Pomóżcie! Mamy problem z babcią.

19.08.05, 18:56
Moja 4-lat córka i 2- lat synek robią się nieznośni przy babci. Żadna jej
wizyta nie może się odbyć spokojnie, zawsze kończy się jakimś rozrabianiem.
Ja staram sie wychowywać dzieci liberalnie. Wolno im dużo, częst pytam ich o
zdanie i biorę pod uwagę ich argumenty, bywa że zmieniam decyzje po rozmowie
z dziećmi. Są jednak istotne sprawy w których nie ma kompromisów - np
bezpieczeństwo. Przy babci przestają słuchać a babcia dolewa oliwy do ognia
twierdząc że są niewychowani, niegrzeczni i nieposłuszni. Próby rozmowy z
babcią nie powiodły się - obraża się i ma poczucie takiej krzywdy jak byśmy
zrobili jej coś złego. Podpowiedzcie co mogę zrobić. Chcę żeby dzieci były
dużo z babcią i kochały ją. Może w Waszych rodzinach jest podobny problem?
Napiszcie proszę.
    • bibi2 Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 22.08.05, 01:10
      Nie wiem jak to zrobić z bacią, ale do dzieci i ich wychowywania podchodzę
      podobni. Nie ma nie bo nie. Jest nie, bo niebezpieczne lub z innego powodu.
      Czasem ulega to zmianie, ale nigdy dlatego, że wymęczone. Jak ja
      narozrabiam ,to uważam,że maluchy też należy przepraszać. Nigdy to nie było dla
      mnie problemem - przeprosić dziecko. Z dziadkami to u nas jest różnie. Jak się
      urodziło pierwsze dziecko to teściowie niezwykle chętnie deklarowali, że
      dszieci mogą do nich jechać, a ja stanowczo odpowoadałam, że nie po to mam
      dziecko żeby je podrzucać. A tak naprawdę, to przeszkadza mi zachowanie
      dziadków. Uważam, że dzieciom trzeba poświęcić czas i uczyć je świata uczuć,
      pozytywnych relacji ... A teściowie za każdym pobytem u nas niewiele poświęcają
      dzieciom (teraz mam już 2) czasu i dziwią się, że nie skaczą do góry na ich
      widok tylko nieśmialo popatrują. Syn jest takim trochę nieśmiałkiem. Na pytanie
      odpowiedziałam wprost: a ile czasu poświęciłeś tato dziecku podczas ostatniego
      pobytu? Ile się pobawiliście, povzytaliście? Teściowa rwie się do pomocy i
      wynosi śmieci lub chce kosić trawnik, a ja wprost i otwarcie proszę - pobawcie
      się z dziećmi, poczytajcie i to jeden na jeden. Lubią robić rwetes i albo nie
      zwracają na dzieci uwagi albo nagle wszyscy na raz na syna lub małą i wtedy
      jest chyba jeszcze gorzej. Dopóki tak jest to staram się nieco dzieci chronić
      przed sam na sam chyba, że tak wyjdzie i jest w porządku. Wymaga to wyczucia,
      ale wychodzę z założenia, że dobro dzieci na pierwszym miejscu.
      Myślę, że jeśli jest możliwa rozmowa w cztery oczy z babcią (to Twoja mama?,
      jeśli tak to będzie może łatwiej niż z teściową), to trzeba powoedzieć niektóre
      rzeczy wprost, ale jak z dziećmi: etapami. Po zrozumieniu jednej lekcji dopiero
      następna. Najpierw niech nie krytykuje dzieci, bo wten sposób wywołuje te
      niewłaściwe reakcje, ale może zrobić z dziećmi cś co lubią? Od razu byłoby
      dobrze podpowiedzieć co i jak może zrobić jeśli oczywiście chce być kochaną
      babcią, na którą się czeka i której się nie psoci. Ja dzieciom nie robię
      bzdurnych zakazów bo mi tak łatwiej powiedzieć i chciałabym żeby siedziały
      grzecznie jak trusie. Mogą całkiem sporo, ale nie robią nikomu kzrywdy tylko
      trochę bałaganią i niszczą. Ale pozwalam niszczyć (czytaj poznawać, bo nie
      niszczą celowo żeby zniszczyć tylko tak oglądają i kombinują aż zepsują) pod
      kontrolą - są rzezcy przeznaczone na zniszczenie. Wtedy nie interweniuję. Ale
      mówię, że jakbędzie robić tak jak robi to zepsuje i wtedy nie będzie służyło
      temu do czego było przeznaczone itd. Nie da się tego tak opisać krótko. Staram
      się dużo robić na wyczucie i z intuicją. Czasem zdaża mi się też powiedzieć, że
      ma tak być bo ja o to proszę i mi bardzo na tym zależy. Chętnie wrócę jeszcze
      do tematu takiego mylnie określanego "bezstresowego" wychowywania.
      Tomekielo, dzieci będą bacię kochały nie dlatego,że jest ich bacią, a Ty im
      powiesz, że tak trzeba, tylko jak babcia sobie na ich miłość zapracuje. I Ty
      możesz jej pomóc a dzieci na tym bardzo skorzystają jęli babcia skorzysta z
      Twoich sugestii. Jeśli nie echce to niewiele jesteś w stanie zrobić poza
      ogólnym panowaniem nad sytuacją. Pozdrawiam.
    • rrhadane Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 22.08.05, 01:44
      Próby rozmowy z
      > babcią nie powiodły się - obraża się i ma poczucie takiej krzywdy jak byśmy
      > zrobili jej coś złego. Podpowiedzcie co mogę zrobić. Chcę żeby dzieci były
      > dużo z babcią i kochały ją. Może w Waszych rodzinach jest podobny problem?

      Jest, z dziadziem. Nie radzę sobie od 13 lat. Tobie gorąco zyczę, zebys z tego
      sensowanie wybrnęła, ale radzić w tej sprawie nie umiem.
    • a_weasley Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 22.08.05, 18:38
      tomekiela napisała:

      > Moja 4-lat córka i 2- lat synek robią się nieznośni przy babci. Żadna jej
      > wizyta nie może się odbyć spokojnie, zawsze kończy się jakimś rozrabianiem.
      > Ja staram sie wychowywać dzieci liberalnie. Wolno im dużo, częst pytam ich o
      > zdanie i biorę pod uwagę ich argumenty, bywa że zmieniam decyzje po rozmowie
      > z dziećmi.

      Z czterolatką? Z dwulatkiem?!! W głowie mi się to nie mieści. Być może jestem
      staroświecki.

      > babcia dolewa oliwy do ognia
      > twierdząc że są niewychowani, niegrzeczni i nieposłuszni.

      Nie znam dobrze sytuacji, ale nie zdziwiłoby mnie, gdyby babcia miała rację.
      Jak się zachowują wobec innych osób? Może po prostu Ty pozwalasz im na więcej
      niż inni - w tym babcia - są w stanie zaakceptować w wykonaniu małych dzieci?
      • maja45 Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 22.08.05, 19:09
        Mnie również trudno wyobrazić sobie,ze dorosła kobieta zmienia raz podjętą
        decyzję pod wpływem 2 letniego dzieckasad
        Być moze Twoje dzieci są zupełnie zagubione-mama pozwala im na coć ,czego
        zabrania im babcia.
        Musicie usiąść, spokojnie porozmawiać o zastrzeżeniach babci i opracować jakiś
        wspólny front-dla dobra dzieci.
        M.
        • jola_ep Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 24.08.05, 16:45
          > Mnie również trudno wyobrazić sobie,ze dorosła kobieta zmienia raz podjętą
          > decyzję pod wpływem 2 letniego dzieckasad

          Może nie pod wpływem dwulatka, ale trzylatka już tak. Zmieniłam decyzję
          dotyczącą wchodzenia do kałuż.
          Jak tak sobie wspominam, to jeszcze dochodzi (synek miał 2,5 l):
          - powtórne założenie pampersa, choć synek od półroku chodził bez
          - powtórne podanie piersi do zasypiania, choć od dwóch tygodni tego nie robiłam.
          We wszystkich tych przypadkach uważam, że moja decyzja o zmianie decyzji była
          dobra. Według nowych reguł do kałuż można było wchodzić tylko w czasie powrotu
          do domu no i oczywiście latem na wakcjach - i synek zawsze tego przestrzegał
          (choć gdy poprzestawałam tylko na samym zakazie bywało z tym różnie). Pampersy
          ponosił jakieś dwa tygodni i porzucił niemal na zawsze (przez parę miesięcy
          używał ich jeszcze tylko w nocy). A jak possał, to stwierdził, że widocznie już
          dorósł wink Przez następne dwa tygodni budził się tylko w nocy, a potem i tego
          zaniechał...

          Myślę, że dorosła kobieta może zmienić decyzję nawet pod wpływem dwulatka. O ile
          dojdzie do wniosku, że była błędna. O tym, że przed podjęciem decyzji warto
          wysłuchać dziecka nie wspominam smile To oczywistość.

          Dodam, że gdy miałam tylko jedno dziecka taka zmiana decyzji wydawała mi się nie
          do pomyślenia. Przecież stracę rodzicielski autorytet wink

          Pozdrawiam
          Jola
          • a_weasley Wyjątek tak, reguła nie 24.08.05, 17:36
            jola_ep napisała:

            > Może nie pod wpływem dwulatka, ale trzylatka już tak. Zmieniłam decyzję
            > dotyczącą wchodzenia do kałuż.
            > Jak tak sobie wspominam, to jeszcze dochodzi (synek miał 2,5 l):
            > - powtórne założenie pampersa, choć synek od półroku chodził bez
            > - powtórne podanie piersi do zasypiania, choć od dwóch tygodni tego nie
            robiła
            > m.

            Sam fakt, że je jesteś w stanie wyliczyć, świadczy, że to jest wyjątek, a nie
            reguła. W istocie było ich trzy.

            > O tym, że przed podjęciem decyzji warto wysłuchać dziecka nie wspominam smile

            Też znowu zależy w jakiej sprawie. Mówisz "jedziemy do babci" i jedziecie do
            babci. Mówisz "włóż kurtkę" i dziecko wkłada kurtkę.
            • jola_ep Re: Wyjątek tak, reguła nie 24.08.05, 17:52
              > Sam fakt, że je jesteś w stanie wyliczyć, świadczy, że to jest wyjątek, a nie
              > reguła. W istocie było ich trzy.

              Było więcej, ale mam krótką pamięć wink
              Oczywiście, że zmiana decyzji po jej podjęciu jest wyjątkiem. Ale się zdarza
              także dorosłej kobiecie smile))

              > Też znowu zależy w jakiej sprawie. Mówisz "jedziemy do babci" i jedziecie do
              > babci. Mówisz "włóż kurtkę" i dziecko wkłada kurtkę.

              Zawsze zależy to od sprawy. Ale spraw w których nie wysłuchuję dziecka jest
              naprawdę niewiele. Na przykład bezpieczeństwo jest rzeczą bezdyskusyjną. I
              jeszcze zależy od wieku dziecka.

              Jeśli chodzi o jazdę do babci to nie ma problemu, bo dzieciaki to uwielbiają. Z
              powrotem jest gorzej - ostatnio przedłużyłam im wakacje o tydzień. Trochę z tego
              wynikło komplikacji, ale po namyśle stwierdziłam, że mają rację. Po co się kisić
              w mieście, jak mogą być na wsi. (teraz jak o tym myślę, to chyba jest to zmiana
              decyzji po podjęciu decyzji... hmmm). Jeśli chodzi o kurtkę, to nigdy się tego
              nie czepiałam smile Już półtoraroczny synek odkrył, że jak się nie ubierze, to
              marźnie winkCzasem jestem dogłębnie przekonana, że musi założyć bluzę (on lata z
              krótkim rękawkiem, ja muszę założyć sweter). Ale jak twierdzi, że mu ciepło, to
              chyba wie, co mówi? smile Szczególnie jak jego tata też w krótkim rękawku.

              Ja w ogóle bardzo mało spraw stawiam kategorycznie _musisz_ to zrobić.

              Pozdrawiam
              Jola
        • roseanne Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 24.08.05, 20:55
          a co w tym zlego, ze matka ma inne oczekiwania wychowawcze niz babcia?

          co prawda w wielu przypadkach do dziadkowie dzieci rozpieszczaja, ale bywa i
          odwrotnie


          rozmowa z dzieckiem uczy ,ze zdanie innych tez jest wazne, niekoniecznie trzeba
          sie zastosowac, ale wysluchac jak najbardziej
      • tomekiela Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 23.08.05, 23:01
        Chyba dużo nie miści ci się w głowie, panie a_weasley. Masz dzieci? bo chyba
        nie umiesz zrozumieć że rozmawiać można z dzieckiem w każdym wieku. Jak dziecko
        przekonać do czegoś jeśli samemu nie da mu się dobrego przykładu?
        Z ciekawoąści przejrzałam inne twojw wypowiedzi i wychodzi mi stary kawaler
        który nie mając cwoich dzieci widzi wrzystkie jako nieznośne.
        Czy naprawdę uważasz że 2 i 4 letnie dzieci mają być pozbawione swojego zdania?
        W takim razie jak za parę lat będą się umiały oprzeć papierosom, narkotykom i
        innym niebezpieczeństwom tego świata? Jakie będzie poczucie ich własnej
        wartości jeśli teraz ich zdanie nie będzi brane pod uwagę?
        Zastanów się proszę nad tym i może postaraj zrozumieć co to jest miłość.
        • a_weasley Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 24.08.05, 17:33
          tomekiela napisała:

          > Chyba dużo nie miści ci się w głowie, panie a_weasley. Masz dzieci? bo chyba
          > nie umiesz zrozumieć że rozmawiać można z dzieckiem w każdym wieku.

          Owszem, rozmawiać można i należy. A nawet interesować się tym, co lubi. Ale nie
          zmieniać decyzji.
          Mówić, dlaczego ma zrobić to czy tamto, dlaczego tak się robi a tak się nie
          robi. Przekonaliśmy cię? To dobrze. Nie? To przykro. A teraz zrób co kazaliśmy.
          Dziecko ma się wobec babci zachowywać tak, jak to jest ogólnie przyjęte i jak
          babcia tego oczekuje. Nie musi rozumieć, dlaczego.

          > Z ciekawoąści przejrzałam inne twojw wypowiedzi

          Ale za to nieuważnie, skoro piszesz na mój temat takie dyrdymały.

          > i wychodzi mi stary kawaler
          > który nie mając cwoich dzieci

          Będę asertywny i powiem, że choinkę cię to obchodzi. Zajmij się z łaski swojej
          tym, co piszę, a nie tym, co

          > Czy naprawdę uważasz że 2 i 4 letnie dzieci mają być pozbawione swojego
          zdania?

          Ależ oczywiście nie. Jeżeli nic nie stoi na przeszkodzie, można (ale wcale nie
          trzeba) je zapytać, czy wolą włożyć spodnie czerwone czy zielone. Ale już nie o
          tym, czy włożą krótkie czy długie.

          > Zastanów się proszę nad tym i może postaraj zrozumieć co to jest miłość.

          Zajmij się psychoanalizą i terapią kogoś, kto Cię o to prosił. Ja nie prosiłem
          i nadal nie proszę.

          > Jak dziecko przekonać do czegoś jeśli samemu
          > nie da mu się dobrego przykładu?
          [CIACH]
          > W takim razie jak za parę lat będą się umiały oprzeć papierosom, narkotykom i
          > innym niebezpieczeństwom tego świata?

          Skuteczniej, jeżeli od dzieciństwa będą miały przykład, co to jest konsekwencja
          i że NIE znaczy NIE.
          • jola_ep Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 24.08.05, 18:05
            > Mówić, dlaczego ma zrobić to czy tamto, dlaczego tak się robi a tak się nie
            > robi. Przekonaliśmy cię? To dobrze. Nie? To przykro. A teraz zrób co kazaliśmy.
            > Dziecko ma się wobec babci zachowywać tak, jak to jest ogólnie przyjęte i jak
            > babcia tego oczekuje. Nie musi rozumieć, dlaczego.

            A mój synek _musi_ rozmieć. Inaczej kombinuje, jakby przekroczyć zakaz gdy nie
            patrzę. Wie, że czekają go straszne konsekwencje, czasem jest nimi przerażony,
            ale ciekawość/żądza działania jest silniejsza. Z drugiej strony to inteligentna
            bestia i wiele rzeczy już w wieku 3-4 lat dawało mu się wytłumaczyć. A jak nie -
            to był dla mnie znak, że trzeba przemyśleć decyzję.
            Inna sprwa, że rozumienie nie oznacza posłuszeństwa i czasem musiałam go
            przekonać, że _musi_ to zrobić wink Wtedy wykonywał polecenie bez szemrania. Ale
            podstawą było zawsze zrozumienie tego, co od niego wymagam.
            A tłumaczyć też trzeba umieć. Innym językiem niż w przypadku dorosłych.

            pozdrawiam
            Jola
            • tomekiela [...] 24.08.05, 20:09
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • tomekiela Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 23.08.05, 21:50
      Chyba się nie zrozumieliśmy. Oczywiście że nie upieram sie smarować chleba
      dzemem, gdy dwulatek prosi o miód, i jestem gotowa zamienić zieloną koszulkę na
      niebieską. Chodzi mi o ten wlaśnie poziom decyzji i szanując zdanie dziecka
      pomagam mu wyrosnąć na czlowieka z poczuciem własnej wartości. Jest to metoda
      popierana również przez psychologów wypowiedających sie na forum Dziecka.

      Nie do zniesienia potrafi być chyba każde dziecko, mnie chodzi o eskalację tego
      zjawiska w obecności babci. Przy koleżankach w piaskownicy moje dzieci są
      wzorem grzeczności - potrafia się podzielić swoimi zabawkami, zawsze mnie
      słuchają gdy decyduję o odejściu z placu zabaw.
      nie, to nie tu jest problem.
      Owszem, pozwalam im na żeczy których zabrania babcia, ale uważam że to moje
      decyzje są wiążące, szczegolnie w moim domu. Tu chyba nie może być innego
      zdania.

      Problemem jest rozmowa z babcią - zwykle przerywa rozmowe po pierwszym moim
      slowie krytycznym wobec niej. Staram się być delikatna, ale nie umiem do niej
      dotrzeć tak aby chciała rozmawiać o sobie w kontekście że to ona coś robi źle.
      Babcia być może ma rację uważając moje dzieci za potwory, bo przy niej właśnie
      takie są, i to jest chyba sedno sprawy.
      Jak sprawić aby dzieci w obecności babci zachowywaly się tak jak ze mną?
      Jeśli możecie mi coś poradzić to proszę.
      • inna57 Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 25.08.05, 09:58
        Witam
        Tym razem dopiszę się tutaj, może innym też przydadzą się moje podpowiedzi.
        Oczywiście z tego co napisałaś trudno mi wywnioskować po pierwsze co prowokuje
        dzieci do szczególnego zachowania w obecności babci i co tak naprawdę irytuje
        babcię w Twoim (mam nadzieję że Waszym)sposobie wychowania pociech. Ale wpadł
        mi do głowy jeszcze jeden pomysł oprócz zabawy w "grzeczne dzieci". Może
        urządzicie "babciowe święto", owszem będzie to wymagało trochę zachodu ale może
        obie strony wyjdą z tego mądrzejsze. Takie święto musi być dokładnie
        wyreżyserowane. Ponieważ dzieciaki z zasady uwielbiają wszustkie uroczystosci
        więc z pewnością pomogą Ci (ich zaangażowanie to warunek konieczny) w
        przygotowaniach. Po pierwsze menu niech to będzie tylko herbatka lub sok i
        ciasteczka, najlepiej upieczone wspólnie z dziećmi, ciasteczka muszą mieć różne
        kształty, gwiazdki, kółka, półksiężyce. Razem z dziećmi namaluj "kartę menu"
        gdzie będą namalowane kształty ciasteczek które masz do zaoferowania. Kiedy
        przyjdzie czas poczęstunku babcia będzie miala za zadanie wybrać jakiego
        kształtu ciasteczka będą podane. Może w ten sposób pokażesz babci że uczysz
        swoje dzieci sztuki wyboru, jeżeli jej samej przyjdzie takiego wyboru w ich
        obecności dokonać.
        Teraz zabawa, przygotuj z dziećmi losy, na każdym niech będzie namalowana inna
        zabawka (misiaczek, samochodzik, lalka). Po poczstunku niech dzieci zaproszą
        babcię do wspólnej zabawy, to czym się wolno będzie bawić niech będzie
        przedmiotem losowania. Niech dzieci poproszą żeby to babcia (w końcu to
        jej "święto") wymyśliła zabawę przu użyciu wylosowanej zabawki.
        Oczywiście na takie "święto" babcię trzeba specjalnie zaprosić. Niech dzieci
        same namalują obrazek który będzie zaproszeniem. Nie znam babci która by nie
        uważała najokrutniejszych bohomazów wnucząt za dzieła cenniejsze od
        wszystkich "Matejków" razem wziętych. Dostarczyć zaproszenie trzeba babci albo
        osobiście albo wysłać je pocztą. Jeżeli pocztą to przy okazji zaliczysz lekcję
        wychowania socjalnego, jak adresuje się list, gdzie nakleja się znaczek, co się
        robi na poczcie itd. itp. I niech mi tu nikt nie mówi że 2 i 4 latki są na to
        za małe, człowiek uczy się od dnia narodzin do chwili śmierci.
        Pamiętaj o odświętnych ubrankach niech dla dzieci głównie ten dzień będzie
        czymś bardzo ważnym. Ty będziesz w tym dniu pełniła rolę wodzireja, również
        zadbaj o to żeby założyć coś odświętnego tak żeby wszystkim udzieliła się
        atmosfera święta. W odpowiednich momentach kiedy dzieci staną się zbyt
        rozbrykane przypomnij im że to przecież "babciowe święto"
        Jeżeli wszystko wypali to będziecie wszyscy mieli satysfakcję, babcia bo
        przekona się że jej wnuki są wychowywany w sposób mądry i rozsądny, czego do
        tej pory zdawała się nie dostrzegać, dzieci bo nauczyły się wielu nowych
        rzeczy, no i Ty bo zasypiesz pierwszy rów na drodze konfliktów pokoleń.
        Moja taka jeszcze jedna podpowiedź, miej przygotowany jakiś mały prezen dla
        babci, to ma być drobiazg ale od serca.
        Jeśli "babciowe święto" będzie naprawdę udane poproś babcię żeby to ona
        następnym razem zorganizowała "dzieciowe święto"
        Życzę Ci powodzenia, jesteś mądą mamą a Twoje dzieci są z pewnością szczęśliwe.
        Z przyjemnościa podzielę się swoimi doświadczeniami. Nie jestem psychologiem
        wszystko opieram na własnych doświadczeniach. Chętnie podzielę się swoimi
        doświadczeniami wychowawczymi, bez zadęcia i mądrzenia się. Nie wiem czy to co
        proponuję wypali ale im więcej pomysłów tym więcej szans.
        Pozdrawiam
    • tomekiela Re: Pomóżcie! Mamy problem z babcią. 24.08.05, 09:49
    • a_weasley Jeszcze jedna możliwość 25.08.05, 14:04
      Może problem wcale nie tkwi w dzieciach ani nawet w sposobie ich wychowywania,
      tylko w relacji babci z Wami lub którymś z Was? np. brak akceptacji dla
      teściowej? albo brak akceptacji teściowej dla tego związku?
      • tomekiela Re: Jeszcze jedna możliwość 26.08.05, 20:17
        Być może tak, są duże tarcia na lini teściowa-mąż, a ja jako bufor nie
        wytrzymuję. Często jestem nerwowa już przed wizytą babci.
        Dziękuję że zastanowiłeś się trochę nad moim problemem i już nie oceniasz
        sytuacji biało-czarno.
    • tynia3 Hmm... 25.08.05, 14:42
      A niby dlaczego nie można zmienić decyzji , biorąc pod uwagę zdanie/potrzebę
      dziecka? Przecież mały człowiek to człowiek i jego sprawy (dla nas małe) są dla
      niego arcywazne. Nie mówię - ulegajmy kaprysom, a jedynie - miejmy na uwadze.
      Kiedyś (chyba Verdana) napisała, że istnieją rzeczy, o których jej dzieci od
      początku wiedziały od niej lepiej (np. czy jest im ciepło, czy są głodne) i
      szanowała to odrębne zdanie. Uważam to za poważne traktowanie dziecka jako
      członka rodziny, pełnoprawnego, choć moze nie równouprawnionego.

      pzdr
      • tynia3 Mój post odnosi się... 25.08.05, 14:45
        do teorii bliskich poglądom, jakie prezentuje maja45.
        • ankas70 Ludzie ale wy tu dziwnie reagujecie 26.08.05, 11:55
          jakbyście dzieci nie mieli ( oczywiście nie wyszyscy ) otóż ludzie piszą że
          mają kłopot z babcią a wy zamiast im coś sensowengo poradzic wsiadacie na
          nich .
          Drodzy autorzy postu ja Was rozumiem i nie sądzę byście byli niekonsekwentni.
          Sama mam dwójkę dzieci , mój prawie 4 latek też przy babci sie żle zachowuje,
          a przy mnie zupełnie dobrze Dlaczego? Otóz on świetnie wyczuwa układy. Wie że
          babcia wiecznie krytukuje mamusię i tatusia i nie robi tego dyskretnie tylko
          prze nim. , a jak mamusia i tatuś usiłują się zbuntowac to się obraża wściekle.
          To oczywiście zachowanie niedojrzałe i niewychowawcze ale cóż tacy sa
          dziadkowie. A dzieci świetnie wiedzą że gdzie dwóch sie kłóci tam ono może cos
          ugrać. NIe wolno dziadkom krytykować rodziców przy wnukach i vice cersa bo
          dzieci stają się wtedy nieznośn. Sama pamiętam , ze jak moja mam wściekle
          obgadywała mojego męża i to przy moim synu ten okropnie się do niego odnosił.
          TAkie jest życie dzieci są wpływowo i reagują nawet na pozawrbalne stany
          nizgody. A co do liberalizmu wobez dzieci i pozwalania im na pewne rzeczy to:
          sama zauważam że ja pozwalam synowi na zupełnie inne rzeczy niż dziadkowie. Oni
          serwują mu słodycze , a ja nie za to pozwalam mu w kaloszach łazic po kałużach,
          wchodzić do łóżeczka gdzie śpi siostrzyczka,. ale oczywiście zawsze go wtedy
          pilnuję, kruszyć po podłodze, chodzić na bosaka. malować farbami na duzych
          kartkach i kreda po chodzniku przed domem. myć naczynia choć leci woda i jest
          zmywarka, podlewać kwiaty w ogródku i w domu , robić pierogi choć więcej
          później sprzatnia niż to wszystko warte, wybrać sobie strój na wyjście - oby
          był czysty i zgodny z pogodą i wiele wiele innych rzeczy które jak widzą moi
          rodzice to się łapią za głowę. Myślę że to wszystko wynika z różnicy pokoleń.
          • ankas70 a co do babci 26.08.05, 12:01
            To nie sądzę by ją można było zmienić, ale to chyba niewykonalne ja swojej
            zmienic nie mogą . Ona zawsze wie wszystko najlepiej, najlepiej mnie karmiła
            wychowywała i uważa że ja wszystko robię źle. NAjlepiej byłoby traktowac ja
            nieco pobłażliwie i z usmiechem i nie reagować ale kto tak wytrzyma i kto da
            tak radę?
        • maja45 Re: Tynia3. 26.08.05, 12:06
          Na podstawie jednostkowej wypowiedzi poznałaś już moje poglady?
          No, no, gratuluję....
          Ja nie twierdzę,że zdanie dziecka nie jest ważne, wecz przeciwnie.Uważam
          jedynie,że nadmiar wolności i możliwości wyboru jest dla małego dziecka
          niewskazany, ponieważ ono najzwyczjniej w świecie czuje się zagubione.
          Pózniej wynikają z tego rozmaite problemy-rodzic traktuje dziecko jak partnera,
          wymagając od niego dorosłego sposobu myślenia.Jeśli tego nie otrzymuje od
          dziecka , czesto czuje gniew i frustrację.
          Autorka wątku dość mgliście napisała, co miała na myśli pisząc,że zmienia
          decyzję pod wpływem rozmów z dziećmi, dlatego miałam prawo pomyśleć to co
          napisałam i dać temu wyraz.
          M.
          • tynia3 Re: Tynia3. 26.08.05, 13:16
            maja45 napisała:

            > Na podstawie jednostkowej wypowiedzi poznałaś już moje poglady?
            > No, no, gratuluję....

            Dziękuję. Ustosunkowałam się do tego, co piszesz, po prostu.


            > Ja nie twierdzę,że zdanie dziecka nie jest ważne, wecz przeciwnie.Uważam
            > jedynie,że nadmiar wolności i możliwości wyboru jest dla małego dziecka
            > niewskazany, ponieważ ono najzwyczjniej w świecie czuje się zagubione.
            > Pózniej wynikają z tego rozmaite problemy-rodzic traktuje dziecko jak
            partnera,
            >
            > wymagając od niego dorosłego sposobu myślenia.Jeśli tego nie otrzymuje od
            > dziecka , czesto czuje gniew i frustrację.


            No przecież o tym pisałam, cieszę się, że się zgadzasz.

            pzdr
          • tomekiela Re: Tynia3. 26.08.05, 20:13
            Być może dość mgliście, ale odpowiedziałaś tak jakby obraz był jednoznaczny,
            napisałaś "Mnie również trudno wyobrazić sobie,ze dorosła kobieta zmienia raz
            podjętą
            decyzję pod wpływem 2 letniego dzieckasad" - wtedy nic nie było dla Ciebie
            mgliste, raczej przyjełaś za oczywisą moją winę w problemie. Jakoś wiele
            forrmowiczek wyobraża sobie zmianę decyzji pod wpływem 2-u latka. Dziś znowu mi
            się to zdarzyło - synek prosił aby jechać tramwajem, a nie autobusem. Jechały w
            tą samą strone więc zmieniłam decyzję. Mam nadzieje że teraz już potrafisz
            sobie wyobrazić podobne sytuacje. Mam też nadzieję że nie znając szczegułów
            problemu nie będziesz w przyszłości tak jednoznacznie negatywnie oceniać.
            Szukałam tu rady a może tylko zrozumienia...
            • maja45 Re: Tomekiela 26.08.05, 20:25
              Przykro mi,ze poczułaś się dotknięta-nie było to moją intencją.
              Ale skoro tak odebrałaś moją wypowiedż-przepraszam.
              M.
Pełna wersja