janana
29.09.11, 21:27
Ostatnio dużo czasu spędzam na placu zabaw i okolicy i choć nie prowadzę obserwacji ludzkich zachowań, to jednak co nieco rzuca się w oczy. Matki - bo ojców tam prawie wcale nie ma - są, hmm, różne, niektóre, powiedzmy, w dolnych granicach normy, ale cóż, spojrzę czasem z dezaprobatą, czasem działa.
Dziś jednak nie wytrzymałam i zwróciłam uwagę młodej dziewczynie.
Parę godzin minęło, a ja wciąż jestem zdenerwowana, normalnie mnie trzęsie, zwłaszcza, że moja najmłodsza w podobnym wieku i od razu wyobrażam sobie, jakby się czuła traktowana jak poniżej, więc dla własnej terapii Wam się zwierzę.
Była z dwoma córeczkami, bynajmniej nie rozwydrzonymi przedszkolakami, tylko maluszki, jakieś półtora i dwa i pół roku, obie jeszcze w pieluchach. Cały czas na nie krzyczała, słowa nie powiedziała przyjaznym tonem, na prawdę ani słowa przyjaznym czy choć neutralnym tonem.
Mała zrobiła kupę, nawrzeszczała na nią, dość brutalnie przebrała rozpłaszczając na ławce, czego mała się bała, żadnego "połóż główkę, to tylko chwila , musimy się przebrać" tylko "LEŻ! LEŻ!". Starszą też przebierała, nie wiem czy coś jej krzywo zapięła, bo mala potem długo płakała, ze ja boli, ale matka nie reagowała poza "Cicho!
I tak cały wciąż na inne temat: brudna buzia od picia, spadł biszkopcik, nie stoi w miejscu itp.
Nie zdzierżyłam, gdy starsza się wywróciła w błoto i pobrudziła sobie rękami buzię. Wydarła się na dziewczynkę, że skończyły jej się chusteczki bo musiała małą przebrać i co ona sobie myśli, że tak się brudzi, ze chyba jadła to błoto, ze głupia, że wariatka itd. itp. Do dwulatki! Szarpała ją, mala płakała, a ta dalej, że ją zleje, że ma się natychmiast uspokoić!
Podeszłam i powiedziałam tak spokojnie jak mi się udało, że to malutkie dziecko, że nie można tak go traktować i oczywiście usłyszałam sakramentalne "proszę się nie wtrącać".
Odpowiedziałam, że nie można nie reagować, gdy dziecko jest tak traktowane i coś tam jeszcze, ale nie pamiętam z nerwów.
Doraźnie poskutkowało, poszły na huśtawki, krzyczała mniej, może dlatego, ze wyżywała się na kimś - mężu? - przez telefon.
Co myślicie, jest szansa, ze najdzie ją cień refleksji?
A może choć powstrzyma się przy ludziach i małe będą miały spokojniejsze spacery?