ilonka02
02.03.05, 21:00
Witam, czytam ostatnio o nauce samodzielnego zasypiania i szczerze mówiąc
jestem w małym szoku. Kompletnie nie rozumiem jak można tego uczyć dzieci 5-6
miesięczne czy nawet roczne. Dla mnie metody opisywane tutaj(pozwalanie na
płacz, nie branie dziecka na ręce) sa straszne. Przeciez tak male dziecko nie
rozumie dlaczego mama, czyli cały jego swiat nie chce go przytulić, czemu
kaze mu się bac (bo takie maluchy często sie boją tego, że są same w pokoju)
Nie rozumiem matek, po co płaczecie w pokoju obok, przeciez to tylko male
dziecko (chciane i wyczekiwane) nie lepiej cieszyc sie każdą chwilą, byc z
maluchem, przytulac go po to żeby czuło sie bezpieczne, kochane? Wybaczcie
ale maluch, który czuje sie bezpieczny, jest obok niego mama, jest spokojny,
szczęsliwy łatwiej zasypia i z reguły śpi spokojnie bo wie ze w każdej
chwili jest mama, która jeśli przysni mu sie koszmar to go przytuli i
pocieszy. Sama mam 3,5 letnia córkę i nie wyobrażam sobie, że miałabym ją
połozyć wieczorem do łózka i wyjśc z pokoju. Dla mas to czas na czytanie
bajek, opowiadanie co wydarzyło się w ciagu dnia itp. Mała zasypia
szczęśliwa. Jasne, że czasami trwa to dłużej a czasami krócej ale wychodzę z
założenia, ze czas tak szybko leci iż za chwile sama nie bedzie chciała zebym
ja usypiała a takie chwile nie wrócą. Zdaję sobie sprawę, że zostanę
potępiona za takie rozumowanie ale wierzcie mi gdyby u któregoś z moich
sąsiadów płakało dziecko godzine czy dwie codziennie to najpierw poszłabym do
nich a jesli to by nie pomogło to wezwała bym policje. Dla mnie to meczenie
dziecka i siebie przy okazji (wyrzuty sumienia i płakanie po kątach).
Pozdrawiam.