same tak wychowujecie swoje dzieci

21.06.04, 22:54
Na placu zabaw biega sobie roześmiana 2,5latka. Za nią chodzi jęcząca mama:
chodź juz do domu, prosze cię, chodźmy juz do domu... Dziewczynka radośnie:
nie!!! i biegnie na nastepna zjeżdżalnię. Mama za nią: proszę cię, chodźmy
juz do domu, dam ci cukierka... Dzwoni telefon komórkowy mamy: to tata. Mama
do niego: przyjedź po nas na plac zabaw, to może mała jak cię zobaczy zgodzi
sie pójść do domu...

żałosne.
    • verdana Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 21.06.04, 23:00
      O rany! Ale ja to też widziałam na podwórku. Mamo daj lizaka - Nie, Daj, no!
      Nie, niedługo będzie obiad. Ale ja chce - i w ryk. A mamusia daje. Oj!
      • grzalka Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 22.06.04, 09:01
        Anatemko, watek pod tym tytulem mial ponad 200 wpisow, niepotrzebnie sie
        produkujesz...
        • mik5 Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 22.06.04, 09:45
          w s z y s c y rodzice popełniają błędy
          • ankanka Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 23.06.04, 00:08
            Uwielbiam takie komentarze ciotek klotek nieomylnych.
            Niedobrze mi się robi więc już pójdę.
            Żałosne....
            • mik5 Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 23.06.04, 10:50
              a co nie jest tak?
              nie lubie nadmiernego krytykanctwa
        • anatemka Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 24.06.04, 16:06
          grzalka napisała:

          > Anatemko, watek pod tym tytulem mial ponad 200 wpisow, niepotrzebnie sie
          > produkujesz...


          wiemsmile))
          ale ten tytuł doskonale mi pasował do tresci mojego postusmile
          żałosne było postępowanie tamtej matki, i myslę że obruszyc się mogą na mój
          jednowyrazowy komentarz tylko mamy mające taki sam problem smile
          • anyaa Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 24.06.04, 22:00
            A ja bardzo często bywam na placu zabaw z moimi maluchami i wiele razy
            widziałam, jak mamy przekonuja swoje rozbrykane pociechy do pójscia do domu.
            Probuja prosba, grozba, czasem przekupstwem...
            Nie widze w tym nic zalosnego!
            Nie wierz, ze Ty zawsze wychowujesz dziecko "podrecznikowo"
            Chyba rozpoczelas ten watek (o znamiennym tytule zreszta) tylko po to, zeby
            podgrzac troche atmosfere na forum.
            Pozdrawiam,
            Ania
            • zarra Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 24.06.04, 23:14
              Eeee tam. Co w tym żałosnego? Że mama chciała juz do domu? Nie mogła miec juz
              dość, być zmęczona, a może miała jeszcze w domu robotę i czas ją naglił ?
              Żałosne (a wrecz przykre) byłoby gdyby mama zabrała dziecko siłą, dziecko w
              ryk, histeria , mama wściekła i klap w tyłek. Mnie takie obrazki rażą, a nie
              opisany przez anatemkę.
              • mamamajki Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 25.06.04, 01:28
                bywa też tak,że krytykujemy kogoś za szybko
                napiszę o sobie
                kilka lat temu (nie miałam jeszcze dziecka) widziałam jak kobieta prowadzi małą
                dziewczynkę na smyczy - takie szelki z paskiem
                nie mogłam na to patrzeć, byłam zła,kiwałam głową z pogardą - jak można dziecko
                w ten sposób prowadzać??????????
                później powiedziałam o tym jeszcze mężowi i w ogóle o tym gadałam bardzo
                zbulwersowana
                .....a dziś .....prowadzam moją 21 miesięczną córkę tak samo
                i jest mi baardzo głupio,że wtedy tak gadałam

                a szelki kupiłam tydzień temu,gdy samochód zatrzymał się jakieś 50 cm od mojej
                Mai - która uwielbia uciekać i nie pozwala trzymać się za rękę na spacerkach
                Asia
                • bebejot Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 29.06.04, 16:37
                  Szelki sa super!
                  Ostatnio słyszałam głos oburzonej małolaty,że nasz syn jest w noszaku -"temu
                  dziecku jest napewno niewygodnie!!!!".
                  Też mam kilka grzechów krytykanctwa na swoim koncie, i tych przedciążowych, i
                  tych po. Fakt, czasem trudno się powstrzymać, zwłaszcza jak widzi się
                  wymierzane klapsy czy szarpanie za rączke itp, ale odpuszczam sobie
                  krytykowanie rodziców za brak konsekwencji czy bezsilność. Wystarczy jak
                  pomyślę o dniach kiedy większość moich zasady wychowawczych bierze w łeb, bo
                  mam np. bóle miesiączkowe.
              • moler1 Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 25.06.04, 08:57
                zarra napisała:

                > Eeee tam. Co w tym żałosnego? Że mama chciała juz do domu? Nie mogła miec juz
                > dość, być zmęczona, a może miała jeszcze w domu robotę i czas ją naglił ?
                > Żałosne (a wrecz przykre) byłoby gdyby mama zabrała dziecko siłą, dziecko w
                > ryk, histeria , mama wściekła i klap w tyłek. Mnie takie obrazki rażą, a nie
                > opisany przez anatemkę.

                smile a mnie wręcz przeciwnie, zgadzam się z anatemką i uważam za żenującą
                sytuacje, gdy mama biega za swoją pociechą ze łzami w oczach wprowadzając w
                życie elementy "korupcji" smile))
                Inną sprawą jest oczywiście to, że sposób wychowania jest wewnętrzną sprawą
                między nieradzącą sobie mamą, a wykorzystująca to jej córką.
                • janaj Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 25.06.04, 10:47
                  Też się dołączę do tej dyskusji.
                  Tej wiosny gdy zaczęłam z córką wyprawy na plac zabaw miałam podobny problem.
                  Córka nie chciała wracać do domu. Zdarzyło mi się ją przekonywać zakupami i
                  wynieść na rękach z jej protestami. I jeśli ktoś widziałby tą sytuację ocenił by
                  mnie tak jak anatemka.
                  Następnego dnia rozmawiałam z córcią przed wejsciem na plac i umówiłyśmy się, że
                  idziemy tam pod warunkiem, że jak mama da znać do wracamy do domu.
                  I okazało się, że to poskutkowało. Też czasem zdarzają się jeszcze sytuacje, że
                  nie od razu zgadza się na powrót do domu ale cóż wychowanie dzieci nie jest
                  sprawą prostą. I choć jestem pedagogiem staram się nie oceniać innych rodziców
                  bo oprócz metod wychowawczych rodziców dziecko ma jeszcze swój charakter ( na
                  pewno znacie rodzeństwa: jedno aniołek a drugie łobuziak). Poza tym dopóki jeden
                  rodzic nie ma ze swoim dzieckiem danego problemu dopóty nie zrozumie tego
                  drugiego, który właśnie ten problem ma.
                  Pozdrawiam wszystkich rodziców i cieszę się, że jest takie forum bo możemy
                  podzielić się swoimi doświadczeniami, pomóc sobie nawzajem.
                  Pozdrawiam,
                  Joanna.
                • staramama Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 25.06.04, 11:03
                  Ja też jak najbardziej zgadzam się z tym, nie widzę powodu, żeby dziecko od
                  najmłodszych lat miało okazywać mi kompletny brak szacunku i nie liczyć się z
                  moim zdaniem. Oczywiście, szacunek musi "działać" w obie strony. Ja zawsze
                  umawiałam się z synem, na ile mniej więcej idziemy na plac zabaw, a parę minut
                  przed końcem mówiłam "masz jeszcze (np.) 5 minut, a potem idziemy" i nigdy nie
                  miałam podobnych problemów. Ciekawe, co rodzice którzy uważają, że takie sceny
                  podwórkowe są ok zrobiliby, mając dwójkę dzieci: jedno wrzeszczy, że chce
                  zostać, a drugie, że chce wracać? Moje dzieci raz są grzeczne, a raz nie, ale
                  generalnie zawsze w końcu mogę się z nimi dogadać, ale gdyby doszło kiedyś do
                  takiej sceny, to bardziej widzę się jako matka, która po prostu bierze takiego
                  malca na ręce i idzie z nim do domu (bez żadnych klapsów czy wściekłości z
                  mojej strony), nie wyobrażam sobie siebie błagającej dziecko o powrót i
                  przekupującej lodami.
    • aniagali Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 26.06.04, 10:42
      Ludzie, ktorzy oceniaja i krytykuja innych maja poprostu niskie poczucie
      wartosci i chyba w ten sposob chca sie poczuc lepsi...proponowalabym wiec
      Tobie, zebys zajela sie najpierw soba.
      Pozdrawiam serdecznie
      Anka
    • martelia1 Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 26.06.04, 13:46
      Witam
      Nie rozumiem jak mozna krytykowac czlowieka w ogole go nie znajac. A moze ta kobieta miala ciezki dzien, albo zle sie czula. Skad mozesz wiedziec jak ona sobie radzi na codzien z wychowywaniem coreczki? Moze jest swietna mama, a coreczka jest wyjatkowo trudnym dzieckiem. Kazdemu czasem zdarza sie miec juz dosc i probujemy najprostszych rozwiazan. Nie jestem za tym, zeby przekupywac dzieci, ale nie widze nic zalosnego w tym ,ze mama prosila dziecko o powrot do domu, to chyba lepiej niz mialaby sie wydzierac na nie albo dac klapsa w tylek.
      No i coz ona wlasciwie takiego zlego zrobila ta biedaczka, ze wszczelas dyskusje na jej temat.
      Nie wiem, jak dlugo jestes juz mama ale tobie tez moze zdarzyc sie podobna sytuacja, no chyba ze jestes idealna...

      Pozdrawiam
      Marta
    • lola211 Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 27.06.04, 11:29
      Mnie takze taka totalna bezradnosc wobec dziecka powala.Wszystko mozna
      zrozumiec, ale jesli rodzic nie daje sobie rady z tak prozaiczna sprawa, jak
      zabranie dziecka z placu zabaw, to co bedzie później?

      --------------------------------------------------
      Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
    • barbin Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 27.06.04, 15:37
      Cześć.
      Uważam, że robienie scen na placu zabaw to takie wychowywanie pod publiczkę:
      niech inne mamy widzą jaka jestem twarda, jak dobrze wychowuję swoje dziecko.
      Zdarza się,że trzeba zareagować w piaskownicy, przy świadkach, np. kiedy nasze
      słoneczko bije inne dzieci. Generalnie jednak najskuteczniejsze są nasze
      rozmowy w 4 oczy, nasze opowieści o szacunku, nasze nienaganne zachowanie
      względem siebie w rodzinie. Biedna mamusia, o której napisano w tym wątku mogła
      sprawiać wrażenie bezradnej i niedojrzałej matki z róznych powodów (już ktoś
      wyżej napisał, że mogła byc np. zmęczona). Anetemko, nie bądz zaskoczona, jeśli
      za kilka lat córka owej pani zaskoczy Cię niezwykle dobrym zachowaniem. Mam
      nadzieję, że będzie to dla Ciebie miłe zaskoczenie.
    • anek.anek Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 27.06.04, 22:49
      oj, to się zdenerwowałam!
      żałosna jest krytyka takiej matczynej niemocy, a brak zdecydowanego działania
      takiej mamy jest raczej smutne. Jesli znasz sposób to podejdź do takiej matki
      następnym razem i DELIKATNIE zasugeruj co powinna zrobić. Mnie samej też
      czasem ręce opadają kidy staję przed wyborem: albo ciągnąć siła (dosłownie!)
      swojego ryczącego i protestującego syna do domu, albo go próbować przekupić,
      albo się ugiąć i zostać, chociaż zupełnie nie mam na to akurat czasu. Z reguły
      kończy się na moim twardym "liczę do 20 i idziemy" i po odliczeniu po prostu
      biorę na ręcę i idę, ale i tak zawsz jest szarpanina i wyrywanie się. Mam
      nadzieję, że to jednak kiedyś miniesad
    • szymanka Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 28.06.04, 01:13
      hmm... dziewczyny które uważają za żałosą krytykę matki, która nie może sobie
      poradzić z córką, same krytykują anatemkę...
      Anatemka przedstwiła sytuację i wyraziła swoje zdanie na ten temat, w końcu to
      forum o wychowaniu, co w tym żałosnego? A uwaga o niskim poczuciu wartości moim
      zdaniem zupełnie w tym przypadku nie na miejscu.

      Jeżeli chodzi o postępowanie w takiej sytuacji, wydaje mi się, że
      najodpowiedniejsze będzie zaprowadzenie takiej panienki do domu, bez wględu na
      jej protesty. Wiem, dwu - trzylatki są czasem trudne, postępowanie z nimi nie
      jest proste, ale przede wszystkim wymaga konsekwencji. Jeżeli mała zobaczy, że
      matka jej uległa raz i drugi, to dlaczego by miała z tego nie skorzystać przy
      następnej okazji? Natomiast jeśli poczuje, że protesty na nic się nie zdadzą,
      to w końcu ich zaniecha, bo będzie wiedziała, że nic nimi nie wskóra.

    • wieczna-gosia Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 28.06.04, 08:06
      Po pierwsze nie wiemy jak to jest z ta mama i jej corka wink
      To jednostkowa sytuacja
      Czasami sobie czlowiek z dzieckiem nie radzi. jedni jak sobie nie rada to daja
      klapa i udaja ze sobie radza a inni nie daja klapa i tez udaja wink)

      Wczoraj Przemek kilka bitych godzin ryczal, jeczal, piszczal, kwekal, jazgotal
      itd. Mnie boli zab. po tych kilku godzinach bylam gotowa zgodzic sie na
      wszystko byle tylko reszta dzieci nie zaczela wydawac podobnych dzwiekow wink)
    • hanka78 WAŻNE ! do Wszystkich 28.06.04, 09:17
      Cześć Wszystkim Mamom i Tatom
      Autorka postu wykazuje się wyjątkową nieznajomością psychiki dziecka a co za
      tym idzie również metod wychowania. Dziwne by było gdydy 2,5 latek na słowa
      mamy :"idziemy" zareagował inaczej niż w opsany sposób. Wtedy należałoby
      zgłosić się z dzieckiem do psychologa. Każdy wiek ma swoje prawa i trzeba co
      nieco o nich wiedzieć żeby nie zrobić dzieciakowi krzywdy!!!!!
      Autorka postu jak widać nie ma o tym nawet bledziutkiego pojęcia więc lepiej,
      żeby się nie wypowiadała bo się tylko OŚMIESZA!!! A Wy drogie Mamy nie
      tłumaczcie się przed jakąś bezdzietną....czy mamą dziecka opóźnionego, która
      nawet nie wie, że to z jej dzieckiem jest coś nie tak - bo ją slucha mając 2
      lata!!!
      Nie jest to również sprawa braku szacunku ze strony dziecka.

      Z tego co wiem na opisana sytuacja ma tylko jedno wyjście....Uprzedzamy dziecko
      że za 10 min idziemy...uprzedzamy je, że za 5 mnim idziemy...a potem bez
      niepotrzebnych racjonalnych argumentów (nie ten wiek)bierzemy dziecko
      stanowczo i niestety czasem na "siłe". I nie ma w t tym nic nadzwyczajnego. Po
      jakimś czasie powinno takie takie zachowanie przynieść porządane rezultaty.
      To co tu napisałam nie jest miom prywatnym widzi mi sie - ale najczęstszą
      opinią psychologa!!!

      Forum jest instrumentem wymiany poglądów, nawet głupich i niesłusznych dlatego
      anatemka jest w mioch oczach usprawiedliwiona....

      pozdrawiam
      • lulka222 Re: WAŻNE ! do Wszystkich 28.06.04, 09:20
        Hanka, a co Ty takiego ważnego napisałaś???
        Pani Mądralińska....???????
        • hanka78 Re: WAŻNE ! do Wszystkich 28.06.04, 09:29
          może
        • hanka78 do lulki222 28.06.04, 09:40
          nooo jeśli nie wiesz co ważnego napisałam to masz chyba podobny problem do
          anatemki...słowem niskie IQ
          nie załamuj się pozdrawiam
          • lulka222 Re: do hanki 78 28.06.04, 10:08
            Brawo!!! Hanka!! haha i jeszcze oceniasz ludzi po 1 poscie.
            To się tupet nazywa.
            Ale pocieszyć potrafisz, to trzeba Ci przyznać.
      • iju Re: WAŻNE ! do Wszystkich 28.06.04, 09:28
        A może umówmy się z 2-latkiem na godzinę i sam niech wraca do domu smile. I dla
        jasności dodam, że jestem mamą 2 dzieci, normalnych, a może tylko mi się
        wydaje, że są normalne?
        • hanka78 do iju 28.06.04, 09:31
          o co ci chodzi?
        • hanka78 do iju 28.06.04, 09:36
          O co ci chodzi? Nie wiem czy Ty też uważasz, że sprzeciwaijący się 2,5 latek -
          to źle wychwane dziecko? Bo autorka tematu tak uważa!!! wink
      • szymanka Re: WAŻNE ! do Wszystkich 28.06.04, 21:57
        hanka78 napisała:

        > Cześć Wszystkim Mamom i Tatom
        > Autorka postu wykazuje się wyjątkową nieznajomością psychiki dziecka a co za
        > tym idzie również metod wychowania. Dziwne by było gdydy 2,5 latek na słowa
        > mamy :"idziemy" zareagował inaczej niż w opsany sposób. Wtedy należałoby
        > zgłosić się z dzieckiem do psychologa. Każdy wiek ma swoje prawa i trzeba co
        > nieco o nich wiedzieć żeby nie zrobić dzieciakowi krzywdy!!!!!
        > Autorka postu jak widać nie ma o tym nawet bledziutkiego pojęcia więc lepiej,
        > żeby się nie wypowiadała bo się tylko OŚMIESZA!!! A Wy drogie Mamy nie
        > tłumaczcie się przed jakąś bezdzietną....czy mamą dziecka opóźnionego, która
        > nawet nie wie, że to z jej dzieckiem jest coś nie tak - bo ją slucha mając 2
        > lata!!!
        > Nie jest to również sprawa braku szacunku ze strony dziecka.
        >


        A mnie się wydaje droga Haniu, że wykazałaś swoim tekstem wyjątkowe
        niezrozumienie postu autorki wątku.
        Dodatkowo, bez żadnych podstaw obraziłaś Anatemkę.



        > Z tego co wiem na opisana sytuacja ma tylko jedno wyjście....Uprzedzamy
        dziecko że za 10 min idziemy...uprzedzamy je, że za 5 mnim idziemy...a potem
        bez niepotrzebnych racjonalnych argumentów (nie ten wiek)bierzemy dziecko
        stanowczo i niestety czasem na "siłe". I nie ma w t tym nic nadzwyczajnego. Po
        jakimś czasie powinno takie takie zachowanie przynieść porządane rezultaty.
        To co tu napisałam nie jest miom prywatnym widzi mi sie - ale najczęstszą
        opinią psychologa!!!
        Forum jest instrumentem wymiany poglądów, nawet głupich i niesłusznych dlatego
        anatemka jest w mioch oczach usprawiedliwiona....
        pozdrawiam<<


        Jezeli dokładnie przeczytasz post Anatemki, to może zrozumiesz, że właśnie brak
        zdecydowania u matki Anatemka krytykuje.
    • verdana Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 28.06.04, 09:39
      A wiecie, ze jestem totalnie przerażona. Z krytyki Anatemki wynika, ze
      nieradzenie sobie z 2,5 letnim dzieckiem jest normą, a przekupywanie i wzywanie
      taty na pomoc - jak najbardziej na miejscu. Ostatecznie mozna dziecko po prostu
      wziąć na ręce i zanieść do domu. Bezradność tej matki także wydaje mi się
      porażająca. Ona tego dziecka po prostu się boi - boi się ryku, boi się
      przeciwstawić. Anatemka ma rację - oczywiście, ze w tym wieku dziecko ma prawo
      się buntować, ale jednak matka w takich wypadkach musi mieć dosyć zdecydowania,
      by okazać się strona silniejszą (nie mówię o laniu, tylko o zdecydowanym
      zabraniu z placu). A przekupstwo w żadnym wypadku jest niedopuszczalne.
      Nagroda - tak, przekupstwo-nie. Dzieciom, podobnie jak dorosłym łapówek się nie
      daje. Anatemko, zgadzam się z Tobą w 100%
      • moler1 Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 28.06.04, 10:16
        verdana napisała:

        > A wiecie, ze jestem totalnie przerażona. Z krytyki Anatemki wynika, ze
        > nieradzenie sobie z 2,5 letnim dzieckiem jest normą, a przekupywanie i
        wzywanie
        >
        > taty na pomoc - jak najbardziej na miejscu.


        Mnie to już przestało przerażać, a zaczęło bawić, szczególnie gdy czyta się
        świetne komentarze Pani Hani ...smile
      • antonina_74 Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 29.06.04, 00:39
        Ona nie dziecka się boi biedaczka tylko innych matek które wiecznie obserwują a
        jak już zaobserwują to piszą na forum ;->
        pamiętam taką fazę u Kuby - 3 lata - powrót z przedszkola trwał dwie godziny bo
        młody leżał na ziemi i wrzeszczał że chce coś tam - furtkę zamknąć, na schodki
        wejść, mróz 18 stopni, ja w ciąży, horror - i o ile w samotności nie miewałam
        oporów przed powleczeniem go za fraki do domu tak zwyczajnie bałam się tych
        innych matek które mijając nas za rączkę z grzecznymi dziećmi rzucały litościwe
        spojrzenia albo komentarze, nie zapomnę jak zebrałam opiernicz od jednej takiej
        wszechwiedzącej kiedy testowałam metodę pt. "to ja idę sama do domu, pa,pa
        synku" (jak pani śmie, dziecko takie małe samo zostawić, co pani jest, matka a
        nie umie sobie dać rady z własnym dzieckiem).

        Anatemkę lubię i szanuję ale nie lubię wątków typu "co inne matki robią źle".
        Pozdrawiam,
        Antonina
      • aniagali Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 11.07.04, 15:33
        Nieprzyszlo wam do glowy dziewczynki, ze moze mamie az tak bardzo sie nie
        spieszylo sie domku i tylko proponowala coreczce powrot, a ze skoro tata zaraz
        wraca do domu to i one wroca a coreczka przy okazji bedzie miala frajde bo np.
        bedzie mogla pokierowac chwile samochodem razem z tatusiem...Ta sama mamusia
        kiedy trzeba moze byc bardzo zdecydowana mama ale kiedy nie ma takiej potrzeby
        poprostu wrzuca na luz a nie od razu "nie radzi sobie"...
        • kartoflanka Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 11.04.05, 18:47
          aniagali napisała:

          > Nieprzyszlo wam do glowy dziewczynki, ze moze mamie az tak bardzo sie nie
          > spieszylo sie domku i tylko proponowala coreczce powrot, a ze skoro tata zaraz
          >
          > wraca do domu to i one wroca a coreczka przy okazji bedzie miala frajde bo
          np.
          > bedzie mogla pokierowac chwile samochodem razem z tatusiem...Ta sama mamusia
          > kiedy trzeba moze byc bardzo zdecydowana mama ale kiedy nie ma takiej
          potrzeby
          > poprostu wrzuca na luz a nie od razu "nie radzi sobie"...



          Ha, wlasnie to samo chcialam napisac.
          I to wlasnie dlatego, ze ja jestem taka matkasmile Uderz w stol...no ale niech
          tam...
          czasem zdarza mi sie chodzic za Marysia i jeczec: chodz do domu, no chodz juz,
          a potem dzwonie po meza i jesli jest gdzies niedaleko autem to po prostu nas
          zabiera z placu zabaw.
          Jednoczesnie naprawde nie uwazam sie za matke bezradna, po prostu czesto
          odpuszczam...
          I dlatego jesli Anatemka pisala o mnie(wszystko sie zgadza, wiec jest to
          mozliwe) to oswiadczam na 100% nie jestem zalosna matka wink
          Piotruś
          DLACZEGO
      • le_lutki Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 11.07.04, 16:14
        Moze ta sytuacja byla wyjatkowa i wyjeta z kontekstu, ale znam przypadek
        dziecka (2-3lata), ktore nie dalo sie ubrac do wyjscia, jesli niania nie dala
        cukierkow. Metoda "fantastyczna" ale mnie jako matke chybaby krew zalala przy
        takim postepowaniu niani. Dodam, ze propozycja "targu" wyszla od niani, nie od
        dziecka, co juz dla mnie samo w sobie jest porazajace w swej bezradnosci...
    • anek.anek krytyka tak, pogarda nie... 28.06.04, 10:52
      Ja zdenerwowałam się na sformułowanie "żałosne". Chyba jednak powinno unikać
      się takich sądów. Dla mnie brzmi obraźliwie i jest niesprawiedliwe w przypadku
      zrezygnowanej i nie radzącej sobie matki/ojca. Wyznaję zasadę w każdej materii,
      że najpierw trzeba podjąć próbę pomocy, a dopiero później ew. krytykować....
      • anatemka Re: krytyka tak, pogarda nie... 28.06.04, 15:08
        a ja czytam te komentarze i zastanawiam się dlaczego normą staje się to, że 2-
        3letni dzieciak jest "panem i władcą" a rodzice pokornymi sługami. Chyba
        faktycznie nie mam pojęcia o współczesnym wychowaniu...
        wink

        hm, myslę że to niegrzecznie i niedelikatnie twierdzić że ktoś ma opóxnione
        dziecko tylko dlatego, że nie zgadzamy się z jego matką. Chamstwo, to chyba
        odpowiednie słowo.
        • martelia1 Re: krytyka tak, pogarda nie... 28.06.04, 19:12
          ja czytam te komentarze i zastanawiam się dlaczego normą staje się to, że 2-
          > 3letni dzieciak jest "panem i władcą" a rodzice pokornymi sługami. Chyba
          > faktycznie nie mam pojęcia o współczesnym wychowaniu...

          Anatemko, nie chodzi o to, zeby dziecko rządziło rodzicem, myśle, że innym dziewczynom, które sie z Tobą nie zgadzaja też, ale zrazilo mnie to w jaki sposob to napisalas, jak ktos tu wczesniej napisal odnioslas sie do tej kobiety z pogarda. To bardzo brzydko i nieładnie tak traktowac ludzi, którzy sa niczemu nie winni. Nie mowie, ze tamta sytuacja jest wzorem do nasladowania, ale wiadomo, ze czasem bledy sie zdarzaja, czesto uczymy sie na nich, zeby potem postepowac lepiej, widzimy skutki naszego postepowania i na drugi raz probujemy innych metod, dazymy do tego, zeby stawac sie lepsi.
          Co do zabierania dziecka z podworka: czesto udaje mi sie namowic mojego tez prawie 2.5 letniego synka do powrotu do domu (uprzedzam z gory ze bedziemy godzine, potem wracamy, kiedy mowie, ze juz pora do domu, kiedy jest niechetny, ociaga sie, powtarzam zdecydowanie ze musimy wracac i kieruje sie w strone domu, przypominam o tym, ze mielismy byc krótko, powtarzam to pare razy i czekam, patrze mu prosto w oczy i jestem wtedy zdecydowana i powazna - synek robi smutna mine potem idzie ze mna do domu i udaje sie bez przymusu. Ale kiedy to nie skutkuje po prostu biore go na rece i ide, on szarpie sie i krzyczy a potem mowi, ze pojdzie sam i w koncu choc z trudem godzi sie na to. Nie przekupuje, nie blagam, nie czekam az mu sie zachce, (choc gdy widze, jak sie ladnie bawi, jak sie cieszy, zmiekam i zostaje troszke dluzej), ale najpierw rozmawiam z nim, potem jak widze ze nie ma innego wyjscia dopiero robie to na sile, bo w innym wypadku w ogole bysmy do domu nie dotarli.
          A wspolczesne wychowanie nie polega na byciu niewolnikiem wlasnego dziecka, mylnie to zrozumialas.

          Marta

          • kubusb1 Re: krytyka tak, pogarda nie... 28.06.04, 22:00
            Kiedys gdy niemialam dzieci uwazalam tak jak autorka postu. Teraz gdy mam
            mojego Kubusia, ktory jest bardzo trudnym dzieckiem zweryfikowalam wiele swoich
            pogladow.Moj Kubus uwielbia bawic sie w piachu, moze siedziec w nim calymi
            godzinami, nieprzeszkadza mu deszcz czy zapadajaca noc. Wyciagnac go do domu
            moge tylko sila lub przekupstwem.Niejestem z tego dumna lecz musze przyznac ze
            czesciej stosuje to drugie, moj maly wazy 20 kilo i jest dzieckiem bardzo
            silnym i zwinnym trodno jest mi go wziasc na rece i zaniesc do domu (ja mam
            tylko 162cm wzrostu, waze 45kg i mam astme)wole wiec go przekupic niz bic. Kuba
            jest bardzo uparty i lubi stawiac na swoim, gdy czegos chce a ja mu tego
            zabraniam krzyczy, niszczy wszystko wokol siebie, robi innym i sobie
            krzywde.Gdy tak sie zachowoje czekam az sie uspokoji i tlumacze mu ze tak
            niewolno, nastepnie wychodzimy a on niedostaje tego o co tak usilnie walczyl.
            ZAwsze jestem stanowcza i konsekwentna i choc Kuba wie ze nic niewskora swoim
            zachowaniem robi tak nadal i zadne rady psychologow nieskutkuja.W koncu jedna
            pani psych. powiedziala ze trzeba przeczekac i ze on z tego kiedys wyrosnie.
            Wiec jak na razie czekamy i nieprzejmujemy sie komentarzami i uwagami ludzi na
            ulicy. Na placu zabaw nikt nie komentuje zachowania mojego czy mojego syna,
            poprostu kazdy wie jaki Kubus jest.Sa dzieci ktorym latwo cos wytlumaczyc i sa
            takie do ktorych zadne argumenty nie trafjaja i wtedy trzeba sie uciec do
            podstepu. Pozdrawiam
          • kachax Re: krytyka tak, pogarda nie... 11.04.05, 16:11
            Marta,

            Podoba mi się twoja powściągliwość oceny, szkoda że nie umiem tak jak Ty.
            Ale irytuje mnie twierdzenie, zakładanie, że matka (i ojciec) nie są winni temu
            że mają takie a nie inne dziecko.

            Cóż to za piramidalna bzdura, oczywiscie że maja akie dziecko jak je wychowują.
            Nikt inny nie jest tu bardziej winny niż rodzice właśnie, no chyba ze kto inny
            je na codzień wychowuje.

            Dziecko nie rodzi się z określonymi postawami, ono się ich UCZY, na rany kota,
            uczy od nas, i przestańmy wreszcie szukać ktośia, co jest winny za to czy tamo,
            ale nie ja mamusia o najlepszej woli na świecie, nie najmądrzejszy tatuś co
            nieba przychyla.. .jak już ma czasu troche dla dziecka.

            Oczywiście ta mamusia, mogła być zmeczona, miec duzo czasu itp itd, ale co to
            ma do rzeczy. Trzeba umieć przekonac własne dziecko do tego co trzeba
        • hanka78 Re: krytyka tak, pogarda nie... 28.06.04, 21:50
          No cóż ..dobrze, że nie napisałam, że jeteś żałosna tak jak Ty o innych
          rodzicach. Poza tym to co napisałam potraktój jako dobrą radę... W książce
          autorstwa 2 najlepszych psychologów dziecięcych w kraju przeczytałam, że wyrazy
          dziecko i spokojne - wykluczają się. Jeśli ktoś ma właśni spokojne dziecko
          powinien sprawdzić czy nie jest ono zaburzone....Nie mówiąc już o zestawieniu:
          posłuszny dwulatek...to absurd. To tak jakbyś mówiła gorący śnieg!!!
          Ja codziennie widzę dzieci, które nie chcą wracać do domu, i wielu rodziców
          mówi mi, o podobnych problemach...
          Można się tylko pocieszyć tym, że jest to zazwyczaj okres przejściowy. Dzieci
          dojrzewają i w każdej sprawie można się z nimi dogadać.

          Wiesz zdziwiłabym się i zrozumiała Cię gdybyś napisała, że 4-5 latek ucieka i
          się śmieje i że tu jest problem bo jest źle wychowany. No ale 2,5 latek....i
          jeszcze ten pretensjonalny tytuł Twojego postu...i jeszcze to "żałosne"...

          Może następnym razem przemyśl co chcesz napisać i o co ci chodzi...
          • szymanka Re: krytyka tak, pogarda nie... 28.06.04, 22:05
            Haniu, zrozum wreszcie, że tu nie chodzi o zachowanie dziecka, tylko o
            zachowanie matki. To, że dwuletnie dziecko nie chce wracać do domu, bo akurat
            ma ochotę się bawić, jest zupełnie normalne.
            Natomiast zachowanie matki wobec takiego dziecka powinno być zupełnie inne niż,
            to które przedstawiła Antemka. Błaganie i przekupywanie to prosta droga do tego
            by dziecko włazło nam na głowę. I jeszcze to ściągnie męża, bo córka nie chce
            wrócić do domu. A jak na prośby ojca tez nie zareaguje to co, wezwą straz
            pożarną?
            • basia-bma Re: krytyka tak, pogarda nie... 28.06.04, 23:02
              Hmm, ja sama często dzwonię po męża aby pomógł mi zapędzić rozbrykaną 3-latkę
              do domu. Z tą różnicą, że mała robi awanturę pod klatką, a nie na placu zabaw
              (stamtąd daje się wyciągnąć). Zwykle jest to powrót z przedszkola, często po
              dodatkowym spacerze z małą - ja z zakupami, czasem jeszcze w "wyjściowym"
              ubraniu z pracy, Natalka wpada w histerię "nie chcę do domu !!!!!" - płacze,
              ucieka, wyrywa się, żadne argumenty nie trafiają. Jakoś nie bawi mnie wnoszenie
              pod pachą (w drugiej ręce zakupy ew. rowerek)wierzgającej 15-kilowej pannicy na
              drugie piętro. W końcu od czego mam faceta.
              I co ? Jestem żałosna ? Jak śmiałam wołać na pomoc męża ? Bezradna, bo nie
              mogłam poradzić sobie z 3-latkiem ? Dziecko wyrośnie na tyrana i to będzie moja
              wina, bo sama je tak wychowałam ?
              Czy to nie zbyt pochopne wnioski wyciągnięte na podstawie przytoczonej na
              wstępie historii ?

              Pozdrawiam
              Basia
              • szymanka Re: krytyka tak, pogarda nie... 29.06.04, 01:16
                Basiu, abosulutnie nie jestem przeciwna wzywaniu ojca do pomocy, samej zdarza
                mi się składać rozwiązanie konfliktowej sytuacji na barki męża, zwłaszcza jesli
                jestem poddenerwowana i wiem, że rozwój wypadków może się przerodzić w
                awanturę - mąż ma więcej cierpliwości smile
                Po prostu wyobraziłam sobie tę umęczoną, błagającą matkę, która nie może sama
                znaleźć rozwiązania z właściwie prostej sytuacji i wzywa na pomoc męża... Byc
                może moje określenia były zbyt pochopne, choć pod tym wględem pewnie nie
                różniły się od innych w tym wątku.
                Właściwie to myślę, że trudno jest dojść tu do jakiegoś wspólnego stanowiska na
                temat pierwszego postu, bo wszystko zależy od wielu czynników. Zgadzam się też
                z wypowiedziami w tym wątku, że każde dziecko jest inne i co innego na niego
                działa. Ale niech to będzie "sposób" o którym decyduje matka a nie dziecko.

                Generalnie jestem za stanowczością i konsekwencją w postępowaniu z nawet tak
                małymi dziećmi. Teraz mała nie chce wyjść z piaskownicy, za chwilę nie będzie
                chciała wyjść ze sklepu, dopóki matka nie kupi tego, co mała chce itd.
                Przerabiałam to z moim synem i wiem, że najgorzej jest "ulegać dla świętego
                spokoju". Niestety w przypadku maluchów to działa na zasadzie "dasz palec,
                będzie chciało całą rękę"
                Może trochę dalej się posunę i lekko zboczę z tematu, ale często widuję w
                sklepach matki, na których dzieci wymuszają kupno tego czy owego. Najpierw jest
                dyskusja typu: mamo kup, matka nie bo coś tam. Potem są prośby dziecka, później
                płacz, a później wrzask, rzucanie na podłogę itp. I matka w końcu ulega "dla
                świętego spokoju" I dziecko w tym momencie już zna drogę postepowania pod
                tytułem - jak wymusić na mamusi kupno rzeczy której pragnie. Mój syn spróbował
                takiego działania raz w supermarkecie pełnym ludzi. I trudno się mówi, pod
                pręgierzem spojrzeń, wziełam dziecko pod pachę i wrzeszczące wyniosłam ze
                sklepu. Następnym razem kiedy powiedziałam "nie", mały nawet nie próbował
                dyskutować. Być może z innym dzieckiem nie poszłoby tak łatwo, może trzeba by
                je wynienieść dwa a może pięć razy. Ale w końcu dziecko zrozumie, na pewno smile

                Pozdrawiam i cieszę się, że nam dyskusja znormalniała smile
            • hanka78 Re: krytyka tak, pogarda nie... 28.06.04, 23:19
              Tak czy inaczej "nasza mama" nie jest dla mnie żałosna. Może jej córeczka na
              to, że można się tak zbuntować wpadła niedawno...może dla wszystkich jest to
              nowa sytuacja i "mama" nie wie jak ma na nią zareagować...ale to wcale nie
              oznacza, że nie nauczy się radzić sobie z tą sytuacją...

              A jeśli chodzi o tak tutaj nazwane "przekupstwo" - to może wcale nie jest to aż
              tak straszne? Choć nie mam zbyt stanowczego zdania na ten temat...Może jest to
              raczej zbliżone do wychowania metodą kar i nagród? "...Twoje dobre zchowanie
              będzie nagrodzone"...początkowo dobre zachowanie będzie się opłacać ale po
              jakimś czasie stanie sie nawykiem.

              Ja sama mówię córce: "Aniu jeśli nie pozbierasz swoich zabawek - to nie puszczę
              ci bajki...a jeśli je posprzątasz to sobie wybierzesz jaką bajkę chcesz
              obejrzeć"
              Dziecko i tak ogląda bajki - ale mogą się one stać nagrodą za dobre zachowanie.
              Tak jak lizak może być nagrodą za posłuszny powrót do domu, który po pewnym
              czasie stanie się czymś normalnym.
              • dotima Re: krytyka tak, pogarda nie... 29.06.04, 14:59
                drogie mamy czy wy naprawdę sądzicie że kobieta wynosząca swoje ryczące i
                wierzgające dziecko np. z placu zabaw to obrazek matki "radzącej sobie z
                dzieckiem"?! To jakiś absurd! Radzić sobie znaczy wykorzystać przewagę fizyczną
                jaką niewątpliwie ma każdy dorosły nad dzieckiem? Do mnie to jakoś nie
                przemawia. Ja podziwiam raczej matki, które potrafia znaleźć na swoją przekorną
                pociechę jakiś sposób możecie to sobie nazywać przekupstwem ale według mnie to
                o wiele lepsze niż stosowanie siły. Co będzie jak ta druga strona zdobędzie
                przewagę? Mądrze napisała mama, która "dogaduje się" ze swoja córką przed
                spacerem. Tylko że to skutkuje w przypadku starszych dzieci. Ja z moim
                półtoraroczniakiem raczej nie będę przeprowadzać podobnych pertraktacji...Ale
                jakoś radzić sobie trzeba i moim zdaniem lepiej to robić sposobem. Nie ma wtedy
                krzyku i wielu niepotrzebnych nerwów i scen. A czasami można tez odpuścić. Nie
                zawsze duży musi być górą i na pewno autorytet rodzica na tym tak bardzo nie
                ucierpi. Wszystko zależy od sytuacji, humoru i charakteru dziecka. Pozdrawiam.
                • bebejot Re: krytyka tak, pogarda nie... 29.06.04, 16:54
                  dotima napisała:

                  Ale
                  > jakoś radzić sobie trzeba i moim zdaniem lepiej to robić sposobem. Nie ma
                  wtedy
                  >
                  > krzyku i wielu niepotrzebnych nerwów i scen. A czasami można tez odpuścić.
                  Nie
                  > zawsze duży musi być górą i na pewno autorytet rodzica na tym tak bardzo nie
                  > ucierpi. Wszystko zależy od sytuacji, humoru i charakteru dziecka.

                  Bingo dotima, zwłaszcza ten humor jest ważny w tego typu sytacjach, a nie
                  zawsze jest nas na niego stać.

                • gucio2 Re: krytyka tak, pogarda nie... 29.06.04, 17:59
                  W zupełności sie z Tobą zgadzam. Ja za każdym razem przed powrotem ze
                  spaceru "proszę" mojego dwulatka, żeby poszedł do domu. Do wyboru mam albo go
                  przekonać, albo nieść wierzgające 16 kilo do domu, i wcale nie jest tak że po
                  kilku metrach niesienia zmieni zdanie, potrafi się wrócić z bardzo daleka.
                  Uważam, że jest wiele sytuacji, w których jest to najlepsze wyjście. Drugą fazę
                  buntu mamy przed wejściem po schodach.Tutaj mam bardziej komfortową sytuację,
                  bo mówię ja idę a Ty rób co chcesz, zawsze poleży na posaddzce i poryczy, ale w
                  końcu wstaje i idzie za mną.
                  Możesz powiedzieć byłeś niegrzeczny w sklepie, więc więcej Cię nie zabiorę, ale
                  taki argument odpada w przypadku placu zabaw. Tak naprawdę chyba nie ma
                  idealnej metody na upartego 2-3 latka.
                  Pozdrawiam
                  Dorota
                  Dorota
        • anek.anek pan i władca:) 28.06.04, 23:14
          Anatemko, moi dziadkowie i moja prabacia zawsze mówią (i mówiła), że do go roku
          życia dziecko jest od tego żeby je kochać takim jakim jest i trzeba mu tylko
          pozwalać mu rosnąć. Więc to nie jest tak, że traz coś normą się staje.
          Naprawdę znam bardzo MAŁO dwu,trzylatków pokornych i posłusznych. Ma rację
          Hania,że dzieci w tym wieku potrafią być straszne.
          zgadzam się z Tobą po raz kolejny w tym wątku, że TEORETYCZNYM błędem jest
          przekupstwo. Wołanie taty na pomoc nie uważam za bład, bo tworzą rodzine, i
          jeśli matka nie potrafi sobie dać rady z dzieckiem, to obowiązkiem ojca jest
          jej pomóc. Nie ma co się mądrzyć czy krytykować, nie ma rodziców doskonałych.
          Być moze Ty akurat takiego błędu nie popełniasz (nie wiem czy masz dzieci?),
          ale mogę się założyć, że popełniasz tysiąc innych... I jeszcze raz powtórzę,
          bezradności nie powinno się krytykować w sposób obraźliwy.
        • wieczna-gosia do anatemki 29.06.04, 21:45
          anatemka- oceniasz jednostkowa sytuacje.
          Czy mama ma prawo do chwili slabosci i nieradzenia sobie?
          Ma.
          jedni chwile slabosci wyrazaja jeczeniem, proszeniem i dzwonieniem po tate
          ktory byc moze (i na ogol) jest w lepszej kondycji psychofizycznej. Skad wiesz
          co zrobilby tata? Moze po prostu by przyszedl zabral dzieciaka za habete i mame
          pod reke i by poszli? Moze mame bolala glowa i nie miala ochoty na zdecydowane
          dzialania pt 'idziemy i koniec" poniewaz wiazalo sie to nieuchronnie z
          wrzaskiem?
          Przez tydzien bolal mnie zab. chodzilam na ibupromach maxach, jadlam zupki i
          mowilam szeptem. Sprawe z dziecmi zalatwialam metoda 'chcesz cokierka" od
          sarszych nie wymagalam sprzatania, sluchania sie, chodzenia gdziekolwiek.
          Wymagalam aby wszyscy dali mi swiety spokoj. Bylam u dentysty, zab ucichl i
          znowu jestem soba wink) a cukierki w szafie czekaja na sobote.
          Uwazam ze ze szczegolnej sytuacji nie mozna wyciagac ogolnych wnioskow. jest to
          bardzo niebezpieczne. Ktos kto widzialby mnie w zeszlym tygodniu moglby dojsc
          wlasnie do wniosku ze sobie nie radze. I nie mylilby sie- nie radzilam sobie a
          jakos przezyc musialam wink)
          Ale gdyby poznal mnie w tym tygodniu odnioslby wrazenie calkiem inne.

          Na jeszcze jedna rzecz chce zwrocic uwahe- rzadamy by nie szufladkowano naszych
          dzieci, chcemy by inni traktowali je jako zlozone osobowisci a
          nie "lobuzy", "szare myszki" itp. Nie robmy wiec tego sami wink)

          Mysle ze masz racje- mama nie radzila sobie. Ale jej nie znasz. Nie wiesz czy
          tak jest codziennie.
          • anatemka Re: do anatemki 02.07.04, 07:04
            tym co nie wiedzą: mam dzieckosmile) 3latka, który nie jest grzecznysmile popełniam
            błędysmile nie błagam dziecka żeby coś zrobiło, tylko mówie mu co chcę, uzywam też
            grzecznościowego słowa: proszę. Moje dziecko płacze kiedy idziemy z placu
            zabaw, ale idzie ze mną, bo jesli idziemy to znaczy że tak trzeba( bo ide do
            pracy, czy trzeba zrobić obiad, czy itd)
    • saba76 Re: same tak wychowujecie swoje dzieci 11.07.04, 17:45
      nigdu u mas tak niebylo przenigdy
      Odrazu jak ide na plac jest zapowieć" JAk mama powie do domu to do domu bez ale"
      i odziwo po pierwszych placzach a moim konsekwentynym "idziemy" idziemy do domu.
      Bez takiej organizacji i określonego czasu niebylabym wstanie zrobic
      obiadu,kolacji, niemówiac o praniu prasowaniu i innych zadań.

      ---------------------------------------------------
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11737437
    • kachax Do wszystkich obrończyń opisanej mamusi 11.04.05, 15:33
      mam takie pytanie:
      A pomyślałyście może nad rozwojem sytuacji (sposobu postępowania córeczki i
      mamusi) w czasie, oraz o charakterze obu jednostek?

      Co Wam mówi taki scenariusz:

      godzina 22, 7 latka biega po osiedlu, mamusia dalej za nią biega jęcząc,
      prosząc, przekupując, a może nowiutki rowerek? Nieposkutkowało, dziecko ma ze
      20 kg, jest jeszcze szansa że wyniesie na rękach...

      A może 17 latka która chce pójść na 3 dni w tango, a mamusia, nie idź kochanie,
      kupię Ci nowy samochód?

      Co to ma być? Gdzie Wy ludzie rozum macie? Zastanówcie się proszę.
      Konsekwencja to jest świetne narzędzie wychowawcze. Dziecko jest super, pod
      warunkiem że nie włazi Wam na głowę. Ktoś w rodzinie musi być dorosły i
      podejmować decyzje. Obstaję że żadna parolatka nie jest gotowa samodecydować o
      bardzo wielu (choć nie wszystkich sprawach).
      • triss_merigold6 Re: Do wszystkich obrończyń opisanej mamusi 11.04.05, 15:56
        Zgadzam się.smile Przekupywanie jest żałosne. Nie wierzę, że konsekwencja nie
        sprawdza się w 2-3 latka skoro sprawdza się przy wychowywaniu niemowlęcia.
        Wykorzystywanie siły fizycznej żeby wyegzekwować polecenie: "idziemy do domu a
        jak nie to pod pachę albo do wózka i proszę, możesz popłakać" jest IMO lepsze
        niż pokorne błagania czy negocjacje.
        Poczytajcie sobie ZE ZROZUMIENIEM nieśmiertelnego Spocka.wink
Pełna wersja