jogo2
06.09.05, 19:14
Specjalnie umieszczam ten wątek na Wychowaniu, bo z tego co się zorientowałam,
na Przedszkolach moje pytanie byłoby retoryczne. Synek ma skończone 3 lata i
było dla mnie oczywiste, że od września pójdzie do przedszkola. Myślałam, że
dobre przedszkole jest lepsze niż zmieniające się nianie (niestety nie
mieliśmy szczęścia do jednej i tej samej), że powinien nauczyć się liczyć z
innymi (jest jedynakiem i na razie pozostanie nim). Mija właśnie tydzień
integracyjny i już to dla mnie takie oczywiste nie jest. Rozumiem rodziców,
którzy muszą zapewnić swojemu dziecku opiekę w czasie, kiedy pracują i jestem
wdzięczna losowi, że mogę pracować w domu, nawet jeżeli to też ma swoje minusy
(jak wszystko w życiu).
Po tygodniu integracyjnym, kiedy mogłam razem z synkiem być w przedszkolu, mam
wrażenie, że najchętniej posłałabym dziecko do przedszkola za dwa lata (na
pewno nie teraz), głównie w celach socjalizacyjnych.
Moje uwagi są takie. Na pewno musi liczyć się z innymi dziećmi, ale nie tylko
pod tym względem, że trzeba komuś ustąpić, czy obronić własne zdanie, ale
również pod tym, że zajmuje się jakąś zabawą, idzie mu dobrze, ale trzeba
skończyć, bo właśnie siadamy w kółku i śpiewamy piosenkę. W ogóle dzieci sporo
w tym przedszkolu siedzą (powód: jest mała sala) i mało się ruszają, a
zwłaszcza w porównaniu z domem. Moim zdaniem trzylatek, jeżeli ma ochotę
pobawić się w skakanie, to powinien móc to zrobić, a nie właśnie siedzieć
przez kwadrans, bo tu czytamy książeczkę.
I tak jest ze wszystkim prawie, z sikaniem, z jedzeniem, siku nie pójdziesz
zrobić teraz, bo łazienka jest zajęta, bo pani jeszcze nie skończyła oglądać
rysunku Kazia, itp. (sam jeszcze nie potrafi się obsłużyć od początku do
końca). Jedzenie na gwizdek, kiedy jest pora posiłku (chodzi o drugie śniadanie).
Tak samo drażni mnie wielka waga, jaką panie przedszkolanki przywiązują do
tego ,co robią z dziećmi. Mianowicie, w tym przedszkolu (jest ono czynne 4
godziny) nie wychodzi się na dwór z dziećmi. Powodów jest kilka, ale jako
jeden z nich pani podała, że kiedyś tam, kilka roczników wstecz, padło takie
pytanie w kierunku rodziców, czy chcą, żeby ich dzieci wychodziły na dwór w
czasie przedszkola, i rodzice odpowiedzieli, że nie, bo to taki ciekawy
program, że szkoda tracić. No więc byłam świadkiem tego wielce ciekawego
programu i doszłam do wniosku, że moje dziecko ze mną, a nawet z nianią, kiedy
ja pracuję, ma superprogram do kwadratu w takim razie. (Aha, do przedszkola
nie wolno się spóźniać, czyli np. nie mogę dziecka przyprowadzać zawsze na
10.30 ze względu na ten program właśnie. No więc jak na przykład wyglądał ten
program dzisiaj: najpierw dzieci się bawią i czekają aż przyjdą wszyscy (żeby
nikt nie uronił nic z programu), potem piosenka zapoznawcza od 7 dni ta sama
(moim zdaniem nudna), potem ta sama wyliczanka, a potem pani przeczytała
dzieciom bajkę o czerwonym kapturku i kazała narysować czerwonego kapturka.
Rozdała kredki, a w niektórych koszyczkach brakowało czerwonej. No jestem
zbudowana. Taką rzecz zrobiła!!! No ludzie, bajkę przeczytała. Tak jakbym ja
dziecku nie czytała bajek i nie rysowała z nim. A, i jeszcze nie miała czasu
spojrzeć na rysunek każdego dziecka.
Reasumując, żeby nikt nie myślał, że atakuję tu koncepcję posyłania dziecka do
przedszkola. Sama bym tak zrobiła, gdybym musiała iść do pracy i jeszcze raz
podkreślam, że dziękuję Bogu, że nie muszę, natomiast dla mnie to są trochę
koszary i wszystko na gwizdek. Nic dziwnego, że dzieci płaczą. Oczywiście nie
lekceważę elementu socjalizacji, ale uważam, że nie jest to konieczne w aż
takim zakresie w wieku 3 lat.
Bardzo mnie interesują opinie innych rodziców, którzy nie posłali swojego
dziecka do przedszkola tak wcześnie, a mieli jedynaków, jeżeli tacy są.
Oczywiście chętnie się zapoznam też z innymi opiniami.
Pozdrawiam,
Jogo