Z serii Niereformowalne Matki jedynakow.

29.09.05, 08:30
Bede cynicznym i ironicznym dupkiem ale dzisiaj czuje ogromna satysfakcje.
Od jakiegos czasu spotykam sie z rozwodka. Ma 8 letnie dziecko do ktorego
zachowania jak i rowniez metod wychowania mialem wiele zastrzezen. Naturalnie
wszystko spotykalem sie ze sprzeciwem matki, jej krytyka i oburzeniem.
Dziecko cierpialo z takich powodow jak:
prosba o poscielenie lozka(swojego oczywiscie)
prosba o podniesienie skarpetek lezacych na ziemi
prosba o wyniesienie pizamy do pokoju
prosba o wyniesienie smieci
Irytowalo mnie to. Zwlaszcza kiedy nie znajdowalem sprzymiezenca w matce
dziecka, ktora chce wychowywac go bezstresowo.
ALE DZISIAJ CZUJE OGROMNA SATYSFAKCJE
TAK DZISIAJ SPELNILO SIE TO CO JEJ POWTARZALEM ZE ZAPLACI ZA SWOJE PODEJSCIE
Dziecko dostalo 57 pln na zaplacenie tejze sumy w szkole. DOstal rachunek ale
byl na tyle niezdolny do zrozumienia go ze nie zorientowal sie iz jest tam
napisane 32 zlote. Przyniosl tylko 10 zlotych reszty. Pozostale pieniadze...
UWAGA.. .poprostu UKRADL swojej biednej mamie kupujac sobie i NIE TYLKO SOBIE
ALE KOLEGOM slodycze itp. Tak. Nazywam rzecz po imieniu. Zreszta w tych
czasach to nie powinno dziwic. 8 latek okradajacy mame.
JA NATOMIAST CZUJE SATYSFAKCJE I MOWIE JEGO MATCE:
A NIE MOWILEM
    • judytak Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 08:48
      suczynski napisał:

      > Bede cynicznym i ironicznym dupkiem

      no comment; zasadniczo się zgadzam

      moim własnym dzieciom też się zdarza cierpieć z powodu prośby o sprzątania
      czegokolwiek ;o)
      efekty zależą od wieku: pięciolatek cierpi i nie zrobi, dziesięciolatek cierpi
      ale robi ;o)
      ja też cierpię; casami robię, czasami nie ;o)))

      poza tym: daję dziecku do zapłacenia w szkole 57 złotych, jeśli wiem, że
      właśnie tyle ma zapłacić
      jeśli ma płacić różne rzeczy, które w sumie mają wynieść 57 złotych, to daję
      dziecku kilka kopert, z napisami: to za zdjęcia, to na książkę, itp.
      jeśli przewiduję najmniejszą możliwość, że dziecko otrzyma resztę, to wyraźnie
      go poinstruuję, co ma z tą resztą robić
      zwłaszcza, jeśli dziecko zazwyczaj nie ma, albo ma mało pieniędzy w ręku...

      > dzisiaj czuje ogromna satysfakcje.
      > Od jakiegos czasu spotykam sie z rozwodka.

      ja bym się z tobą nie spotykała, nawet jakbyś był jedynym facetem na świecie :oP
      fakt, nie jestem rozwódką, a dzieci mam troje, w tym i ośmiolatka

      pozdrawiam
      Judyta
    • mamapa Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 09:16
      no to sam sobie wystawiłeś cenzurkę,
      ciekawe czy Tobie przy jakimś potknięciu spodobałby sie text `a nie mówiłam?`
      to bardziej dobija niż wzmacnia, z pewnością Twoja partnerka ma świadomość co
      jej dziecko robi i czego nie robi, ale co ma sie samobiczować? `mój Adaś znowu
      nie zrobił tego i tego`
      pamiętaj , że nigdy nie wygrasz w konkurencji z partnerką o miłość do jej syna,
      dlatego jak Ci zależy na związku , a nie tylko posiadaniu racji, to popracuj
      nad sobą i relacjami z jej synem, Kasia
    • a_pynia Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 09:49
      Nie generalizowałabym, ze tylko matki jedynaków źle wychowują dzieci. Moja
      córka jest póki co jedynaczką, więc Twoja wypowiedź mnie trochę dotknęła. Z
      drugiej strony mam wrażenie, ze po prostu wtrącasz się do wychowania dziecka w
      sposób niewłasciwy, krytykując i żądając, no i "a nie mówiłem". Tak wyczułam z
      kontekstu Twojej wypowiedzi.
      Może powinieneś podejść trochę inaczej do tej kwestii. Kobieta do tej pory sama
      borykała się z wychowaniem dziecka, może syn cierpiał podczas rozwodu i mama
      chce mu wynagrodzić brak ojca. Różnie jest i nie można od razu tak
      szufladkować. A może dziecko specjalnie nie przyniosło reszty i tak się
      zachowuje, bo buntuje się, że obcy facet przylazł i zaczyna od razu się rządzić?
      Przemyśl to, zrób rachunek sumienia. Może na wszystko popatrzysz inaczej...
    • aniask_mama Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 10:32
      Wiesz, jeśli cokolwiek zalezy Ci na tej Kobiecie, to nie mów jej wprost, że
      robi źle, źle wychowyje syna, a jak coś nie wyjdzie to "a nie mówiłem".
      Pomagaj jej, wspieraj dyskretnie, a nie rzucaj swoimi zastrzeżeniami. Nie ma
      jedynie słusznej metody w wychowywaniu dzieci, więc nie jesteś alfą i omegą w
      tym zakresie. Pomóż jej dyskretnie a nie pouczaj!

      I to nie jest tak, że TYLKO dzieci "Niereformowalnych Matek Jedynaków" tak
      postępują !!!
    • nie_mowie Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 10:56
      ale mnie wystraszyles!!!!!!!! a wystarczy urodzic drugie, zeby pierwsze sie
      poprawilo????? no to zabieram sie do roboty!!!

      wiesz, zerwij z nia Ty taki meski, konsekwentny, elokwentny, bo bedziesz z nia
      dzielil koszty wychowywania potwora-zlodzieja-lajdaka-... (wstaw co chcesz)
      • suczynski zgadzam sie z wami 29.09.05, 11:51
        doszedlem do wniosku ze moj angaz emocjonalny nie jest az tak silny
        nie bede sie wtracal w kwestie wychowania dziecka, byc moze sam jestem
        niedojrzaly
        usune sie z ich zycia jako ten ktos kto byl bardzo blisko, zawsze mozna
        pozostac na stopie przyjacielskiej azeby nie zostawic nikogo ot tak
        poprostu jestem obcy w tym zwiazku, nie udalo mi sie wzbudzic w dziecku
        szacunku czego efektem jest teraz wyrywanie przez niego kartki, na ktorej
        pisalem informacje do pani ze swietlicy z informacja zeby nie wypuszczala go
        przed 15, z mojej reki.
        coz, nie kazde dziecko jest normalne
        nie kazdy dorosly jest normalny
        i nie kazdy zwiazek moze rozkwitnac
        nie kazde dziecko musi zaakceptowac kogos obcego
        nie kazdy dorosly musi zaakceptowac dziecko blizeszj osoby
        i tak dalej i tak dalej
        dziekuje wam za rade i za slowa krytyki
        pozdrawiam
        • sol_bianca Re: zgadzam sie z wami 29.09.05, 12:28
          suczynski napisał:

          > doszedlem do wniosku ze moj angaz emocjonalny nie jest az tak silny

          To widac...
        • judytak Re: zgadzam sie z wami 29.09.05, 13:36
          suczynski napisał:

          > (...) kartki, na ktorej
          > pisalem informacje do pani ze swietlicy z informacja (...)

          obawiam się, że taka kartka, napisana nie_przez_rodzica i tak jest nic nie
          wartym świstkiem...

          pozdrawiam
          Judyta
          • suczynski karta na swietlice 29.09.05, 17:53
            zapomnialem dodac: jego mama byla tuz obok a mnie poprosila o napisanie tresci
            po czym miala kartke podpisac
        • moofka Re: zgadzam sie z wami 29.09.05, 18:01
          suczynski napisał:

          >nie udalo mi sie wzbudzic w dziecku
          > szacunku czego efektem jest teraz wyrywanie przez niego kartki, na ktorej
          > pisalem informacje do pani ze swietlicy z informacja zeby nie wypuszczala go
          > przed 15, z mojej reki.
          > coz, nie kazde dziecko jest normalne
          > nie kazdy dorosly jest normalny
          ________________________________________
          alez on jest normalny
          tylko zwyczajnie cie nie lubi
          czemu piszesz o szacunku a nie na przyklad o sympatii?
          co zrobiles zeby zasluzyc sobie na jego szacunek?
          a moze inaczej, co powinienes zrobic, aby na niego zasluzyc?
          bo swoim czepialstwem i oskarzeniami osiagnles efekt odwrotny
          i to jest twoja wina a nie tego dziecka
          a wyglada na to, ze maly jest najzupelniej normalny smile
        • okrent9 Suczyński, jeśli... 12.10.05, 04:07
          Suczyński, jeśli jeszcze bywasz na tym forum, to chcę Ci powiedzieć, że jeśli
          matkę dziecka kochasz, nie odchodź z powodu takich problemów. Nie wiem, jak
          długo byliście razem ani co Was połączyło, ale z tego co piszesz naprawdę
          przebija gorycz, a to oznaka, że wiązałeś z tym związkiem wielkie nadzieje i
          traktowałeś tę kobietę i jej syna bardzo poważnie. Nie mów tylko, że chłopiec
          jest nienormalny. smile Możesz nie akceptować pewnych zachowań, jednak dyskutuj
          wtedy o tym z matką, nie nazywając dziecka nienormalnym, bo to jej nie skłoni
          do wysłuchania Cię.

          Niestety, bycie ojczymem czy macochą bywa bardzo niewdzięcznym zajęciem - ale
          za to satysfakcję ma się potem podwójną, kiedy nie-własne dziecko kocha nas jak
          członka najbliższej rodziny. Mówię Ci to z własnego doświadczenia.
    • lola211 Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 12:27
      Moze jak bedziesz mial wlasne dziecko to stac cie bedzie na odrobine
      poblazliwosci dla 8 latka, bo poki co twoj stosunek do dziecka jest jak na moj
      gust zbyt rygorystyczny.
      Bzdura z ta kradzieza- wiekszosc dzieci by jakis drobiazg kupila niekoniecznie
      o tym informujac, bo dzieci w tym wieku nie przykladaj wagi do pieniedzy, nie
      znaja wartosci, dla mnie nie jest to kradziez.

      A Twoje slowa o satysfakcji - bez komentarza.
    • lajlah Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 12:43
      Boszszsz, ależ Ty masz podejscie do dzieci. Traktujesz tego chłopca jak
      pospolitego przestępcę. Jak mowi stare przysłowie:"zapomniał wół jak cielęciem
      bu\ół". Może nie tak latwo samotnej kobiecie wychowywać dziecko, gdy się
      jeszcze słyszy na dokładkę "A NIE MÓWIŁEM".
    • moofka Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 13:32
      smutne co piszesz
      smutne, bo dzieciaka szkoda
      a ty najzwyczajniej w swiecie masz niedobre serduszko
      trudno byc ojczymem, to prawda
      tym bardziej, ze chyba jestes mloda osoba

      moja rada jest taka
      jesli nie masz nic dobrego do powiedzenia temu dziecku - nie odzywaj sie wcale
      jesli nie mozesz o nim powiedziec nic dobrego jego matce - tym bardziej zamilcz
      nie masz prawa krzywdzic tego dziecka

      8 letni chlopcy bywają niesforni
      a ty juz spodziewasz sie po nim wszystkiego co najgorsze
      matka na pewno wie, jak nalezy postepowac z jej dzieckiem
      twoje "dokrecanie sruby" moze tylko zaszkodzic - tym bardziej, ze chyba jeszcze
      nie masz jakichs spektakularnych sukcesow, ktore dowodzilyby ze twoje wlasnie
      metody okazaly sie sluszniejsze niz jej pozalowania godne "bezstresowe
      wychowanie"
      • okrent9 moofko 12.10.05, 03:48
        Owszem, smutne to, co pisze Suczyński. Dla niego najwyraźniej też smutne, czego
        większość komentujących jego post zdaje sie nie zauważać. Ja wyczuwam w jego
        tonie rozgoryczenie. Fakt, że w ogóle czyta to forum, świadczy o tym, że
        wychowanie dziecka jego partnerki i dobro tego dziecka leży mu na sercu, a za
        to mu chwała. Niestety, partner matki czy ojca dziecka startuje ze słabej
        pozycji. Po pierwsze, dziecko go/jej nie zna. Po drugie, może obawiać się, że w
        jakiś sposób straci rodzica na rzecz tej nowej w domu osoby, stąd nastawione
        jest nieufnie a czasem wręcz wrogo. Partner rodzica rzadko ma o "właściwym
        wychowaniu" dzieci dokładnie takie samo pojęcie jak rodzic - a to wcale nie
        znaczy, że w kwestiach wychowawczych to zawsze rodzic ma rację, a partner
        rodzica nigdy. Często właśnie partner potrafi spojrzeć na sytuację z dystansu i
        widzi, że rodzic zapatrzony w dziecko i np. starający się wynagrodzić potomkowi
        brak drugiego biologicznego rodzica niestety popełnia pewne błędy. Problem
        polega na tym, że partnerowi/partnerce rodzica często trudno jest wyrazić swoją
        na ten temat opinię w taki sposób, żeby rodzica nie urazić. Suczyński może po
        prostu sfrustrował się i niepotrzebnie powiedział o parę słów za dużo ("a nie
        mówiłem")... Mnie się wydaje, że takie "a nie mówiłem" w sytuacji, kiedy mówi
        je jeden z rodziców do drugiego rodzica, nie zabolałoby tak bardzo, jak wtedy,
        kiedy wypowiada się nie-rodzic. Ale jako osoba od prawie sześciu lat pomagająca
        wychowywać cudze dzieci wiem, że jeśli już nie-rodzic wyraża swoje zdanie, to
        dlatego, że na dziecku partnera mu ZALEŻY! Nie odsądzajcie więc Suczyńskiego od
        czci i wiary, bo być może przyszedł na forum właśnie po to, żeby tutaj wyrazić
        swoją frustrację, zamiast wyrażać ją w domu w obecności partnerki. Nawet
        biologicznego rodzica do szału potrafi doprowadzić np. bałagan w pokoju dziecka
        taki, że nie da się tam kroku zrobić... Partner rodzica też jest człowiekiem,
        tyle, że takim, który dziecko "dostał" już w stanie "gotowym" wink, i potrzebuje
        trochę czasu, żeby to dziecko pokochać tak jak własne. Was też pewnie irytują
        zachowujące się nieodpowiednio dzieci przyjaciół, pomimo, że przyjaciół
        kochacie. Przyjaciołom może nie powiecie, że dziecku przydałoby się zakreślić
        pewne granice... ale z przyjaciółmi nie mieszkacie! A jeśli przykładowy
        Suczyński mieszka ze swoją partnerką i jej dzieckiem, to ma prawo do tego, by
        dziecko nie wchodziło mu na głowę.
    • acorns Popełniasz błąd... 29.09.05, 14:08
      Moim zdaniem popełniasz błąd typowy dla ludzi wiążących się z dzieciatym
      partnerem. U mnie to samo jest. Jestem ojcem samotnie wychowującym córkę.
      Czasami pojawiają się w moim życiu jakieś laski. Córka jest osobą bardzo
      zgodną, towarzyską, miłą i mającą zdrowe podejście do życia (także życia
      osobistego własnego ojca). Ale oprócz tego jest także pewna swojej pozycji w
      domu rodzinnym i broniąca jej w razie potrzeby. Każda kobieta jaka pojawia się
      w naszym domu wcześniej czy później zaczyna ustawiać Młodą. Idzie o drobiazgi
      typu Młoda siedzi na fotelu i nogi trzyma na stole (wolno jej) albo że buty
      zostawiła nie tam gdzie trzeba albo zbyt wyzywająco się ubiera albo za późno
      chodzi spać albo że wtrąca się do rozmowy i takie tam drobiazgi. Młoda
      oczywiście odpyskuje i to prowadzi do spięć. Potem zaczyna się robienie przez
      Młodą złośliwości np. takich że wyciera sobie tyłek ręcznikiem do twarzy albo
      zostawia śmierdzące skarpety między czystymi ciuchami mojej kobiety. Potem są
      typowe meliniarskie awantury i wyzwiska od najgorszych (Młoda naprawdę
      potrafi...) Raz doszło do rękoczynów. Złapały się baby za łby, potem Młoda
      zaczęła wyrzucać rzeczy mojej kobiety przez okno, a na końcu mi się oberwało od
      mojej kobiety (już byłej) i tak się skończyło. I tak się każdy związek kończy.
      Nie dopuszczę bowiem, żeby córka źle się czuła we własnym domu. Kobiety nie są
      w stanie zrozumieć mojej prośby o nie wtrącanie się do córki cokolwiek by nie
      robiła. Nie potrzebuję pomocy w wychowaniu. To nie jest wina córki, bo ona
      zaakceptuje absolutnie każdą kobietę byle tylko nie próbowała nią rządzić. Czy
      to jest zbyt wiele? Ty chyba robisz to samo. To matka była z synem od początku,
      a Ty jesteś obcym facetem w życiu dzieciaka i już próbujesz go ustawiać. Czy
      nawiązałeś z nim jakiś kontakt? Jak chcesz coś zmieniać to spraw by słuchał Cię
      dlatego, ze chce słuchać a nie dlatego że musi. Bo jak widać nie musi i nie
      robi tego.
      • moofka acorn 29.09.05, 14:14
        mądry z Ciebie facet i dobry ojciec
        wiem z doświadczenia, ze nie kzady facet potrafi "obronic" wlasne dziecko przed
        wychowawczymi zapedami partnerow rodzicow
        kazde dziecko - rowniez to z rozbitej rodziny wie dobrze, kto jest jego ojcem
        kto matka, nwet jesli nie ma go na codzien
        dopoki obce osoby nie beda ich udawac, tym bardziej w taki sposob o jakim pisze
        suczynski - bedzie wszystko dobrze
        dziecko moze zaakceptowac partnerke ojca, czy partnera matki, ale jego jako
        rodzica - nigdy
        • acorns zawstydzasz mnie.. ;) 29.09.05, 16:23
          Myślę że partner ojca/matki może nawiązać z dzieciakiem taki kontakt, że będzie
          mu bliższy niż rodzic biologiczny. Ale tu właśnie takiego kontaktu potrzeba a
          nie matkowania lub tatusiowania obcemu dziecku bez jego akceptacji. Dziecko
          bowiem wchodzi w jakieś tam relacje dość spontanicznie. Jeśli córka
          przytuliłaby się do mojej kobiety, chciała z nią rozmawiać o swoich problemach,
          to zaakceptowałaby też wydawane przez nią polecenia i przyjęłą ewentualną
          krytykę. Akceptowałaby dlatego że chce a nie dlatego, że musi bo nie musi i
          dobrze o tym wie.
          • nihiru Re: zawstydzasz mnie.. ;) 30.09.05, 11:53
            o - to mi się podobasmile
            bardzo mądrze powiedzianesmile
          • okrent9 acorns: 12.10.05, 04:35
            piszesz: "Jeśli córka przytuliłaby się do mojej kobiety, chciała z nią
            rozmawiać o swoich problemach, to zaakceptowałaby też wydawane przez nią
            polecenia i przyjęłą ewentualną krytykę."

            No właśnie, ale się nie przytula, bo pewnie ma obawy, że kobieta zabierze jej
            tatusia. I tu właśnie Ty jako rodzic możesz pomóc im obu poprzez zapewnienie
            córki, że ma niepodzielne miejsce w Twoim sercu. Widać tego nie robisz. Pisałeś
            wyżej,że córka ma "zdrowy stosunek do życia towarzyskiego ojca" - czy jakoś
            podobnie sie wyraziłeś. Może to tylko poza, którą Ty bierzesz za rzeczywistość,
            bo tak Ci wygodniej. Zrzucasz odpowiedzialność na "laski", które pojawiają sie
            i znikają. A może Twoja córka boi sie przywiązać do kolejnej "laski tatusia",
            bo podejrzewa - i słusznie - że ta niedługo i tak zniknie z jej życia? I
            dlatego dochodzi do eskalacji niechęci miedzy Twoją córką a kolejną "laską" w
            każdym związku? A Tobie sie wydaje, że jesteś świetnym ojcem, bo dziecku
            pozwalasz na wszystko, i "dla dziecka" wykopujesz z domu i życia kolejną
            kobietę, która może mogłaby dać Twojej córce trochę ciepła? Chyba nie boisz
            się, że w końcu córka pokochałaby macochę bardziej niż kocha Ciebie? bo z tego
            co piszesz, wynika, że wierzysz, iż to możliwe (ja też w to wierzę). Zastanów
            się, czy nie lepiej by było dla Twojej córki, gdybyś zamiast stać z boku i
            przypatrywać się jak dziewczyna się miota po prostu został dla dam swojego
            życia mediatorem?
        • e_r_i_n Re: acorn 01.10.05, 15:35
          moofka napisała:

          > mądry z Ciebie facet i dobry ojciec

          Dobry? Madry? Pozwalajacy na to, zeby dziecko w taki sposob rzadzilo w domu?
          Swoja droga dziwne kobiety na swojej drodze spotyka - znam wiele 'macoch'
          (w koncu sama nia jestem) i praktycznie zadna nie rwie sie do wychowywania
          dziecka swojego faceta.
          • moofka Re: acorn 01.10.05, 15:47
            e_r_i_n napisała:

            > moofka napisała:
            >
            > > mądry z Ciebie facet i dobry ojciec
            >
            > Dobry? Madry? Pozwalajacy na to, zeby dziecko w taki sposob rzadzilo w domu?
            > Swoja droga dziwne kobiety na swojej drodze spotyka - znam wiele 'macoch'
            > (w koncu sama nia jestem) i praktycznie zadna nie rwie sie do wychowywania
            > dziecka swojego faceta.
            ___________________________________
            ja wierze gleboko ze sa dobre macochy
            chociaz ja takich nie znam smile

            a kobiety czy dziwne?
            bylabys zaskoczona jak niskie i podle uczucia potrafi wywolac dziecko innej
            kobiety u tzw. normalnych kobiet
            nie trzeba szukac po patologiach, naprawde...
            • e_r_i_n Re: acorn 01.10.05, 15:58
              Ale tu nie chodzi o dobre/zle macochy. Same byle zony czasami nie moga sie
              zdecydowac i zle, jak sie macocha wtraca, a nie lepiej, jak jest obojetna. Tak
              wiec i z definicja 'dobrej macochy' moglby byc problem wink
              Tak jak mowie - macochy, ktore znam (a sporo ich jest i wsrod nich jest kilka
              macoch calodobowych), nie tyle nawet nie wtracaja sie, co NIE CZUJA potrzeby,
              aby to robic. Bo kretynstwem sa teksty, ze jak sie kocha faceta, to z automatu
              kocha sie jego dziecko i traktuje jak swoje. Wiadomo, ze jak sie mieszka
              z dzieckiem faceta, to chcac nie chcac wplyw na pasierba sie ma - ale to
              naturalne.

              moofka napisała:

              > a kobiety czy dziwne?
              > bylabys zaskoczona jak niskie i podle uczucia potrafi wywolac dziecko innej
              > kobiety u tzw. normalnych kobiet

              Te kobiety sa dziwne- z moich macochowych doswiadczen wynika co innego wink
              Albo acorns ma pecha wink
              A dziecko innej kobiety naprawde nie musi wzbudzac fali negatywnych emocji
              (pozytywnych tez nie) - ale zaakceptowanie jego istnienia to podstawa takiego
              zwiazku.

              Co nie zmienia faktu, ze moim zdaniem acorns popelnia blad dajac corce zbyt
              duze prawa. Czym innym bronic sie przed zbedna ingerencja, czym innym zwykle
              chamstwo.
              • moofka Re: acorn 01.10.05, 16:01
                widze zasadnicza roznice stosunkach

                facet- macocha-dziecko mieszkajace z matka
                a
                facet z dzieckiem- macocha-matka daleko gdzies

                a baba wyzywajaca dziesięcioletnią dziewczynke z rozbitej rodziny
                od najgorszych zasluguje na to, zeby dostac w pysk
                • e_r_i_n Re: acorn 02.10.05, 09:55
                  moofka napisała:

                  > widze zasadnicza roznice stosunkach
                  >
                  > facet- macocha-dziecko mieszkajace z matka
                  > a
                  > facet z dzieckiem- macocha-matka daleko gdzies

                  Oczywiscie, ze jest zasadnicza roznica. Ale tak jak napisalam, znam kilka
                  macoch mieszkajacych z dziecmi swojego faceta i one tez nie wtracaja sie
                  w wychowanie - chyba, ze jakies zasady 'wtracania' wyprawcowali wspolnie.
        • linka9 Re: acorn 01.10.05, 18:20
          moofka napisała:

          > mądry z Ciebie facet

          czytając sporadycznie jego wypowiedzi też kiedyś tak sądziłam

          >i dobry ojciec

          "Dobroć" jak widać mozna rozumieć w rózny sposób. Czy dobrym jest ktoś dlatego,
          że pod hasłem obrony własnych praw zezwala na chamstwo i rękoczyny, w sytuacji
          bynajmniej nie zagrażającej życiu czy zdrowi?

          > wiem z doświadczenia, ze nie kzady facet potrafi "obronic" wlasne dziecko
          przed wychowawczymi zapedami partnerow rodzicow

          Wypadałoby dużymi literami napisać hasło w widoczny miejscu: kobiety wybijcie
          sobie z głów facetów pokroju acorna posiadających juz potomstwo

          >a baba wyzywajaca dziesięcioletnią dziewczynke z rozbitej rodziny
          od najgorszych zasluguje na to, zeby dostac w pysk

          A facet, uważający się za gościa na poziomie zostawiający swoje dziecką z taaką
          babą i jej słownictwem na co zasługuje? Może na to, aby mu córka przywaliła, że
          na JEJ (?) terytorium wpuszcza kogoś takiego?
          Własciwie to tylko patrzeć, jak Młoda będzie lutować na prawo i lewo, jak ktoś
          ośmieli się do niej ostrzej czy nawet chamsko zwrócić. A jak jej za kilka lat
          obcy dorosły zwróci przypadkiem uwagę, że niewłasciwie zachowuje się w miejscu
          publicznym, to ...
      • nihiru Re: Popełniasz błąd... 29.09.05, 14:36
        a nie dopuszczasz do siebie myśli, że być może osoba z zewnątrz ma bardziej
        obiektywne podejście do dziecka niż zapatrzony w jedyną córunię tatuś/mamusia?

        naprawdę uważasz że pyskowanie, wyrzucanie ubrań przez okno, wyzwiska są czymś
        normalnym? że są usprawiedliwone, bo ktoś ośmielił się smarkuli zwrócić uwagę
        żeby odstawiła buty na miejsce?

        Boże! widzisz i nie grzmisz!
        • acorns Re: Popełniasz błąd... 29.09.05, 16:16
          > ktoś ośmielił się smarkuli zwrócić uwagę żeby odstawiła buty na miejsce?

          Nie smarkula, tylko moja córka.

          buty - własność Młodej

          "miejsce" - kawałek podłogi w przedpokoju stanowiącym integralną część domu
          mojego i Młodej

          Ona stawia SWOJE buty w SWOIM domu więc nikt obcy nie będzie jej dyktował gdzie
          ona ma je zostawiać. Nie chodzi tu o te buty tylko o to że to dziecko musi być
          dla rodzica na pierwszym miejscu a nie obcy fagas albo baba. Jak byś się czuł
          (a) gdyby każda baba, która pier. się z Twoim tatusiem wprowadzała swoje
          porządki w domu i rządziła Tobą, a tatuś jej bronił? Dziecko to niby kto?
          Niewolnik? Służący? Obywatel drugiej kategorii? Śmieć jakiś? Młoda broni się w
          pierwszej kolejności sama, bo tak ją nauczyłem. Gdyby została grzecznie
          poproszona o przestawienie butów, przestawiłaby je. Ale to był rozkaz, więc
          został słusznie olany i odpowiednio przez Młodą skomentowany.
          • suczynski Popełniasz błąd...suczynski 29.09.05, 17:59
            acorns a co powiesz na sytuacje gdzie widze jak mlody pokazuje swojej mamie
            ktora jest odwrocona do niego tylem : FUCK YOU , tylko dlatego ze bidna kobieta
            sprzatala po nim balagan w jego wlasnym pokoju ktorego( balaganu) nei chcialo
            mu sie sprzatnac? myslisz ze latwo jest wtedy przejsc obok tego obojetnie?
            czy twoja corka pokazala ci kiedykolwiek fuck you? pewnie nie wiesz .. moze
            rowniez byles odwrocony plecami.
            poza tym ktore dziecko wyzywa matke od sprzataczki ? nie chce tutaj uragac
            niczyjej godsnosci ale mimo wszystko
            dzieciak ma komfortowe warunki
            nie jest bity
            nie jest szarpany
            nie krzyczymy na niego
            jedyne co to zakaz wyjscia na dwor i brak kieszonkowych
            wczesniej napisalem ze nie jestem az tak silnie zwiazany emocjonalnie ALE Z
            dzieckiem...
            z matka jak najbardziej .. i dlatego boli mnie to jak ten mlodzian ktoremu
            poprzewracalo sie w glowie rozstawia ja po katach
            TO MNIE BOLI
          • mamapiotra Re: Popełniasz błąd... 29.09.05, 19:30
            ty widzisz to w ten sposób, ze jest to dom twój i córki. kobiety, które z wami mieszkaja moga to widziec tak: to jest twój dom, a ty zapraszasz je do wspólnego tworzenia waszego zycia. tworzenia partnerskiego zwiazku. a nie ładnego wpisania sie w role sprzataczki, kucharki i co tam jeszcze zeby tobie i dziecku było wygodnie.
            swija droga, gdyby ktos wyrzucił moje rzeczy przez okno, to ja jego rzeczy tez bym wyrzuciła. ciekawe, co bys wtedy zrobił? jeszcze spokojnie bym czekała na reakcje.
            • mamapiotra Re: Popełniasz błąd... 29.09.05, 19:36
              a swoja droga, to wchodzac do twojego domu trzeba stac sie matka twojego dziecka. bycie matka nie polega na ustawianiu dziecka wg. własnego widzimisie, ale zaprzyjaznieniu sie z nim i próbie zrozumienia go.
              • moofka Re: Popełniasz błąd... 29.09.05, 20:22
                mamapiotra napisała:

                > a swoja droga, to wchodzac do twojego domu trzeba stac sie matka twojego
                dziecka.
                _____________________________
                nieprawda
                od tego, ze jakas pani sypia z tatusiem nie staje sie mamusia
                i nie musi sie starac, nikt od niej tego nie oczekuje
                a pewnie najmniej sam glowny zainteresowany czyli dziecko
          • nihiru Do acorns 30.09.05, 11:52
            Primo - być może mylnie, ale z Twojego postu wywnioskowałam, ze te kobiety są w
            Twoim domu kimś więcej niż tylko gościem.
            Jesli faktycznie nie mieszkają u Ciebie w domu, to nie widze powodu żeby się
            wtrącały. Jeżeli jednak mieszkają, to są już na prawach domownika i prawa te
            IMHO są już trochę większe. Obejmują np.: prawo do zwrócenia innym domownikom
            uwagi, żeby pilnowali porządku.

            secundo: nic, ale to absolutnie NIC, nie usprawiedliwia zachwania które
            opisałeś: wyzwiska, wyrzucanie cudzych rzeczy, złośliwości. Czym innym jest
            obrona swojego terytorium i swoich praw, a czym innym zwykłe chamstwo - wybacz
            że mówię tak wprost, ale jestem naprawdę zbulwersowana tym, że ojciec widzi u
            swojej córki taki brak szacunku dla innych, i nie tylko jej tego nie zabrania,
            ale jeszcze POCHWALA.

            tertio: z tego co piszesz wynika, że kobiety które przyprowadzasz do domu,
            uważasz tylko za "baby do rż...cia", które mają zrobić swoje i najlepiej wyjść
            bez słowa. Nie dziwię się w takim razie, że przewinęło się ich (co najmniej)
            kilka - która kobieta zniesie takie traktowanie?

            PS.: wybacz tą smarkulę, ale chciałam, żebyś wziął pod uwagę, że nie dla
            każdego Twoja córka jest - jak dla Ciebie - pępkiem świata, i inni nie mają
            powodów, aby się nią tak bezkrytycznie zachwycać. Nie chciałam jej obrazić.


            Jeśli mogę sobie pozwolić na wnioski - bo w końcu mogę się mylić - to
            sugerowałabym, żebyś przemyślał celowość przyprowadzania do domu każdej panny
            którą, którą masz ochotę bzyknąć. Pomijając wszelkie inne względy - z pewnością
            nie jest to dobry przykład dla Małej w kwestii budowania trwałych związków.

            Przepraszam, jeśli się za dużo wymądrzałam. życzę powodzenia.
            • acorns Re: Do acorns 30.09.05, 12:51
              > Primo - być może mylnie, ale z Twojego postu wywnioskowałam, ze te kobiety są
              > w Twoim domu kimś więcej niż tylko gościem.

              Tak. Są kimś więcej. Mają też prawo zwrócić uwagę. Ja też zwracam uwagę jak w
              przedpokoju stoi rower, leżą rolki, 3 pary butów, plecak i nic z tego nie jest
              moje a ja nie mogę przejść. Tylko czymś innym jest prośba a czymś innym rozkaz.
              Budowanie związku ze mną nie daje kobiecie prawa do zwierzchnictwa nad moją
              córką. Ja sam nie uważam się za jej zwierzchnika. Jesteśmy na równych prawach.

              > secundo: nic, ale to absolutnie NIC, nie usprawiedliwia zachwania które
              > opisałeś: wyzwiska, wyrzucanie cudzych rzeczy, złośliwości. Czym innym jest
              > obrona swojego terytorium i swoich praw, a czym innym zwykłe chamstwo.

              Moja córka była wyzywana między innymi od siusiumajtków, małych dziwek, suk,
              kretynek, pier. lampucer, szczylów itp. To daje jej prawo do przywalenia przez
              łeb. Wyrzucanie rzeczy zdarzyło się raz. Po prostu moja ex wzięła się pod moją
              nieobecność za zaprowadzanie nowych porządków w domu i pokazywanie Młodej kto
              tu rządzi. Pierwsze rzeczy wyleciały przez zamknięte okno czego efektem była
              zbita szyba. Roztrzaskały telefon, zwaliły półkę w łazience, potłukły kilka
              naczyń, pobiły się. I po co to było? Córka nie zaczęła awantur. A to że się nie
              dała zdominować będę pochwalał. Miała rację.

              > Jeśli mogę sobie pozwolić na wnioski - bo w końcu mogę się mylić - to
              > sugerowałabym, żebyś przemyślał celowość przyprowadzania do domu każdej panny
              > którą, którą masz ochotę bzyknąć. Pomijając wszelkie inne względy - z
              pewnością
              >
              > nie jest to dobry przykład dla Małej w kwestii budowania trwałych związków.

              Takie panienki nie goszczą w moim domu. Najlepiej się czują bowiem w krzakach
              za remizą w której odbywa się dyskoteka albo na tylnym siedzeniu samochodu.
              Stały związek nie może oznaczać dla dziecka ograniczania jej swobody ani
              rywalizacji o mnie. Nie chodzi o rżnięcie. To nie wystarczy do budowania
              stałego związku. Jeśli problemy są teraz to co będzie za 4 lata, kiedy w domu
              będzie piętnastolatka? Ja nie potrzebuję wojen domowych. Przez tyle lat
              dopracowaliśmy bowiem z córką sposób na życie w jednym domu bez ustalania
              hierarchii ani wchodzenia sobie w drogę. A tu ktoś nagle próbuje tę hierarchię
              wprowadzić automatycznie dając Młodej najniższą pozycię. Gdyby urodziło się
              drugie dziecko, pozycja Młodej spadłaby jeszcze niżej a stąd już prosta droga
              do zejścia córki na złą drogę. Będzie szukała akceptacji i wsparcia poza domem
              a czym to grozi wiemy wszyscy. Pożar łatwiej zdusić gdy jest jeszcze niewielkim
              płomyczkiem. Jeśli widzę co jest teraz, łatwo mi przewidzieć co będzie za kilka
              lat.
              • nihiru Re: Do acorns 30.09.05, 12:58
                Na to mam tylko jedną odpowiedź:

                chyba masz potężnego pecha do kobietsmile
              • linka9 Re: Do acorns 30.09.05, 23:15
                acorns napisał:
                > Tylko czymś innym jest prośba a czymś innym rozkaz.

                Czyli w sumie córka decyduje, czy zechce wziąć te buty z przjścia czy nie?

                > Budowanie związku ze mną nie daje kobiecie prawa do zwierzchnictwa nad moją
                > córką.

                Ale już wspólne mieszkanie pewne prawa daje.

                >Ja sam nie uważam się za jej zwierzchnika. Jesteśmy na równych prawach.

                No, no ... równe prawa ...

                > Moja córka była wyzywana między innymi od siusiumajtków, małych dziwek, suk,
                > kretynek, pier. lampucer, szczylów itp.

                To Twoje preferencje widoczne są czarno na białym, skoro sprowadzasz sobie
                "panienki" używające takiego słownika i córkę też namawiasz do śpiewania z
                grubej rury.

                > To daje jej prawo do przywalenia przez
                > łeb.

                Całe szczęście, że nie wszyscy tak sądzą. A może to źle? Ktoś w końcu palnąłby
                Ciebie lub Twoją córkę i byłoby po sprawie.

                > Pierwsze rzeczy wyleciały przez zamknięte okno czego efektem była
                > zbita szyba. Roztrzaskały telefon, zwaliły półkę w łazience, potłukły kilka
                > naczyń, pobiły się. I po co to było?

                coraz ciekawiej ...

                >Córka nie zaczęła awantur. A to że się nie
                > dała zdominować będę pochwalał. Miała rację.

                Tak, za łeb, za szyję ..., kiedyś padnie na tatusia.

                > Stały związek nie może oznaczać dla dziecka ograniczania jej swobody ani
                > rywalizacji o mnie.

                Daj sobie spokój z kobietami, wszystkim to wyjdzie na zdrowie.

                > Jeśli problemy są teraz to co będzie za 4 lata, kiedy w domu
                > będzie piętnastolatka?

                Dokładnie, co??? Skoro 10-latka pozwala sobie bezkarnie na takie burdy.

                > A tu ktoś nagle próbuje tę hierarchię
                > wprowadzić automatycznie dając Młodej najniższą pozycię.

                To po diabła tego "ktosia" sprowadzasz do domu? Żeby przed Młodą się kłaniał,
                usługiwał i potykał na jej butach?

                > Gdyby urodziło się
                > drugie dziecko, pozycja Młodej spadłaby jeszcze niżej a stąd już prosta droga
                > do zejścia córki na złą drogę.

                No, mówię: zimny prysznic pozostaje.

                >Będzie szukała akceptacji i wsparcia poza domem
                > a czym to grozi wiemy wszyscy. Pożar łatwiej zdusić gdy jest jeszcze
                niewielkim płomyczkiem.

                Wszelkie uczucia (a są takie?) do kobiet - też.

                >Jeśli widzę co jest teraz, łatwo mi przewidzieć co będzie za kilka
                > lat.

                Nam też łatwo, niestety.
            • acorns Re: Do acorns 03.10.05, 11:34
              Masz dużo racji. Laski na jedną noc nie goszczą w moim domu, ponieważ najlepiej
              czują się w krzakach za remizą w której odbywa się zabawa. Jeśli kobieta
              wprowadza się do mojego domu, jest kimś więcej. Zdecydowanie więcej. Co nie
              znaczy, że pozwolę wprowadzać pruską dyscyplinę. Nie uczyłem córki poddaństwa
              wobec każdego tylko dlatego że jest starszy. Nie każdy starszy zasługuje na
              szacunek. A na chamstwo odpowiadam chamstwem i dziecko nauczyłem tego samego.
              To co Młoda zrobiła to nie był atak tylko OBRONA.
              • acorns Źle podpiąłem... 03.10.05, 11:37
              • nihiru Re: Do acorns 03.10.05, 11:46
                A na chamstwo odpowiadam chamstwem i dziecko nauczyłem tego samego

                Nie jest to najlepsza metoda, ale lepsza taka niż żadna.
                Zastanawiam się tylko, czy Twoja córka zawsze będzie umiała ocenić, co jest
                chamstwem a co nie. Bo często widać ludzi, którzy na normalne zachowanie
                odpowiadają agresywnie.

                No i w dlaszym ciągu nie jestem w stanie zrozumieć, jak można sprowadzać sobie
                do domu kobietę która wyzywa dziecko od takich owakich...
                • acorns Re: Do acorns 04.10.05, 11:20
                  No to właśnie po takich tekstach następuje koniec. Gdybym wiedział, że tak się
                  to skończy, nie zaczynałoby się w ogóle. Ale na razie pojawiło się "światełko w
                  tunelu" i myślę, że tym razem będzie OK.
                  • nihiru Re: Do acorns 04.10.05, 12:10
                    ...czego Tobie i Twojej córce serdecznie życzę
                    • acorns Re: Do acorns 09.10.05, 11:11
                      Dzięki wielkie smile
                      Myślę, że będzie dobrze. Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego
                      siedemnastoletnia dziewczyna, która edukację skończyła na gimnazjum może być
                      tak fajną, ciepłą i sympatyczną osobą, a kobieta 25 lat z wykształceniem
                      wyższym okazuje się najczęściej zaborcza, wredna i wyrachowana. Dlaczego
                      kobiety w wieku ok 30 lat potrafiące zająć się domem, dziećmi od razu muszą być
                      zapuszczone, zgęsiałe, gderające, a taka siedemnastolatka opiekująca się
                      siedmiorgiem młodszego rodzeństwa może wyglądać bardzo dobrze i być ciekawą
                      osobą widzącą cokolwiek innego poza garami, praniem brudów i podcieraniu tyłków
                      dzieciakom? Fajnie, że trafiła mi się taka sąsiadka. Znajdzie się dla niej
                      miejsce w domu, który właśnie buduję. Ona potrafiła się zakumplować z moją
                      córką nie podważając jednocześnie jej pozycji w rodzinnym domu. Żadna inna
                      kobieta tego nie zrobiła. Zamiast tego były próby zgnojenia Młodej i
                      pokazywania jej kto tu rządzi. Okazuje się, że może być inaczej. I oby tak było.
                  • alcoola Re: Do acorns 05.10.05, 12:30
                    Przeczytawszy Twoje opisy zachowań córki, nasuwa mi się jedynie
                    określenie "rozwydrzone dziewuszysko". Oj, da Ci ona jeszcze popalić, da. Skoro
                    ma dopiero 10 czy 11 lat, to wszystko przed Tobą.
                    • acorns Re: Do acorns 09.10.05, 11:18
                      Czemu miałaby mi dać popalić? Nie mamy żadnych problemów z porozumieniem. Nie
                      zamykam się na jej znajomych, na muzykę której ona słucha, nie zamykam się na
                      jej problemy, nie dołuję jej w momencie w którym ona potrzebuje wsparcia, nie
                      krytykuję jej kiedy potrzebuje aprobaty. U nas jest ogólnie luz i tak
                      pozostanie. Przeciw czemu miałaby się buntować? Ona swój bunt kieruje przeciw
                      zaprowadzaniu nowych porządków w domu zgodnie z zasadą "nic o mnie beze mnie".
                      Z nią można się dogadać bez problemu, trzeba tylko chcieć. I zawsze tej chęci
                      brakowało. Zamiast tego była chęć zgnojenia Młodej, zdominowania jej,
                      narzucenia jej swojej woli. To się musiało tak skończyć zawsze. Ja sam nie
                      wyznaję zasady, że dziecko ma być posłuszne, uległe i zawsze podporządkowane
                      dorosłym. Nie zawsze ona się ze mną zgadza ani ja z nią. Potrafimy jednak ze
                      sobą rozmawiać i dojść do porozumienia bez wzajemnego narzucania sobie
                      czegokolwiek więc czemu ktoś miałby to burzyć? Zamiast żreć się wzajemnie o
                      drobiazgi i pozwalać, żeby one zawładnęły całym naszym życiem, wolimy stracić
                      energię poprzez nasze hobby i przymknąć oko na te porozwalane w przedpokoju
                      buty i na pozalewaną łazienkę.
                      • nihiru Re: Do acorns 11.10.05, 10:07
                        No to już widzę gdzie lezy problemsmile.

                        Jesteś typowym facetem, organicznie niezdolnym do zauważania kurzu pod łóżkiem
                        i brudnych okiensmile.
                        Mężczyźni tak już mają, że im nie przeszkadzają brudne skarpetki na podłodze
                        czy stos naczyń w zlewie, a bardzo nieliczne wyjątki jakie znam , to
                        patologiczni pedanci.

                        Pewnie za późno już na "nawracanie" Ciebie na docenianie czystości i porządku,
                        ale pomyśl może czasem, że jak kobieta wydaje polecenie poukładania swoich
                        rzeczy, to nie po to żeby kogoś "zgnoić", tylko po to, żeby w domu był porządek.

                        Ps. Nie wiem, jakie kobiety spotykasz, ale zbliżam się do 30-tki i jak na razie
                        nie jestem ani zapuszczona, ani zaborcza, ani gderliwa, mimo że mam wyższe
                        wykształceniesmile. Wśród koleżanek też nie zauważyłam takich objawów.
                        Proponuję zmienić towarzystwosmile.
          • okrent9 no, acorns... teraz to już 12.10.05, 04:47
            przesadziłeś! Piszesz: "Nie chodzi tu o te buty tylko o to że to dziecko musi
            być dla rodzica na pierwszym miejscu a nie obcy fagas albo baba. Jak byś się
            czuł (a) gdyby każda baba, która pier. się z Twoim tatusiem wprowadzała swoje
            porządki w domu i rządziła Tobą, a tatuś jej bronił?"

            To piękny przykład dajesz swojej młodej. Jeśli masz takie podejście, że każda
            kobieta z którą się spotykasz, to jakaś tam "baba" (to słowo zaraz po
            słowach "obcy fagas" jest wyraźnym pejoratywem), i każda "baba" się z
            Tobą "pier."... to się musi jakoś ujawniać w Twoim zachowaniu, więc nic
            dziwnego, że córka uważa każdą kolejną kobietą wchodzącą z Tobą do domu za
            dziwkę, osobę gorszej kategorii! I czego oczekujesz? :\ Gdybyś przyprowadzał do
            domu tylko kogoś, kogo sam szanujesz, to i córka by taką osobę szanowała i
            byłaby bardziej skłonna do negocjacji na temat "porządków we własnym domu". A
            tak dziewczyna nie ma żadnych pozytywnych przykładów. Sama jest kobietą. Czy
            chcesz, żeby dorosła w przekonaniu, że wszystkie kobiety to niegodne szacunku
            dziwki? Wiesz, czym to się może skończyć? Tym, że kiedyś zakocha się w facecie,
            który samotnie wychowuje córkę, i ta córka wytrze sobie jej ręcznikiem do
            twarzy tyłek, bo do czego innego może się nadawać ręcznik kogoś, kto "pier."
            się z jej tatusiem?

            Żal mi Twojej córki. sad
      • burza4 Re: Popełniasz błąd... 30.09.05, 20:59
        Porażasz mnie...

        ręce opadają - o ile w przypadku przelotnych "lasek" poniekąd można przymknąć
        oko na zachowanie twojej córki - o tyle - jeślikiedykolwiek będziesz planował
        normalny związek - już nie.

        Jako matka nie wyobrażam sobie, żeby dziecko np. przerywało rozmowę dorosłych -
        czy to z moim mężem, czy ze znajomymi, czy z kominiarzem - bo to zwykły brak
        kultury. Co więcej - uważam, żę NORMALNE jest że dziecko (a szczególnei
        nastolatka) źle się czasem czuje w domu - szczególnie wtedy kiedy musi coś
        zrobić - i to niezależnie od tego, czy prosi "laska" czy biologiczni rodzice. A
        czasem trzeba, bo takie jest życie i lepiej się przyzwyczaić do oczywistej
        prawdy - że z innymi trzeba się liczyć.

        Utrzymanie równowagi między partnerem a dzieckiem jest bardzo trudne. Z jednej
        strony - dziecko to moja krew i odruchowo się je usprawiedliwia, ale z drugiej -
        to DZIECKO, a my - dorośli - i to do nas ma się dostosować - a nie my do niej.
        Nie można tworzyć zdrowej rodziny - jeśli to jest układ rodzc+dziecko a z boku
        partner, rodzina to rodzice (nawet jeśli to rodzic i opiekun) + dziecko. Żaden
        partner na dłuższą metę nie zniesie tego, że stoi na podrzędnej pozycji i że
        jego potrzeby, czy zdanie się nie liczą.

        Owszem - partner powinien akceptować dziecko - ale bez przesady - czy to znaczy
        że bezkrytycznie? Co innego jeśli ktoś się czepia bezpodstawnie - ale bycie
        fleją, czy znoszenie fanaberii, czy pyskówki smarkatej - to już nie jest nic.
        Ty możesz sobie pozwolić na nie reagowanie - twoja sprawa, ale trzeba zdać
        sobie sprawę również z tego - że zachowanie tego dziecka nie dotyczy już tylko
        jej i ciebie - ale i partnerki - jeśli zaprosiłeś ją do waszego życia. Wiem, że
        mój mąż patrzy na moją córkę mniej życzliwym wzrokiem - ale wiem też, że ja
        sama - zaślepiona - paru rzeczy nie zauważyłam i DOBRZE, że zwrócił mi na to
        uwagę. Reaguję ostro - kiedy się zwyczajnie czepia. Dociera do mnie, że
        popełniłam błędy - i ty tez je popełniasz, tylko nie dajesz nikomu prawa żeby
        je tobie uświadomił.

        Zgadzam się w jednym - zachowanie córki to nie jej wina. To twoja wina. Ale
        twoje poglądy nie powinny mnie dziwić, teraz sobie przypomniałam z innych
        postów, że jesteś zwolennikiem kompletnego bezhołowia w wychowaniu...
        • falka32 Re: Popełniasz błąd... 01.10.05, 11:13
          > Jako matka nie wyobrażam sobie, żeby dziecko np. przerywało rozmowę dorosłych
          - czy to z moim mężem, czy ze znajomymi, czy z kominiarzem - bo to zwykły brak
          > kultury. Co więcej - uważam, żę NORMALNE jest że dziecko (a szczególnei
          > nastolatka) źle się czasem czuje w domu - szczególnie wtedy kiedy musi coś
          > zrobić - i to niezależnie od tego, czy prosi "laska" czy biologiczni rodzice.
          A czasem trzeba, bo takie jest życie i lepiej się przyzwyczaić do oczywistej
          > prawdy - że z innymi trzeba się liczyć.

          słuchaj, burza, a co, jeżeli dziecko jest nienormalne? Mój syn na przykład
          przerywa rozmowy dorosłych nie ze względu na wychowanie tylko ze względu na
          swoją własną specyfikę i prawodopodobnie będzie mu to dolegało do końca życia.
          Nie jest to tylko moja prywatna opinia, tylko jest potwierdzona przez
          specjalistów i jest to tylko jedno z wielu upierdliwych zachowań, jakie młody
          prezentuje. Tylko że jeżeli mój narzeczony nie przyjmuje tego do wiaodmości i
          twierdzi, że lepiej ode mnie (która znam dziecko przez całe życie) wie, co na to
          pomoże a pomóc ma regularny opiernicz, szlabany i inne kary - to ja mam się na
          to zgodzić? On wie lepiej (tak jak suczyński), ze dziecko nie jest zaburzone,
          tylko rozpieszczone i że to moja wina. A ja wiem, ze próbując go zadowolić i
          postępując tak, jak on proponuje, zrobię swojemu dziecku wyłącznie krzywdę.
          W tym wypadku nie ma mowy o kompromisie, bo ja mogę tłumaczyć, ale nie ustąpię,
          ponieważ moje dziecko też ma pewne prawa i ja jestem od tego, zeby ich bronić.

          > Utrzymanie równowagi między partnerem a dzieckiem jest bardzo trudne. Z jednej
          > strony - dziecko to moja krew i odruchowo się je usprawiedliwia, ale z drugiej
          > - > to DZIECKO, a my - dorośli - i to do nas ma się dostosować - a nie my do niej.
          > Nie można tworzyć zdrowej rodziny - jeśli to jest układ rodzc+dziecko a z boku
          > partner, rodzina to rodzice (nawet jeśli to rodzic i opiekun) + dziecko. Żaden
          > partner na dłuższą metę nie zniesie tego, że stoi na podrzędnej pozycji i że
          > jego potrzeby, czy zdanie się nie liczą.


          Ja uważam, że jeżeli osoba z zewnątrz wkracza w zastany już układ rodzic -
          dziecko, to nie może być tak, że to dziecko zawsze musi się dostosować. Choćby z
          tego prostego powodu, ze w tedy dajesz dziecku jasno do zrozumienia, że nowy
          partner jest dla ciebie ważniejszy od niego. A jak zmieni się partner? To znowu
          ktoś inny jest ważniejszy. Dziecko uczy się, ze dla rodzica nie jest wazne, nie
          zasługuje na szacunek samo z siebie i nie może na niego liczyć.
          Nie oznacza to, ze partner musi być na pozycji podrzędnej, ale dorosli powinni
          być świadomi, że dziecko jest tak samo ważnym domownikiem, jak każde z nich i że
          nie mogą traktować go członka rodziny drugiej kategorii. Że potrzeby dziecka są
          równie ważne jak potrzeby partnera. I że to dorośli są mądrzejsi i powinni się
          między sobą i również z dzieckiem dogadać. Przynajmniej ja nie wyobrażam sobie
          zebym mogła narazić istotne potrzeby mojego dziecka (choćby potrzebę stabilności
          i przewidywalności i zaufania) i zmieniać ustalone wcześniej zasady wychowawcze
          dlatego, ze mój partner sobie tak zażyczył, nie biorąc pod uwagę potrzeb innych.

          • burza4 Re: Popełniasz błąd... 01.10.05, 17:28
            > słuchaj, burza, a co, jeżeli dziecko jest nienormalne? Mój syn na przykład
            > przerywa rozmowy dorosłych nie ze względu na wychowanie tylko ze względu na
            > swoją własną specyfikę i prawodopodobnie będzie mu to dolegało do końca życia.

            Temat jest śliski jak wspomiałam - bo nie da sie w kilku słowach oddać CAŁEGO
            obrazu. Co znaczy "nienormalny"? Jednak - przepraszam ale opinia specjalisty
            nie jest dla mnie miarodajna, taki ktoś widzi dziecko godzinę i ma wiedzieć
            lepiej niż domownicy? Specyfika specyfiką, ale dziecko pozwala sobie na tyle -
            na ile MY mu pozwalamy. Moja przyjaciółka np. mówi, że jej dziecko "nie da się"
            zapiąc w fotelik samochodowy. Dla mnie jest to niepojęte.

            Są dwa aspekty sprawy - z jednej strony partner nie kocha (i nie będzie kochał)
            naszego dziecka za nic, dziecko też musi zapracować sobie na jego sympatię (i
            vice versa), a co za tym idzie - partner widzi nasze dziecko bez różowych
            okularów, bardziej obiektywnie; z drugiej - niestety nie ma w sobie
            automatycznej pobłażliwości typowej dla rodziców, bywa więc niesprawiedliwy i
            zanadto wymagający - szczególnie jeśli własnych dzieci nie ma i nie wie jak się
            potrafią zachować.

            > Ja uważam, że jeżeli osoba z zewnątrz wkracza w zastany już układ rodzic -
            > dziecko, to nie może być tak, że to dziecko zawsze musi się dostosować.
            Choćby z tego prostego powodu, ze w tedy dajesz dziecku jasno do zrozumienia,
            że nowy partner jest dla ciebie ważniejszy od niego.


            Nie pisałam, że dziecko ZAWSZE ma się dostosowywać do partnera - nic podobnego!
            ale powinno się dostosować do jakichś norm zachowania, tak w ogóle, nie tylko w
            domu.

            Bronię córki kiedy uważam to za słuszne, zresztą najczęściej staję po jej
            stronie - ale kiedy pozwala sobie na zbyt wiele - ucinam to krótko. Niezależnie
            czy robi to w stosunku do mojego męża, babci czy kogokolwiek.

            > Nie oznacza to, ze partner musi być na pozycji podrzędnej, ale dorosli powinni
            > być świadomi, że dziecko jest tak samo ważnym domownikiem, jak każde z nich i
            że nie mogą traktować go członka rodziny drugiej kategorii.

            Jedna uwaga - tak na marginesie - ale jedna rzecz mnie zastanawia -
            w "normalnej" biologicznej rodzinie dziecko JEST podporządkowane rodzicom i
            już, nie ma mowy o partnerstwie (i nie powinno być, bo to nie miejsce na takie
            relacje) - i niby dlaczego w rekonstruowanej rodzinie miałoby być inaczej? CO
            NIE ZNACZY ŻE DZIECKO JEST NIEWAŻNE, chodzi tylko o to, że nie może dyktować
            swoich zasad.


            Dziecko potrzebuje stabilizacji, z pewnością nie ciągu kolejnych partnerów -
            ale to oznacza również, że dziecko+rodzic muszą się dostosować również do tego
            obcego, a nie tylko oczekiwać, że "obcy" będzie wspierał, pomagał, troszczył
            się - ale nie ma prawa czegokolwiek oczekiwać.

            Przynajmniej ja nie wyobrażam sobie
            > zebym mogła narazić istotne potrzeby mojego dziecka (choćby potrzebę
            stabilnośc i> i przewidywalności i zaufania) i zmieniać ustalone wcześniej
            zasady wychowawcze> dlatego, ze mój partner sobie tak zażyczył, nie biorąc pod
            uwagę potrzeb innych

            Jakie potrzeby? jeśli np. partner zwraca uwagę matce że rozpieściła dziecko, bo
            10-latek nie umie sobie zrobić kanapki albo np. że błyskawicznie odpuszcza
            dziecku karę - to już jest zły?

            NIe wiem o jakiej zmianie zasad wychowawczych piszesz, przypuszczam, że twój
            nie zaczął domagać się wprowadzenia kar cielesnych, tylko chodziło o innego
            kalibru sprawy?
            • falka32 Re: Popełniasz błąd... 01.10.05, 18:19
              Co znaczy "nienormalny"? Jednak - przepraszam ale opinia specjalisty
              > nie jest dla mnie miarodajna, taki ktoś widzi dziecko godzinę i ma wiedzieć
              > lepiej niż domownicy? Specyfika specyfiką, ale dziecko pozwala sobie na tyle -
              > na ile MY mu pozwalamy. Moja przyjaciółka np. mówi, że jej dziecko "nie da się"
              >
              > zapiąc w fotelik samochodowy. Dla mnie jest to niepojęte.
              >

              Rozumiem. Dla ciebie nie ma czegoś takiego jak jakiekolwiek zaburzenia - czy to
              neurologiczne, czy jakiekolwiek inne. Jest tylko dziecko rozpuszczone albo
              normalne. A czy do lekarza też nie chodzisz, bo skoro lekarz widzi cię 15 minut,
              to nie może lepiej niż ty wiedzieć co ci dolega? Gratulacje. Przepraszam, ale ta
              twoja wypowiedź nie pozwala mi na dalszą rzeczową dyskusję z twoimi argumentami.

              "NIe wiem o jakiej zmianie zasad wychowawczych piszesz, przypuszczam, że twój
              > nie zaczął domagać się wprowadzenia kar cielesnych, tylko chodziło o innego
              > kalibru sprawy?"
              Przeczytaj sobie moje posty jeszcze raz, nie chce mi się powtarzać.
      • okrent9 acorn, to Ty popełniasz błąd... 12.10.05, 04:22
        większy niż Suczyński. On może za wcześnie albo w nieodpowiedni czy
        nieprzemyślany sposób chciał doprowadzić do tego, by dziecko partnerki
        szanowało podstawowe zasady kultury osobistej, szacunku dla starszych itd.
        Pisał w piewszym poście o "proszeniu" dziecka o pościelenie łóżka i
        o "proszeniu" dziecka o podniesienie brudnych skarpetek, i o "proszeniu" o
        wyniesienie śmieci, itd. Taki "ostry"! Ty natomiast pochwalasz u swojej córki
        (swoją drogą ciekawa jestem, w jakim wieku jest córka) całkowite ignorowanie
        podstawowych zasad współżycia w rodzinie i społeczeństwie. I jeszcze chwalisz
        się tutaj, że kiedy Twoja "laska" zwraca jej uwagę, wtedy Twoja córka posuwa
        się do tak prymitywnych i chamskich zagrywek jak podcieranie tyłka ręcznikiem
        do twarzy! Wybacz, ale sam sobie wystawiasz świadectwo. Świadectwo braku
        kultury. Jednak wolałabym, żeby ojczymami byli ludzie tacy jak Suczyński.
        • acorns Re: acorn, to Ty popełniasz błąd... 12.10.05, 12:40
          Z pewnością masz sporo racji, ale nie do końca. Może ja trochę źle się
          wyraziłem w niektórych momentach. Nie traktuję kobiet jak dziwki. Dziwkę dyma
          się w krzakach albo na tylnym siedzeniu samochodu, a nie zaprasza do domu.
          Jeśli zapraszam kobietę do domu i chcę, żeby ona tam zamieszkała to chcę czegoś
          więcej niż nadstawienia dupy w krzakach nad Wisłą. Bycie ojczymem albo macochą
          to nie jest zadanie łatwe. Trzeba się jakoś wpasować w relacje rodzic - dziecko
          i to w sposób w miarę możliwości najmniej konfliktowy. Młoda za kilka dni
          kończy 11 lat. Ja nigdy nie nakazywałem ani nie zakazywałem. Zawsze prosiłem
          albo wspólnie coś ustalaliśmy. Jeśli teraz pojawia się ktoś trzeci, nie
          powinien tego zmieniać. Wspólnie ustalamy zasady współżycia rodzinnego. Nie
          jest i nie będzie tak, zę ja z moją aktualną kobietą albo ona niezależnie ode
          mnie coś sobie będziemy ustalać a Młoda ma się bezwzględnie podporządkować.

          Młoda w żadnym wypadku nie boi się, że straci swoją pozycję bo wie, że jej nie
          straci. Wielokrotnie się o tym przekonała. Ona jest taka, że się nie podda ani
          nie podporządkuje. Poproszona o coś zrobi to i nie ma w ogóle żadnego problemu.
          Ale jeśli ktoś dokładnie tę samą rzecz jej każe zrobić to będzie wojna. Ona
          jest dobrym psychologiem i jak jej coś nie pasuje to tak robi, żeby kogoś max.
          wkur...ć. Rzeczy typu sikanie komuś w buty podłapała na budowie na której
          pracowałem. Mieliśmy takiego lamusa, kabla i nikt go nie lubił. Młoda jak ze
          mną jeździła to widziała jakie numery mu robili i niestety zapamiętała.

          Na szacunek Młodej trzeba sobie zasłużyć. Ona nie będzie kogoś szanowała z
          założenia. Wie o tym dobrze, że nawet osobę, którą ja bardzo poważam, ona może
          traktować jak goowno (oczywiście nic takiego jeszcze miejsca nie miało). Ja to
          ja, ona to ona. Oboje mamy swój rozum, swoje charaktery i tak powinno być.
          Teraz buduję z uporem maniaka dom na wsi. Spotykam się z sąsiadką zza płota. Z
          tą dziewczyną Młoda już się zaprzyjaźniła. Nawet już razem się wczoraj kąpały a
          to oznacza u Młodej bliski stopień przyjaźni. Dotychczas żadna moja kobieta nie
          miała nawet prawa wejść do łazienki jak Młoda się kąpała. Nawet plecy ja
          musiałem jej myć. A teraz jak się okazuje może być inaczej. To, że się nie
          udawało wcześniej to była tylko i wyłącznie wina kobiet. Czy tak im było trudno
          porozmawiać z Młodą, żeby nie zdejmowała butów w biegu na środku przedpokoju?
          Czy musiały od razu jej rozkazywać "proszę sprzątnąć te buciory"? Jak to się
          kończyło już pisałem. Teraz jak moja dziewczyna ma okres, Młoda jej idzie do
          sklepu po Ibuprom. Sama z własnej inicjatywy. I nawet potrafi specjalnie dla
          niej zrobić taką sałatkę jaką ona lubi i tylko ona. Można żyć w zgodzie, ale
          trzeba chcieć. Życie rodzinne nie polega na wiecznym rozdzielaniu i godzeniu
          zwaśnionych stron. Dom to nie ring. Nie chcę być mediatorem i stawać pomiędzy
          dwoma rozjuszonymi babami. Wcale się nie obawiam, że ona pokocha macochę
          bardziej niż mnie. Ja bardzo chcę, żeby którąś kobietę wreszcie pokochała. Już
          są pierwsze symptomy dojrzewania. Na razie parę włosków tam na dole i
          powiększone sutki. Myślę, że jeszcze pół roku i będzie okres. Wolę, żeby te
          tematy przerabiała z jakąś kobietą a nie ze mną. Bo co ja mam o tym wiedzieć?
          Teoria tylko i kasę na podpaski jej dam ale to nie wystarczy. Zaczną się też
          chłopaki i miłości a ja o kobiecych uczuciach wiem bardzo niewiele. Ciężko mi
          będzie jej coś doradzić, bo daną sytuację będę odnosił do siebie a jestem
          przecież facetem więc u mnie to inaczej wszystko. Ale myślę, że będzie dobrze.
    • mara73 Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 19:59
      Suczynski sama jestem mama ,ktora niesfornemu 4 latkowi "zafundowala" ojczyma i on zdaje sie ma
      akurat takie samo podejscie do mojego dziecka jak Ty do syna swojej partnerki i zgadnij co? Bardzo
      powaznie mysle o rozstaniu, nie z synem oczywisciewink ale jak sytuacja sie nie zmieni zwyczajnie "temu
      panu juz podziekuje". I on tez spotyka sie z moim sprzeciwem, oburzeniem i krytyka! Dlaczego? Bo
      nigdy nie probowal a) zblizyc sie do mojego syna, b) okazac mu ciepla, zrozumienia i chociaz odrobiny
      czulosci
      czy tolerancji. I oczywiscie on tez czuje ogromna satysfakcje kiedy maly cos zbroismile Generalnie
      powinnysmy chyba natychmiast oddac swoje dzieci do wiezienia, poprawczaka czy co komu pasuje,
      zeby Bron Boze nie przeszkadzaly nowemu partnerowi bo raczej na zrozumienie, akceptacje czy
      cieplejdze uczucia nie ma co liczyc prawda? No i taki maly czlowiek na bank okaze sie badyta,
      zlodziejem czy co tam jeszcze nawypisywales i nie ma sily, zeby odkryc w nim jakies dobre cechy
      prawda? Bo to przeciez nie Twoje geny i nie ma sily, zebys go zaakceptowal a wszystko co zrobi i tak
      bedzie nie tak ewentualnie jak cos zrobi dobrze lub bedzie grzeczny to Ty i tak nie zauwazysz bo tego
      juz sie nie widzi ale tylko to jak ten "straszliwy" 8-latek jest zepsuty do szpiku kosci.
      Wspolczuje Twojej partnerce bo moge sobie wyobrazic co ona przezywa kiedy widzi jaki masz stosunek
      do jej dziecka. Straszne!!!! Jak Ci zalezy na niej to przede wszytkim zmien swoj stosunek do jej syna a
      nie zaczynaj od zmieniania dzieciaka. Oczywiscie gdybys byl zwiazany z dzieckiem emocjonalnie lub
      robil cokolwiek by tak bylo jestem pewne, ze przetalbys go postrzegac w takim swietle w jakim go
      opisales i zapewne on tez bylby inny i moglby sie okazac calkiem fajnym chlopakiem ale.....oczywiscie
      widzimy to co chcemy widziec i jak chcemy. Acha! Absolutnie sie z toba zgadzam co do jednegosmile jak
      najbardziej jestes cynicznym, ironicznym dupkiem a od siebie moge tylko dodac jeszcze, ze
      pozbawionym wyobrazni i wyzszych uczuc- dupkiem oczywiscie:p
      Pozdrawiam i nie zycze spokojnej nocysmile
      • kol.3 Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 20:37
        Suczynski jest po prostu zazdrosny o syna swojej partnerki. Nie wygra.
        Najlepsza rada - zafundować sobie wlasnego dzieciaka i pokazać światu jak się
        właściwie wychowuje dziecko i nie popełnia błędów. Bardzo często nie lubimy
        cudzych dzieci. Ale NASZE są cudowne, jedyne, niepotarzalne, bo podobne do nas.
        I dla nich robimy wszystko, albo prawie wszystko.
        • mara73 Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 21:23
          Najlepsza rada - zafundować sobie wlasnego dzieciaka i pokazać światu jak się
          > właściwie wychowuje dziecko i nie popełnia błędów. Bardzo często nie lubimy
          > cudzych dzieci. Ale NASZE są cudowne, jedyne, niepotarzalne, bo podobne do nas.
          >
          > I dla nich robimy wszystko, albo prawie wszystko.
          Dokladniesmile Tylko, ze jak Suczynski sobie zafunduje wlasnego z babka, ktora juz ma synka to dopiero
          dzieciak bedzie mial przechlapanewink
          • mama.ludzika Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 29.09.05, 22:35
            Ej, no chwila.
            Suczynski, ja Ciebie rozumiem. Przyszedłeś z zewnątrz i szczęka Ci opada, kiedy
            widzisz, jak bezczelny ośmiolatek poniewiera Twoją ukochaną, a ona mu na to
            (głupia)pozwala.(sory). I chciałbyś coś zrobić, żeby sprawiedliwości stało się
            zadość.
            Masz rację, dziecko jest rozpuszczone i nie nauczone ani pomocy w domu, ani
            szacunku dla matki, ani uczciwości.
            Tylko, że, tak jak się już zorientowałeś z wypowiedzi forumowiczów, nie tędy
            droga. Jak na razie jesteś obcy dla dziecka i nie masz prawa dyktować mu
            warunków w jego własnym domu. Zwłaszcza, że porządki, jakie chcesz wprowadzać
            to istna rewolucja.
            Miałbyś naprawdę wielką szansę być kimś bardzo ważnym dla chłopca, ponieważ w
            tym wieku chłopcy bardzo potrzebują męskiego towarzystwa! Pomyśl, jaki byłby
            dumny opowiadając chłopakom w szkole, że był "ze starym" na rybach. Wyobrażasz
            to sobie, jak wiele mógłbys dla niego znaczyć??? Spróbuj być dorosły. Nie mierz
            sił z chłopcem, bo to nie jest Twoja kategoria, a ton Twojego listu naprawdę
            pokazuje dziecinne podejście do sytuacji. Satysfakcja? A jaka to, do cholery,
            satysfakcja?? To Twoja porażka, że dałeś się tak głupio sprowokować przez
            smarkacza. Dziecko, do którego czujesz taką antypatię nie jest samo winne
            takiego zachowania. W głownej mierze winna jest temu jego matka, która
            dopuściła do takich skandalicznych norm w domu.
            Weźże zastanów się jeszcze raz nad sytuacją. Może zacznij od początku?
            Kilka moich uwag:
            Jeśli pomieszkujesz u mamy chłopca, zachowuj się jak gość- prawa domowników są
            najważniejsze, Ty masz się dostosować. Jeśli masz uwagi, porozmawiaj delikatnie
            z matką chłopaka. Ona już jest totalnie zmęczona i skołowana, może Twoje
            spojrzenie pomoże jej i uświadomi, że popełnia poważne błędy wychowawcze? Tylko
            pamiętaj, jeśli będziesz chciał coś forsować na siłę, to nie wypali.
            Zabieraj chłopaka na męskie wyprawy. Mecz, wędrówkę, rower, cokolwiek. Pozwól
            mu się wygadać. Dzieci potrafią być wdzięczne za okazane serce!!! Zobaczysz,
            jeśli zacznie mu zależeć na Tobie, za to, co mu ofiarujesz, sam będzie starał
            się Ciebie zadowalać. Będzie się sam starał zasłużyć na Twoje uznanie.
            Jak powiesz: "chłopcy, którzy utrzymują porządek w swoim pokoju mają
            zaproszenie na grę w piłkę", zobaczysz, jak leniwy ośmiolatek potrafi
            błyskawicznie sprzątnąć swój pokój! Jest bałagan- nie ma piłki. Jest
            niegrzeczny- nie będziesz się z nim wygłupiać. Widzisz, że stara się zachowywać
            porządnie: mówisz:"Jestem z ciebie dumny, Swietny z ciebie chłopak." Resztę sam
            wymyślisz.
            Motywuj go. On potrzebuje tego, co chcesz wprowadzić w domu: konsekwencji,
            porządku, granic, szacunku. Ale nie przemocą. Myślę, że Twoja obecność wiele
            dałaby i mamie i chłopcu. Naprawdę, jest po co się starać.
            Przemyśl to!
            Powodzenia.
    • falka32 Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 30.09.05, 08:42
      Choć poglądy acornsa nie zawsze są mi bliskie, tym razem przyklaskuję na całej
      linii. Może dlatego, że jako matka wychowująca syna po rozstaniu z jego ojcem i
      prowadząca jakieś tam życie uczuciowe, miałam dość często do czynienia z tematem
      "mój syn a mój facet". I tak samo jak acorns nie pozwalam, zeby ktoś z zewnątrz
      wypróbowywał na moim synu swoje wątpliwe metody wychowawcze. Bo nawet jeżeli
      moje metody nie są idealne, to jest kwestia mojej relacji z dzieckiem i jeżeli
      ja mu na coś pozwalam (np własnie to kładzenie nóg na stole) to nie pozwalam,
      zeby ktoś z zewnątrz zmieniał te zasady dlatego, ze on ma inną wizję mojego
      rodzicielstwa i inną wizję dziecka idealnego. Skore ja pozwalam dziecku jeść
      palcami, to jest to moja decyzja i nie będzie nikt się na niego darł przy jego
      własnym stole, ze je jak prosię i że ma jeść nożem i widelcem bo nie dostanie
      kolacji. Nie będzie też nikt zwracał mi uwagi, że "nie potrafię go wychować bo
      pozwalam za dużo i wystarczyłoby smarkaczowi wlać parę razy na goły tyłek, zeby
      zaczał chodzić jak w zegarku" - a takie teksty też słyszałam. I deklaracje, ze
      on teraz weźmie we własne ręce kwestię wychowania małego a ja mam się uczyć i
      przyglądać i nie odzywać, to zobaczę cuda i wianki.
      Skutkowało to oczywiści tym, że mały nie był w stanie nawiązać żadnego kontaktu
      z takim facetem a i mnie zdarzyło się rozstać z tego powodu.

      Nie jestem w stanie zrozumieć, jak dorosły facet moze traktować 8-latka jak
      równego sobie przeciwnika, z którym wygrana jest powodem dzikiej satysfakcji.
      Nie rozumiem też tej chęci uszczęsliwienia matki dziecka na siłę i tego poczucia
      nieomylności.

      I rację mają dziewczyny, że dzieciak jest abslutnie normalny i cię po prostu nie
      lubi. Neiwykluczone, ze część z tego jego zachowania, które cię tak "cieszy", to
      są pokazówki pod twoim adresem ("i co mi zrobisz"). Tak postępując powodujesz
      tylko i wyłącznie coraz większy konflikt i wojnę, z której tobie oczywiście nie
      wypada się wycofac, bo straciłbyś twarz przed 8-latkiem. Gratuluję dojrzałości.
      Lepiej poszukaj sobie dziewczyny bez dziecka, lepiej dla ciebie i dla tego
      chłopca i dla jego matki. Bo w tym pojedynku twoja męskość chyba mocno cierpi.
    • barbar75 Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 30.09.05, 09:19
    • wieczna-gosia Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 30.09.05, 09:33
      zaraz sie dowiemy jeszcze ze matke po domu z nozem gania.

      Wiesz co?

      Masz do czynienia z narmalnym, troche rozpieszczonym chlopakiem i jego zagubiona
      mama. Twoja postawa naginania wszystkiego na sile nie pomaga ani jemu ani jego
      mamie.

      gdyby moj maz (maz czli ktos na duzo lepszej pozycji, ojciec moich dzieci,
      majacy do nich pelne prawo) TAK napisal o ktorymkolwiek z moich dzieci- dostalby
      gonga. Wyjsciowa pozycje masz fatalna "nie dosc zwiazany emocjonalnie" to
      eufemizm.. moze chlopaka na Syberie wyslac?

      Jesli twoja wiez z jego mama jest dosyc silna to wszystko sie da zrobic.
      Zazwyczaj w rodzinach jest tak, ze jedna osoba jest twardsza a druga bardziej
      spolegliwa. Ale nie robi sie tego metoda forsowania pomyslu, po czym czerpania
      msciwej satysfakcji.

      Opisales to w sposob absoutnie wstretny.
      • linka9 Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 30.09.05, 11:59
        Wiele słów, wiele racji, choć trudno oceniać niektóre kwestie bez głębszej
        znajomości faktów.
        Dla mnie istotne w tym wszystkim jest rozgraniczenie pomiędzy kobietą/facetem z
        doskoku, a nie-rodzicem, który prowadzi z matką/ojcem wspólne gospodartwo i ich
        związek ma znamiona stałego.
        Jdno jest natomiast pewne: "a nie mówiłem"- to najczęściej droga donikąd.
    • tawananna Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 02.10.05, 14:50
      A ja chciałam zwrócić uwagę tylko na mały cytacik... tak w kontekście tytułu o
      jedynakach smile.

      > poprostu UKRADL swojej biednej mamie kupujac sobie i NIE TYLKO
      > SOBIE ALE KOLEGOM slodycze itp.

      Ma to swoje plusy - podobno jedynacy tacy aspołeczni, a tutaj kupił słodycze
      swoim kolegom, a nie - zjadł wszystko po kryjomu sam. wink
      • gabi3333 Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 04.10.05, 19:52
        JESTEM JEDYNAKIEM ,MATKĄ JEDYNACZKI I STWIERDZAM, ŻE MUSZĘ BYĆ ASPOŁECZNA BO
        DZIS KUPIŁAM SOBIE PTASIE MLECZKO SCHOWAŁAM SIĘ W OGRODZIE I ZJADŁAM JE, NIKOMU
        NIE DAŁAM, CZUŁAM SIĘ Z TYM WSPANIALE ....ŻE ZNOWU WSZYSTKO JEST DLA MNIE .
    • steffa Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 05.10.05, 01:19
      O matko, ta rozmowa jakoś podryfowała w kierunku tematów
      ogólnowychowawczych... A zanim przeczytałam inne wypowiedzi, chciałam tylko
      powiedzieć, że jesteś strasznym facetem - i nazwisko adekwatne wink Wygląda
      trochę na to, że masz nie tylko problemy z dziećmi, ale i kobietami w ogóle.
      Wspólczuję tej rodzinie i że się w niej znalazłeś. Bo najwyraźniej trzeba jej
      spokoju i akceptacji, a z twojej strony tego nie uświadczysz. Ech, szkoda
      gadać. Dobrze, że się zdecydowałeś odejść (jak zrozumiałam z następnej twojej
      wypowiedzi).
      Chciałam jeszcze tylko dorzucić pytanie w innej kwestii wink - czy rzeczywiście
      dzieci NIE MOGĄ przerywać rodzicom? A dorośli sobie już nawzajem mogą? Gdy
      przerywa mi mój syn, to argumentem przeciw nie jest - milcz, dorosłym się nie
      przerywa - tylko raczej - chciałabym dokończyć, a jak skończę, to powiesz ty.
      Czyli nauka czekania, co dzieciom tak trudno przychodzi.
      • suczynski powrot 05.10.05, 21:10
        witam
        wiele osob nawiazalo do mojej mentalnosci/dojrzalosci
        o ile wiem napisalem na poczatku ze bede cynicznym dupkiem
        po drugie relacje miedzy dzieckiem a kims nowym relacjami ale nie mozemy
        przeciez pozwolic sobie na to zeby dziecko myslac ze moze wszystko przykladowo
        kopalo buty tejze nowoprzybylej osoby i przelaczalo jej kanaly w TV kiedy tylko
        ma na to ochote
        a tatus czy mamusia zawsze stanie po jego stronie
        jezeli ktos decyduje sie na taki zwiazek musi byc swiadomym ze dziecko owszem
        jest najukochansza istota ale nie moze wykluczyc tego ze nowy partner nie
        bedzie mial prawa zwracac dziecku uwage badz instruowac je
        PS
        mnie akurat to nie spotkalo ale tak wyobnrazam sobei sytuacje czytajac
        wypowiedzi neiktorych osob
        pozdrawiam
        • okrent9 Re: powrot 12.10.05, 05:27
          Suczyński, nie wiem, czy słowo "powrót" oznacza w tym wypadku, że jednak
          zdecydowałeś się nie zrywać związku ze swoją partnerką, ale mam nadzieję, że
          tak. smile Ja też tak jak ktoś powyżej uważam, że bardzo się chłopcu przydasz smile
          Nie wiem, czy biologiczny ojciec dziecka ma z nim jakikolwiek kontakt, a jeśli
          tak, to jakim jest człowiekiem... Gdyby był ideałem, mały byłby chyba lepiej
          wychowany... bo nawet jesli matka popełniałaby błędy, dziecko miałoby jeszcze
          tę drugą osobę, na której mogłoby się wzorować. Ja widzę z Twoich postów, że
          masz jak najlepsze intencje; chcesz, żeby chłopiec szanował swoją matkę,
          Ciebie, i ogólnie zachowywał się kulturalnie. Nie rezygnuj. Jeśli
          uważasz/widzisz, że mały nie szanuje matki, a ona tego jakoś nie potrafi
          dostrzec, zwracaj jej na to uwagę, ale najdelikatniej jak można. Jeśli matka
          narzeka, że choć zmęczona po pracy, znów musiała posprzątać po synu, pozwól jej
          cierpieć smile "Sama tego chciała". Kiedy jej się znudzi, może zacznie szukać
          sposobów na skłonienie syna do utrzymywania jako takiego porządku w jego
          pokoju. Jest tak, że nieświadomie powiela się w wychowywaniu swoich dzieci
          model wychowania stosowany przez własnych rodziców; i to bez względu na
          wykształcenie (widziałam to wielokrotnie, nawet u przyjaciółki nauczycielki,
          która teoretycznie wie, że niektóre metody wychowawcze to brnięcie w ślepą
          uliczkę, ale mimo to tymi metodami wychowuje własne dziecko tak, jak sama była
          wychowywana). Model wychowania w pewnym sensie "dziedziczymy" po własnych
          rodzicach i opiekunach. Jest to coś tak w nas zakorzenionego, że w jakiś sposób
          najczęściej uważamy to za organicznie własne, choć po głębszym zastanowieniu
          często zauważamy, że popełniamy błędy własnych rodziców. Jednak każda krytyka
          skierowana przeciw naszemu sposobowi wychowywania, zwłaszcza taka odebrana w
          stresującym okresie życia, jakim może być nowy związek, jest zwykle traktowana
          jako napaść na najświętsze wartości smile)) Tak po prostu jest. Twoja partnerka
          pewnie od dawna ma różne wątpliwości na temat swojego matkowania dziecku (może
          nawet obwinia się, że "pozbawiła dziecko biologicznego ojca"), i na pewno stara
          się po prostu utrzymać dobre układy z dzieckiem. Często kobiety w takich
          sytuacjach stają się bardzo pobłażliwe, przymykają oczy na przewinienia. Osobie
          z zewnątrz trudno to zaakceptować. Jednak ot tak oczu swojej partnerce nie
          otworzysz... Jedyne co możesz zrobić, to przy niej trwać. I starać się
          dostrzegać w dziecku to, co w nim dobrego. Chłopiec jest jeszcze mały, więc
          myślę, że masz naprawdę wielkie szanse na dobry z nim związek. smile
    • znajomykrulika Re: Z serii Niereformowalne Matki jedynakow. 05.10.05, 21:52
      Znam to wszystko aż za dobrze. Z obecnym mężem jesteśmy razem ponad 12 lat. Gdy
      zaczęliśmy się spotykać syn miał lat 8. Był grzecznym dzieckiem oczywiście nie
      pozbawionym wad np. utzymanie porządku w swoim pokoju na dłużej niż jeden dzień
      przekracza jego możliwości, chociaż konsekwentnie z tym walczyłam i walczę
      nadal (student). Mąż jest dobrym człowiekiem wychowywanym jednak w chłodnej
      atmosferze, ojciec wojskowy. No i zaczęło się to co opisane wyżej: totalna
      krytyka syna, wręcz czyhanie na jego potknięcia (syn bardzo się starał żeby
      zasłużyć na pochwałę), odzywanie się do dziecka wyłącznie tonem rozkazującym,
      uczuciowa oziębłość itp. Ponieważ bardzo szybko zorientowałam się w czym rzecz
      postanowiłam ratować i swój związek i dzieciństwo mojego syna. Oczywiście
      zawsze wiedziałam, że przede wszystkim dziecko i byłam zdecydowana zakończyć
      ten związek. Kosztowało to mnie i męża wiele wysiłku, rozmów, tłumaczenia,
      prób. Na szczęście jak napisałam mąż jest tak naprawdę dobrym człowiekiem,
      wiele jego zachowań było wynikiem atmosfery w jego domu. Krótko mówiąc udało
      nam się stworzyć rodzinę gdzie każdy każdego szanuje, ale nie było to łatwe,
      jednak każdy z nas wykazał dobrą wolę i nie był zacietrzewiony. W
      najtrudniejszej sytuacji byłam ja bo często znajdowałam się między młotem i
      kowadłem. Ratowały nas szczere rozmowy. Dodam, że stawałam po stronie syna
      murem i nie pozwalałam go krzywdzić ani robić przykrości i on zawsze wiedział,
      że jest dla mnie najważniejszy. Broniłam w rozmowach także niektórych decyzji
      mojego męża jeżeli były słuszne. Jednym słowem ciężka rola ale opłaciło się.
      Biorąc jednak pod uwagę przedstawioną sytuację nie zdecydowałam się na wspólne
      dziecko z moim obecnym mężem. Po prostu się bałam i wolałam nie sprawdzać jak
      to będzie.
      • suczynski [...] 10.10.05, 17:38
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
Pełna wersja