Moje dzieci mnie nie szanują

13.11.11, 13:17
Witam. Może Wy mi coś doradzicie, bo ja już nie wiem, co robić. Jak w temacie- moje dzieci mnie nie szanują. Chłopak- 13 lat, dziewczynka 10. Zwyczajne dzieci, ani zbyt grzeczne ani zbyt rozpuszczone. Właśnie jedliśmy tzw. niedzielny obiad, przy którym rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Na jeden żart- dotyczący przyszłego całowania się córki z jakimś narzeczonym (nie był przesadnie złośliwy) córka podeszła do mnie, złapała mnie za włosy i przegięła głowę do tyłu sycząc (niby na żarty) coś w stylu "Jeszcze raz tak powiesz, to zobaczysz". Poczułam się tak urażona i zaskoczona, że wlepiłam jej symbolicznego klapsa (robię to naprawdę bardzo rzadko) i podniesionym głosem powiedziałam, że nie życzę sobie tego typu zachowań i zapytałam retorycznie, kim ja jestem dla dzieci, bo chyba dziecko wobec mamy tak się nie powinno zachowywać. Nawiązałam również do wczorajszego incydentu, który zdarzył się z kolei z synem, wczoraj późnym wieczorem. Mianowicie kiedy pochylałam się, żeby pocałować córkę na dobranoc, syn lekko kopnął mnie w tyłek, a kiedy odwróciłam się, minę miał równie zaskoczoną co pełną skruchy. Przepraszał mnie potem kilka razy. A ja byłam wściekła. Rozumiem- w szkole tak już jest- kto się wypina, automatycznie dostaje kopa, bo to aż się prosi, i jest powód do śmiechu. Syn po prostu zastosował ten sam mechanizm w stosunku do mnie.
Może to zwyczajna głupota, gruby żart, ale ciągle myślę, że te nieprzemyślane zachowania pokazują stosunek dzieci do mnie. Jakbyśmy w hierarchii rodziny stali na jednym poziomie.
Tak, wiem, moja wina. Bo zawsze skracałam dystans. Bo pamiętam, jak z góry traktowała mnie moja matka- nauczycielka i moja starsza siostra z kompleksem mniej kochanego dziecka. Bo zawsze obiecywałam sobie, że jak będę mieć dzieci, to nie będę dla nich taką oschłą suką. I to wszystko obróciło się przeciwko mnie. Wiem, że gdzieś przesadziłam. Równocześnie tracę orientację, gdzie powinnam się zatrzymać, gdzie uważać, co mi wolno, co już nie. Czy mogę żartować z dziećmi i się z nimi droczyć? Czy powinnam wdawać się w gorące dyskusje z synem, czy to sprowadzanie siebie do jego poziomu? Czy muszę robić trwałą, malować się, chodzić w garsonkach i na wysokim obcasie, bo strój sportowy odbierają mi powagę dorosłego? Czy fakt, że syn o wszystko się wykłóca i często podnosi na mnie głos, to bunt nastolatka, czy traktowanie mnie bez szacunku? Czy to, że żartuje cały czas na temat mojej wiecznej diety i tego, że jestem gruba (nie mam nawet nadwagi) to już przekroczenie granic? Myślę, że fakt, że nie pracuję, też nie pomaga. W stosunku do ojca dzieci sobie tak nie pozwalają. A może jestem po prostu przewrażliwiona na punkcie tego całego szacunku i robię z igły widły? Może wystarczyło obrócić incydenty w żart i powiedzieć tylko, że na przyszłość sobie tego nie życzę i tyle...? Jak to u Was jest, powiedzcie, czuje się dość zagubiona w całej sytuacji.
    • black_halo Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 13:42
      Moze huknij raz a porzadnie i powiedz, ze takiego zachowania tolerowac nie bedziesz i nie toleruj. Gdyby mnie 10letnie dziecko w ten sposob pociagnelo za wlosy i zastosowalo grozbe z stylu "jeszcze raz tak zrobisz to zobaczysz " to zamiast jednego klapsa "symblicznego" przelozylabym przez kolano i wlepila kilka wcale nie symbolicznych dodajac, ze jesli ona jeszcze raz powtorzy taki tekst to sama zobaczy. Oczywiscie to mialoby sens jesli w ogole nigdy nie stosowalas kar fizycznych - szok przy takim czyms jest orgomny i mozliwe, ze dziecko wlot zalapaloby, ze z matka nie ma zartow. Jesli nie po jednym razie, to maksimum dwoch. Moim zdaniem Twoje dziecko przekroczylo granice, nauruszylo TWOJA godnosc i masz prawo sie bronic. Jestes matka i masz tez prawo ustalic granice.

      Mozliwe, ze bylas za miekka ale dzieci potrzebuja naprawde jasnych granic. Nic straconego, granice wyznaczyc jeszcze mozesz. Mozesz nawet byc zlosliwa dla dzieci bo ja sobie nie wyobrazam, zeby 13letni gowniarz mowil matce, ze jest za gruba. Jesli ma jakis defekt kosmetyczny to tez mozesz sie z lekka ponasmiewac bo nic na dzieci nie dziala tak jak odczucie na wlasnej skorze tego co robia innym.

      Pamietam kilkanascie lat temu wstecz moj kuzyn ostro nadepnal na odcisk swojej matce, mial jakies 14 lat i strasznie pyskowal. Osobiscie bylam swiadkiem sytuacji, w ktorej przyszedl do domu i wydal sie "daj obiad". Ciotka podala ... w misce dla psa na podlodze i powiedziala, ze poki nie nauczy sie manier to bedzie jadl na podlodze bo miejsca przy stole dla niego nie ma. Przezyl ciezki szok ale szarpal sie jeszcze pare dni, ciotka byla nieugieta i w koncu kuzyn przeprosil i chamskie odzywki sie skonczyly a jak sie zapomnial to wystarczylo postraszyc jedzeniem z miski dla psa.

      Nie robisz widel z igiel, masz prawo byc szanowana bez wzgledu na to czy pracujesz czy nie.

      Nastolatki o wiele rzeczy sie wyklocaja i masz tu rozne mozliwosci. Mozesz powiedziec, ze porozmawiacie jak sie nauczy mowi bez podnoszenia glosu i wychodzic za kazdym razem jak powie cos z krzykiem. Nie masz obowiazku sluchac niczyich krzykow. Mozesz powiedziec dzieciom co nie podlega negocjacji - np. kwestia powrotow do domu o okreslonej godzinie, obowiazek szkolny, akceptowalny ubior, akceptowalny dla waszego budzetu poziom wydatkow itd. Inne naturalnie mozna negocjowac. A potem sie tego twardo trzymaj - z natolatkami jest jak na wojnie, a na wojnie wszystkie chwyty sa dozwolone.
      • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 16:12
        Ciągle huczę i huczę i w tym sęk, że czuję się jak ktoś, kto się szarpie z równymi sobie. Moja matka wystarczyło, że spojrzała, a ja już wiedziałam o co chodzi i gdzie moje miejsce. Nie chcę być złośliwa wobec dzieci. I toleruję żarty na swój temat, ale żarty z klasą. Nie bardzo wiem, jak się zachować, kiedy pozwolą sobie na zbyt wiele: spojrzeć z góry z lodowym spojrzeniem, pouczyć i zignorować? Czy dać mocno do zrozumienia, że to za wiele, obrazić się, wlepić karę? Obrócić to w żart wg zasady, że tego można obrazić, kto dopiero sam na to pozwoli..?
        • black_halo Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 16:24
          Ale skad wiedzialas, ze przeginasz? Bo wcesniej Twoja matka musiala Ci w jakis posob pokazac, ze dla niej takie czy inne zachowanie jest nieakceptowalne. Moja matka robila podobnie, nie stosowano u mnie przemocy fizycznej ale byly sytuaje, ze od samego jej spojrzenia chcialam sie zapasc pod ziemie ze wstydu. I to chyba byla nawet gorsza kara bo niektorzy rodzice krzyczeli, robili awantury, nawet klapsa dali a moja matka sie obrazala na pare dni. U innych po wiekszej czy mniejszej karze bylo odpuszczone i zapomniane a u mnie wisialo w powietrzy tygodniami.

          Oczywiscie nie jest to metoda, ale gdybys powiedziala dzieciom, ze tego czy tamtego nie tolerujesz i nie akceptujesz i pozniej konsekwentnie stosowalabys jakies kary za niepozadane zachowania. Samo gadanie w tym wieku ma maly efekt bo natolatki wiedza, ze matka pogdera , pozrzedzi ale sie w koncu zamknie. A jakas dolegliwa dla natolatka kara jak uciecie kieszonkowego za brak szacunku, zakaz komutera, gry ana kosoli, zakaz wyjscia ... moze poskutkowac szybciej niz myslisz.

          Przyznam, ze pare lat temu myslalam, ze rozmowy z dzeicmi wiele zalatwia i pomimo, ze wlasnym nie mam to juz widze, ze takie wychowanie nie zdaje egzaminu w rodzinie mojego faceta. Dzieci sa rozpuszczone, chamskie i wredne. Zero szacunku dla starszych. I swoich na bank nie bede tak wychowywac.
        • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 02:50
          Nie lepiej powiedzieć "Ale ten żart wcale mi się nie podoba"? Wtedy żartowniś dostaje jasny komunikat "Nie, taki żart nie podoba się mamie". I oczywiście należy wtedy też szanować komunikaty typu: "Ale ja nie będę całowała się z żadnym chłopakiem i proszę mi tu dyrdymałów nie opowiadać".
    • kara_mia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 14:01
      Na jeden żart- dotyczący przyszłego całowania się córki z jakimś narzeczonym (nie był przesadnie złośliwy)

      - to tylko w/g ciebie był to miły żart.
      zacznij szanować granice innych i jednocześnie szanuj swoje.
      jak nie szanujesz granic innych nie uczysz szanowania swoich.

      Skoro ty żartujesz z córki i jej chłopaka to tym samym uczysz syna żartować z ciebie.
      Jak przestaniesz dowcipkować W OGÓLE z dzieci i ich znajomych to jak syn się odezwie do ciebie - to odpalasz:
      halo, co to za odzywki, ja z ciebie żartuje, żebyś ty tak mówił do mnie
      Halo! mam zacząć żartować? podoba się?

      nauka, że ty możesz żartować , a dzieci z ciebie nie, oznacza naukę przyszłych przemocowców...
      nie polecam.
      • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 15:00
        A co na to ojciec dzieci?

        BTW kopanie w tyłek jak ktoś się nachyli jest naganne nawet jeżeli dzieje sie to w szkole. Może warto żebys sobie uporządkowała swój system wartości...
        • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 15:51
          Ojciec siedział, nic nie powiedział, jadł obiad. To znaczy zazwyczaj mówi i niejako z automatu bierze moją stronę ("słyszałeś, co mama mówi?") Może uważał, że za ostro zareagowałam. Rozmawiałam z nim krótko później. Powiedział, że wg niego dzieci źle się zachowały i on nie wie, skąd im się to bierze. Z zasady nie jest rozmowny.
          A kopania w tyłek nie usprawiedliwiam, po prostu z lekką ironią rysuję obraz, jak to jest w szkole z rówieśnikami.
          • nangaparbat3 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 16:09
            Idź do pracy.
            Obowiązki domowe podziel między wszystkich członków rodziny.
            No i chyba bym radziła jakąs pomoc psychologiczną - na przykład trening asertywności.
            Są też różne szkoły dla rodziców - namawiam.
            Do tego warto chyba przemyśleć relacje Ty-mąż -dzieci. Gyby przy mnie córka siostry/koleżanki/kuzynki zachowała sie tak jak to opisujesz, po prostu wpadłabym w furie i nie wahała sie dać pannie do wiwatu. Podobnie w sytuacji z synem. Brak stanowczej reakcji męza - wystarczy, żeby wyprowadził dziecko do sąsiedniego pokoju i patrzac w oczy powiedział odpowiednim tonem: nigdy wiecej tego nie zrobisz, jasne?
            bardzo mnie niepokoi.
          • sposobuzycia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:34
            to-fa - kopnięcie czy szarpnięcie za włosy nie ma usprawiedliwienia. Córka mogła powiedzieć, ze jej się przykro zrobiło powiedziałabyś, że przepraszasz za głupi komentarz i postarasz się tego nie robić. Syn też nie powinien kopać - nikogo, ale różne głuoty robi się w szkole - gorzej w stosunku do rodziców.
      • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 16:01
        Nie sądzę, że to było bardzo złośliwe. Natomiast z pewnością kłopotliwe dla córki. Utrapieniem jej i naszym- rodziców jest to, że córka nie je owoców, ba, nie chce ich dotykać. Martwimy się tym i czasem wypływa temat, że trzeba wreszcie coś z tym zrobić. Tym razem rzuciłam uwagę, że w przyszłości pojawi się problem z całowaniem narzeczonego, który jadł przedtem owoce.
        To chyba nie to samo, jak w czasie rozmowy o małej kuchni 2X2 uwaga syna: "Może byś się w niej zmieściła". A może mam wypaczone poczucie humoru?
        • kara_mia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 16:05
          To jet dkładnie to samo.
          odczep się od owoców i daj "strzała" synowi jak taka uwagę powtórzy...
        • black_halo Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 16:17
          Nastolatki sa bardzo wrazliwe, mala uwaga i moze im sie swiat posypac ale dzieci trzeba uodparniac na uwagi. Jesli agresywnie reaguje na slowa matki to co bedzie jesli kolezanka sie tak zachowa? Moim zdaniem w rodzinie jest problem z asertywnoscia. Corka miala prawo powiedziec cos w rodzaju, ze to nie jest niczyja sprawa czy sie bedzie calowala z chlopakiem po jedzeniu owocow czy nie, w zadnym jednak wypadku nie powinna ciagnac matki za wlosy.

          Skoro corka nie je owocow to nie rob uwag, ja od dziecka mam wstret do jablek, nie wiem dlaczego ale nie smakuja mi a przez wiele lat wciskano mi te owoe jako podobniez bardzo zdrowe. Skoro nie chce to nie i tyle, moze jesc tylko warzywa i na niedobory nie umrze.

          Z kolei syn bezwzglednie musi sie nauczyc szacunku. Czy kolezanki tez wyzywa o spaslakow i pasztetow? Jesli tak to nie mialabym skrupolow zeby nazwac go niewychowanym durniem i zlosliwie komentowac jego niedostatki dopoki sie nie nauczy, ze tak sie nie robi.
          • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 12:58
            nazwac go niewychowanym durniem

            To jest poziom dzieci w piaskownicy. Ty mi rozdeptałeś babkę, to ja ci sypnę do kaptura. Ty i sypnąłeś, to ja ci zabiorę łopatkę. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na naukę szacunku i przyzwoitego zachowania? Nazywając dzieciaka "niewychowanym durniem" nie skłonimy go do refleksji nad savoir-vivrem i uczuciami koleżanek, raczej do odwzorowania stylu mamusi ("ty głupia krowo").

            Matka nazywająca swoje dziecko "niewychowanym" przyznaje tylko, że źle wychowała swoje dziecko. Trudno, żeby syn był odpowiedzialny za to, jak go rodzice wychowali.
        • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 03:15
          > Nie sądzę, że to było bardzo złośliwe.
          Jak odebrała to córka - poznałaś na sobie...Jak dla mnie było to całkiem złośliwe nabijanie się
          a) z niechęci do owoców (od biedy pewnie da się przeżyć, mogła się już pewnie przyzwyczaić)
          b) z relacji męsko-damskich twojej córki (teraźniejszych lub przyszłych) - i tu dziewczę mogło potraktować sprawę całkiem poważnie. Ona ma 10 lat, a nie 20 i musisz brać to pod uwagę.
          > To chyba nie to samo, jak w czasie rozmowy o małej kuchni 2X2 uwaga syna: "Może
          > byś się w niej zmieściła".
          Możliwe, że jest to wogole coś innego. Bo uwagę syna można potraktować jako uwagę "Matka, ale weź się przesuń". Być może domniemany przez ciebie żart wynikał z całego kontekstu wypowiedzi - ale w tym 1 zdaniu tego wogóle nie widać. Na pewno nie ma tu wypowiedzi nt nadwagi. A skoro taką wypowiedź syna traktujesz jako żart ze swojej nadwagi, której, jak twierdzisz, nie posiadasz, to można tylko postawić tezę, że jesteś przewrażliwiona.
          PS
          Całkiem możliwe, że wszyscy macie wypaczone poczucie humoru.
          • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 07:37
            Możliwe, że jest to wogole coś innego. Bo uwagę syna można potraktować jako uwagę "Matka, ale weź się przesuń

            Albo "ciekawe czy wszystkie twoje miksery, garnuszki itp tam się zmieszczą"
    • owianka Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 16:26
      to-fa napisała:

      > córka podeszła do mnie, złapała mnie za włosy i przegięła głowę do tyłu sycząc (niby
      > na żarty) coś w stylu "Jeszcze raz tak powiesz, to zobaczysz".

      Jestem wstrząśnięta zarówno tą sytuacją, jak i odpowiedziami w tym wątku. Córka naruszyła Twoją nietykalność cielesną. To jest absolutnie niedpuszczalne zachowanie i jest sygnałaem czegoś bardzo, bardzo niepokojącego. O ile uważam za normalne dzięcięce i nastolatkowe niegrzeczne odzywki (wszystkie je przerabiamy), o tyle taka sytuacja jest niebywała i uważam, że zareagowałaś za słabo. Jak ja bym zareagowała? Nie mam pojęcia, zapewne długotrwałą karą oraz wizytą u psychologa. Jednak taka sytuacja nie zaistniała bez przyczyny i zgłębieniem tej przyczyny też powinnaś się zająć z pomocą psychologa od spraw rodzinnych.
      • verdana Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 18:54
        Zgadzam się. Jednak moim zdaniem cos jest nie w porzadku nie tylko z córką, ale z całą sytuacją rodzinną. Z jednej strony złośliwe zarty z córki (tak, zartowanie na temat całowania się w kontekście "wychowawczym" są okropne), z drugiej nietolerancja podobnych w duchu złośliwych zartów wobec siebie - zartowanie ze szczupłej, odchudzającej się matki,z ę jest gruba - to podobny typ uroczego dowcipu.
        Gdyby moje dziecko cos takiego zrobiło, najpierw wyszłabym z siebie, niewatpliwie, a potem zastanowila się, co zrobilam takiego, że dziecko wpadło w amok. Rozumiem,z e to nie było normalne zachowanie? Bo jeśli tak, to potrzebna jest fachowa pomoc. Ale jesli nie, to jednak ja bym radziła refleksję także nad własnym zachowaniem - a tu tego nie widzę, uwazasz nadal, ze żart był niewinny.
        Pamiętam, zę raz w życiu mój 5 czy 6 latek uderzył dziadka. Doskonały pedagog, dyrektorka przedszkola, gdy poszłam do niej z prośba o poradę, powiedziała mi "Jesli tak spokojne dziecko dostało furii, to wina lezy po stronie dziadka".
        Moim zdaniem tu potrzebna jest terapia rodzinna także - nie tylko poskromienie dzieci, choć to też, oczywiście.
        • mala220 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 23:00
          zartuj z dziećmi, ale nie z dzieci. Takie zarty powodują obniżenie ich samooceny, a ponadto probują jakos odwrocic całą sytuacje i uwagę od siebie.
          mysle ze trening asertywności to dobry pomysł.
          jeśli chodzi o zachowanie syna- przy nastepnym razie (np kopnieciu) ostrzez go, ze jesli jeszcze tak zrobi- bedzie mial kare (zabranie kieszonkowego, zakaz wychodzenia itd). kiedy mozesz podyskutowac- t dyskutuj, ale pewne zachowania i granice dyzkusji nie podlegaja.

          zbierz sie do kupy, kup ksiazke o asertywnosci i pocwicz jak staowczo mowic rozne rzeczy. a potem wez na rozmowe dzieciaki. powiedz im ze ostatnio mialy miejsce zachowania ktorych tolerowac nie bedziesz, i od dzis beda mialy swoje konsekwencje. przedstaw swoje pomysly na kary, i to, czego akceptowac nie bedziesz. musisz byc przygotowana- jak na wojnie smile pewnie beda klotnie i krzykismile powodzenia smile
          • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 23:06
            Powiem szczerze, za kopnięcie matki przez trzynastolatka, a nie trzylatka, zrobiłabym małolatowi dżihad. Żadne tak odebranie kieszonkowego czy zakaz wychodzenia tylko autentycznie piekielną awanturę, taką, żeby się bał.
            Opis zachowań jest przerażający, małolaty traktują matkę gorzej niż kolegę czy koleżankę, (bo kolega za kopa by się odwinął i oddał więc jest ryzyko).
            • owianka Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 09:07
              Pytanie, skąd te zachowania u dzieci się wzięły. I to jest pytanie do terapeuty. Bardzo pilne, moim zdaniem.
          • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 13:13
            Podpisuję się pod wypowiedzią Triss i dodaję: w takich sytuacjach nie ma obietnic, że jeśli następnym razem, to..., tylko kara powinna nastąpić już za ten raz. Niby dlaczego ten miałby być odpuszczony, a karany dopiero nastepny? Tak można z trzylatkiem, który "teraz nie rozumiał, ale następnym razem powinien". Obiecywanie kary "następnym razem" to tylko odwlekanie nieprezyjemnego wysiłku karania przez rodzica, czyli pokaz słabości.
            • kornelia111 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 23.11.11, 20:41
              mgla_jedwabna napisała:

              > Podpisuję się pod wypowiedzią Triss i dodaję: w takich sytuacjach nie ma obietn
              > ic, że jeśli następnym razem, to..., tylko kara powinna nastąpić już za [i]ten[
              > /i] raz. Niby dlaczego ten miałby być odpuszczony, a karany dopiero nastepny? T
              > ak można z trzylatkiem, który "teraz nie rozumiał, ale następnym razem powinien
              > ". Obiecywanie kary "następnym razem" to tylko odwlekanie nieprezyjemnego wysił
              > ku karania przez rodzica, czyli pokaz słabości.
              Czyli, przekładając to na wymiar sprawiedliwości, nie powinno się orzekać kary w zawieszeniu, bo jest wyraz słabości państwa.
              • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 25.11.11, 12:21
                To, czy kara jest w zawieszeniu, czy nie, zależy od wagi przestępstwa. Za niektóre rzeczy nie można dostać zawiasów, nawet, jeśli wcześniej było się niekaranym itd. Za drobiazgi można trzynastolatkowi zapowiedzieć "następnym razem...", ale kopanie matki w tyłek to za duży kaliber.

                Zresztą zawiasy same w sobie mają poważne konsekwencje. Nie można wyjechać za granicę, nie można podjąć pracy, w której wymagane jest zaświadczenie o niekaralności. Czasem dodatkowo jest dozór kuratorski. Natomiast zapowiedzi "następnym razem" nie mają najmniejszego wpływu na funkcjonowanie nieukaranego osobnika, są tylko pustymi słowami.
                • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 26.11.11, 11:21
                  Ale jak popełnisz odpowiednio duże przestępstwo to masz milion na kaucję...
        • nangaparbat3 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 13.11.11, 23:36
          Podpisze się pod tą terapią rodzinną - coś tu w całym układzie jest nie tak. Są teraz specjalisci od tzw. terapii systemowej rodzin, gorąco polecam. To działa.
          Oczywiście ćwiczenie asertywnych zachowań jest jak najbardziej sensowne, ale może sie okazać niewystarczające - to nie jest tylko Twój problem.
          • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 15:56
            Dzięki za Wasze wypowiedzi, Dziewczyny. (do malamelani- może jednak nie sil się na "pomoc"- w całej sytuacji szukam mądrej, konstruktywnej porady, a nie obrywania po raz kolejny po głowie)

            Przyznaje, kiedy czyta się mój pierwszy post, rzeczywistość w nim opisana wygląda koszmarnie. Starałam się jak najprawdziwiej oddać konkretne wydarzenia, ale chyba niezbyt wiernie oddałam proporcje. Te dwa incydenty zdarzyły się pierwszy i mam nadzieje ostatni raz i pech chciał, że nastąpiły praktycznie w jednym czasie. To kopnięcie, pociągnięcie za włosy były raczej gestem, niż uczynkiem. To mnie nie bolało fizycznie. Przypuszczam, że nastąpiło to dlatego, że dzieci szybciej robią niż myślą, i że w zabawie przekroczyły granicę żartów. Potem każde wyraziło żal, zrozumienie i przeprosiło mnie jak mogło. Każde zostało ostro skarcone, ukarane moim oburzeniem/śmiertelną obrazą (dobrze wiedzą, że przeholowały), z każdym odbyłam rozmowę. Kiedy jest coś nie tak, zawsze mówię jasno, co mi się nie podoba, dlaczego i czego oczekuję na przyszłość. Dotarło.
            Kwestia dla mnie najważniejsza jest taka, że, tak jak już wspomniałam na początku, relacje z moimi dziećmi stały się zbyt partnerskie, co wychodzi nam wszystkim bokiem. Nie czuję od nich szacunku takiego, jaki mi się zdaje powinno się czuć przed matką. Po prostu nie wiem, jak powinien wyglądać! Sama byłam wychowywana wg. starej polskiej zasady: "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie", co przejawiało się generalnie tym, że ze mnie można się było naśmiewać i karcić do woli, natomiast rodzic był nietykalny. Więc specjalnie dobrych wzorców z domu nie wyniosłam. W konsekwencji robię wszystko na odwrót i nie wiem, gdzie leży granica "spoufalania się" z dziećmi. A może skoro aż tak nie mam wyczucia, powinnam zrezygnować z żartowania w ogóle?
            Rozumiem to, że córka mogła czuć się urażona uwagą o niej (nie tyle z całowania, co z przypominania o jej problemie z jedzeniem), tylko zaskoczona byłam jej reakcją. Mogła przecież powiedzieć coś w rodzaju "odczepcie się", a zrobiła co zrobiła..
            Dużo bardziej męczące dla mnie są codzienne starcia o pierdoły, typu czy naprawdę konieczne jest sprzątnięcie butów ze środka, odniesienie talerza czy umycie zębów. To, że syn wykłóca się o wszystko i nie ma w nim krzty pokory sprawia, że nie czuję się jak ktoś ważny, dorosły, z autorytetem. Matka mówi raz i dziecko słucha- czy nie tak to powinno wyglądać..?
            • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 16:25
              Dzieci potraktowały Cię jak koleżankę i to taka stojącą nisko w hierarchii rówieśniczej. Wobec koleżanki o wysokiej pozycji w ich gronie towarzyskim nie pozwoliłyby sobie na takie akcje, bo ryzykowałyby bolesny odwet.
              Nie musiało Cie boleć, liczył się gest. A gesty ze strony dzieci były ze wszech miar naganne. Nie musisz rezygnować z żartowania, natomiast lepiej odpuścić sobie wzajemne złośliwości.
              Starcia o pierdoły? Mówisz "Masz to zrobić natychmiast", powtórka komunikatu, wzięcie dzieciątka za ramię i doprowadzenie do miejsca w którym zostawił talerz/rzucił kurtkę. W przypadku siedmiolatka skutkuje, w przypadku starszych i nienauczonych pewnie nie zadziała.
              Ogranicz tłumaczenie. Nie musisz tłumaczyć, że np. warto myć zęby rano, zjadać ciepły obiad siedząc ze wszystkimi przy stole, pakować strój na wf i sprzątać biurko. Wydajesz polecenie i nie podlega ono dyskusji, dyskusje się ucina w zarodku.
              Teraz i tak jest u Ciebie trochę późno, jakiś ojciec powinien się włączyć w wychowanie i reagować na przejawy chamstwa wobec matki.
              • meaby triss_merigold6 16.11.11, 10:38
                ...dyskusje się ucina w zaro
                > dku.

                jak????????
                jakimi słowami?
                mam podobny problem ze starsza córką (9lat)
                młodsze dziecko mam wychowane porządniej smile
                • verdana Re: triss_merigold6 16.11.11, 13:25
                  Nie polecam. Dyskusje ucinane w zarodku sa bardzo wygodne w stosunku do małego dziecka, ale potem mszczą sie w wieku nastoletnim.
                  Można egzekwować wykonanie polecenia, z tym się zgadzam, ale trzeba pozwolić dziecku sie wygadać.
                • morekac Re: triss_merigold6 16.11.11, 16:37
                  jak????????
                  > jakimi słowami?
                  Nie słowami. Nożem. Język się ucina i po kłopocie. wink
                • nangaparbat3 Re: triss_merigold6 16.11.11, 18:10
                  Moja robiła coś takiego, że po prostu nie dawało sie nie posłuchać. Polegało to chyba głównie na tym, że jakby nie wyobrażała sobie, ze jej nie posłuchamy. Jednocześnie zawsze zwracała się do nas naprawdę uprzejmie i ciepło, i w sumie nie czepiała sie nigdy o byle co, zawsze też wolno było dyskutować w razie czego - ale naprawdę dyskutowac, przedstawiać racjonalne argumenty - czasem się udawało ją przekonać, czasem ona przekonywała nas.
                • triss_merigold6 Re: triss_merigold6 16.11.11, 21:22
                  Zależy od sytuacji.
                  Rano jak się spieszę, a potomek się guzdrze to poganiam bezlitośnie "Masz jeść, a nie gadać, potem powiesz"; czasem, kiedy gra w "tak ale", mówimy otwartym tekstem "nie ma żadnego ale, masz zrobić to i to/przestać robić to i to; sporadycznie używamy komunikatu "bez dyskusji" zwłaszcza jeśli dyskusja (np. nad chęcią oglądania czegoś na Discovery po 21) jest całkowicie bezprzedmiotowa.
                  Oczywiście, że dziecko jednak dyskutuje, kwestionuje, podważa, kłóci się etc., to zdrowe i ma do tego prawo, niemniej kiedy argumentowanie sprowadzone do absurdu lub zbędnie przedłużane mnie męczy albo coś ma być już natychmiast, to te dyskusje ucinam.
                  • verdana Re: triss_merigold6 17.11.11, 18:14
                    Czyli - po pewnym czasie ucinasz dyskusję, a nie zabraniasz jej prowadzic.
                    To tzw. inna inszość.
                    • triss_merigold6 Doprecyzuję 17.11.11, 18:27
                      Topsze... to czy i kiedy ucinam dyskusję zależy od skali absurdalności przedmiotu dyskusji (czy muuuszęęęę wstaaaaććć), powtarzalności przedmiotu dyskusji (możecie mi kupić - tu wstaw akurat reklamowany obiekt), mojego poirytowania/niewyspania w danym momencie i tego czy chce mi się słuchać brzęczenia.
                      Bywa, że tekst w stylu "dlaczego mi rozkazujesz" ucinam mówiąc "abotak/rodzice tak mają/przywyknij, życie jest ciężkie/bo mi KRiO pozwala/prawo dżungli" albo wdaję się w polemikę "wcale ci nie rozkazuję tylko proszę po raz piąty". Nie ma reguły ale jakoś to działa i taki zdrowy dystans międzypokoleniowy i między rolami rodzica i dziecka, zachowujemy.
                      • verdana Re: Doprecyzuję 17.11.11, 19:17
                        W momencie gdy pozwalasz zadawać pytania, pozwalasz na dyskusję. Tylko jej nie kontynuujesz.
                        I dla mnie to OK.
                        • meaby verdena 26.11.11, 14:00
                          bardzo Ci dziękuję
                          to rozwiązanie jest fenomenalne
                          fenomenalne bo:
                          - najpierw jest moja niezgoda na cos tam, powiedziana stanowczo ale spokojnie i z miłością
                          - dzieć mówi, może powiedzieć wszystko co mu leży na sercu odnośnie sytuacji, pozwoliłam nawet ostatnio na : jestes najgorsza mamą na świecie!! wink
                          - a ja? dystansuję się, nie przerywam, słucham, ale ...się nie wkręcam
                          to mi bardzo pomogło
                          i widze po kilku dyskusjach że małej też lepiej
                          jest granica. jest zgoda. jest dystans. jest szacunek.

                          dziękuje raz jeszcze


                          verdana napisała:

                          > W momencie gdy pozwalasz zadawać pytania, pozwalasz na dyskusję. Tylko jej nie
                          > kontynuujesz.
                          > I dla mnie to OK.
                • judytak jakimi słowami 25.11.11, 12:56
                  1. jeśli dotąd sama nie wiesz dlaczego, to nie ma sensu, żebym tłumaczyła
                  2. nie mam ochoty się przekomarzać
                  3. najpierw idziesz i zrobisz, potem, jak gotowe, możemy sprawę przedyskutować
                  4. bo twoja straszna despotyczna matka tak każe

                  słownictwo na przypadki, kiedy dyskusja nie ma sensu, dziecko doskonale wie, co, jak i dlaczego, tyle że zamiast np. umyć zęby, woli podyskutować
                  a ja nie

                  pozdrawiam
                  Judyta
                  • meaby judytak 26.11.11, 14:02
                    idiotyczne. bez urazy. zdecydowanie dajesz dziecku odczuć że "ryby i dzieci głosu nie mają".
                    pomyśl że tak potraktowałby Cię mąż.


                    judytak napisała:

                    > 1. jeśli dotąd sama nie wiesz dlaczego, to nie ma sensu, żebym tłumaczyła
                    > 2. nie mam ochoty się przekomarzać
                    > 3. najpierw idziesz i zrobisz, potem, jak gotowe, możemy sprawę przedyskutować
                    > 4. bo twoja straszna despotyczna matka tak każe
                    >
                    > słownictwo na przypadki, kiedy dyskusja nie ma sensu, dziecko doskonale wie, co
                    > , jak i dlaczego, tyle że zamiast np. umyć zęby, woli podyskutować
                    > a ja nie
                    >
                    > pozdrawiam
                    > Judyta
              • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 03:56
                triss_merigold6 napisała:

                > Starcia o pierdoły? Mówisz "Masz to zrobić natychmiast", powtórka komunikatu, w
                > zięcie dzieciątka za ramię i doprowadzenie do miejsca w którym zostawił talerz/
                > rzucił kurtkę.
                Ja tam polecam wymieszanie talerza z kurtką i wrzucenie mu na biurko, łóżko lub na kompa. Powinno zadziałać także w przypadku dzieci cięższych niż te, które mamy siłę przytaszczyć pokonując na dokładkę ich bierny lub czynny opór.


                > Ogranicz tłumaczenie. Nie musisz tłumaczyć, że np. warto myć zęby rano, zjadać
                > ciepły obiad siedząc ze wszystkimi przy stole, pakować strój na wf i sprzątać b
                > iurko. Wydajesz polecenie i nie podlega ono dyskusji, dyskusje się ucina w zaro
                > dku.
                Nie bardzo rozumiem dlaczego miałabym dyskutować z uczniem IV klasy czy gimnazjum nt pakowania stroju na WF. Jak nie zapakuje to będzie na WF bez stroju. Jak nie sprzątnie biurka to może sobie odrabiac lekcje na niesprzątniętym, a zeszytu szukać i pół godziny. Nie chce jeść ciepłego obiadu? Może sobie zjeść zimny albo samemu sobie odgrzać.
            • malamelania Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 16:26
              Bynajmniej nie siliłam się na pomoc - byłam wkurzona niektórymi postami forumowiczek w stylu "bo zupa była za słona". Zwalanie winy na matkę w przypadku tak głupich i agresywnych zachowań (a nie mówimy tu przecież o małych dzieciach) to dla mnie duża przesada.
              Rozumiem, że mogłaś poczuć się urażona moi komentarzem, ale dopiero w ostatnim poście napisałaś, że to był pojedynczy i pierwszy taki wybryk. I mam nadzieję, że ostatni, bo o ile pyskówki nie są niczym dziwnym w kontaktach z nastolatkami, to naruszanie nietykalności cielesnej powinno stanowić tabu dla obu stron, rodziców i dzieci.
              Posłuszeństwa się nie spodziewaj po dorastających dzieciach, codzienne starcia o pierdoły są nieuniknione, ale wierz mi, to wszystko nie wyklucza szacunku - sedno tkwi w tym, jak rozgrywane są konflikty.
              • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 16:34
                No właśnie, to nie są przedszkolaki tylko 13-latek i 10-latka. Zamachnięcie się na matkę od dawna powinni widzieć jako tabu, to w ogóle nie powinno im przyjść do głowy. I to niezależnie od tego czy matka pozwoli sobie na żart dotyczący niejedzenia słodyczy, gatunku muzyki, aktualnego idola etc.
                Incydent incydentem, pani pisze, że syn rzuca do niej tekstami na temat jej wagi i wyglądu. Pytanie zasadnicze "Jak on śmie?!" Pierwszy taki tekst i matka powinna lodowatym tonem zapytać syna czy aby na pewno chciał coś powiedzieć i czy się przypadkiem nie pomylił.
                • kara_mia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 17:15
                  Matka mówi raz i dziecko słucha- czy nie tak to powinno wyglądać..?
                  marzenia... smile
                  nie, takich rodzin nie ma, a jeżeli są, to dzieci w nich są bardzo chore i nieszczęśliwe.

                  co nie znaczy, że twoje dzieci maja jasno wytyczone granice. Jak sama piszesz są braki,
                  Ani to jak ty byłaś chowana nie jest dobre , anie wchodzenie na głowę. Trzeba coś pośrodku.

                  Może pogadaj ze specjalistą?


                  • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 17:30
                    Widzę tu ogromne pole do popisu dla ojca dzieciątek, który powinien wkroczyć i przywrócić odpowiednią hierarchię w rodzinie. Na razie wygląda na to, że matka jest na ostatnim miejscu w kolejności dziobania.
                    • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 19:25
                      Nie podoba mi się ciche przyzwolenie na traktowanie w taki sposób rówieśników. Sam sposób opisywania problemu "nie jestem/nie jesteś ich koleżanką" itp jest niepokojący.



                      • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 21:08
                        Ale akurat wśród rówieśników brak dystansu, całkowita bezpośredniość i niekiedy idiotyczne zagrywki są normalne i akceptowalne.
                        • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:06
                          Oczywiście, ze takie wybryki sie zdarzają dzieciom i nawet młodzieży. Jest to typowe w pewnym sensie. Nie ma co rwać włosów z głowy jeżeli się zdarzy. Ale reagować/komentować/krytykowac takie zachowania należy.


                          A nie w rozmowach używać argumentów typu "nie jestem twoją koleżanką, żeby mnie tak traktować".

                          Nie można mnie tak traktowac bo jestem człowiekiem.

                          p.s. na miejscu autorki wyjechałabym sobie na wczasy albo np do sanatorium i zostawiła towarzystwo same na co najmniej dwa tygodnie

                          • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:19
                            Onienie. Ja przedszkolakowi dobitnie mówiłam "Nie jestem Twoją koleżanką/kolegą" kiedy nadużywał np. bardzo poufałej formy typu "Hej ty coś tam/Oddawaj/Dawaj/itp.". W stosunku do innego dziecka takie odzywki czy zawołania ze strony dziecka mnie nie rażą, w stosunku do mnie - nie życzę sobie.
                            Formę wypowiedzi warto umieć dostosowywać do towarzystwa i otoczenia. Przy moim ojcu nie używam wulgaryzmów, przy dzieciach staram się hamować, natomiast przy niektórych znajomych i osobistym partnerze - owszem, czasem klnę serdecznie i nieparlamentarnie coś komentuję.
                            • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:42
                              Ja mówię o przemocy, fizycznej i werbalnej, a nie o dostosowaniu języka i zachowania do sytuacji.
                              • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:49
                                A ja o języku przez który wyraża się poufała relacja lub jakiś (pokoleniowy, hierarchiczny) dystans.
                          • nangaparbat3 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 16.11.11, 18:16
                            joa66 napisała:

                            > p.s. na miejscu autorki wyjechałabym sobie na wczasy albo np do sanatorium i zo
                            > stawiła towarzystwo same na co najmniej dwa tygodnie
                            >

                            Popieram.
                            A po powrocie szkoła albo grupa wsparcia dla rodziców nastolatków.
                    • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 21:35
                      Na razie wygląda na to, że matka
                      > jest na ostatnim miejscu w kolejności dziobania.

                      Gorzka konkluzja...i chyba prawdziwa.
                      Tata nie wyraził chęci przeczytania wątku, nie powinnam więc chyba liczyć na spektakularne zmiany.
                      Gdyby ktoś miał jeszcze jakieś uwagi, chętnie przeczytam. Na razie intensywnie myślę, co dalej. Dzięki za posty.
                      • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:58
                        Ciekawa jestem dlaczego ojciec dzieci nie wyraził chęci przeczytania wątku. Olewa Cię? Uważa, że się czepiasz? Podśmiewa się z Twojego odchudzania razem z synem?
                        • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 23:18
                          Taki typ. W relacjach między nami nie olewa mnie, odnosi się do mnie z szacunkiem, nie podśmiewa się, ale dzieci wg niego należą do mnie, do niego zaś praca. Nie znosi tematów dotyczących wychowania dzieci. Na wstępie każdej rozmowy macha ręką, bo to "psychologiczne bzdury". To typ faceta, który siedzi tuż obok dziecka, które właśnie dostało dwudniowy areszt na komputer i które właśnie gra na nim w najlepsze, i nie widzi tego- jest kompletnie wyłączony na bodźce zewnętrzne. Bo pracuje. (poza domem i w domu) Z tego też powodu często nie interweniuje, kiedy któreś z dzieci zachowuje się niewłaściwie. Mam do wyboru: szturchać go szepcząc: "No powiedz coś", albo radzić sobie sama. Najczęściej wybieram to drugie. Choć sądzę, że obecność ojca, który nie reaguje, podważa w dużym stopniu moje decyzje.
                          Wiem, jak to wygląda, wiem.
                          • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 16.11.11, 17:50
                            to-fa napisała:

                            > Choć sądzę, że obecność ojca, który nie reaguje, podważa w dużym stopniu
                            > moje decyzje.
                            > Wiem, jak to wygląda, wiem.

                            Nie zawsze. Ja staram sie nie wtrącać w konflikty między mężem a dzieckiem i nie chciałabym także, żeby mąż by mi sie wcinał.
                            Każde z nas radzi sobie zupełnie inaczej i każde ma swoje metody. Dziecko mam wrażenie także ma inny stosunek do taty i do mamy.
                          • nangaparbat3 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 16.11.11, 18:32
                            Źle to wygląda.
                            U nas badano relacje z ojcami nastolatków z zaburzeniami zachowania (agresja, wandalizm, kradzieże etc.) i okazało się, że najczęściej jest to ojciec obecny ciałem, ale dystansujący sie od syna. Jest - a jakby go nie było.
                            Nie mam pomysłu, co z tym zrobić, ale z pewnością żeby to wszystko poskładać trzeba zacząć od męża. Dzieci już są duże i nawet w dawnych czasach chłopiec przechodził już pod opiekę mężczyzn.
                          • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 14:14
                            To najwyższy czas uśiwadomić panu, że odpowiedzialność za dzieci to nie jest coś, z czego można zrezygnować, bo się nie ma ochoty. Jeśli umówiliście się, że ty pracujesz w domu, to rozumiem, że nie poczuwa się do ścierek i garnków, ale dzieci to inna sprawa. Dzieci mają prawo mieć ojca i matkę i niezależnie od tego, kto przynosi pieniądze, a kto zasuwa z żelazkiem, wychowaniem zajmują się oboje. Inaczej, to jesteś samotną matką z facetem w roli dostarczyciela alimentów i okazjonalnego kochanka.

                            Spróbuj zagrać na nim w ten sposób - jeśli zależy ci na mnie, to musisz coś zrobić z zachowaniem dzieci, a właściwie - musimy coś zrobić razem. Niestety, jest ojcem, a nie wujkiem na przychodne i dzieci to jest również jego sprawa, czy tego chce, czy nie. A nie, to zapytaj, co by powiedział na to, że znajdziesz sobie nowego partnera, który będzie cię wspierał w wychowaniu? A mąż może zostać po staremu - dostarczać kasę i mieć resztę w d....
            • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 17:13
              Nie czuję od nich szacunku takiego, jaki mi się zdaje powinno się cz
              > uć przed matką.
              Ale jak ten szacunek twoim zdaniem powinien wyglądać? Zwracanie się per 'pani matko' i pokorne supliki?
              Nastolatek będzie się z tobą wykłócał, będzie miał przeciwne zdanie, będzie robił afery, będzie negocjował dla siebie więcej przestrzeni/wolności. To normalne i nie ma co się tego obawiać. Masz nastolatka w domu - a nie niemowlę. wink
              Ale nie ma prawa ciebie obrażać czy wyzłośliwiać się - i ty też tego nie rób wobec dzieci. Wbrew pozorom nie warto poświęcać kontaktów z dzieckiem dla udowodnienia mu, że te jego problemy to jakiś totalny bzdet i można się z nich pośmiać w rodzinnym gronie.

              Mogła przecież powiedzieć coś w rodzaju "odczepcie się", a zrobiła co z
              > robiła..
              A co ty robisz, kiedy syn dokucza ci w kwestii diety i nadwagi?
              Cierpiętniczą minę?

              Dużo bardziej męczące dla mnie są codzienne starcia o pierdoły, typu czy napraw
              > dę konieczne jest sprzątnięcie butów ze środka, odniesienie talerza czy umycie
              > zębów.
              Czy ty się wykłócasz z nastolatkiem o mycie zębów? wink
              jak nie odnosi talerzy czy czegokolwiek, zaś twoje prośby nie są respektowane, odnoś ty - do jego pokoju. Niech je sobie kolekcjonuje.
            • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 03:46
              to-fa napisała:

              > Sama byłam wychowywa
              > na wg. starej polskiej zasady: "co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie", co
              > przejawiało się generalnie tym, że ze mnie można się było naśmiewać i karcić do
              > woli, natomiast rodzic był nietykalny.
              To może trochę to zmodyfikuj, np.
              a) wszyscy są nietykalni
              b) z nikogo nie wolno się naśmiewać
              c) dzieci mogą być ukarane za "przestępstwa" (np. odcięciem tv czy kompa)
              d) rodzic też musi przeprosić jak coś zrobi nie tak

              >A może skoro aż tak nie mam wyczucia, powinnam zrezygnować z żartowania w ogóle?
              Zaraz wogóle. Możesz żartować z polityków.

              > Rozumiem to, że córka mogła czuć się urażona uwagą o niej (nie tyle z całowania
              > , co z przypominania o jej problemie z jedzeniem),
              A skąd wiesz, co jest dla niej w tej chwili istotniejsze? Bo możliwe, że podoba jej się jakiś chłopiec, a możliwe też , że wszyscy chłopcy i całowanie z nimi wydają jej się równie obrzydliwi jak te owoce, które usiłujesz w nią wmusić. Ale tak czy siak 10-letnie panny (i trochę starsze też) są mocno przewrażliwione. Jak będzie miała 20 lat to może będziesz mogła się z niej tak nabijać, ale teraz sobie daruj.

              > Mogła przecież powiedzieć coś w rodzaju "odczepcie się", a zrobiła co z
              > robiła..
              A ty mówisz "odczep się" czy wściekasz się / dajesz klapsa / inne kary "za obrazę majestatu"?

              > Dużo bardziej męczące dla mnie są codzienne starcia o pierdoły, typu czy napraw
              > dę konieczne jest sprzątnięcie butów ze środka, odniesienie talerza czy umycie
              > zębów.
              Podejrzewam, że młodemu (czy młodej) wcale nie przeszkadzają buty na środku czy brudne talerze. Ja tam parę razy wstawiłam starszej jakieś przeszkadzające mi jej graty do jej łóżka. Tam jej przeszkadzały więc sama doszła do wniosku , że je sprzątnie.

              >To, że syn wykłóca się o wszystko i nie ma w nim krzty pokory sprawia, ż
              > e nie czuję się jak ktoś ważny, dorosły, z autorytetem.
              On ma lat 13 i jest to pewnie taki wiek, w którym nie ma się za dużo pokory...

              > Matka mówi raz i dziecko słucha- czy nie tak to powinno wyglądać..?
              To jest ideał twojej matki ... zapomniałaś o tym, że jednak powinno być choć trochę inaczej?
            • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 13:38
              To kopnięcie, pociągnięcie za włosy były raczej gestem, niż uczynkiem.

              Gest jest też uczynkiem, to zdanie jest bez sensu. Dzieciaki zachowały się niedopuszczalnie i nie próbuj tego odkręcać.

              ukarane moim oburzeniem/śmiertelną obrazą

              Jeśli foch ma być środkiem wychowawczym, to wybacz, ale właśnie pokazujesz dzieciom, że nie trzeba wychodzić ponad poziom spontanicznych reakcji emocjonalnych. Nie dajesz im wzroców dojrzałego zachowania. Focha to może strzelić koleżanka twojej córki (gdyby ta pociągnęła ją za włosy), a ty jesteś matką, więc nie zachowuj się jak koleżanka. Bo inaczej jest to, co jest - córka traktuje cię jak koleżankę i jest to konsekwencja twojej własnej postawy.

              relacje z moimi dziećmi stały się zbyt partnerskie

              Partnerstwo to takie modne pojęcie, ale jak widać, nie wszyscy je rozumieją. Partnerami mogą być dla siebie osoby o podobnych możliwościach, tzn. wyposażone w podobny poziom wiedzy, doświadczenia, o podobnych aktywach (np. możliwość zarabiania i wydawania pieniędzy) itd. Do układów partnerskich trzeba dojrzeć i nie można się spodziewać takiej dojrzałości po dziecku. Dziecko ma PRAWO do nierównego układu, tzn. do takiego, gdzie nie wymaga się od niego dojrzałychi zachowań na poziomie drugiej strony. Gdzie bierze się pod uwagę, że ono ma pewne braki i cierpliwie te braki wyrównuje, a nie oczekuje, że ono samo to zrobi (np. ni stąd ni zowąd zacznie "szanować" matkę). Dziecko ma prawo, aby pewne rzeczy mu tłumaczono, pokazywano, wyjaśniano, aby od niego egzekwowano (dorosły robi to sam za siebie). Dziecko nie może być partnerem dla dorosłego.

              Poza tym układ partnerski, oprócz podobnego poziomu wyjściowego, zakłada też wzajemny szacunek. U was tego nie widać. Nie szanujesz dzieci, mąż nie szanuje ciebie. Prawdopodobnie w małżeństwie nie macie układu partnerskiego, bo gdyby był, mąż wspierałby cię, a nie patrzył obojętnie.

              Matka mówi raz i dzieck
              > o słucha- czy nie tak to powinno wyglądać..?


              A dlaczego? Potrafisz udzielić konkretnej odpowiedzi na to pytanie? Czy potrafiłabyś jej udzielić synowi? Czy zrobiłaś to z uprzedzeniem? Wydaje mi się, że zrezygnowałaś z postawy co wolno wojewodzie" i nie wprowadziłaś nic w zamian.

              syn wykłóca się o wszystko i nie ma w nim krzty pokory


              A w tobie nie ma krzty konsekwencji. Wykłócasz się z synem o wszystko, a chcesz, żeby zachowywał się zgodnie z wzorcem "dzieci i ryby...".

              Oczywiście, dzieciom trzeba tłumaczyć różne rzeczy. Ale nie można od zrozumienia uzależniać wykonania danych czynności. Syn ma sprzątnąć buty ze środka - tłumaczysz mu dlaczego ma to zrobić. Ale nawet jeśli nie zrozumiał lub udaje, że nie zrozumiał, aby przeciągnąć sprawę (bo może mama straci cierpliwość i sama zabierze te buty), to i tak ma to zrobić. Podejrzewam, że wygląda to u was tak, że dzieciak nauczył się, że wynajdowanie bzdurnych argumentow kontra i wykłócanie się jest świetnym sposobem na uniknięcie obowiązków.

              W przypadku trzynastolatka skuteczniejsze z reguły jest informowanie o konsekwencjach oraz przestrzeganie z góry wyznaczonych zasad. Np. możesz wprowadzić zasadę, że rzeczy, które leżą i przeszkadzają, lądują na łóżku/biurku właściciela. Jak chce mieć syf w swoim pokoju, niech ma. Zresztą wiele z tych kwestii rozwiąże się pewnie metodą ustalonego podziału obowiązków. Z jakim wyprzedzeniem dzieciak wie, że ma zmyć naczynia? Ma ustalony dyżur w dany dzień tygodnia, czy wołasz go do tej czynności znienacka?

              • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 23:11
                mgla_jedwabna napisała:

                > Z jakim wyprzedzen
                > iem dzieciak wie, że ma zmyć naczynia? Ma ustalony dyżur w dany dzień tygodnia,
                > czy wołasz go do tej czynności znienacka?
                Bez przesady - jeśli jest to zwykłe zmycie kilku talerzy i nie musi tego zrobić tego między godziną 18:55 a 18:57 to ja bym jednak nie ustalała takiego zmywania z tygodniowym wyprzedzeniem. Ja całkiem często zatrudniam z nagła 14-latkę do powieszenia prania,opróżnienia zmywarki czy innych "drobnych czynności dnia codziennego".
                • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 13:02
                  Wiele znanych mi nastolatków niesamowicie irytowało takie odrywanie znagła. Często mówili "ja bym nawet pomógł/pomogła w domu, ale to nie może być tak,że ja np. właśnie wychodzę, a tu oni mi każą cośtam". Problemem była nie sama pomoc, tylko zupełne ignorowanie faktu, że drugi człowiek ma swoje życie i swoje plany. Dlatego łatwiej jest, jeśli z góry wie, że np. ma zmywać w środy, bo wtedy albo zmyje zanim siądzie do fascynującej gry, albo rodzice wiedzą, że dzieciak pamięta i zmyje, jak skończy grać, a nie zawracają mu głowę, kiedy on już-już ma wejść na kolejny level.

                  To działa też w drugą stronę - kiedy jest potrzeba zrobienia czegoś natychmiast (np. "zmyj patelnię, to ja zrobię jajecznicę"), dzieciak wie, że jest to spowodowane realną potrzebą, a nie widzimisię matki. I jest skłonny ruszyć się, bo to tylko wyjątek.
                  • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 20:38
                    mgla_jedwabna napisała:

                    > Wiele znanych mi nastolatków niesamowicie irytowało takie odrywanie znagła.
                    Każdego irytuje - dlatego zasadniczo nie należy tego robić , chyba że rzeczywiście jest nagła potrzeba. Ale chyba można się spytać: "Czy jak skończysz grać to powiesisz pranie?"

                    > Dlatego łatwiej jest, jeśli z góry wie, że np. ma zmywać w środy,
                    Problem w tym, że ciężko żyć zmywając tylko w środy... wink

                    > bo wtedy alb
                    > o zmyje zanim siądzie do fascynującej gry, albo rodzice wiedzą, że dzieciak pam
                    > ięta i zmyje, jak skończy grać, a nie zawracają mu głowę, kiedy on już-już ma w
                    > ejść na kolejny level.
                    Ale czy nie można po prostu przeprowadzić rozmowy typu:
                    R: "Pozmywasz po obiedzie?"
                    D: "Pozmywam, ale zaraz będzie fajny film. Mogę pozmywać po?"
                    Tylko trzeba jednak przyjąć założenie , że dziecko ma prawo coś powiedzieć, a nie w milczeniu i natychmiast wykonywać polecenia
                    • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 19:47
                      Problem w tym, że ciężko żyć zmywając tylko w środy... wink

                      Ten przykład zakładał model, w którym dzieciak ma wyznaczony przedział czasowy, gdy jest odpowiedzialny za czystość naczyń i sam może ustalić, kiedy to załatwić. W odróżnieniu od sytuacji, w której nie zna dnia i godziny, gdy zostanie wezwany do zlewu. Wyznaczanie takich rzeczy z wyprzedzeniem i na spokojnie pozwala zwykle uniknąć doraźnych przepychanek słownych w momencie zaistnienia konieczności zmywania, wynoszenia śmieci, nakrywania do stołu, skoczenia po zapomnianą pietruszkę itp.
        • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 13:10
          Jeśli chodzi o incydent z ciągnięciem za włosy, to mam taką teorię, że córka nie umie komunikować niektórych uczuć, konkretnie przykrości. Nie potrafi po prostu powiedzieć "to nie jest śmieszne. Jest mi przykro, nie lubię takich żartów". Reaguje tak samo, jak matka, która na akcję z włosami nie potrafiła zareagować dojrzale, tzn. zakomunikować swoich uczuć i oczekiwań wobec córki, zdyscyplinować jej. Gdyby powiedziała "au, to bolało! Nie życzę sobie takiej szarpaniny. Idź do swojego pokoju, a jak się uspokoisz, to masz przyjść i przeprosić", to mogłaby liczyć na to, że córka a) przyjmie, że takie zachowanie jest niedopuszczalne i na drugi raz nie będą jej tak łatwo ręce latały b) nauczy się mówić "to bolało". Zamiast tego autorka wątku skutecznie utrwaliła u dziecka wzorzec "najlepszą reakcją na szok i ból jest przylanie sprawcy". To jest poziom dziecka w piaskownicy, które uderza kolegę łopatką po głowie w odpowiedzi na wdepnięcie w zamek.
    • 71tosia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 00:04
      no nie wiem, zart na temat wygladu czy znajomych moze sie nie podobac przewrazliwionej nastolatce, ale bez przesady. Troche to zalezy od chrakteru dzieciaka, ale mysle ze pewna ironia ze strony rodzicow na temat np przesadnej dbalosci nastolatki o wyglad (moja prostuje wlosy godzinami, wciera jakies kremy w kazdy potencjalny pryszcz etc a my z tego powodu 'dokuczamy') czy nie bardzo dpowiedajacym nam znajomych dzieciaka bywa przynajmniej u nas bardziej skuteczna metoda wychowacza niz walka 'wprost', zakazywanie, nakazywanie etc.
      Pewnie wiekszosc nastolatkow w emocji czasami wykrzykuje rodzicom ze 'nienawidzi i odplaci za niesprawiedliwosc', bywa arogancka i strasznie pyszczy. Ja jako ze ataki zlosci sa jednak u mojej mlodej sporadyczne to raczej ignoruje no a czasami w skrajnych sytuacjach sie profilaktycznie 'obrazam' na kilka dni. No coz ona tez ma prawo miec paskudny dzien i odreagowac, szkoda tylko ze na mnie ;-( no i sama w zlosci ( a dzieci doskonale wiedza jak doporawdzic nas czasami do szalu) tez potrafie byc dosc niemila, chociaz sie staram nie byc. Rekoczyny sa jednak przekroczeniem pewnej granicy nie moga byc akceptowalne i zachowanie powinno byc ukarane. Wolabym spokojna rozmowe gdy opadna emocje, wyjasniajaca co wlasciwie ja tak urazilo niz bieganie do psychologa, dobrze jej tez uswiadomic ze zachowanie agresywne nie bedzie tolerowane i spowoduje konsekwencje - kara w postaci czasowej likwidacji jakiegos waznego przywileju bywa zwykle skuteczna bo dla nastolatka dotkliwa.
      A co do samego szacunku... dobrze dzieciom czyms zaimponowac od czasu do czasu, uswiadamiac ze cos sie umie o czym one nie mialy pojecia, pokazac ze ma sie jakies osiagniecia, ze jest sie w czyms dobrym, pamietam z mojego wlasnego dziecinstwa jaka bylam dumna ze moja mama na codzien taka lepsza sluzaca w rozmumieniu nastolatki , jest jednak 'kims' w swojej pracy i ze potrafi tak madrze dyskutowac ze znajomymi o rzeczach isotnych, naprawde mi to imponowalo.
      • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 00:45
        zart na temat wygladu czy znajomych moze sie nie podobac przewrazl
        > iwionej nastolatce, ale bez przesady. Troche to zalezy od chrakteru dzieciaka,
        > ale mysle ze pewna ironia ze strony rodzicow na temat np przesadnej dbalosci na
        > stolatki o wyglad (moja prostuje wlosy godzinami, wciera jakies kremy w kazdy
        > potencjalny pryszcz etc a my z tego powodu 'dokuczamy') czy nie bardzo dpowieda
        > jacym nam znajomych dzieciaka bywa przynajmniej u nas bardziej skuteczna metod
        > a wychowacza niz walka 'wprost', zakazywanie, nakazywanie etc.

        To okropne metody, lepiej ich zaprzestań. Ironię czy niedomówienie to możesz sobie stosować z teściową (i tak nic z tego nie będzie), ale nie z nastolatkiem. To istoty nader wrażliwe na punkcie własnego wyglądu i wszelkie dokuczanie z powodu wcierania kremu w pryszcze nie zostaną ci wybaczone - zapomniałaś, jak byłaś nastolatką?
        Jeśli nie chcesz, żeby spotykała się ze konkretnymi znajomymi, lepiej daj uzasadniony zakaz, a nie - wyzłośliwiając się ironicznie.
        Zachowanie dzieci skandaliczne, ale dla mnie ta cała sytuacja z drwieniem z 10-latki też jest co najmniej nie na miejscu.
        • verdana Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 09:28
          A działa, działa - gnjenie na ogół działa, nastolatki boją się potem pewne rzeczy robić, aby rodzice ich znowu nie wysmiali. Bo już wiedza, zę to, co robią jest śmieszne, niepowazne, a one sa po prostu glupie.
          Zlania pasem do krwi też zazwyczaj działa. Na podobnej zasadzie.
        • 71tosia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 09:39
          Przede wszystkim metody trzeba dostosowac do dziecka, nie ma jednych idealnych dla wszystkich. A moje dziecko ma sporo dystansu do siebie i silne poczucie wlasnej wartosci (czego drobne zarty naprawde nie zmienia) i to wlasnie wynik naszego wychowywania. Zartowanie (nie tylko u dzieci) powoduje ze drobne sprawy nie urastaja do prawdziwych problemow, daje do nich dystans. Powazne rozwazanie i godzinne dyskusje jaki krem stosowac do nieistniejacych pryszczy to dopiero bylyby metody wychowawcze! Tam gdzie problemy sa powazne i dyskutujemy powaznie i pomagamy. A zakazy w przypadku nastolatkow, szczegolnie dotyczace znajomych nie dzialaja, pokazywanie, takze zartem, ze znajomi nie sa idealni bywa skuteczniejsze i mniej bolesne dla dziecka. Niech samo decyduje.
          • verdana Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 09:43
            Nie, są metody, których nie nalezy stosować do zadnego dziecka - lanie i drwiny. Dystans do siebie daje poczucie własnej wartości, a nie jej obniżanie przez rodziców.
            Mozna nie rozwazać, jaki krem stosowac do pryszczy, których Ty nie widzisz, a córka tak, ale nie nalezy kpic z cudzych problemów. Nigdy nie mialas problemu, ktory dla Ciebie był powazny, a dla innych nie?
            • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 14:04
              Święte słowa. Moja mama miała takie same metody, a na moje nieśmiałe protesty ("to nie jest śmieszne") albo reakcje typu płacz reagowała dodatkowymi kąśliwymi uwagami o moim przewrażliwieniu. Nauczyłam się ukrywać uczucia, robiłam dobrą minę do złej gry, a ona mnie chwaliła, jaki to ja mam dystans do samej siebie.

              Efektem były kompleksy, z których wydobyłam się ciężką pracą przebywając z daleka od mamy, oraz zdobycie umiejętności umniejszania sukcesów i błyskawicznego dostrzegania porażek w całej okazałości. Wszystko z takim komentarzem, aby słuchacze mieli się z czego pośmiać. Umiejętność włącza się wyłącznie w rozmowach z mamą, niemal odruchowo. Czasem jestem przerażona, kiedy słyszę siebie samą, bo a) mam wrażenie, że słyszę ją, nawet ton jest identyczny b) brzmi to strasznie. Staram się z tym walczyć, ale mam świadomość, że kochana mamusia zbiera, co posiała.
          • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 10:00
            Ale wy żartujecie z dzieci, to i one 'żartują' z was. Chcesz być traktowana jak dorosła, to jak dorosła się zachowuj.
            Poza tym akurat wiek nastoletni to wiek bez jakiegokolwiek dystansu wobec siebie i świata. Świat ma tylko dwie barwy: białą i czarną. A problemy danej osoby - nawet z powodu pryszcza - są jej wielkimi problemami, nawet jeśli tobie wydają się gó...ane. Czy nie masz przypadkiem tendencji do lekceważenia uczuć swoich dzieci? Dlaczego zatem spodziewasz się, że one wezmą pod uwagę twoje odczucia?

            Powazne rozwazanie i
            > godzinne dyskusje jaki krem stosowac do nieistniejacych pryszczy to dopiero by
            > lyby metody wychowawcze
            Poza wyśmiewaniem się z dziecka i godzinnymi roztrząniami na temat kremów, możesz jeszcze:
            1. zapewnić, że tego pryszcza nie widać
            2.zaproponować korektor
            3.nie skomentować całej sytuacji

            A zakazy w przypadku nastolatkow, szczegolnie dotyczace znajomych
            > nie dzialaja, pokazywanie, takze zartem, ze znajomi nie sa idealni bywa skutecz
            > niejsze i mniej bolesne dla dziecka. Niech samo decyduje.
            Rozumiem, że uważasz, że jasne i proste powiedzenie swojego zdania jest bardziej bolesne dla dziecka niż wyśmiewanie się z niego?
          • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 16.11.11, 17:56
            71tosia napisała:

            > Przede wszystkim metody trzeba dostosowac do dziecka, nie ma jednych idealnych
            > dla wszystkich. A moje dziecko ma sporo dystansu do siebie i silne poczucie wla
            > snej wartosci (czego drobne zarty naprawde nie zmienia) i to wlasnie wynik nasz
            > ego wychowywania. Zartowanie (nie tylko u dzieci) powoduje ze drobne sprawy nie
            > urastaja do prawdziwych problemow, daje do nich dystans.

            U nas w rodzinie tez sobie pozwalamy na żarty z siebie i jakoś nikt sie nie nadyma jak balon. Córka tez potrafi sie śmiac z siebie i mieć dystans do samej siebie. To bardzo przydatne w życiu a tak to mamy scenke opisaną przez autorkę: pannica taka się urażona poczuła na temat żartu na własny temat że aż w furie wpadła.
            • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 03:23
              Akurat opisane przez założycielkę wątku sytuacje przeczą waszym hipotezeom. Bo u To-fy to chyba ciągle się z siebie nabijają (tzn mama i dzieci, a pan mąż to chyba siedzi niczym Dulski), a i mama, i córka, mają jakoś obniżony próg odporności na te żarty. Na dokładkę mama wykazuje nadwrażliwość i zapewne można też z tym wiązać obniżone poczucie własnej wartości.
              • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 07:42
                Bo tam granice są poprzekraczane: zarówno żartów jak i reakcji na żarty.
                • marina2 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 09:59
                  z Twojego opisu zapewne fragmentarycznego widzę to tak : obojętny na sprawy domowe ojciec i matka ,która nie szanuje dzieci.Myślę ,że mogłaś zapętlić się w pułapce : moje dzieci będą miały inaczej.lepiej niż ja miałam w domu z matką.Nie odreagowałaś swojego dzieciństwa i nie miałaś pomysłu na swój dom i swoje "bycie matką" .To co robisz naśmiewając się z siebie czy córki jest pozbawione empatii.Nie szanujesz ich uczuć i dzieci Ci to oddały niestety.I myślę,że tak do końca samej siebie nie lubisz.
                  Poszłabym chyba na Twoim miejscu będąc przegadać temat z terapeutą.
                • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 11:51
                  Bo też trzeba wiedzieć z czego można żartować. Ja tam mogę sobie żartować ze starszej, że zawaliła klasówkę z matematyki dostając 5-. Żartować z jej przekonania, że ma za duży nos jakoś nie przychodzi mi do głowy.
                  • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 14:53
                    No właśnie tego też mozna dzieci uczyć i nawet trzeba. Ja uczyłam od zawsze. U nas w rodzinie żarty z siebie sa dozwolone i dośc częste. Może dlatego moja córka ma spore wyczucie w tej kwestii, a żarty na swój temat sama kwituje śmiechem.
      • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 02:46
        Nastolatki pewne rzeczy biorą śmiertelnie poważnie i mogą nie zrozumieć ani ironii, ani żartu. Zwłaszcza jeśli te żarty dotyczą wyglądu zewnętrznego lub spraw sercowych. Średnio rzecz biorąc to chyba jednak lepiej powiedzieć "Wyjdź wreszcie. My też musimy skorzystać z łazienki" niż nabijać się ciągle z tego prostowania włosów. Rękoczyny są oczywiści przekroczeniem pewnej granicy - z tym, że imho rękoczyny względem nastolatków są również przekroczeniem granicy. W końcu to nie jest XVIII wiek z "panem ojcem", którego dzieci w rękę całowały nie śmiąc się odezwać (nawet gdy "dziecię" dobiegało 30-tki i było właśnie żenione wbrew własnej woli)
    • malamelania Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 09:45
      To jakiś wątek primaaprilisowy chyba...
      Dzieciaki zachowują się jak żulia wobec własnej matki, a w odpowiedziach głownie porady, aby szanowała ich wrażliwość uncertain
      Ja mam zupełnie inne spostrzeżenia: droga autorko, problem nie tkwi w tym, ze dzieci traktują Cię jak koleżankę (bo tak właśnie jest, sadząc z opisu).
      Bardziej martwiłabym się na Twoim miejscu, że wychowałaś niezłą parkę chamów i chuliganów - bo poza domem zachowują się pewnie tak samo, to jest ich sposób odnoszenia się do ludzi

      Na jeden żart- dotyczący przyszłe
      > go całowania się córki z jakimś narzeczonym (nie był przesadnie złośliwy) córka
      > podeszła do mnie, złapała mnie za włosy i przegięła głowę do tyłu sycząc (niby
      > na żarty) coś w stylu "Jeszcze raz tak powiesz, to zobaczysz".


      Swietna reakcja, pewnie wobec koleżanek tak własnie się zachowuje.

      syn lekko kopnął mni
      > e w tyłek, (...)A ja byłam wściekła.
      Rozumiem- w szkole ta
      > k już jest- kto się wypina, automatycznie dostaje kopa, bo to aż się prosi, i j
      > est powód do śmiechu
      .


      ???????
      A w jakiej to szkole? i dlaczego tak doskonale to rozumiesz?
      Ja nie bardzo rozumiem, martwiłabym się, gdybym miała takiego przygłupiastego 13latka w domu.
      Jesli jeszcze nie byłaś wzywana do szkoły z powodu dzieci, to spodziewaj się tego lada chwila.
      A może jednak zacząć - spóźnione co prawda - wychowanie?
      Bo najwyraźniej ani Ty, ani mąż nie zrobiliście dotąd nic w tym kierunku.
      • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 10:03
        martwiłabym się na Twoim miejscu, że wychowałaś niezłą parkę chamów i
        > chuliganów -

        Dzieci wychowuje się swoim przykładem, a nie prawieniem im kazań. wink
        • malamelania Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 10:24
          I jak to się ma do tematu?
          Sugerujesz, że wspomiane dzieci nauczyły się w domu takich zachowań?
          Chyba nie, bo sądząc z opisu, ojciec nie jest agresywny i pełni w domu role dekoracyjną, jak Dulski.
          A matka "skraca dystans" - to akurat bezsensowne określenie dla panujących w tym domu obyczajów...widziałam wiele rodzin praktykujących skracanie dystansu i partnerskie układy z dziećmi - nigdzie nie przyszłoby do głowy dziecku szarpać matkę za łeb, bo powiedziała coś złośliwego.
          Chociaz przepraszam, przypomniało mi się - pode mną mieszka 40latek z mamą emerytką, synus jak się napije, to regularnie spuszcza jej manto. Pewnie, bidna, nie nauczyła się dotąd, żeby nie ranić jego uczuć, może przyślę ją na to forum, jak myslicie? wink
          • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 10:36
            IMO: to nie jest kwestia skracania dystansu z dziećmi, tylko kwestia stawiania granic.
            Człowiek, który zamiast komunikatu "Boli mnie/przeszkadza mi to, co robisz" stosuje półsłówka i ironię w nadziei, że inni zrozumieją:
            1. że zrobili mu przykrość
            2. że źle postępują
            3. że docenią jego poświęcenie
            raczej nie wychowa dzieci nie naruszających jego granic.
            Nie umie tych granic jasno zaznaczyć, może mieć też kłopoty z nauczeniem dzieci, jak mają stawiać swoje granice. W rezultacie wszyscy przekraczają czyjeś granice - i albo spotykają się z bezradnością, albo z agresją.
            • kara_mia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 11:17
              Nic dodać nic ująć.
              Podpisuje się pod zdaniem morekac obiema rękami.

          • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 10:37
            Sugerujesz, że wspomiane dzieci nauczyły się w domu takich zachowań?
            Tak, w domu nauczyły się, że czyjeś uczucia można mieć w głębokim poważaniu.
            • kornelia111 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 21:16
              Sugerujesz, że wspomiane dzieci nauczyły się w domu takich zachowań?
              > Tak, w domu nauczyły się, że czyjeś uczucia można mieć w głębokim poważaniu.

              Dokładnie tak. Matka nauczyła dzieci, że mozna jej uczucia mieć w głębokim poważaniu... ze skargą spóźniła się co najmniej 10 lat w przypadku syna, i co najmniej 8 w przypadku córki... Już wtedy za przekroczenie pewnych granic należała sie dzika awantura. Ale do tego trzeba być dorosłą osobą, a nie niunią, która będzie przyjmować ciosy z uśmiechem. A gdzie szanowny tatuś? Po takim zachowaniu córki czy syna powinien wkroczyć stanowczo i to tak, żeby młode zapamiętały raz na zawsze. A tak wszystkim odpowiada, że matkę można potraktować jak szmatę. I to jeszcze przy błogosławieństwie niektórych uczestnikow tego forum...

              • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 21:43
                Zastanawiam się jeszcze, czy w wątku, który założyłam i w którym komentuje się mój problem, nie można by zwracać się bezpośrednio do mnie, zamiast używając formy "ona"? Nie wspominając już o określeniach nie tyle niemiłych co niepotrzebnych...A może nawet tutaj nie zasługuję na minimum szacunku...?
                • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:01
                  To akurat forumowy styl, dyskusja zbacza i o autorze wątku pisze się w trzeciej osobie. Nie traktuj tego osobiście. Określeń niemiłych też nie traktuj osobiście, pisywanie w necie wymaga jednak trochę grubszej skóry i dystansu do odpowiedzi.
                • kornelia111 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:06
                  Po pierwsze przepraszam za wybitnie - przyznaję - niemiły wpis. Ale w taki nastrój wprawiają mnie sytuacje ,kiedy dzieci odnoszą się chamsko do rodziców. Po drugie, moja nieżyjąca już babcia mawiała, że jeżeli chesz, aby szanowali Cię inni, to należy szanować się samej. Po trzecie, może nie uwierzysz, ale całym sercem jestem po Twojej stronie. Nie pozwól sobą pomiatać. Zrób dzieciakom awanturę. Nie zwracaj uwagi na niektóre rady, że musisz w każdej sytuacji zachować spokój i jedynie tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć. Dzieci są czasem jak psy Pawłowa. Akcja - rekacja. To najprostszy i najskuteczniejszy sposób. Przepraszam jeszcze raz Ciebie - osobę, która zwraca się z problemem. Mój wpis bardziej był adresowany do tych mądral, którzy są zdania ,że matka musi w każdej sytuacji szanować uczucia dziecka, rezygnując z bycia człowiekiem.
                  • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 13:48
                    Ogólnie masz rację, ale jeśli autorka zrobi dzieciakom awanturę, to ma zapewnioną reakcję "matka sięczegoś czepia" zamiast jakiejkolwiek refleksji i próby poprawy.
                • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 15.11.11, 09:24
                  Cóż, akurat tutaj zrobiła się dyskusja z Melamelanią, stąd o Tobie w trzeciej osobie.
                  Ale czy ogólnie nie jesteś jednak trochę przewrażliwiona?
                • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 02:27
                  to-fa napisała:

                  > Zastanawiam się jeszcze, czy w wątku, który założyłam i w którym komentuje się
                  > mój problem, nie można by zwracać się bezpośrednio do mnie, zamiast używając fo
                  > rmy "ona"?
                  Ale akurat w tym podwątku jest dyskusja o tobie/twoim zachowaniu - stąd osoba 3-cia

                  Nie wspominając już o określeniach nie tyle niemiłych co niepotrzebn
                  > ych...A może nawet tutaj nie zasługuję na minimum szacunku...?
                  Przewrażliwiona jesteś...
              • 71tosia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 21:53
                ta pani prosila o pomoc. A dostala glownie pouczenia. Zwlaszcza ciekawe sa te o szanowaniu uczuc innych, szkoda ze wiekszosc uczestniczek tej dyskusji nie bardzo szanuje uczucia autorki watku, wypisujac jakich to niereformowalnych chamow wychowala. Brakuje tylko rady by je po prostu potopila.
                • triss_merigold6 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 14.11.11, 22:04
                  Wychowała dzieci, które nie znają i przez to nie respektują jej granic. Mogę się założyć o każde pieniądze, że te same znakomicie definiują granice w kontaktach z nauczycielami, rówieśnikami czy innymi dorosłymi.
                  Kumpelstwo nie jest metodą wychowawczą, a w każdym razie niekoniecznie dobrą metodą. Brak kumpelstwa i spoufalania się nie oznacza automatycznie zamordyzmu wobec dzieci i bycia oschłą, krytykującą suczą.
          • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 13:46
            Matka pozwala sobie na przykre żarty, a w odpowiedzi na przykrość albo się wycofuje (i zastanawia, czy nie obrócić tego w żart), dając sygnał, że tak wolno robić inie będzie konsekwencji, albo zachowuje jak smarkula (ten klaps to nie było nic innego jak po prostu "oddanie" dokuczania). Oczywiście, że dzieci nauczyły się w domu.

            Tym dzieciom po prostu nikt nie dał przykładu uwzględniania potrzeby i odczucia innych osób. Nikt nie egzekwował od nich poprawnych zachowań. Nikt nie nauczył ich komunikowania własnych uczuć - dziesięciolatka szarpie matkę za włosy, bo nie umie inaczej powiedzieć, że zachowanie matki budzi w niej odrazę. Ba, pewnie nawet sama nie zdaje sobie sprawy, jak się nazywa to, co czuje. Pewnie nikt jej nie powiedział. Hierarchia spraw w tym domu chyba też nie istnieje (np. autorka zastanawia się, czy może się droczyć z dziećmi, zupełnie nie biorąc pod uwagę, o co się droczy). Metodą komunikacji są krzyki i wzajemne dokuczanie.

            Dzieciom wychowanym zgodnie z zasadami savoir-vivre'u raczej nie przyszłoby do głowy kopać matki w tyłek. Gdyby nawet codziennie oglądały takie zachowanie w szkole, budziłoby ono u nich odrazę, a w najgorszym przypadku wiedziałyby, że w szkole mogą tak robić, ale w domu jest to nie do pomyślenia.
      • asia_i_p Re: Moje dzieci mnie nie szanują 16.11.11, 19:30
        > ???????
        > A w jakiej to szkole? i dlaczego tak doskonale to rozumiesz?
        Na przykład w gimnazjum, do którego chodzi moja siostra - nauczycielka pochyliła się po sprawdziany i dostała klapsa. Jak dla mnie niewobrażalne zupełnie i nie wiem, co by się w mojej szkole stało w takiej sytuacji - a tam uczeń dostał uwagę. Szkoły są różne.
        • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 02:32
          No cóż, uczeń łaskawie tylko klapsa dał pani nauczycielce. A w końcu mógł przywalić z glana albo nożem...
          • asia_i_p Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 06:58
            Gdyby to była szkoła, gdzie agresja typu noże i glany kwitnie, to namawiałabym ojca i macochę na przeniesienie sióstr gdzie indziej, ale bym zrozumiała. Szok polega na tym, że tam nie ma glanów i noży, w zasadzie nie ma patologii, a zdarza się taki numer, który jak dla mnie odpowiada niesamowitością pojawieniu się ni stąd ni zowąd stada krasnoludków. Taka jakaś totalna abstrakcja. U nas w szkole był zwoływany zespół wychowawczy, bo uczeń powiedział do nauczycielki "No to zobaczymy" i poczuła się zagrożona. Oraz przeżywaliśmy poważny problem uczniów, którzy niezbyt bystremu koledze przywiązali sznurówki do krzesła. Standardy obowiązujące w szkołach różnią się strasznie, poziom tolerancji dla różnych zachowań uczniów też. Tak, że jestem w stanie uwierzyć, że w szkole syna autorki wątku oni się kopią po tyłkach, a jednak nie dźgają nożami.
          • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 10:02
            Nożami to się ostatnio grono pedagogiczne podźgało.
    • asia_i_p Re: Moje dzieci mnie nie szanują 16.11.11, 19:23
      Reaguj naturalnie. Jak ci się zachowanie nie podoba, mów to, nie kryj irytacji. Ale też nie udawaj irytacji, kiedy jakieś zachowanie cię nie drażni, a uważsz, teoretycznie, że powinno. Zaufaj instynktowi.
    • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 02:22
      A ja myślę, że dzieci takich zachowań nauczyły się jednak od ciebie.
      Spójrz: ty żartujesz z córki (twierdzisz, że nieprzesadnie złośliwie, więc podejrzewam, że jednak trochę złośliwie), a syn żartuje z ciebie (też nieprzesadnie złośliwie). Córka jest po złośliwym żarcie z siebie obrażona, ty też po żarcie jesteś obrażona. Ona pewnie była wściekła po twoim żarcie, ty byłaś wściekła po żarcie syna. Zakładasz, że córka nie ma prawa być przewrażliwiona na punkcie dogadywania o przyszłych chłopakach - ale sama jesteś przewrażliwiona na punkcie żartów ze swojej diety czy wagi.
      I czy przypadkiem nie ty sama używasz określenia "oschła suka" w kontekście swojej matki?
    • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 12:52
      Nawarzyłaś sobie piwa, a teraz się dziwisz.

      Nie uznajesz czegoś takiego, jak granice fizyczne (co to za klapsy?) i zastanawiasz się, skąd się to wzięło, że dzieci ich nie uznają.

      Pozwalasz sobie na przykre dla dzieci żarty. Teksty o narzeczonym i całowaniu są naprawdę nieprzyjemne dla dziesięciolatek (to etap, kiedy dzieci często nie tolerują nawet kolegów odmiennej płci), w dodatku dotyczą sfery intymnej dla każdego człowieka. Nie dziw się, że syn robi to samo - pozwala sobie na żarty w sprawie, która dla ciebie jest drażliwa, która również dotyczy sfery osobistej, i ignoruje fakt, ze jest ci przykro.

      Nie tolerujesz odmienności. Dlaczego nie możesz przejść spokojnie nad faktem, że córka nie lubi owoców? Nie lubi i już. Zakładam, że ogólnie odżywiacie ją zdrowo. Jeśli nie, to jest poważny temat do naprawy, a nie do śmichów-chichów.

      Ojciec dzieci powinien diametralnie zmienić swoje zachowanie. Jak już ktoś napisał - takich zachowań nie powinno się tolerować nawet u dzieci koleżanek itp., a on spokojnie patrzy, jak jego własne dają popis chamstwa. Gdyby mój mąż wykazał się takim olewactwem, gdy jego żonę obrażają, to miałabym z nim bardzo poważną rozmowę, w której dałabym mu odczuć, jakbardzo zabolało mnie jego zachowanie.

      Czy kiedykolwiek domagałaś się przeprosin za niedopuszczalne zachowanie? Czy przeprosiny oraz obietnica, że "nigdy więcej tego nie zrobię" były warunkiem czegokolwiek (np. "póki nie przeprosisz, to...", choćby np. zakaz na komputer miał trwać miesiącami?)? Czy kiedykolwiek ustaliliście z mężem zasady panujące w domu? I zakomunikowaliście jasno dzieciom? Tak, żeby wiedziały, które sprawy podlegają negocjacjom, a które nie? Piszesz, że sama tracisz orientację, czy np. powinnaś się droczyć z dziećmi. Odpowiedź brzmi: zależy, o co. Np. o dokładkę deseru można, bo to błaha sprawa, ale o pójście do dentysty już nie. Czy dzieci w ogóle mają jakiekolwiek wyobrażenie hierarchii ważności spraw? Czy wydaje im się, że siódma jedynka w tym miesiącu i nieodstawienie kubka do zlewu to taka sama kategoria, bo o jedno i drugie mama tak samo "huknie"?

      Właśnie, a propos "huczenia". Sama przyznajesz, że podnosisz głos i to często, a od dzieci spodziewasz się cywilizowanej komunikacji i kulturalnego rozwiązywania problemów. A od kogo one niby mają się tego nauczyć?

      Minimalne zadbanie o siebie na pewno pomoże, poczujesz się pewniej. Nie muszą być zaraz szpilki i garsonka, ale rodzinie dobrze zrobi zobaczyć, że masz jakieś standardy dot. samej siebie.

      Na początek radzę długą i poważną rozmowę z mężem na temat zasad panujących w waszym domu. Możecie sobie rezultaty tej rozmowy spisać na kartce, albo w komputerze. Oboje musicie się w niej do wielu rzeczy zobowiązać (niestety, rodzice mają więcej obowiązków od dzieci). Takim zobowiązaniem może być np. "jeśli komuś jest przykro, powinien o tym wyraźnie powiedzieć" oraz "jesli ktoś wyrządził drugiemu ból, to powinien przeprosić" "jeśli ktos podnosi głos, to jest koniec rozmowy" itd. I musicie się tego oboje trzymać, już na zawsze. To nie może być świstek, który za dwa tygodnie pójdzie w zapomnienie.

      Po drugie, musicie trzymać coś, co ktoś nazwał "wspólnym frontem przeciwko dzieciom". I nie może być to zdawkowe "zrób, jak matka mówi" rzucone znad talerza albo "niech ci to ojciec wytłumaczy". Jeśli np. mówisz "wynieś śmieci" a dzieciak stawia nieuzasadniony opór, to ojciec dodaje "wynieś śmieci" i jeszcze coś do tego, np. jakie będą konsekwencje niewyniesienia śmieci. To ma być "my, rodzice mówimy", a nie "(zrób, jak) matka mówi".

      Kiedy już ustalicie zasady, pora zakomunikować je dzieciom. Czyli siadacie wszyscy razem, z zapasem wolnego czasu (nie można zaczynać takich rozmów o 21.00 albo na pół godziny przed rozpoczęciem ulubionego serialu). Komunikujecie dzieciom zasady. Możecie zapytac je o opinię i wprowadzić pod ich wpływem pewne, niewielkie, zmiany, ale macie im wyraźnie dać do zrozumienia - to wy ustalacie zasady, a one mają się dostosować. Tu nie ma miejsca na droczenie się. Może być miejsce na rzeczowe argumenty, ale nie ma gwarancji, że weźmiecie je pod uwagę. Wprowadzenie ustalonych zasad jako takie nie podlega dyskusji.

      Potem wszyscy (wy też!) podpisują ten rodzinny kontrakt. A potem już tylko żelazna konsekwencja. System nagród i kar (nagrody są bardzo ważne, nie zapomnijcie o nich).

      Przy okazji można przerobić sprawę obowiązków domowych. Przedstaw dzieciakom listę obowiązków domowych, niech sobie wybiorą, co chcą robić. Wyznacz poziom minimalny, np. "minimum trzy rzeczy" albo "przynajmniej jedna rzecz, którą się robi codziennie". I odtąd interesuje cię tylko to, czy obowiązki są spełniane w ogóle. Przyznaj, że to lepsze, niż spontaniczne odrywanie dziecka/męża od aktualnej czynności, bo właśnie trzeba skoczyć po ziemniaki/ zmyć talerze/ wyprowadzić psa. Podział obowiązków przypomni wszystkim, że nie jesteś służącą i że za domowy dobrostan odpowiedzialni są wszyscy.

      Sądzę, że opisane wyżej rozmowy (z mężem, wspólna z dziećmi) dobrze byłoby przeprowadzić przy pomocy psychologa - specjalisty od mediacji rodzinnych. Ale jeśli nie możecie (finanse, brak specjalisty w waszej miejscowości), to sami też powinniście dać sobie radę.
    • d.o.s.i.a Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 14:54
      Mam szczegolna alergie na takie podsmiewajki rodzinne. Jako dziecko, z racji chyba bycia najmlodsza w stadzie, dawalam po sobie jezdzic jak po lysej kobyle, jako nastolatka potrafilam ku... rzucic przy stole i kazac sie wszystkim ode mnie odpie...c. Dopiero wtedy gdy wszystkim szczeki zamieraly - konczylo sie wysmiewanie, wiec byl to JEDYNY sposob. I nie, nie wynikalo to z mojego zlego wychowania, a ze zwyklej frustracji i braku mozliwosci obrony przed takimi debilnymi zachowaniami. I tak, czesto mialam ochote przylozyc matce i ojcu i kazdej innej osobie uczestniczacej w takim zachowaniu.

      Dzieci doskonale wyczuwaja, czy zarty sa zwykle, serdeczne, czy podszyte ironia i poblazliwe. A niestety nikt nie lubi sie czuc traktowany jak ciele. Brak mozliwosci obrony rodzi agresje. Zawsze. Pol biedy jak dziecko jeszcze tej agresji da upust, bo jak kumuluje to albo choroba psychiczna, albo problem z prawem murowany.

      Wysmiewanie sie z corki obrzydzenia do owocow. No coz, ludzie maja rozne fobie, ale powiedz co masz na celu podsmiewajac sie z niej? Wyleczysz tym corke, czy jak? Smiejac sie z niej okazujesz jej brak szacunku i ona Ci sie za to "odwdzieczy", wlasnie tak, jak mialas okazje zobaczyc. Masz z tym problem, ze ona nie je owocow? No nie je. I co z tego?
      • 71tosia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 20:54
        opisany w koncu drobny incydent przy stole zwiazne z temat jablek stal sie motywem przewodnim by wyciagac jakies pietrowe wnioski na temat sytuacji rodziny a to ze matka permanentnie nie szanuje uczuc dziecka (???), a ze ojciec dysfukncjonaly no i cala rodzina praktycznie nadaje sie do leczenia psychiatrycznego etc etc.
        Ps A tak ogolnie w kwestii szacunku...wiekszoc rodzicow nastolatkow ma czasami wrazenie ze ich pozycja w systemie warosci dziecka jest nizsza niz ukochanego pieska czy kotka a napewno duzo nizsza niz znajomych, taki wiek. Ja z tym nie walcze, mam wystraczajaco duzo pewnosci ze jestem jednak kims waznym w zyciu corki, nawet jak ona czasami ma inne zdanie wink
        • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 21:21
          wiekszoc rodzicow nastolatkow ma czasami wrazenie ze ich pozycja w systemie warosci dziecka jest nizsza niz ukochanego pieska czy kotka a napewno duzo nizsza niz znajomych, taki wiek

          Ja nie odczuwam aby moja pozaycja w świecie wartości mojego nastolatka była dużo nizsza niż znajomych. Atrakcyjności towarzyskiej - i owszem.
        • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 17.11.11, 21:57
          Już się miałam nie odzywać, ale chciałam jeszcze podziękować Ci, Tosia, za ten post i trzeźwość myślenia. Dziś kiedy zaczęłam czytać pewne posty, wpierw byłam pełna podejrzeń, a w końcu nabrałam pewności, że wątek jednak nie dotyczy mojej rodzinysmile Cóż, internet ma swoje prawa...
          "Pomagającym" wielkie dzięki za ich trud. Z pewnością Wasze samopoczucie osiągnęło szczyt. Nie wiem na pewno, jak to się ma do Waszego życia, ale, jak powiadają mądrzy Indianie, im ktoś ma niższe poczucie wartości, z tym większą frajdą kopie no, może nie leżącego, ale bliźniego ogólnie.
          Pozdrawiamsmile
          • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 09:32
            Zdaniem Tosi to był drobny incydent. Ale ciekawa jestem, ile z mam doświadczyło ciągania za włosy przez 10-latkę i kopniaka w tyłek od nastolatka.
            Bo obawiam się, że naprawdę niewiele.
            Pocieszaj się dalej.
            • 71tosia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 10:32
              ja nie o tym pisalam... Pisalam o frontalnym ataku na autorke watku, ktory obserwuje w tej dyskusji, o generalizowaniu wtedy gdy nie ma sie do tego danych. Ja nie znam rodziny autorki a z tego co napisala, czytajac o pojedynczym incydencie, balabym sie twierdzic (i to z z taka latwoscia jak wiekszosc dyskutantek) ze mamie brakuje szacunku do uczyc dziecka a ojciec zupelnie sie dzieciakami nie interesuje. Czy wam sie nie zdarza powiedziec cos glupiego do dziecka mimo ze je kochacie i szanujecie, naprawde NIGDY? Czy wasz nastolatek NIGDY nie wybucha zloscia przy niedzielnym obiedzie bo nagatywne uczucia gromadza sie w nim przez caly tydzien (bo problemy w szkole, bo problemy w grupie rowiesniczej) bez specjalnego zwiazku z tym co sie przy stole dzialo, NIGDY? Nikt nie zuwaza ze syn jednak bardzo sie czul winny i przeprosil, ze corka tez na codzien sie tak nie zachowuje? Moze To-Fa ma problemy z dzieciakami ale nie ona jedna, brak szacunku ze strony nastolatka ktory 'uslugowo' traktuje rodzicow jest pewnie doswiadczeniem wielu mam i tatusiow. Ale ja po prostu nie widze podstaw do tego by ja tu obrazac, wypisujac niestworzone rzeczy o jej rodzinie i to wszystko apelujac w nastepnym zdaniu o poszanowanie uczuc innych.
              • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 10:44
                Mój nastolatek wybuchał złością nie raz , czasami z mojego powodu , czasami z powodu nagromadzonych złych emocji, ale nigdy nie posunął się do rękoczynów.

                W dodatku gdyby złapał mnie za włosy i ciągnął do tyłu, a małżonek by nie reagował , tylko sobie jadł zupę, uważałabym, że dzieje się coś bardzo złego w mojej rodzinie.

                Nawet gdyby się to zdarzyło jeden raz.
                • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 14:20
                  Tak sie zastanawiam...może ja to źle opisałam. Córka lubi sie wygłupiać. To syczenie i złapanie za włosy- przypominam, niebolesne i bez intencji by sprawić ból, było bardzo teatralne i nie traktowałam tego nigdy inaczej, jak przesadzony, nieprzemyślany, gruby żart. A wtedy rzeczywiście córka musiała sie czuć urażona uwagami przy stole. Dodam, że jest jeszcze mentalnie dzieckiem, temat chłopaków i całowania jest dla niej abstrakcyjny. Wiem o tym, bo córka jest bardzo związana ze mną i nie mam z nia większych problemów wychowawczych. Mąż powiedział potem, że widząc co sie dzieje, uznał, że poradziłam sobie dostatecznie sama i nie czuł, że musi interweniować. To, że on stoi jakby z boku to tez jego wiara we mnie i typowo męska filozofia: ty to zrobisz lepiej.
                  Zachowanie syna było beznadziejnie głupim odruchem, takim, że wpierw przestraszyło jego, zanim jeszcze wkurzyło mnie. Mam pewność, że nigdy tego nie powtórzy.
                  Piszecie, że sie usprawiedliwiam, że jestem zaślepiona. Ale zaryzykuję tezę, że znam lepiej moją rodzinę, niż Wy. Zachowania które opisałam były incydentami, zdarzyły się pierwszy raz, jak mam to wyrazić jaśniej? Piszecie, że nikt tu nikogo nie szanuje, wszyscy sie ze wszystkich naśmiewają. Gdzie tak napisałam? Nigdy nie naśmiewam się z dzieci, za bardzo pamiętam to z dzieciństwa. Tolerujemy żarty, lekkie docinki i uwagi, i nie mówcie, że to jest patologia! Wiem, że mamy problemy i z grubsza wiem, z jakiego powodu, jednak nie czuję, by moja rodzina była na skraju normalności, jak sugerują niektóre z Was. Gdybym była tak chora i nieświadoma, czy leciałabym prosic o pomoc obcych ludzi, robiłabym wiwisekcję na forum? To, że dzieci (tak, dzieci, nie nastolatki, mentalnie to są właśnie dzieci) posunęły sie do rękoczynów, to mój błąd. Za bardzo chciałam być i matka i przyjaciółką dzieci, bo bycie matką tak jak ja to pamietam kojarzyło mi się tylko z traktowaniem z góry, nieprzystępnością, ucinaniem wszelkich dyskusji, decydowaniem za dziecko, niebraniem pod uwagę jego zdania. Dlatego pytałam: jak to jest u Was? Na co dzieciom pozwalacie, na co nie, co uchodzi, co niedopuszczalne. Kilka postów było pomocnych i za nie jestem wdzięczna. Innych lektura była tak nieprzystająca do rzeczywistości i męcząca, że, wybaczcie pod koniec ją sobie w ogóle darowałam.
                  W sumie to wiem już, co robić. Zauważam teraz więcej drobiazgów w tym, co mówimy do siebie, jak się zachowujemy, to wszystko jest ważne. Również bardziej zdecydowanie temperuję rozmowy dzieci między sobą, bo często ocierają się o niezły hardkor.
                  I tyle. Pożaliłam się i juz jakby lepiej smile
                  • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 14:35
                    To, że on stoi jakby z boku to tez jego wiara we mnie

                    Jeżeli fakt, że w opisanej sytuacji małżonek stoi z boku tłumaczysz jak powyżej...
                    • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 14:40
                      Tak mówi. Z pewnością mu tak wygodniej, pewnie tez nie wyniósł dobrych wzorców z domu, ale to inny temat. Daleko nam do ideału.
                    • meaby Re: Moje dzieci mnie nie szanują 26.11.11, 14:25
                      O rany!
                      Jak oni sie mają z Tobą fajnie...rozumiesz??????

                      joa66 napisała:

                      > To, że on stoi jakby z boku to tez jego wiara we mnie
                  • d.o.s.i.a Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 14:42
                    > dy nie naśmiewam się z dzieci, za bardzo pamiętam to z dzieciństwa. Tolerujemy
                    > żarty, lekkie docinki i uwagi, i nie mówcie, że to jest patologia!

                    Chyba probujesz bardzo nie dostrzegac tego, ze dla Twojej corki to wcale nie sa lekkie docinki, skoro zrobila co zrobila. Nawet jesli bylo to teatralne.
                    Logika jest nieublagana - akcja z ciaganiem za wlosy zdarzyla sie po docinku. Jesli chcesz unikac takich akcji w przyszlosci, skoncz z docinkami...
                  • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 14:44
                    Czy córka powiedziała, jakie były jej intencje i co czuła, czy po prostu z założenia wiesz lepiej?
                    bo jeśli twoja wiedza wynika wyłącznie z założenia - cóż, być może rzeczywiście tylko się pocieszasz.

                    temat chłopak
                    > ów i całowania jest dla niej abstrakcyjny
                    Nawet jeśli temat jest tylko teoretyczny, nie oznacza to, że nie jest drażliwy. Dlatego naprawdę daruj sobie na ten nastoletni czas nawet najbardziej niezłośliwe żarty z wyglądu dzieci i ich zachowań. To nie sprawi, że będą mniej przejmowały się pryszczami czy też niedostatkami wyglądu - za to stracą do was zaufanie. I w przypadku naprawdę poważnych problemów będziecie ostatnimi osobami, które się o tym dowiedzą.
                    • to-fa Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 15:03
                      To ciekawe, że z docinka dotyczącego niejedzenia owoców wyciągasz wniosek, że żartuję z wyglądu dzieci...Wiesz, tak sie składa, że nigdy tego nie robię. A zachowanie? To się zdarza ale w formie żartu, nie wyśmiewania. I dziecko ma zawsze prawo się bronić/odgryźć.
                      Z każdym postem coraz bardziej się przekonuję, że rodzicielstwo jest jednak śmiertelnie poważną funkcją. Pomyślę nad tym.
                      • d.o.s.i.a Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 15:16
                        > howanie? To się zdarza ale w formie żartu, nie wyśmiewania. I dziecko ma zawsze
                        > prawo się bronić/odgryźć.

                        No to sie odgryzla przeciez. Wiec w czym problem?
                      • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 16:42
                        Dosia już wszak odpisała, że dziecię się odgryzło. wink Zgodnie z zasadami wpajanymi w domu.
                        W związku z tym nie rozumiem, dlaczego założyłaś ten wątek.

                        To się zdarza ale w formie żartu, nie wyśmiewania.

                        Żarty zabawne dla żartujących mogą być nieco mniej śmieszne dla tych, z których się żartuje. Nie jesteś drugą osobą, skąd zatem masz wiedzieć, co ona czuje? Zawsze istnieje możliwość, że przekroczysz granicę pomiędzy niewinnym żartem a wyśmianiem. Tak rozmawiać można z osobami, dla których nie jest problemem powiedzenie "Nie śmieszą mnie te twoje żarty, więc przestań", a nie z osobami, które zachowują się agresywnie. A twoja córka zareagowała agresją, bez względu na ewentualne usprawiedliwienia.


                        , że rodzicielstwo jest jednak śmi
                        > ertelnie poważną funkcją. Pomyślę nad tym.
                        Ja tam nigdy nie miałam przekonania, że jest to funkcja rozrywkowa. wink
                        • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 19:26
                          Ja tam nigdy nie miałam przekonania, że jest to funkcja rozrywkowa.


                          Oj, czasami bywa smile

                          Bywa, że nawet często
                          • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 09:47
                            No, w każdym razie dla rodzica nie jest to funkcja wyłącznie czy też głównie rozrywkowa. wink
                            • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 12:51
                              morekac napisała:

                              > No, w każdym razie dla rodzica nie jest to funkcja wyłącznie czy też głównie ro
                              > zrywkowa. wink

                              Nie chodzi o to, że to funkcja rozrywkowa tylko o to że wyczucie humoru i śmiech jest nader przydatny w procesie wychowania. Niejednokrotnie używam z dobrym skutkiem.
                      • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 20:57
                        Robisz docinki, bo jakieś zachowanie dziecka, w tym wypadku niejedzenie owoców, ci nie pasuje. Jaką ktokolwiek ma gwarancję, że nie będziesz robiła docinków bo nie spodoba ci się to, że córka chce mieć inną fryzurę niż tobie się podoba lub gdy córka będzie chciała trochę później wrócić do domu od koleżanki?
                        Równocześnie piszesz, że dziecko ma prawo się bronić/odgryźć. No i jak ci się "odgryzło" tak jak umiało to dałaś jej w tyłek.
                        I pamiętaj, że to, że ty uznajesz coś za żart, nie oznacza wcale, że twoja córka czy syn nie uzna tego za wyśmiewanie czy tzw. czepianie się.
                        • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 12:53
                          jakw napisała:

                          > Robisz docinki, bo jakieś zachowanie dziecka, w tym wypadku niejedzenie owoców,
                          > ci nie pasuje. Jaką ktokolwiek ma gwarancję, że nie będziesz robiła docinków b
                          > o nie spodoba ci się to, że córka chce mieć inną fryzurę niż tobie się podoba l
                          > ub gdy córka będzie chciała trochę później wrócić do domu od koleżanki?

                          Jest np. duża szansa że dzieciak nauczy się równie dowcipnych ripost i wszyscy razem się pośmieją.
                          • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 13:27
                            Takie riposty - zdaniem niektórych - to jest pyskowanie i brak szacunku dla matki. wink Poza tym riposty na temat 'mieszczenia się w kuchni' jakoś autorki nie rozśmieszyły. Akurat w jej sytuacji przydałby się pewnie wzrost poczucia humoru na swój temat.
                            BTW: moje poczucie humoru nie musi mi bardziej wzrastać przy moich dzieciach - jest wystarczające na moje potrzeby.
                            • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 18:35
                              morekac napisała:

                              > Takie riposty - zdaniem niektórych - to jest pyskowanie i brak szacunku dla ma
                              > tki. wink

                              Tu w przytoczonej sytuacji nie było riposty, tylko agresywny gest.

                              >Poza tym riposty na temat 'mieszczenia się w kuchni' jakoś autorki nie
                              > rozśmieszyły.

                              To nie była riposta tylko niezbyt miły akurat żart. tu matka powinna sie odciąć ripostą lub powiedziec że ten żart jej nie śmieszy.

                              > BTW: moje poczucie humoru nie musi mi bardziej wzrastać przy moich dzieciach -
                              > jest wystarczające na moje potrzeby.

                              mnie i mojego małżonka moja córka potrafi często bardzo rosmieszyć, nie tylko nas zresztą.
                              • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 20.11.11, 08:12
                                To nie była riposta tylko niezbyt miły akurat żart. tu matka powinna sie odciąć
                                > ripostą lub powiedziec że ten żart jej nie śmieszy.
                                Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - czyli od tego, czy z ciebie żartują, czy ty żartujesz.
                                Skoro To-fy nie śmieszą słowa syna (bo wjechał na drażliwy temat), to dlaczego z takim uporem broni tezy o tym, że jej żarty nikogo nie ranią? Reakcja córki - oczywiście, że niedojrzała i agresywna - wskazuje raczej na to, że dziewczę miało dosyć tych żartów.Czyli dziecku nie ma prawa być przykro, ale jej - jak najbardziej?
                                A jeśli 10-latka nie potrafi się dowcipnie odciąć, bo natura postąpiła jej tego talentu, to już do czasu wyprowadzki się z domu ma wysłuchiwać durnych uwag na temat fobii owocowej?

                                I w dodatku - te uwagi w żaden sposób nie rozwiążą problemu z niejedzeniem owoców, tak samo, jak wyśmiewanie się z długiego siedzenia w łazience nie rozwiążą nastolatka problemów z pryszczami (istniejącymi bądź nie ), a nawet nie muszą prowadzić do udostępnienia tej łazienki potrzebującym.
                                Wyśmiewanie kogoś też jest agresją.
                                • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 20.11.11, 09:09
                                  morekac napisała:

                                  >Czyli dziecku nie ma prawa być przykro, ale jej - jak naj
                                  > bardziej?

                                  Wydaje mi sie , że jednak chodziło o reakcję na tę przykrość a nie o sam fakt że jej było przykro.

                                  > A jeśli 10-latka nie potrafi się dowcipnie odciąć, bo natura postąpiła jej teg
                                  > o talentu, to już do czasu wyprowadzki się z domu ma wysłuchiwać durnych uwag n
                                  > a temat fobii owocowej?

                                  Nie ale nigdy nie jest za póżno na nauke. Ten talent sie nabywa wink

                                  > I w dodatku - te uwagi w żaden sposób nie rozwiążą problemu z niejedzeniem owoc
                                  > ów, tak samo, jak wyśmiewanie się z długiego siedzenia w łazience nie rozwiążą
                                  > nastolatka problemów z pryszczami (istniejącymi bądź nie ), a nawet nie muszą p
                                  > rowadzić do udostępnienia tej łazienki potrzebującym.
                                  > Wyśmiewanie kogoś też jest agresją.

                                  Z mojego doswiadczenia wynika co innego - jednak żarty pomagaja rozładowywać pewne rodzinne problemy lepiej niż powazne wkładanie czegos do głowy i nabożne tłumaczenie. Nie wiadomo przeciez jakby skończyło się ta scenka rodzinna, jeżli by matka zaczęła przemowę na temat korzyści jedzenia owoców. może jeszcze gorzej?....
                                  • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 20.11.11, 15:48
                                    mama303 napisała:

                                    > Nie ale nigdy nie jest za póżno na nauke. Ten talent sie nabywa wink
                                    Chyba nie w tej rodzinie...
                                  • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 20.11.11, 23:57
                                    Nie ale nigdy nie jest za póżno na nauke. Ten talent sie nabywa wink
                                    No, a jak go człowiek już nabędzie, to słyszy, że pyskaty i rodziców nie szanuje. wink Zauważ też, że dziewczyna jakoś go nie nabyła, pomimo wieloletniego treningu, a i mama chyba nie potrafi się celnie odciąć w kwestiach dietetycznych. Słowem - wszyscy stratni.

                                    Z mojego doswiadczenia wynika co innego - jednak żarty pomagaja rozładowywać pe
                                    > wne rodzinne problemy lepiej niż powazne wkładanie czegos do głowy i nabożne tł
                                    > umaczenie. Nie wiadomo przeciez jakby skończyło się ta scenka rodzinna, jeżli b
                                    > y matka zaczęła przemowę na temat korzyści jedzenia owoców. może jeszcze gorzej
                                    > ?....

                                    Humor tak, ale nie wyśmiewanie się z kogoś. Poza tym uważam, że nawet nabożne tłumaczenie komuś, kto ma zapewne fobię, można sobie odpuścić. Naprawdę szkoda śliny. Niejedzenie owoców nie grozi śmiercią ani kalectwem, zasadniczo jest obojętne moralnie - można wcale tego nie komentować.
                                    Ostatecznie - gdybyś nie jadała czegoś, zaś ktoś postanowił przekonać cię do tego, zwłaszcza za pomocą grubiańskich uwag, byłabyś wdzięczna tej osobie?
                                    • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 24.11.11, 19:05
                                      morekac napisała:

                                      >Zauważ też, że dziewczyna jakoś go nie nabyła, pomimo wieloletniego tre
                                      > ningu, a i mama chyba nie potrafi się celnie odciąć w kwestiach dietetycznych.
                                      > Słowem - wszyscy stratni.

                                      Nie wiadomo, znamy jednostkową scenke rodzinną.

                                      > Ostatecznie - gdybyś nie jadała czegoś, zaś ktoś postanowił przekonać cię do te
                                      > go, zwłaszcza za pomocą grubiańskich uwag, byłabyś wdzięczna tej osobie?

                                      Nie ale ostatecznie wolałabym żarty na ten temat niż poważne przemowy na temat wyższości jedzenia owoców na niejedzeniem owoców.
                                      • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 24.11.11, 21:53
                                        Ja bym wolała brak komentarzy. wink
                                      • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 24.11.11, 21:59
                                        Nie wiem, czy dokuczanie n/t diety jest takie jednostkowe. Ale mamę 'boli', niezależnie od tego, czy się odcina czy nie. Bo docinki mogą sprawić przykrość, jakkolwiek wydają nam się zabawne.
                                        • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 26.11.11, 09:29
                                          morekac napisała:

                                          > Nie wiem, czy dokuczanie n/t diety jest takie jednostkowe. Ale mamę 'boli', nie
                                          > zależnie od tego, czy się odcina czy nie. Bo docinki mogą sprawić przykrość, ja
                                          > kkolwiek wydają nam się zabawne.

                                          I wtedy jest czas żeby powiedzieć STOP, ten żart mnie nie bawi tylko sprawia mi przykrość anie rezygnowac z żartów w ogóle.
                                          Ja uważam mimo wszystko, że z żartów jest więcej pożytku niz szkody.
                                          • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 26.11.11, 15:02
                                            Myślisz, że to stop zostałoby uszanowane, skoro mamie nawet nie przyszło do głowy, że mogła przesadzić ze swoim 'niespecjalnie złośliwym żartem'?
                                            • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 26.11.11, 17:05
                                              morekac napisała:

                                              > Myślisz, że to stop zostałoby uszanowane, skoro mamie nawet nie przyszło do gło
                                              > wy, że mogła przesadzić ze swoim 'niespecjalnie złośliwym żartem'?
                                              Tak, myslę, że jednak mama celowo dziecku przykrosci robic nie chciała.
                                              • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 27.11.11, 08:22
                                                Nawet jeśli nie chciała, to pewnie zrobiła. Ale jest usprawiedliwiona, wszak chciała ją tylko wychować. I nauczyć jedzenia jabłek.
                                                • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 27.11.11, 08:36
                                                  Jak dla mnie jest usprawiedliwiona, jestem pewna że nie działała celowo aby dziecku przykrośc sprawić.
                                  • d.o.s.i.a Re: Moje dzieci mnie nie szanują 22.11.11, 16:43
                                    > Nie ale nigdy nie jest za póżno na nauke. Ten talent sie nabywa wink

                                    Psychologicznie, sztuka odgryzania to nie blysk inteligencji talent, ktory warto nabyc, tylko zwykly mechanizm obronny. Ludzie, ktorzy odcinaja sie najpiekniej, to Ci, ktorzy maja najwiecej problemow ze soba.



                                    > umaczenie. Nie wiadomo przeciez jakby skończyło się ta scenka rodzinna, jeżli b
                                    > y matka zaczęła przemowę na temat korzyści jedzenia owoców. może jeszcze gorzej
                                    > ?....


                                    A musiala w ogole poruszac ten temat??
                                    • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 24.11.11, 19:01
                                      O nie, nie zgodze się. Błyskotliwie odgryźć sie sami z siebie potrafia tylko ludzie inteligentni i ze sporym dystansem do siebie. Byle uwaga czy żart na ich temat nie przesłania im zdolnosci myslenia wink
                                      • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 24.11.11, 21:54
                                        ze sporym dystansem do siebie.
                                        nawet najbardziej zdystansowane wobec siebie nieco podrośnięte dzieci i nastolatki mogą mieć go za mało. Nie tyle z powodu braku ćwiczeń, co wieku.
                                        • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 26.11.11, 09:31
                                          morekac napisała:

                                          > ze sporym dystansem do siebie.
                                          > nawet najbardziej zdystansowane wobec siebie nieco podrośnięte dzieci i nastola
                                          > tki mogą mieć go za mało. Nie tyle z powodu braku ćwiczeń, co wieku.

                                          ja mam inne zdanie na ten temat. Jest mnóstwo dorosłych któryz kompletnie nie maja do siebie dystansu. To nie wiek!
                                          • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 26.11.11, 11:24
                                            mama303 napisała:
                                            > Jest mnóstwo dorosłych któryz kompletnie nie maja do siebie dystansu.
                                            Ale jesteś pewna, że to skutek tego, że nie edukowano ich żartem? A może właśnie się z nich nabijano?
                                            • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 26.11.11, 17:08
                                              jakw napisała:


                                              > Ale jesteś pewna, że to skutek tego, że nie edukowano ich żartem?

                                              Tak przypuszczam, w wielu rodzinach panuje naboznie poważna atmosfera. Ludzie nie umieja żartować i śmiac sie z siebie.

                                              >A może właśni
                                              > e się z nich nabijano?

                                              O widzisz Ty juz piszesz o nabijaniu się. Nie znasz pojęcia żartów? Pewnie nie.....

                              • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 20.11.11, 15:22
                                mama303 napisała:
                                > To nie była riposta tylko niezbyt miły akurat żart. tu matka powinna sie odciąć
                                > ripostą lub powiedziec że ten żart jej nie śmieszy.
                                I gdyby po prostu mówiła, że ją coś nie śmieszy to może córka też by mówiła zamiast łapać matkę za włosy, a syn przed kopniakiem zreflektowałby się, że matkę niekoniecznie musi śmieszyć to samo co jego.
                          • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 20.11.11, 15:18
                            mama303 napisała:
                            > Jest np. duża szansa że dzieciak nauczy się równie dowcipnych ripost i wszyscy
                            > razem się pośmieją.
                            Czego nauczyła się już córka odnośnie ripost to można było przeczytać chyba nawet w 1-szym poście wątku.
                            I skoro mama jakoś nie nauczyła się śmiać po dowcipnych uwagach syna nt zmieszczenia się w kuchni (więcej, mam nawet wrażenie, że całkiem banalny tekst informujący, że mogłaby się ciut przemieścić, mogła zinterpretować jako uwagę nt swojej nieistniejącej "puszystości") lub jego szczeniackich gimnazjalnych kawałach to ja bym jednak nie oczekiwała tego od jej 10-letniej córki.
                  • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 19:32
                    Ja Ciebie troche rozumiem ponieważ jak pisałam u mnie żarty z siebie sa dozwolone. Ważne natomiast jest nieprzeraczanie pewnych granic i o tym powinniście poprostu umieć powiedzieć sobie. Takim żartem niedopuszczalnym jest ciąganie matki za włosy, choćby i teatralne. Zwróciłas uwagę OK, mi tu zabrakło powiedzenia córce, że jeżeli Twój żart jej nie pasował, to mogła poprostu to powiedzieć.
                    Co do koniecznosci wkraczania taty z konflikt: matka dziecko to nie jestem przekonana. Ja osobiscie tego nie lubię. Jak mam konflikt jakis z córką to nie chce aby mój małżonek sie wtracał bo radze sobie, Ty tez chyba sobie poradziłaś, Po co jeszcze trzy grosze taty???

                    Tak się strasznie nie przejmuj, macie takie luźne układy i tylko trzeba pilnowac żeby dzieciaki nie przekraczały pewnych granic, bo o to łatwo!
                    • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 09:58
                      żarty z siebie sa dozwolo
                      > ne.
                      Z siebie jak najbardziej można żartować - nikt ci tego nie broni. Niemniej uważałabym z żartowaniem z innych członków rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem dorastającego potomstwa. Być może po 8- czy 9-latce to spłynie jak po kaczce, ale po 10-latce - niekoniecznie. Tu już w grę wchodzą hormony, drażliwo-płaczliwe nastroje i ogólne niezadowolenie z tego padołu łez.
                      • mama303 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 12:48
                        morekac napisała:

                        > Z siebie jak najbardziej można żartować - nikt ci tego nie broni. Niemniej uważ
                        > ałabym z żartowaniem z innych członków rodziny, ze szczególnym uwzględnieniem d
                        > orastającego potomstwa. Być może po 8- czy 9-latce to spłynie jak po kaczce, al
                        > e po 10-latce - niekoniecznie. Tu już w grę wchodzą hormony, drażliwo-płaczliwe
                        > nastroje i ogólne niezadowolenie z tego padołu łez.

                        Chodziło mi oczywiscie o siebie nawzajem. Ja zasadniczo jestem innego zdania odnosnie tych żartów, według mnie wskazane są i czesto wręcz oczyszczaja różne cięzkie atmosfery. ja w ogóle polecam spora dawke humoru na swój temat i na temat innych. Oczywiscie to wszystko musi miec rece i nogi i klasę. żartem nie jest coś co komuś innemu sprawia przykrość, wprawia w zakłopotanie itd. Ale mieć dystans do siebie to jest naprawde przydatna sztuka w życiu. Polecam ćwiczyć w gronie najbliższych smile
                        • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 13:17
                          Dystans do się mam jak najbardziej. Ale naprawdę nie był ćwiczony wskutek docinków od rodziców czy od kogokolwiek. wink
                          Dzieci mają częściowo (tzn. jedno ma, a drugie -jeszcze taki sobie). Odcinanie się ćwiczą na sobie, wystarcza. Ewentualnymi docinkami ze strony współuczniów raczej się nie przejmują (jeśli takowe je spotykają) - a to był jeden z podstawowych argumentów 'za żartowaniem z dzieci'.
                          A że wątkotwórczyni chyba przesadziła z żartami, świadczy reakcja córki.
                          • 71tosia Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 14:03
                            wcale nie koniecznie... i doroslym i dzieciom zdarzaja sie wybuchy zlosci 'bez zwiazku'. Tak pierwszy z brzegu przyklad, ktory mi przychodzi do glowy pamietacie te scene z rodzinka.pl kiedy kozuchowska wydziera sie na swa filmowa mame w czasie niedzielnego spokojnego obiadu bo ta ciagle nie moze zapamietac ze skype to skype, i co to byl powod? Czy to znaczy ze relacje w tej filmowej rodzinie sa paskudne? Nie po prostu rola mamy (a tez i dziecka i ucznia i pracownika) bywa stresujaca czasami mamy wszystkiego dosyc a ze rodzina jest wlasnie pod reka to odlamki wybuchu gniewu leca w nasza strone. Dziecko nasyczalo to nasyczalo, ciagnac za wlsosy nie powinno, trzeba konsekwentnie powtarzac dzieciakowi co dozwolone a co nie i tyle. A poczucia humoru, uzywania dowcipu w relacjach z innymi, podchodzenia z dystansem do wlasnych i cudzych problemow trzeba sie uczyc w domu i to od rodzicow i to od najmlodszych lat, bo jak nie to gdzie?
                            • joa66 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 14:14
                              Matka żartuje z córki, ta ciągnie ją za włosy, ojciec nie reaguje, bo ma zaufanie do żony, za to syn kopie ją w tyłek.

                              No to fajnie, że wszyscy sie ubawili . Ja mam chyba inne poczucie humoru. Ale najwazniejsze, że rodzina dobrze się czuje i bawi ze sobą i ma do siebie dystans.

                              p.s. Nie bardzo rozumiem intencje przy zakłądaniu wątku, ale to w sumie nieważne.

                  • jakw Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 21:18
                    to-fa napisała:

                    > To syczenie i złapanie za włosy- przypominam, niebolesne i bez intencji by sprawić bó
                    > l, było bardzo teatralne i nie traktowałam tego nigdy inaczej, jak przesadzony,
                    > nieprzemyślany, gruby żart.
                    Więc dlaczego dałaś jej w tyłek i założyłaś wątek na forum?
                    Czy nie lepiej usiąść z rodzinką i ustalić, że od tego momentu, gdy komuś nie odpowiada śmieszny dla innych dowcip na jego temat to zamiast ciągnąć za włosy/dawać w tyłek po prostu informuje o tym żartownisiów i jego zdanie jest po prostu szanowane?


                    > Zachowanie syna było beznadziejnie głupim odruchem, takim, że wpierw przestrasz
                    > yło jego, zanim jeszcze wkurzyło mnie. Mam pewność, że nigdy tego nie powtórzy.
                    Względem ciebie - na pewno. Ale ciekawe ilu jeszcze kolegów kopnie...

                    > Zachowania które opisałam były incydentami,
                    > zdarzyły się pierwszy raz, jak mam to wyrazić jaśniej?
                    Bo to dość znamienne te incydenty...

                    >Tolerujemy żarty, lekkie docinki i uwagi, i nie mówcie, że to jest patologia!
                    Bo wasza tolerancja żartów polega na waleniu lub kopaniu w tyłek, ciągnięciu na włosy i stwierdzeniu "Ja się nie mieszam"

                    > To, że dzieci (tak, dzieci, nie nastolatki, mentalnie to są właśn
                    > ie dzieci) posunęły sie do rękoczynów, to mój błąd.
                    Bo nastolatki takie są - nastoletnie, a mentalnie trochę dzieci. Jednal traktowanie ich jak dzieci może być błędem, tak samo jak traktowanie ich jak dorosłych.
                  • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 20:25
                    Opisałaś pewną sytuację, spodziewając się chyba reakcji w rodzaju "jesteś wspaniała matką, tylko nie znasz magicznego tricku, który sprawi, że twoje dzieci zaczną się zachowywać jak ludzie, ale zaraz cię nauczymy". Tymczasem dostałaś odpowiedzi jasno wskazujące na błędy, które popełniłaś, a także (co zapewne jest dla ciebie trudniejsze do przyjęcia) na analogie między zachowaniem dzieci a twoim własnym.

                    Teraz, gdy widać, że problem jest duży, próbujesz wycofać się chyłkiem, że to tylko takie żarciki były. Bo gdybyś przyznała, że tak, sprawa jest poważna, to musiałabyś zacząć zmiany od siebie, przepracować relację z mężem itd., a to jest trudne. Dużo łatwiej jest udawać, że to nic takiego, to, co spowodowało tego pierwszego posta.

                    Teraz, gdy minęły pierwsze emocje, które skłoniły cię do napisania na forum, próbujesz odkręcić to, co napisałaś. A w życiu tak nie ma, nie można decyzji opierać na tym, co się aktualnie czuje - np. zdenerwowałaś się na córkę, to jej przylałaś, a jak ci przeszło, to postanowiłaś nie widzieć problemu.

                    Odniosę się do kilku rzeczy z twojego najnowszegpo posta:

                    temat chłopaków i całowania jest dla niej abstrakcyjny

                    Niezupełnie. Do abstrakcji nie miewa się tak emocjonalnego podejścia. 10 lat to wiek, gdy dzieciaki izolują się od płci przeciwnej, a sprawy seksu uważają za coś lekko obrzydliwego (i nie jest to kwestia wychowania religijnego itp. po prostu taka faza rozwojowa). W tym wieku największym obciachem dla takiej dziewczynki jest, gdy koleżanka zawoła "a X całowała się z Z, chi chi". Twoje niewinne (z punktu widzenia osoby dorosłej) żarciki są dla niej właśnie takim obciachem.

                    Mąż powiedział potem, że widząc co sie dzieje, uznał, że poradziłam sobie dostatecznie sama i nie czuł, że musi interweniować

                    Brzmi jak wykręt, żeby nic nie robić. Takie typowe "ty to zrobisz lepiej". A prawda jest taka, że lepszym ojcem niż ojciec dzieci nie będziesz, a córką szarpiącą matkę za włosy to właśnie ojciec powinien się zająć.
                    Chyba dobrze byłoby powiedzieć mężowi, że SAMA sobie nie poradzisz, że to jest zadanie dla dwojga rodziców.

                    typowo męska filozofia: ty to zrobisz lepiej.

                    Typowo męska? Nie obrażaj prawdziwych mężczyzn. Jest to typowa filozofia olewaczy płci obojga: pana, któremu nie chce się przewinąć dziecka, pani, której nie chce się zmienić wbić gwoździa, dziecka, które żąda od rodziców asysty przy robieniu pracy domowej itd. Typowa spychologia, poparta tanim pochlebstwem, nic więcej.

                    Nigdy nie naśmiewam się z dzieci (...) Tolerujemy żarty, lekkie docinki i uwagi

                    Jak w takim razie rozumieć kwestię a) twoich uwag, na które córka zareagowała jak opisano, b) uwag syna o twojej rzekomej otyłości? Skoro to NIE jest naśmiewanie się, to co? A czy twoje nazywanie uwag syna "brakiem szacunku" i pytanie na forum, co z tym zrobić, to jest "tolerowanie żartów"? Coś mi się tu nie zgadza.

                    I jeszcze jedno - to nie ty ustalasz, czy dany żart jest "lekki", tylko osoba, z której żartujesz. Co dla ciebie jest śmieszne, dla obiektu żartów może być bolesne.

                    To, że dzieci (...) posunęły sie do rękoczynów, to mój błąd. Za bardzo chciałam być i matka i przyjaciółką dzieci

                    Nieszanowanie granic fizycznych i kary cielesne, a także brak dojrzałej, zdecydowanej reakcji, uważasz za bycie "przyjaciółką dzieci"? Bo to jest przyczyną tego, że twoje dzieci nie uznają czegoś takiego, jak dystans fizyczny między członkami rodziny. Chyba że za "bycie przyjaciółką dzieci" uważasz zniżanie się do poziomu ich rówieśników? Bo niektóre twoje zachowania są właśnie na tym poziomie (vide moje uwagi o komunikacji).

                    Na co dzieciom pozwalacie, na co nie, co uchodzi, co niedopuszczalne.

                    Najpierw może zastanów się samodzielnie, co jest dla ciebie istotne, a co warto odpuścić. Wtedy intuicyjnie będziesz wiedziała, z czego możesz pozwolić dzieciom żartować, w czym możesz im ustąpić, co mogą negocjować, a co mają przyjąć bez gadania. Dopuszczalność zachowania zależy od wagi sprawy z tym związanej, a to dla każdego wygląda inaczej (np. dla niektórych końcem świata jest jednorazowe niepójście przez dziecko do kościoła, a dla niektórych dopiero powtarzanie klasy).

                    Np. jeśli żarty z sylwetki są dla ciebie przykre, to już jest powód, żeby je krótko ucinać, chociażby kilkadziesiąt osób na forum napisało "e tam, kilka fałdek to nic takiego, niech się dzieciak pośmieje".
              • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 13:09
                Czasem jest tak, że jeden incydent świadczy wystarczająco o tym, że coś jest nie tak. Jeśli w ogóle dochodzi do czegoś, do czego nigdy dojść nie powinno, jeśli to coś było w jakikolwiek sposób możliwe, to znaczy, że problem istnieje.

                Jeśli mężowi leży na sercu dobro żony, to nigdy, przenigdy nie puści płazem tego, że ktoś ją kopnął w tyłek. A zwłaszcza ich wspólny syn, w wieku, gdy potrzebuje męskiej ręki. I jeśli jest w stanie olać taki incydent choć raz, to nie znaczy, że był zmęczony albo zajęty, tylko, że ma coś nie tak z hierarchią wartości.
              • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 13:55
                Moim nastolatkom zdarzają się wybuchy złości czy tez mnie zdarza się powiedzieć coś głupiego - ale jeszcze nie zdarzyły się im rękoczyny mniej lub bardziej złośliwe. Niemniej ja też na uwagę "ciebie to smieszy? Bo mnie niekoniecznie" nie zapieram się, że ewentualny żart był niespecjalnie złośliwy i że dziecię trzeba hartować, tylko po prostu mówię "przepraszam, nie chciałam cię urazić".
          • alpepe Re: Moje dzieci mnie nie szanują 18.11.11, 10:19
            ależ jesteś zaślepiona. Szukasz postów na swoją obronę, zamiast zmierzyć się z rzeczywistością.
            • asocial Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 01:54
              podejrzewam, ze gdyby kazde z nas opisalo pod wplywem emocji chociaz jedna z gorszacych scen z wlasnego zycia, to cale forum okazaloby sie byc banda patologicznych idiotow.

              blad autorki polega na tym, ze zbyt dosadnie opisala problem. Niewatpliwie jakis tam problem jest, ale nie sadze, zeby az tak tragiczny jak uwaza wiekszosc w tym watku.

              To-fa, na przyszlosc lepiej nie szukaj pomocy na forum, tylko w swiecie rzeczywistym. Albo wykorzystah kilak dobrych rad, ktore tobie tutaj podano. Forumowy swiat polega na tym, ze jutro ktoras z tych idealnych matek po psychologii kuchennej napisze pod roboczym nickiem, ze nie kocha wlasnego dziecka/ uderzyla je/ dziecko chodzi na wagary, albo cokolwiek innego na jakims innym forum.
    • saguaro70 Re: Moje dzieci mnie nie szanują 19.11.11, 21:01
      Zacznę od męża. Wiesz kim, jest.. Dupą wołową, która wychodzi z założenia, że skoro krzyknęłaś to sprawa załatwiona. Bo Ty zrobisz lepiej. A powinnaś męża dobrze objechać, żeby nie umywał rąk.
      Pierwzym krokiem jest psycholog, i to natychmiast. W Twojej rodzinie dobrze się nie dzieje. Bo skoro córka tak zareagowała na żart o całowaniu to..... na bank już się calowała. Nie uwierzę, że 10letnia dziewczynka tak reaguje bez powodu. Trafiłaś w czuły punkt córki. Jeśli się całowała to nie wróży to nic dobrego, szczególnie w tym wieku.
      Syn kopnął CiĘ w tyłek.. Powinnaś strzelić go w japę, tak, żeby przeleciał przez chałupę. Nie możesz żyć przesżłością, bo Twoja matka czy siostra były sukami. Nie musisz taka być, ale i pobłażać nie wolno. Wystarczyło raz go zdzielić i znalazłby miejsce w szeregu. A co jak Cię kopnie w zęby i je stracisz?
      Wprowadź grafik co kto robi. Kto wynosi śmieci, kto zmywa naczynia. Dzieci nie sprzatną? Zabierz komórki, komputer. Kiedyś bez tych gadżetów się żyło.
      Wiesz co zrobiła moja kumpela jak jej córka, wtedy 12 letnia zaczęła miec wymagania? Dziecko nie pomagało przy niczym. I kumpela razem z mężęm kupowali tylko chleb i dżem. Powiedzieli, że nie chciało im się pracować, więc dostali malutkie pensje i na nic ich nie stać.Oni jedli na mieście, a dziecko w domu chleb z dżemem. Tydzień czasu. Aż rzygała tym dzemem. Okrutne, ale zdało egzamin.
      Myślę, że za bardzo zrobiłas się idealna. Jesteś na pewno fajną kobietą, perfekcyjną panią domu. Zrobiłaś wszystko co można dla wszystkich dookoła. Ale popełniłaś jeden błąd. Zapomniałaś w tym wszystkim o swoich potrzebach. A po kiego grzyba stoisz i sporządzasz obiady? Wszyscy mają Cię gdzieś czym nardziej sie starasz.
      Zacznij troche zauważać swje potrzeby i miej zlew na pewne sprawy. Przestań nadskakiwać i mężowi, i dzieciom. Bo tak trzeba zrobić, skoro tak się zachowują, to ja też to wszystko pieprzę w czapkę i nie robię nic.
      A męża za łeb i do psychologa na terapię.
      Pozdrawiam cieplutko smilesmile
      • mgla_jedwabna Re: Moje dzieci mnie nie szanują 21.11.11, 15:32
        Dawno nie czytałam takich bzdur.

        Objechanie męża, czyli krzyki i pretensje, raczej do niczego konstruktywego nie doprowadzą. Co najwyżej utwierdzą osobnika w przekonaniu, że on jest do niczego, a żona wszystko potrafi lepiej. Czyli będzie dalej, jak jest.

        Dziesięciolatka przeżywa teksty o całowaniu, bo "już się całowała"? Tak, jak dorośli (a nie np. obśliniające się wzajemnie pod stołem przedszkolaki, bawiące się w kochanków z TV)? Czy ty na głowę upadłaś? Dziesięciolatkę krępują teksty o całowaniu właśnie dlatego, że jest to dla niej obca planeta, że kompletnie nie potrafi przejść do porządku dziennego nad samym pomysłem, że temat nie jest dla niej ani trochę oswojony. Spróbuj pożartować w ten sposób z siedemnastolatkami, taką randkującą księżniczką i taką szarą myszą oazową. Która wybiegnie z płaczem i dlaczego nie ta doświadczona?

        Syn kopnął CiĘ w tyłek.. Powinnaś strzelić go w japę,

        ...a wtedy syn też cię strzeli za parę lat. Odpowiadanie rękoczynami to prosta droga do tego, by kopiący dla żartu trzynastolatek zamienił się w bijącego po twarzy siedemnastolatka. Bo nikt mu nie wskazał innego wyjścia. Nikt nie pokazał, że jak dorośli ludzie powinni się do siebie odnosić. O takich agresywnych nastolatkach - chuliganach mówi się potem, że "wynieśli to z domu".

        Poza tym dzieciak uderzony przez matkę w twarz zyskuje w mojej opinii prawo do samoobrony, czyli do oddania. Ciekawe, co by mamusia powiedziała po takim oddaniu? "Nie wolno"? Klasyczny przykład do as I say not as I do.

        Zabierz komórki, komputer. Kiedyś bez tych gadżetów się żyło.

        Buty niech też zabierze. Jeszcze trzy pokolenia temu dzieci na wsi chodziły bez butów i jakoś żyły. Co to za argument? Komórka służy m.in. jako smycz, a czasem po prostu zapewnia bezpieczeństwo (można zadzwonić po pomoc, gdy coś się dzieje). Komputer nieraz jest niezbędny do odrobienia lekcji. Twoim zdaniem robienie z dzieci ubezwłasnowolnionych przygłupów uczyni z nich jednostki rozumne, wrażliwe, łagodne i uprzejme?

        Twoja kumpela pozbawiająca córkę właściwego wyżywienia jest klasycznym przykładem przemocy ekonomicznej. I to wyjątkowo obrzydliwej przemocy, bo dokonywanej na własnym dziecku. Czego się ta córka nauczyła po tygodniu niedożywienia jakościowego? Empatii? Brania pod uwagę dobra wspólnego? Uważności, planowania czasu (żeby np. ni odrywać się od zabawy w celu sprzątania)? Zamiłowania do czystości? Nie, mogła się co najwyżej nauczyć, że kto ma kasę, ma prawo pomiatać innymi kazać im spełniać swoje widzimisię (obowiązki domowe są właśnie rodzicielskim widzimisię dla dziecka, któremu nikt nie wytłumaczył, o cochodzi, tylko rozkazał je wykonywać).

        A po kiego grzyba stoisz i sporządzasz obiady?

        Po takiego grzyba, że sama się na ten układ zgodziła. Mąż przynosi pieniądze, ona zajmuje się domem. Twoje pytanie sugeruje, że wybranie roli gospodyni domowej oznacza z automatu rezygnację z własnych potrzeb oraz przyzwolenie na brak szacunku. Twoim zdaniem nie można gotować obiadów i być szanowanym?

        Bo tak trzeba zrobić, skoro tak się zachowują, to ja też to wszystko pieprzę w czapkę i nie robię nic.

        To jest równanie w dół. W ten sposób będzie nadal ten sam syf (dokuczanie, żarty, przemoc, olewanie męża), a dodatkowo brak obiadu itd. Rodzina tym bardziej poczuje się zwolniona z ludzkiego traktowania.

        Tymczasem szacunek należy się autorce wątku bezwzględnie, a nie tylko z wdzięczności za wykonywaną pracę. I odwrotnie - brak szacunku nie zwalnia nikogo z obowiązków.

        Generalnie, Saguaro - to co proponujesz, nakręciłoby spiralę problemów.
        • morekac Re: Moje dzieci mnie nie szanują 21.11.11, 19:59
          Spróbuj pożartować w ten sposób z siedemnastolatkami, taką randkującą księżniczką i taką szarą myszą oazową. Która wybiegnie z płaczem i dlaczego nie ta doświadczona?

          Ta, która pierwsza ucieknie, dowiedzie, że już uprawiała seks... wink

          .a wtedy syn też cię strzeli za parę lat.
          hmm, albo od razu odda. Na ojca może być jeszcze za maly, ale na matkę w sam raz...
      • d.o.s.i.a Re: Moje dzieci mnie nie szanują 22.11.11, 16:38
        > nie dzieje. Bo skoro córka tak zareagowała na żart o całowaniu to..... na bank
        > już się calowała. Nie uwierzę, że 10letnia dziewczynka tak reaguje bez powodu.
        > Trafiłaś w czuły punkt córki. Jeśli się całowała to nie wróży to nic dobrego,
        > szczególnie w tym wieku.


        big_grin Padlam big_grin
      • sabciasal Re: Moje dzieci mnie nie szanują 24.11.11, 12:25
        Dawno nie czytałam takich bzdur, naprawdę. dobrze, że nie doradziłaś jej jeszcze rozwodu i zerwania kontaktu z dziećmi. po obowiązkowym "daniu w japę" wszystkim członkom rodziny.

        a opowieści o tresowaniu dwunastolatki głodem, aż da się złamać....no cóż, naprawdę nie ma się czym chwalić. ta dziewczyna może podobnie potraktowac mamę i tatusia w przyszłości. Na starość też im wystarczy dżem, mają siedzieć cicho i nie wykazywać roszczeniowej postawy.
        • meaby autorko wątku 26.11.11, 15:33
          Nie wiem czy Ci się uda, odpowiednio przefiltrować napisane powyżej posty.
          W niektórych tak fajnie i konkretnie napisane jest co mogłabyś zrobić. Jak pomóc sobie.

          Pewnie zrobisz, jak ja kiedyś. Wybierzesz te w których ktoś, jak mogłaś odnieść wrażenie, Ci współczuje i Cię rozumie. Może będziesz nawet niektóre odbierała jako atak na siebie?

          I martwię się, że na tym stanie.
          A to nie tak.
          I nawet jestem pewna, że w Twojej rodzinie nic się nie zmieni sad.

          Szkoda. Cholera, normalnie szkoda mi Was.
          Nie da się zmienić ot tak.

          Pojęcie granice, dystans, nie dla wszystkich sa zrozumiałe sad. NIby tak ale..
          Z mojego osobistego doświadczenia, a też miewałam/miewam (z mężem) podobne problemy, wynika, że potrzeba czasu na zmiany, nie wiem, dojrzałości?

          Osobiście mi bardzo pomogła terapia.
          Zaczynałam od odbudowania własnej wartości, potem nauczyłam się nazywania uczuć, potem nauczyłam się odpowiedniego ich wyrażania.

          Teraz?
          Teraz mój trzylatek podchodzi i mówi: mama, tak mi dzisiaj smutno...

          Naprawiam błędy, nieuniknione ponieważ nie byłam dość dojrzałą mamą do wychowywania córki. Ma 9lat.
          W tym wątku jest wiele, masa właściwie informacji z których tez skorzystam i niektórym z Was jestem wdzięczna za praktyczne rady.

          Co ważne, mam podobnego męża do Ciebie, pracujemy nad jego "ty sobie sama świetnie dasz radę". Odnosimy powoli sukcesy.
          Gdybyś wiedziała jak jego, choćby znikoma uwaga po mojej w kierunku dziecka, które zachowało się niewłaściwie, zmienia zachowanie brzdąca!
          Dziewczyno! To działa cuda. Mały stanowczy gest.

          Ma to też swoje minusy wink
          Taki zmieniony mąż zaczyna "wtrącać się" w życie domowe i potrafi dość stanowczo i Tobie/Mnie, czyli kobiecie dać do zrozumienia,
          że z jego zdaniem tez powinno się liczyć wink. Robi się z niego facet wink
          No ale czyż nie tego chcemy? wink
          Jak ma dobre serce, jak mój, można sie dogadać. Czasem wink.
          I wierz mi, nie tłumacz go gdzie i w jakiej rodzinie był wychowywany.
          To bez znaczenie, bo go usprawiedliwiasz.

          W każdym bądź razie, jak facet się zmienia to na początku to przeszkadza, można się pogubić, skoro Ty?Ja miałyśmy decydujące zdanie odnośnie spraw domowych.

          Mój mąż tez nie lubi psychologicznych wykładów, lubi konkrety.
          NIe rozumie pojęcia granic a co dopiero wsparcia? Poważnie.
          Przekonują go właśnie konkrety.
          Daję mu znać że potrzebuję wsparcia, bo też wyłącza się czasami.
          Np. przy stole bardzo często. Mówię wtedy... Wojtuś...hello...jesteś?

          Chciałbym jeszcze pójść do psychologa żeby podpytać jakimi innymi sposobami uzmysłowić mężczyźnie, że jego rola jest ważna. No żeby się włączał i nie był ciągle "taaaki zmęczony..."
          To takie sprytne z jego strony - takie wyłączanie się smile.
          A jakie wygodne? smile Kiedyś spróbowałam smile.
          Warto mu uzmysłowić że to robi!
          I że odbija piłeczkę odpowiedzialności w Twoją stronę argumentem "zrobisz to lepiej".
          Mam małego mężczyznę. Mam w domu tez małą kobietę.
          Jest partnersko/przyjacielsko ale nie zawsze. Jest dyskusja. Ale jest też: pora do łóżek! Jest czas na żart ale są tez sprawy poważne. To tak - to nie.

          Wierz mi dziewczyno, wszystko się da.
          I nie jest za późno, choć moja mama mówi: dziecko wychowuje się do 3lat wink
          Jak zobaczysz pierwsze efekty - będziesz dumna, będziesz szczęśliwa, zapragniesz więcej..

          Aha, spróbuj nie dawać klapsów, też się da.
          Wyjdź lepiej. Pewnie to głupie ale moja 9latka stała ostatnio w kącie!
          Wiem, wiem, idiotyczne. Mały stoi 3minuty bo ma 3lata a ona 9minut.
          Poważnie zadziałało, lepiej niż na małego myślę. Uszanował mnie. Nie wyszła. Choć najpierw się naśmiewała. Spokorniała potem i przeprosiła.

          Wkurzasz się chyba troszkę bo nie lubisz swoich fałdek?
          Daj spokój! Lepiej mieć fałdkę, odpowiednio ją pozakrywać, po kobiecemu smile niż płaski twardy brzuch i chamskie dzieci.

          Życzę Ci powodzenia babko.
    • eleduerabe Ocknij się dziewczyno! 16.01.12, 18:46
      Literalnie mnie powaliło. Córka złapała Cię za włosy, syn kopnął, a Ty się zastanawiasz nad tym co źle zrobilaś? Wszystko źle zrobiłaś począwszy od faktu, że natychmiast w tym samym momencie nie zafundowałaś im jesieni średniowiecza w połączeniu z armagedonem. Symboliczny klaps? No błagam, to jakiś żart ponury. Czy jak obcy facet podejdzie do Ciebie na przystanku i szarpnie Cię w ten sposób za włosy, to ze zdziwieniem sprzedasz mu kuksańca, czy też potraktujesz to jak napad i prawdopodobną próbę gwałtu? Brak Ci choćby odrobiny szacunku dla samej siebie. Ty się nie szanujesz, a oni robią co chcą. Poczekaj jeszcze rok i dwa, a będziesz szczęśliwa, że córka nie złamała szczęki, a syn nie odbił nerki. Ocknij się dziewczyno!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja