kalpa
13.09.05, 07:14
Mam pytanie, bo spotkanie z koleżanką, której synek ma zdiagnozowane ADHD
mnie oszołomiło.
Krótko i treściwie opiszę.
Zadzwoniła do mnie koleżanka, z którą nie widziałam się dawno, że ma
wszystkiego dosyc, bo nikt nie chce jej zapraszać do domu, bo nikt nie lubi
jej synka. Jest głośny, ciągle coś robi, nie usiedzi na miejscu, nie chce
słuchać. Ma prawie 6 lat. Cóż, rozumiem, bo moje dziecie starsze też do
ruchliwych należy, raczej glośnych i nie do każdego z nim mogę pójść.
Postanowiłyśmy się spotkać u naszej wspolnej znajomej, która ma dwóch
chłopaków rozrabiakow. Radość spotkania nasza i chłopców szybko zgasła.
Robercik- chłopczyk z ADHD- na dzień dobry popchnął mojego malucha tak mocno,
że nabił sobie guza. Zrobił to świadomie, na naszych oczach. Ale jakoś nie
przejęłam się tym zbytnio. Chwilę potem skutecznie zaczął niszczyć zabawki
rzucjąc na podłogę z całej siły. Stanowczo zaprotestowała gospodyni spotkania,
co zaowocowałą lekką furią Robeta i "za karę" strącił ze stołu herbatę. O
sprzątnięciu nie było mowy, tylko ryk. A mama Roberta milczała, choć było
widać, że jej głupio. Później co chwilę pcpychał któreś z dzieci, zwlaszcza te
mlodsze od niego. Reagowałyśmy my,a nie Małgosia.Po paru minutach względnego
spokoju i Robert wskoczył do łóżeczka najmłodszego dziecka i zaczął skakać.
Oczywiście gospodyni to przerwala uzasadniając, że łóżeczko się zlamie i
zachęciła go do wyżycia się na dziecięcej trampolinie okupowanej w tym
momencie przez mojego młodszego. Robert nie reagował tylko skakał dalej, a ja
nie wytrzymałam i poprosiłam jego mamę, zeby mu wytłumaczyła, że za chwilę
szczebelki się złamią, że od takich skoków jest właśnie trampolinka. Mama
Robrta słabym glosem kazała mu przestać, ale on nie reagował. No pękłam,
dziewczyny. Wyciągnęłam go z tego lóżeczka i stanowczo powiedziałam, że ma
słuchać, bo zniszczy łóżeczko. W odwecie zrzucił mojego młodszego z trampoliny
i zaczął skakać jak szalony. No nerwy mnie poniosły, bo w końcu od
sześciolatka można już trochę wymagać. Powiedziałam do Małgosi, że nie może
Robertowi tak na wszystko pozwalać, bo jest już na tyle duży, że musi
zrozumieć granice zabawy. A na to koleżanka powiedziała: to jest właśnie
specyfika choroby ADHD, że dzieci nie panują nad sobą i swoimi odruchami.
Zrobiło mi się głupio, ale chwilę potem Robert oskubał kwiatka, a po zwroceniu
mu uwagi, żeby tego nie robil po prostu ze złością rzucił doniczką o ziemię, w
końcu kopnął Adriana z całej siły a na końcu z całej siły walnął o ziemię
traktorem, który pękł. Oczywiście gospodyni już nie wytrzymała, wściekła się
Na Roberta, na jego mamę, że nie reaguje na takie zachowanie i powiedziała: No
to teraz nie dziwię się, że Was nigdzie nie chcą zapraszać! Bo ja już Was też
nie zaproszę!
I niestety ja miałam identyczne odczucie. Małgosia ze łzami poszła, a ja nie
wiedziałam jak mam się zachować. Rozumiałam odczucia gospodyni, która stała
nad szczątkami kwiatka i traktora, płaczącego Adriana, ale żal mi było Małgosi.
No i mam kaca moralnego: bo ja ich na pewno do domu nie zaproszę, po prostu
dla mnie Robert zachowywał się nieznośnie. Zdumiewało mnie, że Małgosia nie
reagowała na te jego wybryki. Ale może faktycznie taka jest specyfika tej chroby?
Jak to jest?
Pytam poważnie
Zdezorientowana i skołowana
kalpa