nieszczęsny wf :(

20.09.04, 14:27
Moja córka nie chce chodzić na zajęcia WF sad Chodzi do pierwszej klasy. I co ja mam teraz z tym zrobić ? Płacze przed zajęciami, mówi, że nie lubi Pani, nie lubi biegać , przebierać się. Tłumaczyliśmy jej , że musi chodzić, żeby dobrze się rozwijała, że ruch jest potrzebny, że to przecież zabawa itd. I nic ! Płacze, marudzi , że nie chce chodzić. Nie lubi wysiłku fizycznego sad Za to uczy się świetnie, już od dawna czyta, liczy, ładnie maluje. Nie mam pojęcia jak ją zachęcić, czym przekonać, co poniedziałek jest wielki lament z powodu tego WF-u ? Pomocy !
    • ka1311 Re: nieszczęsny wf :( 21.09.04, 11:06
      A czy Wy - rodzice organizujecie jej jakieś zajęcia sportowe? Z reguły dzieci
      nie lubią wf-u z dwóch powodów:
      1. są nieruchliwe, niewygimnastykowane i po prostu po godzinie ćwiczeń są
      zmęczone, wszystko je boli
      2. pani jest z tych bardziej sadystycznych, ale w pierwszej klasie z reguły wf
      jest z wychowawczynią, więc jeśli lubi panią na lekcjach innych a na wf nie to
      bardziej skłaniałabym się do wersji pierwszej.
      Jak to wygląda w domu? Czym głównie dziecko się zajmuje? Jeździ na rowerze,
      nartach, chodzi na basen?
    • izunia6 Re: nieszczęsny wf :( 21.09.04, 11:22
      Mnie też się wydaje, że coś w domu musi byc nie tak. Skąd wogóle pomysł, że wf
      można traktować inaczej niż np. matematykę. Tym bardziej, że wf jest w tej
      chwili 4 razy w tygodniu, więc trudno ciągle się migać, trzeba jej pomóc
      zaakceptować. Mam nadzieję, że nie przychodzi wam do głowy pomysł wyrobienia jej
      lewego zwolnienia, bo zrobicie z niej kalekę na całe życie. Jeśli nie ma jakiś
      zdrowotnych przciwskazań, nie jest otyła, to na prawdę powinna się przekonać.
      Proponuję pogadać z panią, w pierwszej klasie musi próbować zrozumieć dziecko,
      poszukać gdzie u córki tkwi problem. Może ktoś śmiał się z czyjejś bielizny,
      może ją krępuje rozbieranie, może nie ma szatni i chłopcy mają jakieś głupie
      komentarze. Szukaj przyczyn, bo wf "grozi" jej przez najbliższe 12 lat!
      • mimix Re: nieszczęsny wf :( 21.09.04, 11:40
        Absolutnie nie wchodzą w grę żadne zwolnienia itd. Jak najbardziej zależy nam , żeby chodziła na wf. Zapisaliśmy ją nawet na naukę tańca i basen, żeby miała więcej ruchu. Te zajęcia lubi. Uwielbia pływać - nie tylko na basenie, w lecie każdą wolną chwilę spędzamy nad jeziorem, morzem. Jeździ na hulajnodze, chodzimy na spacery, staramy się w miarę możliwości - niestety oboje z mężem pracujemy. Wf nie jest z tylko wychowawczynią ,ale też z inną panią. Codziennie jest 1godz wf-u. Jeżeli chodzi o gimnastykę z wychowawczynią to nie ma problemu. Płacze jak są zajęcia z tą drugą panią.
        • ka1311 Re: nieszczęsny wf :( 21.09.04, 13:02
          To w takim razie coś z tą drugą panią jest nie tak. Pogadaj z wychowawczynią,
          może ona trochę naświetli sytuację. Pogadaj też z córką, przecież chcesz jej
          pomóc tylko nie wiesz jak, bo ona po prostu nie mówi nic o konkretach.
          • agatka_s Re: nieszczęsny wf :( 21.09.04, 15:18
            sorry ale wydaje mi się, że diagnoza postawiona zbyt szybko. Nawet jeśli
            dziecko nie lubi WF prowadzonego przez konkretną pania, a przez inną lubi to
            nie od razu znaczy że z panią jest coś "nie tak". Dzieci (szczególnie w tym
            wieku) czasem tak mają że coś im nie odpowiada mimo starań i dobrej woli
            dorosłych.

            Czy inne dzieci też unikają WF-u u tej pani ?

            Ja też nigdy nie lubiłam WF-u, bo nigdy nie byłam gwiazdą, i bardzo mnie to
            deprymowało. I tak nie lubiłam że pozostało mi to aż do studiów... Aby uniknąć
            lekcji byłabym w stanie wymyślać różne konfabulacje i podejrzewam że też
            byłabym skłonna trwierdzić że to wina wszystkiego i wszystkich dookoła (bo sala
            zimna, bo pani niemiła itp itd).

            Obawiam się że w "tym temacie" to nic na siłę, im bardziej będziece przekonywać
            córkę że WF jest cacy, tym bardziej ona będzie się utwierdzać w przekonaniu że
            jest be. Ja byłabym raczej za tym aby z tego WF-u nie robić problemu, aby Broń
            Boze nie wyrobić w dziecku poczucia że MUSI ćwiczyć na Wf-ie, bo inaczej to
            swiat się zawali a rodzice będa najnieszczęśliwsi pod słońcem. Mysle ze nalezy
            tak postpowac aby raczej miała poczucie, że to bardziej od niej zależy, że
            sama chce tego WF-u. Jak wiecie że w czymś jest dobra (np dobrze biega, albo
            skacze albo tańczy) to warto poprosić panią aby to wykorzystała aby zachęcić
            dziewczynkę. W ostateczności jeśli opór jest tak duży, to trzeba zapewnić
            jakiś alternatywny sport, a na ten wf póki co nie naciskać bo fobia i lęk przed
            wf-em gotowy do końca życia Tak mi się przypomniało że moje dziecko nigdy nie
            miało oporów co do przedszkola (nawet nie miauknęlo) tak jak wiele tu mam
            opisuje, ale to dlategoże zawsze miało świadomość że jakby co to nie MUSI
            chodzić dlatego, cały okres nigdy nie powiedział że nie chce pójść, czy uronił
            choćby pół łezki. Miał poczucie bezpieczeństwa że jakby co to sobie w domu
            zostanie a poza tym przedszkole nigdy nie było demonizowane, co pozwoliło jakoś
            tak naturalnie w nie wejść. Mysle ze z tym WF-em może być podobnie.
            • izunia6 Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 11:23
              nooo niezupełnie się zgadzam.
              Przedszkole - akurat twój miał to szczęście, że mógł sobie powiedzieć - dziś nie
              idę, ale 99% dzieci takiego komfortu nie mają. Muszą iść, bo mama musi iść do
              pracy.
              A wf - jedno nie lubi muzyki, inne nie cierpi rysunków. Dlaczego jako
              społeczeństwo traktujemy WF inaczej niż każdy inny przedmiot. Potem mamy
              społeczeństwo z nadwagą, cukrzycą i najniższy wiek umieralności w Europie. Już
              nawet Albania nas przegania. WF jest takim samym obowiązkiem dziecka jak
              matematyka, a w szkole nie wszystko i nie wszystkich trzeba lubić. I
              • agatka_s Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 12:07
                No troche tak a troche nie...

                Chodzi mi poprostu aby w dziecku nie wzbudzac nadmiernie "problemu WF" bo
                właśnie ja to pamietam ze swego dzieciństwa. Ja nie lubiłam a wszyscy mnie
                zmuszali i z niewinnego nielubienia powstala awersja a wrecz fobia. Tak samo
                jak na basenie nie nauczyłam sie plywac bo pani miala metode wrzucania do wody
                na sile i krzyczenia "plyn". Teraz jak zobaczylam jak delikatnie i madrze
                oswaja sie dzieci uczace sie plywac, jak godzinami wpierw sie bawia i
                zapominaja o wodzie to az mi sie lza zakrecila, bo mnie poprostu zmarnowano,i
                za zadne skarby do wody juz nigdy nie wejde. Mam ten lęk i opór zakodowany do
                końca życia.

                WF w szkole to nie takie znowu cudo aby jak sie go opusci miala sie stac wielka
                tragedia (granie na boisku, cwiczenia na korytarzu, cwiczenie po 30 osób itp),
                czasem poprostu lepiej zapewnic jakas fajna alternatywe i WF tolerowac jako
                dodatek ale nie sposób na zapewnienie (i tu się w 100% zgadzam!!!!) niezbednej
                aktywności fizycznej.

                A co do awersji do innych przednmiotów:
                Moj syn nie znosi plastyki,(WF akurat uwielbia) wiec pogodzilismy sie wspolnie
                ze oczywiscie chodzi na plastyke, ale jak nie bedzie mu szlo to swiat sie nie
                zawali, moze sobie te plastyke troche olewac. rysunki w jego wykonaniu to np
                czarna kartka bo jak był temat np jesień to on stwierdzał że u niego jest noc.
                No i w tym roku na wakacjach ogladajac tylem do telewizora Olimpiade wykonal
                serie rysunkow przedstawiajacych poszczegolne stadiony i zawody, i stwierdził
                ze w zasadzie takie malowanie nie jest takie złe- no i w tym roku nawet z
                checia zaczął chodzić.

                Obawiam sie ze jakbym go motywowala i tlumaczyła ze rysuwanie jest istotne dla
                rozwoju dziecka, uczuy wrazliwosci trele morele i w związku z tym MUSI rysowac
                na plastyce, to chyba bym wyrobiła w nim poczucie awersji do rysowania a tak to
                się przekonał sam i jakoś idzie, choć da Vinci to raczej nie będzie...

                A co do przedszkola, komfort ze w razie czego nie pójdzie zawsze można
                zorganizować, to tak samo jak dziecko jest chore to nie idzie i rodzice stana
                na glowie aby zapewnic alternatywna opieke ,to nalezy przyjac ze jak akurat nie
                chce to tez nie idzie i mu ta opieke zagwarantowac. Gwarantuje ze ten wentyl
                bezpieczenstwa nie bedzie wykorzystywany, bo jak dziecko czuje ze przedszkole
                jest dla niego, dla zabawy, fajnego spedzania czasu a nie dlatego ze MUSI isc
                bo mamam idzie do pracy, to przedszkole bedzie traktowane jak najwieksza frajda
                a nie katorznicza praca w kamieniolomach.


                Pozdtrawiam
                • verdana Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 12:44
                  W 100 o ile nie w 200% zgadzam się z Agatką!
                  W dodatku w-f nie jest takim przedmiotem jak inne. Nie dlatego, że mniej wazny,
                  ale dlatego, ze dziecko - nawet najpilniejsze może nie sprostać wymaganiom.
                  Nauczyciel ma tabelki, zgodnie z którymi ocenia. Uczeń biegnie, jak może
                  najszybciej, ale o ile nie zmieści sie w wyznaczonym czasie, dostaje jedynkę
                  (albo karcącą uwagę) - i już. Moze być słabszy, niższy, o rok mlodszy - nic
                  prócz wyników się nie liczy.
                  Trudno się dziwić, ze dzieci mniej wysportowane, a wiec te, dla których
                  najpotrzebniejszy jest w-f, nie znosza go z całego serca.
                  • judytak Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 13:32
                    verdana napisała:

                    > W dodatku w-f nie jest takim przedmiotem jak inne. Nie dlatego, że mniej wazny
                    > ale dlatego, ze dziecko - nawet najpilniejsze może nie sprostać wymaganiom.
                    > Nauczyciel ma tabelki, zgodnie z którymi ocenia. Uczeń biegnie, jak może
                    > najszybciej, ale o ile nie zmieści sie w wyznaczonym czasie, dostaje jedynkę
                    > (albo karcącą uwagę) - i już. Moze być słabszy, niższy, o rok mlodszy - nic
                    > prócz wyników się nie liczy.

                    czy ty jesteś pewna?
                    bo tydzień temu, jak na zebraniu wychowawczyni wyłożyła nam, rodzicom "zasady
                    oceniania", powiedziała czarno na białym, ze, cytuję "w przypadku przedmiotów:
                    wf, plastyka, muzyka oceny się stawia na podstawie starania, wysiłku,
                    zaangażowania ucznia"
                    ja też tak to pamiętam - owszem były tabelki, każdy miał zeszyt z wynikami dwa
                    razy w roku, ale oceny z wf nie bardzo mieli z tym nic wspólnego - jak ktos był
                    bardzo chętny, wysportowany, chodził na SKS, to miał 5, jak ktoś był
                    przecietny, to miał 4, chyba że byłaby to jedyna czwórka na swiadectwie, wtedy
                    też miał 5, a jak ktoś ustawicznie olewał, zapominał stroju, głosił, że to
                    głupota, z obolałą miną wlókł się po sali gimnastycznej, to dostawał 3...

                    a w przypadku innych przedmiotów liczą się starania?
                    dobrze rozwiązał zadanie - jest punkt, źle rozwiązał - nie ma punktu, i
                    prawidłowo...

                    pozdrawiam
                    Judyta
                    • agatka_s Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 13:35
                      eee to chyba zależy od nauczyciela, jak sam sie stara to ocenia starania, jak
                      się nie stara to tylko czas na 60 m i odległość oddanego skoku w dal...

                      No cóż moi nauczyciele WF-u raczej byli z tej 2-iej grupy.
                  • izunia6 Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 13:45
                    Po pierwsze jeśli już nauczyciel trzyma sie tabelek, to tabelki są do wieku, a
                    nie do klasy i nauczyciel ma obowiązek ich się trzymać konsekwentnie. Ale chyba
                    rzeczywiście rzadko który to robi.
                    Po drugie z każdego przedmiotu są różni nauczyciele.
                    A po trzecie jeden jest słabszy i niższy, a drugiemu gorzej idzie czytanie,
                    trzeci nie ma wyobraźni matematycznej i nijak nie potrafi policzyć objętości.
                    Jedni nie znoszą wf, a inni fizyki, ale dlaczego jedni mają być gorsi od
                    drugich. Dziecko nawet najpilniejsze nie jest wstanie sprostac wymaganiom
                    matematyczki i ma gorsze oceny i to uznajemy, jest OK? Dlaczego lenistwo
                    fizyczne mamy usprawiedliwiać, a umysłowe nie? Oczywiście pomijam przypadki
                    fizycznych ułomności, problemów z budową ciała, rozwojem fizycznym, których
                    niewątpliwie nie brakuje.
                    • agatka_s Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 13:57
                      Moim zdaniem dlatego że:

                      -matematyki czy polskiego dziecko nie nauczy sie gdzie indziej tylko w szkole,
                      i pewien aparat przymusu jest konieczny aby nie wyszli nam analfabeci.

                      -wf jest dla dziecka (a nie dla tabelek czy wyników), aby mu zapewnic ogólnie
                      rozumianą aktywność fizyczną, wpoic nawyk ruszania się, zapewnic odpowiedni
                      rozwój. Przymus w tym momencie raczej nie gwarantuje powodzenia. Dobrze,
                      bezstresowo nastawione do wf-u dziecko będzie chciało zajmować się sportem, a
                      na starość będzie zdrowe i zwinne. Dziecko do wf-u zrażone, bedzie chodzić na
                      basen ze swoim synem pływającym kilkadziesiąt basenów i czytać w tym czasie
                      książki (dla mało bystrych to o mnie...)
                      • judytak Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 14:21
                        agatka_s napisała:

                        > Moim zdaniem dlatego że:
                        >
                        > -matematyki czy polskiego dziecko nie nauczy sie gdzie indziej tylko w
                        szkole,
                        > i pewien aparat przymusu jest konieczny aby nie wyszli nam analfabeci.
                        > -wf jest dla dziecka

                        a guzik :o)

                        matematyka i polski jest dla dziecka - bo bez tego nie poradzi sobie w życiu
                        i zarazem jest dla społeczeństwa - żeby nie trzeba było go, bezrobotnego,
                        utrzymywać...
                        i tak samo moge brać prywatnego nauczyciela, albo uczyć dziecko sama, i wysyłać
                        tylko na egzaminy co roku - może będzie znał te przedmioty nawet lepiej, tylko
                        co z nauką "życia w społeczeństwie"?

                        wf też jest dla dziecka, bo w tym wieku ruch, najlepiej na swieżym powietrzu,
                        jest potrzebą fizjologiczną
                        i zarazem jest dla społeczeństwa - żeby jak najmniej pieniędzy wydawać na
                        leczenie wad postawy, chorób układu krążenia itp.

                        pozdrawiam
                        Judyta
                • judytak Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 13:56
                  no więc...
                  jest zasadnicza różnica między tym, że
                  "idziesz na wf, przebierasz się, ćwiczysz jak możesz, i nie przejmujesz się
                  tym, czy pani jest zadowolona, czy nie"
                  a tym, że
                  "jak nie chcesz na wf, to nie musisz"

                  ja bym nie robiła takich "wyłomów" - skoro wf jest obowiązkowym przedmiotem,
                  nie łudziłabym dziecka, że nie musi - to po prostu nie jest prawda

                  można robić wyjątek - że jednego konkretnego dnia nie idzie się do szkoły albo
                  będzie się zwolniony z wf-u albo usprawiedliwia się dziecku nieprzygotowanie
                  itp. - ale nie można zwalniać z obowiązkowej dla wszystkich lekcji kilka razy w
                  tygodniu, bo to sieje zamęt w głowie!

                  też bym nie opowiadała dziecku w pierwszej klasie, że ruch jest ważny dla
                  zdrowia, powiedziałabym, że taka jest szkoła, wszyscy chodzą na wszystkie
                  lekcje, jeden nie lubi (i nie umie) śpiewać, drugi rysować, trzeci czytać, a
                  chodzi, i nawet jak nie będzie mistrzem, to wszystkiego w miarę się nauczy z
                  biegiem czasu...

                  i poszukałabym, o co konkretnie dziecku chodzi z tą awersją na wf, i na ten
                  konkretny problem bym zaradziła (porozmawiałabym z panią, żeby nie krzyczała
                  głośno, ubierałabym dziecko tak, żeby łatwo było się przebrać, dałabym spodnie
                  dresowe, jeśli zimno, itp. itd.)

                  a co do przedszkola - wyobraź sobie, że są dzieci, które do przedszkola nie
                  lubią chodzić
                  ja, jakby mi ktoś powiedział, że jak nie chcę, to nie muszę - moja noga więcej
                  by tam nie powstała :o)
                  wyrosłabym sobie wśród książek, i teraz bałabym się pewnie nawet poprosić o
                  kilo jabłek w sklepie...
                  ale też moje, generalnie lubiące przedszkole dzieci miewały okresy, kiedy taka
                  propozycja byłaby natychmiast wykorzystana, i wcale nie jestem pewna, że po
                  kilku tygodniach łatwo byłoby wejść z powrotem "do jaskini lwa"...

                  za to zawsze proponowałam, proponuję "pójdę do pani/koleżanki/mamy kolegi itp.
                  i załatwię"
                  raz jedyny Duża z tego korzystała :o)
                  plus kilka razy upewniała się, czy naprawdę potrafiłabym problem załatwić, i
                  jak bym to robiła :o)
                  na ogól odpowiedź brzmi "aaa, to nie jest aż tak ważne..." :o)

                  pozdrawiam
                  Judyta
                  • agatka_s Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 14:19
                    judyta zgadzam się w 100%

                    pewnie że pozwalanie aby dziecko nie chodziło wcale jest niedobre, bo uczy
                    olewactwa i tego ze przed problemem się ucieka. Jasne że lewe zwolnienia to
                    bardzo kiepski przekaz wychowawczy !!!!

                    Natomiast moim zdaniem wynikającym tylko z własnych doswiadczen, nie branie pod
                    uwage tego ze dziecku jakos na tym wf-e nie specjalnie idzie i przez to czuje
                    sie źle, i traktowanie tego w kategoriach musisz, wszyscy muszą bo to jest
                    szkoła i nie ma wyjątków też nie jest dobre.

                    Mysle ze kiedy dziecko ma taki problem (a wierz mi że w takiej małej głowinie
                    może on urastać do katastrofy życiowej) dobrze jest aby i rodzice i nauczyciele
                    podchodzili do tego na zasadzie pozytywnej- to co pisałaś liczą się starania,
                    dziecko powinno mieć szansę zajmowania się tym w czym jest dobre itp itd. No i
                    100% powodzenia to zrozumienie co w tym wf-ie jest "nie halo", tylko to musi
                    być delikatnie i spokojnie, aby dziecko się nie"zacięło" aby to Broń Boze nie
                    przyniosło odwrotnych skutków. Ja nie lubiłam WF-u bo byłam beznadziejna
                    lekkoatletycznie,źle biegalam, źle skakałam, a do tego jako dziecko nie byłam
                    najszczuplejsza. Ale w tym samym czasie trenowałam narty alpejskie(nawet
                    startowałam na paziomie krajowym, aczkolwiek bez specjalnych rezultatów bo jako
                    rdzenna mieszkanka nizin mazowieckich raczej to było czywiste, ale w Warszawie
                    byłam 3-cia). Trenowałam w klubie, pól zimy spędzając w górach. Nikt u mnie w
                    szkole (poza wychowawczynią u której moi rodzice mnie zwalniali z zajęć) o tym
                    nie wiedział, a ja zawsze uchodziłam za tę najgorszą sierotę co to ani nie
                    pobiegnie ani nie rzuci. Dobrze na wf-e czułam się tylko w grach zespołowych,
                    ale i tak nigdy nie usłyszałam dobrego słowa, że mi dobrze idzie. Niestety już
                    zawsze byłam taką ofiarą losu, której na koniec stawiano 5 z litości aby nie
                    popsuć świadectwa z czerwonym paskiem- zawsze było to tajemnicą poliszynela jak
                    mi tę ocenę wystawiają. Szkoda że nikt nie widział tego mojego problemu, a
                    jedyne co zawsze słyszałam to "nie wygłupiaj się, musisz iść na WF i tyle".
                    Ile ja się wstydu przez ten Wf najadłam to nigdy przez nic innego.
    • jola_ep Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 13:59
      Miałam podobny problem z basenem. Moja córa nie bardzo lubiła basen. Ale kryzys
      nastąpił po 5 miesiącach.
      Ja rozwiązałam to tak: po pierwsze rozmowy i dojście przyczyn. Kroplą
      przelewającą kielich były słowa pani "już pół roku się uczą, a te trzy jeszcze
      się nie nauczyły". Dużo rozmawiałam, moja mama też rozmawiała i każdy kogo
      dorwałam wink Tłuczałyśmy, opowiadałam jak ja się uczyłam pływać, różne śmieszne
      historyjki z happy endem - no bo się nauczyłam itp. itd.
      Nie kazałam jej chodzić "na zawsze". Mówiłam, że pójdzie jeszcze na ten basen i
      zobaczymy. Z czasem było trochę lepiej smile Przekupywałam niecnie - za basen były
      nagrody. Pozwalałam jej ryczeć w domu - potrafiła tak ze 2 godziny. Umówiłam
      się tylko, aby raczej płakała wieczorem, a nie rano. Urywałam się z pracy, aby
      zaprowadzić ją na basen (dobrze, że mogłam). Mówiłam, że zwolnienie z basenu
      może wypisać tylko pediatra - ale jak będą powody. To był niezły argument, ale
      spotkaliśmy potem babcie drugiej dziewczyny z tej nieszczęsnej trójki
      nieumiejących pływać, i ta chwaliła się, jak zdobyła zwolnienie dla wnuczki sad
      Walczyłyśmy tak do końca pierwszej klasy, potem jeszcze w drugiej. Teraz jest
      lepiej - nie jest to jej ulubiony przedmiot, ale już go tak nie przeżywa.

      Pozdrawiam
      Jola
      • ewa2233 Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 14:21
        Mój syn poszedł do 4 klasy.
        WF przejął "pan" i się zaczęło.
        Zajęcia są ciekawe, urozmaicone (skoki w dal, biegi itp) syn bardzo je lubi
        ale ... nie lubi nauczyciela.
        "Pan" przezywa dzieci, ostatnio powiedział do syna,
        że chyba jest kopnięty itp epitety padają.
        Myślę, że przy pierwszej okazji spotkania z wychowawczynia
        trzeba będzie zwrócić na to uwagę.
        Ale myślę, że to nic nie da, niestety (przynajmniej na dłuższą metę).

        Może i Ty powinnaś porozmawiać z wychowawczynią?
        A może z panią od wf ?
        Zagadać do niej w tym stylu: że córka z jakiegoś powodu nie lubi ćwiczyć?
        Może pani ma jakieś spostrzeżenia dlaczego tak się dzieje?
        Może mogłaby jakoś pomóc, by córka się przekonała do tego przedmiotu?
        Wiesz, chodzi o to, by nie "napaść" na nauczyciela,
        tylko "odwrócic kota ogonem".
    • agatka_s Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 14:30
      no nie wiem może i masz rację, a ja poprostu patrzę na sprawę wciąż jako
      nastolatka która wf-u się boi i unika i dlatego jestem w stanie usprawiedliwić
      dziecko które ma takie odczucia...

      Pewnie gdybym była gwiazdą wf-ową to też uważałabym,że unikanie wf-u to jakieś
      fanaberie. No bo np unikanie matematyki za tokowe uważam.

      Pozdrawiam ciepło

      • verdana Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 14:53
        Nie bierzecie pod uwagę jeszcze jednego. Dziecko, ktore nie jest dobre z
        matematyki nie ma kłopotów towarzyskich. Tymczasem dziecko słabe z w-f czesto
        jes odrzucane przez grupę (ten niedojda), jest jako ostatnie wybierane przy
        grach zespolowych. To czesto dzieci bardzo przeżywają.
        Poza tym wyniki z w-f-u, a czesto i oceny nie zależą (u wiekszości nauczycieli)
        od włozonego wysiłku. Jesli dziecko wolno biega, czy nie umie przeskoczyć przez
        konia nie bardzo ma szanse na poprawę. No, chyba ze rodzice rozpoczną z nim
        regularne treningi - ale właściwie po co? Przecież nie chodzi o wyniki, tylko o
        ruch.
      • judytak Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 15:53
        zawsze byłam gruba :o)
        i prawie najmniejsza w klasie :o)
        i bez jakiegokolwiek wyczucia piłki :o)
        i zawsze graliśmy w kosza - nie muszę dalej tłumaczyć?

        ale stawianie piątek z wf-u dla niezepsucia śwadectwa była u nas jawną zasada,
        a nie wstydliwą tajemnicą...

        pozdrawiam
        Judyta
    • mimix Re: nieszczęsny wf :( 22.09.04, 15:08
      Problem jest już bardziej sprecyzowany. Już wiem o co tak naprawdę chodzi:
      ta pani bardzo często robi im zawody w grupach (na tym drugim wfie mają tylko taką ogólną gimnastykę i ćwiczenia) no i moja córka nie jest taka szybka w biegach jak niektóre dzieci i zdarza się, że jej grupa przegrywa. I tu jest problem.Wiadomo, każdy chce wygrać. Chodzi też o to, że dzieci też jej docinają w takich sytuacjach .
Pełna wersja