dyscyplina

21.05.05, 21:47
dosc niefortunnie umiescilam ten watek na forum etata i powtarzam go tutaj w
nadziei, ze znajdzie sie wiecej chetnych do rozmowy.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=568&w=23541738
    • lolinka2 Re: dyscyplina 22.05.05, 21:29
      przeczytałam tamte posty... dyscyplina... w moim rodzinnym domu były to pewne
      nieprzekraczalne granice... z początku, jako bardzo małe dziecko (do 4 lat)
      właściwie to ja je wyznaczałam, potrafiłam nieźle sterroryzować dom a rodzice to
      łykali. potem, kiedy miałam jakieś 5 lat i zaczęłam nieźle pyskować- przeklinać
      do mamy, wyzywać ją słowami podsłuchanymi u dziadka itp pojawiły się kary
      fizyczne. mój ojciec już wtedy nie żył więc on nie tknął mnie nigdy, ojczym
      potem zresztą też nie, zawsze mama. i choć czasem sama bym sobie mocniej
      dowaliła za parę rzeczy (jak je sobie przypominam to się czerwienię) to nieraz
      było to bez sensu, w emocjach, potem wyrzuty sumienia mamy. nie tak powinno to
      wyglądać.
      wyciagając wniosek z tamtych przeżyć...dyscyplina dla mnie... masz rację, bliska
      wychowaniu... przypomina mi się biblijny termin "karcenie" oznaczający
      pouczanie, co z kolei nasuwa myśl o "wpajaniu" czyli powtarzaniu raz po raz. i
      tak to staramy się robić, z niezłym skutkiem chyba. aczkolwiek nie twierdzę że
      kary cielesne są całkiem "be". i tu znowu werset "jeśli go zbijesz rózgą nie
      umrze, ty go uderzysz rózgą a jego duszę wybawisz z szeolu", niestety pewne
      rzeczy tylko tak da się "wybić z głowy", tylko to niekiedy działało na mnie, a
      moja córka jest łudząco do mnie podobna... różnica polega na tym, że staram się
      nie robić tego w nieopamiętanym gniewie, a tłumacząc co będzie i za co, potem
      klap i dajemy sobie chwilkę na przemyślenia a później omawiamy co było źle i jak
      to naprawimy. a metoda ponoszenia konsekwencji jest świetna tylko czasem,
      niestety, u nas nieskuteczna. nieważne że zabawka zepsuta, książka popisana,
      komuś jest przykro i się z nią nie pobawi...życie toczy się dalej- tak czasem
      rozumuje moje dziecko. więc naprawiamy krzywdy, przepraszamy (a to słowo od
      zawsze pali w język) a jeśli nie ma innej metody, rozmawiamy z pupą. nie sądzę
      żeby miała przez to uszczerbek na psychice tudzież żal do mnie.
      • mifka Re: dyscyplina 24.05.05, 19:41
        jednym slowem twoi rodzice nie wychowywali cie do czwartego roku zycia, nie
        uczyli cie regol i nie wymagali ich przestrzegania a kiedy stracili kontrole
        nad toba siegneli po kary fizyczne.to chyba najwiekszy blad jaki moga popelnic
        rodzice (to oczywiscie moje prywatne zdanie).
        piszesz o tym, ze sama stosujesz 'rozmowy z pupa' bo czasem nie ma innej
        mozliwosci. a co bys powiedziala na zdanie carolyn webster-stratton, autorki
        ksiazki "the incredible years", ze klaps ,choc skutecznie zatrzyma niechciane
        zachowanie w danym momencie, ma dlugoterminowe negatywne skutki,do ktorych m.in
        nalezy fakt, ze dziecko moze przestac byc niegrzeczne przy rodzicach ale
        zachowanie poza zasiegim ich wzroku wcale nie jest lepsze.ponadto dzieci bite
        maja tendencje do ukrywania problemow albo wrecz klamania w obawie przed
        laniem. czy nie obawiasz sie, ze mozesz stracic kontakt z corka czy jej
        zaufanie?
        wspominasz o metodzie ponoszenia konsekwencji,rozmowie,naprawieniu szkody czy
        przepraszaniu.myslisz, ze potrafilabys wymyslec jeszcze jakies sosoby
        zdyscyplinowania swojej corki bez uzywania kar fizycznych?
        acha i jeszcze jedno czy u ciebie w domu tez to raczej ty niz tata wymierzasz
        kary? jestem ciekawa w jakim stopniu powielamy naszych rodzicow, bo u mnie w
        domu to raczej ja jestem od dyscypliny ttak jak byla moja mama. i nawet nie
        wiem kiedy tak sie stalo.
        • lolinka2 Re: dyscyplina 24.05.05, 21:50
          Pod opisem sytuacji w moim domu rodzinnym niestety się podpisuję...
          A co do mojej własnej rodziny: modelu z dzieciństwa raczej nie powielam bo
          karcimy oboje konsekwentnie. A co do utraty kontaktu etc- ja nie straciłam
          kontaktu z matką i nie sądzę zeby tak się stało z Natalką. To jest tak, moim
          zdaniem, że w rzeczywistości w której bicie dzieci (katowanie) stało się
          powszechne taki głos rozsądku ma ogromne znaczenie. Ale przegięciem jest
          podciąganie kazdego klapsa (takeigo "stawiającego na nogi" w sytuacji
          podbramkowej) pod ten sam nagłówek. Jeśli Talka dostaje klapa, ja czy mąż robimy
          to bez wyrzutów sumienia: po prostu nie leżało w ludzkiej możliwości załatwić to
          inaczej, nie w tępej wściekłości, potem jest przytulana, wie że nawet wtedy ją
          kochamy i ze każde karcenie jest dowodem na tę miłość. Chociaż
          najprawdopodobniej zwolenników nie dotykania nawet kwiatkiem przekona dopiero
          efekt widoczny za jakieś 20 lat smile) A póki co w przedszkolu, u rodziny czy
          znajomych bez nas dziecko zachowuje się tak jakbyśmy tam byli, a jeśli coś
          zmaluje to najczęściej sama przychodzi o tym pogadać. Nie sądzę żeby tak
          wyglądała utrata kontaktu...
          • mifka Re: dyscyplina 25.05.05, 21:36
            rozumiem twoj punkt widzenia i nie neguje twoich metod wychowawczych choc sama
            nie stosuje nawet klapsow. wierze w to, ze jestem w stanie wychowac moja corke
            na dobrego czlowieka innymi metodami.nie oznacza to jednak, ze nie jestem
            surowa i pozwalam jej na bycie niegrzeczna.wrecz przeciwnie i jak na razie
            dziala. co ciekawe moje dziecko predzej bedzie niegrzeczne przy nas niz np. w
            przedszkolu i mysle, ze jest to jej sposob na "testowanie" ile moze sobie
            pozwolic. ciesze sie, ze tak wlasnie sie dzieje gdyz w ten sposob moge szybko i
            skutecznie reagowac na zle zachowanie pokazujac gdzie sa granice i co jest
            dobre a co zle.
            no coz tak na prawde efekty naszych metod wychowawczych beda widoczne za czas
            jakis a tym czasem pozostaje nam wierzyc,ze sposob ktory obralysmy (kazda z nas
            inny) prowadzi do postawionego celu:wychowania dobrego,odpowiedzialnego i
            madrego czlowieka...
            • lolinka2 Re: dyscyplina 29.05.05, 16:10
              cieszę się że ten chociaż wątek staje się konstruktywną wymianą poglądów i nie
              brnie w ślepą uliczkę jak niektóre na tym forum, gdzie jad zakrywa zdrowy
              rozsądek smile)
              Słusznie zauważyłaś, też mam podobną obserwację że to testowanie mozliwości
              "wolno i nie wolno" odbywa się częściej na własnym podwórku niż przy obcych. Tak
              więc każdy dookoła mówi: Ależ macie grzeczną córcię, a córcia swoje szczytowe
              możliwości ujawnia pod nieobecność kogokolwiek z zewnątrz (pyskówki już były,
              bicie też, szczypanie przerabialiśmy, lekceważenie zwracanych uwag jest
              notorycznie- udaje głuchą czasami, a wystarczy równie głośno rzucić hasło typu
              "idziemy do Michała" i już stoi zwarta i gotowa...). Ale skoro dziecko wychowuje
              się nie dla siebie a dla świata więc moze dobrze że tak się dzieje a na pewno
              ułatwia to wychowanie. Pozdrawiam tymczasem,
              K.
    • eccia0102 Re: dyscyplina 22.05.05, 23:12
      Witam!!! Ja osobiscie uwazam ze bicie tzw klaps jest nie na miejscu i do
      niczego nie prowadzi.Pamietam do tej pory jak dostalam lanie od rodziców i
      stwierdzam to teraz ze niestety ale jak mieli mnie bic to za co innego niz
      podarte rajstopki w niedziele czy zbity wazonik porcelanowy.Mam do nich zal ze
      w ten sposób probowali mnie nauczyc rozumu.
      Jak byłam w drgiej klasie szkoly podstawowej prosto po lekcjach wybrałam sie do
      kolezanki zobaczyc nową barbi(zapomnialam kogokolwiek poinformowac o moim
      wypadzie)Wroccilam do domu o godz 22 moja mama nie krzyczala nie bila tylko
      plakala.Strasznie sie wtedy czułam mama nic do mnie nie powiedziala nic sie nie
      zapytala tylko kazala mi isc spac.Do tej pory pamietam zaplakane oczy mamy.Od
      tamtej pory zawsze mowilam gzie ide i kiedy wróce > Nigdy nie balam
      sie lania(poboli i przejdzie)ale strasznie sie balam wyrządzic komus przykrosc.
      Biciem nic sie nie osiągnie,bijąc dzieci pokazujemy kto jest silniejszy kto ma
      władze a to nie o to przeciez chhodzi.Niestety wiem to z doswiadczenia ze nie
      zawsze jestesmy na tyle cierpliwi zeby powtarzac wniewskonczonosc co wolno a co
      nie,w zlosci potrafimy wyrządzic krzywde,której pózniej załujemy
      Bijąc dzieci uczymy je jak mają wychowywac własne dzieci tzn laniem.Aprzeciez
      kazda babcia była kiedys mamą ,biciem wychowywała,ale teraz uwaza ze
      laniem ,wnukow niczego sie nie nauczy bo to takie kzywdzace.Jak ja bede
      wychowywac swoje dziecko jeszcze tego nie wiem,jak na razie jest za mala zeby
      ją bic,zeby jakkolwiek jakarac nie mowie ze jej nigy nie udeze ,bo w przypływie
      zlosci ludzie robią rózne straszne rzeczy.Ale wiem ze chcialabym i bede sie
      starac omijac takie metody kary jakie stosowali moi rodzice.Pozdrawiam
      Edyta i Amelka
      • dagmama Re: dyscyplina 28.05.05, 13:51
        Jeśli wolno mi się jeszcze raz odezwać...
        Dla mnie hamulcem przed uderzeniem dziecka jest nawet nie wspomnienie bijących
        rodziców, ale fakt, że spotykam się z nimi nadal. Z ludźmi, którzy podnosili
        rękę na dziecko. A kiedy biłam inne dzieci, robili mi wykłady o "nietykalności
        osobistej"!
        Ja to cały czas pamietam. Bicie jest urazem na całe życie.
        Nie chcę, by mój syn za ileś lat składał mi, na przykład życzenia (Dzień Matki,
        urodziny), patrzył mi w oczy i pamiętał, ze go uderzyłam.
        Wystarczy, ze ja tak mam.



        • magda270519761 Re: dyscyplina 30.05.05, 09:42
          moja siostra wychowuje bezstresowo , ja swoją starszą córke wychowuje
          stresowo , ma kary , których się trzymam , ma obowiązki i pare razy klapa
          załapała ( zaznaczam klapsa ręką , a nie bicie pachem , chociaż czasami , aż
          się prosi i ciężko jest się powstrzymać i nie wierze , że wy czasem nie macie
          ochoty przylać , choć nie wątpie , żę tego nie robicie) i czasami to luzackie
          wychowanie nie dotyczy tylko mamy i dziecka , bo wizyta mojego 3 letniego
          siostrzeńca to horror , a mieszkanie po niej wygląda jak pobojowisko, a na
          dodatek wczoraj wziął plastykowe organki i kiedy moja córka siedziła i
          rozmawiala z babcią przywalił jej z całej siły w głowe i ucho, córka miala
          ucho poprostu bordowe , dodam , że wcześniej rzucał tymi organami w psa na co
          moja siostra odpowiadala , że się potyka , a zabawka sama wypada i wtedy nie
          wytrzymałam i powiedziałam , że jak się będzie tak zachowywać to nie będzie
          wpuszczany do mnie , na co moja siostra się obraziła i wyszła
          rodzice nie bądzcie bezkrytyczni wobec swoich dzieci , bo one nie tylko mają
          kontakt z wami , ale tez z innymi ludzmi i dodam , że nie jestem zwolenniczką
          bicia , a kar , bo dziecku naprawde potrzebna jest konsekfencja
    • magister12 Re: dyscyplina 11.10.05, 21:24
      hej
      gdy miałem 8 lat koło mojego domu trwała budowa! razem z innymi dzieciakami
      stworzyliśmy tam bazę. Ale rodzice nie pozwalali mi się tam bawić! Moi
      tłumaczyli mi raz , drugi, trzeci i nie skutkowało. W końcu dostałem szlaban na
      2 tygodnie, ale gdy tylko się skończył znowu pobiegłem do "bazy". I wtedy się
      zapomniałem. Nie przyszedłem nawet na obiad. Zamiast Ok 14 czy 15 wróciłem dużo
      po 22. Przez cale popołudnie rodzice szukali mnie po osiedlu. Gdy się
      dowiedzieli gdzie byłem i gdy już wracaliśmy z rodzicami do domu, tata obiecał
      mi że po powrocie do domu dostanę 60 pasów na goły tyłek. Gdy weszliśmy do
      domu, kazał mi zdjąć spodnie i majtki. Uczyniłem to co mi kazał. Zdjąłem
      spodnie kładąc je obok, a koło nich majtki. On sam wziąwszy skórzany pas
      położył mnie na oparciu narożnika i zaczął mnie bić. Mamie natomiast kazał
      trzymać mnie za ręce żebym nie uciekł. Dostałem chyba z 50 pąsów na goły tyłek.
      Mimo że mama mocno trzymała mnie za ręce udało mi się wyrwać. Z płaczem i gołą
      pupą pobiegłem do swojego pokoju. Gdy na drugi dzień rano wstałem czekała
      mnie „powtórka z rozrywki” za to że udało mi się uciec poprzedniego wieczoru
      nie czekając na koniec kary. Rodzice weszli do mojego pokoju, tata kazał mi
      zdjąć piżamę. Marudziłem, płakałem wtedy jak bóbr prosząc rodziców o litość.
      Ojciec nie chciał słuchać moich próśb. Powiedział że albo się sam rozbiorę albo
      on mnie rozbierze i dostanę wtedy 30 pasów. Nie czekając długo rozebrałem się
      do naga i grzecznie położyłem na łóżku czekając na wymierzenie kary. Nie
      musiałem czekać długo. Już po chwili poczułem przeszywający ból na pupie,
      promieniujący do kręgosłupa. Tata jako że sam się grzecznie rozebrałem
      powiedział, że „skoro byłeś grzeczny i sam się rozebrałeś dostaniesz tylko 20
      pasów z obiecanych wcześniej 30”. Przez półtora miesiąca nie mogłem usiąść na
      pupie, w nocy musiałem spać na brzuchu. Po około 3 miesiącach narozrabialiśmy
      razem z kolegami w szkole do tego stopnia że dyrektor postanowił wezwać naszych
      rodziców. Po powrocie moich do domu czekało mnie porządne lanie. Tata kazał mi
      się rozebrać i położyć na oparciu narożnika który stał w salonie. Grzecznie
      posłuchałem jego „komendy”. Zdjąłem spodnie potem majtki i położyłem się na
      oparciu narożnika, czekając na lanie. Gdy ojciec wymierzył mi już całą karę
      włożyłem na tyłek majtki potem spodnie i przez dwa dni nie odzywałem się do
      rodziców. Nie musiałem długo czekać na kolejne lanie. Po około dwóch
      tygodniach, gdy tata prosił mnie żebym posprzątał swój pokój (a ja tego nie
      uczyniłem) zdenerwował się na tyle że nawet nie kazał mi się rozebrać tylko
      wziął pas i przetrzepał mi tyłek przez piżamę. Teraz gdy sam jestem ojcem 8
      letniego chłopca, przysiągłem sobie że nigdy nie uderzę własnego dziecka. Gdy
      coś narozrabia zostaje ukarany w inny sposób, np. zakazem na komputer,
      telewizor, wychodzenie z domu. Ostatnio gdy bardzo narozrabiał nie pojechał na
      wymarzone ferie (na narty w Alpach) nie odzywał się do nas przez dwa dni. Gdy
      to sobie wszystko przemyślał na spokojnie przyszedł do nas przeprosił nas (mnie
      i żonę) i obiecał że to się więcej nie powtórzy. Muszę przyznać z satysfakcją
      że pomogło. Od tej pory nasz synek jest jak aniołek. Mimo że oboje z żoną
      prowadzimy dwie różne firmy, nie ma nas prawie całymi dniami w domu, to i tak
      wiem że można naszego Kacperka zostawić samego w domu i nie wiąże się to z
      rujnacją całego domu. Strach przed utratą czegoś na czym dziecku zależy uwalnia
      w nim strach, przez co jest grzeczne (przynajmniej tak jest w przypadku naszego
      Kacperka). A co do moich rodziców hmm, no cóż ojciec był "sadystą" jako że nie
      mam rodzeństwa cała złość za niepowodzenia spadała na mnie. Zostało to wszystko
      w pamięci do tego stopnia że jak się dowiedziałem że żona jest w ciąży to
      najpierw kazałem jej usunąć ciąże. Mało nie rozwiedliśmy się prze tą
      idiotyczną, egoistyczną decyzję. Bałem się. Myślami wracałem do
      tamtych "szczęśliwych" czasów. Myślałem że nie będę umiał go wychować. Że on
      będzie to samo przeżywał co ja. Naszczęście nie powtórzyło się. Pewnie dlatego
      że moi rodzice już nie żyją. I całe szczęście. Kiedyś po którymś z kolei
      laniu chciałem uciec z domu. Miałem myśli samobujcze. Chciałem nawet zabić
      ojca. Dzisiaj nie mogę sobie wyobrazić życia bez naszego kochanego maleństwa.
      Gdy wracam do domu po 13 godzinach spędzonych w pracy, jestem zmęczony nic mi
      się nie chce wystarczy że Kacperek przyjdzie do nas i tak mocno się przytuli że
      aż się robi gorąco na sercu. W tedy mam pełną satysfakcję że osiągnąłem w życiu
      pełen sukces, którym jest nasz syn. Kocham go bardzo mooooocnoooo. Oddał bym za
      niego własne życie. Nie wydaje mi się żeby biciem dało się wychować dziecko.
      Chociaż mi się udało osiągnąć w życiu cel.
      Pozdrawiam serdecznie M.
    • acorns Re: dyscyplina 12.10.05, 09:39
      Dyscyplina kojarzy mi się negatywnie. Ktoś jest podporządkowany komuś i poprzez
      dyscyplinę staje się tresowaną małpką. Nie tego chcę dla mojej córki. Nie chcę,
      żeby poddaństwo miała we krwi. Nie stawiam się w pozycji przełożonego ani nie
      stawiam Młodej w pozycji podwładnego. To nie wojsko. Uważam, że dwu - trzy
      latkowi można dać parę klapsów w razie potrzeby, bo nie zrozumie inaczej że
      czegoś nie wolno. Ale np. z pięciolatkiem można się dogadać. Tak też robiłem.
      Nie nakazywałem, tylko ustalaliśmy wspólnie jakieś zasady, których
      przestrzegaliśmy oboje (matka mojej córki odeszła). Tak samo nie zakazuję
      niczego. Dziecko jest istotą myślącą i to w sposób nie do pojęcia przez
      dorosłych. Ma swój rozum i to właśnie swoim rozumem powinno się kierować. Brak
      mu tylko doświadczenia życiowego i wiedzy o otaczającym go świecie. Nie
      zakazuję Młodej picia alkoholu choć ma dopiero 10 lat, a za kilka dni będzie
      miała 11. Rozmawiam z nią na temat picia i ona sama doszła do wniosku, że
      upijanie się to jest to samo co brak pomysłu na spędzenie czasu, że to jest tak
      naprawdę porażka. A porażek trzeba unikać, więc upijania się trzeba unikać też
      bo jest wiele ciekawszych zajęć niż wlewanie w siebie kilku piw. Stawianie
      zakazów spowodowałoby, że bunt nastolatki zostałby skierowany przeciwko mnie i
      zacząłbym tracić kontrolę nad tym co się dzieje. Nad dwulatkiem można
      zapanować, nad pięcio, ośmio, dziesięciolatkiem też. Problemy zaczynają się
      później.
Pełna wersja