Syn mnie męczy o....

25.01.05, 13:38
Moj 9-letni syn, jedynak, ma do mnie pretensje, ze nie ma :
wlasnego pokoju - a inne dzieci (z klasy) maja,
TV - a inne dzieci maja,
komputera - jw,
telefonu komorkowego - jw
playstation - jw,
i wierzyc mi sie nie chce ze rzeczywiscie wszystkie badz wiekszosc dzieci w
klasie to wszystko ma. Podejrzewam, ze ze przesadza. Ale denerwuja mnie te
jego pretensje i dazenie do posiadania i nie ukrywam jest mi przykro z tego
powodu. Tlumacze, ze nie na wszystko mnie stac, choc czasem cos kupie (ma np
game boy'a) ale to wogole do niego nie trafia. Moze to taki wiek?
Ja jako dziecko nie mialam ani wlasnego pokoju, ani TV, komputera czy komorki
i jakos przezylam a te dzisiejsze dzieci bez tego zyc nie moga. Niebywale.

Jak to jest u Was drogie forumowiczki? Naprawde dzieci to wszystko maja?
Pozdrawiam






    • olunia75 Re: Syn mnie męczy o.... 25.01.05, 14:09
      Nie zaprzątaj sobie głowy tym co inni mają a czego Ty nie masz. Zawsze będzie
      ktoś kto ma więcej od Ciebie, ale i zawsze będzie ktoś kto ma od Ciebie mniej,
      Wiadomo że chłopcy w wieku Twojego synka porównują "stan swoiego posiadania" ze
      swoimi rówieśnikami. Trudno jest takiemu dziecku wytłumaczyć dlaczego ma mniej
      niż inni. Może dla odmiany spróbuj mu uświadomić że są dzieci które nie mają
      nawet własnego domu.

      Poza tym uważam że bez urządzeń typu telefon komórkowy, czy play station, a
      nawet komputer, dziecko w tym wieku, a nawet i starsze może się obejść - nie
      pomaga to w jego rozwoju...a jedynie skupia jego uwagę na niepotrzebnych
      rzeczach. Nie ma komputera, niech raz w tygodniu korzysta z kawiarenki
      internetowej na którą sam sobie uzbiera itd....


      A to mój synek Piotruś
      • verdana Re: Syn mnie męczy o.... 25.01.05, 14:19
        Komputer, komórka itd to bzdura - nie chcesz, nie kupuj. Gorsza sprawa z
        pokojem. Jak wygląda mieszkanie? Czy syn dzieli z kimś pokój i z kim? Czy
        istniałaby możliwość dania mu pokoju czy nie?
        Bo jeśli nie, to nie ma o czym mówić. Jesli tak, to pokój może być rzeczywiscie
        prawdziwą, a nie wydumaną potrzebą. Np. mój 11-latek i 8 latka nie byli już w
        stanie ze soba wytrzymać. Ich malutki pokój został podzielony ścianką działową,
        tak że kazdy ma własną klitkę.
        • cala2 Re: Syn mnie męczy o.... 25.01.05, 14:49
          dzieki za odzew,
          verdana, gdybym miala mozliwosc dania mu pokoju to bym to zrobila w sekunde dla
          jego i mojego spokoju psychicznego. Niestety mamy mieszkanie 40 m , dwa pokoje
          i wiez mi jest to moja najwieksza bolaczka. Jeden pokoj zajmuja dwie babcie a
          drugi ja, maz i syn i nie da rady go przedzielic bo ma 11 m.
          Staramy sie zamienic mieszkanie bo nam wszystkim jest ciezko, ale idzie to
          opornie, brak odpowiednich ofert. Po nocach juz mi sie sni ze kupuje
          mieszkanie.
          Pozdrawiam
          • verdana Re: Syn mnie męczy o.... 25.01.05, 16:02
            Jak to się stało, ze śnisz MÓJ sen?
            Uwazam, ze 9-latek jest wystarczajaco uzy i rozsądny, by zrozumieć, ze nie ma
            pokoju i tyle - z kieszeni go nie wyciągniesz. I chyba nalezy za nastepnym
            razem posadzić go i zapytać - jak sobie to wyobraza? Co masz zrobić -
            wyprowadzić się? Wyrzucić babcie?
          • wana Re: Syn mnie męczy o.... 28.01.05, 11:09
            No nie, to mój sen!!!!
            smile))
            Skąd to znam... Mieszkamy w duuużo większym mieszkaniu, bo ma całe 44 m2. Jeden
            pokój zajmuje moja Babcia, a w drugim gnieździmy się my: ja, mąż, nasza 7-latka
            i syncio. Nie można pokoju nijak podzielić, bo: jest przechodni - z korytarza
            (klatki schodowej) wchodzi się do nas, a potem dalej i ma tylko jedno okno.
            Koszmar!!!! Ludzie!!! Ja chcę mieszkania!!!! Na kredyt nie mam co liczyć, a z
            resztą - jak go spłacać przez kilkadziesiąt lat?!
            Moje dzieci, przynajmniej na razie, nie będą miały własnego pokoju.... Już się
            tym trapię....
            Pozdrawiam
            wana
    • allija Re: Syn mnie męczy o.... 26.01.05, 12:40
      Większość z nas jako dzieci miała niewiele bo takie czasy były. Dlatego też
      większość z nas dąży do tego żeby już nasze dzieci nie przeżywały takich
      rozterek jak my sami w swoim dzieciństwie. Ja też nie miałam własnego pokoju bo
      mojej rodzinie nie należał się ten jeden więcej - mieliśmy 2 pokoje bo wg
      przepisów 3 osoby to byli rodzice z 1 dzieckiem a nie, jak u nas, matka z 2
      dzieci. Wiem jaką męczarnią dla mnie był brak własnego kąta. Dlatego moi
      synowie, mimo protestów teściowej, nie mają wspólnego pokoju tylko każdy
      własny. Także inne potrzeby dzieci staramy się zaspokoić.
      Komputer bo jest to na pewno narzędzie ich przyszłej pracy, jaka by ona nie
      była. Jest więc, nie tyle dla ich widzimisie, co ich dobra choć może oni nie
      zdają sobie z tego nawet sprawy w tej chwili.
      Telefony komórkowe też mają. Przede wszystkim dla naszego spokoju bo dzieci są
      zawsze osiągalne i wiadomo co się z nimi dzieje kiedy nie wrócą w porę ze
      szkoły.
      Tak więc, jak widzisz wiele z tych rzeczy to nie tylko sprawa zachcianek
      dziecka co wyraz troski o nie. Pewnie, że czasem krucho z finansami. Jeśli
      któryś z synów ma jakieś marzenie, któremu nie możemy sprostac to wspólnie
      omawiamy możliwości jego realizacji. Np w tym roku jeden synów bardzo chciał
      jechać na szkolną wycieczkę do Irlandii. Wiem, że krajem tym interesuje się od
      dawna i jest to dla niego ważna sprawa. Powiedziałam, że mogę sfinansować
      połowę bo tylko taka suma nie zrujnuje mojego domowego budżetu. Brakującą
      połowę dołozył ze swoich oszczędności choć zbierał też na coś dla siebie
      ważnego. Ale wybrał. I moim zdaniem nie trzeba dziecku zabierac nadziei, że coś
      jest absolutnie niemożliwe. Lepiej z nim rozmawiać o tym co można zrobić żeby
      miał to co chce. Dziecko przy okazji nabywa wiedzy o możliwościach finansowych
      rodziny, ogólnie o funkcjonowaniu rodziny, uczy się wybierać - bo np możesz
      powiedzieć, że będzie komputer ale w tym roku nie ma wakacji i spędzi je w
      domu. Czasem trzeba poczekać i odłożyć coś na bliżej nieokreśloną przyszłość
      ale dziecko wie, że myślimy o jego potrzebach, że jesteśmy przyjaźnie do nich
      nastawieni. My z naszymi synami tak właśnie postępujemy i na ogół nie ma
      problemu z zachciankami, jeśli maja jakieś potrzeby to przychodzą do nas o tym
      pogadać.
      • renag Re: Syn mnie męczy o.... 27.01.05, 22:41
        Allija, przeczytalam Twoj post i myslę, że "syty głodnego nie zrozumie".....
        Haslo ...."tak wiec widzisz wiele z tych rzeczy to nie tylko sprawa zachcianek
        dziecka co wyraz troski o nie" w odpowiedzi na post, z ktorego wynika, ze matki
        nie stac na takie wyrazy troski jest moim zdaniem obraźliwe.
        Pozdrawiam R.
        • allija Re: Syn mnie męczy o.... 28.01.05, 07:56
          Bardzo przepraszam, nie miałam zamiaru nikogo obrażać. Nie jestem
          specjalnie "syta", jak na na polskie i warszawskie warunki nawet, powiem,
          raczej tak sobie. A z postu autorki wcale nie wynikało z kolei, że jest w
          skrajnej nędzy, lub w jakiejkolwiek nędzy. To, że dziecko ma komórkę /40 zł
          miesięcznie/ i komputer /składany przez przyjaciela rodziny, informatyka/ to wg
          mnie raczej śmieszne atrybuty bogactwa. Wiele rzeczy można kupić na raty, które
          nie są zabójcze dla finansów lub z drugiej ręki /np. gry, z których dzieci
          wyrastają, rowery/. Trzeba tylko w ogóle chciec.
          Poza tym , wcale nie chodziło mi o zaspokajanie jakichś zachcianek dziecka.
          Chodziło mi raczej o to żeby z dzieckiem o tym rozmawiać a nie odsyłać go
          mówiąc li tylko "nie". Żeby wspólnie szukać rozwiązań lub dojśc razem do
          konkluzji, że teraz nie da sie czegoś zrobić. Myślę, że wtedy, jeśli w ogóle,
          żal i pretensje ze strony dziecka będą mniejsze.
          W kazdym razie jeszcze raz przepraszam wszystkich urażonych bo nie to bylo moim
          celem.
      • princessa7 Re: Syn mnie męczy o.... 17.03.05, 11:25
        O jejku jejku, naprawdę??? to ty matka jesteś....
        • allija Re: Syn mnie męczy o.... 18.03.05, 08:29
          A ty myślałaś, że hipopotam?
          • princessa7 Re: Syn mnie męczy o.... 18.03.05, 11:36
            Nie no wspaniałomyślna jesteś. Masz dobre serce.
    • evee1 Re: Syn mnie męczy o.... 28.01.05, 04:01
      Nie, moje dzieci tego wszystkiego nie maja, chociaz stac mnie na nie i na wiele
      wiecej. A maja lat 8 oraz 9 i pol. Telewizor jest rodzinny (male bzdzidlo na
      dodatek), komputer tez i uzywamy go wszyscy, lacznie z babcia - ta chyba
      zreszta najwiecej smile)). Choc akurat komputera dobrze jest umiec uzywac.
      Telefon komorkowy nie jest im potrzebny, bo nigdzie same dalej nie chodza.
      Playstation przy obecnosci komputera (ktory na dodatek dozuje) i telewizora
      uwazam za zbedny wydatek - wole, zeby pojezdzily na rowerze. Fakt, rowery
      maja smile).
      Ale za to maja wlasne pokoje i tu jest chyba u Ciebie pies pogrzebany, bo przy
      Waszej sytacji mieszkaniowej, to nic dziwnego, ze syn chcialby miec "chociaz"
      wlasny komputer, TV, czy playstation. To bylaby jakas namiastka wlasnego kata.
      A nie da sie jakos szybciej dostac tej wlasciwej ofery?
      • cala2 Re: Syn mnie męczy o.... 28.01.05, 08:28
        evee1, u nas tez TV jest rodzinny, syn ma wlasnea gre game goy ktora tez troche
        kosztowala, co roku jezdzi na m-c wczasow na mazury oraz w gory na ferie, w
        zeszlym roku byl jeszcze dodatkowo nad morzem.
        Co do mieszkania to robie co tylko moge ale nikogo nie zmusze zeby sie zamienil
        na mieszkanie jesli jemu moj lokal nie odpowada. Mieszkanie jest zgloszone do
        zamiany i w internetowych portalach o nieruchomosciach i w buirze zamain i lada
        moment bedzie w gminie bo kompletuje sterte dokumentow. Wywieszalam ogloszenia
        po administracjach i niektorych budynkach. Staram sie o zamiane ponad rok,
        wydawalo mi sie ze gladko podzie bo mieszkanie ladne i w dobrej dzielnicy ale
        jdnak nie jest tak rozowo. , Oferty na zabkowskiej mnie nie interesuja a takich
        jest najwiecej. Juz nie wiem co moge jeszcze zrobic?
        Tlumacze synowi ze nam wszystkim nie jest latwo, ze sporo rzeczy ma, zabawki
        juz sie nie mieszcza, prezenty dostaje i bez okazji, chodzi do kina itp. Chyba
        takie czasy i stad ten ped do checi posadania nawet u dzieci.
        Pozdrawiam
        • thiessa Re: Syn mnie męczy o.... 17.03.05, 14:32
          Allija wybacz, ale telefon komorkowy dla dziecka to juz przesada. I nie jest to
          moim zdaniem wyraz troski rodzicow o dziecko tylko narazanie dziecka na
          niebezpieczenstwo, bo zawsze moze sie znalesc taki co dziecko pobije, zeby mu
          ten telefon ukrasc a jak nie bedzie mial to nie bedzie kusilo. Nie pomyslalas o
          tym? Zreszta 80 zl miesiecznie (40x2) to moze dla Ciebie nieduzy wydatek, ale
          dla kogos kto zarabie najnizsza krajowa jest to 1/8 pensji.
          Nie pisze tego dlategom, ze samej mnie nie stac, bo stac mnie na wiele wiecej,
          ale uwazam, ze nie powinno sie przesadzac.
          • allija Re: Syn mnie męczy o.... 18.03.05, 08:17
            No, nie zgodzę się z tobą. Owszem, takie rzeczy się zdarzają ale przecież
            trudno zamknąć dziecko w domu bo za każdym rogiem czyha na niego
            niebezpieczeństwo. Raczej należy go nauczac przewidywania i ostrożnego
            zachowania. I tego syn został nauczony. Nie afiszuje się z komórką.
            I powiem ci jeszcze,że brak telefonu nie chroni w żaden sposób dzieciaka
            ponieważ on i jego koledzy zostali agresywnie zaczepieni w pobliżu szkoły przez
            pijaczka, który zażądał telefonów. A wtedy jeszcze żaden z nich go nie miał.
            Chłopcy zachowali się bardzo przytomnie chociaż nikt im nie pomógł, ani szkoła,
            ani policja ani ochrona metra bo tam szukali pomocy. Tak więc lepiej nauczyć
            dziecko, że powinno liczyc tylko na siebie.
            Taki telefon nie jest niezbędny ale bywa przydatny. Syn dojeżdża kilka
            przystanków do swojej szkoły. Bywa, że musi zostać po lekcjach czy chce wpaść
            do kolegi. Nie denerwuję się bo zawsze może mnie uprzedzć o spóźnieniu.
            Co do kosztów no to trudno tu coś mądrego powiedzieć. Ja jestem raczej bliżej
            średniej krajowej niż najniższej. A za 640 zł to 4 osobowa rodzina nie jest w
            stanie przeżyć, przy warszawskich cenach, bez pomocy. Podziwiam ludzi, którzy
            borykaja się z takim problemem i jakoś sobie radzą. Ale ja mam trochę inną
            filozofię na ten temat, zupełnie na inny wątek.
    • atta Re: Syn mnie męczy o.... 17.03.05, 17:44
      ja w sprawie argumentu "nie stać mnie", "mama ma za mało pieniędzy" itp. Staram
      się b.rzadko i b.ostrożnie go używać (choć najczęściej jest argumentem
      koronnym). Chodzi mi o to, aby nie wyrobić w dziecku prostego skojarzenia - ten
      co ma pieniądze jest szczęśliwy, może mieć wszystko. Wiem, że nie zawsze łatwo
      znaleźć inne wytłumaczenie jak brak funduszy, ale warto się postarać smile
      • allija Re: Syn mnie męczy o.... 18.03.05, 08:26
        Atta, popieram cię w 100%. Do tego co ty piszesz dodam jeszcze, że nie chcę
        ugruntować w dziecku takiego zdania na swój temat "jestem biedny" i "nie stać
        mnie" na resztę jego życia. Wg mnie wiążą się z tym takie same psychologiczne
        problemy jak w przypadku gdy ktoś mówi ciągle "jesteś głupi" czy "jesteś
        brzydki, gruby" itp.
    • roman.gawron Re: Syn mnie męczy o.... 17.03.05, 20:03
      cala2 napisała:

      > Moj 9-letni syn, jedynak, ma do mnie pretensje, że nie ma:

      Dziecko ma pretensje do matki?
      Może więc trzeba mu nieco życie skomplikować? Może za dużo ma pod nos podtykane
      i z tego powodu w jego życie wkradła się nuda?
      Może trzeba więcej obowiązków, więcej wymagań, może niech popracuje trochę na
      własne potrzeby? Co za łatwo przychodzi, tego się nie docenia.

      Wybacz, ale ciśnie mi się na usta: rośnie mały egoista? - oby nie.
    • zona_mi Re: Syn mnie męczy o.... 17.03.05, 21:18
      Wiesz, moja córka ma dopiero siedem lat, więc jej potrzeby póki co obracają się
      wokół kolorowych kabelków do zaplatanie, pióra z H. Potterem czy innyhc
      drobiazgów. Zwykle na teksty: "bo inne dziecko ma" odpowiadam, że innemu
      dziecku rodzice coś kupują, bo mają za mało czasu, aby z nim przebywać i
      próbują to wyrównać. W ostateczności (no i oczywiście nie na serio), proponuję
      jej zmianę rodziców smile.
      A gdyby było Cię stać, to kupiłabyś synowi to o co Cię prosi? Dać mu
      playstation i mieć go z głowy?
      Ja nie.
      Wiem co to znaczy brak własnego pokoju, co do reszty...Jeśli sami nie gadacie
      za dużo o posiadaniu, to i Wasz syn rozumie o co chodzi, tak się tylko buntuje,
      taki wiek...smile
    • amb25 Re: Syn mnie męczy o.... 18.03.05, 08:52
      U dzieci szczgólnie tych, ktore chodzą do szkoły przeraża mnie ta ich chęć
      posiadania. Wynika ona z chęci zaimponnowania róweiśnikom lub chęći bycia
      akceptowanym, podziwainym. Dzieci to odbicie w krzywym zwierciadle świata
      dorosłych. A kto nam imponuje najwięcej - najczęściej ludzie ponad przeciętni,
      zazdorścimy ludziom boagtym. Dzieci tez takie sa. Chcą być akceptowane i
      podziwiane przez rówieśników. To nie jest przypadek że najczęściej
      najwięcej "przyjaciółek/ przyjaciół" w klasie mają dzieci z bogatszych rodzin.
      To wokół takich dzieci tworzy się nieformalna grupa której ono jest przywódcą.
      (lub wokół dziecka które jest nieprzeciętne w inny sposób - np. silne fizycznie
      i psychicznie). Niestety, najczęściej w szkołach podstawowych dziecko które ma
      dużą wiedzę, jest spokojne, a materialnie jest gorzej sytuowane niż
      przeciętni\y uczeń w klasie - jest nazywane kujonem i nikt go nie szanuje ani
      nie podziwia.
      Nie chciałam przez to powiedzieć, że dzieci powinny dostwać wszystko czego
      zapragną kosztem wyrzeczeń całej rodziny. Ale może ta chęć posiadania wynika z
      tego że twój Syn czuje się gorszy od swoich rówieśników? Może dają mu to
      odczuć. I może to jest prawdziwą przyczyną żądań twego syna? I chyba na to
      trzeba by go uodpornić, tylko nie wiem jak to zrobić w przypadku 9-latka.
    • agata781 Re: Syn mnie męczy o.... 18.03.05, 10:31
      Moja siosta jest matką 3 dzieci.Najstarsza jest już mężatką więc o niej nie
      będzie tu mowy.Ma jeszcze w domu(na utrzymaniu)17-latkę i 6-latka.Niestety
      mojej siostry absolutnie nie stać na spełnianie żadnych"zachcianek"swych
      dzieci.Przy dochodzie 1200 zł.na 4 osobową rodzinę wcale mnie to nie
      dziwi.Dzięki Bogu starsza córka wie że jeśli sama dorywczo nie zarobi gdzieś
      pieniędzy to czasami może nawet na buty nie starczyć.Bardzo chciała mieć
      komórkę więc siostra powiedziała że jak sobie sama na nią zarobi to ona nie ma
      nic przeciwko.Młoda myła okna u sąsiadów,zajmowała się małymi dziećmi i
      dorabiała jako pomoc kuchenna żeby móc kupić ten telefon i buty.
      Mały(na szczęscie?Dzięki Bogu?)nie ma wygórowanych wymagań.Może dlatego że
      jeszcze nie dostrzega różnic materialnych wśród kolegów.Moja mama jest osobą
      pobierającą(dość pokaźną rentę)więc jak tylko może wspomaga siostrę.Czy to kupi
      małemu buty,sweterek,czy jakąś wymażoną zabawkę.Ja i mój mąż mamy zarobki też
      większe niż siostra więc staram się jak mogę aby mój chrześniak na polu
      posiadania(na miarę 6-latka)nie czuł się gorszy.
      Też marzy o komputerze,własnym pokoju(dzieli go z siostrą).Pokoju mu nie
      zapewnię ale z chęcią korzysta z mojego komputera(muszę przyznać że jest dobry
      w te klocki)Za niedługo idzie do komunii i nie wiem czy zwyczajowym sposobem z
      tej okazji nie okarze się właśnie komputer.
      Nie wiem jak to robi moja siostra ale dzieciaki bardzo dobrze rozumieją że
      siostry nie stać na wiele rzeczy.Może... Kurcze sama nie wiem jak ona
      rozwiązuje taki bolący problem jakim są braki finansowe i jak to im
      wytłumaczyła że nie pytały nigdy"Mama a czemu mi tego nie kupisz...?"Może widzą
      jak się mota po wypłacie żeby starczyło na rachunki i na to żeby głodni nie
      chodzili(bo jesteśmy takimi'gadami"które same nie zjedzą byle dzieciaki mogły
      się najeśc-ale który rodzic tak nie zrobi?)więc o nic nie pytają bo nie chca
      robić jej przykrości.

      Może mój post jest dość chaotyczy ale po przeczytaniu waszych,jak Wy
      rozwiązujecie wasze problemy związane z chęcią posiadania u waszych
      dzieci,myśli zaczęły mi się gotować i popłynęły zbiorowo.
      Bo nigdy nie zastanawialam się co zrobiła siostra że jej dzieci tyle rozumieją
      i nigdy o nic nie pytają,niczego nie wymagają(ponad to co"niezbędne do życia)
      • thiessa Re: Syn mnie męczy o.... 18.03.05, 17:38
        Agata781 to juz jakos tak jest, ze dzieci nie mecza, nie wiem od czego to
        zalezy od atmosfery jaka panuje w domu od wychowania, od tego z kim dzieci sie
        spotykaja. Sama nie wiem. Pochodze z rodziny wielodzietnej, mam 5 rodzenstwa i
        ani ja ani ono nigdy nie wymagalo niczego od rodzicow, ponad to co sami moga
        dac. A wierz mi nie raz bylo ciezko, bo rodzenstwo znaszalo po mnie ciuchy, a i
        ja nie mialam nowych, bo znaszalam po ciotkach. Czasem fajnie byloby kupic
        sobie np. drozdzowke albo inna rzecz ale nigdy nie mialam jak inne dzieci przy
        sobie ani grosza, nie dostawalam kieszonkowego, ale ani ja, ani moje rodzenstwo
        nigdy nie meczylismy mamy, zeby nam cos kupila.
        reszta mysle, ze kiedys bylo inaczej, teraz matki maja ciezej, bo jest wiecej
        rzeczy w sklepach i te rzeczy kusza.
    • kachax Re: Syn mnie męczy o.... 18.03.05, 10:42
      Cala,
      nie masz łatwo i to widać. Ale nie w tym rzecz. Każdy ma ile potrafi zdobyć i
      to jest oczywista prawda z którą musisz oswoić syna. Po drugie sprobuj mu -
      wyjaśnic, oczywiście w prosty sposob, że posiadanie roznych rzeczy marerialnych:
      - przynosi radość dosc szybko ograniczona w czasie
      - zaraz po zakupie jednej pojawiaja sie kolejne i tak juz bedzie do konca zycia
      - ze sprawy maja rozna wartosc. Przedmioty generalnie nie zastapia mu przyjazni
      z kims naprawde milym, kto go lubi bo go lubi i juz, a nie lubi bo ma super TV
      czy ekstra gre.
      - wytlumacz mu tak jak Ci tu pisza, ze wiekszosc ludzi ma rozne rzeczy. Ci zas
      ktorzy je maja i sie nimi tak bardzo chwala na pewno maja kompleksy, robia to
      po to by zdobyc czyjes zainteresowanie, wlasnie wzbudzic zazdrosc, wcale nie
      dlatego ze one sa takie super, bo po chwili im sie juz nudza i chca znow
      kolejne ktorymi beda mogli zaszpanowac.

      - Nie podoba mi sie jedynie argumentacja typu: inni nawet domu nie maja,
      porownywanie do bezdomnych to nie jest madry argument, to tak jakby chcieć żeby
      dziecko bylo wdzieczne za to ze go sie z domu nie wywalilo, bo przeciez jest
      nam z nim niewygodnie ale jestesmy tacy laskawi ze je tu trzymamy.

      Wszycy to przerabiali tylko niektorzy juz zapmnieli, bo to było niemiłe. Ja tez
      byłam takim typkiem co to mu oczy na orbite wychodzily bo kolezanka czy kolega
      to to i tamto, a chcialam byc papuzka i tak jak oni miec czy byc.
      A to mialam za chude nogi, a to niemodne spodnie, a to glupia fryzure, to znowu
      buty nie takie... wiecznie nieszczesliwa. Dopiero jak sie okazalo ze mi
      zazdroszcza tego ze z moja mama to mozna bylo pogadac jak z kolezanka, ze u
      mnie w domu jest spokoj a u nich nie...to jakos sie zasanawialam i doszlam do
      wniosku ze kazdy ma cos czego inni mu zazdroszcza.
      Ale to wymagalo w sumie paru lat przekonywania.
      A jesli kochasz dziecko szczerze i nie ograniczasz mu niczego ze zlosliwosci to
      przestan miec wyrzuty sumienia i juz. Nie ma po co sie truc. Dorosnie to
      zrozumie.

      Nawet Bill Gates choć ma niesamowity majatek dzieciakom zapisal po pare
      milionow. Wiele osob sie obruszalo i pytalo jak mogl: lacznie z tymi dziecmi.
      Ano mogl, bo chcial im dac tyle by nie stracili motywacji do starania sie o
      rozne rzeczy w zyciu i by mieli szanse spotkac w swoim zyciu choc paru
      bezinteresownych ludzi. :-o
      • iwonaa1 Re: Syn mnie męczy o.... 21.03.05, 16:47
        Troche wyjęty wątek z kontekstu, ale odpowiedzcie mi w miare możliwości.
        Mam 3 pokoje, 1 dzienny, nasza sypialnia i 12-latek i 5-latka w trzecim. Czy
        bardzo źle robię? Syn w ciągu dnia ma do dyspozycji biurko w sypialni do nauki,
        ma ciszę i spokój. Pokoik dziecięcy to zabawki,łóżka i komputer. Nie marudzą że
        muszą być razem, ale po poczytaniu waszych opinii zastanawiam się czy dobrze robię?
        Ja jako dziecko miałam swój pokój zawsze i nie wiem jak się odnieść do tej sytuacji.
        • allija Re: Syn mnie męczy o.... 22.03.05, 23:30
          Najlepiej spytaj syna.
          Ale mnie osobiście wydaje się, że lepiej aby miał oddzielny pokój, z wielu
          powodów. Jest dużo starszy i ma inne potrzeby, jest chłopakiem i za rok, dwa
          towarzystwo siostry stanie sie dla niego krepujące. Dużo zależy też od
          usposobienia jego i siostry. Moi synowie bardzo różnią się charakterem i myślę,
          że wspólne pomieszkiwanie byłoby przyczyną wielu konfliktów.
          Wiem, że wele dzieci marzy o własnym pokoju, porozmawiaj o tym z synem.
Pełna wersja