nadwrażliwy 6-latek nie radzi sobie bez rodziców

11.04.05, 14:08
Moja córcia jest jedynaczką, bardzo kochaną, wesołą, rezolutną ale przy tym
grzeczną. Patrząc na nią nikt nie powiedziałby, że dziecko ma jakieś
problemy, ale okazało się że przeżywa ogromne stresy związane z pójściem do
przedszkola i w ogóle przebywaniem bez rodziców. Pierwszą próbę z pójściem do
przedszkola zrobiliśmy gdy miała 4 lata, ale ponieważ zaczęła non stop
chorować, a babcia była chętna do opieki nad nią więc się wstrzymaliśmy.
Chodzi więc od września do grupy 5-latków. Na początku bała się nie chciała
chodzić, trochę płakała, ale bez histerii i jakiś tragedii. Wszystko ucichło
po pierwszym tygodniu. Byliśmy bardzo z tego zadowoleni. Niestety znowu
zaczęły się choroby i w efekcie mała spędzała więcej czasu w domu niż w
przedszkolu. Do dzisiaj ma bardzo duże opory gdy tam chodzi. Panie są miłe,
widzą jak mała jest wrażliwa, że nawet płacze cichutko w ubikacji i nic
nikomu nie mówi. Dzieci ją bardzo lubią, wprost rzucają się na nią gdy wraca
po dłuższej nieobecności ale ona wcale się z tego nie cieszy. Czasami płacze
przed wyjściem do przedszkola. Ale nie wierzę, że tam ją krzywdzą, nie
słyszałam abby inne dzieci w jej grupie miały takie opory.
Najważniejsze jest to że nie ma przy niej mamy lub babci. Jest bardzo ze mną
związana i nie wiem jak ją od tego uwolnić, im starsza tym jest gorzej.
Kiedyś bez problemu zostawała u babci na noc, czy też na popołudnie gdy
mieliśmy z mężem coś do załatwienia, teraz chociaż zdarza się to rzadko zaraz
jest płacz i wyglądanie w oknie czy już wracam. Często wyjeżdżała z dziadkami
na wakacje, na których odwiedzaliśmy ją gdy tylko mogliśmy, chcieliśmy aby
była przyzwyczajona że rodzice nie zawsze są z nią, aby była samodzielna. Ale
na razie jest wprost przeciwnie. Mała jest często chwalona i przytulana,
często pytam ją czy chce robić to czy tamto, co chce na obiad itp bo chciałam
aby była pewna siebie. Czasami też na nią ktoś pokrzyczy (przeważnie mąż)lub
zmusi do zrobienia czegoś czego nie chce. Córka martwi się gdy krzyczę na
nią, jest raczej posłuszna i wydaje się że zna granice, w których może
porządzić. Na pierwszy rzut oka jest wygadana, wręcz przemądrzała i
rezolutna. Dobrze bawi się z dziećmi gdy spotykamy się u znajomych ale gdy
nas nie ma mała jakby troche gaśnie choć próbuje to ukryć, je wtedy dużo
słodyczy i widać, że czuje się zagubiona, trochę z boku.
Poświęcam jej dość dużo czasu ( w miarę możliwości, bo pracuję), bawię się,
usypiam, przytulam czasami śpię z nią. Ale i tak słyszę cały czas "pobaw się
ze mną" jakby tego wszystkiego było za mało.

Jak jej pomóc, aby była bardziej samodzielna i potrafiła obejść się na chwilę
bez mamy. Babcia mówi aby nie pieścić ją tak często, więcej od nie wymagać i
być twardszym dla niej, ale nie jestem pewna czy to dobra droga, może właśnie
ona potrzbuje jeszcze więcej czułości aby czuła się bezpiecznie (choć staramy
sie aby ta właśnie się czuła).
Bardzo mi jej szkoda gdy widzę jak bardzo jest zestresowana i stara się to
ukryć, chociaż mówiłam jej że jak płacze z byle powodu to też ją bardzo
kocham.
Wydaje mi się że dziecko w tym wieku nie powinno się tak zachowywać.
Gdzie tkwi błąd, co robić ?
Bardzo proszę o rady









    • ka1311 Re: nadwrażliwy 6-latek nie radzi sobie bez rodzi 11.04.05, 16:18
      Nie będę pisała co masz zrobić, ajk się zachować, ale opiszę jakim dzieckiem
      była moja córka. Poszła do przedszkola do grupy czterolatków, ponieważ już
      wcześniej czułam "przez skórę", że jeszcze nie dojrzała do życia
      przedszkolnego. Od zawsze była dzieckiem, które wstydziło się podejśc do kogoś
      i zapytać, poprosić. Potem w przedszkolu potrafiła rozpłakać się, bo koleżanka
      chciała ją przytulić. Prawdziwe schody zaczęły się, gdy jedna z dziewczynek
      zaczęła mówić córce, że jej nie lubi. Bardzo było to stresującę i skończyło się
      na płaczach i niechęci do przedszkola. Odwiedziłyśmy panią psycholog. Terapia
      była najpierw indywidualna potem w grupie podobnych dzieci. Córka jest teraz
      zupełnie innym dzieckiem, jest śmiała lubiana przez dzieci. Uwielbia też
      chodzić do zerówki. To nie to samo dziecko.
      • meggi82 Re: nadwrażliwy 6-latek nie radzi sobie bez rodzi 13.04.05, 00:12
        JA Ci powiem pewną hisotryjkę...DŁUGĄ !!
        Ja od 4 roku życia sama chodziłam sie bawić na podwórko (fakt, ze dzielnica
        oki, mało samochodów,zielono itp.i to było kiedyś).. Bawiłam sie z innymi
        dzieciakami,które tak jak ja były na dworze same..
        Gdy miałam 5 lat,czasem widzieliśmy jak na nasz plac przyjeżdzał w takim
        samochodziku (takie stare...juz nie rąbią..) pewien chłopak... Zawsze z mamą!!
        ona chodziła za nim krok w krok.. czy to na huśtawki, czy hulajnogę, rowet itp.
        Wszędzie z mamusią..
        W wieku 6 lat poszłam do tzw.zerówki.. i pamiętam 1 dzień do dziś..
        Wszystkie dzieci weszły do sali,,, i był właśnie ten chłopak od samochodu-
        Sebastian.. Oczywiście odprowadzony do szkoły przez mamusię...pod salę takżę
        (!).. Wszystkie dzieci siadły w kręgu (mieliśmy się przedstawic itp) a on cały
        czas ryczał,, nie płakał, a ryczał... "mamo nie idż, ja nie chce, ja chce do
        mamy, mamo zostać" itp.
        To była porażka..wszystkie dzieci się z niego nabijały.. a on nic.. tylko do
        mamusi..
        Były z nim kłopoty przez dłuższy czas..a na dodatek wiadomo, grupa zaczęła na
        niego inaczej patrzeć.
        Potem trafił ze mną do klasy I. Oczywiście w samorządzie-mamusia, do szkoły
        odprowadzała mamusia,ze szkoły mamusia.. wycieczki do kina,teatru itp, z
        mamusią.. a kontakty z rówieśnikami mierne..bo kto chciał się z takim zadawać..
        Zwłaszcza,ze jak ktoś mu coś zrobił,to od razu leciał na skargę, ale jak on
        cos przeskrobał to było "to nie ja,to nei moja wina".
        W 5 klasie na przerwie jadł paluszki,które mu sie wysypały na podłogę..
        podniósł i je zjadł.. i zaczęto go przezywać "pokojówa" (u?)
        Od tej pory miał przerąbane..
        Zwłaszcza, ze mamusia odrabiała za niego matmę,,i ZAWSZE robiła za niego prace
        na technikę i plastykę.. Nawet kobieta z plastyki się wkurzała i komentowała
        to przy całej klasie "mam postyawić ocenę twojej mamusi czy komu,bo ja sama nie
        wiem,,,a ty sam nigdy zadnej pracy nie zrobiłes.."(z pedagogicznego punktu
        widzenia,to niedopuszczalne).. "

        I takie miał życie..zawsze z mamusią, przy mamusi...klasa go olewała.. do
        końca został "pokojówą" ... Kiedyś chyba nawet (jeśli sie nie mylę), dla ironi
        klasa wybrała go gospodarzem, bo to była taka lipna funkcja..zawsze szło na
        niego.. na dodatek nie potrafił się skutecznie bronić -tzn. słownie...


        W mej pamięci zawsze zostanie takim mamisynkiem i w ogóle..
        Dlatego jeśli tylko możesz,nie doprowadź do tego, by Twoja córka miała podobne
        życie.. Bo on miał przerąbane.. nie wiem czy zdawał sobie z tego sprawę.. ale
        z perspektywy czasu widzę, ze był w paskudnej sytuacji..
        Dla tego nie bądz nadopiekuńcza dla swojego dziecka, daj jej jak najwięcej
        swobody..nie wyręczaj, pozwól decydować..
        Niech poczuje,ze bez Ciebie też daje sobie radę, ze wszystko jest ok, ze nie
        zawsze musisz przy niej być..
        Nawet jesli pokazuje,ze chce być z Tobą itp. nie daj się!!niech zrozumie,ze
        ona to ONA i tylko ona ,a nie ona +Ty..
        im wcześniej tym lepiej..


        Pozdrawiam i życzę udanego rozwiązania problemu
      • agnkuk Re: nadwrażliwy 6-latek nie radzi sobie bez rodzi 22.05.05, 23:45
        Proszę, napisz jaka to grupa, ktorą poleciła Ci pani psycholog i jaka to
        psycholog. Mam bardzo nieśmiałego czterolatka, który ucieka od dzieci. pozdrawiam
    • joannab-o Re: nadwrażliwy 6-latek nie radzi sobie bez rodzi 23.05.05, 11:35
      To niekoniecznie musi byc nadopiekuńczość (ale, oczywiście, weź to pod uwagę).
      W szkole mojego synka jest dziewczynka, w drugiej klasie, która zachowuje sie
      dopkładnie tak, jak opisujesz. Matka nie jest nadopiekuńcza, ma zresztą pięcioro
      dzieci, więc siłą rzeczy...
      Błąd, któru u niej widzę, to zniecierpliwienie - matka nie pozwala dziecku
      odczuwac tego, co odczuwa. Być może u Ciebie jest cos podobnego - nie traktujesz
      zachowania córki jako normalnego, tylko chcesz je zmienić.

      Nie wszystkie swoje reakcje opisałaś, ale wystarczyłoby tego okazywania
      WSPÓŁCZUCIA, żeby sparalizować dziecko w jego woli poradzenia sobie z problemem
      (jeżeli w ogóle widzi samodzielnie jakis problem). Ty też wykazujesz niecierpliwość.
      Trzeba dziecku po prostu dać czas, uznać, ze jest to zupełnie normalne, że ma
      trudności w kontaktach i ciężko mu bez opieki mamy, uwierzyć, że to sie KIEDYŚ
      zmieni. Zaakceptować.
      joanna
Pełna wersja