No i zaczyna się szkoła...

25.08.04, 10:03
Bardzo dziwne ale od kilku dni jest mi smutno ze wakacje się kończą a zaczyna
szkoła. Jak byłam dzieckiem to się cieszyłam, teraz niekoniecznie, bo to
kurcze same obowiązki a przyjemności wątpliwe...

Nie sądziłam że jeszcze kiedyś (w wieku prawie balzakowskim) dopadnie
mnie "awersja" do szkoły, a jednak...
    • klaryma Re: No i zaczyna się szkoła... 25.08.04, 15:10
      Ja też się rozleniwiłam i bardzo sie boje powrotu do dyscypliny życia szkolnego
      i poszkolnego (dostarczanie dzieciny na zajęcia dodatkowe...)Szkoda, że to
      już...A jeszcze trzeba kupić te wszystkie okładki, przypilnować skomletowania
      przyborów, wypracować białą bluzkę...
      • ratyzbona Re: No i zaczyna się szkoła... 25.08.04, 15:13
        Nie znoszę szkoły. Może gdybym miała samych prymusów. Ale jedną taką mam i też
        na wywaidówki chodzić nie lubię. No, ale za to przedpołudniami będzie spokój.
    • jranc Re: No i zaczyna się szkoła... 25.08.04, 15:45
      Mam takie same odczucia. Na myśl o tym że od 1szego zacznie się wstawanie o 6,
      budzenie dzieci, pędzenie do szkoły, nudne zebrania, tłumaczenie matmy i
      pilnowanie lekcji - robi mi się słabo...
      • agatka_s Re: No i zaczyna się szkoła... 25.08.04, 16:01
        No właśnie ciekawa czy psychologia zna takie pojęcie "wtórna fobia szkolna"
        albo "szkolna awersja wieku dojrzałego"...
        • klaryma Re: No i zaczyna się szkoła... 26.08.04, 09:24
          Ja to w ogóle jak wchodzę do szkoły, to od razu mam stres. Przed każdą
          wywiadówką boli mnie brzuch. I nawet nie wiem czemu, dziecko sie dobrze uczy,
          szkoła sympatyczna, nic sie złego nie dzieje.
    • judytak Re: No i zaczyna się szkoła... 26.08.04, 09:39
      a ja się cieszę :o)

      wczasy były fajne, jak dzieci w domu nie było, też było fajnie, ale teraz...

      dzieci "nieobciążone", nudzą się, maja taką dziwną naturę (ja mam taką
      samą...), że jak "działają na wysokich obrotach", to na wszystko maja czas i
      ochotę, a jak tak są w domu, to nic kompletnie nie robią... książki do ręki nie
      (w czasie roku Duża pożera książki, w wakacji nic), na plac zabaw nie (???)
      itp. itd.

      pierwsze dni będą ostre: plan lekcji, zajęć pozaszkolnych, zrobić "schemat" -
      kto, o której, z kim, gdzie... a ja takie "układanie mozaiki" lubię ;o)

      zebrania, no fakt, kompletna nuda, ale nie ma ich więcej, niż trzy w ciągu
      roku, a jak jest ich więcej, to zawsze można akurat nie mieć czasu ;o)

      matmę tłumaczyć lubię, lekcji pilnować nie mam zwyczaju...

      pozdrawiam
      Judyta
      • agatka_s Re: No i zaczyna się szkoła... 26.08.04, 09:59
        Mnie przeraża co następuje:

        1. 2 razy w tygodniu wożenie syna na chór, i siedzenie po 2 godziny na twardej
        ławce, a zimą to jeszcze wieje jak 150, bo drzwi się ciągle otwierają...(no i
        przeświadczenie że nie można pójść na wagary...)

        2. sprawdzanie i przepytywanie 2 razy w tygodniu z angielskiego, bo ja się
        uparłam a syn trochę też (ja na tak on na nie), i taka walka trwa (ale
        angielskiego choćby wszyscy nazywali mnie tyranką-wyrodną matką-zamordystką nie
        odpuszczę, po moim trupie !!!), ale nudne to o jezu !!!!

        3. bieganie za szarą krepiną, kasztanami, igłą
        z nitką (bo ja nie mam takowego sprzętu w domu) i batystową chusteczką,
        wieczorem kiedy wszystkie sklepy pozamykane a lekce zaczynają się o 8 rano...
        (potem mi się to śni...)

        4. przeżywanie wszystkich konkursów, klasówek, występów, zawodów i pokazywanie
        na zewnątrz,że ja się wcale nie przejmuje, aby Broń Boże nie zwichnąć psychiki
        dziecku.

        5. latanie na zebrania, szkolne, chórowe, angielskowe (w zeszłym roku to była
        jeszcze Komunia...), i słuchanie tych wszystkich w sumie mało istotnych z
        perspektywy wszechświata rzeczy...

        6. wożenie na urodziny z czestotliwościa 1-2 imprezy w tygodniu, plus
        zapewnianie prezentów... (niby przyjemne ale za którymś razem już nużące)

        7. codzienne drżenie czy dziecię wróci ze szkoły całe i bezpieczne (chodzi pół
        roku ale ja wciąż się denerwuje) i serce mi drży jak spóżnia się o kilkanaście
        minut.

        8. choróbska !!!! jak przyjdą chłody to zaraz się zaczną katary i inne te
        rzeczy...


        O ! sorry za tą prywatę, ale to było jak psychoterapia ! teraz mi trochę
        ulżyło i widzę że nie będzie tak źle !!!

        Pozdrawiam

        • judytak Re: No i zaczyna się szkoła... 26.08.04, 16:00
          to ja mam lepiej :o)

          dzieciarnia ogólnie rzecz biorąc zdrowa, na katary / kaszle nie zwracamy
          uwagi :o)

          do szkoły i z powrotem Duża chodzi sama od dawna, reszta w tym roku jeszcze nie
          będzie, poza tym na ogół nie wiem, kto kiedy do domu dociera, bo jestem w
          pracy...

          wszystkie dzieci z klasy mieszkają bliżej od szkoły, niż my, Duża trafi sama do
          każdej dziewczyny (do chłopaków nie chodzi...)

          zebrania u nas krótkie (co prawda bez treści), zebrania przedszkolne sobie
          odpuszczam, tzw. dni otwarte (czyli zebrania nieobowiązkowe) też, na zajęciach
          dodatkowych zebrań brak :o)

          konkursy, klasówki itp. itd. nie przeżywam, najwyżej cieszę się jak się coś
          udaje, staram się też, żeby dziecko jak najmniej przeżywało

          za krepiną, plasteliną itp. biegałam półroku, potem powiedziałam stop, raz, jak
          pani coś chce, to niech powie 3 dni wcześniej, dwa, jak dziecko chce mieć, to
          niech nie zapomni mi powiedzieć, trzy, mamy wszystkiego full w domu, zawsze
          mozna coś czymś zastąpić, cztery, Duża jest duża, dostaje pieniądze, niech
          sobie kupi, pięć, umawia się z koleżankami, ona ma artykuł X, inna znów Y czy Z
          i się wymieniają...

          czeka mnie ćwiczenie z Średnim (wszystkiego, a zwłaszcza pisania), myślę, że
          kogoś do tego zatrudnię, po co mamy sobie psuć relacji rodzinnych? ;o)
          (Agatko, a nie można znaleźć jakiejś lepszej szkoły angielskiego? motywacja
          więcej da, niż zamordyzm... a nie ma jakichś czasopism sportowych po angielsku?)

          Duża prawie wszędzie chodzi sama,
          poza tym dotąd była opiekunka, nie wiem, jak teraz będzie...
          u nas działa też system "ktoś zawiezie, a ktoś inny odbiera"
          oraz "zawiozę, pojadę na zakupy, odbieram"

          i chodzi wszystko jak w zegarku :o)))

          pozdrawiam
          Judyta
          • agatka_s Re: No i zaczyna się szkoła... 26.08.04, 16:42
            Bardzo Ci Judyto zazdroszczę ! U nas cały szkopół w tym ze ja syna wychowuje
            sama i syna-jedynaka, i poprostu jak nie ja to nikt tego za mnie nie zrobi, i
            tu jest chyba pies pogrzebany...

            A co do szkoły języka to ona jest OK, to tylko ja mam takiego hopla z tym
            angielskim.

            Pozdrawiam

            judytak napisała:

            > to ja mam lepiej :o)
            >
            > dzieciarnia ogólnie rzecz biorąc zdrowa, na katary / kaszle nie zwracamy
            > uwagi :o)
            >
            > do szkoły i z powrotem Duża chodzi sama od dawna, reszta w tym roku jeszcze
            nie
            >
            > będzie, poza tym na ogół nie wiem, kto kiedy do domu dociera, bo jestem w
            > pracy...
            >
            > wszystkie dzieci z klasy mieszkają bliżej od szkoły, niż my, Duża trafi sama
            do
            >
            > każdej dziewczyny (do chłopaków nie chodzi...)
            >
            > zebrania u nas krótkie (co prawda bez treści), zebrania przedszkolne sobie
            > odpuszczam, tzw. dni otwarte (czyli zebrania nieobowiązkowe) też, na
            zajęciach
            > dodatkowych zebrań brak :o)
            >
            > konkursy, klasówki itp. itd. nie przeżywam, najwyżej cieszę się jak się coś
            > udaje, staram się też, żeby dziecko jak najmniej przeżywało
            >
            > za krepiną, plasteliną itp. biegałam półroku, potem powiedziałam stop, raz,
            jak
            >
            > pani coś chce, to niech powie 3 dni wcześniej, dwa, jak dziecko chce mieć, to
            > niech nie zapomni mi powiedzieć, trzy, mamy wszystkiego full w domu, zawsze
            > mozna coś czymś zastąpić, cztery, Duża jest duża, dostaje pieniądze, niech
            > sobie kupi, pięć, umawia się z koleżankami, ona ma artykuł X, inna znów Y czy
            Z
            >
            > i się wymieniają...
            >
            > czeka mnie ćwiczenie z Średnim (wszystkiego, a zwłaszcza pisania), myślę, że
            > kogoś do tego zatrudnię, po co mamy sobie psuć relacji rodzinnych? ;o)
            > (Agatko, a nie można znaleźć jakiejś lepszej szkoły angielskiego? motywacja
            > więcej da, niż zamordyzm... a nie ma jakichś czasopism sportowych po
            angielsku?
            > )
            >
            > Duża prawie wszędzie chodzi sama,
            > poza tym dotąd była opiekunka, nie wiem, jak teraz będzie...
            > u nas działa też system "ktoś zawiezie, a ktoś inny odbiera"
            > oraz "zawiozę, pojadę na zakupy, odbieram"
            >
            > i chodzi wszystko jak w zegarku :o)))
            >
            > pozdrawiam
            > Judyta
            • judytak Re: No i zaczyna się szkoła... 27.08.04, 09:11
              agatka_s napisała:

              > U nas cały szkopół w tym ze ja syna wychowuje
              > sama i syna-jedynaka, i poprostu jak nie ja to nikt tego za mnie nie zrobi, i
              > tu jest chyba pies pogrzebany...

              o, to już rozumiem :o(
              chodzi o "ciążenie odpowiedzialności", taki przymus: żeby zawsze wszędzie
              bezwzględnie zdążyć, bardzo to męczące, rzeczywiście...

              ja osobiście na pewno bym zatrudniła kogoś "z zewnątrz" do
              takich "bezproduktywnych" czynności, jak odprowadzanie / przyprowadzanie, dla
              samego komfortu, że nie trzeba spieszyć się, kombinować...

              no i do takich "konfliktogennych" zajęć, jak ćwiczenia z dzieckiem (takie w
              stylu "odrabianie lekcji", ale zadane przez terapeutę)
              taki jeden psycholog, którego lubię czytać, powtarza, że rodzic jest najgorszym
              korepetytorem dla dziecka, a ja z doświadczenia się z nim zgadzam...

              już teraz myślę, kogo by tu znaleźć, a przecież właśnie pożegnałam opiekunkę,
              cieszyłam się, że już niepotrzebna (Mały pójdzie do przedszkola)...

              pozdrawiam
              Judyta


              • agatka_s Re: No i zaczyna się szkoła... 27.08.04, 09:35
                Ja przez całe dzieciństwo syna miałam opiekunki, zawsze z nami mieszkały bo ja
                pracowałam w bardzo nienormowanym czasie i poprostu musiałam mieć zawsze tę
                pewność, że ktoś jest 24 godziny na dobę. Mieszkaliśmy też długo z moimi
                rodzicami, właśnie po to aby to był taki normalny duży dom. No ale od 3 lat
                mieszkamy we dwójkę. A ja w zeszłym roku zmieniłam sposób pracy na lżejszy i
                przede wszystkim w domu. Przy takim systemie posiadanie opiekunki do dziecka,
                plus biorąc pod uwagę że syn w marcu kończy 10 lat, to jest bez sensu (tym
                bardziej, że zmieniłam też po to aby z synem być trochę więcej czasu...). Mam
                panią, która sprzata, prasuje i robi wzystkie inne rzeczy w domu, bo tego nie
                lubie. No ale dzieckiem zajmuje się sama (co zresztą w sumie sprawia mi sporą
                frajdę), tylko czasem miałabym ochotę powagarować (w szkole tj. liceum
                zdarzało mi się to regularnie), a tu jak mów pani Joanna Chmielewska: "chała".

                Korepetycje na szczęście w grę nie wchodzą bo dzieciak uczy się świetnie.
                Niestety ma charakterek dosyć zdecydowany i jak w czymś nie widzi sensu to nie
                za bardzo się tym zajmuje, no a w angielskim póki co to tylko ja widzę
                sens...szczególnie, że ja uczyłam się w swoim życiu kilku języków, a tak
                naprawdę perfect znam tylko angielski, i mam żal do moich rodziców że mnie
                bardziej nie cisnęli...
              • lady68 Re: No i zaczyna się szkoła... 27.08.04, 13:51
                judytak
                słyszałam o tym również, jak pomysle sobie że znowu beda kłótnie przy lekcjach
                robi mi sie słabo. Corka ma kłopoty z ort. cztanie takie sobie (psych.
                stwierdził że zagrozona dysleksją) Muszę czytać jej lektury bo w takim tempie
                skończył by sie rok szkolnysad.
                Juz od dłuższego czasu zastanawiam sie nad nauczycielem do pomocy.
                Zaproponowala mi to nauczycielka która poszła na emeryturę i zauważyła u córki
                takie problemy. Chyba nie bede miała wyjścia i sie zdecyduję. Nienawidze tego
                odrabiania lekcji, chodzenia na wywiadówki i tłumaczenia że nic nie poradze na
                jej gadatliwość, taka jest i już!.
                pozdr.
                • verdana Re: No i zaczyna się szkoła... 27.08.04, 15:14
                  A ja nie trawię odprowadzania i przyprowadzania. Więc z duszą na ramieniu
                  szkolę mego syna (o miesiąc starszego od syna agatki_s) w samodzielnym
                  jeżdżeniu. Wczoraj była pierwsza lekcja. On w pierwszym wagonie, ja w drugim.
                  Wysiadł gdzie trzeba. Z powrotem ja pierwszym tramwaju, on w następnym. Wsiadł,
                  wysiadł, pod samochód nie wpadł. We wrześniu przede mną parę dni horroru, gdy
                  będzie jeździł na angielski, a potem się przyzwyczaję i bedę miała spokój (mam
                  nadzieję). Moze zamiast opiekunki można już uczyć samodzielnych krótszych
                  podróży?
Pełna wersja