sylwias1973
11.05.05, 22:18
Dziewczyny, czy miałyscie to samo?? Mam 13 mies synka. Od urodzenia przebywam
z nim asama praktycznie 24 godz. na dobę. Mąż wychodzi rano a wraca późno. Z
babciami kontakt tez ograniczony ze wzgledu na odległość. Problem w tym, że w
momencie jak młody traci mnie z oczu to zaczyna sie tragedia. Płacz taki, ze
szkoda gadać. Jak tylko znikne z pola widzenia biegnie za mną. Towarzyszy mi
dosłownie wszędzie. Ale sytuacja taka dotyczy tylko pomieszczeń, bo bawiąc
sie na podwórku zapomina chyba o całym świecie i jest ok. Najgorzej jest gdy
go usypiam, bo musze trwac przy łóżeczku czasami 30-40 minut dopóki nie
zaśnie, nie ma mowy o wyjściu z pokoju. Musi widzieć ze siedze przy nim, moja
ręka na jego policzku i wtedy jest ok. Od wrzesnia planujemy oddać malucha do
żłobka i bardziej niz fakt pozostawienia go tam (rozpoczęlismy juz treningi
pozostawiania go na godz, dwie ale tylko z bliskimi)boje sie właśnie spania,
bo on bez mamuni i rączki nie zaśnie. Czy przechodziłyscie cos takiego z
Waszymi dzieciakami i czy jest jakaś metoda na w miare łagodne odzwyczajenie
go od stałej mojej obecności.
Dziekuje i pozdrawiam