wierzba_b
03.01.05, 23:56
Witam. Rozważałam sobie niedawno na wyżej wymieniony temat, a do rozważań
natchnęło mnie moje własne i Męża zachowanie (dzieci jeszcze nie mamy). Otóż
zdarza nam się częstokroć, w domowym zaciszu samowtór siedząc i jedząc,
olewać część reguł obowiązujących w naszym europejskim kręgu kulturowym. Na
wzór arabski (lub hinduski) sięgać ręką po jedzenie (nie typu kanapka czy
ciastko, ale typu ziemniak czy sałata); na chińską modłę po jedzeniu beknąć i
nie czuć się tym specjalnie skrępowanym; czy też,(o zgrozo!) stwierdziwszy,
że jedzenie było wyjątkowo wyśmienite, wylizać talerz (BTW czy ktoś wie, czy
w jakiejś kulturze jest to zachowanie aprobowane?)
Oczywiście, żadnej z tych rzeczy nie czynimy w obecności kogokolwiek
trzeciego. Nie, żeby któreś z nas uważało wyż/wym zachowania za złe same w
sobie - gdyby tak było, nie robilibyśmy tego również będąc sami. Po prostu w
naszym kręgu kulturowym te właśnie zachowania są uznawane za obrzydliwe i
dowodzące braku wychowania. Zatem, aby obecnym osobom trzecim nie okazać
skrajnego braku szacunku, przełączamy się na "tryb europejski". Goszcząc w
Chinach, staralibyśmy się jeść pałeczkami i możliwie głośno bekać - z tego
samego powodu.
Czymże więc jest ta kultura stołu? Li i jedynie umową społeczną, której treść
zależy głównie od położenia geograficznego danej społeczności. Czy zatem
można uznać, że nasza dwuosobowa społeczność za normę uznaje pełen luz i
ekumenizm kulturowy wyżej opisany - i że jest to OK?
A co, kiedy dwuosobowa społeczność zmieni się w trzy- i więcej osobową? Uczyć
kodu europejskiego jako jedynego, tym samym narzucając go i sobie, czy tegoż
ekumenizmu - i zasady, że sposób zachowania dostosować należy do
okoliczności, miejsca, współbiesiadników?
Czekam na opinie.