fiolka28
02.09.11, 15:25
Witam,
Chciałbym się podzielić historią,która spotkała mnie dzisiaj,bo sama nie wiem czy miałam rację.
Otóż miałam dzisiaj dzień wolny i wybrałam się z dzieckiem na spacer. Akurat ponieważ miałam jeszcze parę spraw do załatwenia poszliśmy nieco w innym kierunku niż zwykle.Nagle zobaczyliśmy fajny plac zabaw z super zjeżdzalnią,huśtawkami,ogrodzony płotkiem. Brama była otwarta,weszliśmy wiec na plac zabaw.Na placu zabaw jescze była jedna miła Pani z dzieckiem.Moje 4 letnie dziecko bawiło sie może 5 minut po czym doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Pewna starsza Pani przechodząc koło placu zabaw nagle zapytała mnie.Czy Pani tu mieszka? Na to ja odp.,że nie,że przyszłam z dzieckiem się tu pobawić. Pani tonem bardzo aroganckim powiedziała mi,że mam natychmiast opuścić ten plac zabaw,bo ona za to płaci i nie życzy sobie,żeby ktoś wchodził na jej plac zabaw. (nawet jeżeli to ten teren nie był tej Pani tylko spóldzielni).
Ale grzecznie odpowiedziałam,Pani,że brama była otwarta nie wiedziałam,że plac zabaw jest prywatny,dziecko dokończy zabawę i za 10 minut wyjdziemy. Na to Pani kazała mi opuścic ten plac zabaw natychmiast,bo ona sobie nie życzy,że przychodzą obcy i psują ten plac zabaw,a ona za to płaci i że mam natychmiast stąd wyjść. No to ja już się uniosłam i powiedziałam,że nie wyjdę do poki dziecko nie przestanie się bawić. Poza tym nie wiem jak 3,5 letnie dziecko może pod moim okiem tutaj coś popsuć. Pani wziela telefon zaczela dzwonic na policję. Przez telefon opisała mnie jako osobę niezrównowazoną,która psuje jej plac zabaw,za który ona płaci, i która powiedziała jej,że stąd nie wyjdzie i będzie tu siedzieć. Po czym skończyła rozmawiać podeszła do bramki,zatrzasnęła ją tak,abym nie mogła wyjśc z tego placu zabaw,wyzwała mnie i poweidziala,ze idzie do pracy,a za chwile tu bedzie policja.
Szczerze powiem,że sie załamałam,bo pierwszy raz zdarzyła mi się tak chora sytuacja. Stwierdziłam,że poczekam na tą policję trudno.Syn bawił się jeszcze jakieś 15 minut,po czym zabawa się znudziła i postanowiliśmy jednak iśc do domu.
Oczywiście bramka była zamknięta,więc musiałam dziecko przenosić przez bramę i sama przeskakiwać,na szczęscie nie był to duży płot.
Poszliśmy do domu,ale cała ta sytuacja nie daje mi spokoju. Proszę o opinię jak Panstwo myślą,czy faktycznie było sens robić aferę z tak głupiego powodu?Czy moze ja nie mam racji i powinnam natychmist tak jak ta Pani mnie prosiła opuścić ten teren.
Wiola