Dodaj do ulubionych

wojna o transport do szkoły

05.03.20, 18:41
Córka chodzi do zerówki. Z różnych powodów zabraliśmy ją z przedszkola publicznego koło (tj. 0.5 km od) domu i chodzi do prywatnej placówki ok. 2 km od domu w dokładnie przeciwnym kierunku. Ponieważ młodszy syn chodzi do "starego" przedszkola, łączny dystans robi się zauważalny. Zdecydowaliśmy z mężem, że najszybciej/najwygodniej będzie odstawiać dzieci rowerami (tj. każde z dzieci jedzie na swoim rowerze, a rodzic temu towarzyszy). Jako, że do poprzedniego przedszkola też tak się transportowaliśmy, założyliśmy, że nie będzie problemu.

Niestety, od pewnego czasu córa robi awantury, że ona *nienawidzi* jeździć na rowerze i mamy jej do tego "nie zmuszać", bo jest to "najgorsza rzecz na świecie". Trochę jestem w kropce. Alternatywą byłoby chodzenie pieszo, ale dystans (i czas) robi się już duży, poza tym to dotyka to nie tylko córki, ale trzech członków rodziny, którym godzina powrotu do domu znacznie się opóźni na skutek wymuszonego spaceru (a rano będzie jeszcze trudniej!). Bardzo chciałabym uniknąć też jazdy samochodem, bo (1) nie lubię jeździć, (2) nie chcę emitować spalin ponad potrzebę, (3) zależy mi, żeby dzieci miały te minimum ruchu, (4) wbrew pozorom wcale nie jest szybciej (parkowanie, wpinanie w foteliki, dużo świateł po drodze, konieczność odstawienia samochodu). Najszybciej i najwygodniej jest na rowerze, po prostu. Kilka razy zdarzyło nam się odwieźć dzieci samochodem, ale nie chciałabym wprowadzać tego jako normy.

Macie pomysł jak ugryźć temat? Przyznam, że wątek wraca po raz kolejny, a ja już jestem trochę zmęczona fochami, tupaniem i pretensjami. Mówię, że rozumiem, że jej ciężko i chętnie porozmawiam o alternatywach, ale nie chcę wydłużać i tak już dość absorbującego powrotu.

Inny (ale spokrewniony) wątek: córa ma od września iść do pierwszej klasy. Może zostać tam, gdzie jest - co oznacza bardzo dobrą i bardzo przyjazną szkołę i stabilność grupy, ale problemy z transportem jeszcze co najmniej przez 2-3 lata (dopóki syn ewentualnie nie dołączy), no i koszty. Albo: pójść do szkoły rejonowej, gdzie dojdzie spacerkiem (po drodze do przedszkola syna), ale będzie miała nową grupę i niekoniecznie równie przyjazne środowisko.
Obserwuj wątek
    • kanna Re: wojna o transport do szkoły 06.03.20, 21:12
      Przeczytałam posta dwa razy.

      Jak rozumiem, Twoje pytanie brzmi: jak namówić córkę, aby chciała jeździć na rowerze , bo tak jest dla mnie najwygodniej.
      Dobrze rozumiem?

      --
      Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
      Pół wieku poezji
      • gvalchca Re: wojna o transport do szkoły 06.03.20, 21:20
        Hm. Nie do końca, sama nie wiem, co powinnam zrobić. Z mojego punktu widzenia nachętniej bym namówiła na rower ale liczę też na jakieś pomysły na które jeszcze nie wpadłam, a które będą win-win dla obu stron.
        Samochód, spacer i rower to na razie nie są win-win.
        Aha, to nie tylko jest tak, że "mi" jest najwygodniej - ja akurat mogłabym wrócić spacerem, bo lubię chodzić, ale Młody się wtedy awanturuje, że za wolno, on chce do domu, nie zdąży się pobawić itp. Szukamy rozwiązania dla trzech osób, a nawet czterech, żeby mąż też mógł korzystać.
        • kanna Re: wojna o transport do szkoły 07.03.20, 13:57
          Najprościej się podzielić dziećmi... niech mąż jedzie z synem na rowerze, a Ty ustal z córka, jak ona woli - czy na nóżkach, czy rowerkiem.

          --
          Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
          Pół wieku poezji
          • gvalchca Re: wojna o transport do szkoły 07.03.20, 17:31
            No tak, ale wtedy oboje dotrzemy do pracy późno i potem oboje wrócimy późno. Podział mamy taki, że rano rodzic 1 jedzie do pracy wcześnie, a rodzic 2 odprowadza dzieciaki, a po południu rodzic 1 odbiera o w miarę (jak na duże miasto z długimi dojazdami) przyzwoitej godzinie, a rodzic 2 siedzi dłużej w pracy. Zmieniamy się w zależności od potrzeb (np. ja częściej odbieram dzieci, mąż częściej odprowadza), ale czasowo jest do dograne tak, by dzieciaki miały jeszcze spory kawałek popołudnia w domu (co zresztą bardzo lubią i nalegają, by ten czas możliwie wydłużać).
            Czasem zdarza nam się rano "podzielić dziećmi", ale to raczej wyjątkowe sytuacje, nie do utrzymania na co dzień.
            • kanna Re: wojna o transport do szkoły 08.03.20, 10:29
              A spytałaś córkę, czego chce? Jak ona chce jeździć?
              Potrzebujesz parę dni - może tydzień - na negocjacje z córką. Negocjacje mogą się przedłużać rano, co znaczy, ze drugie dziecko może nie zdążyć. Dlatego proponuję podział.

              Usiądź z córką, opisz jej sytuację i zapytaj, jaki ona ma pomysł na rozwiązanie. Posłuchaj, co powie. Daj jej czas i uwagę, na spokojnie. Posłuchaj, czemu nie chce na rowerze. zapytaj, jak chce. pozwól pomarudzić. Popocieszaj ją trochę. Nie tłumacz, nie strofuj, nie przekonuj.

              Ona się w końcu zgodzi na rower (albo wymyśli coś innego) , ale wdrażanie tego potrwa. Dlatego trzeba się podzielić dziećmi, żeby drugie nie traciło.
              Miejska tam jest?

              --
              Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
              Pół wieku poezji
              • gvalchca Re: wojna o transport do szkoły 08.03.20, 12:14
                Córka najbardziej by chciała jeździć samochodem. W drugiej kolejności hulajnogą/pieszo (hulajnoga czasowo wypada jak spacer pieszy). Zgodziłam się na to kilka razy, ale wtedy po prostu wyszłam z nią sporo wcześniej do zerówki, a mąż odstawił syna. Ale to nie jest do utrzymania na stałe.

                Jeśli to potrwa tydzień, to super. Ale nie sądzę, żeby było tak dobrze. Obawiam się raczej, że córka dojdzie do wniosku, że to jest ekstra system, jak nie trzeba zaginać z bratem do jego przedszkola i już nie wrócimy do rowerów i odprowadzania przez jednego rodzica.

                Rozmawiałam z nią na spokojnie, ale dla niej argumenty typu "chcę zdążyć do pracy" są na razie dość abstrakcyjne, podobnie jak poczucie czasu (według niej, pieszo jest szybsza niż na rowerze, a i tak samochód jest najlepszy).
              • aduerin Re: wojna o transport do szkoły 11.03.20, 20:46
                :Usiądź z córką, opisz jej sytuację i zapytaj, jaki ona ma pomysł na rozwiązanie." Serio, kilkulatka ma być odpowiedzialna za logistykę w rodzinie? Proszę pani, dzieci naprawdę NIE rządzą światem. Co więcej, gdy dajemy im te możliwość, to ze szkodą dla nich, bo tracą poczucie bezpieczeństwa.
    • snarwife Re: wojna o transport do szkoły 13.03.20, 02:09
      A może jej jest zwyczajnie na świecie za ciężko. Dzieci wbrew pozorom szybko się męczą. A najszybciej właśnie takimi jednostajnymi, powtarzalnymi ruchami ( czyli chodzeniem, jazdą za rowerze) - wiem to od lekarza, z którym miałam wykłady. W tym wypadku pomyślałabym o dzieciach i rano zawoziłabym je samochodem. Później mogą jak ładna pogoda wracać piechotą. A i śpieszyć się wtedy nie trzeba, więc jest czas na chwilowy odpoczynek.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka