akseinga
31.05.05, 18:12
I to już po 3 latach bo tyle ma moja córka. Nie radzę sobie z jej
wychowaniem, ostatnio taki kryzys miałam ok roku temu wtedy przyjęłam, że to
bunt dwulatka i potem było coraz lepiej. Ale od jakiegoś czasu znowu się
zaczyna, a dzisiejszy dzień dobił mnie całkowicie. Od rana "buczenie" o
wszystko, potem zabrałam ją do sklepu żeby wybrać zabawkę już koło kasy coś
poszło nie tak i Martyna myk na podłogę i leży, pdeszłam kawałek i czekam
przybiegła z płaczem, następna scena w tramwaju bo pani chciała ustąpić
miejsca młoda w ryk nie wiadomo o co , pani speszona ja u kresu
wytrzymałości . W domu trochę lepiej bo zajęła się lalką, ale przyszli
dziadkowie i zaczęło się marudzenie to pić to jeść, ciągle płacz o coś, no a
kiedy przyszła ukochana prababcia młoda poczuła się już tak bezkarnie, że
wysypała popielniczkę na stół i wtedy klepnęłam ją w tyłek - wiem moja
porażka, ale ja już nie wiem co mam robić w takich sytuacjach kiedy
tłumaczenie i prośba nic nie dają .
Po takim dniu jak dzisiejszy czuję się okropnie.
Proszę napiszcie coś z własnego doświadczenia, czy moje dziecko będzie się
jeszcze normalnie zachowywać ?
Dodam, że jestem konsekwentna i nigdy nie pozwalałam na wywalczenia
czegokolwiek płaczem.
Ja sama jestem już kłębkiem nerwów i robi się takie zamknięte koło.
Próbowałam wyprowadzać ją do swojego pokoju po jakimś wybryku , ale ona z
niego wybiega nic sobie nie robiąc z tego co mówie.
Będę bardzo wdzięczna za odpowiedzi.