Co znaczy: nie radze sobię...?

13.09.05, 18:07
Tak się zastanawiam czytając to forum dosyć wnikliwie, czemu tak wiele matek
pisze, że sobie nie radzi z dzieckiem. I nie chodzi tu o matki nastolatków,
ale o mamy kilkumiesięczniaków i kilkulatków. Poza chorobami typu ADHD nie
powinno byc chyba problemu z dogadaniem się ze zdrowym dzieckiem... Jeśli nie
radzicie sobie teraz, to jak podołacie, gdy dzieciak wejdzie w okres
dojrzewania? Jeśli Wy sobie nie radzicie, to nie spodziewajcie się też tego
od nauczycieli w szkole. A któż powinien najlepiej rozumieć swoje dziecko i
pomóc mu jak nie matka?
Moje dzieci też nie są aniołami, ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła sobie
nie poradzić z pięcio- czy ośmiolatką.
    • nangaparbat3 Re: Co znaczy: nie radze sobię...? 13.09.05, 18:38
      zebra12 napisała:

      > Tak się zastanawiam czytając to forum dosyć wnikliwie, czemu tak wiele matek
      > pisze, że sobie nie radzi z dzieckiem. I nie chodzi tu o matki nastolatków,
      > ale o mamy kilkumiesięczniaków i kilkulatków. Poza chorobami typu ADHD nie
      > powinno byc chyba problemu z dogadaniem się ze zdrowym dzieckiem... Jeśli nie
      > radzicie sobie teraz, to jak podołacie, gdy dzieciak wejdzie w okres
      > dojrzewania? Jeśli Wy sobie nie radzicie, to nie spodziewajcie się też tego
      > od nauczycieli w szkole. A któż powinien najlepiej rozumieć swoje dziecko i
      > pomóc mu jak nie matka?
      > Moje dzieci też nie są aniołami, ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła sobie
      > nie poradzić z pięcio- czy ośmiolatką.
      A ja juz jestem pani w srednim wieku, sporo przezyłam, przemyślalam, czasem
      wsciekam sie czytając niektore posty, ale chyba juz nie mówię - ja bym nigdy
      tak nie zrobiła. Juz wiem, ze zycie potrafi nas zaskoczyć, i jest jak w
      naduzywanym wierszu Szymborskiej "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono".
      Lepiej nie wyobrażać sobie, że czegos nigdy by sie nie zrobilo, a coś innego
      zrobiloby sie na pewno.
      • zebra12 Re: Co znaczy: nie radze sobię...? 13.09.05, 19:19
        Zgadzam się jak najbardziej! Tylko zastanawia mnie do czego to prowadzi...?
        Gdybym sobie nie radziła z takimi małymi dziećmi, to czułabym porażkę! Mam
        nadzieję, że się z nimi będę dogadywać nadal, jak dotychczas.
        • lidqa Re: Co znaczy: nie radze sobię...? 13.09.05, 19:57
          a dla mnie powiedzenie - radze sobei z moim dzieckiem 2 letnim w kazdej
          sytuacji zakrawa na ... ja wiem... bufonada, albo moze nadmierna pewnosc
          siebie? A poza tym to wlasnie przyznanie sie do tego ze sobei nie radzisz i
          szukanie odpowiedzin i rozwiazania oznacza ze sie chcesz rozwijac i byc
          swiadomym i dobrym rodzicem. Jesli ktos mi powie ze zawsze sobie radzil z
          dzieckiem to albo nie wie co mowi albo olewal to dziecko dokladnie.
    • pszczolamaja To znaczy: nie jestem cyborgiem 13.09.05, 22:24
      To znaczy: nie radzę sobie ze sobą.
      Stwierdzenia dziewczyn, które piszą "nie radzę sobie z dzieckiem" najczęściej
      tego dotyczą. Chodzi o nieradzenie sobie z emocjami, jakie dziecko wzbudza, że
      złością, bezradnością, zmęczeniem. Całkowicie normalne, a przyznawanie się
      do tego jest godne poparcia.
      Jestem pedagogiem, pracuję jako terapeuta z dziećmi "psychiatrycznymi". Radzę
      sobie ze skranie agresywnymi, wulgarnymi, zaburzonymi nastolatkami. A moje
      dzieciątka, 2 - i 5-letnie, raczej grzeczne, czasem doprowadzają mnie do
      zwątpienia. I wtedy sobie nie radzę. Bo grają emocje, bo odzywa się coś z
      psychiki, często nieuświadomionego.
      Życie uczy pokory, dzieci uczą pokory. Ja też kiedyś chojraczyłam i myślałam,
      ze zawsze dam radę i będę ideałem. Tymczasem jestem tylko wystarczająco dobrym
      rodzicem.
      • zebra12 Re: To znaczy: nie jestem cyborgiem 14.09.05, 06:09
        Przecież ja nie piszę o zwykłych, małych niepowodzeniach, które ma każdy. Piszę
        o rodzicach, którzy totalnie nie radzą sobie z nawet małymi dziećmi. Ja też nie
        zawsze jestem idealna, ale nasze małe kłopoty prowadzą w końcu jakoś do
        porozumiania. A tak na marginesie, jak sobie radzisz z tak trudnymi dziećmi?
        Macie jakieś metody rozmowy z nimi? A jeśli ogarnia ich całkowity "tumiwisizm"?
        Napisz coś koniecznie!
        • pszczolamaja Jak radzimy sobie z trudnymi dziećmi? 14.09.05, 23:15
          Wiesz co, to chyba trudno tak w kilku zdaniach. Nie umiem ci tego opisać w
          punktach, bo na to nie ma recepty. Każde dziecko jest inne i czegoś innego
          potrzebuje. Z jednym dochodzisz do porozumienia np. kontaktem fizycznym,
          głaskaniem, przytuleniem, takim przełamaniem "najeżenia" i agresji. Z innym
          dobrze działają poważne, konkretne rozmowy. Ktoś może lubić, jak się z nim
          wygłupiasz, żartujesz, np. karykaturalnie przerysowując jakieś jego reakcje,
          żeby je "obśmiać" i rozbroić. Czasem sytuacja wymaga przytrzymania,
          zdecydowanych słów, nawet bardzo ostrych, nie - raniących, ale mocnych. To
          zależy od dziecka, ale też od chwili, sytuacji, od tego, co planujesz, do czego
          zmierzasz itp. Ale zawsze trzeba być z nimi prawdziwym, oni fałsz natychmiast
          wychwytują i odrzucają. Ja naprawdę lubię tą pracę i te dzieciaki to czują.
          mniej chyba ważne, co dokładnie robisz, mówisz, byle to było przytomne i dla
          dobra dziecka. Pomaga też intuicja. Wiedza, jakieś wyszkolenie - ale tylko z
          taką otwartością, wrażliwością na nich. Trudne dzieci to super dzieci!I tak bym
          mogła dłuuugo...
    • judytak Re: Co znaczy: nie radze sobię...? 13.09.05, 22:46
      to tylko kwestia definicji ;o)
      tzn. stopnia perfekcjonizmu...

      pozdrawiam
      Judyta

      P.S. wydaje się, że doświadczenie życiowe działa w kierunku większego luzu :o)
      J.
      • emag1 Re: Co znaczy: nie radze sobię...? 14.09.05, 09:52
        w gąszczu co raz to nowych rewelacji psychologicznych staramy się wybrac te
        wszystkie wiadomości, które pozwolą nam wychować idealne dzieci. poza tym
        dysponujemy całą gamą własnych uczuć, które w konfrontacji z nowym małym
        człowiekiem w określony sposób uwypuklamy. OKREŚLONY dla tego, ze ktoś tak
        napisał.

        zapominamy o tym że istnieje coś takiego jak natura i że ona nas czymś obdarza.
        instynktem. gdybyśmy słuchali samych siebie, nasze dzieci słuchałyby nas.





    • migotka2000 Wyraz chwilowej słabości... 14.09.05, 10:06
      ...przecież każda z mam "jakoś" sobie radzi, raz lepiej, raz gorzej. Tak jak
      napisałyście - to kwestia perfekcjonizmu, zmęczenia, zatracenie w gąszczu
      informacji.

      Wystarczy być "wystarczająco dobrym rodzicem"smile
      • basiek13 Re: Ja sobie nie radzę!!!!!!!!!!! 14.09.05, 20:48
        Własnie,że nie radze sobię.Ze soba, z dzieckiem, które mnie załamało psychicznie
        i dodam,ze nie tylko mnie ale i opiekunki w przedszkolu, całą rodzine.Córka ma 4
        lata i nie moge nigdzie z nia wyjść, nie ma ADHD,jest nurologicznie zdrowa ale
        ja nie potrafie na nia wpłynąć. Tak , wiem jestem złą matka, mam córkę
        agresywna, nerwową, histeryzujacą - wszystko moja wina. Przeczytałam wszystko co
        się da o wychowaniu dzieci, o mówieniu do nich aby nas słuchały itp. i jedyne co
        mi przychodzi do głowy to to,ze ja jej nie potrafie wychować.
        • pszczolamaja Re: Ja sobie nie radzę!!!!!!!!!!! 14.09.05, 23:20
          Wiesz co, chyba najtrudniejsze jest mówić innym, jak mają wychowywać...
          Basiek, tak na moje oko to potrzebujesz odsapnąć i spojrzeć na to wszystko z
          dystansu. Może warto poszukać kogoś, z kim obejrzysz te problemy, które
          przeżywasz? Mi się ostatnio pojawiło parę takich wątków, skorzystałam wtedy z
          pomocy bardziej doświadczonej koleżanki - terapeutki, która prowadzi warsztaty
          dla rodziców, a sama o sobie mówi, że czuje się jako matka spełniona i
          usatysfakcjonowana - ma dwójkę dorosłych dzieci, w tym jedno niepełnosprawne!I
          jak z nią pogadałam, naprawdę mnie olśniło!
        • mama.ludzika Re: Ja sobie nie radzę!!!!!!!!!!! 14.09.05, 23:51
          A może to dzieci nie radzą sobie z nami? smile
          Wychowywanie dziecka, to zderzenie dwóch frontów, charakterów, potrzeb,
          przekonań itp. Z tym, że rodzic "ma rację, nawet, kiedy jej nie ma". No bo jest
          starszy, mądrzejszy i wie lepiej. No pewnie. Tylko, że akurat dzieci mają na
          ten temat dokładnie inne zdanie.
          Kto powiedział, że dzieci mają być naszą pociechą i chlubą? Że w końcu mają się
          stać posłuszne i kulturalne? Nigdy tak nie będzie! Dzieci są dziećmi i zawsze
          będą egoistyczne, samolubne, złośliwe i nieposłuszne. Im prędzej rodzice
          przyjmą to do wiadomości, tym mniej rozczarowań.
          O wiele łatwiej przychodzi nam wychowywać obce dzieci, prawda? Zero emocji. A
          ze swoimi tragedia. Dlaczego? Bo nasze dzieci mają być najlepsze. Bo
          niepowodzenie traktujemy jak porażkę na całym froncie.
          A niepowodzenia nie zależą o tyle od zachowania dzieci, tylko od progu
          odporności rodziców. Dziwne, że mama daje klapsy i czuje, że "nie daje rady",
          kiedy ma gorszy dzień w pracy, no nie?...
          Bądźmy konsekwentni, ustalajmy zasady, trzymajmy się ich, bez przemocy, z
          szacunkiem. Nie analizujmy w nieskończoność, dlaczego mały Jaś powiedział
          brzydkie słowo. Nie wałkujmy każdego zachowania. Od brzydkiego słowa, uderzenia
          itp świat się nie zawali. Dzieci mają prawo być niedoskonałe, mają tylko po
          kilka lat. Jaś w końcu kiedyś skuma, o co chodzi mamie i tacie. A wiecznie
          krytykowany i karcony zrobi się dopiero wrednysmile Po prostu NIE PRZEJMUJMY SIĘ
          TAK WŁASNYMI DZIEĆMI smile
          Kiedy miałam dość swojego synka, wyobrażałam sobie, że to syn koleżanki(zawsze
          grzeczny), co ma zły dzień. Trochę pomagało mi to w opanowaniu emocji.
          Spróbujciesmile


          • pszczolamaja Re: Ja sobie nie radzę!!!!!!!!!!! 15.09.05, 00:28
            Twoja wypowiedź jest bardzo błyskotliwa, nie wiem tylko, czy to na dłuższą metę
            pocieszające, że dzieci są samolubne, złośliwe i nieposłuszne. Znowu w
            stwierdzeniu o konieczności bycia konsekwentnym mało odkrywczości, sądzę, że to
            jest największa trudność właśnie, bo to wymaga przerobienia w sobie mnóstwa
            wątków z własnego dzieciństwa. Wychowanie obcych dzieci jest łatwiejsze głównie
            przez wzgląd na to, że nie masz perspektywy ponoszenia odpowiedzialnosci za ich
            czyny przez następne 18, 12, 8 lat, po prostu wchodzisz, wychodzisz. I wnosisz
            do sprawy jedną setną, a nie, jak u własngo dziecka, jakieś pewno 80%
            całokształtu. Poza tym wiesz, dziecko w pewnym momencie jest osadzone w
            szerszym kontekście niż 4 ściany i najbliżsi, a ci nieco dalsi mogą szybko
            sprowadzić na ziemię rodziców, którzy nie będą się własnym dzieckiem przejmować
            (patrz wątki o krytycznych przedszkolankach itp.). I tu też można "olać", ale
            nie udawajmy, że to proste.
            Im dłużej debatujemy, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że życie nie
            jest wcale takie, jak nam się wydaje - jest zupełnie inne smile)))
            • polka3 Re: Ja sobie nie radzę!!!!!!!!!!! 15.09.05, 00:33
              mała dygresjasmile))Pszczołamaju polecam Ci wątek muńka o ADHD-bardzo odpreżający-
              a najbardziej podobał mi sie kawałek o 18miesięcznej-czytającej..polecam
              • pszczolamaja Muniek, pisz częściej! 15.09.05, 01:09
                To naprawdę przebój forum.
                • polka3 Re: Muniek, pisz częściej! 15.09.05, 01:18
                  zajrzyj na pocztę powyżej

                  A takiej rozrywki to tu sporo jest
                  i emama tez w takich dialogach przodujesmile
            • mama.ludzika Re: Ja sobie nie radzę!!!!!!!!!!! 15.09.05, 14:36
              Moja wypowiedź jest prawdziwasmile
              Też uważam, że to żadne pocieszenie, że nasze dzieciaki nie spełniają naszych
              oczekiwań. Chodziło mi o to, żeby w pewnym uproszczeniu zasygnalizować, że "nie
              radzę sobie" mówią zazwyczaj mamy, które mają albo wybujałe ambicje, nie
              przystające do rzeczywistości, albo trudno im panować nad emocjami.
              Dzieci to czasem takie wredne, małe paskudy(choć też i kochane paskudy), i nikt
              nigdy nie obiecywał, że wychowywanie ich będzie proste, łatwe i przyjemne.
              Przeciwnie: będzie BARDZO MĘCZĄCE i bez żadnej gwarancji na powodzenia smile))
              A jeśli chodzi o tę odpowiedzialność na całe życie za dziecko...No cóż. Ja
              staram się robić to, co do mnie należy teraz. Opiekuję się dzieckiem, jestem
              dla niego wsparciem, pocieszeniem, staram się przekazywać wartości i zasady,
              które uważam za dobre. NAJPRAWDOPODOBNIEJ zaowocuje to dobrym dalszym
              zachowaniem, ale tej pewności nie bedę mieć nigdy. Wróżką nie jestemwink
              Porównując jeszcze wychowanie swoich dzieci i cudzych.
              Masz rację, zachowanie dziecka ocenia się w szerszym kontekście, nie tak, jak
              jednorazowe wydarzenie, ale czasem za dużo dorabia się ideologii do jednego
              incydentu, przywiązuje się wielką wagę nieadekwatnie do rzeczywistego znaczenia.
              W momencie, kiedy pozwolimy trochę na niedoskonałość sobie i dzieciom, będzie
              nam znacznie łatwiej.
              Ja zawsze mam wrażenie, że życie jest inne, niż mi się wydaje!wink
    • hella100 Re: Co znaczy: nie radze sobię...? 15.09.05, 10:47
      A ja musze powiedziec, ze w sumie sobie radze. Mimo, ze syn ma ADHD i ze jestem
      czasami po prostu wykonczona psychicznie to MUSZE sobie radzic.
      Bo co by bylo, gdybym sobie nie radzila? Raz radze sobie lepiej, raz gorzej ale
      nie moge powiedziec, ze nie daje rady.
      Corka jest przecietnym dzieckiem (chociaz tez nie z tych spokojnych), bez ADHD
      i gdybym miala dwoje takich to wychowanie dzieci byloby czysta przyjemnosciasmile
      Mowie czasami kolezankom, ktore narzekaj na swoje dzieci, zeby wziely na
      tydzien moje to od razu docenia swojewink
    • lolinka2 Re: Co znaczy: nie radze sobię...? 16.09.05, 23:04
      A wiesz, zebra12 że się z Tobą zgadzam?? I to nie pierwszy raz, ostatnio mi się
      pozytywnie pojawiłaś w innym wątku na tym forum. Nie widzę opcji, zeby sobie z
      dzieckiem nie poradzić.
      I chociaż moje nie ma pięciu ani ośmiu a trzy i pół, ruchliwe jest za dwoje a
      wygadane za sześcioro, to 'poradzenie' sobie z nią uwazam za wpisane w tę
      profesję- rolę matki. Bo jeśli nie ja, to juz nikt nigdy w życiu. I to
      oznaczałoby że nie wychowuję już swojego dziecka. Bo moment kiedy matka sobie z
      własnym dzieckiem nie daje rady, to moment w którym proces wychowawczy ako taki
      się kończy i przechodzi w jakieś dziwne poczwarne stadium egzystencyjne.
      • zebra12 Dzięki Lolinka2... :))) 17.09.05, 08:17
        Przynajmniej Ty jedna! Dzięki!
        Wiesz, pracuję z dziećmi i obserwuję. Wiele się mozna nauczyć i wiele
        wniosków wyciągnąć!
        • maja45 Re: Dzięki Lolinka2... :))) 17.09.05, 20:07
          Ja również uważam,że nie ma takiej opcji jak nieradzenie sobie z własnym
          dzieckiem.Jestem dorosła, jestem matką i muszę sobie radzić, bez względu na
          chwile słabości, gorszy nastrój itp.
          Jak zauważyła Lolinka, jeśli nie ja, to kto?
          M.
          • grzalka Re: Dzięki Lolinka2... :))) 18.09.05, 12:18
            a czy pisanie na forum, celem uzyskkania porady, nie jest właśnie "radzeniem
            sobie" ?
      • migotka2000 Re: Co znaczy: nie radze sobię...? 18.09.05, 15:13
        Święta racja - "nie ma takiej opcji"!
        A co nas nie zabije to nas wzmocni, choć sama nie wiem jak zakwalifikować
        trafienie przez tzw. szlagwink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja