problem na linii ojciec-syn

15.09.04, 13:26
Widzę, że dziś temat mężów na tapecie surprised)))) I ja niestety też muszę się
wyżalić nt mojego.
Niby kochany, w domu pomaga z młodszą latoroślą się bawi, na spacerki chodzi,
nakarmi, wykąpie i wszystko cacy ... ale problem jest w JEGO stosunku do syna
(lat 10). Za cholerę nie potrafią się dogadać. Niestety ambicje mojego męża
przerastają możliwości i chęci naszego syna. Daniel jest naprawdę dobrym i
wrażliwym chłopakiem. Fakt - pyskaty i uparty a nie raz na nasze 2 słowa
powie 10 (całkowicie przeciwstawne). Tomek (mąż) nie potrafi go przytulić,
pocałować ot tak "bez powodu" typu urodziny, święta czy wychodząc na dłużej z
domu). Mało tego słowa pochwały mu przez gardło nie przechodzą, pogadać z nim
tak normalnie o pierdołach i głupotkach wogóle nie potrafi. Traktuje go za
poważnie i wg mnie te jego surowe wychowanie może naprawdę odbić się na
psychice Daniela. Może przesadzam, ale mnie to naprawdę boli i już nie raz
próbowałam z mężem rozmawiać. Obiecywał, że się zmieni ... ale to zawsze było
chwilowe sad
Przykład: Gdy Daniel chce wyjść na dwór to pytania z serii: a lekcje
zrobiłeś? Pouczyłbyś się a nie biegał całymi dniami ! Obiad zjadłeś ?
Posprzątałeś książki ? Zobacz jak wygląda w Twoim pokoju ? itd itp.
Nie mówię, że ja na Daniela nie krzyknę i jestem idealną matką ale ja
potrafię go przytulić, zwierza mi się ze swoich sekretów i "miłostek
szkolnych" a Daniel naprawdę lgnie do męża i gdy jest OK i zachowują
się "normalnie" to wtedy Daniel jest taki szczęśliwy.

Powiedzcie mi drogie emamy czy mogę jakoś wpłynąć na poprawę stosunku
pomiedzy synem a mężem ? Może któraś z Was miała / ma podobne problemy ????
pzdr cieplutko. agnieszka
    • danwik Re: podciągam, może ktoś się zlituje 15.09.04, 20:20
      buuuu czy naprawdę nikt nie ma podobnych problemów ???????
    • maadzik3 Re: problem na linii ojciec-syn 15.09.04, 20:26
      No to ja sprobuje. niewiele moge Ci powiedziec, ale wydaje mi sie ze takie
      rygorystyczne, surowe wychowanie aplikowal moj tesc mojemu mezowi. Dzis
      chcialby utrzymywac kontakt z synem, ale moj maz jest kompletnie
      niezainteresowany (tesciowie sa rozwiedzeni, wiec tesciowa to inny adres).
      Mysle ze to wychowanie odbilo sie na nim negatywnie, niewiele mowi o swoim
      dziecinstwie, ale niektore rzeczy mnie i dzis zmrozily. Teraz, coz, po prostu z
      ojcem nie utrzymuje zadnych stosunkow. Moze porozmawiaj z mezem ze teraz zbiera
      kapital u dziecka na cale zycie.
      Madzik
      • ewa2233 wysłałam Ci list na mail gazetowy 16.09.04, 10:20
        • danwik Re: do Ewy2233 16.09.04, 11:28
          Ślicznie dziękuję (już odpisałam surprised)
          pzdr. agnieszka
    • wieczna-gosia Re: problem na linii ojciec-syn 16.09.04, 11:01
      No to rozmiawiaj dalej.
      Przede wszystim uswiadom mu ze to jest nadal male dziecko. Ze jak cos obieca to
      zapomni, ze nadal wymaga naszej uwagi i czulości. Ja sie np zlapalam, ze kiedy
      urodzilam Ole to stare dzieci nagle staly sie duze i zaczelam w stosunku do
      nich miec bog wie jakie oczekiwania.
      Poza tym neich maz nie obiecuje ze sie zmieni tylko sie okresli czy w ogole
      uwaza ze ma sie z czego zmieniac? Bo moj tesc do tej pory jest swiecie
      przekonany ze gdyby tesciowa pozwolila mu prac syna po tylku to wyroslby na
      ludzi wink To ze maz egzekwuje pewna skonczona prace przed zabawa jest dobre, ale
      za tym musi isc cos jeszcze- jakies uczucie wink Ustalic ze jesli Daniel ma
      posprzatane i lekcje zrobione to moze isc na podworko bez zadnych komentarzy
      (to jego czas wolny), albo ze zamiast narzekac ze ciagle biega- niech pojdzie z
      tata na basen w sobote czy pojezdzic na rowerach....

      Ale tego sam twoj maz musi chcec.
      • danwik Re: problem na linii ojciec-syn 16.09.04, 11:43
        Dzięki Gosiu!
        Nie wiem jak to napisać, ale prawda jest taka, że mąż choć nigdy Daniela nie
        uderzył to wg mnie "wykończy" go psychicznie swoją "gadką". Owszem chodzą razem
        na rowery czy basen a nawet już 4 rok trenują razem karate.I wtedy wszystko
        jest OK ale mnie chodzi o taki całkiem zwyczajny, szary dzień i CIĄGŁE
        ustawianie syna do pionu. A przede wszystkim nie okazywanie uczuć przez męża
        (tych pozytywnych) - brak jego czułości, szczerego uśmiechu czy przytulenia.
        ROk temu Daniel spędził 2 tygodnie wakacji w szpitalu (mononukleoza) i Tomek
        dzień w dzień spędzał wieczory z Danielem i wychodził gdy ten szedł spać.
        Daniel do dziś wspomina TAMTEGO tatę, który go trzymał za rękę, grał z nim w
        karty i wtedy był kochającym ojcem...
        Dziewczyny dziękuję bardzo za odpowiedź i sugestie dot. rozmowy z mężem.
        Napewno przy następnej rozmowie wykorzystam Wasze argumenty i NIE POPUSZCZĘ aż
        wreszcie się nie poprawi.
        pzdr cieplutko. aga
        • vinca Re: problem na linii ojciec-syn 16.09.04, 21:44
          A moim zdaniem taka postawa Twojego męża przynosi dużo więcej pożytku niż gdyby
          się z dzieckiem pieścił. Chociaż z małego nie wyrosną ciepłe kluchy. Wystarczy
          że dla Ciebie jest on kochanym synusiem. Twój mąż po prostu traktuje go jak
          faceta, i bardzo dobrze, że od niego dużo wymaga.
          Równowaga musi byćwink
    • pitulka Re: problem na linii ojciec-syn 17.09.04, 23:24
      Droga Danwik wink
      Moje dziecko jest jeszcze za małe, abym mogła pomóc "z doświadczenia", ale na
      pewno nie zgadzam się ze zdaniem poprzedniczki.

      Może to co teraz napiszę będzie ciężkie, ale nie widzę wyjścia. Zaznaczam na
      wstępie, że sama przez to przeszłam (brak okazywania uczuć - ojciec i ciągłe
      strofowanie i wypytywanie - matka).
      To co teraz Twój Mąż daje Danielowi, Syn odda Mu jak zacznie dojrzewać i jak
      już będzie dorosły. Bo "Dziecko można porównać do walizki, którą pakujemy
      latami. Wszystko, co się w niej znajduje, kiedyś musieliśmy tam włożyć. Jeśli
      nasze dziecko postępuje wbrew temu, co mu wpajaliśmy, to przyjrzyjmy się
      uczciwie, jaki dawaliśmy mu przykład."
      Jest to cytat z dobrej książki. Trochę konrtowersyjnej ze względu na jednego z
      autorów, ale myślę (i nie tylko ja, wiele moich znajomych ją czytało) że wartej
      przczytania. I ze względu na Syna i na młodsze Dziecię.
      Jest to książka pt. "Dobra miłość, co robić by nasze dzieci miały udane życie"
      W.Eichelbergera, A.Samsona i A.Sosnowskiej. Przeczytaj też część drugą "Dobre
      rozmowy, które powinny odbyć się w każdym domu". Jak przeczytasz to daj je
      Mężowi.
      Powodzenia, może jednak dając miłość, szacunek i oparcie Twój Mąż "nie straci
      twarzy", a zyska Syna wiernego mu do śmierci.
      Aha jeszcze jedno. Nauczmy się traktować nasze Dzieci tak, jak byśmy chcieli,
      aby One traktowały nas. Przecież to też są ludzie. Dlaczego czasami lepiej (z
      szacunkiem) traktujemy obce, ale dorosłe osoby (np. panią ze sklepu, sąsiada
      lub współpracownika), a nie potrafimy tego dać naszej Latorośli.

      Pozdrawiam i proszę daj znać na e-mail gazetowy jak Wam leci
    • grrrrw Re: problem na linii ojciec-syn 18.09.04, 12:12
      A moim zdaniem nie ma się czym martwic. Gdyby maz i syn nie znajdowali ze sobą
      dobrego kontaktu, to dawno juz syn odmówiłby chodzenia na karate i innych form
      spedzania czasu.
      To ze jest surowy i wymagajacy moze dziecku bardziej wyjsc na dobre, niz
      gdyby traktował go jak matka syna. Dziesiecioletni chłopiec powinien
      utrzymywać (gdy mu się przypomina) porzadek w swoim pokoju. Uwazam, ze dziecko
      powinno pytac o zgodę rodziców, gdy wychodzi na podwórze, mówic dzie bedzie i
      ustalac godzinę powrótu. A jesli nie zrobiło lekcji czy ma bałagan (bez
      przesady z porzadkami, oczywiscie|), to powinno najpierw posprzatac.
      Nie mówią, ze mąż nie powinien sie zmienic, nie mieszkam z Wami, może NA TWOJ
      GUST jest zbyt surowy, ale to wcale nie znaczy, ze to TY masz rację, a nie syn.
      • katse Re: problem na linii ojciec-syn 18.09.04, 22:49
        tak codzienny dzien

        niby wazniejsze sa te trudne chwile, np. choroba dziecka - i ojciec ktory byl
        ciagle...a ilu takich co i wtedy tez nie za bardzo...

        wiesz ja mysle ze z 10 latkiem to juz coraz trudniej jest
        bo jeszcze za maly na powazne normalne rozmowy a juz za duzy na "dziecinne
        tiutanie"
        przeciez chodza na rower i na basen
        i trenuja razem

        twojemu m juz niewiele brakuje

        tylko tego poglaskania po glowie...i powiedzienia moj ty maly syneczku

        tak wlasnie tak - o to go popros.

        K
    • tojulka Re: problem na linii ojciec-syn 23.09.04, 13:12
      Jestem w totalnym szoku, bo czytając Twój list wydawało mi się ze to JA go
      pisałam smile mam identyczne problemy w domu. Do tego dochodzą jeszcze epitety w
      stylu "baranie" "leniu smierdzący" itp. Nadmieniam że mój maz to wykształcony i
      uchodzacy za kulturalnego mężczyzna. Musze jednak przyznać że poważne rozmowy
      (do 4 rano) przynoszą pewne efekty. Ja słucham jego argumentów, on stara się
      słuchać moich i jest trochę lepiej. Przynajmniej w kwestiii ww. epitetów i
      przynajmniej na jakiś czas. Wiem też, że jak jest zły na mnie, to wyładowuje
      się na synu. Pomogła też trochę młodsza córeczka. Gdy się urodziła (ma 1.5
      roku) mąż wiedział, ze nie może robić zyt dużej różnicy w traktowaniu dzieci i
      zaczął sie troszkę pilnować. Podejrzewam, że gdyby jej nie było, byłoby
      duuuuużo gorzej. Ja wiem, że w egzekwowaniu obowiązków nie ma nic złego ale
      chodzi o formę tego egzekwowania. Nie wiem co jest w tych facetach, że uważają
      że jak okażą uczucie to wychowają lalusiów. Może jakieś kompleksy?
      • pitulka Re: problem na linii ojciec-syn 23.09.04, 15:22
        tojulka napisała:

        Nie wiem co jest w tych facetach, że uważają
        > że jak okażą uczucie to wychowają lalusiów. Może jakieś kompleksy?

        Tojulka, a może to nie jest kwestia dot. wychowywania lalusiów, tylko brak
        dobrego wzorca. Przecież jak my byliśmy mali, to ojcowie tylko pracowali, a
        dziećmi zajmowały się tylko matki. Oczywiście są wyjątki, ale zazwyczaj nasi
        ojcowie mieli za zadanie utrzymać rodzinę, a nie zajmować się dziećmi. Do tego
        dochodzi problem, że ich ojcowie, a nasi dziadkowie, to było pokolenie
        międzywojenne i oni też mieli "surowe" zasady wychowywania dzieci, a zwłaszcza
        synów. No i mamy błędne koło.

        Ja wychodzę z założenia, że jeżeli rozmowy przynoszą jakiś efekt, ale nie
        znaczącą poprawę, to należy albo sięgnąć po poradę do fachowych poradników,
        albo udać się do specjalisty. To nic wstydliwego, że w sytuacji, która nas
        przerasta idziemy do specjalisty. W końcu jak masz grypę, to też idziesz po
        lekarstwo i uważasz, że postępujesz słusznie. A czasami nasza psychika i
        zdrowie rodzinne wymagają interwencji osoby trzeciej, która miała już do
        czynienia z podobnymi przypadkami.

        Należy pamiętać o jeszcze jednej rzeczy, że jeżeli nasze dzieci będą tak
        traktowane przez swoich ojców, to istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że tak
        samo będą traktować swoje dzieci. Myślę, że jeżeli jest szansa, to należałoby
        przerwać to błędne koło.
      • aleksandrynka Re: problem na linii ojciec-syn 28.09.04, 16:02
        mój ojciec to super wykształcony, kulturalny, ciepły facet, a nie takie
        kawiatki latały i nadal lataja po domu. Teraz w stosunku do młodszego brata.
        Ale tata i tak baaaardzo się zmienił. Pracuje nad sobą, duzo zrozumiał. A i tak
        zostały toooony węgla do przerzucenia, tyle jeszcze do zminy! No, ale jest
        lepiej...
        To świetnie że rozmawiasz z mężem, tym bardziej, że są pozytywne efekty. Takie
        zachowanie ojców to często (w zasadzie w większości) wynik ich doświadczeń z
        domu rodzinnego. Brak wsparcia od rodziców, wygórowane wymagania, osamotnienie,
        albo też w ogóle brak wzorca, na przykład, kiedy ojca nie było (mój tata).
        Najlepsze jest to, że wielu tych mężczyzn uczy się teraz układać stosunki z
        ludźmi jakby na nowo, a takie wspaniałe zony jak Wy im w tym pomagają.
        Wspierajcie tych zaciętych, wybuchowych mężów, pomagajcie im okiełznać swoją
        wściekłość, ambicje, wymagania, surowość, zasadniczość, no i nieposkromiony
        jęzor, bądźcie z nimi i nie pozwalajcie, żeby to wszystko odbijało się na
        dzieciach. To nie maluchow wina, że rodzice mają niepoukładane w głowach
        (chodzi o własne emocje, sprawy z przeszłości, a nie o głupotę, oczywiście!), a
        to one najczęściej bardzo na tym cierpią.
        Nie wiem, na ile mój post jest "kompatybilny" z tematem, ale napisałam go
        poruszona treścią, pod wpływem własnych wspomnień i doświadczeń.
    • anek.anek Re: problem na linii ojciec-syn 30.09.04, 12:22
      Zaproponuj lekturę "porzucony przez ojca" (nie wiem czy dokładnie zacytowałam)
      Samsona (wiem, wiem, to już nie jest autorytetsmile).I rozmawiaj, rozmawiaj,
      rozmawiaj....
      Ojciec z reguły nigdy nie będzi tak czuły jak matka. I dobrze, bo
      faktycznie "równowaga musi być", ale też nie wolno przekroczyć granicy
      pomiędzy "męskim traktowaniem" a nazwyklejszą oschłością - bo z tego nic
      dobrego nie wyniknie.
      • aleksandrynka Re: problem na linii ojciec-syn 30.09.04, 14:56
        myślę, że chodzi o książkę "zdradzony przez ojca" Eichelbergera.
        Ot, taki szczegół
        smile
        pozdrawiam
        • anek.anek Re: problem na linii ojciec-syn 30.09.04, 19:12
          a i owszem, nieźle się pomyliłam, ale oni zawsze tworzyli dla mnie nieodłączną
          paręsmile)
    • justyna_dabrowska Re: problem na linii ojciec-syn 01.10.04, 15:13
      To trudna sytuacja i z pewnością warto byłoby jakoś nad nia popracować.
      Pierwsze pytanie jakie mi sie nasuwa - to czy synek sie tym wszystkim
      przejmuje? Czy on też tak źle odbiera zachowania ojca, czy tylko ty jesteś na
      nie tak bardzo wrażliwa? Może oni znaleźli swój własny modus vivendi i im obu
      jest z tym dobrze? Syn ma troskliwą ciepła mame i wymagającego tatę i jakos
      daje sobie radę....
      Przychodzi mi do głowy, że być może w rodzinie męza panował właśnie
      taki "twardy" model wychowywania chłopców i mąż nie umie inaczej niż w sposób
      wymagający odnosić sie do syna.

      Polecam książkę Wojtka Eichelbergera "Zdradzony przez ojca".
      • danwik Re: problem na linii ojciec-syn 10.10.04, 21:03
        Witam ponownie!
        Jeszcze raz bardzo Wam wszystkim dziękuję za podzielenie się swoimi opiniami.
        Postaram się zdobyć polecaną książkę surprised) ...

        Pierwsze pytanie jakie mi sie nasuwa - to czy synek sie tym wszystkim
        > przejmuje? Czy on też tak źle odbiera zachowania ojca, czy tylko ty jesteś na
        > nie tak bardzo wrażliwa? Może oni znaleźli swój własny modus vivendi i im obu
        > jest z tym dobrze?

        Tak - Daniel bardzo się tym przejmuje i choć nie mówi tego wprost to "dobre"
        chwile potrafi wspominać po kilkanaście razy z uśmiechem na buzi. O "złych
        dniach" nie wspomina tak jakby chciał je wymazać z pamięci... bynajmniej ja tak
        to odbieram.

        > Przychodzi mi do głowy, że być może w rodzinie męza panował właśnie
        > taki "twardy" model wychowywania chłopców i mąż nie umie inaczej niż w sposób
        > wymagający odnosić sie do syna

        Niestety mąż choć jedynak, pochodzi z rodziny, w której w zasadzie każdy żył
        obok siebie, nie było więzi, wspólnych rozmów, wypadów za miasto itd. Mąż
        bardzo kochał swoją mamę (zmarła gdy miał 19 lat) ale ojciec zbyt często
        zaglądał/zagląda do kieliszka i niestety nie był autorytetem godnym
        nasladowania. Poza tym gdy Go poznałam to był bardzo skrytym chłopakiem i choć
        wiele się zmieniło (na plus) to napewno nie do końca.
        pzdr i jeszcze raz dziękuję. agnieszka
Pełna wersja