"nawiedzone" mamusie

15.02.05, 04:45
nie jest to post dotyczacy konkretnej osoby, przypadku, tylko refleksja
przeczytylam watek o ADHD i smutno mi bardzo sie zrobilo

rozumiem zal rodzicow dzieci, wszystkich
niezaleznie od tego czy sa zupelnie zdrowe, czy sa dotkniete jakas
niepelnosprawnoscia
jestem " nawiedzona" mamuska, moj syn ma zaburzenie z kregu autystycznego,
zespol aspergera
moja corka jest zupelnie zdrowa i widze rozne zachowania dzieci w stosunku
do siebie nawzajem
widze niepoprawne zachowanie syna
widze niezamiezone okrucienstwo tych zdrowych
widze ataki, ktore na pierwszy rzut oka nie sa widoczne a skurupiaja sie na
tych "gorszych" bo te dzieci nie zawsze potrafi reagowac tak, jak nalezy, czy
chocby ignorowac...

czesc z rodzicow dzieci dotknietych przez los w jakikolwiek sposob chodzi
jednak do psychologow, terapeutow, specjalistow
czesc placi calkiem niemale kwoty na poprawe jakosci zycia swoich dzieci,
na to, by jak dzieci nie beda juz dziecmi potrafily jakos sobie dac rade w
zyciu, cos umialy, cos soba reprezentowaly...
oczywiscie, mozna dostac rente, zwolnienie z nauki - tylko jaka jest potem
jakosc zycia takiej osoby?

czesto my, "nawiedzone" mamuski walczymy o godnosc naszych dzieci
nie kazda niepelnosprawnosc nadaje sie tylko do szkoly specjalnej, bo widze
ze czesto nazwa "szkola integracyjna" jest tak przez wielu odbierana
otoz nie , szkola integracyjna to taka, gdzie wszystkie dzieci sa razem
i te zdrowe i te "inne"
integracja to mozliwosc zycia w normalnych warunkach przy dodatkowej opiece,
to mozliwosc nauki zycia z "innymi"

    • mica1 Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 07:11
      O pytaniCzesc roseanne! Mieszkam w Stanach .Moja coreczka chodzi do szkoly
      integracyjnej. Nie mowiac o tym, ze dzieci chore maja wyiatkowa opieke, moje
      zdrowe dziecko reaguje na nie normalnie,czyli bez sensacji.Uwazam,ze jest to
      doskonala koncepcja,przede wszystkim dla chorych dzieci.Czuja sie w tej szkole
      dobrze,otoczone normalnym zyciem i gwarem.Nie sa inne,co ,mysle ma ogromne
      terapeutyczne znaczenie.Uczy tez normalne dzieci,a zatem przyszle spoleczenstwo
      wrazliwosci na chorobe.To wszystko jednak w duzej mierze zalezy od kadry
      pedagogicznej.Nie wiem jak to sie ma w Twojej szkole?Wiadomo tez , ze nasza
      spolecznosc jest
      ciezka .
      Wiesz mam kolezanke , ktorej najstarszy syn ma porazenie mozgowe,dwoje
      mlodszych dzieci jest zdrowe.Podziwiam ja na kazdym kroku,jej milosc i
      poswiecenie . Na nieme pytania w moich oczach ,odpowiada, bardzo spokojnie no
      coz nie zmienie tego,i nie zamierzam sie zalamywac,takmialo byc,a ja mam
      jeszcze dwoje mlodszych dla ktorych mam byc mama,dobra
      mama.
      Pytasz o jakosc zycia takiej osoby,przeciez dajesz swojemu dziecku wszystko
      co mozesz,nikt nie jest w stanie przeskoczyc siebie
      • roseanne Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 16:15
        wlasnie o to mi chodzi


        ja nie pytam o jakosc swojego dziecka, ktore jest otoczone opieka zarowno ze
        strony rodzicow , jak i rozsadnych ludzi w szkole

        chodzi mi tylko o uzmyslowienie faktu, ze to nie jest tak, ze rodzice "innych"
        dzieci umywaja rece od odpowiedzialnosci za nieodpowiednie zachowania
        ale jesli pozostali rodzice beda widziec w nas tylko wrogow to jak mamy dac
        szanse swoim dzieciom na nauczenie sie prawidlowych zachowan, postaw,
        slownictwa itd itp

        wiekszosc "innych" doskonale sobie daje rade w samotnosci
    • wieczna-gosia Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 07:17
      nie czytalam wiec watku o adhd, ale w pelni swiadomie wybralam przedszkole
      integracyjne, liczac sie z tym, ze sa tam dzieci, z racji swej choroby bardziej
      sklonne do zachowan agresywnych. Ale za to dzieci sa dopilnowane, porzadnie
      zaopiekowane, no i ucza sie obchodzic z takim dzieckiem, ktore ma czasami
      reakcje niewspolmierne do zdarzenia.
      Jest swietnie wink
    • hella100 Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 16:21
      A najgorsze jest to, ze to lekarz uzywa sformulowania "nawiedzone" mamusie.
      Trzeba miec tylko nadzieje, ze nigdy nie trafimy do takiego lekarza.
      pozdrawiam
      • ewa2000 Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 16:52
        Masz wolny wybór lekarza, więc korzystaj z tego. A tak na marginesie - jak
        inaczej nazwać mamusie ( bo w przypadku ojców występuje to rzadziej), do
        których nie trafiaja żadne argumenty i które stają na stanowisku, że wszyscy
        MUSZĄ KOCHAĆ ich dzieci, bez względu na to jak się zachowują, że wszyscy muszą
        wykazywać nieograniczoną tolerancję, bo to przecież tylko dziecko........, w
        końcu, że krzywda wyrządzona innemu dziecku ( fizyczna- rozbita warga) czy
        uniemozliwienie korzystania z lekcji jest nieistotna, nie umiera się przeciez z
        powodu szytej wargi, a temat mozna przerobic samemu w domu.
        WAŻNE JEST TYLKO PROWADZENIE PRZEZ WSZYSTKICH DOOKOŁA PSYCHOTERAPII.
        • roseanne Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 17:10
          ewa2000 napisała:

          > Masz wolny wybór lekarza, więc korzystaj z tego. A tak na marginesie - jak
          > inaczej nazwać mamusie ( bo w przypadku ojców występuje to rzadziej), do
          > których nie trafiaja żadne argumenty i które stają na stanowisku, że wszyscy
          > MUSZĄ KOCHAĆ ich dzieci, bez względu na to jak się zachowują, że wszyscy
          muszą


          Ewo, nie krzycz.....

          piszesz ze ojcow rzadziej to wystepuje, moze dlatego ze wielu ojcow nie potrafi
          sie odnalezc w sytuacji, gdy dowiaduja sie o diagnozie dziecka
          czesc woli pozostac w swiadomosci nieistenienia problemu
          czesc zupelnie odchodzi

          a matka pozostaje matka - cokolwiek dziecko zrobi, bedzie nadal kochane i
          wspierane...


          nikt nie zmusza Cie do kochania osob, z ktorymi nie chcesz mic nic wspolnego
        • a_weasley Każdy odpowiada za swoje dzieci 15.02.05, 17:27
          ewa2000 napisała:

          > jak inaczej nazwać mamusie ( bo w przypadku ojców występuje to rzadziej), do
          > których nie trafiaja żadne argumenty i które stają na stanowisku, że wszyscy
          > MUSZĄ KOCHAĆ ich dzieci,

          Co zresztą niekiedy przytrafia się i rodzicom dzieci zupełnie zdrowych. Nie
          trzeba być nadpobudliwym, żeby w wieku trzech lat drzeć się w kościele, a ileż
          to razy zdarza się, że rodzice nie wpadną na pomysł, żeby z takim akustycznym
          trzylatkiem z kościoła wyjść - przecież kosciół jest dla wszystkich, dla nich i
          dla dziecka też, i nic ich nie obchodzi, że jedno dziecko przeszkadza dwustu
          osobom.

          > bez względu na to jak się zachowują, że wszyscy muszą
          > wykazywać nieograniczoną tolerancję, bo to przecież tylko dziecko........, w
          > końcu, że krzywda wyrządzona innemu dziecku ( fizyczna- rozbita warga) czy
          > uniemozliwienie korzystania z lekcji jest nieistotna, nie umiera się przeciez
          z
          >
          > powodu szytej wargi, a temat mozna przerobic samemu w domu.
          > WAŻNE JEST TYLKO PROWADZENIE PRZEZ WSZYSTKICH DOOKOŁA PSYCHOTERAPII.

          Więc otóż to. To niepełnosprawne dziecko ma swoje prawa, ale nie można ich
          egzekwować kosztem prawa innych dzieci do plus minus normalnego życia. Jak w
          pewne miejsca nie bierze się małych dzieci w ogóle, tak w pewne miejsca nie
          bierze się dzieci nadpobudliwych.
          W opisanym przypadku danego Olusia rzekomo nie można spacyfikować na
          angielskim, bo jego rodzice zapłacili za lekcje. A inne dzieci to tam za darmo
          przychodzą?
        • regata7 Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 21:12
          ewa2000 napisała:

          > Masz wolny wybór lekarza, więc korzystaj z tego. A tak na marginesie - jak
          > inaczej nazwać mamusie ( bo w przypadku ojców występuje to rzadziej), do
          > których nie trafiaja żadne argumenty i które stają na stanowisku, że wszyscy
          > MUSZĄ KOCHAĆ ich dzieci, bez względu na to jak się zachowują, że wszyscy
          muszą
          > wykazywać nieograniczoną tolerancję,

          wiele osób tak mysli, dopóki nie ma dzieci - także tych zdrowych...wink

          Ja akurat nie uważam, że wszyscy muszą kochać moje dziecko, podobnie jak sama
          nie pałam miłościa do wszystkich dzieci. I dorosłych.
          Ale wiem, co czują matki np. dzieci nadpobudliwych, do których ciągle trafiają
          skargi na dziecko. One wiedzą, co dolega ich dziecku, pracują nad tym, próbują
          wyleczyć, "stają na głowie", żeby to dziecko zaczęło normalnie funkcjonować w
          środowisku i panować nad swoimi reakcjami, a tu ciągle kolejne skargi... Ileż
          można tłumaczyć, przepraszać, płakać... w pewnym momencie następuje bunt
          (często wtedy, kiedy okazuje się, że np. grzeczny Piotruś specjalnie prowokuje,
          podjudza naszego nerwusa, by potem skupiać na sobie uwagę całego otoczenia,
          jaki to on nieszcześliwy i poszkodowany, i wszyscy mu współczują, albo kiedy to
          nie nasze dziecko nabroiło, ale skoro ma "etykietkę" to mu się przypisuje
          wszystko, co ktoś nabroi w okolicy). Jedna, dwie, trzy takie sytuacje i matka
          też ma dość, i bywa, że sama zaczynać reagować ostro. Do wielu mamuś argumenty
          trafiają, tylko słyszały je już po 100 razy i oczekują, że same też zostaną w
          końcu wysłuchane.
          Do mam tych "grzecznych" dzieci też nie docierają argumenty. Choćby takie, że
          ich dziecko także aniołem nie jest, tylko np. bardzo zgrabnie kłamie, też broi,
          tylko tak, żeby nikt dorosły nie widział. ADHaDowiec tak nie potrafi - jak ma
          coś zrobić, to zrobi to na oczach wszystkich, nie jest sprytny.
          Sama pamiętam takich kolegów z dzieciństwa. Ocena wzorowa z zachowania, a to co
          robili...wink


          • hella100 Re: "nawiedzone" mamusie 16.02.05, 09:59
            regata7 napisała:

            w pewnym momencie następuje bunt
            > (często wtedy, kiedy okazuje się, że np. grzeczny Piotruś specjalnie prowokuje,
            >
            > podjudza naszego nerwusa, by potem skupiać na sobie uwagę całego otoczenia,
            > jaki to on nieszcześliwy i poszkodowany, i wszyscy mu współczują, albo kiedy to
            >
            > nie nasze dziecko nabroiło, ale skoro ma "etykietkę" to mu się przypisuje
            > wszystko, co ktoś nabroi w okolicy).

            > Do mam tych "grzecznych" dzieci też nie docierają argumenty. Choćby takie, że
            > ich dziecko także aniołem nie jest, tylko np. bardzo zgrabnie kłamie, też broi,
            >
            > tylko tak, żeby nikt dorosły nie widział. ADHaDowiec tak nie potrafi - jak ma
            > coś zrobić, to zrobi to na oczach wszystkich, nie jest sprytny.

            Swieta prawda, tylko do "nienawiedzonych" mamus dzieci "grzecznych" nie trafia
            te argumenty. To matki dzieci nadpobudliwych sa nawiedzone i wymagaja zrozumienia.
            Obserwowalam kiedys dzieci w szatni, prawie wszyscy zachowywali sie strasznie,
            tylko, ze w klasie "normalny" Piotrus nie bedzie udawal malpy a moj nadpobudliwy
            syn nie ma z tym problemu. Do tego jeszcze ten Piotrus potrafi skutecznie
            namowic mojego syna, zeby te malpe zrobil.
            Na szczescie trafilismy na wspaniala wychowawczynie w szkole, ktora rozumie
            problem i potrafi zapanowac nad naszym synem.
    • edytaon Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 19:18
      Roseanne,
      bardzo cie podziwjam i wszystkie dziewczyny kktore borykaja sie problemem
      chorych dzieci. Moja przyjaciolka w Polsce ma 6 letniego synka ktory zostal
      zdjagnozowany jako dziecko autystyczne, ma tez 2 letnia zdrowa coreczke .Mam do
      Ciebie prosbe jesli chcialabys sie z nia skontaktowac bylabym wdzieczna to
      wspaniala dziewczyna jest polozna mieszka pod Warszawa ( do Warszawy jezdzi z
      Michalem na zajecia ) jezeli jestes zainteresowana to odezwij sie na priv
      Edyta
    • anek.anek Re: "nawiedzone" mamusie 15.02.05, 21:48
      każda choroba jest inna, każdy rodzic jest inny, a wszystkie dzieci są naszesmile
      Ale z reguły zawsze na pierwszym miejscu jest nasze własne dziecko.
      i dlatego, jestem w stanie zrozumieć frustrację i zmęczenie ciągłym
      tłumaczeniem się, przepraszaniem itd.Ale z drugiej strony NIE MA INNEGO WYJŚCIA.
      To dodatkowy ciężar, jaki rodzice dzieci chorych muszą wziąć na swoje barki -
      czy tego chcą czy nie: to do nich nalezy wyrobienie akcetacji, zrozumienia w
      najbliższym przynajmniej otoczeniu. Współczuję, naprawde, ale tak właśnie jest.
      Domyślam się, że czasem ma się ochotę wszystko rzucić w diabły, aleto tylko
      pogorszy sytuację. Nie można oczekiwać zrozumienia od rodziców zdrowych dzieci
      jeśli ich się do tej akceptacji w taki czy inny sposób nie przekona. w
      sytuacjach kiedy dziecko jest nadpobudliwe problem jest wiekszy, bo częsciej
      dochodzi do sytuacji kiedy inne i większa część dzieci cierpi z powodu
      kontaktów z małym z ADHD.Czym innym jest prowadzenie lekcji w grupie gdzie jest
      dziecko z ZD, a czym innym jeśli to dziecko z ADHD. Bunt rodziców jest często
      sprawiedliwy.
      Dzieci chore traktuję tak samo jak zdrowe. Tzn. jestem dla nich tak samo miła i
      tak samo surowa. Jesli wymagają specjalnego traktowania, to trzeba mi o tym
      powiedzieć. Trzeba też pamiętać o tym, że nie mam styczności z tą chorobą na
      codzień i mój stosunek emocjonalny jest inny do obcego dziecka niż do własnego,
      więc jeśli się pomylę, zapomnę o czymś to nie robię tego celowo. Ja nie mam
      wyczuczonych reakcji, żeby tak było musiałabym sama mieć chorego malucha. Mam
      zdrowego.
      Jesli pojawiłby się problem z kontaktami mojego syna z jakimś chorym dzieckiem:
      działaby się krzywda jednemu czy drugiemu, to na pewno starałabym się znaleźć
      rozwiąznie. Jeśli jednak na dłuższą metę żadne metody nie skutowałyby, to
      pewnie znalazłabym się w gronie rodziców, którzy chcieliby usunięcia ze szkoły
      takiego malucha z ADHD. Trzeba podejmować próby - bez Was to nie możliwe - ale
      nie za wszelką cenę (subiektywna ocena).
      Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam.
      • 1iwona1 Re: "nawiedzone" mamusie 17.02.05, 07:48
        anek.anek napisała:

        > Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam.

        Myślę, że nie tylko nie uraziłaś ale przywróciłaś swoją wypowiedzią wiarę w
        ludzi... Podobnie jak kilka innych uczestnieczek tego wątku.

        Pozdrawiam
        Iwona
        • katerina8 Re: "nawiedzone" mamusie 23.02.05, 08:54
          Jestem mamusią 7-letniego chłopczyka z ZA (odmiana autyzmu). Przeczytałam i
          miriam zaszokowała mnie : "dać matce w pysk". Rozumiem rodziców dzieci zdrowych
          i ich dzieci lecz nie tędy droga. Wspólnie trzeba się zastanowić jak
          porozmawiać z rodzicami Olusia i w miarę możliwości rozwiązać problem, starając
          się nie skrzywdzić nikogo. Ale niestety niektórzy są zatwardziali w swoich
          sądach i uważają, że tylko negowanie takich dzieci i przypatrywanie sie im i
          ich rodzicom z niezdrową ciekawością oraz udzielanie "mądrych rad" w
          stylu: "Jabym mu przylała" jest ich reakcją. Uprasza się o trochę więcej
          zrozumienia dla nas rodziców i naszych dzieciaków!!! A my przeważnie bardzo się
          staramy.
          • a_weasley Zastanów się, kogo bronisz 23.02.05, 09:28
            > Jestem mamusią 7-letniego chłopczyka z ZA (odmiana autyzmu).

            Współczuję.

            > Przeczytałam i miriam zaszokowała mnie : "dać matce w pysk".

            Pewnie, że matce, bo co dziecko winne, że ma głupią matkę?

            > Wspólnie trzeba się zastanowić jak porozmawiać z rodzicami Olusia

            Primo, wcale nie wiadomo, czy faktycznie mamy do czynienia z adehadowcem, czy
            po prostu z rozwydrzonym szczawiem wychowywanym bezstresowo.
            Secundo, z jego rodzicami już próbowano rozmawiać. Bez skutku. Dla mamy "lekka
            nadpobudliwość" jest równie normalna jak trochę piegów na buzi.

            > niestety niektórzy są zatwardziali w swoich
            > sądach i uważają, że tylko negowanie takich dzieci i przypatrywanie sie im i
            > ich rodzicom z niezdrową ciekawością oraz udzielanie "mądrych rad" w
            > stylu: "Jabym mu przylała" jest ich reakcją.

            Być może są tacy, ale tutaj takich nie zaobserwowałem.

            > Uprasza się o trochę więcej zrozumienia dla nas rodziców i naszych
            dzieciaków!!!

            Ale z całym szacunkiem to, żeby Wasze dzieci nie robiły krzywdy innym dzieciom,
            to jest Wasz problem przede wszystkim.

            > A my przeważnie bardzo się staramy.

            Znakomicie. Zatem staraj się dalej i nie broń tych, którzy się nie starają.
            • katerina8 Re: Zastanów się, kogo bronisz 23.02.05, 12:28
              Nie wierzę, że mi współczujesz. Z zimną krwią analizujesz każde moje zdanie.
              Jakbyś sam przeszedł przez to co rodzice tych "innych" dzieci ... Nie
              zapominaj, że każdemu to się może przytrafić, ot taki los.
              Widać, że właśnie należysz do tych zatwardziałych. I szkoda mi twojego dziecka,
              skoro jest to normalne wg ciebie "dać matce w pysk", "głupia
              matka", "rozwydrzony szczaw". Jeżeli dziecko się rzuca na podłoge, śmieje się
              kiedy wcale nie powinno itd. na pewno potrzebuje ono pomocy. Jeżeli jego mama
              tego nie rozumie, powinno odbyć się wspólne zebranie z przedszkolankami i
              rodzicami Olusia i zdrowych dzieci, gdzie się dany temat omówi. Nie wierzę ,
              żeby to nie zadziałało. A może matce również trzeba pomóc, tylko nie w
              sposób "dawania w pysk".
              Żeby nasze dzieci nie robiły krzywdy innym dzieciom to nie tylko nasz problem,
              nie żyjemy w społeczeństwie odizolowanym. Wartościowy człowiek inaczej patrzy
              na taki problem! Można pomyśleć, że inne dzieci w tym przedszkolu są aniołkami.
              Przykro i boleśnie czytać tak egoistyczne wypowiedzi!
              • a_weasley 2 x 2 = 4, choćby ktoś w klasie miał dyskalkulię 23.02.05, 15:59
                katerina8 napisała:

                > Nie wierzę, że mi współczujesz.

                To Twoja sprawa.

                > Z zimną krwią analizujesz każde moje zdanie.

                Wybacz, nie urzekła mnie Twoja historia na tyle, żebym się zalał łzami i nie
                zauważył, że piszesz nie na temat oraz że najwyraźniej nie przeczytałaś uważnie
                notki Miriam.

                > skoro jest to normalne wg ciebie "dać matce w pysk", "

                W obronie mojego dziecka, gdy zawiodą inne środki - tak.

                > głupia matka",

                Jeżeli twardo odmawia poszukania pomocy dla jej dziecka, to co ona jest?

                > Jeżeli dziecko się rzuca na podłoge, śmieje się kiedy wcale nie powinno itd.
                > na pewno potrzebuje ono pomocy.

                To niech jego matka tej pomocy poszuka. Na razie odmawia.

                > Jeżeli jego mama tego nie rozumie, powinno odbyć się wspólne zebranie
                > z przedszkolankami i rodzicami Olusia i zdrowych dzieci, gdzie się dany temat
                omówi.

                I co? Dorosłą kobietę będą wychowywać?

                > Nie wierzę, żeby to nie zadziałało.

                Jak słyszymy, próbowano. Efekt mizerny. Nawet nie wiemy, czy mamy do czynienia
                z ofiarą ADHD czy z kolejnym produktem wychowania bezstresowego.
                Gdyby była gotowość do współpracy ze strony rodziców Olusia, pierwszy bym
                namawiał Miriam do takiej współpracy.

                > A może matce również trzeba pomóc, tylko nie w sposób "dawania w pysk".

                Matka nie chce pomocy dla siebie ani dla swojego dziecka. Jej odpowiada stan
                aktualny. Trudno.
                To nie jest problem Miriam. To nie jest problem rodziców pozostałych dzieci.
                Oni mają inny problem: chcą mieć względną pewność, że oddawszy rano dziecko do
                przedszkola po południu odbiorą je w jednym kawałku. Mają do tego prawo.
                WIęcej - ich elementarnym obowiązkiem jako rodziców jest tego prawa bronić
                takimi środkami, jakie będą niezbędne - szanując prawa Olusia i jego matki o
                tyle, o ile to będzie możliwe.
                • anastasia4 Re: 2 x 2 = 4, choćby ktoś w klasie miał dyskalku 24.02.05, 09:42
                  Chyba trochę zbyt ostro potraktowałeś katerinę8. Sądzę, że ona po prostu b.
                  cierpi w związku z chorobą swego dziecka i atak na rodziców Olusia potraktowała
                  zbyt osobiście, jako atak na siebie i swoje chore cierpiące dziecko. Postawiła
                  ich dosłownie na swoim miejscu - matki z całej siły walczącej o szczęście syna.
                  Co do reszty zgadzam się z Tobą. Niestety rodzice Olusia zamiast pomóc synowi,
                  którego zachowanie wskazuje, że bardzo potrzebuje tej pomocy chowają głowę w
                  piasek, na zasadzie jakoś to będzie. Dla mnie symptomatyczne było, że na
                  zebranie przedszkolne dla rodziców przyszli z dzieckiem, chociaż powinni je
                  zostawić pod opieka nauczycielki. Dlaczego? Może dlatego, aby o ich dziecku nie
                  mówić (no bo jak omawiać zachowanie Olusia, przy rzeczonym Olusiu, lat kilka) I
                  tak dziecko z problemami zostało "obrońcą" swoich rodziców - ma ich obronić
                  przed rzeczywistością. Kurcze, krew mnie zalewa, chociaż nie jestem miriam i to
                  nie mój problem. Do kateriny8: nie wszyscy rodzice chorych dzieci walczą o nie
                  tak jak ty - nie wszyscy "to dobrzy ludzie są". Niektórzy wolą zamknąć oczy na
                  kłopoty dziecka i szukać winy wszędzie ale nie na swoim podwórku. Bo tak jest
                  łatwiej. Bo odpowiedzialność jest trudna i bolesna. Bo trzeba w końcu dorosnąć,
                  a to kosztuje.
                  • a_weasley Nikogo nie chciałem urazić... 24.02.05, 12:00
                    ...nawet kogoś, kto mi wymyśla od egoistów.
                    Anastasia4 napisała:

                    > Chyba trochę zbyt ostro potraktowałeś katerinę8. Sądzę, że ona po prostu b.
                    > cierpi w związku z chorobą swego dziecka

                    Co rozumiem. A przynajmniej się staram, bo tak naprawdę zrozumie ten, kto to
                    przerobił na własnej skórze.

                    > i atak na rodziców Olusia potraktowała
                    > zbyt osobiście, jako atak na siebie i swoje chore cierpiące dziecko.
                    [ciach]
                    > Co do reszty zgadzam się z Tobą. Niestety rodzice Olusia zamiast pomóc
                    synowi,
                    > którego zachowanie wskazuje, że bardzo potrzebuje tej pomocy chowają głowę w
                    > piasek, na zasadzie jakoś to będzie.

                    I to mnie w tej sprawie najwięcej wkurza. Sam bowiem byłem dzieckiem z lekką
                    nadpobudliwością psychoruchową i ładnie bym wyglądał, gdybym miał równie
                    mądrych rodziców jak dany Oluś.
                    Dla dobra dyskusji pomijam fakt, że mój ojciec jest kawał chłopa i próba
                    naprania go po pysku dałaby prawdopodobnie wynik negatywny.

                    > na zebranie przedszkolne dla rodziców przyszli z dzieckiem, chociaż
                    > powinni je zostawić pod opieka nauczycielki. Dlaczego?

                    Bo tak. Bo oni wiedza lepiej i nie będzie im tu jakaś [i tu następuje słowo
                    powszechnie uważane za obelżywe] mówić co mają robić z dzieckiem.

                    > Do kateriny8: nie wszyscy rodzice chorych dzieci walczą o nie
                    > tak jak ty - nie wszyscy "to dobrzy ludzie są".

                    No więc właśnie. Katerina8, sama osoba sensowna, sądzi innych wedle siebie.
                  • katerina8 Re: 2 x 2 = 4, choćby ktoś w klasie miał dyskalku 24.02.05, 12:21
                    Nie opowiadałam tu żadnej historii i nie czekałam na łzy wzruszenia. Ale jakże
                    inaczej zostałam zrozumiana przez anastasię4 i aweasly.
                    Zgadzam się, że wszystkie dzieci powinny byc BEZPIECZNE! Dlatego rodzice nadal
                    powinni drążyc temat dopóty dopóki nie zostanie on rozwiązany : rozmowa z
                    rodzicami Olka i gronem pedagogicznym przedszkola. Ale należy ów problem
                    rozwiązać nie poniżając nikogo. Bardzo żle, że rodzice Olka chowają główę w
                    piasek, ale jak pisałam : "Może im też jest potrzebna pomoc". A nie mówić na
                    matkę : "głupia baba" i "co ona jest".
                    Problem zwalania winy na innych znam zbyt dobrze, mam taką osobę obok siebie.
                    Wszyscy są winni : położna, o której przy dziecku się mówi :"Zabiję tę babę",
                    lekarze itd. Nie mówię, że są bez winy, ale zrób człowieku coś dobrego i ty dla
                    dziecka. Ale nie, inni zawinili, a ja będę udawał, że mnie ten problem nie
                    dotyczy. Jeżeli tak postępują rodzice Olusia, to szkoda mi dziecka bardzo-
                    bardzo!!! Ale jest dyrektor przedszkola, która na pewno może na tę sytuacje
                    wpłynąć. No bez przesady, chyba można tę sytuację jakoś rozwiązać bez zbędnych
                    obelg i "dawania w pysk". Tak przynajmniej postępują ludzie cywilizowani! I
                    naprawdę, z całego serca życzę, żeby dla wszystkich problem rozwiązał sie
                    pomyślnie!
                    • anastasia4 Re: 2 x 2 = 4, choćby ktoś w klasie miał dyskalku 24.02.05, 13:00
                      Katerina, przedszkole i rodzice dzieci próbowali rozmawiać-poczytaj dokładnie
                      posty miriam. To rodzice Olusia nie chcą i już - na spotkanie idą z dzieckiem
                      (Jak w takich warunkach rozmawiać, bez szkody dla tego dziecka?) Mama Olusia
                      powiedziala do jednej z matek (o ile pamietam): Niech się Pani sama leczy.
                      Niestety z niektórymi rodzicami nie da się rozmawiać - zgodzą się na rozmowę
                      tylko wtedy gdy ich sytuacja "przyciśnie" i dalej nie będą mogli uciekać przed
                      rzeczywistością. Świat w którym wszycy byliby skłonni do otwartej rozmowy i
                      uznania błędów byłby chyba rajem: bez domów dziecka i dzieci wychowujących się
                      na ulicy, rodziców niedojrzałych, rodziców alkoholików!!!
                      Zresztą jak długo rodzice innych dzieci mają czekać na "poprawę" rodziców
                      Olusia - miesiąc, rok, dzisięć lat (weź pod uwagę, że miraiam napisała list
                      niedawno-czyli pół roku po rozpoczęciu roku przedszkolnego)??
                      A w końcu - jak długo ma czekać sam Oluś??? I dlaczego to inni rodzice mają o
                      niego zadbać, oni mogą, ale nie muszą, może mają własne problemy, może cięższe?
                      Co do do przedszkola, to zgadzam się, że jest niewydone. Z opowieści miriam
                      wyłania sie obraz osób nie bardzo radzących sobie w trudnej sytuacji. Niestety
                    • anastasia4 Re: 2 x 2 = 4, choćby ktoś w klasie miał dyskalku 24.02.05, 13:04
                      o do historii, której nie opowiedziałaś, to tym razem ja się z tobą utożsamiłam
                      za bardzo, bo to ja mam dziecko z problemem i staram się sobie radzić z
                      sytuacją. Nie było moją intencją wchodzić z butami w Twoje życie. Przepraszam.
                      • katerina8 Re: 2 x 2 = 4, choćby ktoś w klasie miał dyskalku 24.02.05, 13:20
                        Anastasio4, bardzo mi przykro z powodu twojego problemu. Ale żle mnie
                        odebrałaś, chodziło właśnie o to, że ty wykazałaś zrozumienie a ktoś inny nie.
                        Pozdrawiam serdecznie.
          • anek.anek Do kateriny8 24.02.05, 12:02
            Wątek o którym piszesz mnie smą mocno poruszył (by nie użyć "zbulwersował").
            z dwóch powodów: autorka sama postawiła diagnozę o ADHD - bez żadnego poparcia
            w rzeczywistości, a dwa, że uzywa wyjątkowo niefortunnych sformułowańsad
            delikatnie mówiąc.
            Z jej opisu wynika jednak jasno, że wszelkie próby rozwiazania sytuacji spalają
            na panewce z powodu braku odpowiedniej = otwartej na współpracę, postawy
            rodziców dziecka.
            A to jest tak jak napisałam wyżej, ja posiadając zdrowe dziecko nie mam
            możliwości rzeczywistej oceny sytuacji. To wy, zbieracie informacje, drążycie
            temat, to Wy w naturalny sposób uczycie się jak żyć i jak współpracować z
            chorym dzieckiem. i to zawsze od Was będzie zależało jakie będą reakcje ludzi.
            współczuję, bo to naprawdę taki dodatkowy "garb". Ogromna odpowiedzialnośc nie
            tylko za zdrowie malucha, ale również za jego realcje ze społeczęństwem.
            Nie ma siły, zawsze będzie odsetek ludzi, którzy pomimo Twoich starań będą
            na "nie".
            Nie można też oczekiwać, że rodzice zdrowych zawsze ze zrozumieniem bdą
            przyjmować WSZYSTKIE zachowania chorego dziecka. Zawsze na pierwszym miejscu
            stawia się swoje własne maleństwo - jesli jemu dzieje się krzywda, naturalne
            jest, że będeziemy go bronić pazuramismile
            życzę więc więcej zrozumienia, ale obydwu stronom.
Pełna wersja