zagubionyy
15.09.04, 08:29
Witam,
jestem ojcem 8 letniego chłopca. Jest kochany, b.rostrzepany, nie usłuchliwy
i nie lubi się uczyć. Od początku roku zeby np. wypożyczył książkę ze
szkolnej biblioteki trzeba go prosić tydzień, to samo żeby zapłacił
nauczycielce ubezpieczenie, itp. Wczoraj, przed lekcjami, żona poprosiła go o
to po raz kolejny, oraz o to żeby czekał w szkole, a on poszedł w okolice
Biedronki i tam czekał, na mame, aż odbierze go ze szkoły. Tłumaczył później
że myślał że ma iść w kier.sklepu. Żona szukała przestraszona, aż po 45
znalazła, dopiero po tym jak wrócił do szkoły. Zrobiła mu awanture, płakały,
była wściekła, uderzyła go w twarz. Jak wróciłem z pracy, zastałem tą
awanture, i powiedziała mi że go uderzyła. Strasznie mnie to zdenerwowało, i
zapytałem poważnym tonem czy jest "popierdzielona" że go uderzyła w twarz,
czy nie mogła np. w tyłek. Żona powiedziała ze wychodzi z domu, i ma tego
dosyć. Jak wróciła, zaczęła sie pakować, wyrzucając mi że jej nie
zatrzymywałem, że dałem jej do zrozumienia jaką jet okropną matką, że boi sie
że go kiedyś zabije, i w ogóle że ma nas w dupie i możemy się pozabijać.
Dziecko ją przeprosiło, i została.
Mam teraz kila pytań. Czy dobrze zrobiłem, czy moja reakcja była zła ? Co
powinienem wtedy zrobić ? Czy zatrzymywanie kogoś za wszelką cene, jeśli chce
wyjść w nerwach jest dobre ? Czy może ze mną jest coś nie tak ? Może
niewłąściwie reaguje ?
Nie pamiętam żebym kiedyś zachowywał sie tak jak żona, robił jej awantury,
krzyczał na nią, mówił jej przykre słowa. Czy to że ona taka jest w stosunku
do mnie może o czymś świadczyć ?
Pozdrawiam.
Z.