macrad
27.10.05, 16:36
Hm...
I tak, i nie.
Z artykułu bije jedna aprobata dla postawy rodzica decydującego, sterującego.
Z jednej strony niby "nie wolno dziecka łamać", ale z drugiej - trzeba być
stanowczym i wyrażającym SWOJĄ wolę w sposób nie znoszący sprzeciwu. Coś mi tu
nie gra...
Tak się złożyło, że praktycznie sam wychowałem swoją córkę. Zawsze, od
najmłodszych lat, z nią rozmawiałem i wszystko wyjaśniałem. Nie było "nie",
lecz "nie, bo". I jakoś jej dziecinny umysł to zniósł i zaaprobował - do tego
stopnia, że po rozwodzie to ona wybrała. Nie mamę, jej nową rodzinę i
komforotowe warunki życiowe, ale mnie - ojca, który w chwili rozwodu nawet nie
za bardzo miał gdzie mieszkać. Córka miała wtedy pięć lat.
Moim zdaniem z dzieckiem jednak należy rozmawiać i dyskutować, należy
tłumaczyć swoje decyzje i zachowania w "dorosły" sposób. Dzieci nie chcą mieć
ciągłej świadomości, że są "istotami (jeszcze) niższymi". Ale oczywiście
należy rozmawiać w sposób dla nich zrozumiały. Nie - stosując matematyczne
wywody, ale też nie używając jakiegoś, przez siebie samego wymyślonego, w
rzeczywistości sztucznego dziecinnego języka.