzeć spółdzilnie mieszkaniowa mogłaby przekazać dany plac zabaw do użytku da mieszkańców konkretnego bloku / bloków.
              Ale spółdzilnie mieszkaniowe raczej tego nie stosują bo najczesciej są to molochy.
              Problem dotyczy w zasadzie majetnych wspołnot mieszkaniowych które ze srodków swych członków musza realizowac remonty i inwestycje. Stad i taka a nie inna reakcja.
              • nangaparbat3 Re: to jest nas już dwie. 11.11.11, 13:53
                Moja spółdzielnia jak najbardziej ze środków członków musi realizować remonty i inwestycje. I realizuje. Podziliła się na kilka małych, wiec mogłyby te małe odgradzać sie od siebie nawzajem. Póki co, nie wpadły na to, ale poczekajmy. Jest nadzieja.
            • triss_merigold6 Re: to jest nas już dwie. 11.11.11, 17:17
              U mnie jest wewnętrzny dla 4 budynków, osiedlowy placyk zabaw do użytku mieszkańców - wejście przez klatki schodowe (czyli trzeba mieć klucz albo znać kod) i przez furtki (klucz albo kod). Mieszkańcy mogą wpuszczać swoich gości, nikt tego oczywiście nie sprawdza, ale dla osób całkiem z zewnątrz wejście jest utrudnione i bardzo dobrze.
              Teren należy do spółdzielni, członkowie spółdzielni ponoszą koszty w ramach czynszu.
              • duch_mariana Re: to jest nas już dwie. 13.11.11, 11:32
                > wejście przez klatki schodowe (czyli trzeba mieć klucz albo znać kod) i
                > przez furtki (klucz albo kod).

                Prawie jak spacerniak na Białołęce. A płot wokół placu to z zasiekami, czy bez? Wieżyczki są? Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć idei mieszkania w takich gettach. Czułbym się tam jak w pierdlu.
        • gazeta_mi_placi Re: to jest nas już dwie. 10.11.11, 16:47
          >A przecież zgodnie z teorią własności powinniśmy ...

          Zgodnie z prawem własności mogłyście zarówno zakazać korzystania z placu zabaw przez osoby postronne jak i pozwolić na korzystanie z niego wszystkim zainteresowanym.
          Wasza wspólnota wybrała udostępnienie placu wszystkim zainteresowanym, inna wspólnota ma prawo wybrać inaczej.
          Tak samo jak możesz dawać dupę tylko mężowi i być wstrętnym sobkiem bo tylu jest mężczyzn bez kobiety, jak i możesz okazać dobre serce i dawać wszystkim zainteresowanym na prawo i lewo. Twój wybór.
          • atteilow Re: to jest nas już dwie. 11.11.11, 09:16
            gazeta_mi_placi napisała:


            > Tak samo jak możesz dawać dupę tylko mężowi i być wstrętnym sobkiem bo tylu jes
            > t mężczyzn bez kobiety, jak i możesz okazać dobre serce i dawać wszystkim zaint
            > eresowanym na prawo i lewo. Twój wybór.

            Jaki poziom.. fiu... fiu... Tą analogie to jednak z dupy wytrzepałaś. Bez odbioru.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja