Do mam małych buntowniczek/buntowników...

06.08.04, 20:44
Jeszcze nie tak dawno czytałam post Sowy_hu_hu o zachowaniu Marcelka. Czytałam
też posty innych mam zbuntowanych pociech. Kiedy patrzyłam na moją Julcię,
myślałam sobie, że ja to mam dobrze. No i doczekałam się. Wasza „niedola”
stała się moją.
Julcia od kilku dni przechodzi samą siebie, a dobrze wiem, że to dopiero początek.
Mniej więcej dwa miesiace temu postanowiła przejść na dietę i póki co
skutecznie trzyma się obranej drogi. Jako samodzielna młoda dama nie daje się
nakarmić. Chce jeść sama, rzecz w tym, że jedzenie nie zawsze trafia do buzi.
Zupy, jogurty i inne płynnejsze potrawy zupełnie odpadają. Jako, że ma bardzo
słabą alergię na białko jaja i orzechy (chyba nie wszystkie), muszę bardzo
ostrożnie eksperymentować w kuchni. Zjada (albo wyrzuca) tylko to, co można
dać jej do łapki. Wcina więc racuszki, kotleciki (te ostatnio mniej chętnie),
serek żółty, brokułki (mniam), a ja wzdycham do czasów, kiedy otwierała
dziubka do jedzenia ze słoiczków i pozwalała karmić się łyżeczką bądź
widelczykiem.
Tęsknię również za jej ciągłym uśmiechem, no ale zakładam, że wróci (tak samo
i apetyt).
Julcia ma własne zdanie, bardzo zdecydowane zresztą. Jeszcze nie weszła w
okres negacji wszystkiego, za to mam małe preludium do buntu dwulatka. Często
się złości, płacze, nie słucha, rzuca w akcie rozpaczy na podłogę i bije. Wie,
że nie wolno jej wchodzić do kuchni. Do tej pory respektowała zakaz, a teraz
nas, tzn. rodziców testuje. Co się stanie, jak wejdę jedną nogą, a co jak
dwiema? Jeszcze bardziej ciekawi ją nasza reakcja na to, kiedy jak bomba
wpadnie na zakazany teren. Ja (mąż jak jest w domu) wyprowadzamy ją,
tłumaczymy, aż to tłumaczenie nas samych nudzi. Wczoraj kiedy po raz „enty”
wyprowadziłam opierającą się buntowniczkę, wyżej wspomniana raczyła mnie
uderzyć. Kilka dni temu pannę wyniósł z kuchni tata, mówiąc do niej nieco
głośniejszym i podniesionym tonem, że nie wolno itp. A Julcia udawała, że te
słowa nie do niej są skierowane. Rozglądała się na wszystkie strony, byle
tylko nie spojrzeć tacie w oczy. Wyglądało to zabawnie, musiałam się schować
przed córcią, żeby nie zobaczyła mojej miny.
Moje słodkie maleństwo dorasta i zresztą nadal bywa słodkie (jak się akurat
nie drze), dodatkowo jednak robi się bardziej samodzielne i zdecydowane. Jak
to przetrwać?
Na początku października spodziewam się drugiego maluszka i naiwnie być może
wierzę, że dzieciątko zostanie obdarzone miłością, lub chociaż tolerancją a w
najgorszym razie zupełnym brakiem zainteresowania ze strony starszej siostry.
Póki co jest miłość do brzuszka. Brzuszek mamy jest dobry na wszystko, na łzy
i rozpacz, na siniaki, na zabraną, zakazaną rzecz. Brzuszek jest całowany i
przytulany, wymiętolony wręcz okrutnie, ale kochany za to. Ciekawe co o takim
okazywaniu uczuć sądzi jego lokator? Co to będzie jak brzuszek zniknie? Może
powinnam sobie wychodować taki pociążowy, bo to balsam na smutek mojego dziecka.
No, ale zanadto odbiegłam od tematu. Jak sobie radzić? Jak mówić stanowczo? To
sprawia mi kłopoty, bo moje stanowcze mówienie przeradza się w krzyk – choć to
raczej zbyt mocne słowo (nie dlatego, że mam ochotę wrzasnąć, tylko dlatego,
że nie wiem, jak powinna brzmieć stanowcza mowa, więc podnosze trochę głos).
Jeszcze jednym się podzielę z Wami drogie forumowiczki. Mam w pokoju zagrodę.
Tak to ustrojstwo nazywam. Jest to taki plastikowy płotek/ogrodzenie. Mam tego
dwa komplety połączone w jeden. Jest przeznaczony dla dzieci do lat dwóch
(starsze mogą wykombinować jak stamtąd wyjść). W środku są zabawki, no i
Julcia. A ja mogę wyjść do łazienki bez strachu, że zaraz coś sobie zrobi
złego. Nie siedzi tam teraz cały czas (choć był okres, gdy sama, bądź ze mną
czy z tatą bawiła się tam cały dzień). Ostatnio potrafi nawet ostro
prostestować kiedy tam ją włożymy, ale to nas ratuje i no i nasze zdrowie
psychiczne również.
A teraz, kiedy piszę ten post, usnęła w zagrodzie. Słodko śpi w łóżeczku
(przeniosłam ją), a ja ją kocham najmocniej na świecie.
Cytrynka, mama dużej dziewczynki i malutkiego całkiem chłopczyka w brzuszku.
P.S. Tydzień temu miała szczepionki: MMR, HIB i coś jeszcze. Czy to po nich
może być nerwowa?
    • cytrynka3 Re: Do mam małych buntowniczek/buntowników... 07.08.04, 16:09
      Szkoda, że nikt mi nie odpowiedziałsad
      Pozdrawiam
      Cytrynka
    • mama1974 Re: Do mam małych buntowniczek/buntowników... 07.08.04, 16:30
      hm.. . Ja przeżywałam okres buntu dwulatka, ze wszystkimi jego fajerwerkami
      jeszcze całkiem niedawno. Teraz moja starsza córka przechodzi okres buntu
      trzylatka. Czasem bywa jak aniołek, słodka i układna, częściej jednak muszę się
      zastanawiać jak ją przechytrzyć,żeby nasze życie mogło toczyć się w miarę
      gładko. Zdarzają się krzyki, podniesiony ton, groźby nawet ale to bez sensu bo
      nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Następny okres "strasznego dwulatka "
      przede mną, młodzież ma teraz 9 miesięcy wink
      A całkiem gładko przeszło pojawienie się "NOWEJ" - no ale to miesiące
      przygotowań
      Życzę powodzenia mama
      • cytrynka3 Re: Do mam małych buntowniczek/buntowników... 08.08.04, 15:13
        Hej
        Mam nadzieję, że wszyscy dobrze przetrwamy okresy buntu i narodziny maluszka.
        W każdym razie staram się, aby tak było.
        Pozdrawiam cieplutko
        Cytrynka
        • mamongabrysi Re: Do mam małych buntowniczek/buntowników... 10.08.04, 18:18
          Jak mala miala dwa latka (teraz 2i 8mies) urodzil sie Marcinek. No i zaczęły
          się problemy. Ale stopniowo jest trochę lepiej. Zazdrość jednak nie znika tylo
          uczymy sie nad nią troszkę lepiej panować.
          Pozdrawiam
          Ania
    • hedrox1 Re: Do mam małych buntowniczek/buntowników... 11.08.04, 13:22
      Wiek około 2,5 roku to trudny okres i dla rodziców, ale również dla dziecka.
      Dzieci w tym wieku są niesamowicie uparte i mało elastyczne. Chcą dokładnie
      tego, czego chcą i kiedy chcą. Nie potrafią cierpliwie poczekać, a codzienne
      czynności domowe muszą przebiegać w określonej (oczywiście określonej przez
      same dzieci) kolejności. Są wymagające i mają skłonność do dominacji. Muszą
      wydawać rozkazy i podejmować decyzje.
      Jest to wiek bardzo gwałtownych emocji i niestety tylko w niewielkim stopniu
      daje się łagodzić ich skrajność. Co ważne jest to wiek skrajnych przeciwieństw.
      Dzieci nie potrafią wybrać pomiędzy alternatywnymi możliwościami. Trzeba na to
      reagować stanowczo pozostawienie dziecku możliwości podjęcia decyzji "Zrobię -
      nie zrobię" może przyczynić się do długich godzin rozdarcia dziecka pomiędzy
      jednym, a drugim rozwiązaniem. Należy więc samemu podejmować decyzje np. co
      dziecko ubierze i nadawać rutynowym czynnościom jak najprostszą formę, unikać
      zdecydowanie sytuacji kiedy dziecko bierze górę.
      Dziecko w tym wieku jest również niesamowicie uparte, obstaje przy wykonywaniu
      bez przerwy tej samej czynności. Powodem kłopotów może być nowe ubranie, łóżko,
      czy jedzenie. Trzeba niestety w tym wypadku wykazać się ogromną cierpliwością
      oraz opracować kilka technik obchodzenia nieustępliwości, uporu i rytualnych
      nawyków, które kończą się zwykle wraz z nadejściem trzeciego roku życia.
      Zwykle w tym wieku spada również apetyt dziecka. Dziecko uczy się powoli
      samodzielności, dlatego chce jeść samo i tylko to co jest w stanie nie
      przyspożyć mu problemów, niektórym dzieciom bowiem fakt np. rozlania napoju,
      kojarzy się z porażką i może być nieprzyjemnym przeżyciem. Nie dotyczy to na
      szczęście wszystkich dzieci. Najlepiej robić takie posiłki, których część
      dziecko może zjeść samo i pokaże, żeby resztę podano mu do buzi. Zeby
      uatrakcyjnić jedzenie należy podawać je w atrakcyjny dla dziecka sposów, w
      małych pokrojonych porcjach i bez komentarza ile ma zostać zjedzone. Należy
      również zachować spokój i nie przykładać nadmiernej wagi do zachowania się
      dziecka przy stole. Maniery przychodzą później.
      Co do "sądowania" dziecka na ile może sobie pozwolić oraz gwałtowne wybuchy
      wściekłości i agresji - to należy zachować zdecydowany spokój. Jeżeli dziecko
      się zorientuje, że nic przez swój atak nie uzyskało, to po kilku próbach
      porzuci ten sposób wyrażania własnej osobowości. Ale równocześnie trzeba cały
      czas szukać przyczyn i ustalić, czego należy unikać, aby taki atak więcej się
      nie powtórzył. Najczęstszą przyczyną takiego zachowania jest po prostu
      zmęczenie lub przygnębienie. Obniżona tolerancja na stany rozdrażnienia z
      powodu zmęczenia doprowadza dziecko do szału. Powodem mogą stać się pewne
      zdarzenia w ciągu dnia, dlatego trzeba czujnie sprawdzać powody by uniknąć
      kolejnych napadó wściekłości.
      Przy tym wszystkim najlepiej zachować poczucie humoru, które potrafi pomóc
      nawet w najtrudniejszych chwilach. Twoja żądna władzy "królowa" (jak często
      nazywa się dzieci w tym wieku) uczy się rozwijać swoją emocjonalną stronę i
      odnależć siebie samą. To jest fascynujące!!!smile
      Jeżeli chodzi o sposób porozumiewania się to najlepiej w stosunku do dziecka w
      tym wieku używać poleceń "a może byśmy", "chodź, zrobimy to i to".. Należy
      używć słów i zwrotów, któe są dla dziecka pełne znaczenia "potrzebuję" "musi
      mieć", "już czas aby","zapomniałaś". Należy również unikać pytań "Czy możesz
      położyć?", tylko zapytać " Gdzie powinno być położone?".
      Pozdrawiam Basiasmile
      • beawol Re: Do mam małych buntowniczek/buntowników... 16.08.04, 20:08
        a my mamy troche wiekszy problem - majacy lat piec. Czasem mam wrazenie , ze to
        spirala. Poczatkowo jak moje malenstwo wykazywalo swoja niezaleznosc(
        manifestowana niewlasciwym zachowaniem - prowokacje z kamienna twarza ,
        testowanie rodzicow itd ) wiedzialam , ze to normalny etap w rozwoju zdrowego
        dziecka, ale jest coraz trudniej i moje poczucie humoru jest na wyczerpaniu.
Pełna wersja