Lekarka bezduszna...Moje ADHD

12.08.05, 21:50
Byliśmy u lekarza .Mój syn po basenie dostał wysypki i uwazałam ze nalezało
pokazac to lekarce .Ta była bardzo młoda, napewno na zastepstwie. Mój
siedmiolatek szykujący sie do szkoły, najpierw zacza wspinać sie na duzełóżko
dla niemowląt, potem zacza ogladac wszystkie zabawki .Potem.... lekarka sie
zdenerwowała niestety i krzykła a to tylko zaogniło sytuacje. Mój syn ma ADHA
powiedziałąm jej i zamikła. Jednakze po chwili orzekła że takie dzici powinny
mieć nauczanie indywidualne. Ja opdowiedziałam ze jak ktos ma problem w pracy
z ludźmi to też nie powinien leczyc....Mamy sie pozamykac w klatkach czy co??
albo nie wychodzic nigdzie??
    • monika_69 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 12.08.05, 22:31
      Poprostu pani doktor pomyliła specjalizacje przy wyborze -powinna zostać
      patomorfologiem...-wtedy wszyscy pacjenci byliby grzeczni i cisi smile!
      A takich lekarzy tez potrzeba.
      A póki co stwarzaj dziecku jak najlepsze warunki do rozwoju-myślę tu równiez o
      dobrej atmosferze i podejściu lekarza w gabinecie lekarskim w trakcie
      badania.ADHA-to zespół,który medycy poznają w trakcie zajęć pediatrii na 3 roku.
      Powodzenia !
    • dorotakatarzyna Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 12.08.05, 22:52
      A może to nie było złośliwie... Mój syn ma 9 lat, właśnie z trudem skończył
      drugą klasę, a ja na myśl o trzeciej dostaję ataku paniki. Prawdopodobnie ma
      ADHD, ale to może potwierdzic tylko psychiatra, a tam jeszcze nie doszłam.
      Michał ma w szkole straszne kłopoty, pomimo że jest inteligentny, ma najgorsze
      stopnie w klasie. Wszystko przez zaburzenia koncentracji. Moim marzeniem jest
      nauczanie indywidualne. Na razie wygląda to tak, że syn w szkole nie robi nic, a
      ja spędzam z nim nad książkami nawet 10 godzin dziennie. A gdzie czas dla
      pozostałej dwójki i siebie?
      Nadruchliwośc już mu minęła, robi się wręcz powolny. Pewnie i twój syn wkrórce
      się zmieni. Nieważne co myślą inni, teraz po 9 latach już jestem mądrzejsza. I
      inaczej patrzę na takie nadpobudliwe dzieci. Lekarce się nie dziw. Nikt, kto nie
      ma takiego dziecka, nie potrafi tego zrozumiec.
      Aha, mój młody im większą miał wysypkę (alergik), tym gorzej się zachowywał smile
    • roman.gawron Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 13.08.05, 00:01
      nanai11 napisała:

      > Ja opdowiedziałam ze jak ktos ma problem w pracy z ludźmi to też nie powinien
      > leczyc

      Jacy strasznie agresywni są ci rodzice niewychowanych dzieci...
      Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można było jakiegoś układu z
      dzieckiem zawrzeć na czas badania.
      • clara2 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 13.08.05, 10:49
        Ojej! Okrutny jesteś.
        • maja45 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 13.08.05, 13:02
          Ja zgadzam się z Romanem.
          Choroba dziecka nie zwalnia matki z obowiązku wychowywania gosad
          Zatem skoro dzieciak zle zachowywał się u lekarki, trzeba było przynajmniej
          starać się go okiełznąć.Miom zdaniem nie należy wymagać od wszystkich, by
          podporzadkowali się dziecku, tylko dlatego ,ze ma( lub nie ma)ADHD.
          M.
      • pyrliczek [...] 13.08.05, 11:21
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • roman.gawron Jeszcze jedno 13.08.05, 00:04
      nanai11 napisała:

      > Mój syn ma ADHA powiedziałąm jej i zamikła.

      Przy dziecku to powiedziałaś? To nic dziwnego, że ciągle tłumaczony przez mamę
      w ten sposób nie ma bodźca, aby zacząć choć trochę panować nad swoim
      zachowaniem. Siedmiolatek to chyba nie zwierzątko, prawda? Nawet siedmiolatek z
      ADHD.
      • pyrliczek [...] 13.08.05, 11:22
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • anita53 Re: Jeszcze jedno 21.08.05, 10:43
        Niestety właśnie rodzice usprawiedliwiają swoje pociechy mówiąc: Ty nie musisz,
        bo masz ADHD albo nie musisz, bo jestes dyslektykiem. I rośnie sobie taki
        człowiek co mu wszystko wolno...
        • gaika Re: Jeszcze jedno 22.08.05, 03:17
          anita53 napisała:

          > Niestety właśnie rodzice usprawiedliwiają swoje pociechy mówiąc: Ty nie
          musisz,
          >
          > bo masz ADHD albo nie musisz, bo jestes dyslektykiem. I rośnie sobie taki
          > człowiek co mu wszystko wolno...

          Spotkalas wiele takich osob? Bo ja raczej rodzicow mowiacych : ty musisz dwa
          razy bardziej i cztery razy wiecej...

          • ewa2000 Re: Jeszcze jedno 22.08.05, 17:05
            A ja spotkałam, niestety, rodziców mówiących tu i ówdzie "mój syn ma ADHD, więc
            trzeba mu wybaczyć....................................".- w miejsce kropek
            wstaw dowolne nienormalne zachowanie - jedzenie papieru jest jednym
            z "normalniejszych".
          • anita53 Re: Jeszcze jedno 24.08.05, 22:01
            Niestety gaika spotkałam i spotykam bardzo często. Dziwi mnie podejście tych
            rodziców, przecież sami szkodzą swoim pociechom sad(((( nie mogę tego zrozumieć.
            • anita53 Re: Jeszcze jedno 24.08.05, 22:10
              A najgorsze jest to, że mamy brak kultury osobistej u swojej pociechy
              (przypomnę,że pierwszym, najważniejszym nauczucielem dziecka są jego rodzice)
              nazywają ADHD. To należałoby oddzielić. Widocznie rodzicom tak wygodniej,
              sugeruję im oglądnąć stary polski film pt. "Ballada o Januszku".
              • gaika Re: Jeszcze jedno 24.08.05, 22:46
                anita53 napisała:

                > A najgorsze jest to, że mamy brak kultury osobistej u swojej pociechy
                > (przypomnę,że pierwszym, najważniejszym nauczucielem dziecka są jego rodzice)
                > nazywają ADHD. To należałoby oddzielić. Widocznie rodzicom tak wygodniej,
                > sugeruję im oglądnąć stary polski film pt. "Ballada o Januszku".

                Tylko o czym tu mowimy? O braku wychowania i nadzoru, czy o chorobie i leczeniu?
                • anita53 Re: Jeszcze jedno 25.08.05, 21:32
                  ADHD to choroba, a dla innych staje się piekłem jeśli do tego jeszcze dojdzie
                  brak kultury osobistej-jest to coraz częściej spotykane w szkołach. Chyba się
                  nie zrozumiałyśmy.
                  • gaika Re: Jeszcze jedno 26.08.05, 01:19
                    anita53 napisała:
                    >>Niestety gaika spotkałam i spotykam bardzo często. Dziwi mnie podejście tych
                    rodziców, przecież sami szkodzą swoim pociechom sad(((( nie mogę tego zrozumieć

                    Musiałabyś mieć wokół siebie sporo dzieci z ADHD i niezwykłym zbiegiem
                    okoliczności wszyscy ich rodzice mieliby to w nosie.


                    >>ADHD to choroba, a dla innych staje się piekłem jeśli do tego jeszcze dojdzie
                    brak kultury osobistej-jest to coraz częściej spotykane w szkołach. Chyba się
                    nie zrozumiałyśmy.

                    Nie ma dziecka z ADHD, które jest grzeczne, bo impulsywność, gwałtowność
                    reakcji, zapominanie co się powinno a czego nie, są wpisane w tę chorobę.
                    Czyli brak kultury przypisany jest niejako do tego schorzenia. Nie wiem skąd
                    wytrzasnąć dziecko z ADHD z „wysoką kulturą osobistą”.
                    Chyba rzeczywiście Cię nie rozumiem.

                • a_weasley Dziad o chlebie, baba o niebie 26.08.05, 12:54
                  gaika napisała:

                  > anita53 napisała:
                  >
                  > > A najgorsze jest to, że mamy brak kultury osobistej u swojej pociechy
                  > > (przypomnę,że pierwszym, najważniejszym nauczucielem dziecka są jego rodz
                  > ice)
                  > > nazywają ADHD. To należałoby oddzielić.

                  > Tylko o czym tu mowimy?

                  Jak to o czym? O kilku sprawach naraz, jak pisał poeta:
                  Każdy wrzeszczał o czym innym,
                  Jak zwykle w gronie rodzinnym.

                  > O braku wychowania i nadzoru, czy o chorobie i leczeniu?

                  O leczeniu pewnie najmniej.
                  Jedna sprawa - że jest choroba pt. ADHD i to nie jest to samo co złe
                  wychowanie, i tu wszyscy są chyba zgodni.
                  Druga - czy i w jakim stopniu należy dziecku pozwalać na więcej, ponieważ ma
                  ono ADHD, w szczególności czy i w jakim stopniu można pozwolić, żeby było
                  uciążliwsze dla otoczenia, i tutaj zdania są biegunowo różne.
                  Trzecia - że ADHD bywa nadużywane. W wieku 3 lat nie ma rozwydrzenia, jest
                  ADHD. W wieku 13 lat nie ma nieuctwa i niechlujstwa, jest dysortografia i
                  dysgrafia. W wieku 30 lat nie ma przestępcy - jest niepoczytalny.
                  Oczywiście są na świecie adehadowcy, podobnie jak są dysgraficy i
                  niepoczytalni. Tyle, że jakoś te wszystkie zjawiska występują tym częściej, im
                  więcej kasy i lepsze znajomości ma rodzina...
                  • gaika Re: Dziad o chlebie, baba o niebie 27.08.05, 02:22
                    a_weasley napisał:
                    >O leczeniu pewnie najmniej.
                    >Jedna sprawa - że jest choroba pt. ADHD i to nie jest to samo co złe
                    >wychowanie, i tu wszyscy są chyba zgodni.

                    Teraz juz chyba tak.

                    >>>Druga - czy i w jakim stopniu należy dziecku pozwalać na więcej, ponieważ ma
                    ono ADHD, w szczególności czy i w jakim stopniu można pozwolić, żeby było
                    uciążliwsze dla otoczenia, i tutaj zdania są biegunowo różne.


                    Raczej chodzi o to, by zachować proporcje: wymagania odpowiednie do
                    okoliczności, czyli choroby. Jeśli przyłoży się taką samą miarę jak do dziecka
                    zdrowego, to rzeczywiście pozostaje tylko piwniczna izba.

                    Jeżeli ma się identyczne oczekiwania w stosunku do dzieci zdrowych i chorych,
                    to powiem tyle- są nierealistyczne. Jeśli zaś je zmodyfikujemy : z czasem
                    (odpowiednio długim) dziecko, młody człowiek z dużym prawdopodobieństwem będzie
                    w stanie spełnić oczekiwania społeczne .
                    Społeczeństwo, które nie zamierza "znosić" uciążliwości osób "innych", może
                    się spodziewać, ze w przyszłości poniesie tego konsekwencje.
                    70% dzieci z ADHD w przypadku odpowiedniej interwencji wychodzi z choroby.
                    Jeśli nawet zapomnimy o humanitarnych odruchach, to wystarczy wyobrazić sobie
                    społeczne skutki izolacji tych, którzy z powodzeniem mogą realizować swój
                    potencjał (niejednokrotnie wysoki intelekt), jak i żyć z pożytkiem dla innych.


                    >>>Trzecia - że ADHD bywa nadużywane. W wieku 3 lat nie ma rozwydrzenia, jest
                    ADHD. W wieku 13 lat nie ma nieuctwa i niechlujstwa, jest dysortografia i
                    dysgrafia. W wieku 30 lat nie ma przestępcy - jest niepoczytalny.
                    Oczywiście są na świecie adehadowcy, podobnie jak są dysgraficy i
                    niepoczytalni. Tyle, że jakoś te wszystkie zjawiska występują tym częściej, im
                    więcej kasy i lepsze znajomości ma rodzina...

                    Stopnia zjawiska nie jestem w stanie ocenić, bo i jak. Nie mam wątpliwości, ze
                    zdarzają się tego typu nadużycia(jak w każdej dziedzinie życia, niestety), ale
                    nie widzę podstaw dla generalizacji. Tym bardziej, ze zaburzenia dotyczą całego
                    przekroju społecznego i nie zależą od poziomu wykształcenia, zamożności czy
                    kultury.




                    • a_weasley Re: Dziad o chlebie, baba o niebie 30.08.05, 11:03
                      gaika napisała:

                      > >czy i w jakim stopniu należy dziecku pozwalać na więcej, ponieważ ma
                      > > ono ADHD, w szczególności czy i w jakim stopniu można pozwolić, żeby było
                      > > uciążliwsze dla otoczenia, i tutaj zdania są biegunowo różne.

                      > Jeżeli ma się identyczne oczekiwania w stosunku do dzieci zdrowych i chorych,
                      > to powiem tyle- są nierealistyczne. Jeśli zaś je zmodyfikujemy: z czasem
                      > (odpowiednio długim) dziecko, młody człowiek z dużym prawdopodobieństwem
                      będzie
                      >
                      > w stanie spełnić oczekiwania społeczne .

                      Być może, ale wszystko w rozsądnych granicach. Modyfikacja polegająca na
                      trzymaniu w normalnej szkole dziecka niebezpiecznego dla kolegów (jak w
                      opisanym przeze mnie przypadku krakowskim - dwie złamane ręce w ciągu jednej
                      jesieni) te granice przekracza.

                      > Jeśli nawet zapomnimy o humanitarnych odruchach, to wystarczy wyobrazić sobie
                      > społeczne skutki izolacji tych, którzy z powodzeniem mogą realizować swój
                      > potencjał (niejednokrotnie wysoki intelekt),

                      Kosztem tego, że reszta klasy nie będzie mogła należycie realizować swojego
                      potencjału, ponieważ ten jeden osobnik uniemożliwia normalne prowadzenie
                      lekcji? On nawet nie musi być niebezpieczny. WYstarczy, że połowę czasu i uwagi
                      nauczyciel poświęca jemu, żeby w ogóle móc przez drugą połowę lekcji robić coś
                      dla pozostałych dzieci. Takie sytuacje też tu opisywano.

                      > > Oczywiście są na świecie adehadowcy, podobnie jak są dysgraficy i
                      > > niepoczytalni. Tyle, że jakoś te wszystkie zjawiska występują tym częściej,
                      > > im więcej kasy i lepsze znajomości ma rodzina...

                      > nie widzę podstaw dla generalizacji. Tym bardziej, ze zaburzenia dotyczą
                      > całego przekroju społecznego i nie zależą od poziomu wykształcenia,
                      > zamożności czy kultury.

                      No właśnie. Zaburzenia pojawiają się wszędzie, a dzieci ze zdiagnozowanym ADHD
                      pochodzą głównie z rodzin ludzi wykształconych.
                      • 1iwona1 Re: Dziad o chlebie, baba o niebie 30.08.05, 11:14
                        a_weasley napisał:

                        > No właśnie. Zaburzenia pojawiają się wszędzie, a dzieci ze zdiagnozowanym
                        ADHD
                        > pochodzą głównie z rodzin ludzi wykształconych.

                        Czy możesz podać źródło statystyki, na której się oparłeś?

                        Iwona
                      • gaika Re: Dziad o chlebie, baba o niebie 01.09.05, 18:16
                        a_weasley napisał:
                        >Być może, ale wszystko w rozsądnych granicach. Modyfikacja polegająca na
                        >trzymaniu w normalnej szkole dziecka niebezpiecznego dla kolegów (jak w
                        >opisanym przeze mnie przypadku krakowskim - dwie złamane ręce w ciągu jednej
                        >jesieni) te granice przekracza.

                        Przekracza bez wątpienia i z tych danych, które podajesz nie ma wątpliwości, ze
                        postąpiono słusznie. Ja wprawdzie lubię znać zeznania drugiej strony, ale także
                        mogę uznać, ze dziecko było z tej grupy, która nie jest w stanie kształcić się
                        w trybie powszechnym.


                        >Kosztem tego, że reszta klasy nie będzie mogła należycie realizować swojego
                        >potencjału, ponieważ ten jeden osobnik uniemożliwia normalne prowadzenie
                        >lekcji?

                        Niczyim kosztem nie musi i nie będzie jeśli wszyscy dopełnią swoich powinności.
                        To nie gdybanie, tylko oczywistość. Wymagamy rzetelności od ludzi wykonujących
                        swoją prace. Dlaczego nie w tym przypadku?


                        > On nawet nie musi być niebezpieczny. WYstarczy, że połowę czasu i uwagi
                        >nauczyciel poświęca jemu, żeby w ogóle móc przez drugą połowę lekcji robić coś
                        >dla pozostałych dzieci. Takie sytuacje też tu opisywano.

                        Jeśli tak się dzieje, to nie mamy do czynienia z profesjonalistą.
                        Nauczycielka czekała rok, aż sytuacja będzie tak drastyczna i napięta, ze
                        rodzice zażądają usunięcia dziecka ze szkoły. A kogo nauczycielka poprosiła o
                        pomoc, gdy zorientowała się, ze sobie nie radzi? Zdecydowała, ze problem
                        rozwiąże się sam. I się rozwiązał- właśnie kosztem dzieci.


                        >No właśnie. Zaburzenia pojawiają się wszędzie, a dzieci ze zdiagnozowanym ADHD
                        >pochodzą głównie z rodzin ludzi wykształconych.

                        Wciąż pewnie jeszcze tak. Jednak w związku z tym, ze wiedza o ADHD staje się
                        coraz powszechniejsza i pediatrzy i nauczyciele będą coraz częściej sugerować
                        kontrolę rodzicom nieświadomym problemu.

                        I jeżeli już zrobiłabym jedną poprawkę -papiery załatwią raczej osoby nie tyle
                        wykształcone, co zamożne.
                        I jeśli łobuz ma papiery ADHD, to obeznany z problemem nauczyciel się
                        zorientuje. I znów wraca jak bumerang odpowiednie szkolenie nauczycieli.



      • palka_zapalka Przeginasz!!!!! 25.08.05, 23:24
        Lekarz ma mieć podejscie do każdego pacjenta
    • lila1974 Re: pyrliczek 13.08.05, 12:46
      Zastanów sie nieco nad swoim jezykiem. To jest dopiero konstruktywne. Wstyd.
      • triss_merigold6 Re: pyrliczek 13.08.05, 13:03
        A co ma pisać brzydkie biedactwo którego nikt nie chce przyjąć do roboty?
        • maja45 Re: pyrliczek 13.08.05, 13:04
          Triss, sorki, ale nie bardzo rozumiem?
          M.
          • triss_merigold6 Re: pyrliczek 13.08.05, 13:13
            Wątek z autowpisem pyrliczka z e-mamy. Jest biedna, paskudna, źle ubrana i nie
            znajduje pracy od lat. Stąd rzuca się na forumie.wink
            • pyrliczek [...] 13.08.05, 15:56
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • pyrliczek [...] 13.08.05, 16:04
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • mika_p Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 14.08.05, 00:34
      Nanai, a skąd lekarka miała wiedzieć, ze twój syn ma ADHD, skoro nie znała
      dziecka ? Zresztą, wg mojej wiedzy, ADHD nie zwalnia od stawiania dziecku
      granic, a wg twojej relacji nie zrobiłaś nic, żeby interweniować i te granice
      zakreślić.
      Co się wydarzyło między oglądaniem zabawek a zdenerwowaniem lekarki ? Różnych
      lekarzy widywałam i żaden nie przejął się szczególnie dzieckiem zwiedzającym
      teren gabinetu, a nawet młoda lekarka ma co najmniej 25 lat i cięzkie studia za
      sobą, które między innymi uczą opanowania.
    • m-buzuiaczek Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 14.08.05, 07:51
      A ja mysle ze osoby które nie maja dziecka z ADHD fige wiedza jak dziecko sie
      zachowuje np w gabinecie .Ja zanim wejde np do gabinetu ustalam z synem zasady
      ale wszystko znika jak zamykaja sie za nami drzwi ! Jestesmy w gabinecie on
      bardzo głosno podziwia zabawki próbuje naskoczyc na kozetke proszenie
      tłumaczenie nie pomaga a syn ma 12 lat!!!!Naszczescie mam lekarza który zna
      problem dziecka od poczatku i nigdy nie usłyszelismy słowa nagany czy pogardy
      Uczy sie w domu indywidualnie wiec morze jest'' malym zwierzatkiem''z tegim
      umysłem (olimpiady matematyczne) Prosze wiec nie krytykujcie jak problem
      przerasta nas wszystkich nawet specjalistów .Oni dokładnie nie wiedza dlaczego
      umysły naszych dzieci nie maja hamulców .Ale siedziec i mówic ze
      trzeba ''wychowywac'' jest troszke nie na miejscu .
      Pozdrawiam Madzia
      • maja45 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 14.08.05, 09:18
        Mówienie o wychowaniu na Forum Wychowanie jest jak najbardziej na miejscusmile
        M.
      • roman.gawron Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 14.08.05, 10:09
        m-buzuiaczek napisała:

        > ale Jestesmy w gabinecie on bardzo głosno podziwia zabawki próbuje naskoczyc
        > na kozetke proszenie tłumaczenie nie pomaga a syn ma 12 lat!

        A czego próbowałaś oprócz proszenia i tłumaczenia?

        Jesteś na 100% pewna, że to kwestia choroby, a nie nieprawidłowo stawianych lub
        niekonsekwentnie egzekwowanych granic?
        • m-buzuiaczek Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 14.08.05, 12:13
          czekogo próbowałam a wiec ;posadziłam go koło siebie i reka przytrzymałam aby
          móc porozmawiac .Powiedziałam ze za kazde złe zachowanie ma skrócony czas z
          kolegami o 5 min i tak robimy dziecko ma bardzo pilnie przestrzegany tryb
          dzienny wie co bedzie robiło za chwilke .i jesli ma np 15-17 moze brykac z
          kolegami ten czas skracamy o czas kiedy dziecko nie wykonało polecenia .Sa dni
          kiedy sprawdza sie to genialnie ale w te gorsze niestety nie działa
          nic .ukonczyłam kila warsztatow aby ułatwic sobie zycie z własnym
          dzieckiem .Prosze mi wierzyc my rodzice dzieci z ADHD mamy ciezkie zycie wciaz
          rózni ludzie zwracaja uwage .Syn jest leczony ritalinem i jest spora róznica w
          jego zachowaniu ale .... nadal jak musi chwilke postac wygina nerwowo palce
          głoosno mówi .potrafi stac 5 min ale kontakt od swiatła jest w łanczany -
          wyłanczany .poprostu musi cos robic!!!!Nadl przebiega nieostroznie przez ulice
          wiec cały czas musze miec piecze nad nim .
          • sek_unda Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 14.08.05, 13:42
            Zgadzam się z tym, że guzik wiedzą ci, których ten problem bezpośrednio nie
            dotyczy. Wydaje im się , że to rodzice są winni, nie wychowali albo nie
            potrafią wychować dziecka. Bo sami dzieci nie mają, albo mają grzeczne ,
            posłuszne dzieci. Mój synek ma niespełna dwa lata i już kilka osób sugerowało
            mi że ma ADHD. Wiem, że to za wcześnie na takie diagnozy. Maciej jest bardzo
            uparty, często złośliwy, przy tym wszystkiego ciekawy i niezmiernie ruchliwy.
            Do lekarza chodzimy z nim razem z mężem. Po szybkim badaniu chłopaki wychodzą z
            gabinetu, coby nie został zdemolowany, a ja spokojnie mogę porozmawaiać z
            lekarzem. To nie jest zawsze możliwe żeby ktoś towarzyszył w wizycie, wiem, ale
            jest to jakieś rozwiązanie... A lekarka zachowała się wg mnie co najmniej
            nietaktownie, ma u mnie krechę!
          • roman.gawron Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 14.08.05, 18:24
            m-buzuiaczek napisała:

            > wiec cały czas musze miec piecze nad nim .

            Hm, powiem, że Ci nie zazdroszczęsmile
            • 1iwona1 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 19:04
              roman.gawron napisał:

              > m-buzuiaczek napisała:
              >
              > > wiec cały czas musze miec piecze nad nim .
              >
              > Hm, powiem, że Ci nie zazdroszczęsmile

              I to wszystko Romanie? Czy wypowiedź, do której się odniosłeś nie daje do
              myślenia?

              Pozdrawiam
              Iwona
              • roman.gawron Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 19:24
                1iwona1 napisała:

                > I to wszystko Romanie?

                Taksmile

                > Czy wypowiedź, do której się odniosłeś nie daje do myślenia?

                Owszem, dajesmile
                • 1iwona1 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 19:43
                  roman.gawron napisał:

                  > 1iwona1 napisała:
                  >
                  > > Czy wypowiedź, do której się odniosłeś nie daje do myślenia?
                  >
                  > Owszem, dajesmile

                  A jak się ma do tego Twoja wypowiedź "Jacy strasznie agresywni są ci rodzice
                  niewychowanych dzieci... Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można
                  było jakiegoś układu z dzieckiem zawrzeć na czas badania"?

                  I.

                  P.S. Ktoś kiedyś napisał "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono"...
                  • roman.gawron Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 19:48
                    1iwona1 napisała:

                    > A jak się ma do tego Twoja wypowiedź "Jacy strasznie agresywni

                    To podtrzymuję. Komentarz autorki wątku na temat lekarki był skandaliczny.

                    > są ci rodzice niewychowanych dzieci

                    Tu Judytak napisała wszystko na temat.

                    > Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można było jakiegoś układu
                    > z dzieckiem zawrzeć na czas badania"?

                    No, tu w toku dyskusji moja wiara wzrosła smile
                    • 1iwona1 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 20:09
                      roman.gawron napisał:

                      > 1iwona1 napisała:
                      >
                      > > A jak się ma do tego Twoja wypowiedź "Jacy strasznie agresywni
                      >
                      > To podtrzymuję. Komentarz autorki wątku na temat lekarki był skandaliczny.
                      >
                      > > są ci rodzice niewychowanych dzieci
                      >
                      > Tu Judytak napisała wszystko na temat.

                      I ja się zgadzam, bo bardzo mądrze napisała. Nie wiemy jednak czy dziecko
                      autorki wątku zrobiło coś, co wymagało ingerencji matki. To, że wspinało się i
                      oglądało zabawki, jest moim zdaniem jak najbardziej normalnym zachowaniem.
                      Zastanawiam mnie natomiast reakcja lekarki i natychmiastowa opinia - takie
                      dzieci powinny być nauczanie indywidualnie...
                      Komentarza matki nie nazwałabym skandalicznym - po prostu straciła nieco
                      kontrolę nad swoją wypowiedzią. Nie usprawiedliwiam, ale rozumiem doskonale...
                      ale ja jestem z innej bajki...

                      > > Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można było jakiegoś układ
                      > u
                      > > z dzieckiem zawrzeć na czas badania"?
                      >
                      > No, tu w toku dyskusji moja wiara wzrosła smile

                      Postać choroby wcale nie musi być ciężka, by dotrzymanie wcześniejszej umowy z
                      rodzicem przekroczyło możliwości dziecka. Gdyby zachowanie małego pacjenta
                      zależało wyłącznie od jego woli, nie byłoby mowy o ADHD.

                      Pozdrawiam
                      Iwona
          • nanai11 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 22:50
            Dziekuje....
    • falka32 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 20.08.05, 22:58
      do maji45 - piszesz, że ADHD nie zwalnia z wychowywania dziecka. Owszem. Takjak
      niedowład konczyn dziecka nie zwalnia rodzica z obowiązku rehabilitacji.
      Natomiast kwestia EFEKTÓW to juz co innego. Co innego jest WYCHOWYWANIE dziecka
      z ADHD a co innego uzyskanie dziecka z ADHD WYCHOWANEGO w potocznym rozumienu
      tego słowa. Istota tego zaburzenia polega własnie na problemie dziecka z
      opanowaniem swojego zachowania. Więc owszem, mozna i trzeba je wychowywać, ale
      gdyby to wystarczyło, to nie byłoby czegoś takiego jak problem ADHD. To tak,
      jakbyś stawiała zarzut osobie która wychowuje dziecko z niedowładem konczyn, ze
      dziecko nadal nie chodzi a powinno, bo ma już 4 lata - i zarzucała tej matce, ze
      na pewno nie chodzi na rehailitację.
      Ale to prawda, ze większośc ludzi nie odróżnia zaburzeń zachowania u dzieci na
      tle neurologicznym od zwykłej niegrzeczności. Szkoda tylko, ze nie odróżniając
      tego zachowują się tak, jakby byli wyrocznią od psychologii dziecięcej.
      • verdana Do Romana Gawrona - i innych 20.08.05, 23:17
        Święte słowa!!!!
        Panie Romanie! Nie chciałabym byc agresywna, ale nauczyciel naprawdę powinien
        odróżniać ADHD od braku wychowania. To, niestety, teraz trochę jak z dysleksją.
        Wobec mnożących się lipnych zaświadczeń, ludzie w ogóle przestają wierzyć w
        istnienie takiej choroby. Ile razy dowiadywałam się, ze "jakby syn się
        przykładał, to na pewno by umiał pisać, to brak nadzoru i lenistwo". Nie umie. I
        nie bedzie umiał. Nieżaleznie od wieloletnich wysiłków i starań. I ja też
        usprawiedliwiałam przy nim jego błędy - bo dlaczego młody człowiek ma być
        tępiony za coś, na co poradzić nie może.
        To samo jest ze zbyt często diagnozowanym ADHD. Tymczasem pełnoobjawowe ADHD to
        nie jest sprawa, z którą rodzice mogą sobie poradzić perswazją, krzykiem,
        nakazami, zakazami - czyli ogólnie pojętym wychowaniem. Dziecko bowiem nie jest
        w stanie , szczególnie w sytuacji stresu (badanie lekarskie) kontrolować
        zachowań. Tak jak człowiek z tikiem nerwowym nie może "przestać", choć mu sie
        każe, ani ktoś z zespołem Turetta nie odpowiada za wykrzykiwane przez siebie
        wulgaryzmy.
        W najcięższym przypadku zespołu ADHD z jakim zetknęła się moja przyjaciółka-
        psycholog kliniczny - trzeba było pokój dziecka wybić materacami. Przy czym samo
        dziecko było nieszczęśliwe, nie akceptowało swego zachowania i chciało się
        leczyć. Nie pomagało.
        Bardzo niedobrze jest osądzać rodziców, którzy mają z dzieckiem poważne kłopoty,
        jako rodziców, którzy sa nieudolni wychowawczo. A na pewno nie powinien tego
        robić pedagog.
        • roman.gawron Re: Do Romana Gawrona - i innych 20.08.05, 23:29
          Mnie tylko ruszyła agresja autorki wątku skierowana w stronę lekarki.
          A przez Internet faktycznie nie da się ocenić, czy to dziecko rzeczywiście ma
          ADHD, czy jest po prostu niewychowane - a może trochę to, i trochę to?

          Jeśli skrzywdziłem - kajam się.
        • judytak Re: Do Romana Gawrona - i innych 21.08.05, 09:24
          verdana napisała:

          > Bardzo niedobrze jest osądzać rodziców, którzy mają z dzieckiem poważne
          kłopoty
          > ,
          > jako rodziców, którzy sa nieudolni wychowawczo.

          ja sama "oceniam" rodziców na tej podstawie, czy widać jakiegoś wysiłku...

          czyli, np. w gabinecie lekarskim, jeśli matka co raz upomina dziecko, daje mu
          do ręki przyniesioną z domu zabawkę, czy lizaka, żeby chociać przez minutę się
          zajęło czymś spokojnie, sadza koło siebie i przytrzymuje ręką, jak matka w
          jednym z postów, to rozumiem z zachowania matki i dziecka, że robią, co mogą,
          po prostu problem na razie ich przerasta...

          a jeśli widzę, że dziecko sobie "bryka", i matka (czy inny opiekun, chwilowo
          odpowiedzialny za zachowanie dziecka) nic z tym nie robi, to uznaję, że ma to
          gdzieś, bo nawet jeśli przypadek jest trudny, to po kilku latach współżycia z
          dzieckiem każdy rodzic powinien mieć swoje "autorskie" sposoby, które coś tam
          pomagają, coś tam poprawiają...

          pozdrawiam
          Judyta
          • falka32 Re: Do Romana Gawrona - i innych 21.08.05, 10:22
            judyto
            autorskie sposoby - owszem, ale nie na każdą sytuację. Gdyby to było takie
            proste, to tez nie byłoby problemu ADHD.
            Niedawno prowadziłąm na innym wątku rozmowę o zachowaniu nadpobudliwego dziecka
            na stołówce w domu wczasowym - i tam tłumaczyłam, dlaczego własnie pozwalam
            mojemu dziecku zachowywać się tam jak chce, w pewnym akceptowalnym zakresie.
            Ponieważ inaczej 100% czasu spędzanego z dzieckiem polegałoby na trzymaniu go za
            rękę i zwracaniu mu uwagi. Co oznacza, ze dziecko nie dośc, ze samo cierpi, ze
            odstaje od reszty, to jeszcze nie ma w swoim życiu ani chwili spokoju, ani
            chwili luzu i - nie ukrywajmy - ani chwili poczucia, ze ono samo jest ok. To w
            prostej linni prowadzi do pogłebienia objawów ADHD, nerwicy, frustracji i
            agresji u dziecka, co jest oczywiste i zrozumiałe i kazde nawet zdrowe dziecko
            zareagowało by tak samo.
            Dlatego uważam, ze jezeli nadpobudliwe dziecko macha nogami w towarzystwie lub
            zwiedza gabinet lekarski podczas wizyty, nie ma naprawdę potrzeby zwracania mu
            uwagi "bo to żle wygląda", dopóki nie robi nic szkodliwego dla siebie i innych i
            nie powoduje strat materialnych. Jezeli ruchliwość dziecka irytuje innych -
            trudno. Mozna i nalezy go uspokajać, jezeli jego zachowanie zaczyna byc
            szkodliwe, ale na litość boską, to tez jest człowiek, w dodatku mały, i nie ma
            powodu zeby mu upieprzyć CAŁE dzieciństwo tylko dlatego, zeby mieć opinię
            rocdzica który "ma dziecko dobrze wychowane".
            • judytak Re: Do Romana Gawrona - i innych 24.08.05, 22:13
              > judyto
              > autorskie sposoby - owszem, ale nie na każdą sytuację

              przecież ja nie mówię, że trzeba "stosować sposoby" w każdej sytuacji!
              mówię wyłącznie o sytuacjach, kiedy zachowanie dziecka komuś przeszkadza (komuś
              prawdopodobnie przeszkadza/ma prawo komuś przeszkadzać)
              nie czytałam twojego opisu o domu wczasowym, ale tak ogólnie, to na wczasach
              stołówka jest właściwie jedynym miejscem, gdzie staram się zawsze "pacyfikować"
              moje dzieci (nie nadpobudliwe, na szczęście), w pokoju, na plaży, w lesie mogo
              sobie poszaleć do woli...

              przychodzi mi na myśl ostatnie przedstawienie w przedszkolu mojego syna, grupa
              maluchów, i jeden chłopaczek, który łazi sobie po scenie, błaznuje przez całe
              przedstawienie, podchodzi do dzieci, które akurat mają swoje role, usiłuje ich
              rozśmieszać, niektóre tracą wątek, zapominają rolę, zawstydzą się, płaczą...
              obecni są rodzice tego dziecka, i kilkoro personelu przedszkola, i nic...
              a ja nie mam na myśli skuć tego dziecka w kajdanki, mam na myśli, że np.
              przedszkolanka bierze go za rękę, mówi "chodź, pomożesz mi teraz zmienić
              dekoracje", matka przykucnie z dzieckiem z boku sceny, "teraz tu usiądziemy,
              posłuchamy, jak Kasia mówi", itp. itd...

              a w sytuacji, kiedy zachowanie dziecka wyraźnie odstaje od "przyjętych norm",
              ale według uznania opiekuna nie powinno to nikomu przeszkadzać, można
              zawsze "zapobiegawczo" powiedzieć coś w rodzaju "on już taki niespokojny", z
              czego otoczenie rozumie, że opiekun jest świadom zachowania dziecka, i ma
              sytuację pod kontrolą...

              pozdrawiam
              Judyta
          • maja45 Re: Do Romana Gawrona - i innych 21.08.05, 11:14
            Dokładnie to miałam na myślismile
            M.
    • rycerzowa Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 21.08.05, 11:38
      A co jest "chorego" w tym, że kilkulatek próbuje wspiać się na wysokie łożeczko?
      Albo w tym, że ogląda zabawki?
      Albo, że je po swojemu kotlet, podskakuje na krześle, macha nogami?
      Jeździłam swego czasu na tzw. wczasy rodzinne i zapewniam cię, że prawie
      wszystkie dzieciaki zachowywały się na stołówce tak, jak to opisałaś w swoim
      poscie. Moje też. Ale tam były wyłącznie rodziny z dziećmi i nikt nie robił
      problemu.

      Problem jest w tym,że rodzice (dzieci nie tylko pobudliwych) albo bez przerwy
      zwracają im uwagę i strofują je, albo nie robią nic, bo "ono takie jest i już".
      Jedno i drugie jest dla otoczenia wkurzające. A dla dziecka szkodliwe.

      Zwiedzić gabinet może, a nawet powinien, ale otwierać szaf z lekami raczej nie.
      Zabawki może wziąć do reki, ale rzeczy osobistych pani doktor absolutnie.
      Machać nogami niech sobie macha ile chce, ale kopać nikogo nie powinien.
      Czasem trzeba siłą przytrzymac delikwenta, aby krzywdy komuś nie zrobił, ale
      wyhasac się do woli a nawet narobić bałaganu ma prawo.

      Że sie niektórzy oburzają na to, że na zbyt wiele pozwalasz dziecku ? Ich
      problem. I nie tłumacz sie, że on ma ADHD. Jak trzeba , powiedz, że to jest dziecko.
      Ja sie ciagle buntuję na określenie ADHD albo np.zespołu Aspergera jako choroby.
      To są cechy charakteru, bo przeciez my jako ludzie różnimy się między sobą ,
      zatem nasze mózgi też się muszą różnić.

      Zasady postępowania z dzieckiem z ADHD - dostępne w internecie - są takie
      same, jak z każdym dzieckiem.

      Jedne dzieci są zahamowane i nieśmiałe, i to tez ludzi denerwuje ("ale gapa z
      tego pani syna").
      Inne ruchliwe i ciekawskie - i sama wiesz, jak bliźni reagują.
      Niektóre są usłużne i przymilne, i tez budzą niepokój, ze takie przebiegłe i
      wyrachowane.
      Inne są spokojne i bezproblemowe i te uchodzą za straaasznie nudne.

      Jeszcze się taki dzieciak nie narodził, który wszystkim by dogodził.



      • gaika rycerzowa 22.08.05, 03:24


        Bardzo podobają mi się Twoje wypowiedzi dotyczące zaburzeń u dzieci. Uważam je
        za niezwykle prawdziwe i ważne. Jest jednak element, który przewijał się już we
        wcześniejszych wątkach, z którym się zupełnie nie zgadzam.
        Proponujesz traktowanie zaburzeń jako normy: dzieci są po prostu dziećmi. Nie
        jest to, moim zdaniem, takie proste.

        To nie są zwyczajne cechy charakteru, jak piszesz, te przypadłości
        uniemożliwiają normalne życie. Ludzie rzeczywiście różnią się miedzy sobą, ale
        nie wszystkim te różnice przeszkadzają w codziennym funkcjonowaniu.
        Dzieciom potrzebna jest zatem pomoc : terapia i leczenie.
        Po to, by nie były ciężarem dla innych, by samodzielnie mogly iść przez życie,
        stać się pełnoprawnymi członkami społeczeństwa, uczyć się i pracować na miarę
        swoich możliwości. Traktując te dzieci po prostu jako jakiś tam przejaw normy,
        zwyczajnie wyrządzimy im krzywdę.

        Należy mówić o zaburzeniach po to, aby lekarka zamiast złości okazała
        zrozumienie. Będzie to możliwe tylko wtedy, kiedy dowie się na czym ADHD polega
        i jakie są jego objawy.
        Szerzenie wiedzy w społeczeństwie jest nie do przecenienia dlatego, by
        zmordowana matka we „wczasowej” stołówce nie słyszała potępiających ją szeptów
        i agresywnej krytyki, ale glosy zrozumienia dla jej wielokrotnie trudniejszej
        drogi wychowawczej.
        Nauczyciel powinien wiedzieć czego spodziewać się po uczniu z Aspergerem, żeby
        jego zachowania odczytywane były prawidłowo, a rodzice nie byli wiecznie
        wzywani do szkoły w sprawie niesubordynowanego syna.
        Ta wiedza jest również potrzebna samym dzieciom dlatego, ze pomaga im w
        terapii. Zrozumienie dlaczego się różnią od innych, ze nie jest to ich wina, a
        także świadomość, ze można to zmienić, bardzo usprawnia proces i zwiększa
        szanse na powodzenie.

        Popieram Cię gorąco w tym co piszesz poza stwierdzeniem, ze każde dziecko jest
        jakie jest i należy dam im żyć ”po swojemu”. To niemożliwe, bo kiedyś te dzieci
        będą musiały zrobić zakupy, załatwić sprawę w urzędzie, chodzić do pracy. Bez
        szczególnej uwagi, pomocy, socjalizacji, ciężkiej pracy wszystkich
        zainteresowanych, te cele nigdy nie będą zrealizowane. Skazywalibyśmy zatem te
        osoby na wieczną bezradność i pomoc ludzi z zewnątrz. Myślę więc, ze trzeba
        mówić o tym, ze dziecko jest chore, ale nie po to by je stygmatyzować, ale
        tworzyć grunt dla jego przyszłej samodzielności i pełnego, satysfakcjonującego
        życia.



        • falka32 Re: rycerzowa 22.08.05, 12:38
          rycerzowa i gaika - święte słowa.

          Chociaż co do przyszłości takich dzieci - trudno jest o jednoznaczną opinię, bo
          np. ja miałam w dzieciństwie ewidentne, niezdiagnozowane ADHD a wyrosłam na
          całkiem dobrze radzącą sobie osobę, choć nikt nade mną nie pracował, jedyne co,
          to starano się chronić moje zdrowie i życie. No - ale co ja przeżyłam w
          dziecinstwie i młodości, to moje, nie? Również w mojej rodzinie jest osoba (już
          starsza), która moim zdaniem ma ZA i zawsze miała - choc tez nikt jej nie
          diagnozował i nie pracował nad nią - radzi sobie świetnie w życiu zawodowym,
          natomiast co do życia rodzinnego i osobistego - szkoda gadać... choć miała
          rodzinę i dzieci, kompletnie nie potrafiła sobie z tym faktem poradzić. Ale jest
          tez mnóstwo ludzi bez zaburzeń,którzy nie radzą sobie z tym faktem.sad((

          Tak więc terapia terapią, socjalizacja socjalizacją a i tak to dzieciństwo jakoś
          trzeba przeżyć, w jak najlepszym zdrowiu emocjonalnm przynajmniej, bo jak uda
          nam się sprawić, ze dziecko będzie szczęsliwe i będzie czuło się bezpieczne i
          dowartościowane, to z zaburzeniami poradzi sobie moze nawet samo w dorosłym
          życiu - chocby przekuje je w swoje atuty. Do tego jednak jest potrzebna
          całkowita akceptacja, miłość i mądre, oparte na własnej znajomości ograniczeń
          dziecka podejście.
          • mruwa9 Re: rycerzowa 22.08.05, 13:30
            Moj syn to 3. pokolenie (po tesciowej i mezu) z ADHD...I maz, i tesciowa
            skonczyli studia i jako tako (calkiem przyzwoicie) funkcjonuja w
            spoleczenstwie. To mnie z jednej strony pociesza, z drugiej boje sie, ze mlody
            skonczy kiedys w kryminale, gdy ktos go wkurzy, i mlody chwyci za maczuge i
            delikwenta zabije sad Mam wrazenie, ze u niego czyny wyprzedzaja (albo wrecz
            zastepuja) myslenie sad Ale tego rodzice "normalnych" dzieci nie zrozumieja...
            • ewa2000 Re: rycerzowa 22.08.05, 16:52
              A czy Ty zrozumiałabyś gdyby jakieś dziecko , bez względu na przyczynę,
              uszkodziło Twoje?
              Czy byłabyś tolerancyjna wobec delikwenta, którego "wkurzyło" zachowanie
              Twojego dziecka ( ADHD-owiec jest trudny do wytrzymania), chwyci nóż i zabije
              go albo solidnie uszkodzi?
              Odpowiedz sobie uczciwie na to pytanie.
            • 1iwona1 Re: rycerzowa 22.08.05, 18:49
              mruwa9 napisała:

              > Mam wrazenie, ze u niego czyny wyprzedzaja (albo wrecz
              > zastepuja) myslenie sad Ale tego rodzice "normalnych" dzieci nie zrozumieja...

              Nie zrozumieją. W najlepszym wypadku zrozumieją bardzo nieliczni. Trudno się z
              tym pogodzić. ADHD jest chyba najbardziej kontrowersyjnym zaburzeniem, jego
              istotę trudno zrozumieć. Wiele osób myśli, że dziecko z ADHD to takie
              trudniejsze, bardziej niegrzeczne dziecko i wystarczy nad nim troche popracować
              i stanie się takie, jak inne dzieci. A to niestety nie jest prawdą.


              Pozdrawiam serdecznie
              Iwona
            • triss_merigold6 Chyba żartujesz... 22.08.05, 20:02
              Ubolewasz nad tym, że rodzice zaatakowanego (hipotetycznie) dziecka nie
              zrozumieją, że Twoje jest chore i drobiazg jest w stanie sprowokować agresywny
              atak szału?
              Jako matka "normalnego" jak dotąd dziecka optowałabym za usunięciem agresywnego
              z przedszkola czy szkoły. Life is brutal i średnio interesuje mnie czy
              przyczyną nagłej i nieopanowanej agresji jest złe wychowanie czy ADHD.
      • a_weasley Postawmy sprawę z głowy na nogi 23.08.05, 00:52
        rycerzowa napisała:

        > A co jest "chorego" w tym, że kilkulatek próbuje wspiać się
        > na wysokie łożeczko?

        Absolutnie nic. Chore jest to, że matka mu na to pozwala, a na zwrócenie uwagi
        reaguje agresją.

        > Albo w tym, że ogląda zabawki?

        Jak wyżej.

        > Zabawki może wziąć do reki, ale rzeczy osobistych pani doktor absolutnie.

        Zabawki też najpierw powinien zapytać, czy można. A jeżeli mama nie nauczyła,
        trudno, obcy ludzie zwracają uwagę, a mama się wstydzi.

        > Machać nogami niech sobie macha ile chce, ale kopać nikogo nie powinien.
        > Czasem trzeba siłą przytrzymac delikwenta, aby krzywdy komuś nie zrobił, ale
        > wyhasac się do woli a nawet narobić bałaganu ma prawo.

        Ma tyle praw, ile mu na danym terenie ktoś przyzna. I o tym, czy ma prawo
        hasać, a tym bardziej robić bałagan, decyduje ten, u kogo dziecko hasa i komu
        robi bałagan.

        > Że sie niektórzy oburzają na to, że na zbyt wiele pozwalasz dziecku ?
        > Ich problem.

        Na szczęście nie. Problem autorki wątku i jej dziecka. Przede wszystkim. Bo to
        siebie i dziecko autorka naraża na rozmaite przykrości ze strony otoczenia. I
        nawet się porządnie wyżalić nie może, bo przychodzą tutaj tacy ciemnogrodzianie
        jak Roman Gawron, Ewa2000 czy niżej podpisany.

        > Ja sie ciagle buntuję na określenie ADHD albo np.zespołu Aspergera
        > jako choroby. To są cechy charakteru,

        Idąc tym torem, należałoby uznać, że ADHD daje takie same prawa jak wredny
        charakter. Mianowicie żadnych. Może lepiej zostańmy jednak przy chorobie?
        Bo skoro to nie jest choroba, tylko taki charakter, to dlaczego ludzi z takim
        charakterem szprycuje się ritalinem?
    • ewa2000 Re: Obrona lekarki 22.08.05, 17:03
      A ja bronię lekarki! Miała prawo zdenerwować się takim zachowaniem dziecka! Nie
      jest to normalne zachowanie w gabinecie, miejscu publicznym.
      Po raz kolejny potwierdza się moja teza o ADHD ( vide posty w innych wątkach na
      ten temat).
      Rodzice dzieci są ODPOWIEDZIALNI za zachowanie swoich pociech - i dotyczy to
      TAKŻE ADHD. Nikt nie mówi o pozamykaniu w klatkach, ale o spowodowaniu, zeby
      dzieci - bez względu na to czy są rozwydzone czy mają ten lub inny zespół, nie
      były uciążliwe dla otoczenia.
      Dziś napyskowałaś młodej lekarce, jutro zrobisz to samo nauczycielom, rodzicom
      innych dzieci,ludziom, którzy bedą mieli dośc nienormalnego zachowania w
      szkole. A w fizyce jest prawo mówiące o tym, ze akcja wywołuje reakcję - w
      zyciu jest podobnie.
      Nie zdziwię się więc, ze od nowego roku szkolnego, czyli pierwszych kontaktów z
      innymi ludźmi, będziecie miec spore kłopoty. Mozesz liczyć się z sekowaniem
      dziecka, z wyobcowaniem go , a nawet z rękoczynami kolegów, których "nie
      zauważą" nauczyciele.
      ADHD tak naprawdę jest Waszym problemem. Inni mają prawo się przed
      nienormalnymi zachowaniami bronić.
      • izoska Re: Obrona lekarki 22.08.05, 17:56
        > ADHD tak naprawdę jest Waszym problemem. Inni mają prawo się przed
        > nienormalnymi zachowaniami bronić.

        przesadziłaś....a wątek był jednym z ciekawszych i mądrzejszych na forum
        • roman.gawron Re: Obrona lekarki 22.08.05, 18:16
          izoska napisała:

          > a wątek był jednym z ciekawszych i mądrzejszych na forum

          Nadal jest.
          • 1iwona1 Re: Obrona lekarki 22.08.05, 18:41
            roman.gawron napisał:

            > izoska napisała:
            >
            > > a wątek był jednym z ciekawszych i mądrzejszych na forum
            >
            > Nadal jest.

            Ale jeszcze kilka wypowiedzi i przestanie...

            Iwona
        • ewa2000 Re: Obrona lekarki 22.08.05, 18:20
          To co Twoim zdaniem powinna zrobić lekarka? Odwołać przyjecia i zająć się
          dzieckiem autorki wątku a następnie sprzątaniem zdemolowanego przez niego
          gabinetu?
          Odpowiedzialnośc za zachowanie dzieci spoczywa na rodzicach.
      • palka_zapalka Re: Obrona lekarki 25.08.05, 23:58
        ADHD jest skmplikowanym schorzeniem i wymaga wiele od rodziców, opiekunów -
        niestety, czasami efekty mogą być nie zauważalne przy ciągłej pracy, te dzieci w
        try miga zapominają o co ich sie prosi, nie potrafią sie skupić i trzeba wiele
        czasu na to wszystko.
        Dziecko nadpobudliwe wymaga jasno określonych reguł i konsekwencji, ale
        nadmierny rygoryzm często daje odwrotny skutek do zamierzonego.
        Nie można zwalać tylko winy na rodziców, ze nie wychował nie wychowuje on sie
        stara,ale to naprawdę nie jest łatwe.
        Lekarka która juz sie dowiedziała o tym fakcie mogła inazej zareagować - tu
        potrzebna jest zbiorowa pomoc a nie odizolwanie.
    • a_weasley Twoje dziecko, Twój problem 22.08.05, 18:53
      Wiem, że to brzmi brutalnie, spieszę więc uściślić: oczywiście należy Wam się
      pomoc. Ale pierwszymi osobami, które odpowiadają za losy i zachowanie dziecka,
      są rodzice.
      Nanai11 napisała:

      > Byliśmy u lekarza .Mój syn po basenie dostał wysypki i uwazałam ze nalezało
      > pokazac to lekarce. Ta była bardzo młoda, napewno na zastepstwie.

      A gdyby nawet, cóż stąd? Wobec młodej lekarki dziecku wolno więcej?

      > Mój siedmiolatek szykujący sie do szkoły, najpierw zacza wspinać sie
      > na duzełóżko dla niemowląt, potem zacza ogladac wszystkie zabawki.

      A co Ty robiłaś w tym czasie poza obserwowaniem jego działalności?

      > Potem.... lekarka sie zdenerwowała niestety i krzykła

      Jestem w szoku. Dziecko skacze po meblach w jej gabinecie, a ona się denerwuje
      i nawet głos podnosi. Strasznie źle wychowani ci lekarze.

      > Jednakze po chwili orzekła że takie dzici powinny
      > mieć nauczanie indywidualne.

      Co, szczerze mówiąc, nie byłoby pomysłem złym.

      > Ja opdowiedziałam ze jak ktos ma problem w pracy
      > z ludźmi to też nie powinien leczyc...

      Pogratulować kultury.

      > Mamy sie pozamykac w klatkach czy co?? albo nie wychodzic nigdzie??

      To zależy, na ile jesteście w stanie zminimalizować uciążliwość Waszych dzieci
      dla otoczenia.
      Wszystkie dzieci są nasze, ale Twoje są Twojsze. Troski o Twoje dziecko w
      ogóle, a o to, żeby jak najmniej utrudniało życie bliźnim, oczekuje się w
      pierwszym rzędzie od Ciebie.
      Nie darmo powiadają, że dzieci dzielą się na nasze i nieznośne. W istocie to,
      co dla Ciebie jest objawem rozwoju albo choroby Twojego ukochanego dziecka, dla
      otoczenia jest uciążliwością powodowaną przez dziecko obce.
      • verdana Re: Twoje dziecko, Twój problem? 22.08.05, 20:00
        Ludzie chorzy sa uciążliwi dla otoczenia.
        Dzieci opóźnione w rozwoju czesto zachowuja się dziwnie, czasem kogos zaczepia,
        zniszczą, dotykają wszystkiego bez potrzeby.
        Dla dzieci niechodzacych trzeba w szkole przygotowywać specjalne pochylnie - a
        jakie pieniądze na to idą! - a można by je przeznaczyć na "normalne" dzieci.
        Dzeci z ADHD kręca się i przeszkadzają. (Dzieci z ADHD wcale nie sa przeciętnie
        agresywniejsze od "zdrowych" - śą i agresywne i zupełnie łagodne, jak wszyscy)
        Dla dzieci niewidomych trzeba opracowywać specjalne arkusze egzaminacyjne i co
        gorsza potrzebna im często pomoc przy przemieszczaniu się.
        A powinny po prostu siedzieć w domu , albo mieć bardzo ograniczone prawa (np. do
        nauki), aby nie utrudniać życia naszym, normalnym, pełnowartościowym.
        Uciążliwość spowodowana przez chorobę powinna dotykać tylko najbliższą rodzinę
        dziecka. My, dobrzy, zdrowi rodzice , dobrych, normalnych dzieci nie chcemy
        ponosić żadnych wyrzeczeń tylko dlatego, że komuś urodziło się chore dziecko.
        Jego dziecko -jego problem. Nasze, zdrowe, oczywiscie są pilnowane przez nas 24
        godziny na dobę i nigdy, ale to nigdy nie sa dla nikogo uciążliwe.
        A_wesley - o ile się nie mylę, bo pewności nie mam, deklarowałeś się na kilku
        forach jako chrzescijanin. Jesli się tak deklarowałeś, to bezpodstawnie.
        Przepraszam za ton wypowiedzi, ale cholera mnie wzięła.
        • a_weasley A co Cie to obchodzi? 23.08.05, 00:09
          > A_wesley - o ile się nie mylę, bo pewności nie mam, deklarowałeś się na kilku
          > forach jako chrzescijanin. Jesli się tak deklarowałeś, to bezpodstawnie.

          Odczep się ode mnie. Rozmawiamy o moich poglądach, a nie kwalifikacjach
          moralnych. Ja się Twoim światopoglądem nie zajmuję i oczekuję wzajemności.

          > Przepraszam za ton wypowiedzi, ale cholera mnie wzięła.

          Nie przepraszam. Cholera bierze mnie nadal.
        • a_weasley Powiedziałem: PRZEDE WSZYSTKIM Twój 23.08.05, 00:25
          verdana napisała:

          > Ludzie chorzy sa uciążliwi dla otoczenia.

          Owszem. Otoczenie powinno te uciążliwości znosić - w rozsądnym zakresie - ale
          oni powinni je minimalizować. Na przykład facet, który ledwo słyszy, powinien
          nosić aparat słuchowy, a nie włączać radio na cały regulator.

          > Dzieci opóźnione w rozwoju czesto zachowuja się dziwnie, czasem kogos
          zaczepia, zniszczą,

          No i co wtedy?
          Jeżeli dziecko opóźnione w rozwoju rozbije szybę wystawową, bo chciało sobie
          rękami obejrzeć to, co jest na wystawie, kto za to zapłaci? Kto odpowiada za
          szkodę? ROdzice? Czy może właściciel sklepu ma się poświęcić dla dobra dzieci i
          społeczeństwa?

          > Uciążliwość spowodowana przez chorobę powinna dotykać tylko najbliższą rodzinę
          > dziecka. My, dobrzy, zdrowi rodzice , dobrych, normalnych dzieci nie chcemy
          > ponosić żadnych wyrzeczeń tylko dlatego, że komuś urodziło się chore dziecko.

          Przeczytaj, co napisałem, i bądź uprzejma skoncentrować się na tym, a nie na
          przerysowaniach.

          > Jego dziecko -jego problem.

          Jak napisałem: po pierwsze jego i przede wszystkim jego.

          > Nasze, zdrowe, oczywiscie są pilnowane przez nas 24 godziny na dobę

          Są pilnowane w takim zakresie, w jakim to jest konieczne. I tak samo dzieci
          nadpobudliwych należy pilnować w takim zakresie, w jakim to jest konieczne.
          Rodzice mają pecha, że ich dzieci tej uwagi wymagają więcej.

          > i nigdy, ale to nigdy nie sa dla nikogo uciążliwe.

          Dziecko samo z siebie bywa uciążliwe. Nie wszędzie można z nim pójść. Nie
          zawsze samo z siebie zachowuje się jak trzeba. Czasem trzeba je spacyfikować.
          Tyle, że rodzic dziecka zdrowego nie mówi "on jest mały, on jeszcze nie
          rozumie". Natomiast rodzice prawdziwych czy rzekomych adehadowców i im
          podobnych owszem, często tak reagują.
          Łóżko dla niemowląt nie zna się na medycynie. Jak dziecko je uszkodzi, będzie
          je trzeba naprawić.
          Ząb dziecka, które oberwało od kolegi, nie odróżnia pięści chuligana od pięści
          adehadowca.
          Nawiasem mówiąc, pilnowanie i utrzymywanie w ryzach dziecka nadpobudliwego jest
          również w jego interesie. Gdyby dane dziecko, oglądając wszystko rękami, zbiło
          szybę, pokaleczyłoby się tak samo jak zdrowe (i co wtedy? Wina lekarki, że nie
          ma pancernych szyb?). Droga hamowania samochodu też nie zależy od tego, czy
          dziecko, które wbiega na jezdnię, ma ADHD.
        • nanai11 Re: Twoje dziecko, Twój problem? 24.08.05, 22:59
          Verdana ja tez jestem dobrym rodzicem a mój syn jest dobrym dzieckiem wiesz??
          lubisz korinna- mikke prawda???
      • mruwa9 Re: Twoje dziecko, Twój problem 22.08.05, 20:58
        Czyli co, twoim zdaniem? dyby?knebel?eutanazja?bezludna wyspa? tak najprosciej,
        a dzieci z ADHD tez musza sie socjalizowac, uczyc sie funkcjonowac w
        spoleczenstwie. dla dobra swojego i spoleczenstwa.
        • triss_merigold6 Re: Twoje dziecko, Twój problem 22.08.05, 21:07
          Ok. muszą się socjalizować. Są różne postacie ADHD z tego co wyczytałam.
          Niemniej jednak nie możecie mieć pretensji do otoczenia (innych dzieci,
          rodziców, nauczycieli), że nie akceptują zachowań ADHD-owców. Że te zachowania
          denerwują, brzydzą, odrzucają, prowokują itd. Nie są normalne.
          Jeśli w przyszłości moje dziecko chodząc do zwykłej szkoły będzie tracić
          większość lekcji przez dziecko z ADHD to podpiszę petycję z wnioskiem o
          usunięcie problematycznego z klasy czy szkoły.
          • verdana Re: Twoje dziecko, Twój problem 22.08.05, 21:24
            Triss, no proszę...
            A jak Twoje dziecko będzie miało ADHD?
            Te opisy ADHD-owców, ktore tu czytasz -jak to z nożem lataja po klasie, to
            ogromna przesada.
            Uczyłam dzeciaki z ADHD. One owszem, przeszkadzają, ale często sa inteligentne i
            wnosza sporo nowego. Nie mówię o dzieciach agresywnych - z ADHD czy nie. Mówię o
            tych, co nie są w stanie usiedzieć spokojnie, wiercą się, rysuja, gadaja z
            kolegami, wstają i łażą po klasie.
            Mnie znacznie bardziej denerwowały i obrzydzały lizusowskie dziumdzie na
            pograniczu normy, które rozwalały lekcje proszac o powtórzenie wszystkiego
            minimum trzy razy - a jakoś nikt nie pisze petycji, by je wyrzucić, bo "grzeczne".
            Proszę cię, Triss... Pomyśl trochę. Dzieci z ADHD są normalne. I wyrastaja z
            nich absolutnie normalni ludzie, czesto profesorowie - jak mój znajomy.
            • triss_merigold6 Re: Twoje dziecko, Twój problem 22.08.05, 22:01
              Nie będzie miało. ADHD daje symptomy już u niemowląt. Dobra, są normalne. Ale
              niektóre nie. Wybacz, ale u mnie w klasie w podstawówce był chłopak z
              ewidentnym (jak z perspektywy czasu oceniam) ADHD i był ewidentnie szurnięty.
              Nigdy, nigdy nie wiadomo było co zrobi: potrafił znienacka uderzyć, wyrwać coś
              z ręki, wszcząć bójkę... wykopali go po 6 klasie do przysposobienia zawodowego.
              Z pewnością spora wina rodziców i pedagogów szkolnych, bo o leczeniu
              farmaceutycznym i terapii nikt wtedy nie słyszał. Niemniej jednak dzieciak był
              beznadziejny jako kolega bo nieprzewidywalny jak małpa i równie agresywny.
              Dziuniom krótko: było mówione.
              Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żeby dziecko nie potrafiło usiedzieć 45 minut
              na tyłku. Rysowało się, pisało liściki, grało w okręty czy odpisywało prace
              domowe na nudnych lekcjach ale jakoś każdy zmęczył bez łażenia.
              • verdana Re: Twoje dziecko, Twój problem 22.08.05, 22:14
                Może - daję słowo.
                I znowu - nie każde dziecko z ADHD jest szurnięte. Niektóre sa tylko
                nadruchliwe. Mój uczeń, lat 18, wyrzucony poprzednio z 3 szkół, potrafił
                zdemolować na swojej ławce i w jej okolicy wszystko, wchodzić na stół, pod stół,
                siadać tyłem - i był jedynym facetem w klasie, który potrafił przy tym
                odpowiadac na pytania i mysleć logicznie. Naprawdę, oddzielenie go od klasy
                byłoby szkodą dla tej klasy! Niektóre w ogóle nie mają ADHD, tylko sa źle
                wychowane. Albo patologicznie agresywne (agresywne dziecko nie musi miec ADHD!).
                I naprawdę, niestety, w życiu nigdy nic nie wiadomo. Moje dzieci urodziły się z
                10 pkt. Apgar. Córka mówiła zdaniami w wieku roku. Chłopcy - w wieku półtora
                roku. Żadnego ryzyka dysleksji.
                I co - dzieci wykształconych, troskliwych rodziców, z IQ pomiedzy 145 a 140,
                maja wszystkie dysortografię. Z tego dwoje bardzo poważną, najstarszy jest
                faktycznie analfabetą, może pisac tylko na komputerze. Zaręczam Ci, że 20 lat
                temu nie uwierzyłabym, że dorosły, inteligentny człowiek, czytający przeciętnie
                jedną książkę dziennie, może nie móc nauczyć się pisać.
                Teraz uwierzę we wszystko. Że nie można usiedzieć 45 minut na tyłku, ze nie
                można nauczyć się po 22 latach jak się pisze własne imię i w wiele innych rzeczy.
                • linka9 syty głodnego ... 23.08.05, 11:40
                  verdana napisała:

                  > Zaręczam Ci, że 20 lat
                  > temu nie uwierzyłabym, że ...
                  > Teraz uwierzę we wszystko.

                  Wypada mi przyłączyć się do powyższego stwierdzenia.
                  Dzisaj już napisałam, ale powtórzę, że syty głodnego ...
                  Tak, chyba wszyscy po trochu zachowujemy się, jak niewierny Tomasz.
                  A tu życie weryfikuje nasze zatwardziałe poglądy.

                  A co do meritum? Prawie wszystko już zostało przewałkowane. Negatywne
                  wzmocnienie też i błędy rodziców, i z drugiej strony sytuacje, których mimo
                  najlepszych chęci przeskoczyć nie jesteśmy w stanie.
            • luca28 Re: Twoje dziecko, Twój problem 25.08.05, 13:55
              popieram

              Mój kuzyn nigdy nie miał zdiagnozowanego ADHD (ma dziś 21 lat) ale wszystkie
              objawy i zachowanie na to wskazuje. Ciocia jeździła z nim po róźnych leakrzach
              ale to były inne czasy. Miał robione badania inteligencji wyszło mu 172 IQ ale
              na lekcji nie potrafił spokojnie usiedzieć i "łapał" dwóje. Bez przerwy
              przeszkadzał innym dzieciom, psocił, chodził po klasie, wiercił się, gadał na
              głos i nikt go nie potrafił "ujarzmić". W efekcie skończył tylko zawodówkę a
              dziś ma problemy z normalnym życiem i przystosowaniem się. Wyrzucili go z 2
              zakładów pracy, z jednego po tygodniu, a z drugiego po 3 dniach. Poszedł do
              wojska skąd wrócił jeszcze przed przysięgą smile.
              Ja rozumiem dzieci rodziców z ADHD i wiem po przykładzie mojej rodziny że to
              wychowanie ich to nie jest "bułka z masłem".
              Starajcie sie kochani aby wasze dzieci nie powtórzyły losu mojego kuzyna.

              Pozdrawiam
              Lucyna
        • a_weasley Re: Twoje dziecko, Twój problem 23.08.05, 00:11
          mruwa9 napisała:

          > Czyli co, twoim zdaniem? dyby?knebel?eutanazja?bezludna wyspa?

          Nie przywykłem do dyskusji na tym poziomie.

          > dzieci z ADHD tez musza sie socjalizowac, uczyc sie funkcjonowac w
          > spoleczenstwie. dla dobra swojego i spoleczenstwa.

          Głównie swojego. Tak, muszą. Ale ta socjalizacja ma się dokonywać w sposób
          możliwie najmniej uciążliwy dla otoczenia.
          Chorych psychicznie też trzeba, o ile możności, leczyć i socjalizować, ale to
          nie znaczy, że mogą robić co chcą.
          • gaika Re: Twoje dziecko, Twój problem 23.08.05, 01:20
            a_weasley napisał:

            > mruwa9 napisała:
            >
            > > dzieci z ADHD tez musza sie socjalizowac, uczyc sie funkcjonowac w
            > > spoleczenstwie. dla dobra swojego i spoleczenstwa.
            >

            > Głównie swojego. Tak, muszą. Ale ta socjalizacja ma się dokonywać w sposób
            > możliwie najmniej uciążliwy dla otoczenia.

            Mysle,ze w rownej czesci dla swojego i spolecznego dobra.Czlowiek, ktory nie
            jest leczony, czy socjalizowany, po prostu kosztuje panstwo wiecej.

            > Chorych psychicznie też trzeba, o ile możności, leczyć i socjalizować, ale to
            > nie znaczy, że mogą robić co chcą.

            Nie wiem, skad ta konkluzja. Czy komukolwiek w tym watku chodzi o to, by dzieci
            zaburzone robily co im sie podoba?
      • palka_zapalka Włs mi sie na głowe zjerzył ;( przerazające to... 25.08.05, 23:30
        o napisałaś;crying
        Dziękuje Bogu ze nie ma wsród mich znajomych ludzi z takim tokirm rozumowania
        DRAMAT!!!!
        • palka_zapalka sory a byki 25.08.05, 23:37
          sory za błędy ale zatkało mniecrying
    • 1iwona1 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 20:14
      Ponieważ temat ADHD wraca jak bumerang, pozwolę sobie na zamieszczenie poniżej
      pewnej historii.

      ------
      Był sobie chłopiec…
      Urodził się jako czwarty z sześciorga. Był dzieckiem bystrym, radosnym,
      otwartym, skłonnym do żartów i psot, które bawiły całe otoczenie, ogromnie
      wrażliwym, można powiedzieć nadwrażliwym na przejawy niesprawiedliwego
      nieżyczliwego traktowania, a nade wszystko ruchliwym.
      Przy tym wszystkim był dzieckiem szczęśliwym i nikt nie przypuszczałby, że jego
      szczęśliwe dzieciństwo skończy się tak szybko. Ale zatrzymajmy się jeszcze w
      czasie, gdy chłopiec jest jeszcze mały i szczęśliwy.
      Od najmłodszych lat towarzyszył swoim starszym bracią a ich przyjaciele byli
      także jego przyjaciółmi. Bardzo chciał zdobyć uznanie i przychylność starszych
      chłopców, więc starał się ich naśladować: nie płakać, znosić ból, popisywać się
      odwagą i siłą, a miał po temu warunki, bo był roślejszy i silniejszy od swych
      rówieśników. Dla starszego towarzystwa był zabawną maskotką, łatwo go było
      namówić na różne psoty i wybryki a starszym chłopcom pomysłów nie brakowało.
      Kiedy śmiali się był szczęśliwy – uważał, że go lubią, że jest po prostu nie
      zastąpiony. Dla takich chwil zrobiłby wszystko.
      Czas mijał i trzeba było iść do szkoły. Szkoła to było coś nowego, niezmiernie
      ekscytującego – dla chłopca oznaczało nowe zabawy, nowe miejsca, nowe ciekawe
      doznania a nade wszystko nowych nowych kolegów i przyjaciół, a tego pragnął
      najbardziej. Szedł, więc do szkoły z radością i entuzjazmem. Pokochał
      natychmiast swoją klasę i już po kilku dniach czół się w niej doskonale. Był
      bystry i nauka stanowiła dla niego jedną z form zabawy. Bardzo szybko i bez
      trudności wykonywał polecenia. Jego zeszyciki pełne były uśmiechniętych buź i
      innych wesołych znaczków rysowanych przez panią nauczycielkę w nagrodę za
      postępy w nauce. Ale nauka była tylko jednym z wielu elementów klasowego życia.
      Dla chłopca równie ważne było wszystko, co działo się na obszarze klasy a nawet
      za oknem. Był natychmiast gdzie coś zwróciło jego uwagę, to przy oknie, to w
      drugim końcu Sali, musiał coś właśnie powiedzieć coś koledze w odległej ławce,
      albo trzepnąć w ucho tego, który pokazał mu język, przy tym czasem coś strącił,
      narobił hałasu, wdał się w kłótnie. Kiedy na przerwach biegał po korytarzu nikt
      nie był w stanie go zatrzymać. Pani miała z nim pełne ręce roboty, ale klasa
      bawiła się doskonale. Także on sam był z siebie zadowolony i nie dostrzegał
      niczego niezwykłego. Koledzy lubili go, a to było najważniejsze. A jeśli ktoś
      go nie lubił i mu to okazywał po prostu dostawał, tak w oczach chłopca było
      sprawiedliwie.
      Sprawiedliwość też należało wymierzyć temu, kto bił słabszego, albo komuś
      złośliwie dokuczał. Takie sytuacje zdarzały się wielokrotnie każdego dnia i w
      tedy zaczęły się wędrówki mamy do szkoły.
      Pani denerwowała się coraz bardziej, a mama patrzyła na synka z coraz większą
      troską, tata – cóż – śmiał się tylko i powiadał: „ja byłem taki sam”. Wreszcie
      pani wychowawczyni poradziła mamie, by zaprowadzić chłopca do psychologa.
      Psycholog porozmawiał z mamą, kazał chłopcu robił testy i różne zadania, w
      końcu wydał zaświadczenie do szkoły, że chłopiec jest nadpobudliwy, że należy
      mu pozwolić na ruch, na przykład na chodzenie po klasie, bo to w końcu nic
      złego, a chłopca obejmie się terapią. Zaczął, więc chodzić na tą terapię.
      Kazano mu tam ciągle robić testy i różne zadania, terapeuci zmieniali się, –
      jeżeli byli sympatyczni robił zadania chętnie i oni w tedy pisali –
      inteligętny, jeśli byli nie sympatyczni, a chłopiec był zły lub znudzony i nie
      chciało mu się robić tych zadań a ni rozmawiać, po prostu siedział
      naburmuszony – w tedy pisali - nie inteligętny, ograniczony itp.
      Mama zanosiła zaświadczenia do szkoły, chłopiec chodził do ośrodka i nic się
      nie zmieniało. Dorośli w szkole tracili cierpliwość, coraz częściej krzyczeli i
      wzywali mamę, wreszcie mama postanowiła zabrać go z tej szkoły, może gdzie
      indziej będzie lepiej.
      Ale nie było. W tej nowe szkole było nawet gorzej – nie lubił nowej klasy a oni
      nie polubili jego, więc odesłali go do następnej szkoły a ta do następnej i
      jeszcze jednej… i było coraz gorzej. Czasem na skutek płaczu mamy postanawiał
      być naprawdę grzeczny. Bardzo tego chciał, ale już w połowie dnia zapominał o
      postanowieniu. Z resztą doszedł do wniosku, że się nie opłaca, bo nawet, jeśli
      wielkim wysiłkiem udało mu się panować nad sobą, to i tak przypisano mu
      wszystkie złe zdarzenia, które stały się na terenie szkoły, nawet tam gdzie go
      w ogóle nie było. Pęczniały dzienniczki uwag, mnożyły się wpisy do czarnej
      księgi i skargi rodziców innych dzieci. Znienawidził te nowe szkoły, więc
      przestał do nich chodzić, wiedział jednak, że do szkoły wyjść trzeba, więc co
      rano brał teczkę i wędrował – najczęściej do swojej starej ukochanej szkoły, do
      swojej znajomej klasy, gdzie na jego widok wszyscy się cieszyli – ma się
      rozumieć wszyscy oprócz nauczycieli, – ale on wiedział (tak mu się przynajmniej
      zdawało), że tu jest bezpieczny i nauczyciele nic mu nie mogą zrobić, no, bo
      przecież nie jest już uczniem tej szkoły. Znowu do głosu dochodziło poczucie
      sprawiedliwości i pragnienie zemsty na nauczycielach, którzy w jego oczach byli
      wrogami. Wyobraźni i inwencji mu nie brakowało i potrafił im dopiec tak samo
      jak oni jemu. A to w jego oczach było sprawiedliwe. Potrafił tak chodzić przez
      cały rok. I choć wydaje się to nieprawdopodobne, zdołał ukryć ten fakt przed
      mamą. Postarał się sprytnie by informacje ze szkoły nie docierały do rodziców.
      Czół się bezpieczny i jakoś nareszcie ułożył sobie te nieznośne szkolne życie i
      nawet przez myśl mu nie przeszło, że gromadzi prawdziwe burzowe chmury nad
      swoją głową. No i któregoś dnia, wreszcie rozpętała się burza.
      Szkoła, do której był zapisany, oddała sprawę do sądu, że uczeń przez rok nie
      uczęszcza do szkoły. Rozprawa odbyła się bez wiedzy mamy. Jacyś obcy ludzie,
      kurator i policja wpadli pewnego dnia do domu i wśród krzyków i łez zabrali,
      baaa wręcz porwali przerażonego dziesięciolatka od płaczącej, zrozpaczonej
      mamy, z jedynego bezpiecznego miejsca, kochanego domu.
      Znalazł się w domu dziecka. Tam usłyszał po raz pierwszy w życiu, że pochodzi z
      rodziny patologicznej – z rosnącym zdziwieniem słuchał, że: ma ojca alkoholika,
      że w domu jest bieda, a matka nie radzi sobie z jego wychowaniem. Z tego
      wszystkiego prawdą mogło być jedynie to ostatnie, ale przecież do tej pory nie
      znalazł się nikt, kto umiałby sobie poradzić i zrobić z chłopca model
      odpowiadający wyobrażeniom o grzecznym uczniu. Miał ponoć pomóc w tym dom
      dziecka w Krakowie. Tego dnia chłopiec usłyszał słowa „to dla twojego dobra” i
      te słowa powtarzane coraz częściej, towarzyszyły mu w dalszej, niełatwej
      drodze, by z biegiem czasu nabierać coraz groźniejszego znaczenia. Tak, więc
      dla swego dobra, zebrał na dzień dobry lanie od wspólnoty nowych kolegów – i od
      razu wszystko było jasne – nie wolno płakać (wiedział o tym od dawna) i nie
      wolno się skarżyć wrogom, – czyli wychowawcą – cokolwiek by się stało. Zresztą
      szybko pokazał, że da sobie rade z najsilniejszymi i zrozumiał, że należy bić
      by nie być bitym. Ta nowa wiedza była odtąd najważniejszą, najbardziej
      praktyczna mądrością, która chłopiec zdobył „dla własnego dobra”. Wychowawcy
      też potrafili zdrowo przyłożyć – no jakoś trzeba utrzymać w ryzach tą
      zbieraninę. Nic dziwnego, że zaraz na początku, zrodziła się myśl: uciekać,
      uciekać do domu, do mamy, do rodzeństwa, do przyjaciół z podwórka. Gotów był na
      wszystko, byle znaleźć sposób ucieczki.
      Uciekł już następnego dnia, pare przystanków autobusem i był w domu. Mama
      prosiła i przekonywała by wrócił do domu dziecka, uparł się, że nie! Zgodził
      się ost
      • 1iwona1 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 20:16
        cd.
        Uciekł już następnego dnia, pare przystanków autobusem i był w domu. Mama
        prosiła i przekonywała by wrócił do domu dziecka, uparł się, że nie! Zgodził
        się ostatecznie, tylko na powrót do szkoły, znajdującej się przy domu dziecka.
        Tak było do końca roku, ale w szkole powtarzały się znów te same problemy,
        jawna wrogość wychowanków domu dziecka, ciągle wybuchające incydenty, były nie
        do zniesienia i znów przestał chodzić do szkoły. Wcale nie myślał o tym, że
        przecież i tak go zabiorą. Wierzył, że u mamy musi być bezpiecznie, no, bo jak
        nie u mamy to gdzie?
        Koledzy z podwórka przyjęli go z radością, przynajmniej niektórzy, ci starsi,
        którzy niczego się nie bali. On też musiał pokazać, że się nie boi niczego,
        choć był młodszy o całe dziesięć lat i zaimponować kolegą. Podsunęli mu myśl by
        okraść kiosk. Naprawdę chodziło o odwagę no i o ekscytujące przeżycie,
        zabijające nudę – głupi wybryk, nic ważnego. A jednak, zatrzymanie, izba
        dziecka, pogotowie opiekuńcze, ucieczki, kolejne zatrzymania, znowu izba
        dziecka, pogotowie opiekuńcze i tak w kółko. Za którymś razem niespodzianka –
        pierwsza życzliwa dusza – kierowniczka ośrodka. Nie traktowała go jak
        przestępcę, nie okazywała wrogości, rozmawiała jak z człowiekiem, normalnie,
        ciepło, pozwoliła dzwonić do domu, poza wyznaczoną normą. To wystarczyło, by
        chłopiec jej zaufał, otworzył serce, zmiękł, złagodniał, przylgnął do niej, jak
        do drugiej mamy. Dla niej starał się być grzeczny i udawało się. Niestety
        krótko. Izba dziecka to tylko przechowalnia bagażu, przeznaczonego do dalszej
        wysyłki, a następny etap to Łańcut – schronisko dla nieletnich, choć ładnie
        brzmi, nie jest to przyjazne miejsce, właściwie to najgorszy horror, jaki
        przeżył. Przemoc, szykany, poniżanie, perfidia wychowanków i przełożonych –
        znów obudził się duch buntu i chęć odwetu za niesprawiedliwość. Po drugiej
        stronie frontu wychowawcy uzbrojeni prawa i metody łamania oporu – bicia się
        nie bał, teraz najczęściej stosowana broń to izolatka. „Dla twojego dobra”
        słyszał znowu, „albo będziesz posłuszny, albo będziesz tu siedział, a my
        postaramy się by kara była maksymalnie długa, dotkliwa i powtarzana tak często,
        jak często się da, zgodnie z prawem, albo niekoniecznie”. Poznawał najgorsze
        prawa dżungli rządzące tym światem, by bronić poczucia, własnej godności,
        musiał być twardy, hardy, nawet bez względny, utrwaliła się rola, szczutego
        zwierzęcia – zły, agresywny, wrogi i gotów do ucieczki. Tylko długie dni i noce
        spędzane w izolatce, pełne były niepokojących myśli, o tym jak urządzony jest
        ten świat, i jakie prawa nim żądzą. Tu też rodziły się pomysły na ucieczki.
        Znowu myślą przewodnią było: uciekać, uciekać! Ale jak?
        Kraty w oknach, strażnicy, alarmy, cały skomplikowany system zabezpieczeń.
        Któregoś dnia, wraz z kolegą, spostrzegli, że okno na czwartym piętrze jest
        możliwe do sforsowania. Czwarte piętro i co z tego? Decyzja zapadła
        natychmiast – skaczemy! Skoczyli, blaszany daszek zamortyzował uderzenie i choć
        nogi mocno bolały, pokuśtykali przez pola i miedzę do stacji kolejowej. Na
        peronie przysiedli czujnie na ostatniej ławeczce. Mieli rację – zauważyli ruch
        i policję, już wiedziano o ucieczce. Wstali powoli i odchodzili, zauważeni
        zaczęli uciekać, skoczyli w krzaki. Policjanci przeszukiwali zboża i zarośla.
        To cud doprawdy, że ich nie znaleźli. Uciekinierzy leżeli w krzakach, bojąc się
        oddychać, i w tedy usłyszeli rozmowę policjanta z kobietą jadącą na rowerze:
        - czego tu panowie szukacie?
        - dwóch bandytów uciekło z poprawczaka, niech pani lepiej ucieka do domu, tu
        może być niebezpiecznie, mogą panią zabić.
        Zabić? Myślał oszołomiony chłopiec, co on bredzi? Wieczorem wstali i
        powędrowali dalej. Szli na nogach z Łańcuta do Krakowa bocznymi drogami, bojąc
        się spotkać ludzi. Jedli po drodze to, co znaleźli w polach. W końcu rozstali
        się, zmierzając każdy do swego domu. Był letni wieczór, ze wzgórza, na którym
        położył się zmęczony, widział swoje osiedle i leżąc wśród trawy, był znowu
        szczęśliwy, choć spuchnięte stopy, bolały dotkliwie, ale to nic. Był wolny a
        dom był niedaleko.
        • 1iwona1 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 20:17
          cd.
          Zabrano go po dwóch tygodniach, znów do piekła w Łańcucie. Między czasie zapadł
          wyrok sądowy i przeniesiono go do poprawczaka w Ostrowcu Świętokrzyskim. Znowu
          pierwszą myślą była ucieczka. Jednak tu panowały trochę inne zasady – na
          przepustkę można było sobie zapracować – nie opłacało się uciekać. Zbierało się
          punkty za naukę, zachowanie, postępy i tak dalej. Punktów maksymalnie można
          było zdobyć sześć w ciągu minimum trzech miesięcy. Była też siłownia, która
          stała się jego pasją, bardzo chciał wyjść do domu na święta Wielkanocne.
          Postanowił na to zasłużyć, ale do świąt, było tylko dwa miesiące „staraj się”
          zachęcali wychowawcy, „jakoś to załatwimy”. Spiął się, sprężył, kontrolował
          wszystko – nauka, średnia 5,7, zachowanie bardzo dobry, warsztaty bardzo
          dobry, „dostaniesz przepustkę, całe dwa tygodnie” dopingowali wychowawcy, miał
          najlepszą średnią możliwych historii zakładu. Na możliwych 6 zdobył aż 5
          punktów, brakowało mu tylko jednego za czas, ale z dwóch nie da się zrobić
          trzech, dokonał już wszystkiego, co było możliwe. Ufał obietnicą no i dostał tę
          wymarzoną przepustkę – zalała go fala wściekłości, trzy dni!!!
          Zamiast obiecanych dwóch tygodni, tylko trzy dni! Wyjechał – postanowił nie
          wrócić, za ten zawód, który mu sprawili, za kolejną niesprawiedliwość.
          Miał już 16 lat. Lato mijało, nie szukano go – na razie. Czas upływał na
          spotkaniach z dawnymi kolegami przy piwie. Nikt mu nie podskakiwał, był zbyt
          silny, siłownia i zaprawa w poprawczaku, zresztą zawsze umiał się bić. Aż raz
          jeden gość zlekceważył to, dokuczał, drażnił no i oberwał – mocno – wybite
          zęby, złamany nos. Teraz już na komisariacie obiecano mu kryminał i jak rzadko,
          słowa dotrzymano. Na rozprawie adwokat z urzędu wyszedł po 5 minutach – „na
          chwilę” i nie pojawił się już więcej, za to pojawiły się dodatkowe materiały,
          uzyskane przez zastraszanie świadków, o jakieś kradzieże, włamania, mnóstwo
          przekłamań i nieścisłości w faktach, datach i procedurach. Wyrok: dwa i pół
          roku w więzieniu. Choć z racji wieku, powinien wrócić właściwie do poprawczaka,
          ale przyzwyczaił się już, zawsze było gorzej niż powinno być.
          Więzienie – no cóż, szkoda czasu na opisy – po prostu znowu walka, o to by być
          jak najwyżej w hierarchii, walka ze współwięźniami, by udowodnić swoją siłę i
          godność, która w więzieniu ma inny wymiar i znaczenie niż na zewnątrz. No i
          służby więzienne, po drugiej stronie barykady. Kim był, gdy wyszedł?
          Kryminalistą, skończony nim zaczął naprawdę żyć.
          Któregoś dnia przypadkiem spotkał kogoś, kto opowiedział mu o ADHD. Jak przez
          mgłę, przypomniał sobie badania, wywiady, zaświadczenia, terapie z dzieciństwa.
          Nagle wszystko stało się jasne. Po raz pierwszy zrozumiał sam siebie i swoje
          życie. Postanowił je zmienić, wyprostować, zawsze miał przecież poczucie
          sprawiedliwości i prawdy, mimo wszystko nie chciał utonąć. Chciał też pomagać
          innym dzieciom w podobnych sytuacjach. Najważniejsze teraz było kształcić się,
          w ciągu miesiąca zaliczył egzaminy ze wszystkich przedmiotów z dwóch lat nauki.
          Dzisiaj uczy się dalej.
          Jego najmłodszy brat, z którym zaczynają się już szkolne kłopoty, jest zupełnie
          takim sam jak on, jaki będzie jego los?

          Nazywam się Paweł Gadzina, mam 22 lata, to ja jestem tym chłopcem.

          ----
          skopiowane z portal.adhd.org.pl/phpbb/viewtopic.php?t=599
    • rycerzowa Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 22.08.05, 23:10
      A mnie chodzi o to, by nie wymagać od dzieciaka, "by był mądrzejszy i bardziej
      doswiadczony,niż własny dziadek, jeśli go kiedykolwiek posiadał".(Słowa pani
      Linde z "Ani z Zielonego Wzgórza").

      Wszystkim nam przydałoby się , jak widać, trochę wiedzy o prawach rządzących
      rozwojem dziecka. Żeby wiedzieć, gdzie są granice normy, czego możemy od dziecka
      wymagać.

      A co do przestępców, to są nimi zazwyczaj osobnicy zimni i wyrachowani.


    • mika_p Re: lekarka też człowiek 22.08.05, 23:35
      W całym tym watku to nie dziecko jest winne zaistaniałej sytuacji, nie lekarka,
      tylko matka, niestety.

      Mozna było, wchodzac, uprzedzic lekarke - "syn ma ADHD, moze byc klopot z
      badaniem, ale mysle, ze sobie poradzimy".
      Można było, gdy rozpoczeły się wędrówki po gabinecie i ruszanie wszytskiego
      wkoło, zaprowadzić dziecko do zabawek, lekarce wyjasnić, ze chłopaka nosi, bo
      ma ADHD i nikogo by szlag nie trafił.

      Skąd lekarka ma wiedzieć, czy dziecko ma ADHD, czy tez jest zwyczajnie
      wstrętnym rozwydrzonym bachorem "wychowywanym" bezstresowo ? Jeśli matka nic
      nie robi, nie reaguje, to jaki stąd wniosek dla lekarza czy każdego innego
      człowieka ? Dynda matce to, co dziecko robi. A lekarka odpowiada za powierzone
      jej mienie.

      I dlaczego stwierdzenie o nauczaniu indywidualnym wg Nani tak dyskredytuje
      lekarkę ? Są dzieci, które powinny miec w mniejszym lub większym zakresie
      wlasnie taki tryb nauki. Wystarczyło usmiechnąc się i powiedzieć "Psycholog
      uważa, że syn da sobie radę w szkole" i już. Wiem jak to jest, kiedy uwage
      poswięca sie dziecku,a lekarza słucha jednym uchem, bo bywałam u lekarzy z
      przeciętnym, czyli hiperruchliwym, dwulatkiem. Tekst "Dzieci powinny miec
      nauczanie indywidualne" brzmi prawie tak samo jak "Niektóre dzieci powinny mieć
      nauczanie indywidualne" lub "Dzieci powinny mieć mozliwosć nauczania
      indywidualnego". A przecież lekarka nie musiała wiedzieć, że dziecko jest pod
      opieka poradni (jesli jest) i podzieliła sie po prostu z matką swoją wiedzą -
      tym, czego sie nauczyła, doszkalając się itd.

      Od strony lekarki mogło wyglądac to tak, ze przyszła baba z dzieciakiem,
      dzieciak nie usiadł na chwilę tylko zaglądał we wszystkie kąty, a matka olała
      temat. Lekarka wystąpiła w obronie swojego mienia, po czym dowiedziała się, ze
      dziecko ma ADHD. W dobrej wierze, widząc, ze matka ma z tym dzieckiem problemy
      i nie bardzo wie, co robić, zaczeła mówić o możliwości nauczania
      indywidualnego. Matka nie dała jej dokonczyc i wydarła się, że jak ktoś ma
      problem w pracy z ludzmi, to nie powinien leczyć.
      Gdy za kłopotliwym pacjentem i jego niesympatyczną mamusią drzwi się zamknęły,
      lekarka zrobiła trzy głębokie wdechy, przywołała na twarz nieco zwiędnięty
      usmiech i przyjeła kolejnego pacjenta.

      Verdana pisała gdzieś tam wyżej, że długi czas musiała tłumaczyć swoje dzieci z
      dyslekcji. Dlaczego ? Dlatego, że społeczenstwo ma jakiś obraz "normy" i o ile
      zrozumie szalejącego dwulatka, to od siedmiolatka oczekuje, ze będzie siedział
      grzecznie i najlepiej z dziobem na kłodkę; o ile zrozumie siedmiolatka
      sadzącego byka za bykiem, o tyle nastolatek powinien pisac czytelnie i
      ortograficznie.
      Syn Nanai nie ma na czole wytatuowanego "ADHD" i to ona powinna byc buforem
      między nim a resztą swiata, a nie kichac na swiat tylko dlatego, ze jej syn
      wymaga wiecej uwagi i troski.
      • mruwa9 Re: lekarka też człowiek 23.08.05, 00:00
        Moze to nie powod do wstydu , ale czy naprawde uwazasz, ze warto to na kazdym
        kroku podkreslac, rozpowiadajac na prawo i lewo: moje dziecko ma ADHD?
        Jesli chodzi o zachowanie matki- czasem do wyboru mam: pozwolic dziecku na
        eksploracje obcego terenu, w tym czasie rozmawiajac np. z lekarzem, lub po
        wejsciu do gabinetu nie miec szans na wymiane chociazby 2 zdan, goniac za
        dzieckiem i usilujac go utrzymac w miejscu. W tym momencie wizyta nie ma
        najmniejszego sensu. Opieka nad dzieckiem z ADHD to naprawde ciezki kawalek
        chleba, a nikt z nas nie jest cyborgiem zdolnym do pracy na najwyzszych
        obrotach przez cala dobe. Dzieci z ADHD wymagaja wiekszej uwagi, niz dzieci
        zdrowe, to oczywiste. Moj syn niemal nie potrafi sie bawic sam, nie czyniac w
        tym czasie destrukcji. Nie jestem w stanie pojechac z nim na zakupy ani pojsc
        do kosciola. Dziecko samo kiedys zdefiniowalo swoj problem: on ma taka sprezyne
        w srodku, ktora kaze mu skakac i robic rozne rzeczy konczynami, nawet wtedy,
        gdy jest juz bardzo zmeczony. Takie dziecko samo na siebie sciaga potencjalny
        ostracyzm grupy rowiesniczej, nie mowiac o mobbingu. A traktowanie nas, matek
        jako niewydolnych wychowawczo, w sytuacji, gdy zwykle dziecku z ADHD poswieca
        sie znacznie wiecej uwagi i czasu niz innym dzieciom, po prostu boli i jest
        krzywdzace.
        • roman.gawron Re: lekarka też człowiek 23.08.05, 00:22
          mruwa9 napisała:

          > Jesli chodzi o zachowanie matki - czasem do wyboru mam: pozwolic dziecku na
          > eksploracje obcego terenu, w tym czasie rozmawiajac np. z lekarzem, lub po
          > wejsciu do gabinetu nie miec szans na wymiane chociazby 2 zdan, goniac za
          > dzieckiem i usilujac go utrzymac w miejscu.

          A nie można po prostu rozmawiając z lekarzem, trzymać dziecka mocno za rękę i
          niech skacze na tej swojej sprężynie w miejscu?
          • a_weasley Co nie Twoje, tym się nie rządź 23.08.05, 00:28
            roman.gawron napisał:

            > mruwa9 napisała:

            > > Jesli chodzi o zachowanie matki - czasem do wyboru mam: pozwolic dziecku
            > > na eksploracje obcego terenu,

            Nie masz nic do pozwalania. Wszystko, co możesz zrobić, to poprosić osobę, na
            której terenie jesteś, żeby dziecku pozwoliła. Cokolwiek dolega Twojemu
            dziecku, nie daje Ci to prawa do dysponowania tym, co nie Twoje.

            -
            • gaika Re: Co nie Twoje, tym się nie rządź 23.08.05, 01:01
              a_weasley napisał:
              > Nie masz nic do pozwalania. Wszystko, co możesz zrobić, to poprosić osobę, na
              > której terenie jesteś, żeby dziecku pozwoliła. Cokolwiek dolega Twojemu
              > dziecku, nie daje Ci to prawa do dysponowania tym, co nie Twoje.

              Zabawki w gabinecie lekarza sa dla dzieci.Sluza odroceniu uwagi, zmniejszeniu
              stresu itp. Sa dobrem publicznym, nie prywatnym i "eksploracja" wpisana jest w
              ich funkcje.
              • a_weasley Re: Co nie Twoje, tym się nie rządź 23.08.05, 01:13
                Zabawki, może. ALe dzieciątko Nanai było już na etapie wspinania się na mebel.
                To normalne, że dziecko próbuje różnych dziwnych zachowań. I to, że - nie
                każde, ale wiele dzieci - próbuje wszystkiego dotknąć, wszędzie wleźć, też jest
                normalne. Dziecka rzecz próbować, badać, gdzie są granice, rodzica rzecz
                granice wyznaczać, a wyznaczonych strzec.
                Ciekawe, że w supermarkecie jakoś rodzice nie pozwalają dzieciom wspinać się na
                półki z towarami. Jakoś tam nie występuje problem, czy pozwolić dziecku na
                eksplorację.
                • gaika Re: Co nie Twoje, tym się nie rządź 23.08.05, 01:37
                  a_weasley napisał:

                  > Zabawki, może. ALe dzieciątko Nanai było już na etapie wspinania się na mebel.
                  > To normalne, że dziecko próbuje różnych dziwnych zachowań. I to, że - nie
                  > każde, ale wiele dzieci - próbuje wszystkiego dotknąć, wszędzie wleźć, też
                  jest
                  >
                  > normalne. Dziecka rzecz próbować, badać, gdzie są granice, rodzica rzecz
                  > granice wyznaczać, a wyznaczonych strzec.
                  > Ciekawe, że w supermarkecie jakoś rodzice nie pozwalają dzieciom wspinać się
                  na
                  >
                  > półki z towarami. Jakoś tam nie występuje problem, czy pozwolić dziecku na
                  > eksplorację.


                  To nie jest adekwatne porownanie. Dzieci do lekarza chodzic MUSZA. Za to lekarz
                  jest szkolony w postepowaniu z roznymi pacjentami jak i chorobami.

                  Wizyta u doktora nie jest zazwyczaj dla dziecka przyjemnoscia, a ludzie(takze
                  dorosli)w rozny sposob reaguja na stres(tego lekarzy takze ucza).

                  Wyznaczanie granic dziecku choremu trwa wielokrotnie dluzej. Nie spotkalam
                  jednak rodzicow, ktorzy czuliby sie z tego obowiazku zwolnieni. Po prostu ich
                  nadludzkie czasem wysilki sa nieludzko malo widoczne.
            • mruwa9 Re: Co nie Twoje, tym się nie rządź 23.08.05, 01:04
              Masz racje, oczywiscie dziecko nigdy nie ma przyzwolenia na ingerencje w cudza
              wlasnosc, a tym bardziej na jakakolwiek destrukcje tego, co nie jego (na
              destrukcje swojej wlasnosci tez nie ma przyzwolenia, choc w zyciu roznie z tym
              bywa,oglednie mowiac), ale piszac o eksploracji mam na mysli sytuacje, gdy
              dziecko nie potrafi sie zdecydowac, czy wizyte u lekarza spedza pod stolem czy
              na kozetce,czy na moich kolanach. A oczekiwania spoleczne sa: oczy w slup,
              buzia w ciup, raczki na kolankach...
              • a_weasley Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 01:24
                mruwa9 napisała:

                > Masz racje, oczywiscie dziecko nigdy nie ma przyzwolenia na ingerencje
                > w cudza wlasnosc, a tym bardziej na jakakolwiek destrukcje
                > tego, co nie jego

                No więc tu już była mowa o robieniu bałaganu i że to jest normalna czynność
                dziecka, także na cudzym terenie.

                > (na destrukcje swojej wlasnosci tez nie ma przyzwolenia,
                > choc w zyciu roznie z tym bywa,oglednie mowiac),

                Pewnie, że bywa różnie, ale to jest wtedy prywatna sprawa rodziców.

                > ale piszac o eksploracji mam na mysli sytuacje, gdy
                > dziecko nie potrafi sie zdecydowac, czy wizyte u lekarza spedza pod stolem
                czy
                > na kozetce,czy na moich kolanach.

                I czy lekarz może mu tę decyzję ułatwić? Na przykład kategorycznie nie życzyć
                sobie, żeby dziecko pakowało się z butami na białe prześcieradło na kozetce?

                > A oczekiwania spoleczne sa: oczy w slup,
                > buzia w ciup, raczki na kolankach...

                Trzydzieści lat temu nie znano skrótu ADHD w Polsce. Była nadpobudliwość
                psychoruchowa. I ja to miałem. To nie są moje domysły, opiekował się mną
                psycholog, miałem to zdiagnozowane. A rodzice egzekwowali ode mnie zachowanie
                ogólnie przyjęte. Może nie w zakresie oczu i buzi, ale wiedziałem, że jak
                jestem u kogoś, to mam siedzieć spokojnie. Jak jestem z mamą w gościach, to
                przy stole mam się zachowywać jak człowiek. Działało.
                • gaika Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 03:51
                  a_weasley napisał:
                  > Trzydzieści lat temu nie znano skrótu ADHD w Polsce. Była nadpobudliwość
                  > psychoruchowa. I ja to miałem. To nie są moje domysły, opiekował się mną
                  > psycholog, miałem to zdiagnozowane. A rodzice egzekwowali ode mnie zachowanie
                  > ogólnie przyjęte. Może nie w zakresie oczu i buzi, ale wiedziałem, że jak
                  > jestem u kogoś, to mam siedzieć spokojnie. Jak jestem z mamą w gościach, to
                  > przy stole mam się zachowywać jak człowiek. Działało.


                  Wyroznia sie nie tylko rozne typy ADHD, ale i zroznicowane jego natezenie(od
                  formy lagodnej po ostra).Dodatkowo, a raczej przede wszystkim,poza objawami
                  typowymi dla nadpobudliwosci psychoruchowej MUSI wystapic zaburzenie normalnego
                  funkcjonowania(klopoty w domu, szkole, z rowiesnikami itd.).
                  Jesli dziecko jest w stanie zapanowac nad objawami, nie ma mowy o ADHD. Chyba,
                  ze sytuacja o ktorej piszesz, miala miejsce po okresie efektywnej terapii.
                  • mruwa9 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 08:21
                    Mam syna z ADHD. Mam opozniona w rozwoju coreczke. IQ syna jest pewnie
                    dwukrotnie wyzsze niz IQ jego siostry. Ale w jednym sa podobni: w tempie
                    przyswajania pewnych informacji i zachowan. "Normalnemu" dziecku wystarczy
                    powiedziec i wyegzekwowac pewne rzeczy kilka razy i dotrze. W przypadku ADHD
                    jest to ciezka orka, tlumaczenia i powtorki tysiace razy, zanim uda sie pewne
                    rzeczy wcielic w zycie. I to na zasadzie "dwa do przodu, trzy do tylu": bo
                    zawsze znajdzie sie jakas nieprzewidziana sytuacja, w ktorej niekontrolowane
                    rece cos niechcacy zrzuca ze stolu czy beda niebezpiecznie zmierzac w kierunku
                    drugiej osoby. Efekty pracy oczywiscie sa, ale pojawiaja sie niewspolmiernie
                    wolno w stosunku do wlozonej energii i pracy, zarowno dziecka, jak i rodzica.
                    Ale otoczenie tego nie pojmuje, oczekuje pokornego i dobrze wychowanego
                    dziecka. A my? Jestesmy tylko nieudolnymi rodzicami, ktorych dzieci powinno sie
                    zamknac w odosobnieniu. Na chwale spoleczenstwa sad
                    • ewa2000 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 10:36
                      Do wielu rzeczy dochodzimy "ciężką orką"! To, że ma się dziecko z jakąkolwiek
                      dysfunkcją, chorobą nie zwalnia rodziców z owej "ciężkiej orki". A im bardziej
                      skomplikowany problem tym cięższa praca. Moja sąsiadka ma córkę ciężko
                      upośledzoną i nieprzewidywalną. Rzuciła pracę, zajmuje się dzieckiem 24 godziny
                      na dobę. Mała ( ma już 13 lat) NIE JEST UCIĄŻLIWA DLA OTOCZENIA, bo matka
                      potrafi i chce(!) przewidzieć jej reakcje i w porę im przeciwdziałać. Nie
                      uważa, że fakt choroby córki powoduje, że wszystko jej wolno.
                      Dobrze by było, gdyby rodzice ADHD-owców zachowywali sie podobnie - wymagali
                      przede wszystkim od siebie i swoich dzieci i ponosili pełna odpowiedzialność (
                      także finansową) za ich wyczyny. Tolerancja także ma swoje granice.
                    • a_weasley Współczuję Wam bardzo, ale... 23.08.05, 10:40
                      mruwa9 napisała:

                      > Efekty pracy oczywiscie sa, ale pojawiaja sie niewspolmiernie
                      > wolno w stosunku do wlozonej energii i pracy, zarowno dziecka, jak i rodzica.
                      > Ale otoczenie tego nie pojmuje, oczekuje pokornego i dobrze wychowanego
                      > dziecka.

                      No niestety tak jest. A przynajmniej oczekuje, że będziecie się starali
                      zminimalizować tarcia pomiędzy swoim dzieckiem a resztą świata. Wyście tu
                      pewnie nic nie zawinili, ale reszta świata tym bardziej nie.

                      > A my? Jestesmy tylko nieudolnymi rodzicami, ktorych dzieci powinno sie
                      > zamknac w odosobnieniu. Na chwale spoleczenstwa sad

                      To jest naprawdę przede wszystkim Wasze zadanie - jakoś to dziecko wprowadzić
                      do społeczeństwa. Społeczeństwo Wam w tym powinno pomóc. Ale Wy powinniście
                      dołożyć starań, żeby społeczeństwo przy tym miało jak najmniej kłopotów, bo ono
                      ma dosyć problemów i bez tego.
                      Pojawia się tutaj w postaci ostrej problem, który w postaci łagodnej stwarza
                      każde dziecko. Dziecko z natury nie do wszystkiego pasuje (i nie wszędzie się z
                      nim chodzi). W pewnym stopniu bywa uciążliwe dla otoczenia, a rodzice powinni
                      starać się te uciążliwości ograniczyć. Rodzice mają prawo oczekiwać pewnych
                      ustępstw i pomocy, ale powinni z tego prawa korzystać z umiarem.
                      W dyskutowanym przypadku lekarka ma obowiązek znosić, że dziecko zakłóca
                      rozmowę. Nie ma obowiązku znosić na przykład uszkadzania sprzętów czy
                      rozrzucania papierów.
                      Jeżeli matka próbuje wejść z wózkiem do wysokopodłogowego autobusu, pierwszy
                      pomogę. Ale jeżeli ustawi go w przejściu, bo tak jej wygodnie, a inni niech się
                      dostosują, pierwszy zaprotestuję.
                      • mruwa9 Re: Współczuję Wam bardzo, ale... 23.08.05, 13:45
                        a_weasley napisał:
                        > Ale otoczenie tego nie pojmuje, oczekuje pokornego i dobrze wychowanego
                        > > dziecka.
                        >
                        > No niestety tak jest. A przynajmniej oczekuje, że będziecie się starali
                        > zminimalizować tarcia pomiędzy swoim dzieckiem a resztą świata. Wyście tu
                        > pewnie nic nie zawinili, ale reszta świata tym bardziej nie.
                        >


                        A skad wiesz, ze tego nie robie? Sama odprowadzam dziecko do szkoly i odbieram
                        je (poniekad dla jego bezpieczenstwa, zeby tam w ogole dotarl), choc wielu
                        rowiesnikow robi to bez udzialu rodzicow. Staram sie skanalizowac energie
                        dziecka poprzez organizacje zajec ruchowych na powietrzu i innych zajec
                        sportowych, zeby dziecko mialo gdzie wyladowac nadmiar swojej energii.
                        Rozmawiam z dzieckiem bardzo duzo, tlumaczymy sobie rozne rzeczy. Cwiczymy
                        empatie. Staram sie towarzyszyc dziecku w zajeciach na dworze, zeby jakos
                        nadzorowac jego zachowanie, zwlaszcza wobec innych dzieci. Gdy byl mlodszy nie
                        bylam mama siedzaca z gazeta na lawce, podczas gdy syn morduje dzieci w
                        piaskownicy lopatka. Raczej jestem matka siedzaca z dzieckiem w piaskownicy,
                        zeby jakos moderowac zabawe i w pewnym sensie chronic inne dzieci przed moim
                        wlasnym synem. Ale nie jestem w stanie obecnie miec mlodego na oku non stop, on
                        musi miec troche wiecej swobody adekwatnej do wieku, nie bede go przeciez
                        odprowadzac do szkoly do samej matury? A poza tym mam tez inne obowiazki ( 2
                        mlodszych dzieci, w tym niepelnosprawne) i tylko 2 rece sad Wcale nie jest mi
                        przyjemnie wysluchiwac skarg, ze moje dziecko dalo noge ze szkoly albo obsypalo
                        kogos piaskiem (czasem sprowokowane przez inne dziecko, ale teraz juz sie
                        utarlo, ze winien jest zawsze moj syn). Wcale nie odpuszczam tego, staram sie
                        zawsze przewidywac, co moja latorosl moze wymyslic i zapobiegac
                        niedopuszczalnym sytuacjom, ale co jeszcze moge zrobic? Tu- zgodnie z moimi
                        dotychczasowymi doswiadczeniami- zostalam po raz kolejny zaatakowana. A do
                        wyboru pozostala juz naprawde bezludna wyspa lub dyby ...
                        • ewa2000 Re: Współczuję Wam bardzo, ale... 23.08.05, 15:15
                          Być może jednak robisz zbyt mało. Twoją i tylko Twoja sprawą jest ujarzmienie
                          dziecka. Jeśli tego nie uczynisz nie dziw się, że inni ( rodzice kolegów, sami
                          koledzy czy nauczyciele) zrobią to w sposób brutalny. Ktoś kiedyś powiedział,
                          że wolność jednostki kończy się tam gdzie rozpoczyna się wolność kogoś innego.
                          I coś w tym jest.
                      • ewa2000 Re: Współczuję Wam bardzo, ale... 23.08.05, 15:12
                        Podpisuję sie pod Twoim postem i poglądami. Podobnie jak Ty pierwsza rzucę się
                        na pomoc matce szarpiącej się z barierami architektonicznymi, ale również
                        pierwsza zrobię awanturę gdy dziecko np. niszczy zieleniec. I nie interesuje
                        mnie czy wynika to z bezstresowego wychowania ( to przecież tylko dziecko.....)
                        czy z ADHD ( gdzieś musi rozładować energię, jest chore i nie wszystko rozumie).
                        Sprawą rodziców i tylko rodziców jest opieka nad dziećmi. Usprawiedliwieniem
                        nie jest posiadanie licznego czy niepełnosprawnego innego potomstwa i tylko
                        jednej pary rąk.
                        Może nie jest to najszczęśliwesze porówanie, ale tak jak opiekunowie dzieci
                        cierpiących na chorobę lokomocyjną muszą podać małemu przed podróżą awiomarin,
                        a na wszelki wypadek mieć przygotowane torebki, tak i rodzice ADHD-owców muszą
                        mieć możliwość ujarzmienia potomstwa. I jedno i drugie jest chorobą. I jedno i
                        drugie niezależne od dziecka. Jednak w obu sytuacjach są metody, aby nie
                        dopuścić do uciążliwości dla otoczenia. I o ile w pierwszym przypadku rodzice
                        na ogół wiedzą co czynic to w drugim domagają się tolerancji.
                        • ann38 Re: Współczuję Wam bardzo, ale... 28.08.05, 11:15
                          Szanowna Pani,na ADHD nie ma lekarstwa jak na chorobe lokomocyjna,i prosze
                          wybaczyc ale chyba nie ma Pani zielonego pojecia jak zachowuje sie dziecko
                          ktore choruje na ADHD,jak to jest uciazliwe dla rodzicow i z jakim
                          niezrozumieniem spotykaja sie,najlepszy przyklad Pani.
                          Niestety bardzo malo sie wie o tej chorobie,nawet niektorzy sadza ze to jakis
                          wybryk.
                          wiec prosze sie nie wypowiadac jesli nic na ten temat Pani nie wie!
                • verdana Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 17:45
                  I stosując nieustanne zakazy,ograniczajac własciwa dla dziecka nadpobudliwego
                  aktywność, udało im się jedno. Yak obciosali psychikę dziecka, że wyrosła na
                  osobe skrajnie bezduszną.
                  • verdana Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 17:48
                    To było do a_wesleya!
                    A przy okazji - dziecko z ADHD jest dzieckiem chorym. Jesli nie potrafi się
                    kontrolować i matka nie może go okiełznać - a to jest absolutnie możliwe, co
                    proponujecie.
                    Żeby niezaleznie od stanu zdrowia nie przekraczało granic gabinetu lekarskiego?
                    Bo jest CHORE?
                    Moze tak bedzie lepiej. Pozbedziemy sie problemu dzieci z ADHD. I pozostaną sami
                    grzeczni, zdrowi, spokojni.
                    • ewa2000 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 18:00
                      Proponujemy, aby:
                      1. Dziecko z ADHD było pod opieką psychatry,
                      2. Matka informowała lekarza ( w tym przypadku pediatrę), że ma do czynienia z
                      ADHD
                      3. Matka więcej czasu poświęciła dziecku a mniej wyżalaniu się, chocby na forum
                      internetowym, jakie to paskudne otoczenie, które nie akceptuje jej dziecka.
                      Wystarczy to.
                      Chore dziecko to również szereg ograniczeń. Czy wyobrazasz sobie co by się
                      stało np. w samolocie, gdyby w czasie 3 godzinnego lotu nadpobudliwy mały
                      człowiek zaczął szaleć po pokładzie? Kopać i krzyczeć?
                      • mary.austin ewa 2000, babo jedna złośliwa, 23.08.05, 21:47
                        zajrzyj tu:
                        szukaj.gazeta.pl/szukaj/0,52001.html?
                        VE_szukaj_a=nanai11&ile=15&sort=data_desc&spojnik=and&forum=575&poz=0&A_szukaj=a
                        utor&zywe=2&x=9&y=8

                        niesłusznie dogryzasz nanai

                        ewa2000 napisała:


                        > 3. Matka więcej czasu poświęciła dziecku a mniej wyżalaniu się, chocby na
                        forum
                        >
                        > internetowym, jakie to paskudne otoczenie, które nie akceptuje jej dziecka.
                        > Wystarczy to.
                    • a_weasley Schizofrenik też jest chory 23.08.05, 18:58
                      verdana napisała:

                      > A przy okazji - dziecko z ADHD jest dzieckiem chorym.

                      Dorosły człowiek chory psychicznie też jest chory. Niemniej kiedy staje się
                      agresywny, próbuje się go poskromić środkami adekwatnymi do stwarzanego
                      zagrożenia. Kiedy zaczyna demolować knajpę, wyrzuca się go za kołnierz jak
                      pijaka albo woła pogotowie, które poskramia go siłą. Potem mu dadzą leki, potem
                      poddadzą takiej czy innej terapii, ale na razie uniemożliwia mu się szkodzenie
                      innym tu i teraz.
                      A kiedy strzela na ulicy do bliźnich, bo mu głosy kazały, strzela się do niego.
                      Wprawdzie nie można karać człowieka za to, że jest chory, ale tym bardziej nie
                      można karać innych za to, że się znaleźli w zasięgu działania człowieka chorego.

                      > Moze tak bedzie lepiej. Pozbedziemy sie problemu dzieci z ADHD. I pozostaną
                      sam
                      > i
                      > grzeczni, zdrowi, spokojni.

                      Równie dobrze można by odwrócić pytanie: co Ty proponujesz?
                      Wyjęcie dziecka z ADHD spod władzy ogólnie przyjętych zasad i pozwolenie mu na
                      funkcjonowanie zgodnie z tym, co mu akurat strzeli do głowy?
                      Dostosowanie życia dwadzieściorga dziewięciorga dzieci w klasie do jednego
                      adehadowca?
                      Pokorne znoszenie przez urzędnika, że petentka przyszła z dzieckiem (bo nie
                      miała go z kim zostawić), a ono ściągnęło z biurka monitor, żeby go sobie
                      lepiej obejrzeć?
                      • ewa2000 Re: Schizofrenik też jest chory 23.08.05, 19:42
                        Dokładnie to proponuje, nie tylko w tym wątku, Verdana. ADHD-owcy mają mieć
                        SPECJALNE PRAWA, inni muszą dostosować sie do nienormalnych zachowań.
                        Asortyment wyskoków nadpobudliwego dziecka jest przeogromny ( vide inne watki
                        na ten temat) - począwszy od utrudnienia/uniemozliwienia prowadzenia lekcji na
                        zagrożeniu zdrowia/zycia kolegow skończywszy.
                        Współczuję wszystkim chorym i nieprzystosowanym oraz ich rodzicom, ale nie
                        mozna domagać się od otoczenia akceptowania nienormalnych zachowań, bo staniemy
                        sie nienormalnym społeczeństwem.
                  • ewa2000 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 17:54
                    Przestań wreszcie bronić wszelkich chuliganów ( inne watki), przestań
                    doszukiwać się specjalnych praw dla dzieci nieprzystosowanych, przstań
                    usprawiedliwiać nieudolnych i leniwych rodziców!
                    W świecie obowiązuja okreslone prawa, których nalezy przestrzegać. I nikogo nie
                    interesuje czy osoba nieprzestrzegająca norm społecznych jest nadpobudliwa z
                    powodu - prawdziwej czy wyimaginowanej - choroby, wychowywana bezstresowo czy
                    zyjąca w przeswiadczeniu, ze wszystko jej wolno.
                    Ludzie mają prawo nie akceptować nienormalnych zachowań, mają prawo się przed
                    nimi bronić. Dziś nadpobudliwe dziecko, którego aktywności nie poskromi matka,
                    porozrzuca zabawki w przychodni, jutro skacząc popsuje windę ( za jej naprawę
                    nie zapłacą rodzice, bo "winda sie popsuła") i aż strach pomyśleć co zrobi
                    pojutrze.
                    • verdana Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 18:12
                      Nie bronie chuliganów, tylko dzieci CHORYCH. Swoja droga lekarz, który uwaza
                      dziecko z ADHD za groźnego wariata - to tez ciekawy przypadek. Lekarz, ktory
                      uwaza ludzi chorych za ludzi gorszych. Ktory uwaza, że chorzy nie powinni miec
                      zadnych dodatkowych praw - niech zachowują się jak zdrowi, a wtedy może ich
                      zaakceptujemy. Inaczej powinni zostać odizolowani.
                      Mam nadzieję, że mówisz matkom chorych dzieci po porodzie, że normalne
                      społeczeństwo nie będzie miało dla ich dzieci litosci i że powinny swoje dzieci
                      odizolować.
                      Na podstawie jednego przypadku - a i to watpię czy prostego ADHD - wyciągasz
                      wnioski o "nieprzystosowalności" bardzo dużej grupy dzieci do normalnego życia.
                      Ale te dzieci przestaną być dziećmi. I co wtedy z nimi zrobisz?
                      • ewa2000 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 19:05
                        Gdy matka urodzi chore/niepełnosprawne dziecko staramy się ( razem z
                        neonatologiem ) spowodować, aby jak najszybciej rozpoczęła leczenie. Kierujemy
                        do stosownych specjalistów. Nie pozostawiam matki samej - rozmawiam z nia, z
                        ojcem dziecka, przysyłam psychologa. Ale co to ma do rzeczy?
                        Verdano, czy Ty nie chcesz czy nie potrafisz zrozumieć, że dzieci nadpobudliwe,
                        rozrabiające są uciążliwymi pacjentami/klientami/pasażerami?
                        Domagasz się dodatkowych praw dla tych właśnie dzieci, ale dlaczego nie widzisz
                        rudymentarnych praw innych?
                        Czy normalnie zachowujący sie ludzie muszą przystosowywac się do tych
                        nadpobudliwych? Czy oni nie mają żadnych praw?
                        • tomekiela Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 24.08.05, 12:39
                          Och, a jak uciążliwi są ci na wózkach inwalidzkich, wszędzie trzeba budowac dla
                          nich jakieś podjazdy i windy psujące wizję architektoniczną miast. Patrząc w tą
                          strone dojdziemy szybko do wniosku że każdy chory jest uciążliwy.

                          Może lepiej wyjdziemy na tym gdy przepuścimy rodzica z dzieckiem z ADHD w
                          kolejce, będzie to z korzyścią dla wrzystkich stron. Ja po przeczytaniu postów
                          mam które wiedzą z własnego doświadczenie coś o ADHD z więkrzym zrozumieniem
                          będę patrzyła na ich dzieci i jeśli będę mogła pomuc, to pomogę - to czase
                          naprawdę mało wysiłku a dużo dobrej woli i wychowania.
                          Jestem z wami!
                      • mama.ludzika Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 19:14
                        Załóżmy, że fakty są następujące:

                        1. Rodzice dzieci cierpiących na ADHD robią wszystko, co jest w ich mocy,
                        żeby zminimalizować objawy choroby, rozmawiają z nimi, ćwiczą opanowanie, techniki uspokajania się, itp, mają na nie oko przez cały czas, kiedy dzieci
                        znajdują sie wśród ludzi.
                        2. Dzieci są pod fachową opieką pediatryczno-psychologiczną.
                        3. Dzieci robią wszystko, co w ich mocy, żeby zachowywać się tak, jak wymagają
                        tego rodzice, lekarz, pedagodzy, itp, starają się i rozumieją sytuację.
                        4. Nadal ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia, ponieważ na tym polega specyfika ADHD- nie potrafią zapanować nad swoim ciałem.

                        Co więcej można zrobić? Albo z tym żyć, albo zlikwidować problem, izolując dziecko od otoczenia.
                        Załóżmy też, że izolowanie spustoszy psychikę dziecka, czyniąc go osobnikiem nienadającym się już kompletnie do życia w społeczeństwie.

                        Z tego, co się orientuję, z ADHD się wyrasta, albo przynajmniej po części
                        się wyrasta.

                        Dlaczego więc nie dać tym, którzy są nim dotknięci, szansy na...życie?
                        Czy tolerowanie uciążliwego zachowania u dzieci to rzeczywiście taka wielka ofiara? (uciążliwego, nie: niebezpiecznego). Nie stać Was na to? Zapewne znoszenie zachowania dziecka nadpobudliwego w przychodni, stołówce, czy na
                        placu zabaw przez godzinę, czy dwie, jest niczym, w porównaniu z tym, co przechodzą jego rodzice i sam mały delikwent. Oni są już naprawdę zmęczeni,
                        czy tak trudno to zauważyć...? Trzeba im jeszcze dokopać?

                        Czytając niektóre posty czasem odnoszę wrażenie, że piszą je ludzie nie tyle
                        bez wyobraźni i wiedzy, co...bez serca.

                        Pozdrawiam!


                        • ewa2000 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 19:48
                          Odwracam pytanie - czy osoby N O R M A L N E nie mają jakichkolwiek praw?
                          Czy np. matka z dzieckiem z wysoką gorączką musi czekać niewiadomo jak długo w
                          przychodni, bo dziecko z ADHD rozrabia?
                          • mama.ludzika Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 20:03
                            Dlaczego tak walczysz o swoje prawa, skoro sprawa dotyczy jakiegos znikomego ułamka w Twoim życiu? Jak mało Ty na tym stracisz, jeśli odpuścisz, a jak wiele straci ktoś, kto wciąż dostaje po dupie od lat? Ile Ty zyskasz egzekwując na chwilę należne Ci prawo do świętego spokoju, a ile zyska zmęczona matka i dziecko, na których wreszcie nikt nie sarka? Rozumiem Twoje uczucie niesprawiedliwości, ale pomyśl, jak to wygląda w praktyce, w proporcjach i natężeniu szkód i zysków.
                  • a_weasley Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 18:45
                    verdana napisała:

                    > I stosując nieustanne zakazy,ograniczajac własciwa dla dziecka nadpobudliwego
                    > aktywność, udało im się jedno. Yak obciosali psychikę dziecka, że wyrosła na
                    > osobe skrajnie bezduszną.

                    Wiesz, podziwiam Twoją logikę. Nie podzielam, ale podziwiam.
                    Ja nie podjąłbym się oceny człowieka, w tym jego wychowania, skoro wiem tyle co
                    Ty o mnie. Widocznie jeseś inteligentniejsza.
                    Uprzejmie acz stanowczo proszę, abyś się ode mnie odczepiła i zajęła się
                    dyskusją z moimi poglądami, zamiast w zastępstwie jeździć po mnie.
                    • verdana Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 19:58
                      Tak, tez mi sie wydaje, że jestem inteligentniejsza.
                      • falka32 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 21:05
                        verdana, nie denerwuj się. Ewa2000 ma takie pojęcie o ADHD jak 3/4 naszego
                        społeczeństwa o Żydach smile)))) i z podobną dawką emocji głosi swoje "poglądy".
                        Nie warto naprawdę przejmować się taką osobą, która ma taką radykalną i
                        bezkompromisową definicję "normalności", która to "normalność" upoważnia
                        jednostki ludzkie do uczestniczenia w jej "normalnym świecie".
                        Na szczęście na około nas są nie tylko tacy faszyści, dla których określenie
                        "adehadowiec" jest równoznaczne ze "niebezpiecznym psychopatą" i "mają się
                        trzymać z dala od ich normalnych (białych, protestanckich smile)))))) itp dzieci.
                        To, że ewa2000 jest tak widoczna na forum nie zmienia faktu że jest tylko
                        hałasliwą i agresywną mniejszością.
                        Jedni nienawidzą żydów, inni czarnuchów a inni adhadowców - trudno. Tacy bywają
                        ludzie, ale czy warto sobie strzępić nerwy na nich?
                        • verdana Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 21:16
                          Dzięki Falka!
                          Wracasz mi wiarę w ludzismile)) I masz dobre porównania.
                          Naprawdę, dzięki... Moze jako Żydówka z pochodzenia jestem uczulona na tego typu
                          wypowiedzi dzielące ludzi na "dobrych, normalnych, swoich", i "niebezpiecznych,
                          chorych, nienormalnych, obcych".
                          Naprawdę, pocieszyłaś mnie!
                          • falka32 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 21:26
                            tak jeszcze sobie pomyślałam, ze gdybym nie znała dzieci z ADHD, to po
                            wypowiedziach Ewy2000 normalnie zaczęłabym się ich bać i rozglądać na ulicy, czy
                            jakiś za mną nie idzie smile))))
                            • 1iwona1 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 21:49
                              falka32 napisała:

                              > tak jeszcze sobie pomyślałam, ze gdybym nie znała dzieci z ADHD, to po
                              > wypowiedziach Ewy2000 normalnie zaczęłabym się ich bać i rozglądać na ulicy,
                              cz
                              > y
                              > jakiś za mną nie idzie smile))))

                              smile))) DOBRE! Dzięki za tą dawkę humoru smile

                              Pozdrawiam
                              Iwona
                        • mufka51 Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 23.08.05, 21:31
                          Ewa ma takie pojęcie o ADHD jak i o szczepieniach.
                      • mallard Nooo, gratuluję dobrego samopoczucia 28.08.05, 00:49
                        To się inaczej nazywa narcyzm...

                        P.S. Sorry, -nie wytrzymałem
                  • judytak Re: Oczekiwania społeczne wobec dziecka 24.08.05, 22:27
                    verdana napisała:

                    > I stosując nieustanne zakazy, (...)

                    ale dlaczego zakazy miałyby być jedyną formą oddziaływania na dziecko?!

                    pozdrawiam
                    Judyta
    • romanska.3463 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 23.08.05, 21:13
      przeczytałam wszystkie posty w tym wątku i .......dziękuję losowi, że na mojej
      drodze nie stanęły osoby, wykazujące się tak wielką nietolerancją wobec
      odmiennego od utartych schematów zachowania dziecka. Na moje szczęście, a
      przede wszystkim na szczęście mojego syna (zdiagnozowany FAS)otaczają nas
      ludzie, którzy starają się przede wszystkim zrozumieć, pomóc mnie czy synowi a
      nie potępiać i krytykować.
      • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 09:23
        A więc przestańmy reagować - NIECH DZIECI Z ADHD ROBIĄ CO CHCĄ przy milczącej
        akceptacji otoczenia. Rodzice niech czują się zwolnieni z jakiejkolwiek
        odpowiedzialności, bo MAJĄ CHORE DZIECI i niech świat kręci się wokół nich.
        W szkołach przestanie się uczyć, bo nauczyciele będą zajmować się wyłącznie
        dziecmi nadpobudliwymi.
        Lekarze -pediatrzy przestaną przyjmować dzieci naprawdę chorych bo będą cały
        czas poświęcać jednemu ADHD-owcowi, którego akurat zainteresowało wyposażenie
        gabinetu.
        Place zabaw i piaskownice będą miejscem, z którego z prędkością światła uciekać
        będą dzieci normalne ze strachu przed pobiciem przez nadpobudliwego kolegę.
        Starsi ADHD-owcy będą rzucać kamieniami w samochody, skakac w windach, mazać po
        murach ( muszą wszak gdzieś się wyładować, a to, że popsują windę czy zniszczą
        samochód nie ma znaczenia - chorym nalezy się tolerancja).
        W urzędach przestanie sie załatwiać interesantów, bo druki zostały podarte
        przez nadpobudliwe dziecko , a pieczątki są przecież ciekawą zabawką - dobrze
        taka zabrać do domu albo chociaz rozkręcić........( jeśli urzędnik ośmieli się
        zwrócić uwagę nalezy oskarzyc go o brak tolerancji i wydać zakaz pracy).
        A mozna także: nasiusiać do publicznego basenu ( nowe doświadczenie- zabarwi
        się woda czy tez nie...), wyciągnąć wszystkie numerki z automatu na poczcie (
        jak fajnie wychodzą, na poczcie kolejka więc czyms zająć się trzeba), pościągać
        z e sklepowych półek towary i być może część zniszczyć .
        Będziemy mieli świat rządzony przez ADHD-owców, a jak ktoś się im nie
        podporządkuje to pięścią w łeb ( bez żadnej odpowiedzialności i kary, bo
        przeciez nie mozna karać ludzi chorych). TO WAM ODPOWIADA?
        • mruwa9 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 10:05
          Uprawiasz manipulacje modo Roman "Gonzo" z LPR.. Ja nikomu zle nie zycze, ale
          Tobie zycze dziecka z ADHD.. punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
          • falka32 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 10:29
            ewa2000
            litości
            coraz bardziej się ośmieszasz. Czy ty masz manię prześladowczą, czy co?
            Może załóż ruch lub partię "Normalni przeciw ADHD", którego postulaty będą
            zakładały ochronę życia publicznego normalnych ludzi przeciwko inwazji
            podstępnych adehadowców i ich jeszcze bardziej podstępnych rodziców. Zbierz
            podpisy, zarejestruj i sruuu, działaj. Moze uda ci się zalegalizować obozy
            koncentracyjne dla "nienormalnych". Do nienormalnych mozesz tez zaliczyć ludzi z
            zespołem Touretta, posiadaczy drażniących tików nerwowych, oraz rudych. Ja
            myslę, że rudych przede wszystkim. Wiadomo, ze rudy to fałszywy.
            Juz takich ideologii mieliśmy kilka w historii.
            Kiedyś schizofreników palono na stosach, to tez był jakiś pomysł na rozwiązanie
            problemu, pomyśl o tym, moze jakieś takie rozwiązanie uda ci się wprowadzić
            smile))))))
          • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 15:50
            A ja życzę Ci, abyś któregoś dnia musiała wytłumaczyć swojemu dziecku, że
            plecak, o którym marzył i na który zbierał pieniądze z kieszonkowego przez pół
            roku nadaje się na smietnik, bo chory kolega miał fantazję go zniszczyć.Że
            będzie chodziło w zbyt małej kurtce, bo ta nowa została pocięta nożem przez
            niezrównoważonego kolegę. Nie życzę Ci, bo nie jestem bydlakiem, abyś musiała
            wieść dziecko do chirurga, bo ADHD-owiec rozciął mu łuk brwiowy.
        • luiza20 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 12:13
          NIKT NIE MÓWI O ZWALNIANIU Z ODPOWIEDZIALNOŚCI RODZICÓW. Oni sa
          odpowiedzialni,na pewno bardziej niz Ty. Nie odwracaj kota ogonem. Oni chca
          tylko troche zrozumienia i tolerancji, a nie rządów nad światem "normalnych".
          Swoją drogą, to naprawdę ciekawe, jak Ty radziłabyś sobie z dzieckiem z ADHD.
          Chciałbym to zobaczyć. Pewnie od razu byś je uśpiła, aby Ci nie przeszkadzało.
          A los nie wybiera... Jak nie własne dziecko, to może wnuczek lub wnuczka?
          Ciekawe jak wtedy bedziesz wprowadzac w życie swoje postulaty ograniczania
          swobody nadpobudliwym. Do lekarza: w kaftanie bezpieczeństwa, do przedszkola -
          absolutnie, na placu zabaw - owszem, ale zaspawanym boksie. Miłej zabawy.
          • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 15:46
            Przez kilka lat moje dziecko było w jednej klasie z chłopakiem z ADHD. Do jego
            rodzicow nie docierało literalnie N I C!!!!!!!!!!!!!!!! Świat musiał kręcić
            się wokół ich dziecka- pobił kolegę tak, że musiało interweniować pogotowie -
            trudno, dzieci sie bija, 80% lekcji zajmowało pacyfikowanie chłopaka -
            niewazne - nauczyciel MUSI sobie radzić z Kubusiem, a on jadł papier, chodził
            po klasie, śpiewał, połykał powietrze w taki sposób, aby mu sie odbijało,
            udawał, że za chwilę zwymiotuje, dłubał w nosie, wrzeszczał, zadawał pytania
            typu "co to jest las' (V klasa), potrafił zniszczyć ubranie lub przybory
            szkolne kolegów. Robił jeszcze wiele, wiele innych rzeczy.
            Nauczyciele nie przerabiali materiału, nie tłumaczyli - informowali, że trzba
            W DOMU nauczyć sie od strony 59 do 68. I tyle. Liczył się tylko Kuba, interes
            29 innych uczniów był nieistotny.
            Z rozmów ze znajomymi wiem, że nie jest to odosobniony przypadek. Jesteście
            roszczeniowi wobec wszystkich dookoła. Macie problemy z dzieckiem - to niech
            maja je i inni. Musicie pracować z ADHD-owcem, wiec niech inne dzieci także nie
            mają możliwosci pójścia na basen ( kiedys trzeba nauczyć się tego czego nie
            przerobiło sie w szkole).
            Mam radykalne poglądy - moze się to komus podobać lub nie, ale dla dzieci z
            ADHD nie ma miejsca w szkole przeznaczonej dla normalnych i niezaburzonych - od
            tego sa placówki integracyjne. Trudno.
            Ja zas życzę tym "dobrym i tolerancyjnym", aby do klasy ich dzieci trafił
            kubopodobny uczeń, aby doświadczyły tego co ja, aby musiały tłumaczyć dziecku
            dlaczego kolega zniszczył im dopiero co kupiony plecak, dlaczego wlał kropelke
            do nowych butów czy zniszczył kurtkę.
            Nie zyczę natomiast , abyście Wy "dobre i tolerancyjne mamusie" spędzały noce
            przy pobitym przez ADHD-owca dziecku, czy musiały placić za wstawienie wybitego
            zęba ( o urazie i skutkach zdrowotnych nawet nie wspominam).
            TOLERANCJA MA SWOJE GRANICE dlaczego nawołując do tolerancji nienormalnych
            zachowań nie dostrzegacie praw ludzi normalnych. Czy one sie nie liczą?
            P.S. Gdybym miała dziecko specjalnej troski poświęciłabym mu się bez
            reszty.Rzucialabym prace, leczyłabym w najnowoczesniejszy sposób, zajmowałabym
            się 24 godziny na dobę nie licząc, że zrobi to ktos za mnie.
            Moje dziecko miało rys dysgraficzny - spędzalam długie godziny nad zeszytami,
            ćwiczeniami. Wbrew temu co wypisujesz ja chcę i potrafię zająć się dzieckiem.
            Nie mam postawy roszczeniowej.
            • falka32 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 16:13
              część twoich życzeń, ewo, juz się spełniło, choć niedokładnie. Moje dziecko juz
              wiozłam ze szkoły do szpitala z rozciętą głęboko wargą (do tejpory ma bliznę) bo
              kolega "normalny" czyli bez ADHD popchnął go mocno, kiedy ten niósł przed sobą
              spokojnie pędzelki po plastyce i te pędzelki wbiły mu się w twarz. Mam tez na
              koncie ocieranie łez z powodu zniszczonego zeszytu, ulubionego piórnika,
              kolekcji spinnerów - przez normalnych (czyli bez ADHD) kolegów z klasy. Mam też
              patrzenie na łzy z powodu "dlaczego oni mnie biją i zaczepiają, przecież ja im
              nic nie robię złego" - i nawet nie mogę wytłumaczyć dziecku, ze ci oni są
              chorzy, bo oni nie mają ADHD, są zwykłymi małymi sku..elami, wg twojej
              definicji - normalnymi.

              Twoje poglądy ewa nie są radykalne. Są faszystowskie i głupie.
              • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 17:00
                Być może natrafiłaś na rozwydrzone dzieci, z którymi trzeba postępować ostro i
                zdecydowanie, ale mogło być i inaczej.Mogło tak się zdarzyć, że Twoje dziecko
                przez 2 godziny rytmicznie bębniło długopisem w metalową ławkę ( ulubione
                zajęcie Kuby) doprowadzając tamte dzieci do ostateczności. W klasie mojego
                syna "źli" koledzy zamknęli go w ubikacji, bo nie mogli znieść gdy udawał, że
                za chwile zwymiotuje. W pewnym stopniu ich rozumiem.
                I jeszcze prośba - nim nazwiesz moje poglądy faszystowskimi zajrzyj do
                encyklopedii i upewnij się co oznacza słowo "faszyzm" i jakie poglądy ma
                faszysta, nie używaj słów, których nie rozumiesz.
                • falka32 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 20:40
                  Być może natrafiłaś na rozwydrzone dzieci, z którymi trzeba postępować ostro i
                  > zdecydowanie,

                  no, ale przeciez NORMALNE! skoronie mają ADHD ani innych zaburzeń, to nie
                  wymagają jakiegoś specjalnego postępowania od nauczycieli,prawda?

                  ale mogło być i inaczej.Mogło tak się zdarzyć, że Twoje dziecko
                  > przez 2 godziny rytmicznie bębniło długopisem w metalową ławkę ( ulubione
                  > zajęcie Kuby) doprowadzając tamte dzieci do ostateczności. W klasie mojego
                  > syna "źli" koledzy zamknęli go w ubikacji, bo nie mogli znieść gdy udawał, że
                  > za chwile zwymiotuje. W pewnym stopniu ich rozumiem.

                  A mogło być tak, ze mój syn się tak fajnie denerwuje, jak inni go przezywają ze
                  tylko tym prowokuje NORMALNE dzieci do agresji...

                  Ech, nie chciałabym żyć w świecie, który ty nazywasz NORMALNYM. W którym mały
                  zwyrodnialec ma większe prawa niz poczciwy i naiwny dzieciak z dysfunkcją uwagi.

                  Co do faszystowskich poglądów, to używam tego określenia być moze z takim samym
                  zrozumieniem, jak ty pojęcia ADHD.


            • verdana Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 16:25
              Ach, więc Twoje dziecko także nie jest normalne - ma dysgrafię. Mam nadzieję, ze
              w liceum usłyszy to, co moje dziecko - LO jest dla NORMALNYCH i zdolnych. Nikt
              nie zamierza poświecac czasu dzieciom dysgraficznym i sprawdzać ich zadań, a kto
              nie zna ortografii i nie umie czytelnie pisać ten powinien iść do łopaty, a nie
              do szkoły.
              I nie łudź się, że Twoja praca pomoże. Dysortografia i dysgrafia lubią wracać w
              momentach stresu - czasem właśnie na trudnej klasówce w liceum. A wtedy okaze
              się, że Twój syn także nie nadaje się do nauki z naszymi normalnymi, bez dysfunkcji.
              Powinien iść do szkoły specjalnej.
              • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 16:52
                Nie muszę się łudzić - praca pomogła. Dysgrafia i dysortografia to dwie różne
                rzeczy. Moje dziecko bazgrało jak kura pazurem, dziś dzięki naszej wspólnej
                pracy i ćwiczeniom pisze NORMALNIE - więc Twoje przepowiednie są nieaktualne!
                • verdana Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 17:10
                  Teraz może tak, ale pod wpływem stresu...
                  A poza tym czy wiesz, ile czasu zajmuje nauczycielom sprawdzenie prac
                  dysgrafików? Trzy razy tyle, co normalnych dzieci. Dziecko dysgraficzne stanowi
                  poważne obciążenie dla nauczyciela. Poświęca jego pracom czas, który mógłby z
                  pożytkiem poświęcić normalnym, nie dysfunkcjonalnym uczniom. Dobrze, że Twoja
                  praca przyniosła efekty - ale uważam, że póki twoje dziecko pisało nieczytelnie
                  nie miałas prawa posyłać go do szkoły z normalnymi uczniami. Normalni mają
                  prawo, aby nauczyciel nie tracił czasu na jakieś dysfunkcyjne dziecko, tylko
                  zajął sie tymi, ktorzy są OK. Dlaczego rodzice dzieci z dysgrafią mają prawo
                  żądać od nauczyciela by poświęcał więcej czasu pracom ich dziecka kosztem tych
                  co sobie dobrze radzą? Gdzie prawa dla normalnych?
                  I jeszcze jednej rzeczy nie rozumiem. Przeciez mogłaś umówić sie z dzieckiem, ze
                  w szkole będzie pisało ładnie.
                  • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 22:29
                    Otóz mylisz się kochaniutka. Moje dziecko tak długo ćwiczyło, żeby napisać
                    CZYTELNIE. NAUCZYCIEL NIE POŚWIĘCIŁ MU 5 SEKUND WIĘCEJ, BO NIE BYŁO TAKIEJ
                    POTRZEBY ( a i możliwości poniewaz 80% czasu poświęcał dziecku z ADHD).
                    Mój syn wiedział, że jeśli będzie pisał nieczytelnie poniesie tego konsekwencje-
                    nie w szkole, ale w życiu. Moja praca z synem przyniosła efekty, i nie próbuj
                    mi imputować rzeczy nieistniejących, które pasują do Twojej wizji swiata.
                    • verdana Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 25.08.05, 12:22
                      Bylam nauczycielem. Odczytanie pracy dziecka z dysgrafią zajmuje bez porównania
                      wiecej czasu, niz dziecka NORMALNEGO. Oczywiście, ze jest taka potrzeb, bo
                      odczytanie bazgrołów jest trudne - a trzeba to zrobić. Tylko Ty tego nie widzisz
                      i o tym nie wiesz, bo nauczyciel nie powiedział ci, ile poświeca czasu Twemu
                      dysfunkcyjnemu dziecku. Czasu, którego potem braknie dla NORMALNYCH. Moze
                      szkoda, że Ci tego nie uświadomiono. Bo na sprawdzaniu prac Twego dziecka
                      traciły dzieci normalne, niedysfunkcyjne. W imię czego?
                      • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 18:20
                        Czytaj ze zrozumieniem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
                        Moje dziecko jeden jedyny raz(!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) oddało pracę
                        składającą się z 3 linijek, która była nabazgrana. Nauczycielka oddała ją z
                        adnotacją, że nie będzie sprawdzała prac napisanych nieczytelnie. Od tego czasu
                        moje dziecko ćwiczyło, pracowało i bardzo się starało. Pisało tak jak pozostali
                        uczniowie. Nauczycielka nie straciła nawet sekundy więcej na czytanie prac
                        mojego syna.
                        Nie dorabiaj więc faktów, które nie miały miejsca i czytaj ze zrozumieniem.
                        Jak się chce ( rodzicom i dziecku) drobne dysfunkcje mozna nadrobić pracując.
                        Gdyby dysfunkcja była poważna sama przeniiosłabym dziecko do klasy
                        integracyjnej ( nawet dla jego własnego dobra).
                        • verdana Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 27.08.05, 16:22
                          To znaczy, że trafiłas na wyjatkowo niekompetentna nauczycielkę. Wcale sie nie
                          dziwieę, że nie potrafiła sobie poradzić z nadpobudliwym dzieckiem.
                          O ile dziecko ma zdiagnozowaną dysgrafię, nauczycielka nie ma prawa nie
                          sprawdzać jego prac. To tak, jakby lekarz odmówił leczenia choroby, któej nie
                          lubi - i np. prowadził tylko proste porody, a skomplikowane pozostawiał samym
                          sobie.
                          A jesli Twój syn raz tylko oddał nabazgrana pracę, to znaczy, ze nie miał żadnej
                          dysgrafi, tylko mu sie nie chciało. Dziecko z dysgrafią pisze brzydko stale.
                          Nie nalezy nazywać kazdego bazgrzacego dziecka dysgrafikiem. Większość
                          bazgrzacych to po prostu dzieci niedbałe. Do zdiagnozowania dysgrafii potrzebny
                          jest psycholog.
                          A dysortografik w klasie integracyjnej to po prostu nieporozumienie.
                          • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 28.08.05, 16:13
                            A czy Ty oby jesteś kompetentną nauczycielką broniąc z uporem maniaka dzieci z
                            ADHD?( i chuliganów- to w innych wątkach).
                            Czy dla dzieci NORMALNYCH nie ma już miejcsa w polskiej szkole?
                            Czy ich prawa nie istnieją?
                            Czy w ramach miłości bliźniego mają uczyć się po lekcjach , ezygnujac z
                            przyjemności np. pójścia na basen?( bo nauczyciel nie był wstanie wytłumaczyć
                            lekcji i zadał do domu).
                            Czy mają narażać się na pobicie, bo kolega z ADHD właśnie miał problemy z
                            nadpobudliwością i wyładował się na głowie pierwszego lepszego z brzegu?
                            W końcu czy mają wracać po lekcjach z bólem głowy, ponieważ chory kolega musiał
                            gdzieś się wykrzyczeć?
                            Być może normą staną się niebawem nienormalne zachowania.
                            Być może niedługo argumentem nie do odrzucenia będzie pięść ( kto ma silniejszą
                            ten ma rację), krzyk ( kto głośniej krzyknie tego na wierzchu).
        • kurrara.domowa Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 15:50
          Ale o co tyle krzyku? Przecież dzieci z ADHD żyją wśród nas, a jeszcze żadne osiedle nie poszło z dymem, żaden plac zabaw nie zniknął z powierzchni ziemi, ani nikt nie umarł siedząc w poczekalni. Ok, chodzi Ci o zasady. Zasady. Ja rozumiem. Więc przyjmijmy, że RODZICE DZIECI Z ADHD ROBIĄ WSZYSTKO, CO W ICH MOCY, ŻEBY ŁAGODZIĆ OBJAWY CHOROBY I SOBIE NIE ODPUSZCZAJĄ. Już Ci lepiej? I jabłko zawsze spadnie na ziemię, bo grawitacja, a dziecko z ADHD będzie uciążliwe, bo ADHD.
          • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 16:54
            Zgoda, ale nie musi terroryzować otoczenia. Przeczytaj mój post o Kubie ADHD-
            owcu.
            • maksimum Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 17:07
              roman.gawron napisał:

              > nanai11 napisała:
              >
              > > Ja opdowiedziałam ze jak ktos ma problem w pracy z ludźmi to też nie powi
              > nien
              > > leczyc
              >
              > Jacy strasznie agresywni są ci rodzice niewychowanych dzieci...
              > Nie wierzę w tak ciężką postać choroby, aby nie można było jakiegoś układu z
              > dzieckiem zawrzeć na czas badania.

              Ty chyba roman nie bardzo kumasz co to choroba?
              Choroba nie jest uzalezniona od woli dziecka i na uklady z nim nie chodzi.
              • maksimum Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 17:11
                maja45 napisała:

                > Ja zgadzam się z Romanem.

                Niestety tym razem,oboje jestescie w lesie.

                > Choroba dziecka nie zwalnia matki z obowiązku wychowywania gosad
                > Zatem skoro dzieciak zle zachowywał się u lekarki, trzeba było przynajmniej
                > starać się go okiełznąć.

                Przemoc jest wg ciebie odpowiedzia na chorobe.


                > Miom zdaniem nie należy wymagać od wszystkich, by
                > podporzadkowali się dziecku, tylko dlatego ,ze ma( lub nie ma)ADHD.

                Nigdzie nie chodzilo o podporzadkowanie sie,lecz o uznanie faktu choroby
                dziecka.

                > M.
                • maksimum Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 17:19
                  m-buzuiaczek napisała:

                  > A ja mysle ze osoby które nie maja dziecka z ADHD fige wiedza jak dziecko sie
                  > zachowuje np w gabinecie .Ja zanim wejde np do gabinetu ustalam z synem
                  zasady
                  > ale wszystko znika jak zamykaja sie za nami drzwi ! Jestesmy w gabinecie on
                  > bardzo głosno podziwia zabawki próbuje naskoczyc na kozetke proszenie
                  > tłumaczenie nie pomaga a syn ma 12 lat!!!!Naszczescie mam lekarza który zna
                  > problem dziecka od poczatku i nigdy nie usłyszelismy słowa nagany czy pogardy
                  > Uczy sie w domu indywidualnie wiec morze jest'' malym zwierzatkiem''z tegim
                  > umysłem (olimpiady matematyczne) Prosze wiec nie krytykujcie jak problem
                  > przerasta nas wszystkich nawet specjalistów .Oni dokładnie nie wiedza
                  dlaczego
                  > umysły naszych dzieci nie maja hamulców .Ale siedziec i mówic ze
                  > trzeba ''wychowywac'' jest troszke nie na miejscu .
                  > Pozdrawiam Madzia

                  Jedyna sensowna wypowiedz w morzu miernoty.
                  • godiva1 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 21:02
                    Wiecie co jest irytujace w tej dyskusji? Ze obie strony sie zaparly nogami i
                    ciagna do ekstremum i nie chca przyznac odrobiny prawdy drugiej stronie.
                    Prawda jest take, za sa zdrowe dzieci, ktorych rodzice nie chca dyscyplinowac
                    dzieci, chocby te byly niegrzeczne i agresywne. Sa tez dzieci z ADHD, ktore,
                    mimo wszelkich wysilkow rodzicow, ktorych sie mozna racjonalnie spodziewac beda
                    agresywne i niegrzeczne. Od spoleczenstwa mozna wymagac duzej cierpliwosci w
                    stosunku do tych drugich, ale jak ich od siebie odroznic? Dla mnie papierkiem
                    litmusowym jest zachowanie rodzicow, jezeli sie staraja, lecza, rozmawiaja z
                    psychologiem itp, to jest OK, jesli nie to nie. W Ani klasie jest taki
                    chlopczyk, jego rodzice bardzo walcza o to, zeby go wychowac, wiec mimo tego,
                    ze on tanczy w trakcie lezakowania i rzuca zabawkami to nikt sie nie domaga,
                    zeby go z klasy wyrzucic.

                    Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicje ADHD, w
                    wiekszosci przypadkow to bedzie ta szara strefa, gdzie nie wiemy czy
                    nadpobudliwosc dziecka jest choroba czy brakiem wychowania.
                    • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 22:31
                      Jest taki podecznik pediatrii pod redakcją prof. Górnickiego ( ostatnie wydanie
                      1997 roku), Biblia pediatrów. W podrozdziale psychatrii nie ma ani słowa o ADHD.
                      • gaika Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 22:41
                        Osiem lat w medycynie, to epoka!
                        Poza tym juz wtedy diagnozowano ADHD, a wiec blad autorow, recenzentow...cozsad
                        • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 18:22
                          Może jednak nie Ty będziesz oceniać podręczniki medyczne, na których wychowały
                          się całe pokolenia pediatrów.
                          • gaika Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 27.08.05, 02:04
                            ewa2000 napisała:
                            >Może jednak nie Ty będziesz oceniać podręczniki medyczne, na których wychowały
                            się całe pokolenia pediatrów.

                            Ależ sama dokonałaś oceny. Napisałaś, ze w „cegle” dla pediatrów zabrakło tak
                            ważnej informacji, jak dyskutowana choroba, którą się w dodatku od lat
                            diagnozuje. Rozumiem, ze tego nie pochwalasz.

                            Wyobrażam sobie podręcznik zakaźników, na którym wychowały się pokolenia tejże
                            specjalności, wydanym wiele lat temu, w którym stoi napisane, ze np. taki AIDS
                            to się praktycznie nie leczy...




                    • maksimum Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 22:43
                      godiva1 napisała:

                      > Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicje ADHD, w
                      > wiekszosci przypadkow to bedzie ta szara strefa, gdzie nie wiemy czy
                      > nadpobudliwosc dziecka jest choroba czy brakiem wychowania.

                      Definicja jest dosc prosta,dzieci z ADHD z powodu braku koncentracji maja
                      problemu w nauce.
                      W klasie mojego syna byl taki chlopak z ADHD i powtarzal klase,poza tym
                      wulgarnie sie wyraza i jest po prostu niegrzeczny.
                      Jego rodzenstwo tez jest tumanowate,ale zachowuje sie normalnie.
                      Jak pisala mi-buziaczek jej syn bierze cos na uspokojenie,ale mimo wszystko sie
                      dobrze uczy.
                      • 1iwona1 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 25.08.05, 06:15
                        maksimum napisał:

                        > godiva1 napisała:
                        >
                        > > Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicje ADHD
                        > , w
                        >
                        > Definicja jest dosc prosta,dzieci z ADHD z powodu braku koncentracji maja
                        > problemu w nauce.

                        Nie jest prosta. Są różne postacie ADHD, postać z przewagą braku koncentracji
                        jest jednym z podtypów. Problem braku koncentracji wcale nie jest równoznaczny
                        z niskim IQ. Czasem wręcz odwrotnie...

                        > Jak pisala mi-buziaczek jej syn bierze cos na uspokojenie
                        Przy ADHD stosuje się leki pobudzające nie uspojkajające.

                        Pozdrawiam
                        Iwona
                        • maksimum ADHD is not caused by bad parenting.Jest dziedzicz 25.08.05, 06:34
                          1iwona1 napisała:

                          > maksimum napisał:
                          >
                          > > godiva1 napisała:
                          > >
                          > > > Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicj
                          > e ADHD, w
                          > >
                          > > Definicja jest dosc prosta,dzieci z ADHD z powodu braku koncentracji maja
                          > > problemu w nauce.
                          >
                          > Nie jest prosta. Są różne postacie ADHD, postać z przewagą braku koncentracji
                          > jest jednym z podtypów. Problem braku koncentracji wcale nie jest
                          >równoznaczny z niskim IQ. Czasem wręcz odwrotnie...

                          Chodzilo o cos innego.
                          Jesli wezmiemy dwoje dzieci o takim samym IQ,to to ktore nie jest hyperactive
                          bedzie sobie lepiej dawalo rade w szkole niz to z ADHD.

                          > > Jak pisala mi-buziaczek jej syn bierze cos na uspokojenie
                          > Przy ADHD stosuje się leki pobudzające nie uspojkajające.

                          Nie tylko:
                          www.chadd.org/fs/fs3B.htm

                          No i to co najwazniejsze:

                          AD/HD is not caused by bad parenting, or by other factors in the child’s home
                          or family life.

                          W wiekszosci wypadkow jest dziedziczne.

                          > Pozdrawiam
                          > Iwona
                          • 1iwona1 Re: ADHD is not caused by bad parenting.Jest dzie 25.08.05, 07:06
                            maksimum napisał:

                            > > > Definicja jest dosc prosta,dzieci z ADHD z powodu braku koncentracj
                            > i maja
                            > > > problemu w nauce.
                            > >
                            > > Nie jest prosta. Są różne postacie ADHD, postać z przewagą braku koncentr
                            > acji
                            > > jest jednym z podtypów. Problem braku koncentracji wcale nie jest
                            > >równoznaczny z niskim IQ. Czasem wręcz odwrotnie...
                            >
                            > Chodzilo o cos innego.
                            > Jesli wezmiemy dwoje dzieci o takim samym IQ,to to ktore nie jest hyperactive
                            > bedzie sobie lepiej dawalo rade w szkole niz to z ADHD.

                            A to oczywiste.

                            > > > Jak pisala mi-buziaczek jej syn bierze cos na uspokojenie
                            > > Przy ADHD stosuje się leki pobudzające nie uspojkajające.
                            >
                            > Nie tylko:
                            > www.chadd.org/fs/fs3B.htm

                            Wszystkie te leki pobudzają mózg do zwiększonego wydzielania neuroprzekaźników -
                            Dlatego stwierdziłam, że to leki pobudzające.

                            > No i to co najwazniejsze:
                            >
                            > AD/HD is not caused by bad parenting, or by other factors in the child’s
                            > home
                            > or family life.

                            smile) Kilkoro uczestników tego wątku wie o tym doskonale. Ale co z innymi?

                            > W wiekszosci wypadkow jest dziedziczne.

                            Ano prawda.

                            I.
                            • maksimum Re: ADHD is not caused by bad parenting.Jest dzie 25.08.05, 07:26

                              > > Nie tylko:
                              > > www.chadd.org/fs/fs3B.htm
                              >
                              > Wszystkie te leki pobudzają mózg do zwiększonego wydzielania
                              neuroprzekaźników
                              > -
                              > Dlatego stwierdziłam, że to leki pobudzające.
                              >
                              > > No i to co najwazniejsze:
                              > >
                              > > AD/HD is not caused by bad parenting, or by other factors in the child
                              > 217;s home or family life.
                              >
                              > smile) Kilkoro uczestników tego wątku wie o tym doskonale. Ale co z innymi?
                              >
                              > > W wiekszosci wypadkow jest dziedziczne.
                              >
                              > Ano prawda.
                              >
                              > I.

                              I znowu wyjdzie na to,ze to moja wina,bo za pozno sie do dyskusji wlaczylem i
                              poczatkowo magiel wzial gore nad nauka i rozsadkiem.
                              Obawiam sie,ze te wszystkie rozsadne wpisy zostana wczesnym rankiem wyciete i
                              magiel znowu bedzie gora.
                    • gaika Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 24.08.05, 23:05
                      godiva1 napisała:

                      > Wiecie co jest irytujace w tej dyskusji? Ze obie strony sie zaparly nogami i
                      > ciagna do ekstremum i nie chca przyznac odrobiny prawdy drugiej stronie.
                      > Prawda jest take, za sa zdrowe dzieci, ktorych rodzice nie chca dyscyplinowac
                      > dzieci, chocby te byly niegrzeczne i agresywne. Sa tez dzieci z ADHD, ktore,
                      > mimo wszelkich wysilkow rodzicow, ktorych sie mozna racjonalnie spodziewac
                      beda
                      >
                      > agresywne i niegrzeczne. Od spoleczenstwa mozna wymagac duzej cierpliwosci w
                      > stosunku do tych drugich, ale jak ich od siebie odroznic? Dla mnie
                      papierkiem
                      > litmusowym jest zachowanie rodzicow, jezeli sie staraja, lecza, rozmawiaja z
                      > psychologiem itp, to jest OK, jesli nie to nie.

                      W czasie wizyty u lekarza, czy we "wczasowej" stolowce nie masz szans na
                      przylozenie papierka lakmusowego. Nie znasz ludzi, nie wiesz co robia dla
                      dziecka i wtedy ktora z opcji wybierzesz?

                      > Ale skoro neurolodzy i psychiatrzy nie moga sie zgodzic na definicje ADHD, w
                      > wiekszosci przypadkow to bedzie ta szara strefa, gdzie nie wiemy czy
                      > nadpobudliwosc dziecka jest choroba czy brakiem wychowania.

                      Zgodzili sie dosc dawno, bo zostala wpisana jako jednostka chorobowa.
                      Nadpobudliwosc nie moze wynikac z braku wychowania. Bez watpienia moze
                      rozwydrzenie.
                      • maksimum Wychodzi na to,ze ADHD jest wada genetyczna. 25.08.05, 06:39
                        gaika napisała:

                        > Zgodzili sie dosc dawno, bo zostala wpisana jako jednostka chorobowa.

                        Wychodzi na to,ze jest to wada genetyczna.
                        AD/HD is not caused by bad parenting, or by other factors in the child’s home
                        or family life.

                        www.chadd.org/fs/fs3B.htm
                        > Nadpobudliwosc nie moze wynikac z braku wychowania. Bez watpienia moze
                        > rozwydrzenie.


                        • mruwa9 Re: Wychodzi na to,ze ADHD jest wada genetyczna. 25.08.05, 09:14
                          No, moze na to wychodzi..moj syn-jak wspomnialam- to 3.pokolenie ADHDowcow w
                          tej rodzinie (po moim mezu i tesciowej..). W UK niedawno byl w TV film o matce
                          dwoch synow z ADHD. Dopiero rozpoznanie ADHD u dzieci (po rozpadzie rodziny)
                          sprowokowalo do zbadania ich matki, ktora tez okazala sie cierpiec na te
                          przypadlosc..I dopiero farmako- i psychoterapia calej rodziny umozliwila
                          unormowac ich zycie.
                          • nanai11 Re: Wychodzi na to,ze ADHD jest wada genetyczna. 25.08.05, 12:21
                            Niektóryz naukowcy mówia że kiedys okazesie ze wiekszosc chorób nawet tych
                            najbardziej poważnych jest w genach... Na jednych warsztatch odnosnieadhd
                            dowiedziałam sie ze dorosli, którzy targaja sie na własne życie to w 10
                            procentach sa niegdysiejsze dzieci z adhd nie leczone i xle prowadzone.
                            • maksimum Re: Wychodzi na to,ze ADHD jest wada genetyczna. 25.08.05, 15:44
                              nanai11 napisała:

                              > Niektóryz naukowcy mówia że kiedys okazesie ze wiekszosc chorób nawet tych
                              > najbardziej poważnych jest w genach...

                              Ja od dawna mowie o tym glosno i wyraznie,ze 95% tego czym jestesmy to geny,ale
                              komuna skolowala ludzi z wychowaniem w duchu komunistycznym,ktore bylo
                              zaprzeczeniem wychowania w duchu imperialistycznym,czyli kontynuacja genow
                              rodzicow.
                          • maksimum Re: Wychodzi na to,ze ADHD jest wada genetyczna. 25.08.05, 21:37
                            mruwa9 napisała:

                            > No, moze na to wychodzi..moj syn-jak wspomnialam- to 3.pokolenie ADHDowcow w
                            > tej rodzinie (po moim mezu i tesciowej..). W UK niedawno byl w TV film o
                            matce
                            > dwoch synow z ADHD. Dopiero rozpoznanie ADHD u dzieci (po rozpadzie rodziny)
                            > sprowokowalo do zbadania ich matki, ktora tez okazala sie cierpiec na te
                            > przypadlosc..I dopiero farmako- i psychoterapia calej rodziny umozliwila
                            > unormowac ich zycie.

                            Jak to dobrze,ze ja tu jestem,zeby zebrac wszystko do kupy.
                            Genetyka jest podstawa zycia.
    • falka32 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 16:00
      Chciałam jeszcze dodać jedną, istotną rzecz w tym wszystkim. W przypadku ADHD
      agresja, nad którą z takim zapałem rozwodzi się ewa2000 występuje w zasadzie
      wyłącznie wtórnie. Tzn nie jest ona wpisana w zespół objawów, lecz moze być
      emocjonalnym efektem ubocznym, w przypadku, kiedy dziecko zbyt długo przezywa
      frustrację. Tzn, na przykłąd wtedy, kiedy najbliższe i dalsze otoczenie nie
      przyjmuje do wiadomości starań dziecka, jest zbyt restrykcyjne wymgając rzeczy,
      których dziecko nie jest w stanie zrobić i karze za to surowo. Moze byc to tez
      efekt odrzucenia przez grupę rówieśniczą czy rodziców. Moze być to etykietka
      łobuza.Ale ADHD nie jest tu PRZYCZYNĄ agresji dziecka, tylko destrukcyjny wpływ
      otoczenia na dziecko, które poprzez to ma zaburzone emocje. I to zaburzenie
      emocji i agresja wystąpi w wielu przypadkach dzieci również bez ADHD, chocby
      dzieci z rodzin patologicznych, czsto bite i odrzucane.
      Tak więc agresja i to ewy "rzucanie się z nożem na kazdego" jest SKUTKIEM
      traktowania przez otoczenie a nie skutkiem choroby jako takiej.

      Warto chyba o tym pamiętac, zanim ogłosi się postulat "niebezpieczni psychole z
      ADHD do szkół specjalnyc i obozów pracy"
      • kina74 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 17:51
        Falka! I tak i nie. Rozumiem rodziców ADHDowców ale wiem też o czym mowi
        Ewa2000. W klasie mojego dziecka też jest chłopiec z ADHD. Oprócz tego że
        bardzo przeszkadza na lekcjach: gada, dowcipkuje, chodzi po klasie - jest też
        bardzo, ale to bardzo agresywny. Moje dziecko niejednokrotnie zostało przez
        tego chłopca pobite. I to doslownie pobite, ja nie mówię o przepychankach
        między kolegami. Tyle tylko, że ja nie uważam, że należy Go wykopać z klasy czy
        szkoły. Mam telefon do jego mamy (sama mi zaproponawała) i wyjaśniamy wszystkie
        niemiłe sytuacje na bieżąco. Sama prosiła, aby "skarżyć" i od czasu do czasu
        korzystam z tego telefonu. Tzn. wtedy kiedy leje się krew. W przypadku tego
        chłopca na jego niekorzyść dziala fakt, że jest "duży" - gruby, wysoki i bardzo
        silny, a np. moje dziecko to klasowe chuchro. Z tym że dostają wszystkie, mój
        ani mniej ani więcej. Mamy chłopca mi czasami żal, wiem że bardzo się stara,
        chociaż sama przyznaje że ma na chłopca coraz mniejszy wpływ. Chodzi o to, o
        czym wspomniała jedna z Was, że nie może wiecznie go przyprowadzać, odprowadzać
        i kontrolować (11 lat). Sytaucja jest dla mnie trudna, z jednej strony rozumiem
        że ma zaburzenia (wiem że jest na lekach), rozumiem jego mamę, a z drugiej
        strony serce mnie boli kiedy moje dziecko jest po raz kolejny
        nieźle "poobijane". Chłopca już raz przeniesiono z klasy do klasy, ale to
        oczywiście nie zmieniło sytuacji - nadal jest jaki jest. Brzmi to okrutnie, ale
        będę szczera, mam nadzieję, że w gimnazjum nie trafi do tej samej klasy co moje
        dzieco. No ale jeśli tak - trudno, będę musiała pomagać synkowi psychicznie
        dalej, bo w sumie co więcej możemy zrobić. Tak więc prawda jak zwykle leży po
        środku. Aha! Ten chłopiec róznie zachowuje się na lekcjach u różnych
        nauczycieli, tzn. u jednych pozwala sobie na więcej niż u innych, zresztą
        podejście nauczycieli do tematu to osobna historia, większość z nich marzy po
        prostu, aby skończył już tę szkołę. Na pewno jednak ma większe przyzwolenie na
        agresję niż reszta. Czyli to, co jemu się upieka, bo jest codziennościa, w
        przypadku innych uczniów jest już zachowaniem nagannym. I jak to wytłumaczyć
        innym dzieciom... mój syn rozumie, chociaż nie powiem, czasami się buntuje. Ale
        czego oczekujecie od równieśników: czyli 6,7,8 latków na przykład?? Staram się
        być tolerancyjna i tego samego uczę swoje dzieci. Często stawiam się na pozycji
        tych rodziców, którzy mają dzieci z zaburzeniami, co nie zmienia faktu, że
        czasami jestem na te dzieci i ich rodziców tak normalnie po ludzku wkurzona -
        chyba zresztą z bezsilności. Cóż pozstaje umownie Wam i nam?? Na pewno
        wzajemnie oskarżenia nie pomogą. Nam pozotaje tolerancja, Wam ogromna praca i
        na pewno nietłumaczenie wieczenie swoich dzieci ADHD (przykład różnego
        zachowania na różnych lekcjach). W każdym razie powodzenia w ciężkiej pracy.
        Sama planuję kolejne dziecko i mam świadomość, że zawsze mogę znaleźć się
        po "drugiej stronie barykady"
        • a_weasley Na co czekasz? 26.08.05, 18:44
          kina74 napisała:

          > bardzo, ale to bardzo agresywny. Moje dziecko niejednokrotnie zostało przez
          > tego chłopca pobite. I to doslownie pobite, ja nie mówię o przepychankach
          > między kolegami. Tyle tylko, że ja nie uważam, że należy Go wykopać z klasy
          > czy szkoły.

          Ja uważam, że należy WSZELKIMI DOSTĘPNYMI ŚRODKAMI to ukrócić. O ile można, bez
          użycia przemocy i bez wykopywania go z klasy czy ze szkoły. Ale priorytetem
          jest bezpieczeństwo dzieci.
          Wszelkimi. Łącznie z doprowadzeniem do sytuacji, w której jego rodzice sami go
          zabiorą ze szkoły w trosce o jego bezpieczeństwo.
          Co i Wam sugeruję. Na co czekacie? Na złamaną rękę czy na wybite oko? Bo krew
          się polała nieraz, pewnie nie tylko Twojego dziecka.
          Szkoła odpowiada za bezpieczeństwo uczniów. Nie ma prawa tolerować na swoim
          terenie stałego zagrożenia tegoż bezpieczeństwa. Ma zagrożenie zlikwidować.

          > wyjaśniamy wszystkie niemiłe sytuacje na bieżąco.

          CO tu jest do wyjaśniania? Twoje dziecko zostało pobite. Twoje dziecko nie
          powinno być bite. Co Tobie z tego, że pani Kowalska przeprosi Cię za to, że
          mały Kowalski pobił Twoje dziecko (oraz przezornie z góry przeprosi za następny
          raz, który jest tylko kwestią czasu)? I przede wszystkim co z tego Twojemu
          dziecku?

          > od czasu do czasu korzystam z tego telefonu. Tzn. wtedy kiedy leje się krew.

          Gdyby rzecz się działa ćwierć wieku temu i na Twoim miejscu był mój ojciec,
          moja krew polałaby się raz. Drugi raz polałaby się krew sprawcy. I potem byłby
          spokój. Ojciec uważał bowiem, że on odpowiada za bezpieczeństwo własnego
          dziecka, a nie za komfort psychiczny dzieci cudzych.
          Znam zresztą przypadek, gdzie człowiek poszedł do rodziców takiego
          nieszczęśliwego dziecka i powiedział:
          - Proszę państwa! Jeżeli coś takiego się jeszcze raz zdarzy, ja panstwa synowi
          złamię rękę. Świadków nie będzie.
          Pomogło.

          > ani mniej ani więcej. Mamy chłopca mi czasami żal, wiem że bardzo się stara,
          > chociaż sama przyznaje że ma na chłopca coraz mniejszy wpływ.

          Czyli można się spodziewać, że niebawem synek zacznie bijać także ją i
          nauczycieli.

          > nie może wiecznie go przyprowadzać, odprowadzać i kontrolować (11 lat).

          A niby dlaczego? I, przepraszam bardzo, co to obchodzi rodziców reszty dzieci?
          Oni mają przyprowadzać swoje dzieci i strzec ich bezpieczeństwa?
          Jeżeli jest niebezpieczny dla otoczenia, nie wiem, może powinien mieć stale
          jedną rękę przykutą do pasa, a prawą odpinaną tylko na lekcje. Że co? Że to
          niehumanitarne? A pozwalanie, żeby tłukł wszystkich dookoła, jest humanitarne?
          Dorosłego psychola, jeśli się nie daje inaczej, a jest niebezpieczny dla
          otoczenia, zamyka się w psychuszce. Też jest to niehumanitarne. Jest to dla
          niego niezasłużona przykrość.

          > bo w sumie co więcej możemy zrobić.

          Cóż, jeśli mnie kiedyś coś takiego spotka, zrobię to, co zrobiłby mój ojciec. I
          niech mnie potem ciągają po sądach.
          Zapytacie, co zrobię, jeśli moje dziecko będzie miało ADHD? Jeśli trzeba, będę
          go pilnował w szkole, a pracował po nocach. Albo załatwię zezwolenie na naukę
          domową. W każdym razie to będzie mój problem. A nie całego otoczenia.

          > środku. Aha! Ten chłopiec róznie zachowuje się na lekcjach u różnych
          > nauczycieli, tzn. u jednych pozwala sobie na więcej niż u innych,

          Aha, czyli jednak można spowodować, żeby zachowywał się plus minus normalnie?
      • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 18:28
        Ja piszę nie tylko o agresji, ja piszę o całej gamie nienormalnych zachowań
        uniemożliwiających normalne prowadzenie lekcji. Przeczytaj moje posty.
        Wyobraź sobie dziecko ( 12-13 letnie) jedzące na lekcji papier i udające , że
        zaraz zacznie wymiotować! Tego typu zachowanie musi budzić wstręt kolegów ( i
        nauczycieli), powodować zaburzenia w prowadzeniu lekcji i........bunt rodziców
        innych uczniów, którzy traktują szkołę nie jako ognisko terapeutyczne dla ADHD-
        owców. Agresja przychodzi później.
        P.S Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Rodzice ADHD-owców chcieliby,
        aby w tamach terapii wszyscy dostosowywali się do ich dzieci.
        • mruwa9 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 19:03
          W ktoryms z poprzednich watkow pisalas o wyrzucaniu dzieci z ADHD do szkol
          integracyjnych. Wyjasnij mi, prosze, na jakiej zasadzie w tychze szkolach
          integracyjnych, wedlug jakiego klucza, mialyby byc wyznaczane dzieci zdrowe,
          integrujace sie z ADHDowcami?.. Grunt, zeby nie Twoje? Ja rozumiem uciazliwosc
          dzieci z ADHD dla otoczenia (ktore ma to przez maksimum kilka godzin
          dziennie,ja mam przez reszte doby), ale nikt nie mowi o przyzwoleniu na agresje
          dzieci z ADHD wobec otoczenia.Mowie o zrozumieniu, ze efekty pracy nad tymi
          dziecmi przychodza niewspolmiernie wolno w stosunku do wlozonego wysilku. Ze
          robie za malo? Naucz sie do przyszlej soboty biegle jezyka wegierskiego. Ze sie
          nie da? Moze tez robisz za malo?
          Moim zdaniem izolacja i nauczanie indywidualne jest srednim pomyslem. Znacznie
          lepszym- na modle np. skandynawska- oprocz leczenia farmakologicznego,
          psychoterapii, itd, przydzielenie w szkole osobistego asystenta, ktory pomaga
          dziecku w nauce, w skupieniu uwagi i przy okazji kontroluje zachowanie, zeby
          chronic inne dzieci przed agresja chorego dziecka, Czyli- szeroko pojeta
          socjalixzacja dziecka z ADHD. Charakterystyczne dla dzieci z ADHD jest, ze
          znacznie lepiej funkcjonuja majac na wylacznosc kogos doroslego obok siebie.
          Brak uwagi prowokuje zachowania destrukcyjne. Wlasnie mam tego dowod- moj syn
          demoluje lazienke, bo mama przy komputerze..biegne...pa
          • mruwa9 PS 26.08.05, 19:03
            tyle mojej teorii..a praktyka jak zwykle rozbije sie o kase..
          • ewa2000 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 27.08.05, 15:52
            Klasy/szkoły integracyjne to takie, w których, obok dzieci ZDROWYCH uczą się
            także chore czy niepełnosprawne. Mają tam właściwą opiekę - psychologa,
            pedagoga, logopedy. Stale jest pielęgniarka i klasy liczą kilkunastu uczniów.
            Na lekcji obok nauczyciela jest druga dorosła osoba, która , gdy dzieje sie coś
            złego podejmuje działanie.
            To idealne miejsce dla wszystkich, którzy z takich czy innych względów nie
            nadają się do klas normalnych ( czyli 30 osobowych, z jednym nauczycielem).
            Do klas integracyjnych powinny trafia ć dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością
            czy dysfunkcją i ZALECENIEM uczenia się w takiej klasie.
            Do takich klas powinny trafiać dzieci ZDROWE jesli taka jest wola ich rodziców.
            A wola może wynikać chocby z powodu chęci , aby dziecko uczyło się w mniej
            licznej klasie, albo gdy rodzeństwo uczęszcza do takiej szkoły.
            Mocno się zdziwisz, ale wcale nie wykluczam, że w sytuacji, gdybym miała blisko
            DOBRĄ szkołę z klasami integracyjnymi, trzymałabym moje zdrowe (!) DZIECKO OD
            NIEJ Z DALEKA.
            Jednak owa klasa musiałaby spełniac kilka zasadniczych warunków: obok dzieci
            niepełnosprawnych byłyby zdrowe i program realizowany byłby w ten sposób, że
            nikt by nie ucierpiał. Druga osoba w szkole nie byłaby fikcją, właściwie
            reagowano by na nienormalne zachowania. Szkoła mieściłaby się blisko mojego
            domu itd.
            Integrować się z ADHD-ocem można, ale pod warunkiem, że jest osoba, która
            sprawi, że jego zachowanie nie jest nie do wytrzymania dla otoczenia, że nie
            zaburza on normalnych lekcji i nie stwarza zagrożenia.
            Czy zastanowiłaś się dlaczego tak wiele osób buntuje się przeciwko ADHD-owcom w
            swoim otoczeniu?
            Czy prawo do normalnej (sic) nauki, przerobienia na lekcjach programu,
            zagwarantowanie bezpieczeństwa jest jakimś nadzwyczajnym wymaganiem?
            Dzieci po 4-6 godzinach obcowania z kolegą z ADHD mają wszystkiego dosyć.
            Nauczyciele równiez. I nie jest dla nikogo zadnym pocieszeniem, że rodzice
            muszą z nimi obcować znacznie dłużej.
            Dlaczego nie wykazujesz troski o to co dzieje się z normalnymi dziećmi po
            zajęciach, skoro wymagasz, aby otoczenie wykazywało tolerancję wobec
            patologicznych zachowań Twojego dziecka na lekcjach?
            Nie chcę się powtarzać, ale asortyment niemożliwych do zaakceptowania zachowań
            ADHd-owca jest przeogromny. A jeśli w klasie spotka się 2 takich uczniów?
            Strach pomyśleć.
            Gdy rodzi się dziecko wszyscy chcieliby, aby było zdrowe ( fizycznie i
            psychicznie), piekne, mądre, dobre. Czasem jednak bywa inaczej. Gdy okazuje
            się, że mamy do czynienia z chorobą czy niższym IQ opieka, praca z dzieckiem,
            jego pielęgnacja spoczywa na rodzicach. Bywa to trudne, monotonne, czasochłonne
            często nie przynosi efektów, ale jest konieczne.
        • nangaparbat3 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 20:59
          ewa2000 napisała:

          > Ja piszę nie tylko o agresji, ja piszę o całej gamie nienormalnych zachowań
          > uniemożliwiających normalne prowadzenie lekcji. Przeczytaj moje posty.
          > Wyobraź sobie dziecko ( 12-13 letnie) jedzące na lekcji papier i udające , że
          > zaraz zacznie wymiotować! Tego typu zachowanie musi budzić wstręt kolegów ( i
          > nauczycieli), powodować zaburzenia w prowadzeniu lekcji i........bunt
          rodziców
          > innych uczniów, którzy traktują szkołę nie jako ognisko terapeutyczne dla
          ADHD-
          > owców.
          Pracowałam kiedys w szkole podstawowej i miałam ucznia, który w szóstej klasie
          zaczał rozpinac spodnie i pokazywać, co ma, zeby zwrocic na siebie uwagę.
          Poadnia Ped.-Psych. odmówiła prowadzenia terapii, bo im wyszło, że
          intelektualnie jest na granicy normy. Powiedziały: On sie na psychoterapie nie
          nadaje, musi pani radzic sobie sama. Byłam wtedyy młoda i głupia, wiec ich nie
          wymordowałam, tylko próbowałam sobie radzić. Pogadałam z klasą - umówilismy
          się, że nie będą zwracać na niego uwagi, kiedy to robi, a jesli ktoś
          przypadkiem popatrzy, ma wzruszyć ramionami. I wiesz co? Pomogło.
          Nie wiem, czy ten chłopiec miał ADHD, ale to bardzo możliwe. Byłam jego
          wychowawczynią przez cztery lata, robił rózne dziwne rzeczy, ale nigdy od
          rodzicow innych dzieci nie usłyszałam, ze nie zyczą sobie, by chodził z ich
          dziećmi do szkoły. Zresztą - spróbowaliby!
          • kina74 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 22:04
            No tak, tylko porównaj sobie sama rozpięte spodnie i pobite dziecko (Twoje
            własne). Nie jestem za eliminacją problemu typu wyrzucić ze szkoły, bo to jest
            tylko przerzucanie problemów pod inny płot. A skąd wiemy, czy za pół roku inna
            szkola nie zrobi tego samego i nam podrzuci takie "kukułcze jajo". Takich
            dzieci jest coraz więcej i jakoś trzeba sobie wspólnymi silami radzić. Na pewno
            nic nie pomoże wzajemne obrażanie się itd. A już na pewno nie zadziała metoda
            klin-klinem, chamstwo-chamstwem, przemoc-przemocą. I co?? Mamy tak łamać ręce
            tym naszym dzieciom, potem nogi, a może w bagażniku do lasu?? To jakiś horror
            po prostu. Mi też nie podoba się to, że moje dziecko jest od czasu do czasu
            bite, zaczepiane, opluwana, obrzucane wulgaryzmami (nie tylko on podkreślam!),
            ale w tej sytuacji nadal uważam, że rozmowa z mamą, rozsądną mamą to jedyne co
            mogę zrobić. A jego mama nie tylko przeprasza za syna ale też z nim rozmawia,
            wiem bo byłam świadkiem. Pewnie że najlepiej aby ktoś chłopcu towarzyszył jak
            np. w Kanadzie, ale jak na razie to nasze życzenia. Fakt, faktem, że nie wiem
            co bym zrobiła, gdyby moje dziecko ucierpiało tak naprawdę bardzo, bardzo
            mocno... I faktem jest też, że mój mąż też się czasami brzydko odgraża.
            Cholera, to co?? Ja złą matką jestem, że w pewnym sensie pozwalam lać moje
            dziecko, bo już się zaczynam w tym gubić. Może niech odpowiedzą mamy ADHDowców
            co mam robić ich zdaniem...
            • falka32 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 22:43
              Kina

              Moje dziecko miało podejrzenie ADHD, ponieważ ma epizody hiperaktywności i
              zaburzenia uwagi i koncentracji, ale nie jest nigdy samo z siebie agresywne
              (prawdopodobnie ma ZA, jestem w trakcie diagnozy). W jego klasie jest chłopiec z
              oficjalnie zdiagnozowanym ADHD, który bywa agresywny - i u tego chłopca niestety
              bardzo wyraźnie widać dlaczego. Wystarczy spojrzeć na jego ojca i na jego
              stosunek do syna. Tzw. twarda ręka i regularny łomot za każde wykroczenie.
              Ojciec sądzi, ze jest stanowczy, dzieciak w efekcie jest w coraz gorszym stanie.
              Ale wśród rodziców - jakoś dziwnie panuje zrozumienie dla tej sytuacji i tylko
              jedna, słownie jedna matka atakuje na zebraniach tą rodzinę, w takich słowach
              jak Ewa2000 - i, co mnie cieszy, to jej zachowanie wywołuje widoczny niesmak u
              inych rodziców.

              Moje dziecko nie jest agresywne - jest irytujące i wymaga więcej zabiegów ze
              strony nauczucieli, np. sprawdzania, czy zapisał co jest zadane do odmu, innego
              systemu korespondencji z rodzicami (bo zapomina przekazywać i gubi kartki) ale
              nie robi nikomu krzywdy. Za to jest obiektem agresji tzw NORMALNYCH dzieci i to
              z ich strony spotyka go najwięcej realnych uszkodzeń ciała i ducha. A akurat ten
              chłopiec z ADHD najmniej mu czyni krzywdy. Często jego agresja wynika z tego, ze
              inne dzieciaki go najzwyczajniej w swiecie prowokują i podpuszczają, a ADHD -
              wiadomo, nie kontroluje impulsów i zanim pomyśli, to juz reaguje, na oczach
              nauczycieli itp. Potem wychodzi na to, ze on jest zły, bo pobił kolegę, kiedy
              prawda jest taka, ze "kolega" najpierw go kopnął i nazwał złamasem, tamten się
              odwinął, więc "kolega" pierwszy z bekiem leci do nauczyciela i ma 5 śwaidków, ze
              wstrętny adehadowiec zaatakował go bez powodu. Sama byłam świadkiem takich scen,
              kiedy ten chłopiec z ADHD stał nie rozumiejąc, o co chodzii próbował się
              tłumaczyć, ale nikt go nie słuchał, bo była ofiara ze śladami pobicia,
              śwaidkowie a on był za mało cwany, zeby tez pokazać swoje siniaki i znaleść
              śwaidków. Więc kij ma dwa konce i jak słyszę opowieści ewy2000 o jej
              nieszczęsnym dziecku, które co chwila jest bite przez adehadowca,(znając
              nastawienie matki do tego zaburzenia i domyślając się, ze dziecko tez uwaza ADHD
              za świrów) zastanawiam się, gdzie leży prawda i kto tak naprawdę jest winien
              całej sytuacji. Gdybym nie widziała tych smarkaczy pastwiących się nad tamtym
              chłopcem i nie widziałabym, do czego są zdolni wobec mojego dziecka, które tez
              jest łatwo sprowokowac i podpuścić... I gdybym nie musiała potem wysłuchiwać od
              pałających świętym oburzeniem rodziców tyrad o tym, jak to moje dziecko jest źle
              wychowane i agresywne i zaczepia ich słodkie pociechy (które mrugają długimi
              rzęsami obok i robią nieszczęsliwe minki a za plecami pokazują ci język)... na
              swoje własne nieszczęscie dzieci z ADHD nie są zdolne do takiego cwaniactwa

              Gdyby moje dziecko było naprawdę agresywne wobec innych i stanowiło zagrożenia -
              to inna sprawa - to znaczy, ze trzeba sprawować nad nim zupełnie innego rodzaju
              kontrolę. Ale agresja a kłopotliwość to zupełnie inne rzeczy, czyż nie?
            • nangaparbat3 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 22:53
              a skad mamy mają wiedzieć niby?
              Wydaje mi się, że jesli w klasie jest dziecko z ADHD, szkolny psycholog lub
              pedagog powinien byc przygotowany do nauczenia nauczycieli i dzieci, jak
              postępować. Założę sie, ze reakcje środowiska nie są bez wpływu na postępowanie
              chorych dzieci, tak samo zresztą jak wszystkich innych. A jesli szkolny
              psycholog nie wie, jak, trzeba by sie domagać pomocy - od Gminy (może znaleźć
              specjalistów i sfinansować szkolenia), wyzszej uczelni, poradni.
              Wyobrażam sobie, że takie chore dziecko budzi w szkole agresję, zwłaszcza ze
              strony nauczycieli, ktorym bardzo utrudnia pracę i których NIKT NIGDY NIE
              NAUCZYŁ, JAK MAJĄ POSTĘPOWAĆ. Reaguja agresją, więc i dzieci staja sie coraz
              bardziej agresywne. To blędne koło, a raczej spirala. Ja tym nauczycielom nie
              mam za złe bezradności, bo jest zrozumiała - ale nie mogę znieść tej
              bezduszności i złości, jaka przebija z niektorych postów.
              • kina74 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 26.08.05, 23:18
                Czy ta złość i bezduszność to o mnie???? Bo jeśli tak, to jestem w szoku i to
                ciężkim. Ja właśnie staram się zrozumieć i tą "drugą stronę". Większość
                rodziców się właśnie nie patyczkuje z chłopcem, na zebraniach jest bardzo
                gorąco... Nanga! Czyli jak jest dziecko z ADHD w szkole, a szkoła
                problem "olewa" i ma to gdzieś, to ja, jako matka normalnego jak określacie
                dziecka mam latać do gminy itd?? Absurd... To chyba jest w interesie rodzica
                aby jego dziecko mogło normalnie funkcjonować w społeczeństie. O szkolnych
                psychologach i pedagogach nie mam dobrego zdania: Abstrachując od tematu: moja
                koleżanka ma dziecko z cechami autystycznymi, w szkole nie tylko nie znalazła
                zrozumienia, ale pani pseudopsycholog oplotkowała ją i całą rodzinę gdzie się
                da. Pewnie są i dobrzy specjaliści, ale jeszcze się w szkole z takimi nie
                zetknęłam (chociaż i doświadczenia mam niewielkie). Jeśli rodzice dzieci z ADHD
                nie wiedzą jak mamy postępować wobec ich i ich dzieci, to już mi całkiem ręce
                opadają. A że dzieci są jakie są wiem sama, nigdzie nie napisałam że moje
                dziecko to aniołek,,, ale podkreślam raz jeszcze to male chucherko, nastawione
                do świata pokojowo. Nie twierdzę, że nie jest wyszczekany - bo jest, ale też
                jakoś sobie musi radzić. A co mam mu powiedzieć?? Zachowuj się tak jakby cię
                pies groźny zaatakował??: zasłaniaj głowę, twarz itd?? W bezpośredniej
                konfrontacji nie ma szans, jest malutki i chudziutki. A ile można z drogi
                schodzić?? A jeśli to on prowokuje jakieś sytuacje, bo i tak się zdarzyło - to
                właśnie drogą konfrontacji dogadujemy się z mamą Tamtego chłopca. Wtedy u mnie
                też jest ostra rozmowa. Ja nie zamykam oczu na problem i nie mówię: świat jest
                zły,a ty jesteś taki kochany chłopczyk. To jest normalny facet, z krwi i kości.
                Nieraz on komuś zalezie za skórę, czasem odwrotnie. Ale co innego bijatyki
                chłopców w pewnym wieku, a co innego regularne katowanie, bo akuarat ten
                chlopiec w ataku furii nie liczy się z nikim i z niczym. No i nadal nie znam
                odpowiedzi na pytanie. A może odezwą się mamy starszych dzieci z ADHD: przecież
                nie żyjemy na innej planecie, chcę po prostu WIEDZIEĆ JAK SIĘ ZACHOWYWAĆ!! CZy
                to aż tak wiele... Czy naprawdę jedynym wyjściem jest spuścić łomot Waszym
                dzieciom jak to sądzą niektórzy, aby po prostu bali się wyładowywać na naszych
                dzieciach??
                • gaika Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 27.08.05, 01:59
                  Kina, nie jestem mama dzieci z ADHD, ale ...

                  1.Uwazam,ze sytuacja, w której w szkole leje się krew, a dzieci wracają do domu
                  poobijane jest niedopuszczalna. Nie rozumiem stanowiska szkoły. Nikt nie może
                  być bity ani przez chorego, ani przez zdrowego.
                  2.Jeśli szkoła godzi się przyjąć do klasy dziecko tak trudne, to albo
                  nauczyciele musza mieć odpowiednia pomoc (psycholog, pedagog, dodatkowy
                  nauczyciel), albo być przygotowani do pracy z takimi dziećmi(szkolenia,
                  warsztaty,zajecia na studiach). Jak piszesz, część wie jak postępować, bo nie
                  na wszystkich lekcjach młody człowiek zachowuje się niedopuszczalnie.
                  3.Zaświadczenie o możliwości uczenia się dziecka zaburzonego w klasie masowej
                  wydaje poradnia psychol-pedag. Część dzieci z ADHD nie może uczyć z innymi i
                  wówczas można wystąpić o nauczanie indywidualne.
                  4.Zasadnicza sprawa : czy sytuacja spowodowana jest nieudolnością szkoły,
                  brakiem przygotowania kadry, czy chłopiec po prostu nie nadaje się do klasy
                  masowej.
                  5.Nie mam żadnych wątpliwości, ze "bezduszność" to nie o Tobiesmile
                  • maksimum [...] 27.08.05, 03:13
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • maksimum [...] 27.08.05, 03:25
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • a_weasley 2 x 2 = 4 27.08.05, 10:53
                      maksimum napisał:

                      > > - Proszę państwa! Jeżeli coś takiego się jeszcze raz zdarzy, ja panstwa
                      > synowi złamię rękę. Świadków nie będzie.
                      > > Pomogło.

                      > Ty najnormalniej nie zdajesz sobie sprawy z tego,ze namawiasz do przemocy
                      > fizycznej.

                      Ależ ja sobie doskonale zdaję sprawę. Namawiam otwartym tekstem do używania
                      przemocy fizycznej, o ile będzie to konieczne, żeby przemoc powstrzymać.
                      Przecież napisałem, że problem należy rozwiązać "o ile możności, bez użycia
                      przemocy, ale priorytetem jest bezpieczeństwo dzieci". I to podtrzymuję.

                      > Tam wlasnie powinno sie pozamykac wszystkich tych,ktorzy namawiaja do
                      przemocy
                      > fizycznej.

                      Czyli wszystkich poza fanami Gandhiego, jak rozumiem. Bo jak świat światem
                      przemoc wolno było odeprzeć przemocą. Że szkoła tego nie robi? Bardzo niedobrze.
                      A może to, co robi chłopiec, o którym pisze Kina, nie jest przemocą?

                      > To moze byc dla ciebie za trudne pytanie,bo jestes tylko adminem jak nasza
                      > ukochana maja45.

                      Akurat nie jestem adminem.

                      > Ja rozumiem,ze ty nie zauwazasz ewolucji,ani postepu jaki dokonuje sie w
                      > swiecie i chcesz stare,powiedzmy sobie szczerze,niedoskonale metody
                      wychowawcze
                      >
                      > stosowac w chwili obecnej.

                      Ależ ja w tej chwili nie mówię o wychowaniu. Ja mówię o zapewnieniu
                      bezpieczeństwa dzieciom zdrowym, zmuszanym w aktualnym stanie rzeczy do
                      codziennego przebywania w towarzystwie osobnika dla nich niebezpiecznego.
                      Zarzuca mi sie tu bezduszność, bo nie okazuję empatii rodzicom dzieci
                      agresywnych. A nie, nie okazuję. EMpatię rezerwuję dla ofiar PRZEMOCY
                      stosowanej przez owe chore biedactwa. I dla rodziców ofiar.
                      Włos mi się jeży na głowie, gdy próbuję postawić się na miejscu człowieka,
                      który patrzy teraz na swoje dziecko, już teraz chore ze strachu na myśl o tym,
                      że we czwartek pójdzie do szkoły i znowu dostanie w nos od Patryka, "bo psze
                      pani, bo Janek tak na mnie patrzał". Przy okazji dostanie się Zdziśkowi, który
                      stanął w jego obronie.
                      Mama Patryka powie, że ona niestety ma mały wpływ na swoje dziecko.
                      Wychowawczyni powie, że oni niestety sobie nie radzą.
                      Psycholog powie, że Patryk jest na granicy normy i może chodzić do szkoły
                      masowej (czyli, nazwijmy to po imieniu, szkoły dla normalnych dzieci).
                      Patryk będzie rósł, a wplyw mamy na niego malał.
                      Janek stopniowo wpadnie w nerwicę.
                      Zdzisiek pewnego dnia trafi do szpitala ze złamanym nosem.
                      Otóż uważam, że rodzice Janka, Zdziśka i reszty klasy mają prawo i obowiązek
                      bronić swoich dzieci bez względu na to, że może to być przykre dla Patryka.
                      • maksimum Re: 2 x 2 = 4 A OD CZEGO SA SADY,TY NIEDOROZWOJU? 27.08.05, 16:18
                        a_weasley napisał:

                        > maksimum napisał:
                        >
                        > > > - Proszę państwa! Jeżeli coś takiego się jeszcze raz zdarzy, ja pan
                        > stwa synowi złamię rękę. Świadków nie będzie.
                        > > > Pomogło.
                        >
                        > > Ty najnormalniej nie zdajesz sobie sprawy z tego,ze namawiasz do przemocy
                        > > fizycznej.
                        >
                        > Ależ ja sobie doskonale zdaję sprawę. Namawiam otwartym tekstem do używania
                        > przemocy fizycznej, o ile będzie to konieczne, żeby przemoc powstrzymać.

                        A od czego sa sady ty niedorozwoju?

                        > Przecież napisałem, że problem należy rozwiązać "o ile możności, bez użycia
                        > przemocy, ale priorytetem jest bezpieczeństwo dzieci". I to podtrzymuję.

                        Mieszkasz w panstwie prawa,czy tez sam jestes dresem?

                        > > Tam wlasnie powinno sie pozamykac wszystkich tych,ktorzy namawiaja do
                        > przemocy fizycznej.
                        >
                        > Czyli wszystkich poza fanami Gandhiego, jak rozumiem. Bo jak świat światem
                        > przemoc wolno było odeprzeć przemocą.

                        Powiedzmy sobie,ze mowisz o swoim podworku,gdzies tam w zasyfialej dzielnicy i
                        nie tluman ludzi,ze tak w swiecie jest.


                        > Że szkoła tego nie robi? Bardzo niedobrze
                        > .
                        > A może to, co robi chłopiec, o którym pisze Kina, nie jest przemocą?
                        >
                        > > To moze byc dla ciebie za trudne pytanie,bo jestes tylko adminem jak nasz
                        > a ukochana maja45.
                        >
                        > Akurat nie jestem adminem.

                        Zwyklym moderatorem jeszcze?


                        > > Ja rozumiem,ze ty nie zauwazasz ewolucji,ani postepu jaki dokonuje sie w
                        > > swiecie i chcesz stare,powiedzmy sobie szczerze,niedoskonale metody
                        > wychowawcze stosowac w chwili obecnej.
                        >
                        > Ależ ja w tej chwili nie mówię o wychowaniu. Ja mówię o zapewnieniu
                        > bezpieczeństwa dzieciom zdrowym, zmuszanym w aktualnym stanie rzeczy do
                        > codziennego przebywania w towarzystwie osobnika dla nich niebezpiecznego.
                        > Zarzuca mi sie tu bezduszność, bo nie okazuję empatii rodzicom dzieci
                        > agresywnych. A nie, nie okazuję. EMpatię rezerwuję dla ofiar PRZEMOCY
                        > stosowanej przez owe chore biedactwa. I dla rodziców ofiar.
                        > Włos mi się jeży na głowie, gdy próbuję postawić się na miejscu człowieka,
                        > który patrzy teraz na swoje dziecko, już teraz chore ze strachu na myśl o
                        tym,
                        > że we czwartek pójdzie do szkoły i znowu dostanie w nos od Patryka, "bo psze
                        > pani, bo Janek tak na mnie patrzał". Przy okazji dostanie się Zdziśkowi,
                        który stanął w jego obronie.
                        > Mama Patryka powie, że ona niestety ma mały wpływ na swoje dziecko.
                        > Wychowawczyni powie, że oni niestety sobie nie radzą.
                        > Psycholog powie, że Patryk jest na granicy normy i może chodzić do szkoły
                        > masowej (czyli, nazwijmy to po imieniu, szkoły dla normalnych dzieci).
                        > Patryk będzie rósł, a wplyw mamy na niego malał.
                        > Janek stopniowo wpadnie w nerwicę.
                        > Zdzisiek pewnego dnia trafi do szpitala ze złamanym nosem.
                        > Otóż uważam, że rodzice Janka, Zdziśka i reszty klasy mają prawo i obowiązek
                        > bronić swoich dzieci bez względu na to, że może to być przykre dla Patryka.

                        To czego bronisz,to jest prowincja i ciemnogrod.
                        • a_weasley Jestem z Ciemnogrodu 27.08.05, 21:16
                          maksimum napisał:

                          > A od czego sa sady ty niedorozwoju?

                          Wiesz, jak działają sądy, prawda?
                          Do sądu to można iść ze sprawą niepilną.

                          > > Przecież napisałem, że problem należy rozwiązać "o ile możności, bez użyc
                          > ia
                          > > przemocy, ale priorytetem jest bezpieczeństwo dzieci". I to podtrzymuję.

                          > Mieszkasz w panstwie prawa,czy tez sam jestes dresem?

                          Mieszkam w państwie, które, jak widać, nie zawsze potrafi zapewnić
                          bezpieczeństwo swoim obywatelom - także tym najmłodszym.

                          > > Otóż uważam, że rodzice Janka, Zdziśka i reszty klasy mają prawo i obowią
                          > zek
                          > > bronić swoich dzieci bez względu na to, że może to być przykre dla Patryk
                          > a.
                          >
                          > To czego bronisz,to jest prowincja i ciemnogrod.

                          Jeżeli prowincją i ciemnogrodem jest:

                          - że wolno się bronić,
                          - że wolno bronić własnych dzieci,
                          - że prawa napadniętego są ważniejsze od praw napastnika, kimkolwiek by był,
                          - że szkoła nie ma prawa narażać swoich uczniów na niebezpieczeństwo z żadnego
                          powodu, w szczególności w imię dobrego samopoczucia chorego kolegi,
                          - że rodzice mają obowiązki przede wszystkim wobec własnych dzieci

                          to tak, jestem z prowincji (stolica prowincjonalnego województwa mazowieckiego)
                          i Ciemnogrodu totalnego.

                          P.S. To, co cytuję, nie jest reprezentatywne dla notki, na którą odpowiadam.
                          Reszta zawiera ponadto obelgi pod moim adresem, mam więc nadzieję, że zniknie.
                          • ewa2000 Re: Jestem z Ciemnogrodu 28.08.05, 16:15
                            Ja też dołączam do tych z Ciemnogrodu, bo przecież własnie stamtąd wywodzą się
                            ludzie, którzy walczą o NORMALNOŚĆ!
                      • nangaparbat3 Re: 2 x 2 = 4 27.08.05, 18:56
                        a_weasley napisał:
                        >
                        > Czyli wszystkich poza fanami Gandhiego, jak rozumiem. Bo jak świat światem
                        > przemoc wolno było odeprzeć przemocą.

                        O ile pamietam, był jeszcze jeden taki, na imie miał Jezus.
                        • a_weasley Re: 2 x 2 = 4 27.08.05, 19:01
                          nangaparbat3 napisała:

                          > a_weasley napisał:
                          > >
                          > > Czyli wszystkich poza fanami Gandhiego, jak rozumiem. Bo jak świat świate
                          > m
                          > > przemoc wolno było odeprzeć przemocą.
                          >
                          > O ile pamietam, był jeszcze jeden taki, na imie miał Jezus.

                          Ten z Nazaretu, co kiedy zawiodła perswazja, zrobił tę demolkę w synagodze w
                          Jerozolimie, stoły powywracał i do kupców z batem wyleciał?
                          Chcesz, nadstawiaj policzek. Ale swój. Nie swojego dziecka.
                  • a_weasley No właśnie... 27.08.05, 10:33
                    gaika napisała:

                    > 1.Uwazam,ze sytuacja, w której w szkole leje się krew, a dzieci wracają do
                    domu
                    >
                    > poobijane jest niedopuszczalna. Nie rozumiem stanowiska szkoły. Nikt nie może
                    > być bity ani przez chorego, ani przez zdrowego.

                    Święte słowa.

                    > 2.Jeśli szkoła godzi się przyjąć do klasy dziecko tak trudne, to albo
                    > nauczyciele musza mieć odpowiednia pomoc (psycholog, pedagog, dodatkowy
                    > nauczyciel), albo być przygotowani do pracy z takimi dziećmi(szkolenia,
                    > warsztaty,zajecia na studiach). Jak piszesz, część wie jak postępować, bo nie
                    > na wszystkich lekcjach młody człowiek zachowuje się niedopuszczalnie.

                    Też odniosłem takie wrażenie.

                    > 3.Zaświadczenie o możliwości uczenia się dziecka zaburzonego w klasie masowej
                    > wydaje poradnia psychol-pedag. Część dzieci z ADHD nie może uczyć z innymi

                    I z tego, co Kina pisze, z taką sytuacją mamy do czynienia.

                    > wówczas można wystąpić o nauczanie indywidualne.
                    > 4.Zasadnicza sprawa : czy sytuacja spowodowana jest nieudolnością szkoły,
                    > brakiem przygotowania kadry, czy chłopiec po prostu nie nadaje się do klasy
                    > masowej.

                    Tylko, że co to obchodzi rodziców dziecka, które nieraz wróciło ze szkoły
                    pobite do krwi, szkoła była bezradna, a matka delikwenta rozkłada ręce, że ma
                    coraz mniejszy wpływ na swoje CHORE dziecko? To jest sprawa między oświatą a
                    rodzicami adehadowca.

                    > 5.Nie mam żadnych wątpliwości, ze "bezduszność" to nie o Tobiesmile

                    Ja tez nie mam wątpliwości, ze to o mnie.
                    A już na pewno nie o rodzicach adehadowców. Oni mają prawo patrzeć przez palce
                    na to, że ich dziecko uszkadza inne dzieci. Co innego, gdyby ktoś tknął palcem
                    dziecko Kalego.

                    -
                    • gaika Re: No właśnie... 27.08.05, 19:17
                      Nie mamy możliwości oceny, czy dziecko zachowuje się agresywnie, bo jest
                      prowokowane, czy dlatego, ze jest źle prowadzone, czy tez może z powodu
                      niekompetencji nauczycieli.
                      Niezależnie od przyczyn sytuacja przekroczyła dopuszczalne granice.
                      Pierwszą osobą odpowiedzialną jest dyrektor szkoły, który widząc co się dzieje
                      ma obowiązek interweniować:
                      -sprawdzić, czy dziecko jest odpowiednio leczone
                      -skonsultować zalecenie poradni psychol.-pedag.
                      -wezwać specjalistę na obserwacje dziecka do szkoły
                      -zorganizować pomoc dla nauczycieli
                      -zrobić wszystko, by przerwać przemoc

                      Dopiero po określeniu powodów, dla których sytuacja wymknęła się spod kontroli,
                      można podejmować odpowiednie kroki.

                      Matka jest odpowiedzialna za leczenie dziecka, za jego zachowanie poza szkołą.
                      Nie może być odpowiedzialna za to co dzieje się w szkole, bo jej tam po prostu
                      nie ma.
                      Brak monitorowania tej sytuacji jest ewidentnym błędem dyrekcji.



                • dorka.3 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 27.08.05, 08:36
                  Kina 74, Twoja postawa względem dziecka z ADHD jest w porządku, ale widzisz
                  sama dopiero teraz wspomniałaś, że Twój syn też czasami wszczyna różne akcje. w
                  pierwszym poście to tylko Twoje dziecko było cały czas poszkodowane, teraz
                  wyszło, że nie zawsze jego biją, ale i ona pierwszy zaczyna. bardzo często jest
                  tak, że dzieci "inne" są prowokowane przez tzw. "normalne", no ale o tym to już
                  rzadko kto wspomina. widać tylko efekty takich zaczepek, ale i tak winny jest
                  zawsze "inny".
                  • kina74 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 27.08.05, 22:40
                    No i teraz wszystko jasne smile)) To moje dziecko jest sprawcą zła całego świata,
                    mój syn na własne rządanie dostaje regularne "bęcki" łącznie z podbitym
                    okiem... Nic tu po mnie jak widać. I powiem szczerze, że dialog na takim
                    poziomie mnie nie interesuje. Do tej pory starałam się być zawsze obiektywna,
                    ale chyba jednak nie warto!!! Pewnie że można się uczepić jednego zdania i
                    wałkować je w 100 kolejnych postach. A dlaczego nie odniosłaś się do mojego
                    pytania, czy moje dziecko ma tylko unikać "kolegi", nie odpowiadać na jego
                    zaczepki itd?? - czyli w efekcie stać się ofiarą??? A że zdarzyło się że sam
                    sprowokował - owszem tak było - nie boję się do tego przyznać. I możesz być
                    pewna że poniósł ostre konsekwencje. JESTEM SZCZERA I STARAM SIĘ BYC OBIEKTYWNA
                    NAWET GDY CHODZI O MOJE WŁASNE DZIECKO. I właśnie na kanwie tego obiektywizmu
                    nie wiem czy sama wytrzymałabym tyle co mój syn - psychicznie i fizycznie. Nie
                    dziwię się, że czasami ma i miał dosyć. Posłuchajcie sami siebie, czego
                    wymagamy od naszych dzieci, skoro większość Was-nas rodziców delikatnie mówiąc
                    opluwa się tu jadem zamiast używać argumentów i dyskutować na pewnym
                    poziomie... A resztę przemyśleń pozostawię już sama sobie smile))
                    Pozdrawiam wszystkich mimo wszystko
                    • falka32 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 27.08.05, 22:59
                      Kina
                      nie denerwuj się, bo nikt nie chce chyba ci tu dowalić. RAczej chodzi o to, co
                      ja też pisałam i co obserwowałam, czyli że ta rzekoma agresja dzieci z ADHD i
                      ich nagłośnione ataki na inne dzieci często mają źródło w tym, ze takiemu
                      dzieciakowi puszczają i tak słabe nerwy.
                      Fakt, ze innym dzieciom w klasie może być trudno wytrzymać towarzystwo dziecka
                      ADHD. Ale z drugiej strony pamiętam, ze mój syn tez nieraz szedł do szkoły jak
                      na woję i nie chciał do niej chodzić z tego powodu, jak traktowały go inne
                      dzieci bo był "inny" i tez nieraz wracał posiniaczony lub ze zniszczonymi
                      rzeczami - i wcale nie niszczył ich jego kolega z ADHD.
                      Dziecku, które ma takie dysfunkcje aktywności a jednocześnie jest wrazliwe tez
                      jest trudno wytrzymać zwykłą sytuację szkolną. Jego to też kosztuje dużo nerwa.
                      Dlatego uważam, ze im więcej jest po obu stronach (w sensie dzieci z
                      dysfunkcjami i bez) dobrej woli wspieranej przez rodziców i tolerancji, tym
                      łatwiej jest wszystkim - dzieci uczą się tolerancji i pokojowego rozwiązywania
                      konfliktów a te, które mają ADHD zaczynają w takiej atmosferze funkjonowac nagle
                      dużo lepiej. Agresja tylko zaostrza konflikt i powoduje, że WSZYSTKIM jest coraz
                      trudniej wytrzymać.

                      Co do strasznych wizji aweasleya dotyczących wymierzania sprawiedliwości na
                      własną rękę - o czym ty piszesz, człowieku? Ty piszesz o dzieciach z
                      zaburzeniami aktywności czy o zwyrodniałych psychopatach w dresach? Chyba ci się
                      coś pomyliło.
                    • dorka.3 Re: Lekarka bezduszna...Moje ADHD 29.08.05, 09:00
                      Kina, chyba nie doczytałaś dokładnie, napisałam, że Twoja postawa względem
                      dziecka z ADHD jest w porządku, co nie zmienia faktu, że dzieci te często są
                      prowokowane przez inne dzieci, ale ich reakcja jest niestety nie zawsze
                      spokojna. nie stwierdziłam też, że Twoje dziecko jest wszystkiemu winne, ale
                      sama napisałaś, że czasami też zaczepia tego chłopca. naprawdę nie chciałam Cię
                      urazić. Według mnie Twoje zachowanie jest chyba najlepsze jakie może być,
                      względem tego dziecka, inna matka czy ojciec pewnie by "dołożyli" jeszcze.
                • a_weasley Broń swojego dziecka przed przemocą 27.08.05, 11:08
                  Kina napisała:

                  > A już na pewno nie zadziała metoda
                  > klin-klinem, chamstwo-chamstwem, przemoc-przemocą.

                  A niby dlaczego?

                  > Mamy tak łamać ręce tym naszym dzieciom, potem nogi, a może w bagażniku do
                  lasu??

                  Ręka wystarczy. Potem mama go zabierze ze szkoły.
                  Zresztą może da się bez przemocy? Myślę, że gdyby każde z rodziców raz dziennie
                  dzwoniło z pytaniem "Kiedy zabierze pani swoje dziecko z tej szkoly", to po
                  tygodniu by się problem rozwiązał.

                  > Mi też nie podoba się to, że moje dziecko jest od czasu do czasu
                  > bite, zaczepiane, opluwana, obrzucane wulgaryzmami (nie tylko on
                  podkreślam!),

                  I słusznie Ci się nie podoba. To bardzo nieładnie bić kolegów.

                  > ale w tej sytuacji nadal uważam, że rozmowa z mamą, rozsądną mamą to jedyne
                  co
                  > mogę zrobić. A jego mama nie tylko przeprasza za syna ale też z nim rozmawia,

                  I nic się nie zmienia, jak piszesz.

                  > co bym zrobiła, gdyby moje dziecko ucierpiało tak naprawdę bardzo, bardzo
                  > mocno...

                  Czekasz, aż ucierpi, i wtedy zobaczysz?

                  > I faktem jest też, że mój mąż też się czasami brzydko odgraża.

                  Może powinien kiedyś dotrzymać słowa? Za proste danie w pysk, nawet z wybiciem
                  zęba, go nie wsadzą, a będzie spokój.

                  > Cholera, to co?? Ja złą matką jestem, że w pewnym sensie pozwalam lać moje
                  > dziecko, bo już się zaczynam w tym gubić.

                  Nie mnie oceniać, czy jesteś dobrą, czy złą matką. W każdym razie powodowana
                  współczuciem wobec cudzego dziecka i innej matki dopuszczasz, by cudze dziecko
                  zatruwało życie Twojemu dziecku.

                  > nigdzie nie napisałam że moje
                  > dziecko to aniołek,,, ale podkreślam raz jeszcze to male chucherko,
                  nastawione
                  > do świata pokojowo. Nie twierdzę, że nie jest wyszczekany - bo jest, ale też
                  > jakoś sobie musi radzić.
                  [ciach]
                  > A jeśli to on prowokuje jakieś sytuacje, bo i tak się zdarzyło - to
                  > właśnie drogą konfrontacji dogadujemy się z mamą Tamtego chłopca. Wtedy u
                  mnie
                  > też jest ostra rozmowa.

                  O, niedobrze. Chyba dałaś się zwariować. To mniej więcej tak, jak zgwałconej
                  kobiecie tłumaczyć, że nie powinna była nosić za krótkiej spódniczki.
                  Brutalna napaść jest brutalną napaścią. Twoje dziecko, terroryzowane przez
                  agresywnego osobnika, potrzebuje Twojego wsparcia. Psychicznego przynajmniej,
                  skoro nie może otrzymać fizycznego.
                  • dorka.3 Re: Broń swojego dziecka przed przemocą 27.08.05, 11:11
                    czyli "normany" ma prawo od czasu do czasu sprowokować bójkę, a "inny" nie?
                    • dorka.3 Re: Broń swojego dziecka przed przemocą 27.08.05, 11:13
                      naprwdę,nigdy nie widziałeś, jak to dzieci powiedzmy zdrowe, potrafią
                      zaczepiać, naśmiewać się, gnoić dzieci, które choć trochę są inne?
                    • a_weasley Jak legalnie sprawę załatwiono (Kraków) 27.08.05, 11:19
                      dorka.3 napisała:

                      > czyli "normany" ma prawo od czasu do czasu sprowokować bójkę, a "inny" nie?

                      Widzisz, ale mnie nie chodzi o prowokowanie bójek, tylko o uszkadzanie innych
                      dzieci w bójce. Na to nie ma zgody i nie ma usprawiedliwienia. Dziecko, które
                      się posuwa do takich zachowań, nie kwalifikuje się do nauki w szkole, która nie
                      potrafi go upilnować.
                      Właśnie rozmawiałem z przyjaciółką mojej Jeszczecywilnej. Jej córka idzie teraz
                      do II klasy podstawówki. Miała w klasie adehadowca. Takiego ambitnego, nie
                      jakiegoś umiarkowanego. Chłopiec był inteligentny, więc rzekomo mógł chodzić do
                      normalnej szkoły.
                      Udało się go pozbyć po drugiej złamanej ręce w klasie. Niestety nie była to
                      jego ręka. Po prostu rodzice zaczęli prowadzić z dyrekcją regularną
                      korespondencję na piśmie - po każdym incydencie szło pismo do dyrekcji, z
                      potwierdzeniem na kopii i odpisem do kuratorium. Wszystkie kopie załączono do
                      zawiadomienia na Policji po wspomnianej drugiej złamanej ręce.
                      I, ciekawe, szkoła znalazła sposób, żeby dzieciaka przenieść do szkoły
                      integracyjnej.
                      Trwało to wszystko kwartał.
                      • dorka.3 Re: Jak legalnie sprawę załatwiono (Kraków) 27.08.05, 11:29
                        to prawda, że te dzieci potrafią zachowywać się agresywnie, ale bardzo często
                        ta ich agresja jest odpowiedzią na zaczepki dzieci zdrowych. może warto zacząć
                        tłumaczyć, że nie wolno naśmiewać się i zaczepiać innych. nie mówię, że tak
                        jest zawsze, ale często. nie raz widziałam, bo w bloku mieszka dziecko chore
                        na ADHD, które wiecznie jest zaczepiane, wyśmiewane, gonione przez reszte
                        dzieci. wiesz co, myślę, że sam w końcu oddałbyś.
                        • a_weasley Re: Jak legalnie sprawę załatwiono (Kraków) 27.08.05, 19:06
                          dorka.3 napisała:

                          > to prawda, że te dzieci potrafią zachowywać się agresywnie, ale bardzo często
                          > ta ich agresja jest odpowiedzią na zaczepki dzieci zdrowych. może warto
                          zacząć
                          > tłumaczyć, że nie wolno naśmiewać się i zaczepiać innych. nie mówię, że tak
                          > jest zawsze, ale często. nie raz widziałam, bo w bloku mieszka dziecko chore
                          > na ADHD, które wiecznie jest zaczepiane, wyśmiewane, gonione przez reszte
                          > dzieci. wiesz co, myślę, że sam w końcu oddałbyś.

                          Przeczytaj uważnie, o jakiej sytuacji pisałem. Cala sprawa trwała kwartał i w
                          tym czasie poszły dwie złamane ręce, o drobniejszych problemach nie wspomnę.
                          Jeżeli dzieją się takie rzeczy, jeżeli siedmiolatek idzie do szkoły jak na
                          wojnę, rodzice mają prawo i obowiązek zrobić wszystko, żeby ten stan rzeczy
                          zmienić. Ono ma się w szkole uczyć, a nie być workiem treningowym dla chorego
                          kolegi.
                          • gaika Re: Jak legalnie sprawę załatwiono (Kraków) 27.08.05, 19:22
                            a_weasley napisał:
                            >>>Widzisz, ale mnie nie chodzi o prowokowanie bójek, tylko o uszkadzanie
                            innych
                            dzieci w bójce. Na to nie ma zgody i nie ma usprawiedliwienia. Dziecko, które
                            się posuwa do takich zachowań, nie kwalifikuje się do nauki w szkole, która nie
                            potrafi go upilnować.


                            Jeżeli dziecko zgodnie z opinia specjalistów kwalifikuje się do nauki w klasie
                            masowej, zostało zdiagnozowane i jest odpowiednio leczone/terapeutyzowane, a w
                            szkole przejawia zachowania nieakceptowane czy groźne, to znaczy, ze szkoła
                            jest niekompetentna(oczywiście może zdarzyć się nieprawidłowa diagnoza-nie
                            tylko nauczyciele bywają niekompetentni).


                            >>>Właśnie rozmawiałem z przyjaciółką mojej Jeszczecywilnej. Jej córka idzie
                            teraz
                            do II klasy podstawówki. Miała w klasie adehadowca. Takiego ambitnego, nie
                            jakiegoś umiarkowanego. Chłopiec był inteligentny, więc rzekomo mógł chodzić do
                            normalnej szkoły.

                            To nie poziom inteligencji w pierwszym rzędzie kwalifikuje dziecko z ADHD do
                            nauki w „normalnej „ szkole.

                            Generalnie przemoc generuje więcej problemów niż rozwiązuje. Oczywiście nie
                            uważam, ze człowiek atakowany przez dresiarza, złodzieja czy inną zarazę, ma
                            przyjąć to z pokorą.

                            Zachowanie dzieci z ADHD jest wypadkową choroby i czynników zewnętrznych. Do
                            rozwiązania drastycznej sytuacji są powołani dorośli, a odwet na chorym dziecku
                            nie prowadzi ani do ustąpienia objawów, ani nie jest dobrą lekcją dla reszty.
                            To nie dziecko ma zapłacić złamaną ręką za błędy niekompetentnych dorosłych.
                            Jeśli dyrekcja i część nauczycieli próbuje sytuację przeczekać, to jest
                            dopiero chore podejście.

                    • palka_zapalka Uczcie swoje dzieci życia w społeczenstwie 27.08.05, 13:11
                      i tym z kalekimi, chorymi na ADHD, upośledzonymi i nie piszcie normalne dzieci z
                      nienormalnymi - zgroza ADHD to nie upośledzenie i nienormalność to są dzieci
                      mymagające szcszególnego wychowania i pomocy nie tylko ze strony rodziców - moja
                      mama jest po pedagogice specjalnej - wczoraj czytała ten wątek i załamała ręce
                      na postawy, opinie niektórych crying
                      Moja córka potafi się bawić z dzieckiem z zespołem Downa, innymi też bo uze ją
                      że te dzieci są dziećmi tylko czasmi dzieli ih wygląd, inne zachowanie.
                      Moja mama przekazala mi wiele cennych wskazówekwink
                      Kiedy dyrektor, nauczyciel ma problem z dzieckiem z ADHD to woli aby miało
                      indywidualny tok nauzania lub szkołę specjalną, ja rozumiem bawy rodziców o
                      swoje pociechy, ale dzieci prowokują, wyśmiewają się i sami potrafią słownie być
                      bardziej brutalni i groźni niż ten broniący się dzieciak z ADHD - przykre, ale
                      często spotykane!
                      Ja miałam w klasie chłopaca z lekkim upośledzienie, był flegmatyczny,ale ambitny
                      - tyle złego go spotkało z strony rówieśników , ale nauczyciele, rodzice mu
                      pomogli i teraz to owocuje - radzi sobie w życiu dorodsłym nie gorzej niż my wink
                      Wiele rodzców protestowało, ze poziom zaniża i ble ble, on dzięki wytrwałości
                      swojej i przyjaznym mu potrafi samodzielnie żyć..
                      Jeśli społeczenstwo odrzuci tych ludzi to jak sobie mają dawać radę później jak
                      samodzielnie żyć????!!!!!
                      • maksimum Re: Uczcie swoje dzieci życia w społeczenstwie 27.08.05, 16:24
                        --------------------------------------------------------------------------------

                        a_weasley napisał:

                        > Gdyby rzecz się działa ćwierć wieku temu i na Twoim miejscu był mój ojciec,
                        > moja krew polałaby się raz. Drugi raz polałaby się krew sprawcy. I potem
                        byłby
                        > spokój. Ojciec uważał bowiem, że on odpowiada za bezpieczeństwo własnego
                        > dziecka, a nie za komfort psychiczny dzieci cudzych.
                        > Znam zresztą przypadek, gdzie człowiek poszedł do rodziców takiego
                        > nieszczęśliwego dziecka i powiedział:
                        > - Proszę państwa! Jeżeli coś takiego się jeszcze raz zdarzy, ja panstwa
                        synowi złamię rękę. Świadków nie będzie.
                        > Pomogło.

                        Ty najnormalniej nie zdajesz sobie sprawy z tego,ze namawiasz do przemocy
                        fizycznej.

                        > Dorosłego psychola, jeśli się nie daje inaczej, a jest niebezpieczny dla
                        > otoczenia, zamyka się w psychuszce. Też jest to niehumanitarne. Jest to dla
                        > niego niezasłużona przykrość.

                        Tam wlasnie powinno sie pozamykac wszystkich tych,ktorzy namawiaja do przemocy
                        fizycznej.

                        > Cóż, jeśli mnie kiedyś coś takiego spotka, zrobię to, co zrobiłby mój ojciec.

                        Wierze ci na slowo.
                        A nie zastanawiales sie czasami,dlaczego II wojna swiatowa juz przez 60 lat sie
                        nie powtorzyla??
                        To moze byc dla ciebie za trudne pytanie,bo jestes tylko adminem jak nasza
                        ukochana maja45.
                        Ja rozumiem,ze ty nie zauwazasz ewolucji,ani postepu jaki dokonuje sie w
                        swiecie i chcesz stare,powiedzmy sobie szczerze,niedoskonale metody wychowawcze
                        stosowac w chwili obecnej.
                        Moze jednak lepiej dla ciebie sie stanie,jak nie bedziesz mial dzieci i nie
                        musial ich wychowywac,tak jak to dziadek robil i jak ty zamierzasz.

                        > niech mnie potem ciągają po sądach.

                        A ty jak w "Samych Swoich" wezmiesz granat do sadu,bo sprawiedliwosc musi byc
                        po twojej stronie.
                        > Zapytacie, co zrobię, jeśli moje dziecko będzie miało ADHD? Jeśli trzeba,
                        będę
                        > go pilnował w szkole, a pracował po nocach. Albo załatwię zezwolenie na naukę
                        > domową. W każdym razie to będzie mój problem. A nie całego otoczenia.

                        Czy ty aby nie jestes spokrewniony z Arnoldem S. tym co gral Terminatora?


                  • nangaparbat3 de weasleya 27.08.05, 19:17
                    a_weasley napisał:

                    >
                    > Nie mnie oceniać, czy jesteś dobrą, czy złą matką. W każdym razie powodowana
                    > współczuciem wobec cudzego dziecka i innej matki dopuszczasz, by cudze
                    dziecko
                    > zatruwało życie Twojemu dziecku.
                    >
                    Właśnie dlatego jest oczywiste ze Kina jest dobrą matką, że darzy współczuciem
                    dziecko, które pobiło jej dziecko, i jego matkę. Jest dobrą matką i człowiekiem
                    z prawdziwego zdarzenia.
                    • a_weasley Pomieszanie pojeć 27.08.05, 21:08
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Właśnie dlatego jest oczywiste ze Kina jest dobrą matką, że darzy
                      współczuciem
                      > dziecko, które pobiło jej dziecko, i jego matkę. Jest dobrą matką i
                      człowiekiem
                      >
                      > z prawdziwego zdarzenia.

                      Być może to współczucie świadczy, że jest dobrym człowiekiem. Świadczyłoby na
                      pewno, gdyby pozwalała, żeby ją bito. Sęk w tym, że bite bywa jej dziecko, a
                      Kina i jej mąż - mniejsza o to, dlaczego - nie potrafią temu zaradzić. Jeżeli
                      wynika to ze współczucia, to są szlachetni na koszt dziecka.
                      Nie twierdzę, że ją to dyskwalifikuje jako matkę, ale na pewno nie świadczy na
                      jej korzyść.
                      • nangaparbat3 Re: Pomieszanie pojeć 27.08.05, 23:58
                        a_weasley napisał:

                        > nangaparbat3 napisała:
                        >
                        > > Właśnie dlatego jest oczywiste ze Kina jest dobrą matką, że darzy
                        > współczuciem
                        > > dziecko, które pobiło jej dziecko, i jego matkę. Jest dobrą matką i
                        > człowiekiem
                        > >
                        > > z prawdziwego zdarzenia.
                        >
                        > Być może to współczucie świadczy, że jest dobrym człowiekiem. Świadczyłoby na
                        > pewno, gdyby pozwalała, żeby ją bito. Sęk w tym, że bite bywa jej dziecko, a
                        > Kina i jej mąż - mniejsza o to, dlaczego - nie potrafią temu zaradzić. Jeżeli
                        > wynika to ze współczucia, to są szlachetni na koszt dziecka.
                        > Nie twierdzę, że ją to dyskwalifikuje jako matkę, ale na pewno nie świadczy
                        na
                        > jej korzyść.

                        Odczuwac współczucie do atakujacego nie jest rownoznaczne z poniechaniem
                        obrony. I Kina wiele robi, zeby swoje dziecko obronić. Ale wie, ze nie
                        wszystkie metody są etyczne. I tych, których za takie nie uważa, nie stosuje.
                        We mnie taka postawa budzi szacunek.
                • nangaparbat3 Do Kiny 27.08.05, 18:51
                  Oczywiscie Ta "bezduszność i zlość nie o Tobie, ale juz nie bedę wymieniać po
                  nicku, bo skoro nie zwróciłam się do tych osob wprost, byłoby mi głupio.
                  Wydaje mi się, że szkoła, do której chodzi Twój synek strasznie nawala.
                  Przyznam się, ze nia mam siły szukać a tak rozbudowanym wątku, bo pewnie juz
                  too wyjasniałaś, ale nie rozumiem:
                  jesli Twój synek został pobity w szkole - gdzie byli nauczyciele? jesli ich nie
                  było lub nie zareagowali, to jest po prostu kryminał. A jesli takie rzeczy
                  dzieja sie w obecności nauczycieli, którzy FIZYCZNIE NIE SĄ W STANIE odciagnąć
                  napastnika czy rozdzielić bijacych się, to rzeczywiscie chlopiec powinien miec
                  nauczanie indywidualne.
                  Z drugiej strony podejrzewam, ze na zebraniach jest raczej przerzucanie
                  piłeczki i wzajemne oskarżanie się. Może przydałby sie mediator?
                  A dlaczego Ty jako rodzice nie miałabys zaproponować, by poszukać pomocy w
                  gminie (wydział zdrowia i wydział edukacji powinny pomóc szkole w tej sytuacji,
                  przynajmniej tak jest w moim mieście).
                  Pozdrawiam serdecznie - nanga.
                  • nangaparbat3 Re: Do Kiny 27.08.05, 19:12
                    Acha, jeszcze troche pozcytałam, i wychodzi na to, ze częśc nauczycieli radzi
                    sobie z tym chorym dzieckiem, a część nie. Sprawa jest raczej prosta: powinien
                    mieć nauczanie indywidualne w szkole, z tych przedmiotow, ktorych nauczyciele
                    nie są w stanie dopilnować go na zwykłej lekcji. Pozostale lekcje ma z klasą -
                    to mu da szanse na jakies pozytywne doswiadczenia społeczne i jest dla niego
                    bardzo ważne.
                    • a_weasley Re: Do Kiny 27.08.05, 21:18
                      nangaparbat3 napisała:

                      > to mu da szanse na jakies pozytywne doswiadczenia społeczne i jest dla niego
                      > bardzo ważne.

                      Innym dzieciom też daje ciekawe doświadczenia społeczne. Wiedzą, jak to jest w
                      kraju, w którym działają terroryści - w każdej chwili można ciężko oberwać bez
                      cienia powodu.
                      • kina74 Re: Do Kiny 27.08.05, 23:03
                        To nie jest wątek o mnie smile)) ale ostatni raz się wypowiem. To nie jest tak, że
                        nie robię jako matka nic!! Chłopiec trafił do naszej klasy w tym roku, z mamą
                        kontakt złapałam dopiero po półroczu. Sama do mnie podeszła po zebraniu i
                        stwierdzila, że jestem jedną z niewielu osób w klasie która rozumie problem.
                        Kiedy miałam już do niej telefon wszystko się bardzo zmieniło na plus. Na nią,
                        jak i na jej Syna działa rzeczowa rozmowa i to, że ja nie zawsze trzymam stronę
                        mojego syna. Dzwonię do niej w wyjątkowych przypakach, a Ona reaguje
                        natychmiast, często trwa taka telekonferencja, tzn. wymieniamy się
                        informacjami: bo np. sytuacja opisana przez Jej dziecko nijak ma się do tej
                        opisanej przez mojego i odwrotnie. Mój syn ma i zawsze miał we mnie oparcie
                        psychiczne - więcej zrobić nie mogę. Nie będę się o niego ani bić ani kłócić -
                        to nie jest droga do celu. Owszem mam szczęście, że mama chłopca jest chętna do
                        rozmowy itd. Inni rodzice lecą do wychowawcy, albo do dyrekcji. A szkoła
                        sprawia wrażenie jakby odliczała dni do końca nauki przez delikwenta. A że na
                        jednych lekcjach zachowuje się tak, a nie inaczej. Zawsze w szkole tak było, że
                        jedni nauczyciele mieli większy posłuch niż inni - to chyba cała tajemnica. Czy
                        szkoła jest zła?? - jest przeciętna, ani gorsza, ani lepsza od innych.
                        Wychowawca na pewno sobie nie radzi, nie umie tak naprawdę nawet zebrania
                        poprowadzić. Tak naprawdę to jesteśmy pozostawieni sami sobie: My, Rodzice
                        Chłopca, inni uczniowie, bo podkreślam raz jeszcze, że to nie jest konflikt
                        typu mój syn-ten chłopiec. To jest konflikt na linni ten chłopiec - reszta
                        klasy.A jeszcze w sprawie prowokowania: tak właściwie to jedynym i chyba
                        najgorszym wyjściem byłoby udawanie że dziecka nie ma, nie odzywanie się do
                        niego itd, bo zdarza się tak, że nawet głupawa odzywka jest powodem do lania. I
                        to taka odzywka, na jaką inny kolega nawet uwagi by nie zwrócił. Sam chlopiec
                        przyznał wielokrotnie, że najpierw robi, potem myśli, a jeszcze potem
                        przeprasza. A wiecie co?? - przeczytalam cały wątek jeszcze raz i cieszę się,
                        że chłopiec ma mądrą mamę, nie wyobrażam sobie jakby to wszystko wyglądało
                        gdyby tak nie było... A na koniec jeszcze coś mi się przypomniało: chłopiec
                        został już "postraszony" przez starszego kuzyna jednego z uczniów. Była
                        oczywiście cala afera, ale faktem jest, że tego chłopca "nie tyka" - chyba w
                        tym przypadku najpierw myśli, potem robi (nie robi)... Strasznie to wszystko
                        trudne i zrozumnie Drogie Mamy ADHDowców - nie tylko dla Was.
                        • nangaparbat3 Re: Do Kiny 28.08.05, 00:14
                          Z tym kuzynem to do niczego, bo jednego nie tyka, ale niczego sie nie nauczył,
                          i dołoży innemu, a jak bedzie sie bal uderzyć jakiekolwiek dziecko, zacznie
                          meczyć zwierzęta - strachem sie takiego problemu nie rozwiaże.
                          Gdybym była na Twoim miejscu probowalabym - najlepeij wspólnie z mama tego
                          dziecka (zresztą bez jej zgody nie ma o czym gadać)- porozmawiać z kimś madrym
                          a znaczącym w tej szkole, najlepiej zeby to byl dyrektor. Ty powiesz, ze sie
                          boisz o swoje dziecko, i masz do tego podstawy, ona powie, ze na odległość nie
                          ma na syna wpływu, ale bardzo jej zalezy, zeby syn chodził do zwyczajnej
                          szkoły. I zaproponujcie to rozwiazanie z cześciowym nauczaniem indywidualnym.
                          Znam dzieci, ktore w ten sposob chodzą czy chodziły do szkoły, najlepszy
                          przykład to córka znajomych, która miała fobie szkolną, nie byla w stanie wejść
                          do budynku. W liceum przyznano jej nauczanie indywidualne, najpierw nauczyciele
                          jeździli do niej do domu, kiedy sie oswoiła, zaczęła przyjeżdżać do szkoły i w
                          szkole miała indywidualne lekcje. Stopniowo przechodzila na lekcje z całą
                          klasą, najpierw zaczęła bywac na wychowawczej, potem na innych. W trzeciej
                          klasie juz nie potrzebowala indywidualnego nauczania.
                          więc ten chlopiec mógłby mieć podobnie - częśc lekcji z człą klasą, a część
                          indywidualnie. To wymagałoby pewnego wysilku organizacyjnego ze strony szkoły,
                          ułozenia mu jakiegoś sensownego planu, ale w końcu od czegos ta szkoła jest.
                          • minerwamcg Re: Do Kiny 28.08.05, 12:41
                            > dołoży innemu, a jak bedzie sie bal uderzyć jakiekolwiek dziecko, zacznie
                            > meczyć zwierzęta -

                            Gdzie tam. Dziecko z ADHD nie jest maniakalnym sadystą, ono po prostu
                            (najogólniej rzecz biorąc) ma problem z panowaniem nad sobą.

                            > Gdybym była na Twoim miejscu probowalabym - najlepeij wspólnie z mama tego
                            > dziecka (zresztą bez jej zgody nie ma o czym gadać)- porozmawiać z kimś
                            madrym
                            > a znaczącym w tej szkole, najlepiej zeby to byl dyrektor. Ty powiesz, ze sie
                            > boisz o swoje dziecko, i masz do tego podstawy, ona powie, ze na odległość
                            nie
                            > ma na syna wpływu, ale bardzo jej zalezy, zeby syn chodził do zwyczajnej
                            > szkoły. I zaproponujcie to rozwiazanie z cześciowym nauczaniem indywidualnym.

                            Krótko mówiąc, radzisz, żeby Kina zajęła się sprawą i wspólnie z dyrektorem
                            (jeśli będzie chętny do współpracy) zorganizowała nauczanie dla cudzego
                            dziecka. Przepraszam, ale czy to na pewno ona powinna się tym zajmować?
                            Chłopiec z ADHD ma matkę. Być może także ojca. I to do nich należy zapewnienie
                            mu takich warunków nauki, żeby to nie groziło otoczeniu śmiercią lub kalectwem.
                            • nangaparbat3 Re: Do Kiny 28.08.05, 22:36
                              Jak chcę cos zmienic, to staram sie to zrobic, a nie zastanawiam sie, czyja to
                              sprawa. A przede wszystkim piszę, ze nie ma mowy o czymkolwiek bez zgody i
                              udziału matki chorego dziecka. Ale jest oczywiste, ze ta matka też potrzebuje
                              pomocy i wsparcia. Obie - Kina i matka chorego - mają wspolny cel. Łatwiej
                              bedzie dogadać sie ze szkołą, jeśli wystapią razem z propozycjami czy radami.
                              Przerzucanie odpowiedzialności i nicnierobienie, bo to ktos inny powinien,
                              nigdy jeszcze nic dobrego nie przyniosly.
                              • a_weasley Re: Do Kiny 29.08.05, 23:24
                                nangaparbat3 napisała:

                                > Jak chcę cos zmienic, to staram sie to zrobic, a nie zastanawiam sie, czyja
                                to
                                > sprawa. A przede wszystkim piszę, ze nie ma mowy o czymkolwiek bez zgody i
                                > udziału matki chorego dziecka. Ale jest oczywiste, ze ta matka też potrzebuje
                                > pomocy i wsparcia. Obie - Kina i matka chorego - mają wspolny cel.

                                No więc nie do końca. A przynajmniej nie powinny.
                                Dla Kiny priorytetem powinno być zapewnienie możliwości normalnej nauki,
                                zapewnienie bezpieczeństwa w szkole WŁASNEMU dziecku. Jeżeli da się to zrobić
                                drogą uspokojenia adehadowca, a nie pozbycia się go z danego terenu - to
                                dobrze. Jeżeli nie - to trudno. Kina odpowiada za swoje dziecko.

                                Łatwiej
                                > bedzie dogadać sie ze szkołą, jeśli wystapią razem z propozycjami czy radami.
                                > Przerzucanie odpowiedzialności i nicnierobienie, bo to ktos inny powinien,
                                > nigdy jeszcze nic dobrego nie przyniosly.
                        • 1iwona1 Re: Do Kiny 28.08.05, 08:54
                          kina74 napisała:

                          > To nie jest wątek o mnie smile)) ale ostatni raz się wypowiem. To nie jest tak,
                          że
                          >
                          > nie robię jako matka nic!!

                          >[...]
                          > Wychowawca na pewno sobie nie radzi, nie umie tak naprawdę nawet zebrania
                          > poprowadzić.


                          Kina, nie wiem dlaczego się tłumaczysz. Nie daj się sprowokować sugestiom, że w
                          jakiś sposób zaniedbujesz swoje dziecko nie broniąc go przed "psychopatą z
                          ADHD"... Bo to nieprawda. Z tego, co piszesz podchodzisz do sprawy w najlepszy
                          z możliwych sposobów. Z Twojego opisu wynika, że mały człowiek z ADHD ma też
                          mądrą mamę. Problemem jest szkoła. Myślę, że chłopczyk z ADHD bardzo chce być
                          zaakceptowany przez kolegów i stąd mogą się brać jego kontrowersyjne
                          zachowania - dzieci z ADHD bardzo często nie mają "wyczucia społecznego". Rolą
                          nauczyciela jest takie działanie, by umożliwić integrację
                          chłopca z grupą. Na czym to ma polegać - na ułatwieniu mu kontaktów oraz
                          pokazywaniu, jakich zachowań grupa nie będzie akceptować - to wymaga mądrego
                          podejścia do zachowań chłopca, ale również do zachowań i reakcji grupy. Z tego,
                          co piszesz, szkoła traktuje tego chłopca jak zło konieczne, które trzeba
                          przepchnąć przez etap edukacji, który jest jej udziałem, a potem to już "niech
                          martwią się inni". To olbrzymi błąd niestety... W takiej sytuacji dziecko
                          będzie sprawiało coraz poważniejsze problemy.


                          > klasy.A jeszcze w sprawie prowokowania: tak właściwie to jedynym i chyba
                          > najgorszym wyjściem byłoby udawanie że dziecka nie ma, nie odzywanie się do
                          > niego itd, bo zdarza się tak, że nawet głupawa odzywka jest powodem do lania.

                          To jest bardzo częste. Dzieciak tak bardzo pragnie akceptacji, że po jakimś
                          czasie zaczyna nadinterpretować zachowania kolegów i odczytuje je, jako
                          skierowane przeciwko sobie. Im szybciej chłopczyk z ADHD otrzyma pomoc w
                          wejściu do grupy rówieśników, tym lepiej. Z biegiem czasu będzie tylko
                          gorzej... Przed Wami nowy rok szkolny. To byłby dobry moment na wprowadzenie
                          zmian. Nie wiem jaki masz kontakt z innymi rodzicami z tej klasy, ale może
                          gdybyście wspólnie zadziałali (włączając w to mamę chłopca z ADHD) i
                          zasugerowali szkole ten kierunek - byłaby szansa na zamianę...

                          Pozdrawiam
                          Iwona
                        • a_weasley Którędy droga 28.08.05, 11:31
                          kina74 napisała:

                          > To nie jest tak, że nie robię jako matka nic!!

                          Ja tak nie twierdzę. Twierdzę tylko, że pytanie brzmi: czy to, co robicie,
                          działa; jeżeli nie, czy możecie zrobić coś więcej; jeżeli tak, to dlaczego tego
                          nie robicie.
                          Ktoś tu deklarował szacunek dla Ciebie, sugerując, że nie robisz czegoś, co byś
                          mogła, gdyż uważasz to za nieetyczne; ja w tym przypadku uważałbym, że
                          doskonalisz siebie kosztem swojego dziecka.

                          > mojego syna. Dzwonię do niej w wyjątkowych przypakach, a Ona reaguje
                          > natychmiast,

                          Czyli co robi? Łapie za zmieniacz czasu i odkręca to, co już się stało?

                          > psychiczne - więcej zrobić nie mogę. Nie będę się o niego ani bić ani kłócić -
                          > to nie jest droga do celu.

                          Poniżej przedstawiasz dowód, że owszem jest:

                          > został już "postraszony" przez starszego kuzyna jednego z uczniów. Była
                          > oczywiście cala afera, ale faktem jest, że tego chłopca "nie tyka" - chyba w
                          > tym przypadku najpierw myśli, potem robi (nie robi)...

                          Krótko mówiąc - dał nam przykład starszy kuzyn, jak zwyciężać mamy.
                          Super, że mama delikwenta jest chętna do rozmowy, ale co komu z tego? SKoro
                          sama mówi, że ma coraz mniejszy wpływ?
                          Twoje dziecko jest dalej bite. Chłopiec, którego starszy kuzyn zaprezentował
                          coś, co niektórzy tutaj uważają za prowincję i ciemnogród - nie.
                      • nangaparbat3 Re: Do wesleya 28.08.05, 00:00
                        nieuwaznie przeczytałes
    • falka32 "normalność" 28.08.05, 19:27
      Ewo, proszę cię bardzo, napisz nam tu dokładnie, jakie dzieci uważasz za
      NORMALNE i godne nauki w publicznej szkole. Bardzo jestem ciekawa, jakie cechy
      wg ciebie kwalifikują do grona "normalnych".
      Bo wygląda na to, ze odkryłaś coś, czego rzesze psychologów i psychiatrów do tej
      pory nie odkryły, czzli jakąś uniwersalną definicję normy psychicznej smile)))))))
      • a_weasley W Jasnogrodzie nie ma normy ani patologii 28.08.05, 19:40
        No pewnie, jak można tak brzydko mówić? Standardy politycznej poprawności mówią
        przecież wyraźnie, że nie ma normalności i nienormalności, tylko są różne normy.
        CIekawe tylko, na jakiej w takim razie podstawie kieruje się dzieci na
        indywidualne nauczanie, do specszkół itp. Oraz na jakiej podstawie niektórzy
        uczestnicy tej dyskusji dyskutanci żądają specjalnych praw dla dzieci z ADHD.
        Skoro nie ma granicy, to wszystkie dzieci należałoby traktować równo. Skoro
        tak, to dziecko z ADHD ma takie samo prawo uderzyć kolegę, jak kolega jego.
        • falka32 Re: W Jasnogrodzie nie ma normy ani patologii 28.08.05, 19:47
          weasley, nie ciebie pytałam. To ewa szafuje rozróżnieniem normalni i reszta,
          przy czym nie jest jasne, kogo zalicza do normalnych. Rozumiem, ze mały skunks,
          który dla zabawy z kolegami doprowadza codziennie mojego syna do płaczu - należy
          do grupy normalnych? czy się mylę? A jezei wyznacznikiem normalnosci mają byc
          kryteria przyjmowania do szkół publicznych, to dzieci z ADHD tez są normalne,
          skoro mogą się do nich zakwalifikować i mają prawo w nich pobierać naukę.
          • a_weasley Granice praw 28.08.05, 20:58
            falka32 napisała:

            > jezei wyznacznikiem normalnosci mają byc
            > kryteria przyjmowania do szkół publicznych, to dzieci z ADHD tez są normalne,
            > skoro mogą się do nich zakwalifikować i mają prawo w nich pobierać naukę.

            A proszę bardzo. Niech mają takie same prawa i takie same obowiązki. W tym
            obowiązek poszanowania integralności cielesnej innych uczniów.
            • falka32 Re: Granice praw 29.08.05, 10:03
              Waesley, proooszę cię! Znowu nie na temat. Przeczytaj moje pytanie a potem
              dopiero odpowiadaj.
      • ewa2000 Re: "normalność" 29.08.05, 13:56
        Normalne dzieci to takie, które swoim zachowaniem nie uniemożliwiają
        funkcjonowania w szkole innm ludziom ( kolegom, nauczycielom).
        Normalne dzieci mogą mieć wyskoki, ale incydentalne i prawidłowo reagują na
        zwróconą uwagę.
        Normalne dzieci to takie, które są wstanie powstrzymać się w ciagu 45 minut od
        chodzenia po klasie, śpiewania, wrzasków.
        Za normalne uważa się także osoby, które: np.nie jedzą papieru, wiedzą, że
        istnieją zachowania nieakceptowane przez otoczenie ( np. siusianie w miejscach
        publicznych).
        • nangaparbat3 co jada normalny 29.08.05, 14:50
          a ja jako dziecko jadłam ścianę - wydłubywalam tynk i jadłam. To pewnie tez
          jestem nienormalna, prawda? I mój znajomy, ktory jako dziecko jadał mydło. I
          znajoma, ktora szła za orzacym dziadkiem i jadła dżdżownice. A teraz sie
          spytalam córki, i mówi, ze tez jadła papier, ale troszeczke tylko, w
          przedszkolu. I dodała, ze wszyscy jedli papier "jak byli młodsi" (ma 14).
          Zwłaszcza chlopcy.
          • gaika Re: co jada normalny 29.08.05, 16:59
            Do listy "konsumujących" dołożyłabym jeszcze tych z bardzo wysokim IQ. Ci
            zwykle kompletnie nie pasują do "normalnej" szkoły i sprawiają wiele kłopotów :
            zadają trudne pytania, kwestionują zasady i czytają książki pod ławką(z nudów).
            Wymagają tez (o zgrozo!) indywidualnej uwagi nauczyciela.
            • a_weasley Dobrze wiecie, o co chodzi 29.08.05, 17:27
              więc po co ta demagogia?
              OIW, dziecko czytające książkę pod ławką nie uniemożliwia prowadzenia lekcji.
              Nie słyszałem też, żeby przez to, że jeden uczeń zadaje kłopotliwe pytania,
              inny uczeń dostał złamania ręki albo chociażby krwotoku z nosa.
              • gaika Re: Dobrze wiecie, o co chodzi 29.08.05, 19:37
                Ewa pisała o tym, żeby się pozbywać wszystkich, którzy odbiegają od Jej
                definicji normy. Opisane przypadki odbiegają. A dzieci czytające pod ławką
                zwykle doprowadzają nauczyciela do pasji. Ten z kolei walcząc z delikwentem,
                nie może prowadzić lekcji.

                Bez cienia demagogii :
                Nikt tu nie twierdził, ze należy akceptować przemoc fizyczną, nawet dzieci
                chorych (chyba, ze czegoś nie zauważyłam).
                Dyskusja raczej nie jest o tym, czy wpisać łamanie rak w porządek dzienny
                szkoły.
                Wydaje mi się sensowniejsze poszukiwanie rozwiązań (lub korzystanie z
                gotowych), które pomogą i dzieciom i rodzicom i nauczycielom.
                • a_weasley W zasadzie tak, ale... 29.08.05, 22:24
                  gaika napisała:

                  > Ewa pisała o tym, żeby się pozbywać wszystkich, którzy odbiegają od Jej
                  > definicji normy.

                  O. A gdzie? I co konkretnie napisała?

                  > A dzieci czytające pod ławką
                  > zwykle doprowadzają nauczyciela do pasji. Ten z kolei walcząc z delikwentem,
                  > nie może prowadzić lekcji.

                  Widzisz, ale tutaj to jest rzeczywiście problem nauczyciela (pomijając fakt, że
                  jest to zachowanie po prostu niegrzeczne, co przyznaję, choć sam niejedną
                  książkę pod ławką przeczytałem). Natomiast dziecko agresywne samo z siebie jest
                  niebezpieczne dla innych dzieci.

                  > Bez cienia demagogii :
                  > Nikt tu nie twierdził, ze należy akceptować przemoc fizyczną, nawet dzieci
                  > chorych (chyba, ze czegoś nie zauważyłam).

                  Ja twierdzę, że nie należy również jej tolerować. Niestety jak czasami jedynym
                  sposobem obrony przed przemocą doraźnie jest przemoc (obrona konieczna), tak
                  czasem jedynym sposobem pozbycia się przemocy na dłuższą metę jest usunięcie z
                  danego terenu osoby tę przemoc stosującą.

                  > Dyskusja raczej nie jest o tym, czy wpisać łamanie rak w porządek dzienny
                  > szkoły.
                  > Wydaje mi się sensowniejsze poszukiwanie rozwiązań (lub korzystanie z
                  > gotowych), które pomogą i dzieciom i rodzicom i nauczycielom.

                  Zapewne. Tylko, jak już pisałem, tutaj się mieszają różne sprawy.
                  Po pierwsze: Ja nie neguję konieczności leczenia przyczynowego. Natomiast widzę
                  ponadto konieczność - w przypadkach takich, jak opisany przeze mnie przypadek z
                  Krakowa czy też to, co pisze Kina74 - leczenia objawowego. Nie wyleczenia
                  dziecka chorego, co jest sprawą ważną, ale na dłużej, lecz zapewnienia
                  bezpieczeństwa i normalnych warunków nauki dzieciom zdrowym. Tu i teraz.
                  Podobnie jak dorosłą osobę z zaburzeniami, jeśli atakuje innych, pacyfikuje się
                  najpierw dostępnymi środkami (z przemocą fizyczną policji lub sanitariuszy
                  włącznie), potem lekami, a potem stopniowo próbuje wyleczyć. A jeśli się nie
                  da - izoluje się ją od społeczeństwa.
                  Po wtóre: twierdzę, że skoro państwo zmusza ludzi do posyłania dzieci do szkół,
                  to niech im tam zapewni bezpieczeństwo.
                  Po trzecie: twierdzę, że rodzice dzieci zdrowych nie mają ani obowiązku, ani
                  prawa martwić o cudze dzieci bardziej niż o własne.
                  • falka32 Re: W zasadzie tak, ale... 29.08.05, 22:48
                    weasley, to moze zamiast skupiać się na dzieciach z ADHD, z których naprawdę
                    niewiele jest agresywnych i poza kontrolą rodziców, zająłbyś się problemem
                    nastoletnich blokersów, którzy przy pomocy bejów i motylków stosują przemoc
                    wobec 12-latków, problemem kolesi z podstawówki, którzy bija moje dziecko bo
                    jest "dziwne", problemem takich normalnych szkolnych zajęć jak podstawianie nóg
                    i spychanie ze schodów, uprawianych przez normalne dzieci, problemem wymuszania
                    haraczy przez starszych normalnych kolegów... naprawdę, wytaczasz armatę na
                    wróbla, na pojedyncze przypadki, podczas kiedy przemoc w szkole jest zjawiskiem
                    uprawianym na szeroką skalę własnie przez te normalne dzieci bez zdiagnozowanych
                    fikuśnych jednostek chorobowych, za to wychowanych na telewizji, grach
                    komputerowych, w kulcie kasy i siły.
                    Tu masz prawdziwe pole do popisu i jeżeli uda ci się spowodowac,z e będę moje
                    dziecko puszczać do szkoły bez strachu przed "normalnymi", to pierwsza ci kupie
                    flaszkę w podzięce.
                    • a_weasley Dlaczego ADHD, a nie blokersi 29.08.05, 23:00
                      falka32 napisała:

                      > weasley, to moze zamiast skupiać się na dzieciach z ADHD, z których naprawdę
                      > niewiele jest agresywnych i poza kontrolą rodziców, zająłbyś się
                      [ciach wyliczenie różnych zjawisk niewątpliwie patologicznych, które także
                      godzi się i należy zwalczać]

                      > naprawdę, wytaczasz armatę na wróbla, na pojedyncze przypadki,

                      Z dwóch powodów.
                      Po pierwsze to jest wątek o ADHD, a nie o menelach.
                      Po wtóre w przypadku tych wszystkich przyjemniaczków, których wymieniłaś, nikt
                      nie ma wątpliwości, że należy im to, co robią, uniemożliwić wszelkimi
                      dostępnymi środkami, nie rozczulając się, że tata mocno pijał, synka w dupę
                      bijał, a raz nawet dał mu w ząbki i nie chciał mu kupić trąbki. Jego mama nie
                      przyjdzie się tu wyżalać, bo jeśli nawet gdzieś oberwie pałą, wszyscy
                      powiedzą "widocznie zasłużył", zresztą mama nie umie korzystać z netu.
                      Natomiast dla adehadowców niektórzy żądają specjalnych praw. Nie tylko prawa do
                      nauki w ogóle (tutaj jestem za), ale także bezwarunkowego prawa do nauki w
                      zwykłej szkole kosztem prawa dzieci zdrowych do normalnej nauki i elementarnego
                      bezpieczeństwa. I na to nie ma zgody.
                      • falka32 Re: Dlaczego ADHD, a nie blokersi 29.08.05, 23:10
                        mylisz się
                        są tacy, którzy żądają prawa do nauki tych przyjemniaczków w publicznych
                        szkołach. Powiem więcej, ci przyjemniaczkowie mają prawo i obowiązek do tych
                        szkół chodzić, nawet jeżeli wsadzają nauczycielowi śmietnik na głowę. Nikt nie
                        robi dla nich szkół integracyjnych ani nie sugeruje im indywidualnego nauczania.
                        Najwyżej przenoszą ich do innej szkoły publicznej,w której robią to samo. Nikt
                        nie mówi też o specjalnych prawach dla nich, wystarczy, że mają prawa te same co
                        wszyscy.
                        • a_weasley Re: Dlaczego ADHD, a nie blokersi 29.08.05, 23:21
                          falka32 napisała:

                          > mylisz się
                          > są tacy, którzy żądają prawa do nauki tych przyjemniaczków w publicznych
                          > szkołach. Powiem więcej, ci przyjemniaczkowie mają prawo i obowiązek do tych
                          > szkół chodzić, nawet jeżeli wsadzają nauczycielowi śmietnik na głowę.

                          Akurat ci od śmietnika to ze szkoły wylecieli na kopach (fakt faktem, że była
                          to szkoła średnia, z której wylecieć można).

                          > Nikt nie robi dla nich szkół integracyjnych ani nie sugeruje im
                          > indywidualnego nauczania.

                          Zatem ci, którzy mają taką szansę, niech z niej korzystają. Wszyscy na tym
                          zyskają, a najwięcej oni sami.

                          > Nikt nie mówi też o specjalnych prawach dla nich, wystarczy, że mają prawa
                          > te same co wszyscy.

                          Wiesz, ale te same prawa oznaczają, że jeżeli przyjemniaczek zaatakuje i
                          oberwie od kogoś, kto się bronił, to będzie jego wina, a nie tego, kto się
                          bronił. Jeżeli zniszczy, będzie ukarany. Jeżeli koledzy go zglanują, wszyscy
                          powiedzą, że to nieładnie, ale większość półgębkiem nadmieni, że może
                          faktycznie nie było innego wyjścia. W przypadku ADHD będzie to uchodziło za
                          dowód agresywnego stosunku dziecka do Inności. A z perspektywy kolegów w szkole
                          różnica niewielka - jeden bije i drugi bije.
                          Agresywny syn pijaka, który ojca nie widział od dziesięciu lat, on ma inne
                          nazwisko, matka inne, każde z rodzeństwa jeszcze inne, a aktualny wujek jeszcze
                          inne - dla otoczenia nie jest nieszczęśliwym dzieckiem, tylko małym przestępcą.
                          Tak samo agresywny adehadowiec, który ma wykształconych rodziców jakoś tam się
                          nim zajmujących (czego jawnym dowodem jest, że miał mu kto to ADHD
                          zdiagnozować), robi za biednego chorego.
                          • falka32 Re: Dlaczego ADHD, a nie blokersi 29.08.05, 23:43
                            weasley
                            ta rozmowa nie ma chyba sensu.
                            Ja pisze o tym, ze głównym źródłem przemocy w szkole są blokresi i małe skunksy
                            i że to przed nimi musze bronić mojego dziecka - a nie przed chłopcem z ADHD,
                            który jest u niego w klasie. Bez względu na to, czy ogoł orzeknie ze zachowują
                            się ładnie czy brzydko, to oni stanowią realne zagrozenie praw mojego dziecka do
                            bezpiecznej nauki - a nie chłopiec z ADHD, który jest jeden i w sumie całkiem w
                            porządku a tamtych jest 1/3 szkoły i nikt ich nie wyrzuca z niej, bo to są też
                            uczniowie.
                            Więc nie mów mi, ze jak usuniesz problem "agresywych adehadowców" których jest
                            śladowa liczba, to szkołą stanie się bezpieczna a lekcje efektywniejsze - bo nie
                            jest to prawdą.
                            • a_weasley Re: Dlaczego ADHD, a nie blokersi 30.08.05, 00:16
                              falka32 napisała:

                              > weasley
                              > ta rozmowa nie ma chyba sensu.

                              No popatrz, a ja mam wrażenie, że właśnie ostatnio zaczęła sensu nabierać.

                              > Ja pisze o tym, ze głównym źródłem przemocy w szkole są blokresi i małe
                              skunksy
                              > i że to przed nimi musze bronić mojego dziecka -

                              Bardzo możliwe, że Ty masz akurat problem z tym, a nawet, że więcej rodziców ma
                              problem z tym niż ze zdiagnozowanymi ADHDowcami (piszę zdiagnozowanymi, bo
                              najpewniej wśród owych skunksów są także niezdiagnozowani adehadowcy).

                              > a nie przed chłopcem z ADHD, który jest u niego w klasie.

                              A ktoś inny ma problem z chłopcem z ADHD i to w dodatku z ADHD o dużym
                              nasileniu objawów.
                              To jest akurat wątek o ADHD i dlatego piszę tu o ADHD.

                              > Więc nie mów mi, ze jak usuniesz problem "agresywych adehadowców" których jest
                              > śladowa liczba, to szkołą stanie się bezpieczna a lekcje efektywniejsze

                              Pokaż mi, gdzie coś takiego powiedziałem? Lekcje staną się efektywniejsze - co
                              nie znaczy optymalnie efektywne, a szkoła BEZPIECZNIEJSZA - co nie znaczy
                              jeszcz BEZPIECZNA. Bezpieczna - nie, bo są inne zagrożenia. Bezpieczniejsza -
                              bo jest o jedno mniej.

                              > - bo nie jest to prawdą.

                              Widzisz, ja nie operuję wielkim kwantyfikatorem. Ani nie zamierzam tworzyć
                              recept na zbawienie świata.
                              Tu jest rozmowa o ADHD i o tym, co się godzi, a co się nie godzi w obliczu
                              zagrożenia przemocą ze strony ADHDowca. Możemy porozmawiać i o zagrożeniach
                              przemocą ze strony innych miłych młodzieńców, ale może nie w tym wątku, bo tu i
                              tak każdy o czym innym, jedni o zdrowiu, drudzy o bezpieczeństwie, trzeci o
                              wolności słowa...
                              • gaika Re: Dlaczego ADHD, a nie blokersi 30.08.05, 04:04
                                a_weasley napisał:

                                >Tu jest rozmowa o ADHD i o tym, co się godzi, a co się nie godzi w obliczu
                                >zagrożenia przemocą ze strony ADHDowca.

                                W większości przypadków nie ma mowy o zagrożeniu jeżeli dziecko jest
                                przygotowane do nauki w dużej grupie, kadra świadoma wyzwań i równie dobrze
                                przygotowana do pracy. Jeśli wszystkie zainteresowane strony stworzą, a później
                                dotrzymają czegoś w rodzaju kontraktu-umowy, to patologia się nie pojawi. Do
                                tego jeszcze dziatwa szkolna powinna mieć jaką taką wiedze o schorzeniach
                                i "dziwnych" zachowaniach.
                                Działanie po omacku daje efekty jakie daje.
                                • a_weasley Re: Dlaczego ADHD, a nie blokersi 30.08.05, 10:39
                                  gaika napisała:

                                  > W większości przypadków nie ma mowy o zagrożeniu jeżeli dziecko jest
                                  > przygotowane do nauki w dużej grupie, kadra świadoma wyzwań i równie dobrze
                                  > przygotowana do pracy. Jeśli wszystkie zainteresowane strony stworzą, a
                                  później
                                  >
                                  > dotrzymają czegoś w rodzaju kontraktu-umowy, to patologia się nie pojawi. Do
                                  > tego jeszcze dziatwa szkolna powinna mieć jaką taką wiedze o schorzeniach
                                  > i "dziwnych" zachowaniach.

                                  Jeżeli, o ile, powinna... Super.
                                  Tyle, że w przypadku skrajnym - a właśnie skrajnych przypadków dotyczyły notki,
                                  w których aprobowałem drastyczne środki - cały ten tekst należy przerobić na
                                  tryb przypuszczający czasu przeszłego. Gdyby kadra była przygotowana... Gdyby
                                  strony dotrzymały... toby zagrożenia nie było.
                                  A moje wypowiedzi dotyczą tego, co należy zrobić, jeżeli zagrożenie jest. Ważne
                                  jest, dlaczego tak się stało, ważniejsze, jak sprawę rozwiązać długofalowo ku
                                  zadowoleniu wszystkich, ale najważniejsze, jak zapewnić bezpieczeństwo teraz,
                                  nawet jeżeli ktoś z tego powodu będzie niezadowolony.
                                  • gaika Re: Dlaczego ADHD, a nie blokersi 30.08.05, 23:26
                                    a_weasley napisał:

                                    >Jeżeli, o ile, powinna... Super.
                                    >Tyle, że w przypadku skrajnym - a właśnie skrajnych przypadków dotyczyły
                                    >notki,
                                    >w których aprobowałem drastyczne środki - cały ten tekst należy przerobić na
                                    >tryb przypuszczający czasu przeszłego. Gdyby kadra była przygotowana... Gdyby
                                    >strony dotrzymały... toby zagrożenia nie było.


                                    To nie jest tak, ze powinna, tylko MUSI. Instancje wyższe zobowiązały do tego
                                    kadrę pedagogiczna, która jest nieudolna i niewydolna(nie chcę generalizować,
                                    bo nie wszyscy tacy są).

                                    >A moje wypowiedzi dotyczą tego, co należy zrobić, jeżeli zagrożenie jest.
                                    >Ważne
                                    >jest, dlaczego tak się stało, ważniejsze, jak sprawę rozwiązać długofalowo ku
                                    >zadowoleniu wszystkich, ale najważniejsze, jak zapewnić bezpieczeństwo teraz,
                                    >nawet jeżeli ktoś z tego powodu będzie niezadowolony.

                                    To jest w rękach dorosłych. Jeżeli zagrożenie istnieje należy je pacyfikować w
                                    odpowiedni do sytuacji sposób(niekoniecznie to musi być usunięcie ze szkoly,
                                    choć czasem bywa konieczne). Piszę do znudzenia, ale to dorośli zawiedli i
                                    dlatego sytuacja wymknęła się spod kontroli. Jednak to nie dzieci i nie rodzice
                                    maja to załatwić, choć mogą wystąpić do dyrekcji(nawet powinni) w sytuacji,
                                    kiedy widzą więcej niż szkoła. Co nota bene byłoby dziwne, a nawet skandaliczne.
                  • gaika Re: W zasadzie tak, ale... 30.08.05, 03:36
                    >O. A gdzie? I co konkretnie napisała?

                    A w poście "normalność" i przy okazji innych wątków i forów, na które nie mam
                    prawa się tu powoływać.
                    Ewa nie mówi tylko o agresji, ale o wszystkich "innych" zachowaniach.

                    >Widzisz, ale tutaj to jest rzeczywiście problem nauczyciela (pomijając fakt,
                    że
                    >jest to zachowanie po prostu niegrzeczne, co przyznaję, choć sam niejedną
                    >książkę pod ławką przeczytałem).

                    Tamto, to tez jest problem nauczyciela, bo nie wie jak postępować z chorym
                    dzieckiem. Tu nie wie, jak postępować z uczniem wybijającym się ponad poziom
                    klasy. Czyli mamy kłopot z
                    systemem, nie radzacym sobie z tymi, którzy w jakimkolwiek kierunku odstają od
                    średniej.

                    > Natomiast dziecko agresywne samo z siebie jest
                    >niebezpieczne dla innych dzieci.

                    Wszystkie dyskusje na temat ADHD kręcą się wokół skrajnych przypadków, których
                    jest procentowo niewiele. Dziecko z ADHD nie jest samo z siebie agresywne.
                    Nawet jeśli te dzieci zachowują się, nazwijmy to niekonwencjonalnie, to
                    nauczyciel powinien stosować narzędzia, które pozwolą dziecku zbliżyć się do
                    konwencji.


                    >Ja twierdzę, że nie należy również jej tolerować. Niestety jak czasami jedynym
                    >sposobem obrony przed przemocą doraźnie jest przemoc (obrona konieczna), tak
                    >czasem jedynym sposobem pozbycia się przemocy na dłuższą metę jest usunięcie z
                    >danego terenu osoby tę przemoc stosującą.

                    Zgadzam się, ze człowiek musi umieć się bronić, ale zalecanie przemocy jako
                    środka wychowawczego nakręca problem.

                    >Zapewne. Tylko, jak już pisałem, tutaj się mieszają różne sprawy.
                    >Po pierwsze: Ja nie neguję konieczności leczenia przyczynowego. Natomiast
                    widzę
                    >ponadto konieczność - w przypadkach takich, jak opisany przeze mnie przypadek
                    z
                    >Krakowa czy też to, co pisze Kina74 - leczenia objawowego.

                    Śmiem twierdzić, ze gdyby nie brak kompetencji dorosłych nigdy nie pojawiłaby
                    się konieczność "leczenia objawowego". Skrewiła dyrekcja, psycholog, pedagog,
                    nauczyciele, może w jakimś stopniu rodzice, którzy dopuścili do tej sytuacji.


                    >Nie wyleczenia
                    >dziecka chorego, co jest sprawą ważną, ale na dłużej, lecz zapewnienia
                    >bezpieczeństwa i normalnych warunków nauki dzieciom zdrowym. Tu i teraz.
                    >Podobnie jak dorosłą osobę z zaburzeniami, jeśli atakuje innych, pacyfikuje
                    się
                    >najpierw dostępnymi środkami (z przemocą fizyczną policji lub sanitariuszy
                    >włącznie), potem lekami, a potem stopniowo próbuje wyleczyć. A jeśli się nie
                    >da - izoluje się ją od społeczeństwa.

                    Metody, o których piszesz stosuje się wtedy, kiedy wszystko inne zawodzi :
                    farmakoterapia, psychoterapia, socjalizacja. Jednak zanim to się okazuje, to
                    należy zastosować te metody, które w większości przypadków ADHD są skuteczne.


                    >Po wtóre: twierdzę, że skoro państwo zmusza ludzi do posyłania dzieci do
                    szkół,
                    >to niech im tam zapewni bezpieczeństwo.

                    Absolutna zgoda. Nie pierwszy raz pisze, ze przepis musi być egzekwowalny,
                    czyli stworzone takie warunki nauki i pracy, żeby nie godziło to w niczyj
                    interes.

                    >Po trzecie: twierdzę, że rodzice dzieci zdrowych nie mają ani obowiązku, ani
                    >prawa martwić o cudze dzieci bardziej niż o własne.

                    Prawie zgoda. Maja prawo martwic się o cudze, tym bardziej, jeśli mogą pomoc
                    znaleźć rozwiązanie.


                    • a_weasley Re: W zasadzie tak, ale... 30.08.05, 10:54
                      gaika napisała:

                      > Tamto, to tez jest problem nauczyciela, bo nie wie jak postępować z chorym
                      > dzieckiem. Tu nie wie, jak postępować z uczniem wybijającym się ponad poziom
                      > klasy.

                      Tak, tyle że tamto jest problemem wszystkich dookoła. Tutaj uczeń tę książkę
                      czyta, a nie pierze nią kolegów po łbie. Gdyby prał, też byłbym za tym, żeby go
                      spacyfikować.

                      > Czyli mamy kłopot z systemem, nie radzacym sobie z tymi, którzy
                      > w jakimkolwiek kierunku odstają od średniej.

                      My, jako społeczeństwo, mamy kłopot z systemem. Jego naprawa to sprawa na lata.
                      Rodzice ofiar chorego biedactwa mają problem z konkretnym osobnikiem.
                      Spacyfikowanie go jest, jak widzieliśmy, możliwe - a śmiem twierdzić, że
                      konieczne.

                      > > Natomiast dziecko agresywne samo z siebie jest
                      > >niebezpieczne dla innych dzieci.
                      >
                      > Wszystkie dyskusje na temat ADHD kręcą się wokół skrajnych przypadków,
                      których
                      > jest procentowo niewiele.

                      Może nie wszystkie, ale w szczególności ta część niniejszej dyskusji, w którym
                      Ewę i mnie wysyłano do Ciemnogrodu i jeszcze w parę innych miejsc. Aprobowałem
                      przemoc, wręcz zalecałem ją, ale właśnie w sytuacjach skrajnych -
                      bezpośredniego zagrożenia i braku innych możliwości (zbiorowego schodzenia z
                      drogi przez wszystkie dzieci za alternatywę nie uważam, byłoby to bowiem mocno
                      szkodliwe dla ich psychiki). Podobnie jak aprobuję prawo dorosłego człowieka do
                      obrony przy użyciu przemocy przed atakami ze strony innego dorosłego człowieka,
                      bez względu na ewentualne kwity lekarskie napastnika. Nie interesuje mnie, co
                      tamten ma w głowie, tylko co ma w ręce.
                      Nie zalecam

                      > przemocy jako środka wychowawczego

                      tylko jako narzędzie obrony koniecznej.

                      > >Nie wyleczenia
                      > >dziecka chorego, co jest sprawą ważną, ale na dłużej, lecz zapewnienia
                      > >bezpieczeństwa i normalnych warunków nauki dzieciom zdrowym. Tu i teraz.
                      > >Podobnie jak dorosłą osobę z zaburzeniami, jeśli atakuje innych, pacyfikuj
                      > e
                      > się
                      > >najpierw dostępnymi środkami (z przemocą fizyczną policji lub sanitariuszy
                      >
                      > >włącznie), potem lekami, a potem stopniowo próbuje wyleczyć. A jeśli się n
                      > ie
                      > >da - izoluje się ją od społeczeństwa.
                      >
                      > Metody, o których piszesz stosuje się wtedy, kiedy wszystko inne zawodzi :
                      > farmakoterapia, psychoterapia, socjalizacja. Jednak zanim to się okazuje, to
                      > należy zastosować te metody, które w większości przypadków ADHD są skuteczne.

                      Pierwszą z metod, o których piszę, stosuje się wtedy, kiedy nie ma czasu na
                      wszystkie inne.

                      > Prawie zgoda. Maja prawo martwic się o cudze, tym bardziej, jeśli mogą pomoc
                      > znaleźć rozwiązanie.

                      Ależ owszem. Byle nie odbywało się to kosztem dzieci własnych.
                      • gaika Re: W zasadzie tak, ale... 30.08.05, 23:08
                        a_weasley napisał:

                        >Tak, tyle że tamto jest problemem wszystkich dookoła. Tutaj uczeń tę książkę
                        >czyta, a nie pierze nią kolegów po łbie. Gdyby prał, też byłbym za tym, żeby
                        >go
                        >spacyfikować.

                        Nie jest agresywny, ale rozkłada lekcje. Czyli nie daje się "normalnym" uczyć.

                        >My, jako społeczeństwo, mamy kłopot z systemem. Jego naprawa to sprawa na
                        >lata.
                        >Rodzice ofiar chorego biedactwa mają problem z konkretnym osobnikiem.
                        >Spacyfikowanie go jest, jak widzieliśmy, możliwe - a śmiem twierdzić, że
                        >konieczne.

                        To nie muszą być lata, tylko trzeba być otwartym na to co konieczne do zmiany.
                        Świat nie izoluje a integruje. Do tego trzeba tolerancji (nie dla przemocy),
                        dobrej woli, zrozumienia i przede wszystkim wyluzowania. Nie każda "inność"
                        jest taka znowu inna.
                        Tylko nie mów, ze to myślenie życzeniowe, bo jeśli gdzieś działa to i w Polsce
                        może.
                        Kiedy wyjechałam pierwszy raz za granicę, to nie mogłam pojąc skąd w tym
                        społeczeństwie taka ilość niepełnosprawnych. Statystyka brała w łeb. A oni po
                        prostu byli tam gdzie reszta. Proste.
                        A sporo później okazało się, ze w regularnych szkołach mogą się uczyć razem
                        dzieci z Downem, autystyczne, nadpobudliwe i to działa. Tyle, ze nikt nie
                        toleruje zachowań agresywnych. Jeśli się pojawiają to się je pacyfikuje w
                        zarodku, a nie czeka miesiącami aż się samo naprawi. Nie naprawi się. Może być
                        tylko gorzej-czyli połamane ręce i usuwanie ze szkoły.

                        A wiesz dlaczego dyrektor szkoły nie reaguje na problemy z
                        uczniem "nietypowym". Bo nie wie co zrobić. I nie przyzna się, ze nie wie, nie
                        poprosi o pomoc, bo to dyshonor. (lada moment znów mi się dostaniesmile

                        >Może nie wszystkie, ale w szczególności ta część niniejszej dyskusji, w którym
                        >Ewę i mnie wysyłano do Ciemnogrodu i jeszcze w parę innych miejsc.

                        Witaj w klubie. Ja już byłam nawiedzencem, nadgorliwcem i do Ciemnogrodu tez
                        się załapałam tyle, ze przy innej okazji. Nie jesteś wiec specjalnie
                        oryginalnywink

                        Inna sprawa, ze z Ewą się głęboko nie zgadzam.


                        > Aprobowałem
                        >przemoc, wręcz zalecałem ją, ale właśnie w sytuacjach skrajnych -
                        >bezpośredniego zagrożenia i braku innych możliwości (zbiorowego schodzenia z
                        >drogi przez wszystkie dzieci za alternatywę nie uważam, byłoby to bowiem mocno
                        >szkodliwe dla ich psychiki). Podobnie jak aprobuję prawo dorosłego człowieka
                        do
                        >obrony przy użyciu przemocy przed atakami ze strony innego dorosłego
                        człowieka,
                        >bez względu na ewentualne kwity lekarskie napastnika. Nie interesuje mnie, co
                        >tamten ma w głowie, tylko co ma w ręce.
                        >Nie zalecam

                        >> przemocy jako środka wychowawczego

                        >tylko jako narzędzie obrony koniecznej.


                        To ja się z tym zgadzam. Generalnie. Jednak nie w tym przypadku.
                        Swoją drogą za nic nie uwierzę, ze ci chłopcy z dwóch historii byli nietykalni.
                        Jestem przekonana, ze dostali, co Twoim zdaniem im należne było.

                        W tym przypadku ukarane ma być dziecko za błędy sprawujących opiekę.
                        Oczywiście przemoc należy przerwać bezwzględnie, tylko do akcji musi wejść
                        szkoła, a nie uczniowie.

                        A co do przemocy, to taka historyjka.
                        Mój syn był psychicznie nękany przez kolegę z klasy, potem zaczęły się zaczepki
                        fizyczne. Ewidentnie na bazie rywalizacji. Rożne próby uniknięcia nękania nie
                        dawały rezultatu i w końcu trafił mnie niewyszukany szlag i rzekłam dziecku,
                        żeby przyłożył facetowi, to przekaz dotrze. A syn na to, ze się boi, ze w
                        nerwach drania uszkodzi. Namawiałbyś dalej do spuszczenia łomotu?

                        >> Metody, o których piszesz stosuje się wtedy, kiedy wszystko inne zawodzi :
                        >>farmakoterapia, psychoterapia, socjalizacja. Jednak zanim to się okazuje, to
                        >> należy zastosować te metody, które w większości przypadków ADHD są skuteczne.

                        >Pierwszą z metod, o których piszę, stosuje się wtedy, kiedy nie ma czasu na
                        >wszystkie inne.

                        Ależ ADHD tak się nie pojawia. To nie rzut choroby psychicznej, pełna utrata
                        kontroli nad czynami, kiedy to najpierw się pacjenta unieszkodliwia i
                        premedykuje, a potem leczy.
                        To nie jest adekwatne porównanie, bo w przypadku ADHD zaczyna z drugiego końca,
                        albo raczej początku.



                        • a_weasley Re: W zasadzie tak, ale... 30.08.05, 23:44
                          gaika napisała:

                          > Nie jest agresywny, ale rozkłada lekcje. Czyli nie daje się "normalnym" uczyć.

                          Niemniej przyznaj od razu, że jest różnica między osobnikiem, który czyta pod
                          ławką (w czym to właściwie przeszkadza innym?) a osobnikiem, który zrzuca
                          kolegom książki i zeszyty z ławki (to akurat moje wspomnienie z IV klasy, kiedy
                          mnie posadzono z nadpobudliwym Witkiem) albo próbuje się koledze włamać do
                          rozporka (II klasa, nadpobudliwy Mieszko i trudne dzieciństwo Mariusz)...

                          > To nie muszą być lata, tylko trzeba być otwartym na to co konieczne do
                          zmiany.
                          [ciach]
                          > dzieci z Downem, autystyczne, nadpobudliwe i to działa. Tyle, ze nikt nie
                          > toleruje zachowań agresywnych. Jeśli się pojawiają to się je pacyfikuje w
                          > zarodku, a nie czeka miesiącami aż się samo naprawi. Nie naprawi się. Może
                          być
                          > tylko gorzej-czyli połamane ręce i usuwanie ze szkoły.

                          A także samo rozmawianie przez mamę sprawy nie załatwi. I właśnie przyjęcia
                          tego faktu do wiadomości się domagam. Oraz uznania, że nie musi i wręcz nie
                          może być tolerancji dla agresji.

                          > > Ewę i mnie wysyłano do Ciemnogrodu i jeszcze w parę innych miejsc.

                          > Witaj w klubie. Ja już byłam nawiedzencem, nadgorliwcem i do Ciemnogrodu tez
                          > się załapałam tyle, ze przy innej okazji. Nie jesteś wiec specjalnie
                          > oryginalnywink

                          No przynajmniej raz.

                          > Swoją drogą za nic nie uwierzę, ze ci chłopcy z dwóch historii byli
                          nietykalni.
                          > Jestem przekonana, ze dostali, co Twoim zdaniem im należne było.

                          W przypadku sprawy krakowskiej - spytam. W przypadku Kiny - to pytanie do Kiny.
                          Z tego, co mówiła, rozumiem, że tak, za jednego dostał i od tego jednego się
                          odstosunkował.

                          > W tym przypadku ukarane ma być dziecko za błędy sprawujących opiekę.

                          W tym przypadku ja nie patrzę na to w kategoriach kary czy zemsty.

                          > Oczywiście przemoc należy przerwać bezwzględnie, tylko do akcji musi wejść
                          > szkoła, a nie uczniowie.

                          Święte słowa. Tak się stało w Krakowie - rodzice twórczo zastosowali drogę
                          legalną, co pochwalam. Pytanie wszelako, co zrobić, jeżeli szkoła do akcji nie
                          wchodzi.

                          > A co do przemocy, to taka historyjka.
                          > Mój syn był psychicznie nękany przez kolegę z klasy, potem zaczęły się
                          zaczepki
                          >
                          > fizyczne. Ewidentnie na bazie rywalizacji. Rożne próby uniknięcia nękania nie
                          > dawały rezultatu i w końcu trafił mnie niewyszukany szlag i rzekłam dziecku,
                          > żeby przyłożył facetowi, to przekaz dotrze. A syn na to, ze się boi, ze w
                          > nerwach drania uszkodzi. Namawiałbyś dalej do spuszczenia łomotu?

                          A nie wiem. Może namawiałbym do spuszczenia łomotu, jak będzie spokojny?
                          Jedno pewne: dopóki mu nie spuści łomotu, nie przestanie się go bać.

                          > Ależ ADHD tak się nie pojawia. To nie rzut choroby psychicznej, pełna utrata
                          > kontroli nad czynami, kiedy to najpierw się pacjenta unieszkodliwia i
                          > premedykuje, a potem leczy.

                          Ja tam uważam, że w momencie, kiedy osobnik stosuje przemoc fizyczną, godzi się
                          go unieszkodliwić. W miarę możności nie uszkadzając go.
                          • gaika Re: W zasadzie tak, ale... 31.08.05, 23:36
                            a_weasley napisał:
                            >Niemniej przyznaj od razu, że jest różnica między osobnikiem, który czyta pod
                            >ławką (w czym to właściwie przeszkadza innym?) a osobnikiem, który zrzuca
                            >kolegom książki i zeszyty z ławki (to akurat moje wspomnienie z IV klasy,
                            kiedy
                            >mnie posadzono z nadpobudliwym Witkiem) albo próbuje się koledze włamać do
                            >rozporka (II klasa, nadpobudliwy Mieszko i trudne dzieciństwo Mariusz)...

                            Przyznaje bez biciawink Tylko, ze to było w kontekście normalności i
                            nienormalności- czyli kto może się uczyć w polskiej szkole.


                            >A także samo rozmawianie przez mamę sprawy nie załatwi. I właśnie przyjęcia
                            >tego faktu do wiadomości się domagam. Oraz uznania, że nie musi i wręcz nie
                            >może być tolerancji dla agresji.

                            Pełna zgoda. Ja w takiej sytuacji poszłabym do dyrektora. Jeśli mama
                            współpracująca, to we wspólnym froncie z mamą.


                            >> Witaj w klubie. Ja już byłam nawiedzencem, nadgorliwcem i do Ciemnogrodu tez
                            >>się załapałam tyle, ze przy innej okazji. Nie jesteś wiec specjalnie
                            >>oryginalnywink

                            >No przynajmniej raz.

                            smile)


                            >> W tym przypadku ukarane ma być dziecko za błędy sprawujących opiekę.

                            >W tym przypadku ja nie patrzę na to w kategoriach kary czy zemsty.

                            Ale czy rzeczywiście wyłącznie obrony koniecznej?


                            >Święte słowa. Tak się stało w Krakowie - rodzice twórczo zastosowali drogę
                            >legalną, co pochwalam. Pytanie wszelako, co zrobić, jeżeli szkoła do akcji nie
                            >wchodzi.

                            Jeśli mimo interwencji nie wchodzi, udać się do wyższej instancji.


                            >A nie wiem. Może namawiałbym do spuszczenia łomotu, jak będzie spokojny?
                            >Jedno pewne: dopóki mu nie spuści łomotu, nie przestanie się go bać.

                            To nie strach(delikwent nieco mniejszy), tylko raczej kłopot z ustawieniem
                            granicy, poza która ten człowiek nie powinien się wychylać. Trudno o dobrze
                            dobraną metodę.


                            >Ja tam uważam, że w momencie, kiedy osobnik stosuje przemoc fizyczną, godzi
                            się
                            >go unieszkodliwić. W miarę możności nie uszkadzając go.

                            Niby tak. Tylko jak to osiągnąć w szkole? Bo rozumiem, ze Twoja zasada dotyczy
                            każdej sytuacji, w której pojawia się przemoc. I znów powraca sytuacja mojego
                            syna.
            • falka32 Re: co jada normalny 29.08.05, 18:11
              ja w szkole jadałam papier i kredę.
              Usiedzenie 45 minut w miejscu do dziś jest dla mnie bardzo trudnym zadaniem, w
              zasadzie niewykonalnym.
              Zdarzało mi się uniemozliwiać prowadzenie lekcji, np poprzez upieranie się, ze
              nauczyciel nie ma racji (i nie miał)
              Moje wyskoki nie były incydentalne tylko permanentne i zwrócenie uwagi
              wystarczało na jakieś dwa dni.
              Pomimo to skonczyłam podstawówkę z czerwonym paskiem w kazdej klasie i jako
              jedna z dwóch osób z tej klasy skonczyłam również studia. Mam dzieci i udane
              życie osobiste, dużo przyjaciół.
              Czy to oznacza, że ja nie jestem normalna?
              • baabcia starajmy się w życiu troszkę bardziej 29.08.05, 18:31
                • baabcia Re: starajmy się w życiu troszkę bardziej 29.08.05, 19:19
                  Wątek jest już za długi i straszliwie ciężki.
                  Poczytałam trochę i mam nad czym pomyśleć.
                  Jako mama byłam staranna i wymagająca, nawet może zbyt stanowcza.
                  Więc było mi dość łatwo wychowywać.
                  Moje dorosłe dzieci mają mi czasem za złe, że byłam zbyt rygorystyczna.
                  Bardzo się wtedy starała i nawet jeśli czegos żałuje to nie
                  mogę sobie zarzucać niedbalstwa.
                  Wśród znajomych dzieci uchodziłam za osobę stanowczą ale sprawiedliwą.
                  Za bardzo zostawać ze mną nie chciały, ale jak już wymyśliliśmy zabawę to było
                  fajnie i zawsze można było przyjść po pocieszenie.
                  Nadawałam się do rozwiązywania konfliktów między dziećmi
                  w szkole, nawet w ogólniaku.
                  Dużo czytałam o dzieciach i wychowaniu.
                  Moja psiapsiólka miała syna z ADHD - wtedy to było bez nazwy.
                  Jak był maleńki to wychodził na dwór i pędził.
                  Nie widział nic dookoła, najpierw leciał.
                  Mieszkała w centrum miasta.
                  Potem jak troszkę podrósł to wył gdy zbliżała się do sklepu.
                  Błagał, żeby nie musiał tam wchodzić i to nie były żarty,
                  on potwornie cierpiał. Wolał nie jeść nic niż wejść z koszykiem do SAM-u
                  Dziewczyna zbliżała się do kasy łapała cokolwiek i kasjerki
                  pomagały jej wylecieć z tego sklepu.
                  Już wtedy dorobiła się wrzodów i wyglądała na świętą.
                  Moje sukcesy wychowawcze mogłam ...tu nic nie działało.
                  Po wielu latach pojawiło sie drugie dziecko, spokojne.
                  Ale starsze zaczęło mieć kłopoty w szkole.
                  Chłopak nie chciał mieć zeszytów
                  /wiem, że są tacy ludzie wśród bardzo zacnych osób/
                  fanaberia, no moim zdaniem nie. On pamiętał 100%
                  tego co było na lekcji. No wkurzalo to nie jedną nauczycielkę.
                  Na koniec podstawówki iał sporo 2 i szykowała sie zawodówka.
                  Jedna z naszych kleżanek powiedziała, że tak nie moz być.
                  Załatwiła ogólniak - w szkole swojego syna miała dobrą opinię.
                  Nasz ADHD-owiec, bez zeszytów, poświęcał sie i tolerował na lekcjach
                  to, że inni nie uczyli sie tak szybko jak on. No to jest denerwujące.
                  Wojował z nauczycielkami i z młodszym bratem.
                  Rozpadło się małżeństwo.
                  Przed maturą miał jakieś 2 z fizyki. Ale postanowił sie poprawić, poprosił
                  mamę o korepetycje. Chyba właśnie w tym okresie mówił, że nie wytrzyma i dżgnie
                  nożem, nie do końca było wiadomo czy nauczycielkę, czy młodszego brata.
                  W klasie maturalnej poszedł na olimpiadę. Dostał się na Uniwerek bez egzaminów.
                  Dziś jest dośc flegmatyczny. Znosi ze stoickim spokojem
                  ciężką nerwice swojej matki i pomagał w leczeniu młodszemu bratu, któremu
                  pośięcano mniej czasu - nie wymagał - i został narkomanem.
                  Dziś jeden jest korespondentem zagranicznym i pisze w najpoczytniejszym
                  tygodniku. Młodzsy nie ćpa i uczy się. Matka stara się cieszyć wnuczką.
                  Jeśli komuś się wydaje, że dziecko z ADHD da się spokojnie wychowywać.
                  To jest strasznie trudne. I nie wymądrzajcie się, jeśli nie widzieliście jakie
                  to jest trudne.
                  A dzieci trudne nie rodzą się rodzicom wyjątkowo wyedukowanym psychologicznie...
                  część z rodziców staje się super specami część ucieka np w prace czy robi
                  karierę naukową.
                  Tym dzieciom, których rodzice nie potrafią być super rodzicami jest jeszcze
                  trudniej.
                  Jeśli jesteście z boku i los was nie doświadczył, to nie dolewajcie oliwy do ognia.
                  Pamiętam w mojej klasie w podstwówce był chłopak, który przeszkadzał całe
                  lekcje, nigdy nie siedział w czasie lekcji, rysował na tablicy...
                  Mauczyciele lepiej lub gorze radzili sobie z tym. Szkoda, że wtedy nie umiano
                  jeszcze pomóc nam uczniom współżyć w klasie z takim oszołomem. Tak go wtedy
                  postrzegaliśmy. Na szczęście dorośli robili coś, że nie było między nami agreji.
                  A jeszcze ważna refleksja. Dobrze jeśli ADEHadowiec ma rodziców, trochę nie
                  poradnych, tragedia zaczyna się jak ma AMBITNEGO rodzica, który uważa, że on
                  sobie musi z bachorem poradzić, żeby mu wstydu nie przynosił.
                  Może ktoś z was zastanowi się czy nie jest tak, że nietolerujecie ADHDowca, bo
                  nie tolerujecie siebie. Może dobrze, że to cudze dziecko bo z wami by zginęło.
                  Osobno można by mówić o dzieciach, które sa zdrowa a rodzicom nie udaje się ich
                  wychowywać tak jak my oczekujemy. No cóz różnorodne jest piękne. Wolę dzieci
                  zdyscyplinowane i mam wrażenie, że one są szczęśliwsze. Ale pewności to na pewno
                  nie mam.
                  Pozdrawiam starających się rodziców. Dobrze, że wasze pociech mają szansę przy
                  was osiągnąć więcej niż by mogły bez was.

                  • gaika kanalizowanie energii 29.08.05, 19:55

                    Już pisałam na ten temat w innych watkach, wiec niestety znów się powtórzę (nie
                    ja jednasmile)

                    Odłóżmy indywidualne spostrzeganie problemu, ocenianie co dla kogo jest normą,
                    co zaś nie. Skupmy się na przepisach.
                    MENiS wydało przepis o tym , w jaki sposób kwalifikuje się dzieci do szkol
                    masowych. Trudno mieć pretensje do rodziców oraz dzieci, ze z tego przepisu
                    korzystają.

                    Przepis nakłada na szkoły określone wymagania, czyli dostosowanie nauczania do
                    potrzeb rożnych uczniów. Jeśli szkoła nie umie tego zrobić(z jakichkolwiek
                    powodów), nie jest temu winne dziecko.
                    Może należałoby wiec usprawnić system tak, by dobrze służył jak największej
                    ilości uczniów i gwarantował tak bezpieczeństwo jak i odpowiednie nauczanie.

                    Przekonywanie się wzajemne o tym, kto w szkole powinien się znaleźć, a kto nie,
                    jest zupełnie bezproduktywne, bo uregulowali to za nas urzędnicy. Teraz należy
                    wymagać, aby te regulacje były realizowane. Jeśli będą o to walczyć wszyscy, to
                    szybciej wszyscy zyskają.

                    A Baabci dzieki za post.
                    • falka32 Re: kanalizowanie energii 29.08.05, 20:48
                      gaika - i to jest głos, który powinien zakończyć dyskusję!
Pełna wersja