czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą?

15.11.05, 17:30
Mamy 1,5 rocznego synka. Ostatnio postanowiliśmy, że będziemy wychowywać go
wg. określonej kocepcji pedagogicznej żeby uniknąć błędów wychowawczych i
sprzecznych oczekiwań wobec wyżej wymienionego. Priorytet naszych działań to
takie "kierowanie" synkiem, żeby wyrósł na SAMODZIELNEGO i ODPOWIEDZIALNEGO
faceta. Polega to na tym, że np. nie biegniemy z paniką w oczach gdy się
przewróci, że sam sprząta swoje zabawki, że samodzielnie rozwiązuje swoje
duuuże problemy (podczas zabawy) a interweniujemy wtedy, gdy sam o to poprosi
(bezradnym spojrzeniem) lub widzimy taką konieczność. Moja teściowa (ach te
matki synów, hi, hi) uważa, że jestem wyrodną matką a mąż ojcem i
dyscyplinujemy synka z własnej wygody (nie chce nam się sprzątać zabawek,
więc zmuszamy dziecko itd ). Ostatnio synek nie chciał jeść obiadku (zdarzyło
mu się to kilka razy bo w ogóle lubi sobie pojeść) więc zdjęłam go z
krzesełka i powiedziałam, że w takim razie pójdzie spać i zje jak wstanie.
Teściowa powiedziała, że nie mam serca bo kładę biedne dziecko spać głodne i
jak tak mozna, że nie chce mi się go karmić to kładę go spać. Jak sądzicie,
jesteśmy zbyt konsekwentni i restrykcyjni czy postępujemy dobrze? Naszym
zdaniem trzeba dziecko kochać mądrą miłością a nie wychowywać nieudacznika,
który nie poradzi sobie w życiu. Ufffff, ulżyło mi jak to wyrzuciłam z siebie.
    • nangaparbat3 Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 15.11.05, 19:15
      konwalia9 napisała:

      > Mamy 1,5 rocznego synka. Ostatnio postanowiliśmy, że będziemy wychowywać go
      > wg. określonej kocepcji pedagogicznej żeby uniknąć błędów wychowawczych i
      > sprzecznych oczekiwań wobec wyżej wymienionego.
      Błąd. Trzeba słuchać swojej intuicji i wystrzegac sie oczywistych błędow -
      wybieranie sobie jakiejś określonej koncepcji wymyslonej przez kogos innego dla
      jakiego innego dziecka (oczywiście podawanej jako słuszna, obiektywna i
      uniwersalna, ale to bzdura.


      Priorytet naszych działań to
      > takie "kierowanie" synkiem, żeby wyrósł na SAMODZIELNEGO i ODPOWIEDZIALNEGO
      > faceta. Polega to na tym, że np. nie biegniemy z paniką w oczach gdy się
      > przewróci, że sam sprząta swoje zabawki, że samodzielnie rozwiązuje swoje
      > duuuże problemy (podczas zabawy) a interweniujemy wtedy, gdy sam o to poprosi
      > (bezradnym spojrzeniem) lub widzimy taką konieczność.
      Wydaje mi sie, że zachowujecie się najnormalniej na swiecie - bo niby co
      mielibyscie innego robić?
      Moja teściowa (ach te
      > matki synów, hi, hi) uważa, że jestem wyrodną matką a mąż ojcem i
      > dyscyplinujemy synka z własnej wygody (nie chce nam się sprzątać zabawek,
      > więc zmuszamy dziecko itd ).
      Nawet gdyby tak było, że Wam sie nie chce ponim sprzątać, wydaje mi sie, że to
      normalny, zdrowy odruch. No ale jak jest zmeczony to mu pomagacie?
      Ostatnio synek nie chciał jeść obiadku (zdarzyło
      > mu się to kilka razy bo w ogóle lubi sobie pojeść) więc zdjęłam go z
      > krzesełka i powiedziałam, że w takim razie pójdzie spać i zje jak wstanie.
      Wszystko zależy, jak to mówisz. Nie chce jeść - niech nie je, jego święte
      prawo. Rozumiem, ze gdyby zjadł, też by poszedl spać?


      > Teściowa powiedziała, że nie mam serca bo kładę biedne dziecko spać głodne i
      > jak tak mozna, że nie chce mi się go karmić to kładę go spać.
      Mnie sie naprawde nie chciało karmić córki w tym wieku, jadla rączkami
      zamieniając kuchnię w chlew, ale nigdy nie mialam klopotów, że czegoś nie je,
      albo w ogole nie je (bo jak nie jadła robiłam dokładnie to samo co Ty). Szybko
      zresztą nauczyła się bardzo ładnie jeść sztuccami, jakoś sama z siebie, bez
      wysiłku, chlew trwał najwyżej parę miesięcysmile
      Jak sądzicie,
      > jesteśmy zbyt konsekwentni i restrykcyjni czy postępujemy dobrze? Naszym
      > zdaniem trzeba dziecko kochać mądrą miłością a nie wychowywać nieudacznika,
      > który nie poradzi sobie w życiu. Ufffff, ulżyło mi jak to wyrzuciłam z siebie.
      Ja bym wolała, żebyś napisała, że nie przepadasz za karmieniem i sprzątaniem po
      synku, zamiast tyle teoretyzować. Jeśli robicie co robicie, a poza tym
      przytulacie go, całujecie, bawicie się z nim (w to, co on zechce - dzieci
      genialnie rezyseruja dokładnie te zabawy, które im sa na danym etapie
      potrzebne) i wysłuchujecie zawsze, kiedy się do Was zwraca (nawet nie umiejac
      mówić), duzo do niego mówicie i lubicie go po prostu - tak trzymać!
    • pacynka27 Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 15.11.05, 19:34
      Generalnie sie zgadzam z taką koncepcja wychowania ale.... może teściowa ma trochę racji.
      Sztywne trzymanie sie "planu" może spowodować żę zaczniecie popełniać zimne błędy wychowawcze (nadmierne wymagania, surowość, brak negocjacji z dzieckiem, osiągania kompromisu). Może zamiast samodzielnego i odpowiedzialnego człowieka wychowacie nieszczęśliwego chłopca (jestem mały i głupi moi rodzice wszystko wiedzą lepiej / rodzice nie nie kochają, nie liczą się z moimi uczuciami).

      Chyba troszkę przesadzacie do:
      -Nie wyobrażam sobie 1,5 rocznego dziecka sprzątającego po sobie (mało który trzylatek to robi)
      - sama nigdy nie leciałam w panice do dziecka gdy sie przewróciło, ale całkowite ignorowanie jego bólu i smutku (żeby był twardy), zaprzeczanie jego uczuciom (daj spokój, to nie boli) nie może przynieść nic dobrego, dziecko się gubi i samo już nie wie co czuje, przestaje ufać sobie (swoim odczuciom)
      - dziecko (zwłaszcza tak małe) musi mieć pewność że może zawsze liczyć na najbliższych. Ignorowanie jego problemów może poważnie zaburzyć Wasze relacje i odebrać mu poczucie bezpieczeństwa (świat jest straszny a ja jestem zupełnie sam, nie moge na nikogo liczyć
      - a z tym jedzeniem to popieram w 100%

      Polecam książkę A. Gurycka "Błąd w wychowaniu" (stare wydanie, najprędzej dostaniesz w bibliotece pedagogicznej)
      • konwalia9 Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 15.11.05, 22:19
        Dziękuję za odpowiedzi, nie do końca jednak zostałam zrozumiana. Oczywiście nie
        trzymamy się twardo określonej koncepcji pedagogicznej w tym sensie, że jest
        ona ponad dzieckiem i nami, chodzi o to,żebyśmy mieli z mężem jednakowy punkt
        widzenia- tzn. żeby nie było sytuacji, że tata mówi jedno a mama drugie. Jeśli
        chodzi o sprzątanie to oczywiście nie mam na myśli tego, że dajemy mu
        odkurzacz i mopa (żartuję, hi, hi) ale o to, żeby wrzucił do kosza na zabawki
        choć kilka przedmiotów- robimy to w formie zabawy a nie przymusu i synek
        świetnie się bawi. Gdy się przewróci to nie lecimy do niego w panice, lecz
        nigdy nie ignorujemy jego uczuć mówiąc: nic sie nie stało, mówimy: wiem, że to
        bolało, chodź cię przytulę itp. ale jednocześnie nie robimy z tego wielkiej
        tragedii- to miałam na mysli. Bardzo często mówimy mu, że go kochamy,
        przytulamy się itd.
        • e_r_i_n Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 09:42
          konwalia9 napisała:

          > chodzi o to,żebyśmy mieli z mężem jednakowy punkt widzenia- tzn. żeby nie
          > było sytuacji, że tata mówi jedno a mama drugie.

          A dlaczego ma nie byc tak, ze rodzice maja rozne podejscie do wychowania?
          Ocywiscie nie mowie o podwazaniu przy dziecku decyzji drugiego rodzica,
          ale nie musicie miec sztywnego, identycznego pogladu na wychowanie. W koncu nie
          jestescie identyczni i pewnie w wielu sprawach sie roznicie.
          Poza tym nawet Ty sama zapewne masz rozny poziom tolerancji dla jakiegos
          zachowania dziecka w zaleznosci od swojego nastroju - i to tez zupelnie
          naturalne i nie 'wykrzywiajace' wychowawczo dziecka.
    • triss_merigold6 Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 15.11.05, 22:26
      Okreslone koncepcje pedagogiczne o kant zadu rozbić jeśli nie uwzględniają
      wrazliwości dziecka i etapu rozwoju psychofizycznego.
      To co robicie to IMO tresura.
      Jaki problem może samodzielnie rozwiązać półtoraroczniak?
      Sprzątanie zabawek: czy Wy zawsze po sobie sprzątacie? Tak natychmiast, gazeta
      na stosik, książka na półkę, ubranie do szafy albo do brudów, buty równiutko,
      szklanki umyte.wink
      Jedzenie: IMO nie ma apetytu to nie je. Zje później, bo w danym momencie nie ma
      ochoty/apetytu/dostał coś czego nie lubi.

      Luzu więcej, dzieciństwo powinno być pogodne a nie koszarowe.
      • hanula Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 01:47
        > Jaki problem może samodzielnie rozwiązać półtoraroczniak?

        Och, mnóstwo. Na przykład: jak założyć to kółeczko na ten patyczek. Albo: jak
        wyjąć ten klocek z tego pudełka. Ba, posunęłabym się do twierdzenia, że życie
        półtoraroczniaka składa się wyłącznie z rozwiązywania problemów.

        > Sprzątanie zabawek: czy Wy zawsze po sobie sprzątacie? Tak natychmiast, gazeta
        > na stosik, książka na półkę, ubranie do szafy albo do brudów, buty równiutko,
        > szklanki umyte.wink

        O natychmiastowym sprzątaniu nikt przecież nie pisał. A jeśli chodzi o to, czy
        ja po sobie sprzątam, to niestety tak, zawsze. A kto niby zrobi to za mnie?
        • dagmama Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 09:05
          Też mam półtoraroczniaka i zasadniczo to, co opisujesz mnie nie dziwi. Oprócz
          tego nastawienia na określoną metodę. Najlepiej słuchać siebie. Też myślę o
          synku jako o przyszłym silnym facecie, ale póki co, to małe dziecko.
          Ja również interweniuję w zabawy (o ile bawi się sam) na prośbę a czzasem pytam:
          Mogę ci pomóc?
          Mój mąż jest na to uczulony, bo był wychowywany pod hasłem, że nic nie umie,
          tylko zepsuje, nie da rady, tatuś zrobi to lepiej.
          Co do jedzenia. Mój synek sam je łyżką, umie nadziewać na widelec, wziąć w
          łapkę. Jeśli nie chce jeść, to nie je.
          Teściowa całe życie będzie mieć inne zdanie, tylko niech częściej zachowuje je
          dla siebie.
          Pozdrawiam.
    • saba76 Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 10:45
      Jestem mamą , która nie biega na każdy pisk dziecka ,ale chyba troszkę
      przesadzacie.
      Można uczyć ,ale uczyć a nie wymagać od razu. Moja córa (młodsza) mimo 2lat nie
      umie dokładnie posprzątać zabawek i normalna rzeczą jest ,ze znudzi się
      szybciej niż posprząta wszystko do kartonów, więc jej pomagam ,ale ona musi
      wtedy zbierać ze mną. Co do obiadków , jestem zwolenniczką jedzenia o
      określonych porach ( taki maluch jeszcze nie rozumie konsekwencji nie jedzenia)
      więc pomagam jej (ona swoją łyżeczka a ja swoją),chodź coraz częściej je sama o
      wypracowanej godzinie obiadowej (inne posiłki tak samo).
      Ja i mąż mamy rożne poglądy na wychowanie i uważam ,ze dopóki niekryty kujemy
      się przy dzieciach to jest OK. co prawda nie są to skrajne różnice, które mogą
      mieć zgubny wpływ na małe dziecko ,ale są i je tolerujemy- uczymy w ten sposób
      tolerancji..
      Wszędzie są rozmyte granice(zdrowe granice) nie możesz mieć sztywnych bo
      wychowasz zamiast samodzielnego brzdąca ,osobę bez tolerancji ,dużych
      wymaganiach wobec innych a nie samego siebie.
      ...a co do teściowej – one zawsze tak, nieraz tylko warto spojrzeć z boku ,bo a
      nóż widelec mają krztynę racji ( nie mowie od razu że całość)
    • yoyo11 Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 11:35
      Z przyjemnością dołanczam (wraz z ojcem moich dzieci) do grona "złych rodziców"
      dzieci, które:
      - sprzątają po sobie zabawki (najstarsze własnie ukończyło dwa lata)-
      oczywiście po dziecinnemu, więc pomagamy smile
      - jedzą posiłki przy stole - jeśli mają akurat ochotę na jedzenie, jak nie mają
      tzn, ze głodni chyba nie są smile
      oraz dszieci, którym
      a. nie wolno:
      - jeść tam gdzie chcą, przed telewizorem, w czasie zabawy itd, itp
      - mazać po ścianach
      - rzucać się z wrzaskiem na podłogę
      - wyrywać zabawek innym dzieciom
      - chodzić i pić z kubka, butelki, czegokolwiek
      - wrzeszczeć, bo coś się chce
      - skakać po łóżkach
      b. od urodzenia:
      - ta sama pora kąpieli, usypiania wieczorem
      - ta sama konsekwencja u rodziców
      - jasno określone zasady, dobrane według nas do potrzeb wieku, jasno określone
      wymagania rodziców
      Odstępstwa:
      ząbkowanie, choroba, zmęczenie rodzicielki lub rodziciela czyli tzw:
      tumiwisizm - co, zaznaczam, dość rzadko ma miejsce.

      I cudownie jest być tak "złym" rodzicem, mamy przynajmniej jedno miejsce do
      spożywania posiłków w domu, jedno miejsce do zabawy, dzieci, które o 19:30
      wędrują do kąpieli, dzieci, które jak raz sobie przytną palce szufladą, to
      drugi raz do niej nie zaglądają - bo to nie jest ich szuflada, dzieci, które
      nie egzekwują swojego chciejstwa wrzaskiem i rzucaniem się na podłogę,dzieci,
      które umieją się bawić z innymi, dzieci, które mogę zabrać do sklepu z
      zabawkami i nie ma problemu z tym, że chcę to czy tamto....
      I do tego całego hymnu pochwalnego: są uśmiechnięte i zadowolone i jeszcze
      cieszą się jak wracam z pracy smile
      Więc chyba nie jest tak źle smile
      • jaskolka.dymowka Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 12:14
        A moim dzieciom - jedenastoletniemu i ośmioletniemu - od urodzenia do teraz
        wolno mazać po ścianie, bo na ścianie jest papier do mazania.

        Jedzą posiłki przy stole, a jak chcą przegryźć jabłko, to przy komputerze albo
        podczas zabawy.

        Wolno im też chodzić i pić z kubka lub butelki - a dlaczegóż by nie?

        Wolno im skakać nie po łóżku, bo się załamie, ale po materacu jak najbardziej.

        Moje dzieci chcą to czy tamto w sklepie z zabawkami, i mogą o tym powiedzieć -
        cóż za problem? Chcieć nie wolno? I tak nie kupię.

        Chodzą spać o stałej porze, a jak pójdą później, to są niewyspane.

        I to wszystko wolno również ich matcesmile))

        Nigdy żadne z moich dzieci nie rzucało się na podłogę, od ukończenia trzeciego
        roku życia nie zdarza im się wrzeszczeć wobec rodziców częściej niż raz-dwa
        razy w roku.

        Nigdy nie ustalałam zasad "według potrzeb wieku", ale wspólnie z dzieckiem,
        wedle potrzeb dziecka i rodziców. I żelazną zasadą było, że od każdej zasady są
        wyjątkismile))
        • yoyo11 Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 12:30
          Trochę jest różnicy między kilkunastolatkiem a dwulatkiem.

          Ale najważniejsze z tego co napisałaś:
          nie ma jednej sprawdzonej reguły, nie ma jednej najlepszej drogi, ważne by
          metoda, którą się wybiera odniosła oczekiwany przez nas skutek - trójstronne
          zadowolenie (to ważne): dziecko-rodzic-społeczeństwo. I tu się rodzi pytanie:
          co jest meritum tego ogólnego zadowolenia? Ale po co na nie odpowiadać jak
          jednych zadawala schab ze śliwką, a drugich tylko śliwka smile
    • jaskolka.dymowka Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 11:52
      Wszystko byłoby fajnie... tylko czy ta samodzielność nie przeradza się zbyt
      szybko w samotność?
      Jedną rzeczą jest pozwalanie na samodzielne rozwiązywanie problemów, a inną -
      odgórne określanie, co dziecko musi samo, a czego nie może... Znam rodziców,
      dla których "niesamodzielnością" i natręctwem dziecka jest domaganie się przez
      nie udziału rodziców w jego czynnościach - udziału, który nie musi być
      wyręczaniem, ale może być współpracą, współdziałaniem. Wszyscy jesteśmy
      stadnymi zwierzętami. Dążenie do pełnej autonomii jest nierealne...
      • lidqa Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 16.11.05, 12:40
        Ja sie akurat bardzo zgadzam z autorką wątku. To nie jest tak ze mi sie nie
        chce sprzatac po kubie, bo to szybciej ale co mu sie stanie jak postawi pare
        zabawiek na miejscu? tez raczej nie zmuszam do jedzenia a jak upadnie to
        podnosze, a ze zawsze po prostu podnoscilam i stawialam to on sie nei chce
        wyązlac tylko leci dalej. Jak sie chce przytulic to przytulam jak potrzebuje
        mnie to ide... I jestem bardzo konsekwentra, niestety bardziej niz moj maz. On
        sie ze mną generalnie zgadza co do koncepcji wychowania ale ja nie wezme
        dziecka na ręce jesli probuje na mnie to wymusic wrzaskiem (mowie o znudzonym
        dziecku ktore przychodzi i ryczy) jesli powie: mamo hopa to wtedy ok, a moj mąz
        wszystko zrobi dla swietego spokoju. JEstem zdaje sie wyrodną matką ale jakos
        to przezyje...
    • lolinka2 Re: czy jestem złą mamą a mój mąż złym tatą? 17.11.05, 11:14
      moim zdaniem świetnie działacie. Życzę powodzenia i 3mam kciuki
Pełna wersja