zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu zabaw

12.08.04, 21:54
Czesc Wam smile
Kopiuje tu fragment mojego posta z innego watku, bo chcialabym zeby byl to
osobny temat:
Na placach zabaw bywam dopiero
od wiosny, wiec wczesniej nie mialam okazji zauwazyc takiej oto rzeczy: na
kazdym placu zabaw wokolo znajduje sie trawnik, a przy trawnikach alejki (co
nie trudno sobie wyobrazic), za alejka jest kolejny trawnik, nie nalezacy juz
do placu zabaw. Wiele razy widzialam na placu zabaw, jak dziecko mowilo
mamie/tacie.babi ze chce siku, i co robili? Brali dzieci na trawke n placu
zabaw! To jakas zgroza? Wysadzac dzieci na trawniku to pol biedy, bo moze do
domu daleko, ale czemu nei pojda na ten, po ktorym nie biegaja dzieci?? Moj
syn
ma teraz 10 miesecy, ale nie wyobrazam sobie ze zdolam pozwolic mu za rok
bawic
sie na tym trawniku, majac w pamieci te sikajace dzieci. Doprawdy, nie
pojmuje... przeciez chyba ich dzici tez tam sie bawia... we wlasnych
sikach...
blee. A doslownie wystarczy przekroczyc alejke, by znalezc sie tam, gdzie
dzieci nie siadaja ze swoimi zabawkami na trawie....
    • malgosiacy Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 13.08.04, 00:06
      No tego to jeszcze nie widziałam. Fe, bleee, tfuj. Rzeczywiscie brak wyobraźni
      i dobrego wychowania rodziców.
    • luccio1 Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 14.08.04, 02:31
      Aby poprawić Ci trochę nastrój, zaszokuję Cię wspomnieniem placu zabaw w samym
      centrum Krakowa, placu dużego i obficie zazielenionego, leżącego akurat pod
      oknami mego domu rodzinnego (plac ten oglądałem z balkonu - jako mieszkaniec
      bloku "plombowego" byłem tam obcy). W połowie lat 60. odbywały się tam dzień w
      dzień pikniki mam i babć, z jedzeniem i piciem, ciągnące się od wczesnego
      popołudnia do wieczora. Dzieci bawiły się przeważnie same, chyba że były
      niemowlętami w wózkach. Mamy i babcie, obsiadłszy ciasno kilka ławek
      zestawionych wokół stolika, obmawiały zacięcie bliźnich. Co jakiś czas któraś
      z "dostojnych matron" odbywała statecznym krokiem krótki spacer w krzaki,
      połączony z podniesieniem spódnicy, co działo się przeważnie w sam raz pod moim
      balkonem (przeciętna częstotliwość - dwa spacery na osobę w ciągu jednego
      posiedzenia). Okna swych mieszkań miały w zasięgu wzroku. Jak więc widzisz,
      postęp jest.
    • aga_rn Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 14.08.04, 10:04
      Dwa lata temu, podczas wizyty w Polsce, wybralam sie na publiczne kapielisko
      (Morskie Oko we Wroclawiu). Przezylam szok widzac tyle dzieci ktore siusialy
      badz byly wysadzane przez mamusie gdzie popadlo - pod krzaczkiem, drzewkiem, na
      trawce - ot, aby pare kroczkow od wlasnego legowiska. sad
      Publicznie siusianie gdzie popadnie tam zdawalo sie byc ogolnie przyjeta i
      nikogo nie dziwiaca norma.
      W podobny desen - na edziecku toczy sie dyskusja o "golej pupie" na plazy.
      Zakladanie pampersa na plazy dzieciom nie korzystajacym jeszcze z nocnika
      jest "sadyzmem" - tylko ze ta kupka czy siusiu dziecka nie panujacego jeszcze
      nad zwieraczami gdzies powinna sie znalezc. Gdzie - tego nie wie nikt ...
      Pozdrowienia,
      AgaRN
      • kangureq Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 14.08.04, 20:53
        Mój szkrab ma 15 miesięcy. Jak na plaży zrobił kupę lub siusiu, zbierałam ten
        skażony piasek specjalną (plastikową zabawkową ale Szymek sie nią nie bawił)
        łopatką, wrzucalam do jednrozowej reklamówki i zanosiłam do smietnika. nie
        sprawiało mi to problemu, srodowiska nie skaziłam. Ludzie z psami po plaży też
        chodzą - to mi zupełnie nie przeszkadza ale wymagam takiej samej reakcji.
        Niestety nie spotkałam. W wyjątkowej sytuacji ktoś się poswiecił i tą kupe
        przykryl piaskiem...
        pozdrawiam
        anita
        • agatka_s Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 15.08.04, 15:07
          wczoraj wróciłam znad morza, gdzie moje dziecię było wraz z babcią. Było to w
          Łebie, przy reprezentacyjnym deptaku, idzie kolonia, tak około 50 chłopaczków
          po 10-15 lat wraz z jedną (sic !) wychowawczynią. Nagle połowa kolonii
          podbiega pod parkan campingu, znajdującego się obok promenady i wszyscy
          zaczynają sikać. Widok surrealistyczny ale prawdziwy. Mnie zatkało
          (dosłownie), ale nikt ani wychowawczyni, ani nikt ze spacerowiczów nie
          zareagował, tak jakby była to najnormalniejsza na swiecie rzecz, ze prawie
          sdorośli faceci sikają pod płotem w środku miasta. Nie wiem czy to był dowcip,
          czy co, ale dla mnie było to poprostu ordynarne i bardzo nieprzyjemne. To są
          chyba te dorosłe osobniki, które przez mamy były wysadzane pod krzaczkami, i
          dla których nadal jest to naturalne. Aha kolonia była z kombinatu Polska
          Miedź, bo wszyscy mieli takie czapki na głowach, zastanawiam się nawet czy nie
          zadzwonic tam i powiedzieć że wychowawcy skandalicznie nie dopełniali swoich
          obowiązków.

    • anek.anek Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 16.08.04, 11:36
      Ja swojego synka staram się zaprowadzić do najbliższej toalety. Niestety jest
      jeszcze na tyle mały, że czasem po prostu wiem, że nie dotrzyma i nie przejdzie
      100 metrów. Jeśli jest taka mozliwość to staram się po prostu przynajmniej
      przysypać ziemią. Bylismy w tym roku nad morzem. Podoba mi się pomysł z
      pakowaniem "skazonego" piachu do torebki, na to nie wpadłam. Ja po prostu
      kopałam głęboki dołek w piachu, ale nie na samej plaży tylko już w lasku i
      później to zakopywałam. Nikt tam się nie będzie bawił, ale też nikt na spacerze
      nie wejdzie w zasiusianą ziemię.
      Jednak w mieście to jest problem. I mimo wszystko proszę o odrobinę tolerancji:
      małe dzieci zanim pomyślą, że pęcherz mają pełny, to już im się tak chce
      siusiu, że po prostu nie wytrzymują. A tak samo niehigieniczne byłoby siusianie
      na chodnik.
      • reda77 Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 16.08.04, 13:26
        Ja rozumiem, ze male dzieci nie potrafia utrzymac moczu na tyle by dojsc do
        jakiejs toalety, to oczywiste. W swoim poscie napisalam, ze wystarczy przejsc
        doslownie przez szerkosc (nie dlugosc!) alejki osiedlowej, by znalezc sie na
        trawniku, gdzie dzieci juz nie rozkladaja sie ze swoimi zabawkami. To chyba nie
        jest wiele...
        • anastazja73 Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 16.08.04, 23:21
          Może nie przesadzaj z tą niehigienicznością , przecież jest pewien trend w
          medycynie naturalnej głoszący , że mocz ma działanie dobroczynne , zarówno ten
          zażywany do wewnątrz( ex. urynoterapia) jak i do wewnątrz . Oczywiste, że
          chodzi o własny mocz , ale są na Swiecie kultury, w których dopiero obsiusiane
          uważane są za czyste >
      • aga_rn Re: zalatwianie potrzeb fizjologicznych na placu 16.08.04, 16:06
        Anek.anek, podpisuje sie pod Reda - przeciez to oczywiste ze dzieci nie zawsze
        do toalety zdaza, plus toalety nie sa na kazdym kroku - przeciez to nie jest
        nagonka na wszystkie siusiajace na swiezym powietrzu dzieci swiata smile
        Kazdemu moze sie zdarzyc wysiusianie pod krzaczkiem czy za drzewkiem wink Ja w
        styczniu, wstyd sie przyznac, stara baba, siusialam przy autostradzie, w rowie
        na szczescie oslonieta drzewami i krzaczkami - no nie wytrzymalam, nie moglam
        juz dluzej. Jechalam za mezem ktorego auto sie psulo (wysiadal alternator)
        wiec zatrzymywalismy sie oboje co pare km na poboczu. Do najblizszego zjazdu
        bylo jeszcze okolo 20 km a meza auto znowu zgaslo. Stwierdzilam ze dalej nie
        bede w stanie prowadzic z pecherzym bliskim pekniecia ...
        Na basenie o ktorym pisalam toalety byly o krok dalej. Przynajmniej polowa
        dzieci mogla byc tam zaprowadzona i wysadzona.
        Pozdrowienia,
        AgaRN
        • anek.anek Zwrócić uwagę! 18.08.04, 14:13
          Przepraszam, odebrałam to jako atak po prostu niedokładnie doczytałam.
          Zwracajcie uwagę takim mamom, opiekunkom, babciom!
          Co prawda narazicie się na nieprzyjemności i brak zrozumienia, ale ludzi w
          każdym wieku trzeba wychowywać.
          Ja miałam nad morzem następującą sytuację: bylismy z grupą znajomych i
          wszystkie mamy wysyłały swoje dzieci kiedy chciało im się siusiu na wydmy.
          Któregoś dnia po prostu wzięłam wszystkie dzieci, które akurat tam biegły żeby
          się załatwić i powiedziałam, że tego robić nie wolno. Do lasku jest minuta
          dłużej. Jeśli wszyscy w tym lesie będą zakopywać swoje pozostałości to nie
          będzie przykrością wejście w jakiś kwiatek z papieru toaletowego. Mamy były
          oburzone. Więc wytłumaczyłam, że wydmy są pod ochroną i żeby nie wiem co po
          prostu nie wolno tam wchodzić. Częśc dzieci mnie zignorowała (za przyzwoleniem
          swoich matek), reszta posłusznie biegała razem ze mną i łopatką do lasku.
          W przyszłym roku wprowadzę patent z łopatką i workiem. Możę będziemy czuli się
          jak pieski, ale to rzeczywiście wkurzające, że spokojnie do lasu wejśc nie
          można, bo nikomu nie chciało się przykryć choćby gałązką swoich odchodów.
Pełna wersja