pitahaya1
18.03.05, 17:30
Na wstępie przepraszam, zmieniłam nicka, chciałam abyście pomogły mi
obiektywnie, nie kojarząc z konkretną wypowiedzią czy sytuacją.
Moje dziecko chodzi do I klasy SP. Dobrze się uczy, nieźle czyta i pisze,
liczy też przyzwoicie (do czego jako mama siedząca w domu przykładam rękę).
Jest dzieckiem bardzo cwanym i inteligentnym (i chyba tu tkwi problem).
W domu jest świetnie, bawi się w miarę grzecznie, potrafi zasiedzieć się
przed książka (oglądając i trochę czytając), wspaniale bawi się klockami,
lubi zabawy manualne (wycinanie, klejenie..). Lubi wieczorne rozmowy z nami
(leżąc już w łóżku), czytanie mu bajek.
Konflikty w domu? Trochę ze starszym dzieckiem (mam dwoje dzieci), czasem
robi się przekorny, nie chce czegoś zrobić.
Czyli ogólnie mówiąc jest nieźle.
Problem jednak tkwi w ...szkole.
Od samego początku ma problemy z przynoszeniem informacji "co dzieje się w
szkole, co jest zadane do domu, co trzeba się nauczyć..." Problem nie do
przejścia. Przynajmniej ja sobie nie daję z tym rady (mąż stoi nieco z boku,
wiecznie zajęty, nie widzi problemu). Wczoraj nie przyniósł zeszytu,
zapomniał. Dziś zaglądam a tam uwaga "po raz kolejny nie ma czytanki". Po raz
kolejny, ponieważ na początku tego semestru usłyszałam od dziecka, że "pani
nie kazała nosić tej książki, mamy ją czytać w domu". Dlaczego nie uwierzyłam
dziecku, skoro niemal ze łzami w oczach mówiło, że "dlaczego mi nie wierzysz"?
Tak samo dzieje się z rzeczami, które ma przynieść do szkoły, wierszykiem,
który ma się nauczyć, zadaniem zaznaczonym ołówkiem a potem skrzętnie
wytartym gumką.....przykładów jest mnóstwo. Wczoraj wymazał gumką adnotację
pani (pisaną ołówkiem). Opadły mi ręce. Kolejnym razem schowa zeszyt tak, że
o adnotacji dowiaduję się po czasie.
Pani patrzy na mnie (matkę pracującą wprawdzie w domu, przy komputerze ale
według niej to nie praca)z politowaniem, zwraca mi uwagę, ża "dziecko znów
czegoś nie miało w szkole".Zaczęła mi zwracać uwagę z błahego powodu, np.
trzykrotnie odebrałam dziecko o godzinie z planu, zdaniem pani powinnam
10min. wcześniej.Ja jednak wracałam z urzędu, innym razem od lekarza. Nie
spóźniłam się, odebrałam punktualnie z dzwonkiem. No ale skoro nie pracuję
(oficjalnie), powinnam siedzieć w szkole pół godziny wcześniej.
Obdarzyłam swoje dziecko zaufaniem, nie biegam codziennie do pani z
pytaniem "które ćwiczenie jest dziś zadane, czy ta książka ma być jutro w
plecaku..." Dopytuję szczegółowo na zebraniu, jak się uczy, jak sprawuje i
słyszę "nie ma problemu".
W domu złoszczę się na syna, tłumaczę, że tak nie można, że lekcje trzeba
odrabiać a do szkoły iść ze wszystkim w tornistrze.
Pani straciła do nas cierpliwość, ja powoli też do dziecka.
Powiedzcie mi, co z tym dalej zrobić.
Tylko proszę, nie piszcie "taka z ciebie matka", "tak je wychowujesz"...
Będę Wam wdzięczna za mądre i pomocne rady.