"Miłość" w przedszkolu

28.09.05, 21:44
Witam serdecznie!

Moja 6-letnia córeczka chodzi od września do zerówki. Tydzień temu przyniosła
do domu malutkiego misia, twierdząc, że dostała od kolegi ze swojej grupy z
przedszkola. No cóż, miły gest, więc na drugi dzień i ona jemu zaniosła
maskotkę-myszkę. Wracając do domu jak zawsze wypytuję się jej jak było, co
robiła itp. I ona mi nagle mówi, że dziś rozmawiała z tym kolegą od misia
(imienia nie pamięta) i go okłamała. Ja w szoku! O co chodzi? - zapytałam. A
ona mi na to, że ów kolega zadał jej pytanie: czy jest w nim zakochana i
odpowiedziała, że jeszcze nie wie, chociaż w myślach, tak napawdę już coś
czuje. Moja córka oświadczyłam mi z radością, że jest zakochana. Stwierdziła,
że na następny dzień powie mu o tym. Przy obiedzie razem z mężem rozmawialiśmy
o tym uczuciu razem z nią. Uznaliśmy, żeby jeszcze mu nie mówiła, niech
poczeka z tymi słowami, bo może dostanie kosza, a to nie miłe uczucie.
Jednakże, na następny dzień, wracając do domu... usłyszałam, że ten kolega
(nadal nie pamięta imieniawink już wie o wszystkim i ... powiedział jej, że też
jest w niej zakochany! Bardzo jest radosna, powiedziała nawet, że jak się z
nim kiedyś ożeni, to chce mieć synka takiego jak Maksio (jej młodszy braciszek)...

Nie mam pojęcia jak reagować? Wiem, że to uczucie jest ulotne, ale tak
strasznie poważnie moja Izunia do tego podchodzi... Dziś przyszła do niej
koleżanka "z podwórka" i Iza pochwaliła się, że ma już chłopaka...

Za moich czasów... (mam 28 lat już i dopiero...) słowa "zakochanie", "chodzę z
chłopakiem" pojawiały się pod koniec podstawówki. Chyba, że akurat mnei to
ominęło...

Mialiście takie przypadki? Co mówić, aby nie zranić, ale nie kłamać...

Pozdrawiam!
    • nchyb Re: "Miłość" w przedszkolu 29.09.05, 07:34
      Witaj, to jednak Twoje czasy w jakąś wyjątkowo krótkowtrwałą dziurę
      bezmiłościową trafiły. Bo w moich czasach i czasach moich dzieci (a Ty się
      plasujesz pośrodku), to ta miłość (bez cudzysłowów) się trafiała w przedszkolu
      i było to najzupełniej normalne. I dla dzieci i dla ich opiekunów.

      Co mówić? A musisz specjalnie sama coś mówić? Słuchać dziecko, gdy samo ma
      potrzebę o tym mówić, specjalnie się samej na ten temat nie dopytywać i tyle.
      Takie miłości same przechodzą. A później się je ze wzruszeniem wspomina. Ja
      swoją miłość z przedszkola (taki sympatyczny Roland) wspominam do dziś niemal z
      łezką w oku. Moje dzieci (jeden ma teraz 11 lat, drugi 5) już też pierwsze
      miłości przedszkolne mają za sobą. To naprawdę przechodzi po jakimś czasie.
    • agnieszka-i-oskar Re: "Miłość" w przedszkolu 29.09.05, 10:37
      ja miałam też przedszkolną miłość. Miał na imię Krzysiu i bawiliśmy się ciągle
      razem, na balu tańczyliśmy tylko razem. Jak dziś pamiętam jak szliśmy z
      przedszkola z naszymi mamami i Krzysiu mi się oświadczył - a właściwie zapytał
      moją mamę czy będzie mógł się ze mną ożenić.
      A imponował mi tym, że znał się na zegarku.
      Super czasy, twoja córka też będzie to tak wspominała.
    • izabela_741 Re: "Miłość" w przedszkolu 29.09.05, 10:50
      Kurcze ja tez chyba bylam z tych "kochliwych", bo mialam jednago narzeczonego w
      przedszkolu a potem innego kolo domu (nie pamietam czy rownoczesnie czy
      nie wink). A potem od 2-3 klasy podstawowki kolejnych chlopakow. Nikt mi milosci
      nie wybijal z glowy, same mijaly - wyrastalam z nich. Rozpaczy nie
      pamietam.... tongue_out
      • mamajka6 Re: "Miłość" w przedszkolu 29.09.05, 12:46
        A ja Wam opowiem historię przedszkolnej miłości mojej córeczki,która trwa już
        przeszło 2 lata.Zaczęło się w przedszkolu gdy miała niespełna 5 lat.W grupie
        byli nierozłączni,podczas występów grupowych zawsze trzymali się za ręce,
        prezenciki,laurki z serduszkami,podstawianie krzesła ukochanej itp.Mimo,że
        córcia 1,5 roku temu zmieniła przedszkole (teraz jest juz szkoła)i widują się
        dosłownie kilka razy do roku to "miłość" cały czas trwa.Mówią o sobie moja
        dziewczyna,mój ukochany,ukradkiem dają sobie buziaki,a na 7 urodziny córcia
        dostała czerwone róże specjalnie wybrane przez chłopaka.Sama jestem ciekawa jak
        długo to jeszcze potrwa,bo dotychczas wydawało mi się,że takie przedszkolne
        miłostki są krótkotrwałe.A tu już taki staż... wink
    • neozonta Re: "Miłość" w przedszkolu 30.09.05, 19:09
      Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Bardzo mnie uspokoiły smile
      Dziś moja Izunia wyznała, że .. pocałowała się z Robertem (już pamięta jego
      imię). To były pocałnki typu "cmok" w usta... Pani wychowawczyni nawet im
      zwróciła uwagę, żeby przestali się juz całować... I powiedziała mojemu mężowi,
      jak poszedł po córkę, że widać jak są zakochani, wszędzie razem... Izunia bardzo
      jest szczęśliwa, oby tylko "jej facet" nie znalazł sobie innej wink

      Pozdrawiam serdecznie
Pełna wersja