tynia3
04.08.05, 12:43
Właściwie to mam dylemat, czy o "karaniu" można mówić w tym wieku, czy o
perswazji. Nie chcę, żebyśmy się tu o słowa posprzeczali. Rzecz w tym, że
szukam skutecznej

)) - naiwna, co ?

))- metody stanowczego sprzeciwu
względem zachownia półtoraroczniaka. Jestem przeciwniczką krzyku i reakcji
bardzo emocjonalnych.
Przykład: dziecko podbiega do kwiatka na korytarzu i energicznie (żeby zdażyc
przed nami) rozsypuje ziemię, mówienie "nie wolno, kochanie", odsuwanie, itp.
powodują salwy śmiechu i potęgują zabawę

. Teraz to na wyścigi tam gna

.
Cierpliwości mam sporo (spoko, spoko), mogę tłumaczyć, ale czsem widzę w
małym oku taką iskrę przekory, że zastanawiam się, czy nie powinna przygasnąć
co nieco

. Ponieważ spędzmy z Małym sporo czasu, wiem że dobrze działa
odwrócenie jego uwagi, tylko mam wrazenie, że to nie uświadamia dziecku, że
czegoś nie powinno, ale po prostu go od tej czynności w danym momencie
odciąga.
Muszę przyznać, że syn jest dzieckiem spokojnym i pogodnym. Nie często ma
takie zagrania, które u dorosłej, bardziej świadomej osoby można by nazwać
złośliwymi.
Może sie mylę, ale moim zdaniem taki Maluch wcale nie jest "za mały" na to by
od niego wymagać.
Macie jakieś doświadczenia?
pzdr