olahabe
16.06.05, 22:25
Przez pierwsze 3 lata byliśmy cały czas razem. Siedziałam w domu jako kura
domowa i było mi coraz gorzej, tym bardziej, że gdy zaczęłam szukać pracy,
pojawiło się widmo, że zostanę bezrobotna. Frustracja i bunt, wylewane na
dziecko. Syn do przedszkola- ciągle chorował. Bieganie po lekarzach i bez
końca nerwy o jego zdrowie.Nie umiem tych nerwów przypisanych macieżyństwu
zaakceptować. Wreszcie poszłam do pracy. Myślałam, że to mi pomoże złapać
dystans do obsesyjnych myśli o zdrowiu synka, o jego rozwoju i prawidłowym
wychowaniu, ale jest gorzej, bo jestem potwornie zmęczona. Dziś zapomniałam o
długo oczekiwanej wizycie u logopedy!!bo wracając z pracy skupiłam się na
swoim bólu głowy. Małego zagarnęła wszechwładna, uwielbiana babcia, która
narzuca mi swój sposób myślenia: on MUSI być zaszczepiony na zapalenie opon,
on MUSI brać bioaron, on MUSI mieć takie tenisówki. Ale on ją kocha, bo ona
jest na każde zawołanie. Rozpacz, kiedy ja przychodzę do przedszkola, gdy
przychodzi ojciec- szkoda gadać- nieszczęście. Już nie wiem, kim jestem,
rozdwojona między obsesję bycia super matką-opiekunką a jakimś podświadomym
odpychaniem od siebie macieżyństwa