klarak
18.05.05, 23:06
zblizam sie do ulubionego sklepu z tania odzieza. jestem jeszcze w pewnej
odleglosci, kiedy widze dziecko na oko ponizej 2 lat wybiegajace z tegoz
sklepu i pedem oddalajce sie ulica w strone horyzontu... poniewaz czlapie tam
jakas starsza pani, nie reaguje, choc mysle, ze nie zostawilabym dziecka pod
opieka tak powolnej babci. gdy staje w drzwiach sklepu (trwalo to chwile, bo
po drodze sie zatrzymywalam), wybiega matka i rozglada sie pokrzykujac, gdzie
jest jej dziecko (starsza pani okazuje sie obca osoba, ktora akurat
przemiszczala sie w tym samym kierunku co dziecko). mowie, w ktora strone
pobieglo dziecko. za matka wybiega ze sklepu drugie dziecko, mniejsze. leci
pdem przed siebie. po chwili za drugim dzieckiem wybiega jakas krewna matki.
wchodze do sklepu i stamtad juz slysze dzika reprymende, jaki to chlopczyk
jest niegrzeczny, i moze nawet kuksance, bo dziecko krzyczy "nie, nie". bez
komentarza...