to teraz po jedzeniu sobie pojade ;))

08.12.04, 14:57
Dojrzewam chyba do zmiany przedszkola.

Jakies 3 tygodnie temu zostalam wezwana "bo Ola jest niegrzeczna" (oczywiscie
w koncu ma wredna matke).
Poszlam.
Czemu Ola jest niegrzeczna?
Bo NIE JE.
No wiem ze nie je chuda jest jak swiety panski, srednio mi to przeszkadza,
represje ograniczam do szantazu pt jak nie zjesz do konca
mieska/suruwki/czegostam- to prosze bardzo, ale slodyczy nie daje. Ola
czasami na slodycze ocghote ma, wiec zjada czasami nie ma wiec nie zjada. I
OK.
Pani zas robi Oli regularne awantury ze nie je.
No wiec ja naiwna mowie:
Niech nie je, sadzac ze zalatwia to sprawe wink)
Pani:
????
prosze pani ja ja musze karmic lyzka!!!
ja:
ja tam jej nie karmie. Niech pani jej nie karmi.
Pani:
???
Ale ja musze bo inne dzieci tez nie beda chcialy jesc.

I tu zasadniczo moja natura kaze mi odpowiedziec:
to ma pani problem
to nie moje dzieci
moze tez nie sa glodne
moze dostaja za duze porcje
itd.
Nie odpowiedzialm jdnak tak tylko powiedzialam ze porozmawiam z corka wink
Porozmawialam i ustalilysmy ze Ola bedzie zjadac surowki bo lubi i dwa
kawalki mieska, bo mama prosi wink) a reszty moze nie jesc wink

Ale impas trwa.
Dziecko z przedszkola odbieram z komentarzem- niegrzeczna bo nie zjadla lub
grzeczna bo zjadla. Pani dalej karmi ja lyzeczka.
    • ewaand Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 08.12.04, 15:22
      Znam to. Mój nie toleruje zup. Tłumaczę spokojnie, że jak nie chce to trdo, że
      ja w domu nie gotuję bo nie widzę sensu wmuszania w niego zupy. Panie postawiły
      sobie za punkt honoru karmienie go zupą. Na szczęście nie twierdzą, że jest
      niegrzeczny bo nie je. Ale początkowo i tak było gorzej więc przedszkole na
      polu karmienia mojego syna odniosło sukcesy.
      pozdrawiam
      Ewa
      p.s. Swoją drogą jak mozna mowić dziecku, że jest niegrzeczne bo nie je, ja
      odpuszczam bo sama wielu żeczy nie lubie i nie jem, nawet z grzeczności
      (teściowie sie juz przyzwyczaili i mam spokój).
      • gargamelowa Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 09.12.04, 07:53
        Znaczy priorytety w przedszkolach nie zmieniły się od prawie 30 lat.
        Przedszkole, to było jedyne miejsce, w którym piłam mleko. Chociaż na sam
        zapach gorącego mleka miałam i mam odruch wymiotny, a moja mama prosiła zawsze
        panie o nie podawanie mi mleka. Echhhh.
    • odalie Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 08.12.04, 15:40
      Wieczna Gosiu kochana, może przypadkiem pamiętasz mój wątek o dojadaniu resztek
      po dziecku...? Ja mam "coś" na tle przymuszania do jedzenia i jakby w
      przedszkolu:
      - karmiono mi dziecko łyżką jakby nie było na siłę
      - stawiano kwestii jedzenia i apetytu w kategorii "grzeczna/niegrzeczna"

      to bym poszła do pani, potem do pani dyrektor, potem do pani dyrektor z
      uprzejmym zapytaniem co wdług niej na to może jakaś wyższa instancja
      (kuratorium?), ale ostatecznie gdyby klimat zrobił się nieswój zabrałabym
      dziecko!

      Że Ty to wytrzymujesz, to Cię podziwiam smile)))))
    • ageman Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 08.12.04, 16:14
      Moje dziecko też nie należy do wszystkojedzących i od czasu jak chodzi do
      przedszkola, muszę średnio raz na tydzien przypominać, że
      a. nie je kanapek,
      b. może nie jeść tego, co nie lubi, nawet jeśli ma to oznaczać nie zjedzenie
      obiadu/ podwieczorku w ogole
      Panie wymyśliły sesyem łyżeczek - nie można nie zjeść nic, ale mozna zjeść
      3/5/10 łyżeczek i będzie zaliczone. Ale łyżka łyżce nierówna i na tym tle są
      kłopoty. Zresztą ja interweniuję tak często, że jak mnie pani widzi to już od
      progu woła, że pamięta i bierze pod uwagę moje sugestie. Więc ja nie mam zbyt
      dużego problemu, jeśli mogę tak powiedzieć. Nie ma wartościowa, że ktos jest
      grzeczny lub nie, bo je albo nie je. Ale jest system nagród - słodycze za: a.
      najszybciej zjedzony obiad, b. obiad zjedzony w całości. I uważam, że to bez
      sensu, ale moja córka na słodycze nie leci, więc tylko baardo czasami jest jej
      przykro, ze nigdy ich nie dostaje. Poza tym nie moge narzekać na jedzenie.

      pozdrawiam
      Aga

      Aha, i pani nie robi problemu, że tylko Helenka nie je surówek albo że musi
      zjeść bo inne dzieci nie będą chciały jeść.
    • jagusia7 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 08.12.04, 16:17
      > I tu zasadniczo moja natura kaze mi odpowiedziec:
      > to ma pani problem
      > to nie moje dzieci
      > moze tez nie sa glodne
      > moze dostaja za duze porcje
      > itd.
      > Nie odpowiedzialm jdnak tak tylko powiedzialam ze porozmawiam z corka wink
      A chyba powinnaśsmile
      Pani się czepia Twojego dziecka, moim zdaniem. To się nazywa szukanie problemu
      tam, gdzie go nie ma(niech się przestanie przejmować, czy Ola je i będzie po
      sprawie). To ta sama pani od karteczki?
      A w ogóle wkurzające jest to, że najważniejszym punktem dnia przedszkolnego
      jest obiad, a o grzeczności lub nie świadczy fakt, czy dziecko zjadło. Bez
      sensu.
      Ja widzę dwa wyjścia. Albo bym poszła do dyrekcji i powiedziała, że nie chcę,
      żeby moje dziecko było zmuszane do jedzenia(też mam syna niejadka i jestem
      święcie przekonana, że przymus w tej kwestii obrzydzidziłby mu przedszkole
      zupełnie), albo bym zmieniła przedszkole(a przynajmniej grupę).
      Bo jakoś po przeczytaniu tego wątku i wątku o karteczce mam wrażenie, że
      dziecko jest w tym przedszkolu najmniej ważne...
    • patsik Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 08.12.04, 19:21
      hej Gocha - pytanie zasadnicze:czy to ta sama pani, co zrobiła problem z
      karteczki?bo jeśli tak, to niebardzo dobrze to o niej świadczy...i myśl Ty
      szybko o zmianie przedszkola, szkoda dziecka. A jeśli chodzi o kwestię
      żywnościową - mam na tym punkcie absolutnego świra, bo do tej pory pamiętam mój
      przedszkolny koszmar: JEDZENIE. Zmuszanie niejadków (czyli m. in. mnie) aż do
      wymiotów, i dalej - brrr...Dlatego jestem wyczulona. I jedno przedszkole z tego
      powodu zmieniliśmy Gilbertowi, chociaż pani nie "zmuszała" tylko "zachęcała".
      Robiła to tak skutecznie, że dopiero po pół roku zorientowałam się, że Gilbert
      robi sceny poranne tylko po uzyskaniu informacji, że przy obiedzie asystuje
      pani Kasia. Obiad w towarzystwie pani Gosi nie powodował porannych ryków. I
      chłopiec nie powiedział mi ani razu wprost, że nie chce iść do przedszkola, bo
      go do jedzenia surówek zmuszają, tylko ot po prostu:"nie chcę iść do
      przedszkola, chcę zostać w domu". Teraz mam tylko jednago charakternego
      przedszkolaka (nie da się namówić do jedzenia, jeśli czegoś nie lubi) i przy
      poszukiwaniach przedszkola kwestie żywieniowe były prawie podstawowe(bo nie
      lubi wieeelu rzeczy,hehe) - ja nie wiem, czemu te panie się tak upierają, że
      dzieci MUSZĄ jeść? Punkty jakieś za to są czy jak? Ja tam nie słyszałam o
      przypadkach dobrowolnego zagłodzenia się zdrowych dzieci...Jak nie zje w
      przedszkolu, to pewnie w domu nadrobi...A jak nie dziś to jutrowink - no dobra,
      wiem, że jestem wyrodna matka...
      A przy okazji anedgotka - kiedy Ismenka była w grupie trzylatków, pani - nie
      znając jej charakteru(ale znając moje podejście do jedzenia, wrrr...zapomniało
      jej się!) próbowała nakłonić dziewczę do zjedzenia ryżu z truskawkami. Moje
      dziecię truskawki je tylko w sklepowym, dobrze zmiksowanym jogurcie - w żadnej
      innej postaci jej nie interesują. Pani używała wielu sposobów: przekupstwa na
      słodycze, udawanej rozpaczy, szantażu emocjonalnego(będę smutna jak nie zjesz).
      I potem mi naskarżyła, że oto Ismena nie dała się namówić. Jakież było jej
      zdziwienie, kiedy przyznałam dziecku rację....wink
      Gocha - do boju!
    • aka10 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 08.12.04, 19:39
      Jesli TY uwazasz,ze mala nie musi jesc,to jest calkiem OK.Twoja sprawa i
      dziecko Twoje,ktore przedszkole tylko "pozycza" na okreslona ilosc godzin
      dziennie.Ty placisz i Ty wymagasz.Dziecko sie przeciez nie zaglodzi na
      smierc,czyz nie?Raz zje mniej,raz wiecej.Karmienie uwazam za poroniony
      pomysl.Postawic talerz z obiadem i powiedziec,ze zjesc nie musi,ale skosztowac
      tak (byc moze bedzie bardzo smakowac i dzieciak zje).Swego czasu,x lat temu
      zmuszala mnie taka jedna do jedzenia,nie pozwalala zostawic nawet jednej
      lyzki.Do dzis pamietam np.gotowana kapuste i doslownie skostniale ziemniaki
      puré (po jakiejs godzinie siedzenia nad talerzem).Mialam wtedy 6 lat,a do dzis
      pamietam twarz tej "pani Krystynki",czasami nawet mi sie to babsko sni.Dzis bym
      ja-za to psychiczne molestowanie-utopila w lyzce wody.Pozdrawiam.
      Ps.Slodycze w przedszkolu za zjedzenie obiadu uwazam za przestepstwo.W
      czasach,gdy tyle mowi sie o otylych dzieciach i zepsutych zebach nawet juz u 3-
      latkow jest to po prostu karygodne.Nalezy tepic i to skutecznie.
      • aka10 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 08.12.04, 19:42
        Ps.Wydrukuj tej pani te posty i daj w prezencie swiatecznymsmilePozdrawiam raz
        jeszcze.
    • twinmama76 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 08.12.04, 20:57
      Wprawdzie moje dzieci sa jescze malutkie, ale mam męża wink
      Mój małżonek wieeeelu rzeczy nie je "bo było w przedszkolu". Dodam, że lat ma
      prawie 30 wink))
      Najgorszym koszmarem są: marchewka z groszkiem i budyń waniliowy wink
      I jak tak słucham dorosłego faceta mówiącego "nie zjem tego, bo mi w
      przedszkolu dawali", to dochodze do wniosku, że ciężką będą mieć ze mna
      przeprawę przyszłe Panie Przedszkolanki moich dzieci, jeśli zachce im się
      zmuszać je do jedzenia.
    • akve Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 09.12.04, 00:14
      Moi chłopcy tez byli karmieni na siłe w przedszkolu.
      I karani za " niezjedzenie" przez siedzenie przy stoliku przez b. długi czas (
      leżakowanie).
      Nie krzywdowali sobie , bo nie lubili leżakowania i swietnie się bawili przy
      stoliku.Do czasu ,aż przyszła PANI i karmiła.
      A problem rozwiązalismy przez pisemne oswiadczenie,że prosimy o niezmuszanie do
      jedzenia i bierzemy pełną odpowiedzialność za głodującego.
      Oswiadczenia trzeba było dostarczac co jakis czas ,zeby odswieżyć pamięć PANIwink
    • kapustek81 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 09.12.04, 11:39
      witam
      moja córka też niechętnie jada w przedszkolu (ogólnie je małosmile) przed jej
      pójściem do przedszkola powiedziałam paniom że ona nie chce jeść itp.
      powiedziały ze nie ma z tym problemu, i faktycznie przez pierwsze dni
      pytały,próbowały itp ale nic na siłe. je chetnie owoce i kisele budynie(czyli
      podwieczorek).ostatnio pani pytała czy w porządku z jej zdrowiem, bo sie martwi
      że ona od 9 do 15 nic (prawie) nie je.nie ma zadnego zmuszania, zreszta wtedy
      Mała tak płacze że się nia da jej do przedszkola zaprowadzić. więc ja chyba
      trafiłam na BARDZO LUDZKIE smile przedszkole. bardzo dzięuję pani Wioli i pani
      Iwonce!!!

      pozdrawiam
      • verdana Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 09.12.04, 11:57
        Boże, ty to widzisz i nie grzmisz!
        Moje starsze dzieci też były na siłę zmuszane do jedzenia w przedszkolu - żadne
        nie weźmie teraz, choć juz sa dorosłe, do ust mleka, zupy mlecznej itd. To było
        tzw. "dobre" przedszkole.
        Najmłodszego oddałam do przedszkola "marnego". Tam nie tylko dzieci jadły to,
        co chciały, ale gdy wiedziano, ze jakieś dziecko czegoś nie znosi, robiono mu w
        zamian co innego (np. kanapkę). Czasem tylko zrozpaczona p. dyrektor na
        wywiadówkach błagała rodzców, by nie uczyli dzieci, ze buraczki czy kisiel są
        paskudne, bo jak jedno tak mówi, to inne też nie chca jeść. I miała rację.
        Problem nie leży jednak tylko po stronie przedszkola. Istnieją całe tłumy
        nieobecnych (na szczęście)w tej dyskusji matek, które wręcz życza sobie, aby
        ich dziecko zostało w przedszkolu nakarmione "bo przecież musi jeść". Gdy
        odbierałam dzieci z przedszkola na ogół pierwszym pytaniem mamusi
        było "grzecznie zjadłaś cały obiadek?", "a dlaczego zostawiłaś ziemniaczki,
        niedobra jesteś". Czasem nawet latały do pań w celach wywiadowczych. I klapsy
        się zdarzały w wyniku niepomyślnego wywiadu...
        Ja bym tę sprawę poruszyła na wywiadówce. W żaden sposób nie usprawiedliwiam
        pań (dla mnie karmienie na siłę to jedna z form znęcania się nad dzieckiem),
        ale z drugiej strony też im współczuję. Bo jedne mamy (ja np.) lecą z mordą, że
        dziecko się karmi, a inne (oj, dużo), że się nie karmi. I one chcą karmienia,
        zawstydzania i mówienia dziecku, ze jest niegrzeczne, bo suróweczki nie
        dojadło. Trzeba by ułozyć razem z rodzicami plan. Czy karmić, kogo karmić,
        kogo udusić...
        • grzalka Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 09.12.04, 12:27
          To ja sie tez dopisze, bo kwestia jedzeniowa też mnie zajmuje smile
          Ania nie jest niejadkiem. Ale jest alergiczką i poza tym wielu rzeczy nie lubi.
          Z kwestii jedzeniowej nie robię żadnego problemu- nie chcesz, nie jedz. Problem
          oczywiście robią babcie.
          W przedszkolu Ania na początku nie chciała jeść w ogóle. Pani powiedziała mi o
          tym juz po tygodniu, pełna troski. Wytłumaczyłam, ze to nie jest niejadek, z
          kwestii jedzenia nie robi sie w domu problemu, bardzo prosze o nie zmuszanie,
          nie namawianie i nie szantazowanie Ani. Z głodu nie umrze- w razie czego doje w
          domu. Pani więcej mnie w tej sprawie nie zaczepiła. Ale nie dała za wygraną-
          zaczepiła babcię. Trafiła na podatny grunt- przez kilka minut razem załamywały
          rece nad Ania, która nie je i co to będzie...Babcia sie przejęła- regularnie
          wypytuje Anię co było na obiadek ("nic", albo "nie pamietam") i czy ładnie
          zjadła. Nie reaguje na nasze prośby o odpuszczenie.
          Pani na ostatnim zebraniu poruszyła kwestie, że dzieci nie jedzą. Jeden pan z
          sali zasugerował nieśmiało, ze "może im nie smakuje". Panie na szczęście sie
          rozesmiały. Ale poprosiły rodziców o wywieranie presji na dzieci, bo "one nie
          chcą ich zmuszać". Hmmm....Wypłynął tez problem kanapek z pastą rybna, które
          nietkniete wracaja do kuchni, bo zadne dziecko za żadne skarby ich nie ruszy.
          Nie wiem dlaczego tak prosty pomysł jak zrezygnowanie z kanapek z ryba nie
          przychodzi nikomu do głowy.
          Lwia część rodziców przy odbieraniu dziecka pyta pania lub dziecko o jedzenie
          właśnie. Czy jest to problem masowy- i trudno się dziwić paniom w tym momencie.
          Kwestia jedzniowa to temat na prace magisterska na pewno, a może i na doktorat.
          Ciekawe, czy ktos juz cos takiego napisał? smile
          • ewaand Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 09.12.04, 13:07
            Czy nasze dzieci chodza do tego samego przedszkola?
            U nas tez jak widzę przynajmniej raz w tygodniu na podwieczorek są kanapki z
            pasta z makreli wędzonych. Ja to bym chętnie zjadła, ale moje dziecko nie tknie.
            • dziki-imbir Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 09.12.04, 13:26
              Czytam Wasze posty i widze, ile mialam szczescia. Po pierwszym dniu w nowym
              przeszkolu odbieram Maje i slysze od zatroskanej pani:
              - prosze pani, Maja nie zjadla obiadku.
              Pani byla naprawde przejeta. Zadalam proste pytanie:
              - a miesko bylo?
              - Nie.
              - No to nie ma sie co dziwic. Maja uznaje tylko miesko na obiad. Obiadki
              jarskie ma w pogardzie. Prosze sie nie przejmowac. Ja sie nie przejmuje. Jak
              nie zje, to poprawi w domu.
              Pani odetchnela, a ja nigdy od Mai nie slyszalam skarg na zmuszanie jej do
              jedzenia. Pytam czasem, czy zjadla obiadek. Raz mowi ze zjadla, raz ze nie.
              Pani tez juz sie nie skarzy na jej jedzenie.

              Faktem jest, ze przy zapisywaniu jej do przedszkola, zapytalam, jak panie
              postepuja, gdy dziecko nie chce jesc.
              Uslyszalam, ze dziecko, ktore nie chce jesc, po prostu nie je. Najwyzej zjada
              wiecej na podwieczorek. Dobrze trafilam.
        • ageman Re: masz racje z tymi matkami, Verdano ! 09.12.04, 13:16
          Kiedy na zebraniu w przedszkolu ja i jeszcze jedna koleżanka zaczęłyśmy
          argumentować, że nie można zmuszać dzieci do jedzenia, to niestety zostałyśmy
          zakrzyczane przez resztę rodziców, którzy właśnie twierdzili, że opowiadamy
          bzdury i że dzieci mają JEŚĆ a jak nie chcą - to TRZEBA JE ZMUSIĆ.
          Trzeba przyznać, że PANIE przychyliły się do naszego wniosku, ale biorą pod
          uwagę także życzenie reszty rodziców. W efekcie moja córka i jej koleżanka nie
          są zmuszane (chociaż trzeba się przypominać), reszta dzieci jest - na życzenie
          ich rodziców.
          Samo życie !

          Aga
          • aleksandrynka Re: masz racje z tymi matkami, Verdano ! 09.12.04, 14:35
            aż mi się chce takich rodziców do czegoś pozmuszać. No sama nie wiem, do czego,
            ale nie byłoby to na pewno nic przyjemnego...
            • dziki-imbir Re: masz racje z tymi matkami, Verdano ! 09.12.04, 14:39
              No wlasnie, niech ci rodzice pozmuszaja sie do jedzenia - najlepiej czegos,
              czego nie lubia. Albo kiedy nie sa glodni, niech jedza. Zdrowe dziecko nie
              zaglodzi sie z wlasnej woli. Zje, jak zglodnieje.
    • makowapanienka2 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 11.12.04, 00:31
      Moja córcia to przez przymuszanie do jedzenia prawie przestała jeść nawet w domu
      prawie płakała kiedy nakładałąm obiad i drazu się pytała gzy może zostawić. W
      przedszkolu za kare że nie zjadła to np nie mogła się bawić na placu zabaw.
      Dopiero po mojej ostrej interwencji panie troche odpuściły i też mówiły że jak
      jej pozwolą zostawiać to inne też będą chciały a wogóle to jestem pierwszą
      matką która prosi żeby nie zmuszać do jedzenia. była tam jedna dziewczynka która
      przy każdym obiedzie wymiotowała ale obiad musiała skończyć. ja musiałam prawie
      rok żeby dziecko zaczęło jeść bez strachu. Teraz panie wiedzą że córka ma
      potrawy których nie tknie i je tyle ile może. Ale ostatnio też się zdenerwowałam
      bo pani powiedziała żeby zjadały wszystko bo Mikołaj wszystko widzi i prezentu
      nie przyniesiesad.
      • nanuk24 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 11.12.04, 17:27
        makowapanienka2 napisała:

        była tam jedna dziewczynka któr
        > a
        > przy każdym obiedzie wymiotowała ale obiad musiała skończyć.

        A ja bym takiej mamusi tylek przetrzepala, trzepaczka do dywanow!
        Pozniej posadzila na krzeslo, przewiazala sznurem i osobiscie wpychala do buzi,
        lycha stolowa jej znienawidzone danie! Na litosc boska! Czym sie kieruja takie
        matki!
        pzdr
    • steffa Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 11.12.04, 01:51
      Kwestie jedzeniowe wiecznie żywe! Moje dziecko jeszcze nie chodzi do
      przedszkola, ale ja pamiętam ze swojego dokładnie, że zawsze długo jadłam,
      więc "kończyłam z rzygającymi", czyli tymi, którzy zmuszani do jedzenia
      zwracali obiad.
    • azajda Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 11.12.04, 11:50
      Ja a mam dzisiaj 28 lat smile nie tknę ani nawet nie powącham żadnej zupy
      mlecznej,budyniu,gorącego mleka itp to proste pozostałości z przedszkola.
      Moje dziecko nie dostaje gorącego kakao tylko lekko podgrzane mleko,a zupy
      mleczne zjada ok 1 łyżeczki,ma to chyba po mniesmile))-zresztą już jej nie daje
      poza tym je wszystko a jak nie chce to nie je.
    • kanna Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 11.12.04, 18:59
      Dziewczyny, dziecko oddane do przedszkola nadal jest waszym dzieckiem! To
      znaczy, ze to wy decydujecie, na co sie godzicie, na co nie.
      Jesli nie pomaga rozmowa z wychowawczynią, nalezy NATYCHMIAST udac sie do
      dyrektorki.

      Nie pozwólcie krzywdzic waszych dzieci.

      pozd. Ania
      • silije.amj Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 12.12.04, 16:32
        Przerobiłam z przyczyn wyższych z moją Julką-niejadkiem dwa przedszkola:
        państwowe i prywatne i w żadnym nie było problemu zmuszania do jedzenia. Wręcz
        Julia chętniej jadła w przedszkolu niż w domu, bo wiadomo, że w towarzystwie
        rówieśników je się raźniej. Można więc trafić na niegłupie przedszkolanki.
        • kag1 Mam to samo ale z wlasną mamą 16.12.04, 11:16
          Moja własna mama uważa jeść trzeba ciągle i dużo. toczymy o to spór od 3,5 roku
          czyli od urodzenia mojej córki. Ostatnio mała była przez tydzień u babci a ta
          telefonicznie pionformowała mnie że moja mała: to obraz nędzy i rozpaczy taka
          chuda i zabiedzona, nie nauczyłam dziecka jeść podstawowych potraw np kaszy
          manny ( z uporem maniaka gotuje ją przy każdej naszej wizycie i próbuje na siłę
          karmić małą co jest przyczyną konfliktu)co więcej nie daję dziecku jeść bo sama
          się ciągle się odchudzam i dziecko przy okazji ( bo mam kompleksy które w ten
          sposób leczę), dziecko musi jeść jak nie chce to trzeba zmusić bo jak to
          niechce ma muchy w nosie ewentualnie to moja wina. Moja córka jak widzi babcię
          idącą z tależem to woła niechcę i ucieka. I to jest dopiero koszmar
    • malika5 nie jestem pewna jak to jest z tym zmuszaniem... 23.12.04, 21:45
      do jedzenia. Zakładam, że wasze dzieci po przedszkolu jedzą normalnie? U nas w
      rodzinie jest rodzeństwo- chłopiec(11 l) i dziewczynka (6l). Z bardzo dobrej,
      zamożnej rodziny zresztą- oboje rodzice po studiach, ojciec 2 fakultety. Nigdy
      ich nie zmuszali do jedzenia. Generalnie występuje zasada: je to co chce i
      kiedy chce. Sytuacja w tej chwili wygląda tak, że dzieci żywią się tylko
      słodyczami i suchym chlebem.Mała np. przez cały dzień potrafi zjeść tylko 5
      lodów. Oboje są niedożywieni i z ciężką anemią. Mdleją w szkole/mała w zerówce.
      Chłopiec ma problemy z kośćmi bo ma za mało wapna, więc zrobił mu się jakiś
      rozstep w kolanach czy coś, problemy z zębami. Wciąż chorują. Notorycznie
      lądują w szpitalach. Babcia próbuje ich po kryjomu dożywiać, ale one nic nie
      chcą jeść bo nie są przyzwyczajone do innego jedzenia niż słodycze. Nie jestem
      przekonana czy dziecko samo się nie zagłodzi... może nie na śmierć, ale będzie
      miało niedobory żywieniowe.
      • verdana Re: nie jestem pewna jak to jest z tym zmuszaniem 23.12.04, 23:01
        Bo kompletną głupotą jest zarówno zmuszanie do jedzenia, jak i pozwalanie na
        jedzenie wyłacznie słodyczy. Gdyby tym dzieciom słodyczy nie dawać, a w domu
        były tylko w miare zdrowe produkty, to chcąc nie chcąc zaczęły by jeść co
        innego.
      • wieczna-gosia Re: nie jestem pewna jak to jest z tym zmuszaniem 24.12.04, 15:25
        maliko,
        jesli moje dziecko nie chce zjesc NIC normalnego- nie daje mu slodyczy- przede
        wszystkim. Czyli- do jedzenia nie zmuszam, ale nie pros mnie o cukierka wink))

        Generalnie występuje zasada: je to co chce i
        > kiedy chce.

        W zyciu nie dopuscilabym do takiej sytuacji. Je sie to co jest na obiad i kiedy
        jest pora obiadu, kolacji czy sniadania.

        Nie dyskutujmy o grotesce.

        Ola dzisiaj na sniadanie zjadla 2 kromki jedna z serkiem druga z nutella.
        Chciala zjesc tylko z nutella ale jej powiedzialam ze najpierw ma zjesc kromke
        z czyms normalnym, albo platki. Zjadla wiec kromke z serkiem. I od tego czasu
        NIC a mamy 15 wink
        • grzalka Re: nie jestem pewna jak to jest z tym zmuszaniem 25.12.04, 13:20
          Moje dziecko je co chce, ale wtedy gdy jest pora posiłku i nigdy nie sa to
          słodycze. Jestem przeczulona na tym punkcie, gdyz mam w rodzinie męża przypadek
          chłopca (obecnie 15 lat) który je wyłącznie słodycze- kościec ma beznadziejny,
          byle potkniecie kończy sie u niego złamaniem, przeraża mnie jednym słowem.
          Gdybym mojej córce pozwoliła jeść co chce i kiedy chce od rana do wieczora
          jadłaby słodycze.
        • aluc Re: nie jestem pewna jak to jest z tym zmuszaniem 25.12.04, 14:56
          ano właśnie
          ja już wiele razy pisałam o swojej obsesji na punkcie wspólnego siadania do
          stołu - jednakowoż bez obsesji na punkcie jedzenia jako takiego smile
          Maks jak chce to je, jak nie chce to nie je, czasem jest delikatnie nakłaniany,
          ale nie mam mowy o tym, że jak nie je obiadu, to niech chociaż ciastko zje
          w rezultacie jak je, to to co jest właściwe i wtedy kiedy jest na to pora, a
          nie cokolwiek i kiedykolwiek

          inna sprawa, że wczoraj (Wigilia) odmówił zjedzenia w zwykłej porze obiadowej
          jakiejś przekąski typu kanapka, bo przecież mama przy garach to zaraz będzie
          obiad i on kanapki jeść nie zamierza smile))) sie nawet letko wzruszyłam, jakie to
          moje dziecko poukładane smile))
    • vinca Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 25.12.04, 16:13
      Wieczna-gosiu, właściwie prawie całkiem się z Tobą zgadzam. Z Twojego punktu
      widzenia masz zupełną rację. Niemniej jednak ponieważ jeździłam swojego czasu
      jako wychowawca na kolonie, trochę rozumiem i tą nauczycielkę...
      Chodzi o to, że inne dzieci widząc że jedno z nich może sobie jeść lub nie
      natychmiast chce iść w jego ślady i teoretycznie niby to nic nie szkodzi,
      dopóki nie dowiedzą się o tym rodzice. A rodzice bywają BARDZO różni, i nie
      wszyscy mają tak luzackie podejście do tego czy ich dzieci coś jadły w szkole
      czy nie. Potrafia przychodzic z pretensjami że ich dziecko nie je obiadów mimo
      że ma je opłacone, albo że ma bóle brzucha (wiadomo, jak dzieciak cały dzień
      objada się samymi chipsami to i brzuch tego nie wytrzymuje) no i dostaje sie
      komu? Wychowawcy oczywiście;-/
      Spróbuj spojrzeć na tą sprawę trochę z innej perspektywy, chociaż
      tekst "dziecko jest niegrzeczne bo nie jadło" jest mistrzowskiwink
    • gemma.v Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 29.12.04, 13:17
      Niby racja, przedszkola ciągle funkcjonują tak, jak te 30 czy iles lat temu.
      Ale nie jeździłabym tak po przedszkolankach, to nie do końca ich wina, że
      zjedzenie obiadku stało się priorytetem. Już się z tej tezy tłumaczę. smile
      Nie mam kłopotów z Zuzki jedzeniem - chce, to je, nie chce, to nie je. Nie jest
      bardzo szczupła, więc nie wysłuchuję komentarzy o "zagłodzonym" dziecku.
      Kiedy po nią przychodziłam do przedszkola, pierwszą i często jedyną (!!!)
      informacją podawaną mi przez panie (skądinąd bardzo fajne panie) było to, czy
      zjadła, czy nie zjadła obiadu. Najpierw sie zbulwersowałam, ale szybko doszłam
      do tego, czemu tak jest. To rodzice robią z kwestii jedzenia wielką sprawę. I
      to rodzice w pierwszej kolejności dopytują się o te przeklęte obiadki, a nie o
      rysunki, zabawy, kontakty z innymi dziećmi... Większość rozmów w szatni, jakie
      udaje mi się usłyszeć, wygląda mniej więcej tak: "no i czemu nie zjadłeś zupy?
      musisz jeśc, żebyś był silny, nie możesz jeść samych ziemniaków, trzeba jeśc
      mięsko" - i tak dalej w ten deseń.
      Panie w przedszkolu po prostu wychodzą większości rodziców naprzeciw, karmiąc
      dzieci. Bo dla wielu rodziców dzień kręci się wokół jedzenia, niestety.

      "Nasze" panie wiedzą, że Zuzka czasem może nie mieć ochoty czegoś zjeść i nie
      robią problemów. Czasem Zuza każe się karmić, ale to raczej wtedy, gdy ma
      ochotę być "dopieszczona". wink

      Inna sprawa, że gdyby mi ktoś nazywał moje dziecko niegrzecznym dlatego, że nie
      je, chyba bym się wściekła.

      W każdym razie uważam, że spora część winy za to, że jedzenie jest uznawane za
      najwazniejszą przedszkolną czynność wink lezy po stronie rodziców.
      Możliwe, że gdybym miala w domu niejadka, nie krytykowałabym tego tak. smile
      Póki co jednak - tak sądzę.
      POzdrawiam smile
      gemma
    • olaj10 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 29.12.04, 13:27

      Ja własnie jak gargamelowa źle znosze mleko, ale mama wojnę zrobiła i dostałam
      herbatę!!
      Mój syn nienawidzi ogórków i kanapek z nim oraz rybą. Jego prawo wink
      Panie "dla Dominisia chlebek z serkiem" serwują.
      No, zaczynam wierzyć, ze jest chociaz coś dobrego na tej mojej wsi smile)
      Nie chce nie musi smile)

      Gosiu, ja bym poszła do wyższej instancji wink

      Ola
    • amelia1 Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 02.01.05, 14:13
      Przypomnialy mi sie wlasne dramatyczne przejscia z przedszkola smile. Tez bylam
      niejadkiem, poza tym nie znosilam mleka i tych wstretnych zup mlecznych (do
      dzis mi to zostalo), ktore w przedszkolu byly codziennie na sniadanie. Na
      porzadku dziennym byly sytuacje, kiedy wszyscy juz zjedli i odeszli od stolu, a
      ja siedzialam zaplakana nad zimna juz zupa albo jajecznica w towarzystwie
      poirytowanej przedszkolanki, ktorej ambicja bylo wmuszenie we mnie calej
      zawartosci talerza i cel ten probowala osiagnac krzykiem, grozbami i
      straszeniem.

      Moja mama wielokrotnie probowala interweniowac u przedszkolanek, a pozniej tez
      u dyrekcji. Teoretycznie z wielkimi oporami panie przyjely do wiadomosci, ze
      nie musze jesc mleka i ze w ogole maja mnie nie zmuszac do jedzenia, ale gdy
      probowalam sie na to powolywac, slyszalam: "Nic ci sie nie stanie, jak zjesz".

      Jakos tak naiwnie myslalam, ze przez te 20 lat, ktore uplynely od czasu, kiedy
      ja chodzilam do przedszkola, cos sie w tej kwestii zmienilo i ze nikt rozsadny
      nie bedzie wmuszal w dziecko jedzenia, ale widze, ze to tylko pobozne zyczenia.
      • berdebul Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 14.01.05, 15:47
        brr myślałam ze coś sie zmieni przez 10 lat-ale jak czytam posty to sie
        załamałam brr pamietam te koszmary przy śniadaniach (skonczyło sie tym ze
        jadłam je w domubig_grin) i niekórych obiadach i znienawidzonych potrawach brr nie
        wyobrazam obie wmuszania w dziecko jedzenia
    • elli_nika Re: to teraz po jedzeniu sobie pojade ;)) 02.01.05, 23:37
      Znalazłam się tu trochę przez przypadek i pozwole sobie na własny przyczynek do
      sprawy niejadków, choć własnych dzieci nie mam (prosze tu nie krzyczeć na mnie,
      ze jak nie mam to mam siedziec cicho).
      otóż przez ładnych kilka lat jeździłam na obozy z dziećmi 6-9 letnimi, i
      przewinęło sie przez nie masę marud-niejadkówwink) Chciałabym jednak mamom
      zwrócić uwagę na aspekt zdrowotno-wychowawczy takiego niejadkowania wink)Pewnego
      razu trafiło nam się dziecko, które na wstęie odmówiło zjedzenia sniadania (bo
      rzekomo nioe jada kanapek). Nie zjadło też płatków ani niczego innego, mimo
      zachęty. No to ok - zgłodnieje - zje. Niestety, sytuacja powtórzyła się przy
      obbiedzie - dziecko 'nia jada' zup, ziemniaków (tylko frytki), mięsa, już o
      surówkach nie wspomnę. Na kolację oczywiscie powtórka ze sniadania. Na nasze
      pytania "co jesz w domku" okazało się, ze poza od czasu do czasu owymi frytkami
      oraz słodyczami dziecko zywi się, uwaga: chlebem z nutellą! Ku naszemu
      ogromnemu zdziwieniu mama w rozmowie telefonicznej potwierdziła, ze synek to
      wlaśnie jada, bo "nie chce nic innego' i zaproponowała, by kupić mu nutellę i
      robić kanapki. PO moim stanowczym sprzeciwie (godzi się pani, ze dziecko je to
      co wszyscy lub moze pani zabrać je do domu - opcja jedno dziecko na nutelli
      reszta się przygląda nie do przyjęcia), matka zdecydowała się zostawić z nami
      dziecko. 2 dni chłopczyk NIE JADŁ NIC. BYlismy w okropnym stresie. Trzeciego
      dnia ... spałaszował śniadanie, a potem obiad! Do konca pobytu jadł bez fochów,
      normalnie.
      A teraz jaki z tego morał - po peirwsze, dziecko to było NIEWYCHOWANE. Bo
      przygotowanie dziecka do takiej sytuacji, tj, że nie zawsze jest dom i ze
      czasem trzeba zjeść to co inni to po prostu bardzo istatny element wychowania i
      przygotowania do zycia w społeczeństwie. Po drugie - jak można tak odżywiać
      dziecko??? obowiazkiem rodzica jest zapewnienie mu pełnej, zbalansowanej diety!
      W obecnych czasach, gdy jedzenie zawiera tyle chemii i sładników 'oszukujących'
      organizm wiara w to, ze dziecko samo wybierze, co dla niego dobre to
      nieporozumienie. To rodzic wie lepiej i dla dobra swojego dziecka, uniknięcia
      kłpotów zdrowotnych oraz (tak!) kłopotów w szkole MUSI zapewnić mu odpowiednią
      dietę, a nie dawać się terroryzowac maluchom smile Przecież na wiele problemów
      (np ADD, ADHD) ma pewnien wpływ niedobór konkretnych substncji w organizmien
      (np. magnezu). Dlatego zamiast narzekać na 'okropne' panie przedszkolanki i
      przenosić dziecko do przedszkola warto się nad tym zastanowić.
      Pozdrawiam wszystkie mamy i życze jak najmniej kłopotów z niejadkami!
    • abere8 Jeszcze o niejadkach :-) 10.01.05, 23:55
      Chcialam tylko powiedziec, ze mam olbrzymia nadzieje, ze moje dziecko (jesli je
      kiedys bede miala) nie bedzie niejadkiem, bo oboje z mezem bardzo lubimy jesc i
      trudno byloby mi sie wczuc w uczucia takiego niejadka. Mysle jednak, ze dobry
      przyklad zrobi swoje. My potrafimy czasami spedzic pierwsze piec minut posilku
      na zachwytach, jakie to pyszne, cudowne, niebo w gebie itp. - chcialabym
      zobaczyc dziecko, ktore nie dostanie slinotoku na widok takich szczerych (!)
      zachwytow smile

      Jak bylam mala, tez lubilam jesc, nie bylo ze mna problemow w przedszkolu -
      zjadalam caly obiad, a potem jeszcze drugi w domu, przec co bylam raczej
      pulchnym dzieckiem (chociaz nie za bardzo, bylam po prostu duza, bo i wzrost
      mialam spory, zawsze bylam najwyzsza w grupie/klasie). Mialam za to siostre
      cioteczna, ktora byla totalnym niejadkiem i czasami jadalam u nich posilki w
      ramach dawania dobrego przykladu smile A biedna kuzynka uciekala z placzem po
      calym domu, goniona przez mame z talerzem i zadne prosby ani grozby nie
      dzialaly. Byla chuda jak szkielet przez wiekszosc dziecinstwa, teraz ma 20 lat
      i jest dosc masywna. To juz wole moja wersje - wyrosnac w tluszczyku
      dzieciecego w okolicach liceum smile

      No i jak, Wieczna-Gosiu, zmienilas przedszkole, czy poglady pan? smile
      • wieczna-gosia Re: Jeszcze o niejadkach :-) 11.01.05, 03:52
        Na razie pogonilam paniom kota tak skutecznie, ze chwilowo sa odczepione. W
        miedzyczasie Oli wrocil troche apetyt- ja to widze w domu w weekendy, bo prosi
        o trzy kanapki a zjada nawet dwie wink)) Sadze jednak ze to nie
        efekt "odczarowania" jedzenia w przedszkolu, ile bardziej kolejna faza
        rozwojowa wink
    • oltynka1 Zmień przedszkole 11.01.05, 15:03
      Moja Tysia chociaż okrąglutka smile tez nie wszystko zje. W przedszkolu na
      jedzenie grymasi, powiedziałam paniom, że pod żadnym pozorem mają jej nie
      zmuszać i jest OK. A poza tym co to za klasyfikacja : jak je - to znaczy, że
      grzeczna, a jak nie je - to niegrzeczna. To chore jest i już!
      Co będzie następne smieje się, gdy pani żartuje OK, nie śmieje się -
      niegrzeczna? Lepiej zmień przedszkole.

      Pozdrawiam
      Ola
Pełna wersja