mabrulki
11.08.04, 21:24
Podczas czytania wątku Redy przypomniała mi się pewna sytuacja,nieco innego
rodzaju niż tam,dlatego zakładam nowy wątek żeby tam nie zaśmiecać.Jechałam
autobusem miejskim,było sporo pasażerów,chyba wszystkie miejsca siedzące były
zajęte.Przednimi drzwiami wsiadły 2 kobiety,podobnie jak to opisała jedna z
dziewczyn w wątku Redy,jedna z kobiet była o kulach,ewidentnie
niepełnosprawna,obie starsze wiekiem.Siedzenia za kierowcą i po drugiej
stronie były zajete przez rodzinę:matkę z 4 dzieci.Ona siedziała za kierowcą
i trzymała 1 dziecko na kolanach,obok drugie dziecko,a sąsiednie siedzenie
było zajęte przez 2 jej dzieci.Kobieta o kulach stanęła obok tego siedzenia i
NAKAZAŁA (innego słowa nie znajduję,to było władcze i autorytarne)dzieciom ją
wpuścić.Jakoś tak bez szacunku:"No dzieci,ja tu usiądę" czy jakoś tak.Matka
tych dzieci strasznie się oburzyła i zaczęła się pyskówka

Matka kazała
dzieciom siedzieć (dla zasady) a ta kobieta ustąpić ... i niestety,tak na nie
oddziaływała że wnrew słowom mamy wstały w końcu.Strasznie było żal mi tych
dzieci,widziałam że siedzą jak na szpilkach nie wiedząc kogo posłuchać,w
centrum awantury na ich temat

Ale o co chcę spytać.Jak byście postapiły na miejscu tej matki?Ja,chociaż
potępiam to że była agresywna (w słownictwie),to jej się nie dziwiłam.Wchodzi
babsztyl do autobusu i takie coś.Te dzieci nawet nie miały szans żeby
pierwsze wstały,bo ona od razu do nich podeszła jak do swoich służących czy
cos w tym stylu.
Chociaż niepełnosprawna ale wkurzyła mnie baba.
---
"Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
Woody Allen