czy dziecko potrzebuje ojca?

14.05.12, 17:10
Cześć,

jestem "ojcem" 11 miesięcznego Gabrysia.
Nie mieszkam razem z matką, ja mam taką pracę że codziennie siedzę w domu, matka synka niestety nie. Sytuacja wygląda tak, że ona wybrała niańkę zamiast mnie, nie wiem jak jej to przetłumaczyć że dziecko też potrzebuje ojca, ciągle kłócimy się o to, bo dla mnie bycie ojcem to nie widzenie się z synem raz w tygodniu po 3-5h. Synek rośnie i kształtuje mu się charakter, a mnie przy tym niema. Każda nasza rozmowa w sprawie niańki kończy się sprzeczką i tym że nie widzę się z synem tygodniami. Co w takim wypadku zrobić? Jak wytłumaczyć matce, że ojciec jest równie ważny w życiu dziecka jak matka?
To że jej przy nim nie ma to ma oznaczać też że i ja mam na tym tracić?
    • yoma Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 14.05.12, 17:38
      Skoro się nie możecie dogadać, to wystąp do sądu o ustalenie kontaktów.
    • morekac Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 14.05.12, 17:59
      Ale zdajesz sobie sprawę, że albo twoja praca albo opieka nad dzieckiem? Mama musi pracować, ty zdaje się - także. Praca z niemowlakiem w domu - nie jest tak łatwa, jak się tobie teraz wydaje. Jesteś pewien, że będziesz w stanie zająć się zawsze dzieckiem, kiedy jego mama będzie szła do pracy? 5 dni w tygodniu po minimum 9-10 godzin? Że nie nawalisz i nie zawiedziesz?
      Bo jeśli nie - dlaczego czepiasz się o nianię, a nie większą ilość kontaktów?
      • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 14.05.12, 21:20
        Ja dam sobie świetnie radę, moja praca jest na tyle elastyczna, że sam mogę ustalać sobie kiedy chcę pracować a kiedy nie dlatego czepiam się o niańkę, celowo szukałem takiej pracy abym mógł spędzać z synem jak najwięcej czasu.
        Popełniłem wiele błędów w życiu, ale w tej kwestii nie pomylę się, bo syna stawiam na pierwszym miejscu, a ciągłe oczekiwanie na jego przyjazd męczy mnie, nie potrafię pogodzić się z tym że ja siedzę sam w 4 ścianach a syn z niańką zamiast ze mną, a potem jak do mnie przyjadą raz w tygodniu albo i rzadziej to zaczynam znów poznawanie go od nowa tylko że w inny sposób, nie da się być ojcem raz w tygodniu ;/
        • joa66 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 07:25
          Nie wiem na jakich układach pracuje niania i co należy (i mogłoby należeć) do jej obowiązków, ale najlepszym rozwiązaniem byłoby chyba to, że zabierasz dziecko codziennie na spacer, a w tym czasie ona np ugotuje obiad czy posprząta.

          Zastanów się też czy niechęć matki Twojego dziecka nie wynika przypadkiem z tego, że po prostu Tobie nie ufa. Może nawet nie w kwestii opieki nad dzieckiem jako takiej, tylko tego, że np nagle zmienisz tryb pracy i nie będziesz mógł zaopiekować się dzieckiem a ona zostanie z problemem. Może kiedyś ją zawiodłeś?
          • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 08:52
            Niańka to jej kuzynka, jakie ma obowiązki to nie wiem. Czy gotuje obiady - możliwe, czy sprząta? raczej nie, bo zawsze gdy matka ma wolne i pytam czy przyjadą to słyszę że nie bo musi posprzątać...

            Dobre pytanie z tym czy mi nie ufa, wydaje mi się że tak, ale dla pewności jak się z nią spotkam to zapytam ją o to...
        • morekac Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 10:52
          Rozumiem, że sam możesz sobie ustalić, ale jeśli będziesz miał pilne zlecenie - to jaką dziewczyna ma pewność, że nie zawalisz i nie powiesz jej "Dzisiaj nie mogę, po prostu nie". Niania ma jedną podstawową zaletę - jest dyspozycyjna niezależnie od twojego nawału pracy, zaś przy dwójce pracujących rodziców jest po prostu logistyczną koniecznością.
          Nie czepiaj się, że jest niania i po co jest.
          • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 11:29
            Już kiedyś była taka sytuacja że miałem sporo pracy, ale odkładałem ją na poranek i na wieczór, poza tym są jeszcze dziadkowie. Takie zlecenie to nie przeszkoda dla mnie. Ja uważam że powinno być matka, ojciec, babcia, druga babcia i dopiero niańka...
            • morekac Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 12:22
              Już kiedyś była taka sytuacja że miałem sporo pracy, ale odkładałem ją na poran
              > ek i na wieczór,
              A przez ile czasu? Najbliższe 2,5 roku pociągniesz w ten sposób?

              poza tym są jeszcze dziadkowie.
              Istotniejsze od tego, co ty sądzisz na ten temat, jest to co myślą babcie w kwestii tej opieki. Wcale nie muszą być chętne do opieki nad waszym dzieckiem - nie chcę cię martwic, ale nawet kobiety w 'podeszłym' wieku lat 50-60-ciu mają swoje życie, swoją pracę zawodową i mogą nie być dyspozycyjne z godziny na godzinę.
              Niania jest bardzo przydatną instytucją - zwłaszcza w waszej sytuacji - nie jesteście razem i nie dogadujecie się na bieżąco. Naprawdę mama twojego syna nie ma żadnej gwarancji, że się nie wypniesz z dnia na dzień i ona będzie musiała stawać na rzęsach, aby dziecku zapewnić opiekę. Ty też nie będziesz stawał na rzęsach, kiedy jej coś w robocie wypadnie, ty będziesz musiał zająć się swoją pracą i będziesz się pieklił, że jeszcze nie przyjechała.
              Dobra, zaufana niania to skarb. Zaproponuj może, że niania będzie pracowała trochę mniej, ty zaś z chęcią zajmiesz się dzieckiem przez godzinę czy dwie codziennie. Niemniej niani też nie opłaca się pracować mniej niż ileś tam godzin.
              • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 13:51
                Mojej mamie pasuje każdego dnia, jej mamie co drugi miesiąc, zarówno jedna jak i druga nie robi problemu, gdy zostaną poproszone aby zostać z nim. Zdarzały się takie sytuacje wcześniej gdy pokrywały się nam zjazdy na uczelniach.... Dwie czy trzy godzinny dziennie to nie jest dobre ani dla niańki ani dla mnie, bo to jest krótka chwila...
                • verdana Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 14:41
                  Problem w tym, ze rzeczywiście - dziecko potrzebuje ojca, ale Twoja ex absolutnie nie potrzebuje codziennego kontaktu z Tobą, a rozwiązanie, jakie proponujesz, to faktycznie ciągła obecność w jej życiu. Codzienne - co najmniej dwukrotne spotkania, uzgodnienia, Twoja obecność w jej mieszkaniu - bo dzieci chorują, nie bedzie wywozić z domu chorego synka. Ty będziesz wiedział, kiedy wychodzi, kiedy wraca, kiedy chce wyjść, bo umowiła się na randkę. To praktycznie uniemożliwia Twojej ex rozpoczecie nowego, samodzielnego zycia.
                  Mozecie zmienić umowę, dotyczacą opieki nad dzieckiem - na przykład 3 razy w tygodniu niania, 2 dni - Ty. Ale to, co proponujesz jest niemożliwe - chcesz uczestniczyć w życiu dziecka tak, jakbyście sie nie rozstali. To niemożliwe.
                  • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 15:00
                    Fakt, o tym nie pomyślałem, może dlatego że być może ciągle nas coś łączy... To jest trafna uwaga, będę o niej pamiętaj podczas rozmowy z matką syna...
                • mama-ola Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 15.05.12, 14:44
                  > Dwie
                  > czy trzy godzinny dziennie to nie jest dobre ani dla niańki ani dla mnie, bo to
                  > jest krótka chwila...

                  Dwie czy trzy godziny dziennie codziennie to jest świetne wyjście. Możesz zabrać malca na spacer albo posiedzieć z nim w piaskownicy albo go pobujać na huśtawce albo mu poczytać czy po prostu mówić do niego. To wcale nie jest mało czasu! Jeśli udałoby Ci się umówić z nimi na 2-3 godziny codziennie, to wierz mi - będziesz zadowolony. I nacieszysz się z kontaktu z dzieckiem, i będziesz miał czas dla siebie.
            • tijgertje Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 16.05.12, 14:09
              Dziecko to nie pileczka tenisowa, ktora mozna odbijac w kazda strone. Tobie moze sie to wydawac dziwne, ale matka moze NIE CHCEC, zeby dzieckiem zajmowali sie dziadkowie, to samo dotyczy dziadkow. Swoje dzieci wychowali, twoich nie musza. Babcie zazwyczaja maja mnostwo "dobrych" rad, wiedza lepiej i kazdy robi swoje, kosztem dziecka niestety. Dla dziecka najlepiej jest, jesli wszyscy stosuja te same zasady, a nie da sie tego zrobic, jesli co chwile maluchem bedzie sie zajmowac ktos inny. Staly rytm dnia rowniez moze nie byc w takiej sytuacji mozliwy, a w praktyce oznacza, ze dziecko traci poczucie bezpieczenstwa i cala sytuacja moze sie bardzo niekorzystnie odbic na jego psychice. Niech matka bedzie glowna odpowiedzialna za wychowanie dziecka i jesli niania jest jej potrzebna, to nie powinienies jej decyzji krytykowac. Wystap do sadu o dluzsze i czestsze widzenia z synem, jesli nie codziennie, to np 2-3 stale dni na zmiane z mama. wowczas ty nic nie stracisz z rozwoju dziecka i bedziecie mieli podobna odpowiedzialnosc. Jesli bedziesz chory, bedziesz musial wyjechac itp, to przy dobrze sformulowanych umowach na twojej glowie bedzie zapewnienie dziecku wlasciwej opieki, a nie tylko zadzwonienie rano : 'sluchaj, dzisiaj nie moge, wezme go jutro' . Tak, to niania jest potrzebna mamie niezaleznie od tego, czy sie dzieckiem zajmujesz czy nie, musi miec pewna stabilnosc i poczucie, ze nie zostanie z problemem z dnia na dzien zupelnie sama.
              • olena.s Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 16.05.12, 22:59
                O, to to!
                Musi byc jakiś sensowny w miarę jednolity styl wychowania dziecka.
                W układzie matka (czy tez rodzice) plus niania, sprawa jest jasna: jest szef i pracownik.
                W układzie oddzielnych i niekoniecznie mających zbieżne poglądy rodziców, plus jeszcze, olaboga, dwóch par dziadków robi się absolutny mętlik który dla dorosłych tworzy kolejne pole konfliktów, a dziecku zwyczajnie szkodzi.
                Ponadto twoja eks może się obawiać ( i nie są to nieracjonalne obawy, wnioskując po bardzo częstej postawie ojców wchodzących w nowy związek), że kiedy się zwiążesz z jakąś damą, to nagle wycofasz się z układu niańkowego, bo zwyczajnie będzie ci brakowało czasu. Wtedy matka znajdzie jakąś opiekunkę, żłobek, przedszkole, ale dla dziecka to będzie potężny cios emocjonalny.
    • mw144 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 16.05.12, 10:49
      blackmen88 napisał(a):

      >Co w takim wypadku zrobić?

      Złożyć do sądu rodzinnego wniosek o ustalenie widzeń z dzieckiem.

      Jak wytłumaczyć matce, że ojciec
      > jest równie ważny w życiu dziecka jak matka?

      Babie nie wytłumaczysz.
    • camel_3d zalezy jakiego ojca... 17.05.12, 17:33
      wiesz ja mysle, ze:

      albo matka wybrala nianie bo okazales sie beznadziejym ojcem
      albo wybrala niania zeby ci dopiec i utrudnic kontakty
      albo wybrala nianie zeby sobie zagwarantowac, ze syn nagle nie polubi bardziej ciebie...
      albo wybrala nianie, bo sie bala ze jak ty bedziesz sie nim opiekowal to nagle sie alimenty zmniejsza..

      powodow sa tysiace.... klotnie w kazdym badz razie, nie rozwiazuja sprawy...
      • blackmen88 Re: zalezy jakiego ojca... 17.05.12, 23:15
        1. beznadziejnym? raczej nie, ale tak się czuję, bo za mało się z nim widuję sad
        2. możliwe...
        3. j.w.
        4. alimenty płacę sam z siebie (nie było rozprawy w sądzie) i z tego co mi wiadomo są na poziomie, oczywiście dodatkowo robię jakieś tam zakupy dla niego (ciuszki, pampersy albo daję jej dodatkowo kasę na to)...

        wiem, że kłótnie nie rozwiązują sprawy, ale moje argumenty chyba są za słabe albo jak napisałaś w 2 pkt, bardziej liczyłem na to że ktoś mi napisze rozumowanie kobiety w takiej kwestii albo jak jej przetłumaczyć to że ojciec jest potrzebny...
        • camel_3d to moze inaczej.... 18.05.12, 07:56
          aa..ja nie ONA tylko ON...i sam wychwuje mojego malucha od kiedy ma 5 dni... teraz ma 3l i 8 mies.

          Niestety nie zanm was, nie wiem jaki poziom rreprezentujecie i nie wiem, jak ukladaly sie miedzy wami stosunki..i nie wiem czemu doszlo do rozwodu... never mind.

          Moze zaproponuj, ze raz w tygodniu wyjdziesz z nim na spacer..i ze nie tylko on cibie potrzebuje, ale ty jego tez..zapytaj, jak ona by sie czula gdyby mogla zobaczyc synka tylko raz na jakis czas...
          Zawsz epodczas rpozmow najwazniejszy jest spokoj..i nawet jezeli ona wybucha, to ty kontratakujac jeszcze dorzucasz slomy do ognia...

          Albo, jak juznic nie pomoze, to walnij z grubej rury, ze nie masz ograniczonych praw rodzicielskich i mozesz widziec syna, kiedy chcesz i jezeli ci tego zabroni i bedzie utrudniala to skonczy sie to w sadzie... poza tym.. no coz, jezeli np ona odgraza ze zrobi wszytsko, zebys dziecka nie widzial, to warto taka rozmowe ukradkiem nagrac.. ale to jak pisze, tylko w przypadku kiedy ona robi to zlosliwie i z premedytacja, a nie jezeli ma ku temu prawdziwe powody...

          moj kumpel przez 4 lata nie widzial corki... od 3 do 7 roku .. mimo, ze mieszkala 4 ulice dalej, w ciagu tygodnie przedszkole od 8-16 i odbierana przez matke, raz na dwa tygodnie miala spedzic weekend u niego..ale nagle cos wypadal, choroba babci, nagle zakupy..itd... w koncu sad ustanowil konkretne terminy i jezeli matka nie bedzie sie wywiazywala corka zamieszka z ojcem... od reki sie zmienilo...
          • blackmen88 Re: to moze inaczej.... 18.05.12, 08:07
            Przepraszam za pomyłkę. Co do mojej sytuacji to my nigdy oficjalnie nie byliśmy razem...
            Jak rozmawiamy to sam jej mówię, żeby postawiła się w mojej sytuacji, że go rzadko widuję, że wizyta raz w tygodniu albo i rzadziej i to na 2-3h to mało, ale słyszę jedynie odpowiedź tak wiem rozumiem i tyle, nie widzę żadnej poprawy ani nic co by to mogło poprawić.
            Ostatnio była taka sytuacja, że ona miała do lekarza tego samego dnia co syn miał rehabilitację, zaproponowałem, że przyjadą do mnie, ona pójdzie do lekarza a ja z nim pojadę na rehabilitację to usłyszałem, że jej brat pojedzie i temat urwany uncertain

            Sąd to ostateczność, nie mam ochoty na kłótnie i chodzenie po sądach z nią, dlatego bardziej mnie interesują jakieś mocne słowne argumenty, które w końcu do niej dotrą...
            • maksimum Re: to moze inaczej.... 18.05.12, 09:28
              blackmen88 napisał(a):

              > Sąd to ostateczność, nie mam ochoty na kłótnie i chodzenie po sądach z nią, dla
              > tego bardziej mnie interesują jakieś mocne słowne argumenty, które w końcu do niej >dotrą...

              Moze tego nie wiesz ale baby sa emocjonalne,zaborcze i upierdliwe!
              One nie ida na najlepsze rozwiazanie dla dziecka swojego lecz na najgorsze rozwiazanie dla swojego wroga(ciebie).
              Normalna sytuacja jest taka,ze dziecko przebywa 3 dni u ciebie i 4 dni u matki a nastepnego tygodnia 4 dni u ojca a 3 dni u matki.Lub tez jeden tydzien u ojca a jeden tydzien u matki.
              Widzisz baby sa takie,ze ona zaszkodzi dziecku tylko po to by zaszkodzic tobie.
              Mowiac krotko osoby malo rozumne za to wielce emocjonalne i skoncentrowane w 100% na swoim dobrze a nie dobrze ogolu.

              Oczywiscie idz do sadu i wywalcz by dziecko polowe czasu sprdzalo z toba,bo ona ci tego dobrowolnie nie da(baby sa UPIERDLIWE).
              Gdybys chcial to moglbys dostac opieke nad dzieckiem bo masz na to czas i warunki,a ona nie ma.
              Przeciez ona utrzymuje niankie z twoich pieniedzy,a ty zachowujesz sie tak,jakbys chcial cale zycie przepraszac ze zyjesz.
              Ona trzyma dzieciaka przy sobie jak skarb bo chce twoja uwage skupic na sobie.
              Gdyby miala jakies normalne zycie to bez problemu oddalaby ci dzieciaka na polowe dni.
              Wiesz skad sie wziela bezinteresowna niezyczliwosc?
              Osoby emocjonalne wykorzystuja ja jako bron.
              Mnie jest zle to przynajmniej komus innemu zaszkodze.
              • maksimum Re: to moze inaczej.... 18.05.12, 09:31
                Zapomnialem dodac.
                Samotne kobiety sa najgorszymi wychowawcami dzieci i to zostalo dawno i wszedzie dowiedzione.
                Wiec jak pozwolisz matce wychowywac swojego syna to on w niczym nie bedzie ciebie przypominal.
            • camel_3d Re: to moze inaczej.... 18.05.12, 12:23

              > ja z nim pojadę na rehabilitację to usłyszałem, że jej brat pojedzie i temat u
              > rwany uncertain


              no to sie stawia spraw ejasno i mowie, ze NIE JA POJDE:.bo nie twoj brat jest ojcem.
      • camel_3d A! jeszcze jedna rzecz.. 18.05.12, 12:26
        skoro macie te sama prawa, sad nic nie zabronil.. to po prostu zaproponuj malemu, zeby np u ciebie przenocowal..a potem powiedz jego mamie, ze zdecydowaliscie, ze on u ciebie przenocuje,bo np..idzeicie do zoo... i tyle... sila ci nie odbierze...

        chyba ze nasle brata smile
        • blackmen88 Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 18.05.12, 15:15
          Z nocowaniem to jest problem - dopiero ma 11 miesięcy.
          Co do jej brata - chyba powinno być odwrotnie ;P
          • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 18.05.12, 16:36
            Wiesz, ja mysle, ze mama malego po prostu ci nie ufa. skoro nawet nie byliscie w sumie w zwiazku, to nawet sie nie dziwie, ze nie chce pozwolic "przypadkowemu" facetowi wychowywac dziecka. Mysle, ze musisz zadbac o to, zeby zaczela ci ufac, a mozesz to zrobic poprzez przestanie krytykowania jej zycia, jej sposobu wychowywania dziecka i jej zycia, kup jej czasem kwiaty, pokaz, ze zalezy ci na dobrych relacjach z nia, bo nie chcesz, zeby wasze sprawy wplywaly na dziecko. jesli ufa niani, a ty masz czas, to sprobuj sie dogadac i z mama i niania (za przyzwoleniem tej pierwszej), ze bedziesz niani towarzyszc na spacerach, czy odwiedzac malego, jak niania sie nim opiekuje. Niania bedzie robic troche za "przyzwoitke", jesli ona zobaczy, ze swietnie sobie z dzieckiem radzisz (a musisz robic w zasadzie wszystko, nie tylko pobujac na hustawce, ale z entuzjazmem przewinac czy nakarmic tez). Nie obrazaj sie, jak bedziesz odsuwany na bok, cierpliwie rob swoje, z entuzjazmem w stosunku do dziecka i anielskim spokojem w stosunku do mamy. Sad to dobry pomsl, na ustalenie konkretnych spraw, widzen, warunkow opieki nad dzieckiem i chocby odpowiedzialnosci za podejmowane decyzje (zeby nie wyszlo, ze w razie jakiegos wypadku, gdy syn jest z toba nie mozesz nawet podpisac zgody na jakis zabieg). wyrok sadu zabezpieczy nie tylko twoje, ale i dziecka interesy, a mamie da pewne poczucie stabilnosci. Tylko pamietaj, ze musisz zadbac o to, zeby mama dziecka zauwazyla te same korzysci dla dziecka i siebie, a nie uznala sadu jako twojej "zemsty" czy checi dokopania jej.
            dziecko jest jeszcze bardzo male i mamie moze byc trudno sie z nim rozstac, moze sie obawiac, ze bedziesz stawiac coraz wieksze zadania. Nie dawaj jej rad, nie rytykuj, nie oceniaj, ale pytaj o jej zdanie, chwal za to, jaka super jest mama, troche sie popodlizuj. Jak bedzie cie lubic i ci ufac, to znacznie latwiej powierzy ci opieke nad dzieckiem. przede wszystkim jednak dobrze sie zastanow, czego oczekujesz, co mozesz zaoferowac dziecku (nawet zrob sobie liste na papierze, ktora mozesz pokazac mamie syna) i badz szczery w tym, co robisz.
            • camel_3d ja mysle... 18.05.12, 18:16
              ze tijgertje ma jednak troche racji... mysle, ze na poczatek powinienes faktycznie postarac sie zbudowac jakies zauwanie matki... moze pogadaj z nia, zebys po prostu mogl czasme wieczorem wpasc, czasem kiedy jej siostra..skoro wiesz, ze jest..a ona przy tym bedzie to przeciez n ok chyba... No chyba, ze faktyzcnie matka ma ci za zle cos..i to jest po prostu chec dokopania ci.. no coz wiele kobiet tak ma....
            • blackmen88 Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 18.05.12, 19:15
              Jeśli chodzi o brak zaufania to raczej nie to jest przyczyną... Od samego początku chciałem go przewijać, usypiać, przebierać i itp... Dzisiaj z nią rozmawiałem i raczej to jakiś problem psychologiczny, sama powiedziała że dziecko potrzebuje ojca, że chce żeby znał mnie i moją rodzinę. Problem też jest chyba z jej bratem i moją głową. Bo jej brat nie chce mnie tam widzieć, a ja nie mam zamiaru zakłócać spokoju w ich domu dlatego wolę żeby do mnie go wziąć niż tam doznać jakieś dziwnej sytuacji, lepiej jak dziecko ma spokój a nie jakieś spięcia...
            • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 19.05.12, 04:21
              tijgertje napisała:

              > Wiesz, ja mysle, ze mama malego po prostu ci nie ufa. skoro nawet nie byliscie
              > w sumie w zwiazku, to nawet sie nie dziwie, ze nie chce pozwolic "przypadkowemu
              > " facetowi wychowywac dziecka.

              Nie zakumalas jeszcze z opisu ze to matka jest "przypadkowa" a ojciec jak najbardziej normalny.Pewno brat tej matki jest jeszcze wiecej "przypadkowy" a moze nawet przypadniety.Taka juz dziwna rodzina.


              > Mysle, ze musisz zadbac o to, zeby zaczela ci uf
              > ac, a mozesz to zrobic poprzez przestanie krytykowania jej zycia, jej sposobu w
              > ychowywania dziecka i jej zycia,

              Samotne matki sa niestety najgorszymi wychowawczyniami dzieci.

              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11755578,Dziewieciolatka_zamordowana__jej_mlodsza_siostra_ciezko.html
              Czesto maja tez odbicia jak sobie nie daja rady z nawalem obowiazkow.

              > kup jej czasem kwiaty, pokaz, ze zalezy ci na
              > dobrych relacjach z nia, bo nie chcesz, zeby wasze sprawy wplywaly na dziecko.

              Zwiazek byl przypadkowy bo matka jest przypadkowa i nie zmuszaj normalnego czlowieka do zwiazku z przypadkowa kobieta.
              Baby maja dosc nieskomplikowana logike.
              Zrobie sobie z nim dziecko,to go tym przyciagne do siebie,a prawda jest taka ze jak nie pasowali do siebie przed dzieckiem to tym bardziej nie beda pasowali do siebie po urodzeniu dziecka bo problemow przybywa a nie ubywa,a caly problem z ta kobieta jest taki ze nie umie rozwiazywac dosc podstawowych problemow jak opieka nad dzieckiem.
              Czy wieksze dziecko tym wieksze problemy i sprawa moze skonczyc sie zalamka.

              > jesli ufa niani, a ty masz czas, to sprobuj sie dogadac i z mama i niania (za p
              > rzyzwoleniem tej pierwszej), ze bedziesz niani towarzyszc na spacerach, czy odw
              > iedzac malego, jak niania sie nim opiekuje.

              Dalszy ciag chodzenia na kolanach wokol osoby nieodpowiedzialnej by dostac to co ci sie nalezy jak psu buda.

              > Tylko pamietaj, ze musi
              > sz zadbac o to, zeby mama dziecka zauwazyla te same korzysci dla dziecka i sieb
              > ie, a nie uznala sadu jako twojej "zemsty" czy checi dokopania jej.

              Ty musisz o wszystko zadbac i "pamietac" bo mam nie moze ogarnac wszystkiego swoim rozumkiem.
              A co z rownouprawnieniem ze sie tak delikatnie zapytam?

              > dziecko jest jeszcze bardzo male i mamie moze byc trudno sie z nim rozstac, moz
              > e sie obawiac, ze bedziesz stawiac coraz wieksze zadania.

              Dlaczego nie napiszesz,ze ojciec dziecku nie jest potrzebny?

              > Nie dawaj jej rad, nie rytykuj, nie oceniaj, ale pytaj o jej zdanie, chwal za to, jaka super >jest ma ma, troche sie popodlizuj.

              Opamietaj sie,ona jest dorosla i wyrachowana.

              > i badz szczery w tym, co robisz.

              Bo matka jest szczera nie chca ci dac opieki nad dzieckiem.

              Mowiac krotko musisz stac sie baba i zachowywac jak baba by sie wgryzc w sytuacje,bo druga strona nie ma pojecia o rownouprawnieniu.
              • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 19.05.12, 10:27
                maksimum, ty juz sobie taka opinie na forum wyrobiles, zenaq pewno sie twoja opinia nie przejmesmile
                nie wiem, jakie uklady poanuja w twoim domu (z licznych postwo wnioskuje, ze nie najlepsze), ale nie ma mowy o budowaniu relacji z dzieckiem, jesli rodzice nie sa w stanie sie porozumiec jak ludzie. przestan czlowiekowi dawac durne rady, bo jak cie bedzie sluchac, to powinien od razu do sadu isc, odebrac matce prawa rodzicielskie i sam wychowac syna, ale gdzie tu dobro dziecka???
                • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 19.05.12, 12:22
                  tijgertje napisała:

                  > maksimum, ty juz sobie taka opinie na forum wyrobiles, zenaq pewno sie twoja op
                  > inia nie przejmesmile
                  > nie wiem, jakie uklady poanuja w twoim domu (z licznych postwo wnioskuje, ze ni
                  > e najlepsze),

                  Twoje wnioski sa jak zwykle o d... potluc.
                  Ja mam duzu wiekszy wplyw na wychowanie dzieci niz zona i dzieki temu na ludzi wychodza.Oczywiscie mieszkamy razem.
                  Syn wlasnie konczy high school i od wrzesnia idzie na NYU a corka jest w tym samym bardzo dobrym HS. Oboje graja w tenisa w druzynach szkolnych.Zima rowniez oboje grali w ping-ponga na turniejach miedzyszkolnych.
                  Zona ich tego nie nauczyla,bo nie umie.Ja ich od dzieciaka wszystkiego uczylem.

                  > ale nie ma mowy o budowaniu relacji z dzieckiem, jesli rodzice ni
                  > e sa w stanie sie porozumiec jak ludzie. przestan czlowiekowi dawac durne rady,

                  Durne rady to sa niestety te twoje i niestety sa bardzo popularne wsrod kobiet.

                  > bo jak cie bedzie sluchac, to powinien od razu do sadu isc, odebrac matce praw
                  > a rodzicielskie i sam wychowac syna, ale gdzie tu dobro dziecka???

                  Dobro dziecka jest tam,gdzie bedzie sie w stanie wiecej i lepiej nauczyc wszystkiego tego co mu w zyciu bedzie potrzebne a szczegolnie jesli to jest chlopiec to musi brac przyklad z ojca,bo matki maja chlopcom bardzo malo do zaoferowania poza gotowaniem obiadkow.
                  Zapomnialem dodac ze ja przygotowywalem oboje dzieci do egzaminow tak do gimnazjum jak i do liceum,bo uczeszczaly do bardzo selektywnych szkol.
                  • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 19.05.12, 15:15
                    Hehe, czytam forum, nie musisz swoich "zaslug" wuliczac. Tylko tych twoich dzieci troch szkoda, bo zycie z despota nie jest latwe.
                    No, a jak autor watku ma troche oleju w glowie, to sam bedzie potrafil wyciagnac wlasciwe wnioski, niekoniecznie twoje zdanie uwazajac za jedyne sluszne wink
                    • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 19.05.12, 22:16
                      Niestety dla ciebie moje zdanie jest jedyne sluszne,ale jak chcesz mozesz sie pochwalic swoimi sukcesami wychowawczymi swoich dzieci.
                      • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 20.05.12, 10:59
                        Co to, jakas licytacja? obawiam sie, ze "sukcesy wychowawcze" rozumiesz zupelnie inaczej. Moj syn jest duzo mlodszy, w dodatku ma autuzm i ADHD i musialbys go zobaczyc, troche z nim pobyc. To, kim jest, jaki jest, jak sie zachowuje i fakt, ze zazwyczaj w sumie ciezkich zaburzen po prostu po nim nie widac, to NASZ (syna, moj i meza wspolny) najwekszy sukces wychowawczy. Moja mama ma podobne do ciebie podejscie, odnosilam duze sukcesy w szkole, ale teraz z mama nawet nie gadam, bo ona podobnie jak ty nie rozumie, ze sukcesem rodzica nie jest tylko zapewnienie dziecku potrzeb materialnych i dobrego wyksztalcenia. o potrzebach emocjonalnych pewnie nawet nie slyszales, a twoje zdanie o kobietach, matkach samotnie wychowujacych dzieci mowi samo za siebie. dziecko potrzebuje obojga rodzicow i u nas wlasnie fakt, ze z mezem swietnie sie uzupelniamy decyduje o tym, ze dziecko moze sie rozwijac wielokierunkowo. Moja dzialka to np muzyka i teatr, z ktorymi maz nie ma nic wspolnego, eksperymenty wszelakie, muzea (choc tu dzielimy z mezem teamtyke, do wielu chodzimy razem i nawet super wychowanego psa bierzemywink )praca nad motoryka, koordynacja treningi z psem terapeutycznym, rower, wspolne gotowanie i pieczenie (ktore mlody uwielbia), wszelkie wizyty lekarskie (ktorych troche nam sie zbiera) i zelazna konsekwencja, stoicki spokoj i rozwiazywanie konfliktow. Maz to wyglupy, zoo, basen, golf (mimo, ze gra od ponad 30 lat z synem w minigolfa nieraz przegrywa), uspolecznianie, telewizja i gry , wrrr... No i hobby mojego meza: fotografia samolotow wojskowych, ktore mlodemu coraz bardziej sie podobaja. Na razie mlody, lat 8 zamierza grac na oboju i zostac profesorem z wlasnym, wieeeelkim laboratorium chemicznymwink
                        Naszym ostatnim sukcesem jest fakt, ze dziecko z ogromnymi problemami z motoryka i koordynacja w ciagu roku zdalo egzamin z plywania, ktory zdrowe dzieci zdaja po 2-2,5 roku. Tyle, ze mlody CHCIAL plywac, my mu to tylko umozliwilismy. Kim zostanie, do jakiej szkoly bedzie chodzic, to nie ma najmniejszego znaczenia. Bedzie chcial zamiatac ulice? Jesli takie bedzie jego marzenie, swoja prace bedzie wykonywac solidnie i bedzie dzieki temu szczesliwy, to prosze bardzo. My mu tylko pokazujemy rozne mozliwosci, a o SWOJEJ przyszlosci zdecyduje sam, my mu niczego nie bedziemy narzucac.
                        • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 20.05.12, 16:30
                          tijgertje napisała:

                          > Co to, jakas licytacja? obawiam sie, ze "sukcesy wychowawcze" rozumiesz zupelnie >inaczej.

                          Kazdy je rozumie tak samo.

                          > Moj syn jest duzo mlodszy, w dodatku ma autuzm i ADHD

                          Dlaczego nie macie innych dzieci?
                          Moi znajomi w NYC pierwsze dziecko z porazeniem mozgowym zostawili w Polsce pod opieka rodziny a tu w Stanach maja dwoje innych dzieci,zdrowych,zdolnych i bardzo dobrze sie uczacych.
                          Widzisz,to nie jest tak,ze w zyciu masz tylko jeden wybor i poswiecasz sie dla jakiejs tam idei.
                          Ty wybralas takie zycie ,moi znajomi wybrali inne i mysle ze duzo lepsze.
                          Rodzina jest podstawowa komorka spoleczna i masz miec tyle i takich dzieci,zebys nigdy nie musiala liczyc na pomoc spoleczna ani twoje dzieci nie musialy z niej korzystac.
                          Nie wyszlo tak jak chcialas za pierwszym razem probujesz dalej az do skutku i to jest to co rozni ludzi sukcesu od narzekaczy.


                          > Moja mama ma podobne do
                          > ciebie podejscie, odnosilam duze sukcesy w szkole, ale teraz z mama nawet nie
                          > gadam, bo ona podobnie jak ty nie rozumie, ze sukcesem rodzica nie jest tylko z
                          > apewnienie dziecku potrzeb materialnych i dobrego wyksztalcenia. o potrzebach e
                          > mocjonalnych pewnie nawet nie slyszales,

                          Wyglada mnie na to,ze chcesz swiat przede mna odkrywac,sama zupelnie go nie znajac.

                          > a twoje zdanie o kobietach, matkach samotnie wychowujacych dzieci mowi samo za >siebie.

                          Fakty mowia same za siebie,ze nikt nie wychowa gorzej dziecka niz samotna matka.

                          > My mu tylko pokazujemy rozne mozliwosci, a o SWOJEJ przyszlosci zdecyduje sam, my m
                          > u niczego nie bedziemy narzucac.

                          Zupelnie nie masz pojecia o wychowaniu.
                          Dzieciak ponizej 18 roku zycia NIE UMIE prawidlowo soba pokierowac bo swoim umyslem nie ogarnia tego wszystkiego co przecietny dorosly czlowiek ogarnia.
                          Nie wolno mu pic i palic w tym wieku a co najwazniejsze nie wolno mu brac udzialu w wyborach dlatego ze dzieciak nie ogarnia otaczajacego go swiata na tyle dobrze by podjac dobra dla siebie samego decyzje.
                          Rodzice sa od podejmowania trudniejszych decyzji za dzieci i sa za nie odpowiedzialni prawnie.
                          Dzieciak dochodzi do 18 urodzin i ma prawo decydowac o sobie ale i ja mam prawo go wykopac z domu jak mnie sie jego decyzje nie podobaja.
                          Za dobre decyzje trzeba nagradzac a za zle karac tak dzieci jak i doroslych.
                          Jak na moj gust popelnilas zbyt duzo zlych decyzji w zyciu a teraz poostanowilas ze bedziesz cierpiec.To tez jest OK bo niektorym ludziom z cierpieniem jest do twarzy.

                          • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 20.05.12, 19:18
                            oj, maxiu, rozbawiles mnie do lezsmile
                            mam rozumiec, ze jakby twoje dzieci nie spelnialy twoich oczekiwan, to bys je do adopcji oddal?
                            moj syn MIMO autyzmu i ADHD jest idealny i ma szanse osiagnac wiecej, niz twoje genialne dzieci. jemu jest tylko trudniej, musi duzo ciezej pracowac i choc np gry zespolowe nie sa dla niego, to nie znaczy, ze nie bedzie w stanie osiagnac sukcesu. Wiecej dzieci nie mamy, bo tak za mnie zdecydowal los, nawet na adopcje nie bylismy sie w stanie zalapac. Czasem zycie uklada sie inaczej, niz planujemy i zadne chcenie tu nic nie da. nie wiem, gdzie wyczytales moje narzekanie??? na pewno nie w mojej sygnaturcewink Nie mam niczego do narzekania, jest dobrze jak jest i do szczescia wcale mi wiecej nie trzeba. A juz na pewno nie potrzebuje sukcesow dzieci, zeby podbudowac swoje egowink

                            moze i nie mam pojecia o wychowaniu, ale wiem, ze nikt nie macha nad dzieckiem czarodziejska rozdzka jak konczy 18 lat. Jesli jestes despota, to twoje dzieci nie beda palic i pic ze strachu przed ojcem, ale gdy sie wyrwa na wolnosc trudno przewidziec, jakie decyzje podejma, jesli zawsze robil to za nie ktos inny. Nikt nie dostaje "rozumu" w okreslonym wieku. dziecko trzeba nauczyc podejmowania wyborow, ponoszenia ich konsekwencji i swiadomego kierowania swoim zachowaniem. Ja, wychowywana podobnie jak twoje dzieci nie zostalam wielu rzeczy nauczona, ktore sa w zyciu niezbedne i do wielu musialam dochodzic sama. Kilkunastolatek nie ma takiego doswiadczenia zyciowego jak dorosly, ale wlasciwie kierowany jest w stanie podejmowac odpowiedzialne decyzje i znam wiecej wielu nastolatkow, ktorzy sa doroslejsi, dojrzalsi i bardziej odpowiedzialni od niejednego 40-latka. Tyle, ze watpie, czy twoj umysl jest w stanie to ogarnacwink
                            • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 20.05.12, 22:16
                              tijgertje napisała:

                              > A juz na pewno nie potrzebuje sukcesow dzieci, zeby podbudowac swoje egowink

                              Ja wychodze z zalozenia,ze sukces wychowawczy polega na tym by moje dzieci mialy wieksze osiagniecia zyciowe od moich,bo inaczej to by znaczylo ze nie sprawdzilem sie jako rodzic.

                              > Jesli jestes despota, to twoje dzieci nie beda palic i pic ze strachu przed ojcem,

                              Zadne z moich dzieci nie pali ani nie pije i nie garnie sie do tego bo rodzice nie pija ani nie pala a poza tym lubia sport.
                              Mowisz tak jakby picie i palenie bylo obowiazkiem zyciowym.

                              > ale gdy sie wyrwa na wolnosc trudno przewidziec, jakie decyzje podejma, jesli zawsze >robil to za nie ktos inny.

                              Beda podejmowaly takie decyzje na jakich zostaly wychowane czyli rozsadne i zrownowazone.

                              > Nikt nie dostaje "rozumu" w okreslonym wieku. dziecko trzeba nauczyc podejmowani
                              > a wyborow, ponoszenia ich konsekwencji i swiadomego kierowania swoim zachowanie
                              > m. Ja, wychowywana podobnie jak twoje dzieci nie zostalam wielu rzeczy nauczona
                              > , ktore sa w zyciu niezbedne i do wielu musialam dochodzic sama.

                              Ja tez bylem troche inaczej wychowywany i inne byly realia w Polsce.Zaczalem palic i popijac w wieku 17 lat a skonczylem w wieku 30 lat.Pamietam,ze moj ojciec skonczyl palic w wieku 40 lat. Moje dzieci w ogole sie do tego nie garna bo sa inaczej wychowywane i maja inne towarzystwo.

                              > Kilkunastolate
                              > k nie ma takiego doswiadczenia zyciowego jak dorosly, ale wlasciwie kierowany j
                              > est w stanie podejmowac odpowiedzialne decyzje i znam wiecej wielu nastolatkow,
                              > ktorzy sa doroslejsi, dojrzalsi i bardziej odpowiedzialni od niejednego 40-latka.

                              Dlatego od taki ludzi trzeba sie izolowac.
                              Po pierwsze wybierasz miejsce zamieszkania gdzie tych mutantow nie ma a po drugie wysylasz dzieci do szkol dla specjalnie uzdolnionych gdzie sa trudne egzaminy wstepne,gdzie rozne palace i pijace buble genetyczne sie nie sa w stanie dostac sie.

                              > Tyle, ze watpie, czy twoj umysl jest w stanie to ogarnacwink

                              Kazdy ogarnia swiat na swoj sposob i nie przekonasz mnie do swojego ogladu.

                              PS.Syn poszedl z kumplami na plaze a ja z tarasu mam caly oglad sytuacji,chyba ze zechce mnie sie pojsc tam i pograc z nimi w pilke.
                              • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 21.05.12, 10:32
                                maksimum napisał:
                                PS.Syn poszedl z kumplami na plaze a ja z tarasu mam caly oglad sytuacji,chyba
                                > ze zechce mnie sie pojsc tam i pograc z nimi w pilke.

                                Mowisz o 5-latkach?
                                • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 21.05.12, 18:36
                                  Z 5-latkami nie gralbymw pilke,to chlopaki ktore w tym roku zaczynaja studia.
                                  W sumie nie poszedlem,bo corka wyciagnela mnie na tenisa.
                                  • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 22.05.12, 09:58
                                    "Normalnemu" ojcu chlopak w tym wieku (prawie student) odpalnalby, zeby sobie poszukal kumpli w swoim wieku , a synowi obciachu nie robil, bo pilnowac go nie trzeba, 5 lat nie mawink
                                    • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 22.05.12, 14:33
                                      Kumple w moim wieku w tenisa i w kosza nie graja a ja wiekszosc kumpli syna ogrywam w kosza i w tenisa.
                                      Wg twojego zalozenia kazda szkola jest taka sama i nie ma sensu tworzyc szkol dla specjalnie uzdolnionych czyli wychowywac wszystkich na takim samym miernym poziomie.

                                      PS.W najblizszy weekend idziemy na lyzwy bo obok nas jest lodowisko czynne caly rok,ale..... wiekszosc kumpli syna slabo jezdzi na lyzwach albo wcale wiec co polecasz?
                                      Syn nauczyl sie od mnie swietnie grac w hokeja ,corka tez bardzo dobrze jezdzi na lyzwach,czyli maja zarzucic swoje umiejetnosci bo kumple ich nie maja?
                                      Ja jestem zdania ze powinien sie z takimi kumplowac ,ktorzy sa na jego poziomie a nie znizac sie do ogolnego poziomu.
                                      • yoma Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 22.05.12, 15:34
                                        Maksimum, ty jesteś prawdziwy? smile
                                        • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 22.05.12, 15:57
                                          yoma napisała:

                                          > Maksimum, ty jesteś prawdziwy? smile

                                          nie sadze wink
                                        • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 22.05.12, 22:38
                                          yoma napisała:

                                          > Maksimum, ty jesteś prawdziwy? smile

                                          Wiem ze jestem unikalny i dlatego wszyscy wokol szukaja mojego towarzystwa.
                                      • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 22.05.12, 16:02
                                        maksimum napisał:
                                        Wg twojego zalozenia kazda szkola jest taka sama i nie ma sensu tworzyc szkol d
                                        > la specjalnie uzdolnionych czyli wychowywac wszystkich na takim samym miernym p
                                        > oziomie.

                                        A gdzie ja cos takiego napisalam??? Maksiu, jak ty czegokolwiek jestes w stanie dzieci nauczyc, jak czytac ze zrozumieniem nie potrafisz? Plyta ci sie zaciela, masz jakas chora wizje idealnego wychowania dziecka, ale nie dociera do ciebie, ze rozwoj dziecka to nie tylko rozwoj poznawczy inastoletni kumple twoich dzieci prawdopodobnie sie z ciebie (i dzieci prawdopodobnie tez) smieja za plecami. Nastolatki dla prawidlowego rozwoju SPOLECZNEGO kontaktu z rowiesnikami, musza sami dosc do paru wnioskow i na pewno nie potrzebuja ciaglego nadzoru nadopiekunczego tatusia, ktoremu sie wydaje, ze jest taki "cool"wink
                                        • maksimum Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 22.05.12, 22:37
                                          tijgertje napisała:

                                          > , masz jakas chora wizje idealnego wychowania dziecka, ale nie dociera do ciebi
                                          > e, ze rozwoj dziecka to nie tylko rozwoj poznawczy inastoletni kumple twoich dz
                                          > ieci prawdopodobnie sie z ciebie (i dzieci prawdopodobnie tez) smieja za plecami.

                                          Smianie sie za plecami jest modne w Polsce i innych krajach trzeciego swiata.
                                          Normalni ludzie smieja sie glosno i otwarcie a nie za plecami.
                                          Widzisz,zbyt duze roznice kulturowe nas dziela bys mogla choc troche z tego co tu pisze zalapac.
                                          Poza tym kumple syna sami chca bym z nimi gral,bo sa w stanie sie czegos ode mnie nauczyc.

                                          > Nastolatki dla prawidlowego rozwoju SPOLECZNEGO kontaktu z rowiesnikami, mus
                                          > za sami dosc do paru wnioskow i na pewno nie potrzebuja ciaglego nadzoru nadopi
                                          > ekunczego tatusia, ktoremu sie wydaje, ze jest taki "cool"wink

                                          Jedni sa cool inni nie sa cool ale najwyrazniej ty nie jestes cool.
                                          Kazdy potrzebuje rady i pomocy ale nie kazdy jest w stanie ta pomoc otrzymac,wiec wtedy nieswiadomi efektow wlasnego dzialania bladza po omacku.
                                          Ja wiem jak jest w wiekszosci rodzin gdzie 17 latki przerastaja fizycznie i umyslowo swoich rodzicow o glowe albo i o lata swietlne,ale nie w kazdych rodzinach tak wlasnie jest i nawet 18 letnie dzieci chetnie biora przyklad ze swych doroslych rodzicow bo dlugo jeszcze czasu uplynie zanim do nich dorosna.
                                          Wy nalezycie do tych,ktorych dzieci szybko przerastaja umyslowo i nic dziwnego ze szukaja wsparcia wsrod rowiesnikow.

                                          • tijgertje Re: A! jeszcze jedna rzecz.. 22.05.12, 22:57
                                            Hehe, nie ma to, jak przerosniete egowink
                                            A tak przy okazji, to ja wcale nie mieszkam (nawet nie zamierzam) w Polsce.
    • lubie_kujawy Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 20.05.12, 00:07
      Probowales sadownie ustalic kwestie kontaktow z dzieckiem?
      • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 20.05.12, 08:54
        Nie, jeszcze nie. Próbuję dogadać się w tej sprawie, dla mnie sąd to ostateczność...
    • kunda77 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 23.05.12, 06:41
      dziecko potrzebuje i matki i ojca i jeśli nie możecie sie dogadac w tej sprawie to zostaje tylko sąd ktory określi jasno sposoby widzenia sie z synem
      • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 23.05.12, 06:53
        Interesuje mnie jak często mógłbym mieć wyznaczone spotkania się z synem. Póki co to "negocjuję" z nią warunki, ale jestem ciekaw co mi może dać sąd.
        Słyszałem różne wersje, że 4 dni w miesiącu, że raz w tygodniu, ale o częstszych wizytach nigdy mi nikt nic nie powiedział...
        • tijgertje Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 23.05.12, 09:01
          Mysle, ze jesli uda ci sie wynegocjowac jakas akceptowalna dla wszystkich umowe, to tak czy siak warto ja spisac, zapytalabym w sadzie, jak to zrobic. Jak byscie poszli do sadu z zaakceptowanym przez obie strony ukladem, to nie sadze, zeby sad nagle dla zasady odebral ci polowe widzen. Moze wystarczy spisac taka umowe u prawnika albo notariusza? nie mam pijecia, ale dopytaj, bo przy umowie "na gebe" w razie czego i tak niczego nie udowodnisz.
        • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 23.05.12, 14:14
          blackmen88 napisał(a):

          > Interesuje mnie jak często mógłbym mieć wyznaczone spotkania się z synem. Póki
          > co to "negocjuję" z nią warunki, ale jestem ciekaw co mi może dać sąd.

          Sad ci moze dac wszystko o co sie ubiegasz.
          Jesli ty masz lepsze warunki na wychowanie dziecka to ty bedziesz sie nim opiekowal na stale a matka dostanie wizyty.
          Mozecie rowniez ustalic ze tydzien u ojca a tydzien u matki.

          > Słyszałem różne wersje, że 4 dni w miesiącu, że raz w tygodniu, ale o częstszyc
          > h wizytach nigdy mi nikt nic nie powiedział...

          Musisz wyjsc z inicjatywa i jasno okreslic o co ci chodzi,ze masz lepsze warunki na wychowanie dziecka.
          Jesli matka ogranicza ci widzenia ty ogranicz jej alimenty i sprawa szybko sie wyjasni.
          Plac jej minimalne alimenty i uzaleznij ich wysokosc od ilosc widzen.
          Nie mozesz byc baba i sluchac bab na tym forum lub gdzies indziej.
          • tijgertje Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 23.05.12, 19:47
            maksiu, my tu o polskim sadzie mowimy. wez przestan z tymi radami, bo czlowiek na nich wyjdzie jak Zablocki na mydle, a potem ocean wplaw przeplynie, zeby ci osobiscie podziekowac.
            • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 03:48
              tijgertje napisała:

              > maksiu, my tu o polskim sadzie mowimy. wez przestan z tymi radami, bo czlowiek
              > na nich wyjdzie jak Zablocki na mydle,

              Czesto zapominam ze mam z trzecim swiatem do czynienia a tam w dalszym ciagu kto glosniej placze i lepiej udaje to ma sie lepiej w zyciu.
              Ja bym mimo wszystko trzymal sie logiki w postepowaniu sadowym bo to sie bardzo przydaje przy apelacji.

              > a potem ocean wplaw przeplynie, zeby ci osobiscie podziekowac.

              Wlasnie widze ze facet jest skolowany przez otaczajace go baby i slabo sobie radzi.

              • anna11921 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 08:06
                trzecim światem to raczej ty jesteś , umysłowym... przestań obrażac ludzi.
              • kunda77 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 09:00
                W tym wypadku nie ma mowy o odebraniu dziecka matce...nie ma żadnych przeslanek,że sie zle nim opiekuje.
                Autor moze jedynie liczyc na ustalenie wizyt i ich zwiększenie nic ponadto


                • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 09:04
                  kunda77 napisał(a):

                  > W tym wypadku nie ma mowy o odebraniu dziecka matce...nie ma żadnych przeslanek
                  > ,że sie zle nim opiekuje.
                  > Autor moze jedynie liczyc na ustalenie wizyt i ich zwiększenie nic ponadto
                  >
                  >

                  też mi się tak wydaje (tak też mówili mi prawnicy), matka nie ćpa, nie pije, nie zaniedbuje dziecka, pracuje, bo musi...
                  • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 14:06
                    blackmen88 napisał(a):

                    > też mi się tak wydaje (tak też mówili mi prawnicy), matka nie ćpa, nie pije, ni
                    > e zaniedbuje dziecka, pracuje, bo musi...

                    Rozwoj dziecka ma bardzo malo wspolnego z wyzywieniem go i ubieraniem bo to sa podstawy z ktorymi moga byc problemy ewentualnie w biednych krajach afrykanskich.
                    Niezaniedbywanie dziecka to jest jego rozwoj intelektualny i emocjonalny ktorego nianka nie jest w stanie zapewnic w takim stopniu jak bardzo dobrze wyksztalcony ojciec.
                    Prawnicy w Polsce sa jak zwykle g.... warci bo oni nigdy nie biora pod uwage rozwoju intelektualnego dziecka.
                    Polska opieka polega w 100% na tym ze musi byc micha i wyprany ciuch i wtedy pani sedzina decyduje ze to wystarczy.
                    11 miesieczne dziecko spi 10 godz dziennie,pozostalych 10 godzin spedza z niania i 4 godz z mama.
                    Z ojcem spedzaloby 14 godzin dziennie+10 na spanie.
                    Gdybym powaznie traktowal polskie sady to mieszkalbym w Polsce.O prawnikach nie bede wspominal.
                    A jak dzieciak w wieku 14-15 lat zacznie popalac,popijac i sie lobuzowac to wtedy matka wpadnie w rozpacz i zacznie winic ojca.
                    Sady tez beda mialy kupe roboty,ale zaden sedzia czy polski prawnik nie skorzysta z badan potwierdzajacych ze najgorszymi wychowawcami dzieci sa samotne matki.
                • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 13:49
                  kunda77 napisał(a):

                  > W tym wypadku nie ma mowy o odebraniu dziecka matce...nie ma żadnych przeslanek
                  > ,że sie zle nim opiekuje.

                  A jaki sad powierzyl opieke nad dzieckiem matce,skoro mowa o odbieraniu?
                  A po czym poznasz przeslanki zlego opiekowania sie dzieckiem?
                  Przeciez wg kobiet opieka nad dzieckiem polega na zywieniu i ubieraniu.

                  > Autor moze jedynie liczyc na ustalenie wizyt i ich zwiększenie nic ponadto

                  Mowilem ze to zascianek i trzecioswiatowe myslenie.
                  • kunda77 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 14:32
                    Wiesz co osobiście znam dwoch ojcow, ktorzy samotnie wychowują dziecko i nie dlatego że matka nie żyje...sąd im to przyznal ale byly inne przeslanki
                    A dlaczego uważasz,że matka sie nim zle zajmuje..bo co? bo pracuje? przecież musi zarabiac na wszystkie potrzeby dziecka...i przepraszam jak ojciec zamierza sie dzieckiem opikowac bo tez musi pracowac aby zarobic na jedzene na ubranie na leki potem na przedszkole na zajecia dodatkowe
                    • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 17:08
                      kunda77 napisał(a):

                      > A dlaczego uważasz,że matka sie nim zle zajmuje..bo co? bo pracuje?

                      Musisz zaczac od okreslenia na czym polega wychowanie dziecka.
                      Wiekszosc matek uwaza,ze wychowanie to jedzenie,ubranie,dach nad glowa,przedszkole,wakacje,szkola itd.
                      Jest kilka szkol wychowywania dzieci.
                      1-Najbardziej popularna i najszerzej stosowana na swiecie jest taka,by dziecku dostarczac tego co mu potrzebne,a ono sobie samo wybierze co dla niego jest najwazniejsze i najlepsze.
                      2-Druga jest rygorystyczna.Na wzor chinski.Dzieciak ma scisle okreslone zasady i cele wyznaczone przez rodzicow.Kazdy chyba zna ksiazke dosc popularna od 2011.

                      www.guardian.co.uk/books/2011/jan/12/tiger-mother-chinese-parenting
                      Sukcesy w tej metodzie zaleza od madrosci rodzicow i jakosci decyzji przez nich podejmowanych.
                      Jakby nie oceniac metody chinskiej,to jednak edukacyjnie nie ma lepszej nacji na swiecie i wszystkie badania to potwierdzaja.Moje dzieci chodza do jednych z najlepszych szkol w USA i w kazdej z nich jest ponad 50% Chinczykow.
                      Nawet w druzynach tenisowych moich dzieci jest zatrzesienie Chinczykow.
                      Same Chiny rozwijaja sie nieprzerwanie od 1978 roku okolo 10% rocznie,wiec cos w tym musi byc ze narzucane odgornie cele przez starszych i madrzejszych lepiej sie sprawdzaja niz
                      danie wolnej reki dzieciom i zasilanie ich kieszonkowym.
                      Ja nigdy w zyciu dzieciom kieszonkowego nie dawalem ani nie zamierzam dawac.
                      Owszem daje im pieniadze za dobre wyniki w nauce i w sporcie ale nigdy stalej sumy tygodniowo.

                      > przecież musi zarabiac na wszystkie potrzeby dziecka...i przepraszam jak ojciec zamierza s
                      > ie dzieckiem opikowac bo tez musi pracowac aby zarobic na jedzene na ubranie na
                      > leki potem na przedszkole na zajecia dodatkowe

                      Jesli spojrzysz na stanowiska menadzerskie to jest tam zdecydowanie wiecej mezczyzn niz kobiet,bo sa duzo lepiej zorganizowani i lepiej obejmuja wszystkie zagadnienia calosciowo.
                      Na wychowanie trzeba miec pomysl i umiec ten pomysl zrealizowac,a jedzenie ,pranie,gotowanie to 10% wychowania.
                      • blackmen88 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 18:23
                        Dać jeść, przewinąć czy ubrać każdy potrafi... (przynajmniej tak mi się wydaje, dla mnie to żaden problem) Zarówno matka jak i ojciec są potrzebni do wychowania dziecka tylko jak to pogodzić nie będąc razem tak aby nikt nie był pokrzywdzony? Dziecko ma roczek, jeszcze nie mówi także nie powie co go gryzie ani czego potrzebuje, trzeba samemu instynktownie to wiedzieć...
                        • tijgertje Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 19:11
                          blackmen, odpowiedzi na te pytania nie dostaniesz od maksiawink Mam nadzieje,z e juz zauwazyles, ze on ma klapki na oczach. Jak nie, to poczytaj jego starsze watki. Mozna sie niezle usmiac.
                          • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 23:31
                            tijgertje napisała:

                            > blackmen, odpowiedzi na te pytania nie dostaniesz od maksiawink Mam nadzieje,z e
                            > juz zauwazyles, ze on ma klapki na oczach. Jak nie, to poczytaj jego starsze wa
                            > tki. Mozna sie niezle usmiac.

                            Zakladam ze twoj syn nigdy na NYU sie nie dostanie,to co ci pozostalo poza pustym smiechem.
                        • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 24.05.12, 23:27
                          blackmen88 napisał(a):

                          > Dać jeść, przewinąć czy ubrać każdy potrafi... (przynajmniej tak mi się wydaje,
                          > dla mnie to żaden problem) Zarówno matka jak i ojciec są potrzebni do wychowan
                          > ia dziecka tylko jak to pogodzić nie będąc razem tak aby nikt nie był pokrzywdzony?

                          Logicznym wyjsciem jest przebywanie dziecka z kazdym z rodzicow po 50% czasu,ale za zaczniesz domagac sie logiki w mysleniu kobiet czy polskich sadow to sie choroby wrzodowej nabawisz.

                          > Dziecko ma roczek, jeszcze nie mówi także nie powie co go gryzie ani czego
                          > potrzebuje, trzeba samemu instynktownie to wiedzieć...

                          Mozna bylo w miedzyczasie dziecko sporo nauczyc,ale wyglada na to ze pierwszy rok byl zaniedbany.

                          www.bycrodzicami.pl/montessori-w-domu/bobomigi-czyli-jezyk-migowy-dla-niemowlat-jak-rozmawiac-z-dzieckiem-zanim-potrafi-ono-mowic/
                          Poza tym jak jestes z dzieckiem to uczysz sie rzyczy podstawowych,np jak reagowac na goraczke,biegunke itd.Sa do tego ksiazki i wszystkiego mozna sie nauczyc.
                          Podchodzisz do tego jakbys mial sie nauczyc latac samolotem.Mozna metoda prob i bledow ale lepiej najpierw zapoznac sie z teoria.
                          Teorii jest mnostwo i sam zweryfikujesz ktora jest najlepsza.
                          • kunda77 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 25.05.12, 06:33
                            ale skąd wiesz ze pierwszy rok byl zaniedbany w jakim sensie...bo chyba tylko w obecnosci ojca ktorzy nie przewijal nie spędzal z dzieckiem nocy kiedy zabkowało itp


                            i przepraszam ale nie zazdroszcze oni tobie ani twoim dziecią bo sadzac ze wczesniejszego postu w ktorym piszesz ze Twoji znajomi dobrze zrobili porzucajac chore dziecko i robiac sobie zdrowe samo swiadczy o Tobie
                            • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 25.05.12, 06:55
                              kunda77 napisał(a):

                              > ale skąd wiesz ze pierwszy rok byl zaniedbany w jakim sensie...

                              Przeciez nianka ani zapracowana matka nigdy na taki pomysl nie wpadna by uczyc dziecka jezyka migowego.
                              Beda wykonywaly rzeczy podstawowe typu jedzenie,przewijanie,ubieranie itd.
                              Najpierw samemu trzeba sie nauczyc co mozna z dzieckiem robic w tym wieku a nastepnie probowac nowych metod wychowawczych.

                              > i przepraszam ale nie zazdroszcze oni tobie ani twoim dziecią bo sadzac ze wcze
                              > sniejszego postu w ktorym piszesz ze Twoji znajomi dobrze zrobili porzucajac ch
                              > ore dziecko i robiac sobie zdrowe samo swiadczy o Tobie

                              Ich chore dziecko nie kontaktowalo co to rodzic i w zwiazku z tym nie bylo zadnego porzucenia ale pozostawienie pod opieka rodziny.
                              A w USA ci znajomi maja dwoje zdrowych zdolnych dzieci.
                              • kunda77 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 25.05.12, 15:06
                                maksimum napisał:

                                >
                                >
                                > >
                                >
                                > Ich chore dziecko nie kontaktowalo co to rodzic i w zwiazku z tym nie bylo zadn
                                > ego porzucenia ale pozostawienie pod opieka rodziny.
                                > A w USA ci znajomi maja dwoje zdrowych zdolnych dzieci.


                                a w czym te zdrowe dzieci sa lepsze niz to chore...bo nadal nie rozumiem...i bardzo przepraszam ale dla mnie to nadal porzucenie bo dlaczego nie zabrali tego chorego dziecka do Stanow dlaczego tam mu nie zapewniaja leczenia i rehabilitacji? Powiedz kto ma sie zajac dzieckiem jak nie rodzice i nie wazne czy dziecko jest zdrowe czy chore czy zdolne czy raczej nie czy rude czy piegowate...
                                • morekac Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 25.05.12, 15:47
                                  a w czym te zdrowe dzieci sa lepsze niz to chore...

                                  Jak to w czym? Nimi można się chełpić, chore powinien zaś spotkać los niewydarzonych Spartan.
                                  • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 25.05.12, 17:06
                                    morekac napisała:

                                    > a w czym te zdrowe dzieci sa lepsze niz to chore...
                                    >
                                    > Jak to w czym? Nimi można się chełpić, chore powinien zaś spotkać los niewydarz
                                    > onych Spartan.

                                    Zawsze jest jakis logiczny wybor.
                                    Mozna poprzestac na jednym dziecku z porazeniem mozgowym i cierpiec z nim cale zycie,ale mozna tez miec dwoje nastepnych zdrowych i zdolnych dzieci.
                                    Ci ktorzy lubia cierpiec poprzestaja na jednym chorym dziecku a ci bardziej rozgarnieci maja wiecej zdrowych dzieci.
                                    • morekac Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 26.05.12, 09:05
                                      ale z reguły zajmują się cała trójką, a nie oddają wadliwy egzemplarz do kasacji.
                                      • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 26.05.12, 17:17
                                        morekac napisała:

                                        > ale z reguły zajmują się cała trójką, a nie oddają wadliwy egzemplarz do kasacji.

                                        A co ty robisz jak nabyjesz wadliwy tv lub samochod?
                                        • morekac Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 27.05.12, 08:56
                                          Gratuluję podejścia do życia. Masz wystarczające środki na opłacenie dobrej opieki na starość? Bo wiesz, u was w tym NY socjalu pewnie specjalnie nie ma, część funduszy emerytalnych szlag trafił w tym kryzysie - jeśli tego nie masz i dzieci przejęły twoje podejście do życia - wróżę smętne życie w starszym wieku.
                                          • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 27.05.12, 14:44
                                            morekac napisała:

                                            > Gratuluję podejścia do życia.

                                            Dziekuje.


                                        • morekac Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 27.05.12, 09:11
                                          Swoich dzieci sam nie zrobiłeś, że możesz je wymieniać w ramach reklamacji?
                                • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 25.05.12, 17:02
                                  kunda77 napisał(a):

                                  > a w czym te zdrowe dzieci sa lepsze niz to chore...bo nadal nie rozumiem...

                                  Rozniaca jest taka,ze zdrowe dzieci pojda do pracy i beda placily podatki na dzieci chore i socjale na ich matki,ktore nie pracuja by zajmowac sie chorymi dziecmi.
                                  Poza tym te chore i ich matki beda glosowaly na zwiekszenie wydatkow socjalnych,co wczesniej czy pozniej doprowadzi do zalamania budzetu oraz calej gospodarki panstwa.
                                  Pewno sie dziwisz dlaczego w calej Europie jest stagnacja,wysokie bezrobocie i brak perspektyw na przyszlosc a odpowiedzia sa wysokie wydatki socjalne.

                                  > i bardzo przepraszam ale dla mnie to nadal porzucenie bo dlaczego nie zabrali tego
                                  > chorego dziecka do Stanow dlaczego tam mu nie zapewniaja leczenia i rehabilita
                                  > cji? Powiedz kto ma sie zajac dzieckiem jak nie rodzice i nie wazne czy dziecko
                                  > jest zdrowe czy chore czy zdolne czy raczej nie czy rude czy piegowate...

                                  Jesli nie rodzice to dalsza rodzina bo dla dziecka z porazeniem mozgowym nie ma to znaczenia,a rodzice moga jeszcze raz rozpoczac normalne zycie i bardzo dobrze sobie w nim daja rade.
                                  • kunda77 Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 25.05.12, 17:30
                                    Nigdy nie pisalam ze majac chore dziecko nie mozna miec nastepnych, mozna stworzyc rodzine gdzie sa chorzy i zdrowi, dzieci ucza sie empati

                                    ale wiesz idac takim rozumumowaniem to kiedy rodzic bedzie stary, niepotrzebny bo chory wiec tez mozna go pozucic...prawda...gratuluje
                                    • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 25.05.12, 21:55
                                      kunda77 napisał(a):

                                      > ale wiesz idac takim rozumumowaniem to kiedy rodzic bedzie stary, niepotrzebny
                                      > bo chory wiec tez mozna go pozucic...prawda...gratuluje

                                      Zazwyczaj ci starzy maja najwiecej kasy w rodzinie,wiec mlodzi liza im tylki zeby troche kasy dostac w prezencie.
                                      • tijgertje Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 26.05.12, 01:28
                                        Jaaaasne, takie wyksztalciuchy a do smierci na garnuszku tatusia? ZWLASZCZA w Stanach??? Maksiu, zejdz na ziemie i nie rozsmieszaj ludzi. twoje argumenty w ogole sie kupy nie trzymaja. cos sobie ubzdurales i wszystko naciagasz do swojej jedynej slusznej wizji, tylko ty jeden nie widzisz, ze w tym za grosza prostej logiki nie ma.
                                        • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 26.05.12, 17:21
                                          tijgertje napisała:

                                          > Jaaaasne, takie wyksztalciuchy a do smierci na garnuszku tatusia? ZWLASZCZA w S
                                          > tanach??? Maksiu, zejdz na ziemie i nie rozsmieszaj ludzi. twoje argumenty w og
                                          > ole sie kupy nie trzymaja. cos sobie ubzdurales i wszystko naciagasz do swojej
                                          > jedynej slusznej wizji,

                                          A co sie kupy nie trzyma? Ze syn dostal sie na NYU a corka uczy sie jeszcze lepiej od niego?

                                          > tylko ty jeden nie widzisz, ze w tym za grosza prostej logiki nie ma.

                                          Ja widze ze twoj syn nie ma szans na NYU i wcale mnie to nie smieszy.
                                          Koniecznie chcialabyc zrownac wszystkich do swojego poziomu myslenia ale ci sie nie udaje i pusty smiech cie ogarnia.
                                          Panuj troche nad soba.
                                  • morekac Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 26.05.12, 09:03
                                    no, w tym przypadku to podatki bedą płacone za granicą, a dziecię zostało na socjalu w tym podłym PL.
                                    Zaś ludzi, którzy są już nieprzydatni, powinno się usypiać zgodnie z twoim światopoglądem?
                                    • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 26.05.12, 14:03
                                      morekac napisała:

                                      > no, w tym przypadku to podatki bedą płacone za granicą, a dziecię zostało na s
                                      > ocjalu w tym podłym PL.

                                      A ile to mld doll rocznie plynie z USA do rodzin w Polsce?

                                      > Zaś ludzi, którzy są już nieprzydatni, powinno się usypiać zgodnie z twoim świa
                                      > topoglądem?

                                      To twoj swiatopoglad.
                                  • mamaantonki Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 27.05.12, 22:46
                                    Ty chyba średnio się orientujesz co to mózgowe porażenie. Widzisz - ono najczęściej objawia się spastycznością kończyny/kończyn. Niepełnosprawność intelektualna nie występuje zawsze, a nawet jeśli, to, czy dziecku z MPD naprawdę jest obojętne kto go wychowuje?
                                    • maksimum Re: czy dziecko potrzebuje ojca? 28.05.12, 07:00
                                      mamaantonki napisała:

                                      > Ty chyba średnio się orientujesz co to mózgowe porażenie. Widzisz - ono najczęś
                                      > ciej objawia się spastycznością kończyny/kończyn. Niepełnosprawność intelektual
                                      > na nie występuje zawsze,

                                      W tym wypadku bylo zasadnicze.Dziecko nie nadawalo sie do zadnej szkoly,ani nie wiedzialo jak sie nazywa.




Inne wątki na temat:
Pełna wersja