aczerk
19.10.05, 08:55
Dlugo sie zbieralam zeby napisac tego posta...
I musze sie przed kims wygadac...
Mam synka 2 letniego. Cudowny chlopczyk, kocham go nad zycie. Doprowadza mnie
jedynie do szalu swoimi napadami zlosci. Ogolnie jest bardzo grzeczny
(szczegolnie w towarzystwie i poza domem) jednak zwlaszcza w mojej obecnosci
miewa czesto napady wscieklosci. Wystarczy ze mu tylko cos nie podpasuje,
czasami nawet nie wiem co, zaczyna wrzeszczec w nieboglosy, rzuca sie na
ziemie, zrzuca wszystko z szafek - typowe ksiazkowe objawy buntu dwulatka.
Problem jest w tym, ze ja nie potrafie mu tego odpuscic. Jak probuje
zalagodzic sytuacje i chce z nim wtedy porozmawiac czy przytulic to jest
jeszcze gorzej, drze sie jeszcze glosniej lub mnie probuje uderzyc. Ja wtedy
czesto trace panowanie nad soba i albo wychodze i go zamykam w pokoju, on sie
tak drze z 15 minut. Czesto takze nie wytrzymuje i dam mu w tylek. No i wtedy
mam moralniaka. Tysiac razy sobie obiecuje ze juz nigdy wiecej ale w takich
momentach normalnie nie daje rady.
Kiedys poszlam z nim na spacer z rowerkiem i w efekcie jego kolejnego ataku
wracalam z nim na rekach, w drugiej rece rowerek. Wpadlam do domu majac rece
do ziemi, mokra, spocona. Przylozylam jemu wtedy kilka razy tak porzadnie i
jeszcze powiedzialam kilka cierpkich slow.
Wiem, jestem potworem. Nie potrafie sobie z tym poradzic... I boje sie co
bedzie jak on bedzie mial 7,10,15 lat i problemy beda jeszcze wieksze...
Teraz wszedl w okres ze bije wszystkich po buzi, obwiniam siebie po cichu za
to ze do przeze mnie...
Troche sie wygadalam i mi troche lepiej..
Pozdrawiam