yoyo11
17.05.05, 12:34
Heyka.
umieszczam na wychowaniu, bo nadal nie rozumiem dlaczego to co poniżej ma
miejsce i dlaczego są takie dzieci( zakładając, że wiem i przyjmuje do
wiadomosci, że dzieci sa różne)
tydzień temu wybrałam się na spacer. Moje dzieciaki mają 18 i 7 miesięcy.
Jedno na piechotkę, drugie w wózku. Pod blokiem spotkaliśmy dziewczynkę o 3
miesiące starszą od mojej 18tki. I co się działo, co się działo...
Dziewczynka podbiegła do mojej córki, oplotła ją ramieniem w okół szyi, głowę
jej do ziemi i ściągnęła jej czapkę. W mgnieniu oka do wózka, czapka syna na
oczach, wyrwany z paszczy smoczek i już prawie załadowany do buzi
niewłaścicielki. A w tym wszystkim ja z dolną szczenką na ziemi, moja córka z
gałami i rozdziabioną gębulą ze zdziwienia i niania z zadyszką próbująca
opanować prawie dwulatkę. Miałam nadzieję, że moja córka będzie miała
towarzyszkę zabaw, ale teraz wiem, że na pewno nie

To nie koniec. Był też drugi zmasowany atak. Dziewczynka do córki, ja za nią,
złapałam ją za rękę i sru czapkę jej na oczy. I mówię: " I co widzisz coś?".
Opamiętała się. Ale na chwilę, zaraz do wózka, ja za nią, chwyciłam ją za
rękę i powiedziałam, że nie wolno - sytuacja zażegnana. Ale! nie minęlo pół
godziny, a mała podchodzi do mnie i zaczyna mnie szczypać, proszę: "przestań,
to mnie boli i jest nieprzyjemne", na co jeszcze głębsze spojrzenie w oczy i
mocniej zaciśnięte palce na moim przedramieniu... uprzedziłam, że ją
uszczypnę i to zrobiłam....
I to jest straszne:
1. moje dzieci nie są bezpieczne wśród swoich prawie rówieśników
2. opiekunowie dzieci "zlewają" tak naprawdę opiekę nad dzieciakami
3. w obronie swoich dzieci jestem zmuszona stosować przyjęte przez moją
rodzinę metody wychowawcze na innych dzieciach, co oczywiście nie każemu musi
się podobać i raczej mało komu swie podoba (zasada: jak Kuba Bogu, tak Bóg
Kubie)
i tym oto sposobem straciliśmy jeszcze nie rozpoczętą podwórkową znajomość