spacerowa niespodzianka

17.05.05, 12:34
Heyka.
umieszczam na wychowaniu, bo nadal nie rozumiem dlaczego to co poniżej ma
miejsce i dlaczego są takie dzieci( zakładając, że wiem i przyjmuje do
wiadomosci, że dzieci sa różne)

tydzień temu wybrałam się na spacer. Moje dzieciaki mają 18 i 7 miesięcy.
Jedno na piechotkę, drugie w wózku. Pod blokiem spotkaliśmy dziewczynkę o 3
miesiące starszą od mojej 18tki. I co się działo, co się działo...
Dziewczynka podbiegła do mojej córki, oplotła ją ramieniem w okół szyi, głowę
jej do ziemi i ściągnęła jej czapkę. W mgnieniu oka do wózka, czapka syna na
oczach, wyrwany z paszczy smoczek i już prawie załadowany do buzi
niewłaścicielki. A w tym wszystkim ja z dolną szczenką na ziemi, moja córka z
gałami i rozdziabioną gębulą ze zdziwienia i niania z zadyszką próbująca
opanować prawie dwulatkę. Miałam nadzieję, że moja córka będzie miała
towarzyszkę zabaw, ale teraz wiem, że na pewno nie smile
To nie koniec. Był też drugi zmasowany atak. Dziewczynka do córki, ja za nią,
złapałam ją za rękę i sru czapkę jej na oczy. I mówię: " I co widzisz coś?".
Opamiętała się. Ale na chwilę, zaraz do wózka, ja za nią, chwyciłam ją za
rękę i powiedziałam, że nie wolno - sytuacja zażegnana. Ale! nie minęlo pół
godziny, a mała podchodzi do mnie i zaczyna mnie szczypać, proszę: "przestań,
to mnie boli i jest nieprzyjemne", na co jeszcze głębsze spojrzenie w oczy i
mocniej zaciśnięte palce na moim przedramieniu... uprzedziłam, że ją
uszczypnę i to zrobiłam....

I to jest straszne:
1. moje dzieci nie są bezpieczne wśród swoich prawie rówieśników
2. opiekunowie dzieci "zlewają" tak naprawdę opiekę nad dzieciakami
3. w obronie swoich dzieci jestem zmuszona stosować przyjęte przez moją
rodzinę metody wychowawcze na innych dzieciach, co oczywiście nie każemu musi
się podobać i raczej mało komu swie podoba (zasada: jak Kuba Bogu, tak Bóg
Kubie)

i tym oto sposobem straciliśmy jeszcze nie rozpoczętą podwórkową znajomość smile
    • lola211 Re: spacerowa niespodzianka 17.05.05, 12:45
      Moja rada- omijac z daleka agresywne dzieci.
    • mamciaestery Re: spacerowa niespodzianka 17.05.05, 13:17
      Jak tak patrzę dookoła to zgadzam się z tobą we wszystkim. Tylko że moja córcia
      nie jest bezpieczna w domu.Mamy 3 znajome małżeństwa z małymi 16 mies. dziećmi.
      Nie znoszę jak jedni przychodzą. Ich syn nie dość, że nie usiądzie nawet jak je
      czy pije i w efekcie cała podłoga jest zalana i upaprana okruchami to jeszcze
      wrzuca jedzenie do łóżeczka. Lądują w nim zabawki, piłki i wszystko co mu
      wpadnie w ręce. NIe reaguje gwałtownie jak łóżeczko jest puste ale jak siedzi
      czy leży w nim córka a ja osłaniam ją żeby niczym nie dostała to mnie szlag
      trafia. Owszem zwracają mu uwagę ale to działa przez 2 minuty. Ruszy dokładnie
      wszystko i to w zastraszającym tempie. Nie mam zamiaru sprzątać wszystkiego z
      ławy, szafek i półek bo to bez sensu. Zwracanie delikatne im uwagi kończy się
      zawsze bo on taki już jest wyrośnie z tego. Więc chyba niektórych trzeba
      nauczyć wychowywania dzieci bo nie wszyscy to potrafią.
      • yoyo11 Re: spacerowa niespodzianka 20.05.05, 14:01
        Znalazłam sposób na znajomych, którzy przychodzili z dziećmi i przestawiali mi
        rzeczy w domu, co by przypadkiem ich pociechy czegoś nie zniszczyły. Poprostu
        powiedziałam, żeby nie przestawiali mi rzeczy bo tego nie cierpię, tylko żeby
        pilnowali dzieciaków. I okazało się, że ani nikt się nie obraził, ani nikt nie
        musiał wszystkiego dotykać smile

        To też chodzą już legendy wśród latorośli, że ciocia yoyo jest "beeeeeeeee"
        I dobrze, i dobrze smile
    • emi28 Re: spacerowa niespodzianka 18.05.05, 00:19
      Też mnie czasem zgroza ogarnia, jak widze tak zachowujące się dzieci. i mam
      wrażenie, że rodzice niekiedy nie tylko nie próbują opanowac, ale wręcz
      wzmacniają takie zachowanie komentarzami typu : ach, bo to takie
      zywe/energiczne/twarzyskie/ciekawe świata/ dziecko (oczywiście z entuzjazmem).
      samego dziecka bym nie winiła. Taka prawie dwulatka ma prawo nie znac norm.
      Natomiast opiekun powinien być i czuwac. W piaskownicy obserwuje dziadka z
      dwuletnim wnukiem. Dziadek bije rekordy. Wnuk zabiera dzieciom zabawki, kopie,
      bije, sypie piaskie, a dzieci (zawsze starsze, bo tylko takimi ten chłopczyk
      jest zainteresowany) nie maja prawa sie obronic, bo dziadek z lawki wrzeszczy:
      zostaw go, pozycz mu,on jest młodszy a ty taki duzy. Najceikawsze że rodzice
      pokrzywdzonych prawie nigdy nie reagują. Nóż się w kieszeni otwiera. Na
      dziadkoa oczywiscie.
    • migotka2000 Re: spacerowa niespodzianka 18.05.05, 15:16
      Horror
      Próbowałaś pogadać z tą nianią, albo dotrzeć do rodziców i powiedzieć im, że
      dzeicko jest "niedopilnowane"?

      Ja tak to widzę, dziecko stwarza zagrożenie dla innych i dla siebie - ergo -
      jest niedopilnowane, bo od 2 latka nie można oczekiwać brania odpowiedzilności
      za swoje zachowanie.
      • mamadawida1 Re: spacerowa niespodzianka 19.05.05, 15:03
        Też niestety zauważyłam, że rodzice często nie reagują np w piaskownicy na
        niegrzeczne zachowanie swojego dziecka. Mój Dawid ma dopiero 18 miesięcy i
        czasami naprawdę mi ręce opadają, bo nie wiem czasami jak mam zareagować na
        jakieś nieznośne dziecko, którego rodzic siedzi spokojnie obok i nie reaguje.
      • yoyo11 Re: spacerowa niespodzianka 20.05.05, 13:59
        Nie próbowałam, bo tak jak pisałam ta znajomość zanim się zaczęła to się już
        skończyła.
        A 3 dni temu moja córka o tym zadecydowała. Wyszłyśmy na spacer, moja zobaczyła
        niesforną prawię dwulatkę i na sam jej widok zaczęła wykrzykiwać "nununu" i
        machać palcem w zakazie. A potem zrobiła jescze "papa" i poszłyśmy w drugą
        stronę.
    • anek.anek Re: spacerowa niespodzianka 20.05.05, 14:56
      A napisałaś, że niania próbowała opanować tę dwulatkę. Co robiła?
      Wicie, jak ja wspominam ośli okres mojego syna kiedy miał dwa lata, to też
      włosy mi się jeżą na głowie. Dla mnie wtedy jedyna rada mogłaby brzmieć:
      całkowity zakaz wyprowadzania dziecka z domu.
      • alamelka Re: spacerowa niespodzianka 21.05.05, 20:28
        To ja mialam troszkę inna sytuacje , Dominisia miała wtedy ok 6 mc siedziałyśmy
        na placu zabaw gdy nagle ok 4-5 letni chłopiec zaczął rzucać kamieniami w nas ,
        zwróciłam mu uwage raz drugi trzeci nic kompletny brak reakcji , mamusia
        oczywiście siedzi obok i nie reaguje , jej też zwrócilam uwage , olała to.
        Kiedy po raz kolejny rzucił kamieniem zwyczajnie podeszlam do niego i mu
        przylałam . I uważam że dobrze zrobiłam bo to jest skandal żeby matka nie
        reagowała żeby dziecko 4 letnie nie rozumiało . Jak tak wygląda wychowanie
        bezstresowe to ja bardzo dziękuje ale nie skorzystam
        • idole Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 10:45
          a ja Cie rozumiem i nie wiem czy po tym co nam sie w sobote przydazylo tez nie
          bede tak robic. Opisalam to w osobnym watku "co robic gdy rodzice nie reaguja".
          Nie bede czekala az dojdzie do tragedi! Moje dziecko (1.5 roczne) zalane krwia i
          przerazone wrocilo do domu bo usiadlo w kaciku popatrzec jak 5 latek sie bawi !!
          • mazia Re: spacerowa niespodzianka 25.05.05, 23:58
            Potoraroczne dziecko wrocilo samo???
            To znaczy ze samo zostalo i samo sie bawilo?
            Poltoraroczne?
            Jasne! Nie czekaj az dojdzie do tragedii, sprowokuj ja sama!
            Howgh
            • wegatka Re: spacerowa niespodzianka 26.05.05, 01:19
              Maziu, litości. Gdzie Idole napisała, że jej półtoraroczne dziecko zostało samo,
              bawiło się samo, wróciło do domu samo?
              Przeczytaj sobie może jej post jeszcze z pięć razy.
              • mazia Re: spacerowa niespodzianka 26.05.05, 09:13
                Noz kurcze niby nie ma, ale jak napisala, ze wrocilo to mi sie od razu
                skojarzylo ze samo i az mnie zatrzeslouncertain
                • lolinka2 Re: spacerowa niespodzianka 26.05.05, 19:27
                  idole założyła osobny wątek na ten temat i nierozsądnym co najmniej jest
                  linczować ją na 'dzień dobry' bez pełnego obrazu sprawy...
        • talijaa Re: spacerowa niespodzianka 01.06.05, 00:42
          Kiedy jedna z matek tu na forum zapytala o dawanie klapsa dziecku to posypaly sie gromy! Jak to mozna nawet pomyslec o biciu, ze trzeba tlumaczyc, tlumaczyc i tlumaczyc! A teraz popieracie matke, ktora nie dosc ze przylala dziecku to w dodatku nie swojemu!!! Gratuluje konsekwencji, o ktorej tyle sie tu mowi! smile
          Pozdrawiam
    • antonina_74 Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 00:06
      Ja bym Cię nie chciała spotkać na spacerze...
      Moje dziecko ma 20 miesięcy i jest żywiołowe. Podbiegnie, zabierze komuś
      lalę, "utuli" mało nie zadusi. Staram się nad tym panować, łapać, odciągać, ale
      nie zawsze się udaje... młoda jest za szybka czasami...
      Ale z tym "nie są bezpieczne" to przesadzasz, jeden półtoraroczniak drugiemu
      krzywdy nie zrobi, chyba że liczysz zdjęcie czapki jako krzywdę, co może
      zrobić? smoka wyjmie, uszczypnie, co to za niebezpieczeństwo? Nie dramatyzujesz
      czasem? Od stuleci dzieci się biły i szczypały. I półtoraroczniaki wyrywały
      sobie smoczki, lale i czapki. A jak będą miały po 8 lat i się w szkole pobiją
      to co, pójdziesz i kijem przywalisz tej drugiej po głowie?
      Jakby obca matka (matka nie dziecko) uszczypnęła moją córkę to nie wiem co bym
      zrobiła... pewnie bym Ci "sru, czapkę na głowę". I jakie to są te słynne metody
      sprawdzone w Twojej rodzinie, szczypiesz własne dzieci? To dzięki bogu dla
      drugiej mamy że "straciła" cenną znajomość z Tobą!
      • bucowa2 Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 02:35
        A ja bym nie chciała spotkać Ciebie smile
        Moje dziecko nie dotyka innych, a tym bardziej nie "utula".
        Jeżeli nie potrafisz wytłumaczyć 20 miesięcznemu dziecku, że nie zabiera się
        bez pytania cudzych zabawek i nie dusi się kogoś to kiepsko zabrałaś się do
        wychowywania...
        Nikt nie ma obowiązku znosić żywiołowości Twojego dziecka.
        A inne matki mogą sobie nie życzyć "utulania" ich dzieci.
        Nie lubię rozwydrzonych dzieci, które latają po piaskownicy, biorą co chcą i
        bawią się cudzymi zabawkami. Jest pewna strefa, której się nie przekracza- i
        tego uczy się dziecko od małego. Nie pozwala sie głaskać cudzych psów,
        rozmawiać i brać niczego od nieznajomych, a przede wszystkim nie narzucać się
        innym w żaden sposób. To, że kochasz i uwielbiasz swoją pociechę nie znaczy, że
        inni muszą namacalnie znosić jej obecność.
        • antonina_74 Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 11:49
          No jasne.
          Półtoraroczne dziecko powinno zanim weźmie czyjąś zabawkę grzecznie zapytać,
          trzymać przynajmniej 50 cm dystans od innych dzieci bo są tak delikatne że
          dotknięcie grozi im śmiercią, jeśli niechcący dotknie to przeprosić.
          Wzorcowa matka półtorarocznego dziecka powinna cały czas pilnować aby ono nie
          przekroczyło dystansu, nie ruszyło ani jednej cudzej zabawki, jeśli dotknie
          inne dziecko to dać klapa i wynieść z placu zabaw, a jeśli zostanie dotknięte
          to przywalić temu które dotknęło.
          Nie mam obowiązku znosić histerycznych roztrzęsionych matek-psychopatek które
          uważają że uszczypnąć cudze dziecko (przez dorosłego!!!) to sprawiedliwa kara a
          zdjąć ich dziecku czapkę (przez półtoraroczniaka) to śmiertelne zagrożenie.
          • andaba Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 12:28
            Antonino, przywracasz mi wiarę w rozsądek matek... Nie lubię rowydrzonych
            dzieci, ale afera z powodu naciągnietej na oczy czapki to przesada. A co
            najgorsze, często mamy, które są skłonne sprać cudze dziecko za zabranie jej
            dziecku łopatki, same nie reagują kompletnie jak ich pociecha robi komuś
            krzywdę. Są po prostu tak zaślepione i zachwycone własnym dzieckiem, że wszystko
            co ono robi jest super, a co jemu robią jest be. A szczypanie półtorarocznego,
            cudzego dziecka pozostawiam bez komentarza, mimo że od popierania metod
            bezstresowego wychowania jestem daleka.
            • zyta35 Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 13:50
              ufff co za ulga!!!
              czytając ten wątek nabierałam przekonania, że coś ze mną nie tak. Gdyby dorosła
              osoba uszczypnęła lub uderzyła moje dziecko miałaby do czynienia ze mną.
              A Pani obrzucana kamieniami w piaskownicy przez dziecko powinna klapsa
              zaordynować raczej opiekunce (mamusi)małego łobuza a nie dziecku,
              dlatego dziękuję Ci Antonino za rozsądny głos w tej dyskusji.
              A swoją drogą kochane mamy słodkich 15-miesięcznych bobasów nawet się nie
              spostrzezecie jak wasz cudowny dzidziuś zmieni się dwuletniego,
              nieprzewidywalnego, robiącego sceny na chodniku małego wandala, który z
              nienacka złapie kamień i rzuci, zabiera innym zabawki, gryzie, szczypie i robi
              masę rzeczy których go nie uczyłyście. Przerabiałam to dwa razy i teraz żadne
              zachowanie dwulatka mnie nie zdziwi.
              Nie chcę przez to powiedzieć że mamy nie powinny na takie zachowania reagować,
              jesli nie reagują to bardzo źle, ale obce osoby nie mają prawa wymierzać cudzym
              dzieciom sprawiedliwości KROPKA
              • lolinka2 Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 15:59
                Do autorki wątku: też bym szczypnęła, tym bardziej że opiekunka nie widziała nic
                złego w takim zachowaniu. Czapka na oczy- no dobra, smoczek- niech będzie, lala-
                zdarza się, to mniej lub bardziej standardowe zachowanie dwulatków, ale nikt mi
                do choroby ciemnej nie powie że nie da się bachora (bo, przepraszam, jako matka
                czterolatki nie zawaham się tak niektórych skomentować, niech mamusiom dziękują
                za etykietkę) w wieku powyżej roku nauczyć, że bić, kopać, szczypać i to jeszcze
                obcych w dodatku, nie wolno. To jest wyuczalne jak najbardziej, gorzej szczerze
                powiedziawszy w domu...
                Do antoniny: teoretyzujesz i przyśniło Ci się to dziecko czy naprawdę je masz??
                A jeśli masz, to wychowujesz osobiście czy zleciłaś komuś usługę?? Bo jakoś mi
                się zdaje, że albo od złej strony zaczynasz pracę nad własnym albo teoria
                wychowania bezstresowego Cię fascynuje, a niestety jako pedagog wiem, jakie
                przypadki kliniczne bezstresowo wychowane w szkołach się pojawiają (to tak jak w
                piosence: "Twoje dziecko jest bandytą (...)" i zaraz w zwrotce słowa rodziców
                "to nieprawda/ ktoś chciał zrobić/ wielką krzywdę/ bobaskowi/ on jest taki
                niewinny/ on nie umie się bronić")
                Któraś z Was pisała że za kamienie przylała dzieciakowi: oczywiście, sama
                zrobiłabym to samo, jeśli po zwróceniu uwagi matce i dziecku nic nie działa.
                Czasami lanie ratuje życie, stosuję je co prawda w ostateczności, ale zdarza mi
                się bez wyrzutów sumienia. I jakoś moje własne dzidzi nikogo nie zaatakowało na
                ulicy, zabawek nie wyrywało, a jeśli próby były to trzeba było przeprosić i
                zapytać czy mozemy się pobawić razem. Wychowanie zaczyna się na dobrą sprawę w
                okresie prenatalnym a najpóźniej tuż po narodzinach. Zakładanie że ono jest
                malutkie i kiedyś wyrośnie, więc nie ma po co korygować albo tylko ekstremalnie
                delikatnie bo przecież dzidziuś nic nie rozumie to założenie doprowadzające do
                dezorientacji dziecka (całe życie zasad nie ma aż tu nagle jest ich milion i
                wszyscy mają o coś pretensje), do rozgoryczenia rodzica (dlaczego ono mi to
                robi???? a ono po prostu jest niewychowane) i do nieprzystosowania dziecka w
                społeczeństwie (nie potrafi odnaleźć się w kontaktach z innymi).
                A do tych które walnęłyby chętnie interweniujące mamy: mam nadzieję, że w Waszym
                przypadku nie istnieje konieczność interwencji i dajecie sobie radę z własnymi
                dziećmi zwracając uwagę na ich zachowanie, bo niedługo strach będzie wyjść na
                podwórko... Zaatakować może dwulatek a jeśli puszczę parę z ust to dołoży mi
                jego mama... ot, sielanka.
                Wybaczcie złośliwość, ale kilka dni temu byłam u okulisty bo jakaś niewychowana
                2.5 latka wsypała mi w oko łopatkę piasku dokładając przy okazji samą łopatką.
                Wcześniej kilka razy zwracałam uwagę jej i tatusiowi (bardzo pedagogicznie bo
                trzymając młodą za ręce i tłumacząc). Od jej taty usłyszałam: ale ona jest taka
                malutka... Zamurowało mnie, moje dziecko zawołało: mamo ja cię uratuję i
                przystąpiło do kontrataku (zatrzymałam, uff), nie wytrzymałam- panu na koniec
                walnęłam wiązankę i zaprosiłam na to podwórko jak ucywilizuje dzieciaka. Cały
                czas bezradnie się uśmiechał. Oboje nie znają słowa przepraszam (a tata
                przynajmniej powinien), maleństwo wpadło w histerią bo my odchodząc zabrałyśmy
                swoje zabawki (przeciwko zabieraniu których nie protestowała Natalia ani ja,
                rzecz jasna), no i wredna baba przestraszyła dzidziusia... Do tej pory się
                wkurzam jak o tym myślę lub mówię, a oko boli...
                • antonina_74 Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 17:12

                  > Do antoniny: teoretyzujesz i przyśniło Ci się to dziecko czy naprawdę je
                  masz??

                  mam dwoje - czy tyle wystarczy żeby się tu wypowiadać? Syn 5,5 roku, córka 20
                  mies.

                  > A jeśli masz, to wychowujesz osobiście czy zleciłaś komuś usługę??

                  Pół na pół - pracuję na 1/2 etatu, tak można to nazwać, więc połowa spacerów
                  przypada na mnie.

                  Bo jakoś mi
                  > się zdaje, że albo od złej strony zaczynasz pracę nad własnym albo teoria
                  > wychowania bezstresowego Cię fascynuje, a niestety jako pedagog wiem, jakie
                  > przypadki kliniczne bezstresowo wychowane w szkołach się pojawiają (to tak
                  jak
                  > w
                  > piosence: "Twoje dziecko jest bandytą (...)" i zaraz w zwrotce słowa rodziców
                  > "to nieprawda/ ktoś chciał zrobić/ wielką krzywdę/ bobaskowi/ on jest taki
                  > niewinny/ on nie umie się bronić")

                  Nie wychowuję moich dzieci bezstresowo. Po prostu idiotyzmem jest oczekiwać od
                  dziecka 20 miesięcy zachowania takiego jak u 3-4-latka, proszenia,
                  przepraszania. Ono nawet nie umie jeszcze powiedzieć wiele więcej niż "daj!"
                  albo "moje!". Jako pedagog powinnaś to wiedzieć. A za szczypanie czy bicie
                  cudzego dziecka w cywilizowanych krajach idzie się do więzienia.

                  I jakoś moje własne dzidzi nikogo nie zaatakowało na
                  > ulicy, zabawek nie wyrywało,

                  Mówienie na 4-latkę "dzidzi" świadczy o infantylizmie mamusi...

                  panu na koniec
                  > walnęłam wiązankę i zaprosiłam na to podwórko jak ucywilizuje dzieciaka.

                  Na szczęście podwórka należą do wszystkich - a komu się to nie podoba może
                  postawić sobie dom, ogrodzić wysokim murem i za tym murem w ramach "metod
                  wychowawczych" lać i szczypać swoje własne dzieci. Za sypanie piachem - 10
                  batów, za zdjęcie bratu czapki - szczyp w ramię. Zawsze jest nadzieja że te
                  grzeczne dzieci prowadzane na smyczy jak już podrosną to w ramach odreagowania
                  zleją mamusię.
                  Co byłoby również z korzyścią dla naszych rozwydrzonych bachorów które wreszcie
                  będą żyć bez strachu przed wredną szczypiącą mamusią z piaskownicy.

                  • lolinka2 Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 20:59
                    Witam, to ja infantylna mamusia 4-letniej córeczki smile)
                    Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
                    Nie próbowałam i nie próbuję ustalać kryteriów dopuszczających innych do głosu
                    na tym czy jakimkolwiek innym forum- po prostu Twoja wypowiedź brzmiała w moich
                    uszach na tyle... nierealistycznie ze zaczęłam powątpiewać w fakt posiadania
                    przez Ciebie na codzień dziecka z krwi i kości.
                    Owo "dzidzi" to nawiązanie do całego okresu dzieciństwa mojej Natalki, której
                    się podobne akcje po prostu nie zdarzały, bo była pilnowana i tłumaczyliśmy jej
                    pewne kwestie (bicie, sypanie piachem etc) aż do bólu własnego języka. Przy
                    próbie wymuszenia zabawki należało przeprosić. Nie wiem czy ogół jest inny czy
                    moja córka "do przodu" ale w wieku 20 mies szło się z nią dość normalnie
                    skomunikować, sporo poza "daj" i "moje" (więc to z autopsji a nie z psychologii
                    rozwojowej).
                    Za szkody wyrządzone przez dziecko- rozwalenie komuś głowy kamieniem, wyrzucenie
                    z wózka niemowlęcia, zaprószenie oka łopatką piasku w cywilizowanych krajach
                    odpowiadają rodzice, z karą pozbawienia wolności włącznie.
                    Na resztę zaczepek nie reaguję...
                    Mój stosunek do kar cielesnych- vide poprzedni post.
                    • aleksandrynka Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 23:08
                      jak pedagog tym bardziej powinnaś wiedzieć, że dzieci to nie małe robociki,
                      tylko ludzie z krwi i kości, ze swoimi temperamentami, uzdolnieniami,
                      zróżnicowanymi osiągnięciami w różnych etapach rozwoju, z jednymi na
                      przykład "nie idzie się dogadać", inne paplają aż miło w tym samym jak nawet i
                      we wcześniejszym wieku... Jedne idą grzecznie (?) za rączkę, inne po
                      opuszczeniu mieszkania szaleją do utraty tchu, jedne w wieku dwóch lat dostają
                      szajby i wszyscy łamią nad nimi ręce (co z resztą kiedyś mija - szajba), inne
                      idą równo czy to przez pierwszy, drugi czy czwarty rok życia, bez większych
                      ekscesów, wybryków, wybuchów. I tak dalej...
                      Detale...
                      Ale co ja będę panią pedagog pouczać...
                      Ech...
                      • lolinka2 Re: do aleksandrynki 23.05.05, 09:57
                        Zwróciłaś uwagę na bardzo istotną kwestię- różnice osobowości. To zmienia
                        kształt procesu wychowawczego, ale nie determinuje jego efektów, wpływa na tempo
                        ale nie na etapy przyswajania wiedzy- ujmując to w terminy blizsze zwykłym
                        śmiertelnikom: daje nam, rodzicom, dużo więcej pracy.
                        Dla potwierdzenia przykład: w trakcie swojego życia zawodowego miałam okazję
                        pracować przez 2 lata w szkole przy domu dziecka- środowisko mieszane, dzieci z
                        rodzin pełnych, zwykłych i patologicznych, dzeci samotnych rodziców i
                        dzieci-wychowankowie domu dziecka. Zdarzały się sytuacje, że dziecko trafiało do
                        nas w środku roku szkolnego i, jak mówisz, wypadało na pierwszy rzut oka tylko
                        ręce załamać (niestety, niektórzy tak robili). Niemniej doświadczyłam tam czegoś
                        niesamowitego: dziecko 10-letnie z uposledzeniem umysłowym w stopniu lekkim,
                        kompletnie nieprzystosowane społecznie, zahamowane (chłopiec nie mówił, chodził
                        w pochyleniu- "chód małpi"), pisanie i czytanie na poziomie początków kl I
                        zmieniło się w ciagu roku szkolnego nie do poznania. Próbowaliśmy na nim
                        kolektywnie różne znane metody- bombardowanie miłością (zagłaskiwanie),
                        wciaganie go w zycie społeczne klasy itp itd- wszystko na marne. I wiesz co
                        pomogło??? Jasne postawienie granic. Powiedzenie mu prosto i wyraźnie patrząc w
                        oczy: Daniel, to jest szkoła, wszyscy chcą się czegoś nauczyć, źle się
                        zachowujesz, przeszkadzasz klasie. Czy ty też chcesz się uczyc?? Odpowiedź
                        brzmiała "tak". W takim razie słuchaj uważnie i siedź w ławce. Ja ci pomogę,
                        wytłumaczę to czego nie rozumiesz ale ty też musisz pomóc. Wszyscy musimy dbać o
                        to, żeby nam razem było dobrze, ty też. I, oczywiście, powtarzanie tych słów,
                        przez nas wszystkich bardzo często. On naprawdę się zmienił. Pracy było nad nim
                        więcej niż nad przeciętnym dzieckiem, ale dalo się. Więc normalne dzieci
                        porafią, jak sądzę, jeszcze więcej. Nie bójmy się, na litość Boską, czegokolwiek
                        od nich wymagać.
                        I tu kojarzy mi się kilka mądrych przeczytanych kiedyś tekstów. Artykuł "Nie
                        hodujmy Narcyzów" z 'Dziecka'- dziecko to nie egzotyczna roślina, to taki sam
                        człowiek jak każdy inny i jak kazdy inny członek społezceństwa ma swoje prawa i
                        obowiązki, ma własną wolność ale musi szanować wolność innych. Dopóki nie jest
                        ono tego świadome, odpowiadamy za to my- rodzice, ale równocześnie wszczepiamy
                        mu empatię, umiejętność wczuwania się w cudze położenie, aby umiało wkrótce
                        rozeznać samodzielnie co jest właściwe a co nie, co wolno a czego nie, co może
                        komuś zaszkodzić. A co zrobisz, gdy Twoje dziecko pójdzie do szkoły??? Będziesz
                        z nim przez cały czas jako zdalne sumienie mówiąc: to tak ale tamto nie??
                        Przypuszczalnie obciążysz tym obowiązkiem nauczycieli, których jest mniej więcej
                        1:25 a na skutek niedopilnowania (bo w serce i głowę nikomu nie zajrzy najlepszy
                        nawet pedagog) pojawią się pretensje , że "oni nie umieją wychowywać dzieci.
                        Jeśli tak robi pedagog to ja wysiadam...". A tak naprawdę to po to mamy te kilka
                        lat od narodzin do pójścia do szkoły zeby tego obowiązku samodzielnie dopełnić i
                        nie odsyłać innym "czystej karty" tylko ukształtowaną już częściowo osobę, bo
                        moze się okazać w trakcie lat szkolnych że tak naprawdę wcale nie znamy własnego
                        dziecka i podąża ono w kierunku którego nie chcielibyśmy w ogóle mu wyznaczyć
                        (bo wyznaczyło go sobie samo albo podpatrzyło u niewłaściwego idola).
                        Konkluzja sprawy: wychowujemy od początku, unikamy 'niespodzianek spacerowych'
                        ale jeśli się przydarzą, reagujemy. I bierzemy to za przykład ostrzegawczy dla
                        siebie- pilnuj dziecka, i dla dziecka- nie rób tak więcej. Ale jeśli czyjaś mama
                        nie reaguje albo reaguje w stylu: Oj, niedobrze tak moje dziecko... i siedzi
                        sobie na ławeczce, naszym obowiązkiem jest ratować siebie i swoją pociechę i
                        zwrócić uwagę matce (w pierwszej kolejności) i jej latorośli.

                        A co robicie gdy śliczny bobasek dręczy małego kotka??? Albo wybije szybe piłką
                        sąsiadce??
                        • aleksandrynka Re: do aleksandrynki 23.05.05, 14:01
                          lolinka, ja się z tym, co tu napisałas zgadzam w 100%!!! smile
                          Na prawdę!
                          Po prostu nie podobało mi się to, co napisałas wyżej i spróbowałam to jakoś
                          wyrazić... Może nie dość konkretnie.
                          Myślę, że rocznego "bachora" mimo wszystko, nie da się "nauczyć". W tym wieku
                          można (i jak najbardziej trzeba!) ZACZĄĆ uczyć, tłumaczyć, chociaż i to nie za
                          wiele, pokazywać, a wreszcie - co najskuteczniejsze i najbardziej adekwatne do
                          tego wieku - ucinać aspołeczne zapędy typu: wyrywanie, szarpanie, sypanie
                          piaskiem, bicie, kopanie... Nie można na to pozwalać i trzeba reagować od razu,
                          stanowczo i konsekwentnie. Ale to przeciez baaardzo długi proces! Co z tego, ze
                          mój synek nad głęboką kałużą macha paluszkiem i mówi - nionio! Wie, ze nie może
                          wejść, sygnalizuje mi tą wiedzę, a jak się odwrócę zaraz tam leci. On WIE, ale
                          jeszcze sporo czasu upłynie, zanim zrozumie dlaczego na to nie pozwalam, nie
                          wspominam juz o tym, ze w ten sposób pięknie mnie i ten zakaz testuje - czy aby
                          na pewno nie wolno? A jak jednak wejdę? Co wtedy? A może zakaz za chwilę
                          przestanie działać? A może się uda... I tak sobie kombinuje w tej malutkiej
                          główce, i pewnie jeszcze trochę to potrwa. Teoretycznie się nie upieram, mógłby
                          tam wleźć, ale chodzi o ZASADY. I ja zaczynam je wprowadzać. Jeszcze pół roku
                          temu po prostu złapałabym go i przeniosła w inne miejsce, dzisiaj próbuję
                          wpływać na niego inaczej. Z różnymi skutkami, to oczywiste, ale ZACZYNA
                          SIĘ... smile I tak nie raz go jeszcze przenoszę, ale coś tam już kiełkuje.

                          dziecko to nie egzotyczna roślina, to taki sam
                          > człowiek jak każdy inny i jak kazdy inny członek społezceństwa ma swoje prawa
                          i
                          > obowiązki, ma własną wolność ale musi szanować wolność innych. Dopóki nie jest
                          > ono tego świadome, odpowiadamy za to my- rodzice, ale równocześnie wszczepiamy
                          > mu empatię, umiejętność wczuwania się w cudze położenie, aby umiało wkrótce
                          > rozeznać samodzielnie co jest właściwe a co nie, co wolno a czego nie, co może
                          > komuś zaszkodzić

                          dokładnie tak, nic dodać, nic ująć. Ale tu zaczynają się schody. Jesteś
                          pedagogiem, zdajesz sobie chyba sprawę, ze jeśli uderzysz dziecko w odpowiedzi
                          na jego agresję, na dłuższą metę nic tym dobrego nie zdziałasz. Agresję trzeba
                          wygaszać, a nie rozniecać, a uderzone dziecko przestanie się źle zachowywać ze
                          strachu, a nie dlatego, ze zrozumie, jak źle postąpiło. Co więcej, pozna
                          ciekawą prawidłowośc - rządzi silniejszy... Mało wychowawcze, pomysl... Dlatego
                          ja nie przylałabym opisanemu gdzieś wyżej dziecku, ale też stanowczo nie
                          pozwoliłabym mu na takie zachowanie wobec siebie czy mojego/innego dziecka. I
                          pewnie zwróciłaym uwagę matce/opiekunce, ale też w cywilizowany, pokojowy
                          sposób - żeby nie nakręcać agresji, jak wyżej...


                          Rozumiem Twoją złość na dziecko, dzięki któremu masz problem z oczami. Tutaj
                          ojciec dziecka wyjątkowo się nie popisał, natomiast zamiast rzucać mu wiązankę,
                          o której pewnie szybko zapomniał i jeszcze źle o Tobie pomyślał, mogłaś
                          przemycić wątek edukacyjny - jestes przeciez pedagogiem i wiesz, ze 2,5 roczna
                          dziewczynka nie jest za malutka, zeby postawić jej granice (to konieczne!) i
                          pokazać, że źle robi. Mogłaś mu to wszystko powiedzieć, podsunąć lekturę, a tak
                          chłop pójdzie z nią do innej piaskownicy, gdzie kolejna mama dostanie piachem w
                          twarz i pan dalej nie będzie widział w tym nic złego...

                          Ale jeśli czyjaś mam
                          > a
                          > nie reaguje albo reaguje w stylu: Oj, niedobrze tak moje dziecko... i siedzi
                          > sobie na ławeczce, naszym obowiązkiem jest ratować siebie i swoją pociechę i
                          > zwrócić uwagę matce (w pierwszej kolejności) i jej latorośli.

                          tak, tak i jeszcze raz tak, problem tkwi w tym JAK.
                        • jola_ep Re: do aleksandrynki 23.05.05, 20:18
                          > Zwróciłaś uwagę na bardzo istotną kwestię- różnice osobowości. To zmienia
                          > kształt procesu wychowawczego, ale nie determinuje jego efektów

                          W wieku 2 lat trwa jeszcze proces wychowawczy, a zachowanie dziecka nie
                          determinuje jego ostatecznych efektów.

                          > I wiesz co
                          > pomogło??? Jasne postawienie granic.

                          Odkrycie? Od początku moja mama powtarzała mi "najważniejsze, aby dziecko
                          wiedziało, co jest dobre, a co złe" - innymi słowy - postawienie jasnych granic.

                          > I, oczywiście, powtarzanie tych słów,
                          > przez nas wszystkich bardzo często.

                          Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam?
                          - nie pomogło za pierwszym razem, trzeba było powtarzać?
                          - rozwiązaniem nie okazało się np. szczypanie go w odwecie?
                          To może się dogadacie z Aleksadrynką smile

                          > Nie bójmy się, na litość Boską, czegokolwiek od nich wymagać.

                          Wymagajmy. Ale ze świadomością, że niektórym dzieciom trzeba poświęcić nieco
                          więcej czasu i nieco dłużej trwa oczekiwanie na wynik.

                          > jak kazdy inny członek społezceństwa ma swoje prawa i
                          > obowiązki, ma własną wolność ale musi szanować wolność innych. Dopóki nie jest
                          > ono tego świadome, odpowiadamy za to my- rodzice, ale równocześnie wszczepiamy
                          > mu empatię, umiejętność wczuwania się w cudze położenie, aby umiało wkrótce
                          > rozeznać samodzielnie co jest właściwe a co nie, co wolno a czego nie, co może
                          > komuś zaszkodzić.

                          Ale empatii nie musimy wszczepiać gryząc i szczypiąc w odwecie.

                          > Konkluzja sprawy: wychowujemy od początku, unikamy 'niespodzianek spacerowych'
                          > ale jeśli się przydarzą, reagujemy.

                          Mój synek w wieku 2 lat był dość trudny do opanowania. Miał napady "histerii".
                          "Reagujmy" w jego przypadku oznaczało wyniesienie ze spornego terytorium,
                          usadzenia w spokojnym miejscu i danie mu czasu na wyciszenie się. Co na zewnątrz
                          oznaczało np. że wynosiłam wrzeszczącego bachora ze sklepu i spokojnie patrzyłam
                          jak się rzuca w kałuży. Wyrodna matka. Gdyby rzucał piaskiem, też bym go pewnie
                          wyniosła z piaskownicy. Ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy, aby mu przylać.
                          Nie dlatego, że boję się dać klapsa dziecku. Ale z tej prostej przyczyny, że
                          znam lepsze i skuteczniejsze sposoby (przynajmniej dla mojego dziecka). (uwaga,
                          nie mówię wyłącznie o "tłumaczeniu" ).

                          > nie reaguje albo reaguje w stylu: Oj, niedobrze tak moje dziecko... i siedzi
                          > sobie na ławeczce, naszym obowiązkiem jest ratować siebie i swoją pociechę i
                          > zwrócić uwagę matce (w pierwszej kolejności) i jej latorośli.

                          Wrócić uwagę dziecku, matce, ale litości ... nie szczypać dziecka, może jeszcze
                          ugryźć? przylać? Cywilizowane, mądre zachowanie. Gdybyśmy jeszcze mieli pewność,
                          że to czegokolwiek nauczy dziecko. Wątpię. Co najwyżej będzie sią nas bało, ale
                          dalej będzie sypać, jak nas nie będzie.

                          Pozdrawiam
                          Jola
                          • lolinka2 Re: do jola_ep- gratulacje!!! 24.05.05, 12:34
                            Jak tak sobie czytam wszystkie głosy w tym wątku (z własnymi włącznie),
                            pozostaje tylko pogratulować Ci najrozsądniejszej wypowiedzi.
                            Fajnie że wspomniałaś o wyniesieniu dziecka ze spornego terytorium- to takie
                            proste a zarazem tak nieczęsto stosowane rozwiązanie które wszystkim oszczędza
                            niepotrzebnego stresu, może poza samą mamą delikwenta, która naraża się czasem
                            na teksty w stylu "wyrodna matka" ze strony nie zorientowanej części
                            społeczeństwa. I tak sobie myślę że gdyby tę prawie dwuletnią dziewczynkę od
                            smoczków i czapek i szczypania niania wzięła w odpowiednim momencie na ręce i
                            zabrała albo tatuś tę 2.5 latkę która mnie 'złopatowała' to nie musiałybyśmy tak
                            gorliwie się tu rozpisywać. Szkoda że nie każdy to stosuje...
                            Tak czy inaczej pozdrawiam serdecznie
                  • rabidurbian Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 14:17
                    Antonina, moge ciebie zapewnić, że dziecko 20 miesięczne może powiedzieć więcej
                    nić jedno słowo. Sam obcowałem z takim dzieckiem, chłopczykiem który mówił, fakt
                    nie za dużo, ale jednak coś mówił. Potrafił przeprosić, a nadewszystko doskonale
                    wiedział co wolno, a co nie wolno. I nie było to wychowywanie pod pręgieżem,
                    tylko zdrowy rozsądek rodziców.
                    • judytak Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 22:34
                      rabidurbian napisał:

                      > Antonina, moge ciebie zapewnić, że dziecko 20 miesięczne może powiedzieć
                      więcej
                      > nić jedno słowo.

                      a ja mogę cię zapewnić, że
                      są 20 miesięczne dzieci, które mówią pełnymi zdaniami w dwóch językach
                      i są też takie, które nie powiedzą nawet "mama"

                      i jedne i drugie są normalne
                      (nie geniusze i nie idioci)

                      i powiem ci to z doświadczenia

                      pozdrawiam
                      Judyta
                    • antonina_74 Re: spacerowa niespodzianka 26.05.05, 00:28
                      Znaczy się mam pecha bo moje pierwsze 20-miesięczne mówiło wyłącznie "mama" a
                      drugie 20-miesięczne używa ok. 10 słów z czego 8 jest związanych z jedzeniem a
                      pozostałe 2 to "nie" i "daj" smile

                      Jak ja kocham pouczanie od ludzi których olbrzymie doświadczenie wychowawcze
                      polega na tym że "sami obcowali z jednym dzieckiem które mówiło".
                • aleksandrynka Re: spacerowa niespodzianka 22.05.05, 23:01
                  ale nikt mi
                  > do choroby ciemnej nie powie że nie da się bachora (bo, przepraszam, jako
                  matka
                  > czterolatki nie zawaham się tak niektórych skomentować, niech mamusiom
                  dziękują
                  > za etykietkę) w wieku powyżej roku nauczyć, że bić, kopać, szczypać i to
                  jeszcz
                  > e
                  > obcych w dodatku, nie wolno.

                  ...albo teoria
                  > wychowania bezstresowego Cię fascynuje, a niestety jako pedagog wiem, jakie
                  > przypadki kliniczne bezstresowo wychowane w szkołach się pojawiają

                  No to ja gratuluję pani pedagog wiedzy o rozwoju psychiki dziecka... I jeszcze
                  tej o wychowaniu bezstresowym... Skoro pedagog szerzy takie głupoty, to ja
                  dziękuję, wysiadam...
                  • maciupeq2 Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 07:17
                    Jak czytam wasze posty, to mi się niedobrze robi. Zamiast wychowywać dzieci może
                    weźcie się za coś innego, bo do tego napewno się nie nadajecie. Jesteście bandą
                    kretynek i kretynów, jeśli uważacie, że sypanie piaskiem w oczy to normalka,
                    albo bicie innych to sposób na dobrą zabawę. Nie nadajecie się by trzymać w domu
                    jakiekolwiek zwierzątka, nie mówiąc już o wychowywaniu dziecka.
                    Napewno jesteście zaszokowane i najgłośniej krzyczycie gdy słychać jak jakieś
                    małolaty zabiły kogoś dla przyjemności, jesteście oburzone, a same wychowujecie
                    takich potencjalnych morderców, dla których krzywdzenie innych jest czymś normalnym.

                    Aleksandrynko powinnaś wiedzieć skoro sioę znasz na pedagogice, że w
                    dzieciństwie wyrabiane są nawyki, sposób zachowania i przystosowanie społeczne
                    dorosłego człowieka. Wychowanie to sprawa indywidualna, ale radzę się szczerze
                    zastanowić czy za kilkanaście lat, kiedy dla Twojego dziecka autorytetem będą
                    koledzy a nie TY, będzie miało jakiś kręgosłup moralny i będzie wiedziało co
                    jest dobre a co złe. Czy będzie umiało przeciwstawić się jakimś extra
                    propozycjom typu leży pijak na ulicy chodźmy go skopać sku..ela (widziałem taką
                    akcję niedawno).
                    Jeśli tego nie zrozumiecie, to tylko czekajcie pewnego dnia, kiedy zadzwoni do
                    was policja, że wasze dziecko jest w areszcie.

                    yoyo, lolinka i inne mamy mające podobne poglądy - nie dajcie się zakrzyczeć,
                    macie rację, ale czego wymagać od dzieci, jeśli ich rodzice są niewychowani.

                    ______________
                    Czy wiesz, że swinia nie może podnieść głowy by zobaczyć niebo??
                    • aleksandrynka Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 14:05
                      ale co konkretnie mi zarzucasz, co według Ciebie robię źle w postępowaniu z
                      moim dzieckiem? Bo póki co straszysz mnie policją smile a ja nie wiem, jak to się
                      odnosi do tego, co tu napisałam. Możemy o moich metodach wychowawczych
                      podyskutować, ale tylko wtedy, jeśli będziesz je znał, bo póki co czarno
                      prognozujesz wyciągając wnioski z... niczego.
                      I nie rozumiem, dlaczego zarzucasz mi brak wychowania, no doprawdy...
                      • maciupeq2 Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 19:16
                        Aleksandrynko...
                        Jedyne co Ci zarzucam, to słowa skierowane do Lolinki, którą znam osobiście i
                        wiem, że jest wyśmienitym pedagogiem, wiem to nie od niej samej, czy
                        współpracowników, ale od tych najbardziej zainteresowanych czyli wychowanków.
                        Pozostałe słowa, niekiedy przekoloryzowane były skierowane do wszystkich i były
                        prowokacją aby rodzice pomyśleli kogo wychowują i czy takie pobłażanie i
                        uważanie że dziecko nic nie rozumie bo jest takie malutkie nie doprowadzi do
                        tego => forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=24258769

                        Zapraszam wszystkich do przeczytania tego postu i zastanowienia się nad tym czy
                        moje dziecko nie zrobi kiedyś tego samego i czy JA zareaguję jak ten "wspaniały"
                        tatuś.

                        ______________
                        Czy wiesz, że swinia nie może podnieść głowy by zobaczyć niebo??
                        • anek.anek Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 22:06
                          Tych dwóch sytuacji nie da się porównać.
                          Za nazywanie nas kretynami powinnaś też chyba przeprosić - tak jak oczekujesz
                          (cie) tego od dzieci i rodziców, którzy zachowują się niewłaściwie.
                          Ja stojęna stanowisku, że wszystkie dzieci są nasze. To nakłada na nas
                          obowiązek wychowywania również obcych dzieci. Tak, tak - chociaż teraz znowu
                          się posypią gromy, naprawdę tak myślę.
                          Jeśli dzieci nie mamy, to wychowujemy inne ieświadomie, jeśli jesteśmy
                          rodzicami, to nasze czyny/ słowa wobec obcych dzieci powinny być bardziej
                          świadome.
                          Dla mnie wnioski yoyo są lekko histeryczne, w szczególności stwierdzenie, że
                          dziecko nie może się czuć bezpiecznie wśród rówieśników. Ciekawa jestem jak to
                          będzie w przedszkolku i szkole?
                          Nie jestem w stanie, przysięgam, nie jestem w stanie pojąć dlaczego ktoś
                          reaguje przemocą zamiast konflikt rozwiązać??? Można było porozmawiać z tą
                          opiekunką (nadal nie wiem jak próbowała sobie poradzić z małą, bo żepróbowała
                          to napisała yoyo), jeśli normalna rozmowa nie przyniosłaby efektu, można było
                          wziąć to dziecko na ręce i przenieść je kilka metrów dalej i jemu stanowczym
                          tonem powiedziec, że sobie nie życzymy takiego zachowania.
                          Nie rozumiem jak można popierać to, że matka jedengo dziecka używa siły wobec
                          innego malucha?! czego to nauczyło to dziecko i czego naczyło jej własne
                          dzieci? czy nad tym się nie zastanawiacie?
                          Nikt tutaj nie popiera braku reakcji ze strony rodziców/opiekunów! Tutaj
                          rekacja była niewystarczająca, ale zamiast pisać dramatyczne posty i nie
                          podejmować prób rozwiązania problemu, można sięp ostarać - właśnie po to żeby
                          nasze własne dzieci nie stykały się z agresją ze strony rówieśników.
                          Generalizując: irytują mnie matki lwice bez sensu, więcej uśmiechu, pokory,
                          więcej myślenia o konsekwencjach swoich poczynań, mniej agresji. A przede
                          wszystkim więcej chęci do tego żeby świat naprawdę był coraz lepszy.
    • anek.anek STOP! 23.05.05, 09:15
      Teraz to już się mocno wkurzyłam. Nie jestem kretynką (!), ale sypanie piachem
      w oczy przez kilkulatków uważam za normalną sytuację.Normalna czyli bardzo
      częsta - moim zdaniem jest tak, że małe dzieci po prostu w ten sposób lub inny
      agresywny sposób, sprawdzają swoją moc oddziaływania na społeczeńwtosmile
      I zgadzam się oczywiście, że do obowiązków rodzica/ opiekuna nalezy reakcja na
      takie zachowanie. Ale jaka???
      Jak napisałam wyżej ja ze swoim synem jeszcze dwa lata temu (a i teraz się
      zdarza) nie powinnam w ogóle z domu wychodzić, żeby niedrażnić
      przewrażliwionych mamuś.
      Czy jak wasze dziecko sypnie komuś piachem w oczy, zabierze zabawkę itd. to od
      razu zabieracie je domu, karzecie? 99,9 % z Was będzie po prostu tłumaczyło,
      tłumaczyło i jeszcze raz tłumaczyło. Na tym chyba polega wychowywanie? u
      jednego dziecka zadziała to za pierwszym razem, a innemu trzeba powtórzyć 1000
      razy zanim dotrze do jego główki, że tak się robić nie powinno.
      Autorka wątku wyraźnie napisała, że opiekunka tej dziewczynki PRÓBOWAŁA ją
      opanować (pytałam w jaki sposób, ale nie odpowiedziałasad(. Nie piszcie więc, o
      rodzicach, którzy niereagują.
      Moje dziecko też niejeden raz padło ofiarą takiej mini agresji ze strony
      rówieśników. W życiu nie przyszło mi do głowy żeby mieć do kogoś o to
      pretensje. A już na pewno nigdy nie zareagowałam taką samą agresją wobec
      dziecka. Która z Was ma odwagę porozmawiać z rodzicem takiego malucha zamiast
      szczypać dziecko czy wszczynać awanturę???
      I ciekawa jestem jak Wy reagujecie kiedy Wasze dziecko zachowa sie niewłaściwie?
      • lolinka2 Re: STOP! 23.05.05, 09:29
        Jak reagujemy??? Pisałam- rozmowa z tatusiem dziecka, rozmowa z samym dzieckiem.
        A w przypadku "wpadek" własnego- chociaż akcje "piach" mi się nie zdarzały, ale
        wyrywanie zabawek owszem- idziemy i przepraszamy, i tak było z Natalką 14
        miesięczną i tak jest z natalką czteroletnią. Oddać rzecz musiała, ja
        przepraszałam, ona podawała dziecku i rodzicowi rączkę, teraz ona załatwia
        wszystko. To jest w moim pojęciu wychowanie, resztę (niereagowanie, lekceważenie
        sprawy, bagatelizowanie, reagowanie niewłaściwe do sytuacji) ośmielę się nazwać
        hodowlą.
        • anek.anek Re: STOP! 23.05.05, 09:49
          Yoyo wyraźnie napisała, że opiekunka zareagowała. Wątek zaczyna odbiegać od
          temtu, bo zupełnie czym innym jest jeśli rodzic uśmiecha się n takie wybryki
          malucha i ma w nosie jego zachowanie, a czym innym jest sytuacja jaką opisuje
          (w sposób niepełny niestety), yoyo, kiedy dorosły próbuje reaguje.
          Jeśli padnie słowo "przepraszam" to sprawa jest załatwiona?
          • lolinka2 Re: STOP! 23.05.05, 10:09
            Słusznie, jest załatwiona, jesli to słowo padnie. Ale pojawiło się tutaj też
            kilka innych podwórkowych opowieści, gdzie ani opiekun ani dzicko nie uznali za
            stosowne przeprosić. Nie sądzisz że to nie fair?? Juz nie wspomnę o kosztach
            opieki okulistycznej...
            Sprawa druga: zareagowała a zareagowała to mogą być dwie różne sprawy, bo fajnie
            byłoby reagować stosownie do wielkości sprawy, nie bezsilnością i nieśmiałym
            uśmiechem tylko adekwatnie do wieku, stopnia rozwoju i zasobów energii smile)
            dziecka. A chyba dlatego to dorośli mają dzieci (a w szczególności piszę o
            osobach które zajmują się nimi zawodowo) żeby wziąć za nie odpowiedzialność, nie
            tylko za konkretną wyrządzoną krzywdę ale też to jakimi ludźmi będą (czyli
            wychowanie). No i są mądrzejsi, silniejsi, żeby w razie potrzby chwycić malucha
            na ręce i powstrzymać przed destruktywnym działaniem. I chyba o to całe
            oburzenie że dorośli ludzie sami zachowują się jak dzieci, i to niewychowane.
            Ale rozumiem twoją złość...
            • andaba Re: STOP! 23.05.05, 10:14
              lolinka2 napisała:

              Juz nie wspomnę o kosztach
              > opieki okulistycznej...

              Naprawdę zasypanie oczu piaskiem wymaga kosztownej opieki okulistycznej? Dziwię
              sie w takim razie, że moje dzieci widzą, bo oczy piaskiem zasypane mają
              codziennie... Nawet im nie przemywam, tylko każę mrugać.
              • lolinka2 Re: STOP! 23.05.05, 12:42
                Piach był w oku razem z łopatką. To też nic???
                Spokojnie, az takim wielbicielem medycyny nie jestem żeby z byle czym pędzić po
                pomoc, ale jeśli pod okiem mam śliwę i zapalenie spojówek do tego a pracę w
                której bez sprawnych oczu ani rusz to mnie trafia...
            • anek.anek Re: STOP! 23.05.05, 10:25
              Ja tylko chciałam zwrócić uagę na to, że tak do końca nie wiadomo jak ta
              sytuacja wyglądała. Ale od razu pojawiają sie posty mówiące o najbardziej
              drastycznych metodach "wychowywania" dzieci i akceptowaniu każdego ich
              zachowania. A to chyba niewiele ma wspólnego z tym co yoyo napisała.
              Rozumiem jej zdenerwowanie, bo się dzieci wystraszyły, ale tak naprawdę nic sie
              nie stało! Albo inaczej, nie stało się nic co usprawiedliwiłoby agresję osoby
              dorosłej.Wbrew pozorom wydaje mi się, że przy odrobinie dobrej chęci ta
              dwulatka mogła być w przyszłości podwórkową koleżanką córki yoyo. I dopiero
              uszczypnięcie dziecka mogło to zniweczyć. W sytuacjach drastycznych, kiedy obce
              dzieci nie reagują na moje prośby i uwagi a opiekunowie sobie z nimi nie radzą
              no i kiedy mojemu dziecku przeszkadza zachowanie innych (bo już umie sobie
              świetnie poradzić) mówię, że idziemy bo nie sprawia nam żadnej przyjemności
              zabawa z tak niemiłym dzieckiem. Kilka dni póxniej z tym samym dzieckiem się
              spotykamy i ono się trochę na mnie boczy, ale ze spotkania na spotkanie jest
              coraz lepiej.
              Jeśli użyłabym siły wobec agresywnego dziecka to rz, że nie osiagam żadnego
              efektu wychowawczego wobec niego, a dwa, że jaki przykład daję swojemu??? Uczę
              go stanowczości, ale niechcę go uczyć używania przemocy. Jeśli uszczypnę inne
              dziecko, to moje w kolejnej, podobnej sytuacji zrobi to samo - bo przecież
              mamie było wolno.
      • antonina_74 Re: STOP! 23.05.05, 10:35
        Oczywiście że sypanie piachem to norma. Kiedy moje dziecko sypie inne piachem
        to mówię "nie syp, nie można, boli" itp. Tylko że wiek 1,5-2 lata to taki wiek
        że raczej syppnie jeszcze raz żeby sprawdzić czy na pewno nie wolno niż
        przestanie. Kiedy sypią/biją/popychają moje dziecko to czekam jak sobie
        poradzi. Zwykle radzi sobie prawidłowo tzn. broni się.
        99% takich mini-agresji może się rozwiązać bez interwencji rodziców, pomiędzy
        dziećmi. A na pewno bez awantury, wrzasków, szczypania dzieci.
        mamy w piaskownicy wyjątkowo agresywną 3-4 latkę - dziewczynka odpycha i
        szarpie wszystkie dzieci, nawet te dużo mniejsze. Znakomicie na nią podziałała
        spokojnie zwrócona uwaga - "Karolinko, nie popychaj młodszych dzieci, one nie
        mają tyle siły żeby się z tobą mocować". Szczerze mówiąc dopiero po
        przeczytaniu tego wątku przyszło mi do głowy że możnaby Karolinę popchnąć,
        uderzyć, ew. zrobić awanturę jej matce.
        I nikt mi nie wmówi że z dzieci sypiących się piachem obowiązkowo wyrośnie
        bandyta. Bo wszystkie byłybyśmy bandytkami.
    • judytak no wiecie co? 23.05.05, 09:58
      dzieci takie właśnie są
      zanim dorosną, przechodzą przez wszelkie skrajne zachowania:
      przez jakiś czas będą nieśmiałe, przez jakiś czas przebojowe, przez jakiś czas
      łatwe do opanowania, przez jakiś czas takie, co to nie słucha się nikogo, przez
      jakiś czas nie będzie żadnych awantur, przez jakiś czas i owszem, i to głośne...

      poza tym: może i zdarza się, że powiesz dziecku raz, że czegoś nie wolno, i ono
      to zapamięta na całe życie, ale z reguły taki wynik osiąga się całymi
      tygodniami, miesiącami powtarzając daną zasadę zachowania

      i teraz praktyka:
      owszem opiekun powinien panować nad dzieckiem, ale zakładając, że nie panuje

      > chwyciłam ją za
      > rękę i powiedziałam, że nie wolno - sytuacja zażegnana.

      to jest właściwa reakcja, stosowna do wieku "agresora", widać, że zrozumiała,
      bo przecież zaskutkowała (jakbyś tak samo, spokojnie a stanowczo powiedziała do
      niej kilka razy, zawsze, kiedy chce "atakować", przy okazji każdego spotkania
      spacerkowego przez kilka dni, najlepszy efekt byś osiągnęła)

      za to
      > Dziewczynka do córki, ja za nią,
      > złapałam ją za rękę i sru czapkę jej na oczy. I mówię: " I co widzisz coś?".

      jak myślisz, co z tego rozumie niespełna dwuletnie dziecko?
      żeby rozumować w sposób "teraz mi jest źle, to znaczy, że kiedy ja tak robię
      koledze, jemu też jest tak samo źle", trzeba mieć tak mniej więcej cztery lata
      dwulatek z tego zrozumie całkiem coś innego: "ściąganie czapek jest fajną
      zabawą, dorośli też tak robią, o, ta pani też mi czapkę ściągnęła"

      i o to ci chodziło?

      o to chodzi z własnymi dziećmi? żeby się nauczyli, że "mama może szczypać, a ja
      nie"? albo inaczej: "słabszego wolno szczypać, silniejszego nie"?
      bo małe dzieci uczą się z PRZYKŁADU, a nie ze słów...

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S. nie dziwię się wcale, że z dwójką tak małych dzieci spokojna nie jesteś
      powiem tylko, że lepiej, jak się wyluzujesz, bo, sądząc po wieku twoich
      dzieci, "najlepsze" jeszcze przed tobą...
      J.
    • bucowa2 Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 13:12
      Moja córka ma 20 miesięcy. Był okres kiedy myślałam sobie "ona jest taka,
      malutka- nic nie rozumie, wytłumaczę jej jak podrośnie...". I tak moja pociecha
      wchodziła na stoły i biurka, gryzła mnie i szczypała, a jak jej się coś nie
      spodobało dostawałam po twarzy 8)
      W końcu stwierdziłam, że to chore... Zdejmowałam ją z mebli (nawet gdy potem 10
      minut wyła), gryzłam gdy ona mnie gryzła i szczypałam gdy ona mnie szczypała.
      Bardzo szybko pojeła, że to boli i tak nie wolno. Co by było gdyby zaczęła
      gryźć i szczypać dzieci w piaskownicy??
      Teraz rozumie doskonale co znaczy "nie wolno". Gdy coś chce (czyjąś łopatkę)
      przychodzi, bierze moją rękę i wskazuje nią przedmiot, a ja pytam się
      właściciela (bądź jego rodziców gdy jest zbyt mały) czy możemy się chwilkę
      pobawić. Tak samo robi większość rodziców.
      Najczęściej "branie bez pytania" obserwuję wśród 4-5 letnich dzieci. Po prostu
      podchodzą, zabierają zabawki i idą gdzieś z nimi.

      Wczoraj spotkało mnie coś niecodziennego... Na plac zabaw przyszła mama z
      dziewczynką, mniej więcej rówieśniczką Zuzi. Zuzia piła sok, a dziewczynka
      pokazała, że też chce. Zapytałam się mamy czy nie będzie jej przeszkadzało, czy
      dam małej sok z tego samego kubka. Mamie nie przeszkadzało i dziewczyny tak
      sobie popijały... Potem jadły razem winogrona smile Nie wiem czy ja bym się na coś
      takiego zdecydowała. Zastanawiam się nad tym od wczoraj...
      • judytak Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 13:22
        bucowa2 napisała:

        > Moja córka ma 20 miesięcy. Był okres kiedy myślałam sobie "ona jest taka,
        > malutka- nic nie rozumie, wytłumaczę jej jak podrośnie...".

        a ja tak nigdy nie myślałam...

        > Zdejmowałam ją z mebli (nawet gdy potem 10
        > minut wyła),

        i tak robię od zawsze

        > gryzłam gdy ona mnie gryzła i szczypałam gdy ona mnie szczypała.

        ale uważam, że to jest chore
        dorosła kobieta ma się zniżać do poziomu rocznego dziecka???!!
        poza tym
        > Bardzo szybko pojeła, że to boli i tak nie wolno.
        skąd wiesz, co ona z tego pojęła???!!
        znane mi dwulatki (niektóre) potrafią powtarzać takie, albo i bardziej
        skomplikowane stwierdzenia, co absolutnie nie znaczy, że je rozumieją!

        co dziecko rozumie, to się dowiesz dopiero, jak dziecko będzie musiało "się
        zachowywać" bez spoczywającym na niej oku matki :o)

        pozdrawiam
        Judyta
        • anek.anek Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 13:36
          Ja się pod Tobą judytak podpisuję.

          W życiu nie pomyślałam o tym, że relacji społecznych będę uczyć dziecko dopiero
          jak podrośnie. Uczę syna tego od kiedy się urodził. Nie oddaję "oko za oko, ząb
          za ząb", staramy się uczyć poprzez konsekwencję zakazów.
          Mój syn nalezy do bardzo zywiołowych dzieci i nie jest łatwo. Mam nadzieję, że
          najgorsze za nami. Niedługo skończy 4 latka.
          Czasem mu jeszcze "palma odbija" i robi coś naprawdę złego. Ale
          podobnie "obrywa" od swoich rówieśników. Teraz powiecie, że w złym towarzystwie
          w takim razie się obracamy, skoro dzieci się "biją".
          A ja sobie teraz przypominam swoje dzieciństwo. Ile razy rodzice prosili,
          tłumaczyli żebyśmy się z bratem nie szarpali (w taki czy w inny sposób).
          Skutkowało - na chwilę. Potem zawsze coś się wydarzyło, że trzeba było mnie
          popchnąć, lub ja musiałam brata uszczypnąć. Walka o dominację i przestrzeń
          życiową. Dla mnie to naturalne zachowania każdej żywej istoty.
          Niedawno przyszła do naszego ogródka mała dziewczynka - miała ok roczku. Obca,
          przypadkiem zajrzała razem z mamą. Wystarczyło spuścić mojego syna na sekundę z
          oczu (tłumaczyłam coś tej mamie) i nim się obejrzałam dziecko leżało na glebie.
          Mój syn kopnął je, tak, że mała spadła z jednego schodka na pupę, na trawę. Nie
          zrobił tego mocno, ona się nawet nie rozpłakała.
          Domyślam się, że poczuł się zagrożony, nie życzył sobie, że obce dziecko
          wchodziło na jego schody, do jego domu. To co w takiej sytuacji mogę i muszę
          zrobić, to tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w
          której miałabym kopnąć syna po to żeby zrozumiał, że to może zaboleć.
          dla mnie to gryzienie, szczypanie w odwecie jest totalnym szokiem...
        • bucowa2 Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 19:43
          judytak napisała:
          > ale uważam, że to jest chore
          > dorosła kobieta ma się zniżać do poziomu rocznego dziecka???!!

          Nie chodzi o zniżanie się do czyjegoś poziomu, tylko o namacalne wytłumaczenie
          słowa "ból". Nie wszystko da się wytłumaczyć słowami, niektóre rzeczy trzeba
          pokazać.

          > skąd wiesz, co ona z tego pojęła???!!
          A skąd Ty wiesz czegonie pojeła????!!! suspicious

          > co dziecko rozumie, to się dowiesz dopiero, jak dziecko będzie musiało "się
          > zachowywać" bez spoczywającym na niej oku matki :o)
          bardzo często zostaje beze mnie. z babciami lub swoimi ciociami. nie chodzi u
          nich po stołach, ani nikogo nie gryzie. tak więc zrozumiała, że się tak nie
          robi.

          dopóki czyjeś dzieci zachowują się jak dzieci nie wnikam w to jak są
          wychowywane... każdy robi to na swój sposób, a najważniejszy jest wynik (nie
          mówię o biciu dzieci czy innym znęcaniu się).
          • judytak Re: spacerowa niespodzianka 23.05.05, 22:20
            bucowa2 napisała:

            > Nie chodzi o zniżanie się do czyjegoś poziomu,

            przykro mi, że się nie zgadzamy, ja tego inaczej nazwać nie potrafię, owszem
            jest to zniżanie się do poziomu

            > > skąd wiesz, co ona z tego pojęła???!!
            > A skąd Ty wiesz czegonie pojeła????!!! suspicious

            z doświadczenia
            jak dotąd, trzy razy już miałam dwudziestomiesięczne dziecko, w tym dwa razy
            płynnie, pełnymi zdaniami mówiące dwudziestomiesięczne dziecko, przy dobrych
            chęciach i odpowiedniej dozy zainteresowania można było u nich ustalić, co
            rozumieją i jak rozumują

            zresztą wydaje mi się, że takie rzeczy, co są w stanie, a czego nie są w stanie
            pojąć dzieci w różnym wieku, ustala psychologia rozwojowa, jak gdzieś trafię
            coś do czytania, to sprawdzę

            > bardzo często zostaje beze mnie. z babciami lub swoimi ciociami.

            miałam na myśli sytuację, kiedy dziecka nie pilnuje żaden dorosły
            czyli np. kiedy w przedszkolu jest grupa 25 dzieci i jedna pani

            > dopóki czyjeś dzieci zachowują się jak dzieci nie wnikam w to jak są
            > wychowywane... każdy robi to na swój sposób, a najważniejszy jest wynik

            ja też nie wnikam
            tylko czasami odpowiadam na posty
            bo zdaje mi się, że są pisane po to, żeby inni powiedzieli, co na ten temat
            myślą
            ja na przykład myślę, że roczne, dwuletnie dziecko doskonale rozumie, że
            czegoś "nie wolno", i rzadko kiedy potrzebuje wyjaśnień "dlaczego nie wolno"
            łatwo zauważyć, kiedy dziecko zaczyna potrzebować tego typu wyjaśnień: jest to
            moment, kiedy zaczyna pytać "dlaczego?"

            pozdrawiam
            Judyta

    • migotka2000 Re: spacerowa niespodzianka 24.05.05, 15:20
      To i ja się dopiszę. Chciałabym trochę Was pogodzić, ale pewnie mi się nie uda,
      bo nie lubię siłowych rozwiązań. Będzie trochę od innej strony - dowód na to,
      że agresja rodzi agresję, że nie zawsze da się upilnować i że nie zawsze to
      rodzice sa niewychowani.

      Byliśmy ostatnio na wyjeździe integracyjnym z męża pracy, a więc kwestie bon
      ton'u itp. były jak najbardziej na topie. Nasz ufny i towarzyski Żywiołek był
      notorycznie zaczepiany, boksowany, a nawet raz zaliczył przysłowiową glebę,
      przez pewnego trzylatka. Oczywiście rodzice bardzo starali się zapanować nad
      małym bokserem, nasz Misiek, jakoś nie bardzo kumał, dlaczego jest nokautowany,
      wszystko rozeszło się po kościach, bo krew ani łzy się nie lały.

      ALE - na drugi dzień moje dziecię budzi się w bojowym nastroju i mówi, że
      zaraz pójdzie do Piotrusia i będzie go boksować ( tu oczywiście nastąpiła seria
      ciosów wymierzona w powietrze, okrzyki w stylu "a maś, a maś!" itp )Przespało
      sie dziecię z problemem i znalazło salomonowe rozwiązanie!

      Oczywiście powściągnęliśmy zapędy mściciela, powiedzeiliśy, że najlepiej zrobi
      jak powie Piotrusiowi "NIE WOLNO MNIE BIĆ!", odsunie się od niego i nie będzie
      się z nim bawić. Oczywiście już przy śniadaniu doszło do konfrontacji, chwalić
      Boga nasze rady sprawdziły się w praktyce. Oczywiście mogło być inaczej, ale
      szczypanie, czy bicie małego agresora to bezsens. Tak samo z bluzgami w stronę
      tatulka.

      Jestem zdania , że w takich sytuacjach, trzeba za wszelką cene skoncentrować
      się na zminimalizowniu cielesnych i emocjonalnuch szkód u własnego dziecka, po
      to, żeby cała ta nieprzyjemna sytacja, została w jego świadomości jako coś
      jednostkowego, a nie reguła, wizja złego i groźnego świata. Eskalacja przemocy
      to nic dobrego, a dzieci uwielbiają nas naśladować.
Pełna wersja