pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron

02.11.04, 14:51
Mój syn idzie w przyszłym roku do podstawówki. Ostatnio rozmawiałam z mamą
jednego chłopca, który rozpoczął w tym roku naukę w szkole, do której
prawdopodobnie pójdzie mój syn. Dodam, że jest to nasza szkoła rejonowa,
która cieszy się bardzo dobrą opinią na temat poziomu nauczania. I ta matka
powiedziała mi, że odbywa się coś na kształt egzaminu i na podstawie wyników
uzyskanych przez dziecko, zostaje ono zakwalifikowane do klasy uczniów
zdolniejszych lub mniej zdolnych, a były też przypadki odsyłania do zerówki
lub innej szkoły. Czy to zgodne z prawem? Ostatnio był szum w mediach, że
dzieli się dzieci w podstawówkach według zasobności portfela czyli powstają
klasy, gdzie dzieci mają więcej zajęć dodatkowych płatnych i
klasy "normalne". Ale o dzieleniu dzieci na głupsze i mądrzejsze na wstępie
szkoły podstawowej, na podstawie egzaminu nigdy wcześniej nie słyszałam. Czy
coś Panu wiadomo o podobnych praktykach? A może to ja jestem jakaś
nieuświadomiona?
    • roman.gawron Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 02.11.04, 15:33
      Zgroza! Sprawa ewidentnie dla kuratorium.
    • anek.anek Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 02.11.04, 22:22
      też wydaje mi się to niezgodne z prawem. ale z drugiej strony nie widzę
      problemu, żeby tworzyć klasy dla wybitnie uzdolnionych dzieci, tyle, że to
      powinno być od razu z góry wiadome, jasne i czytelne dla wszystkich.
      • roman.gawron Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 02.11.04, 22:39
        anek.anek napisała:

        > problemu, żeby tworzyć klasy dla wybitnie uzdolnionych dzieci, tyle, że to
        > powinno być od razu z góry wiadome, jasne i czytelne dla wszystkich.

        Gdyby na przykład Twoje dziecko w wieku siedmiu lat wykazywało jeszcze na
        przykład pewne objawy niedojrzałości szkolnej, a tu od razu zaszufladkowaliby
        je jako dziecko niezdolne i pozbawiliby szansy uczenia się w "lepszej" klasie?
        Po pół roku okazuje się, że dziecko dojrzało, następny rok nadrabia, "nagle" po
        półtora roku masz ...zdolne dziecko. Co wtedy?

        Warto tak za starcie segregować - ty będziesz do biura, ty do łopaty?
        • edwo Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 03.11.04, 08:25
          Otóż to, wydaje mi się, że trudno ocenić tak małe dziecko. Owszem są jakieś
          wybitne jednostki, ale resztę dzieci powinno się ocenić po jakimś czasie pobytu
          w szkole a nie na podstawie 15-minutowego niby-egzaminu, który w dodatku jest
          dla wielu dzieci ogromnym stresem, który maskuje ich prawdziwe umiejętności czy
          zdolności. A już odsyłanie mniej zdolnych dzieci do innych szkół to po prostu
          chora sprawa. Teraz już chyba wiem, dlaczego ta szkoła cieszy się taką dobrą
          opinią. Po prostu segreguje dzieci i pozbywa się kłopotu.
        • anek.anek Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 04.11.04, 22:55
          toteż napisałam, że klasy dla wybitnie uzdolnionych, a nie dla zdolnych.
          Nie zapominaj, że istnieje w Polsce obowiązkowa zerówka, jest więc cały rok,
          żeby zbdać, czy dziecko nie jest wybitnie zdolne - bądź w jakiejś okreslonej
          dziedzinie, wtedy rodzice mogą np. dostać propozycję posłania malucha do szkoły
          muzycznej, bądź jest ponadprzeciętnie zdolny i inteligenty.Wydaje mi się, że
          przezz rok można zbadać bardziej chyba stan rozwoju psychicznego, niż
          inteligencję już.
          Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby w szkole mojego dziecka istniała klasa
          dla wybitnie uzdolnionych dzieci. Zrozumiałe jest dla mnie to, że i rodzice
          takich dzieci mogą chcieć żeby one uczyły się wśród "równych sobie".
          aAle to jest jedyny podział w szkołach państwowych, który dopusczam.
          Mam nadzieję, że wyjaśniłam o co mi chodzi?
          • edwo Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 05.11.04, 08:41
            Ale czy nie wydaje ci się mało prawdopodobne, żeby w jednej szkole podstawowej
            było aż tyle szczególnie uzdolnionych dzieciaków, żeby stworzyć z nich całą
            jedną klasę. Czy np. na 100 pierwszoklasistów, aż 25 to wybitne jednostki.
            Uważam zresztą, że dzieci o różnym poziomie (wyłączając naprawdę genialne
            dzieciaki, ale to są moim zdaniem pojedyncze przypadki) powinny być w jednej
            klasie, bo mobilizuje to dzieci słabsze do większego wysiłku w celu dorównanian
            osiągnięciom dzieci zdolniejszych i jest to dla nich korzystne. W końcu dziecko
            mniej zdolne też wiele może osiągnąć jeżeli włoży w to więcej pracy i wysiłku.
            A gdy się te mniej zdolne dzieci zgromadzi w jednej klasie to one nie będą
            miały możliwości gonienia zdolniejszych rówieśników, bo nie będą wiedziały, że
            można coś więcej osiągnąć i nie będą miały do tego motywacji.
            • anek.anek Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 05.11.04, 10:20
              zgadzam się, że tworzenie w każdej szkole podstawowej takich "wybitnych" klas
              nie ma sensu, bo tych dzieci będzie za mało.
              Rozumiem argument o "podciąganiu" słabszych dzieci poprzez onfrontację ze
              zdolniejszymi, ale rozumiem też rodziców tych bardziej zdolnych, bo dla nich
              argumentem jest coś odwrotnego: słabsi uczniowie często przeszkadzają w nauce
              tym zdolniejszym. Poziom zawsze raczej wyrównuje się do słabszego.Przynajmniej
              nauczyciel powinien tak prowadzić lekcje żeby te słabsze miały szansę rozumieć.
              a wtedy te zdolniejsze będę tracić - choćby przez to, że mogą się na lekjach po
              prosu nudzić.
    • grrrrw Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 02.11.04, 22:51
      Roman, czy mi sie wydaje, czy naprawde, ktoś z autorytetów psychologii
      rozwojowej uwaza(ł), ze wyrównywac szanse jest sens do momentu tak zwanego
      okresu dojrzewania ?
      • roman.gawron Re: pytanie odnośnie szkoły do roman.gawron 02.11.04, 23:25
        grrrrw napisała:

        > Roman, czy mi sie wydaje, czy naprawde, ktoś z autorytetów psychologii
        > rozwojowej uwaza(ł), ze wyrównywac szanse jest sens do momentu tak zwanego
        > okresu dojrzewania ?

        Nie mam zielonego pojęcia, może rozważał... wink
        Co do meritum się nie wypowiem, bo nie czuję się kompetentny.
Pełna wersja