migotka2000
18.04.05, 16:57
Tak sobie czytam posty o klapsach - dawać czy nie dawać, szarpać, czy
krzyczeć, o Szwecji, gdzie idzie się siedzieć za bicie dzieci itp.
I tak sobie myślę, że tu nie chodzi o zasady, przekonania czy własne
doświadczenia ("byłam bita, ale wyrosłam na ludzi"), a raczej o to czy
potrafimy nad sobą panować, czy zjadają nas nerwy, mamy stwierdzone medycznie
nerwice, czy "tylko" wybuchowe charaktery. I nie ma znaczenia, czy nasze
dzieci są "trudne", czy "grzeczne".
Osobiście nie byłam bita, ale dłuuuugo bałam się mamy. Mama potrafiła być
nieprzyjemna - do dziś słyszę jej krzyki i wymyślanie. Mama miała nerwicę,
leczyła się na nią. Teraz to wiem, ale wtedy była po prostu "zła" i się jej
bałam. Nie wyobrażałm sobie, że mogę jej się z czegokolwiek zwierzyć,
poprosić o poradę. Teraz jest inaczej i odzieliłam stare czasy grubą kreską.
Na szczęście, bo fajnie jest mieć fajną mamę.
Do czego zmierzam?
Ano do tego żeby sobie tak bez owijania w bawełnę odpowiedzieć, jak to
rzeczywiścei u nas jest z tym klapsem/krzykiem/szarpaniem/obrażaniem
się................... ( tu wstaw własne formy stosowania nacisku na
dziecko). Czy to nasze zasady, czy brak panowania nad sobą?
Pomna tego, czego doświadczyłam w dzieciństwie, ustaliłam sobie nienaruszalne
zasady i pracuję nad panowaniem nad sobą. Nie chcę, żeby syn kiedykolwiek się
mnie bał.