Co ze mnie za matka...

18.11.05, 23:58
Moja córka ma niecałe dwa latka. Kocham ją bardzo i kiedy nie widzę jej kilka
godzin brakuje mi jej. Coraz bardziej jednak pojawia się we mnie uczucie,
które trudno mi określić: z jednej strony chcę aby była przy mnie, z drugiej
marzę o "wolności". Jej sen jest tak kruchy, że nie ma mowy o jakimś wyjściu
gdzieś wieczorem, od razu się orientuje i płacze za mną. Jest bardzo
absorbująca, praktycznie domaga się ode mnie nieustannej uwagi, której nie
potrafię jej dać. Po kilku godzinach zabawy robię się nerwowa, potrafię
krzyknąć "baw się już sama!" co doprowadza oczywiście do płaczu - płaczemy
obie, i córka i ja z wyrzutów sumienia i poczucia, że jestem okropną matką.
Wolny dzień to praktycznie walka z moim dzieckiem o to aby mieć jakiś czas
dla siebie.
Nie ma dnia abym nie myślała jakby to było gdyby jej nie było, bo zawsze
byłam takim trochę wolnym ptakiem, żyłam w swoim świecie, a teraz...
praktycznie nie mam swojego świata (mała namiastka w pracy, bo tylko kika
godzin), niczemu nie mogę się poświęcić w pełni jak kiedyś... jest coraz
gorzej, bo ta świadomość, że dziecko coraz więcej odczuwa odrzucenie z mojej
strony jest najgorsza (mąż nie rozumie dlaczego nie potrafię się cieszyć z
tego, co mam). Dlaczego odtrącam własne dziecko? Kiedy będę bardziej dojrzała
tak adekwatnie do mojej roli (matki) i wieku? A może sobie wyidealizowałam
ową wolność "przed". Czy jest ktoś, kto ma podobne odczucia? Tylko proszę
mnie nie potępiać, wiem jakie to szczęście posiadać zdrowe dziecko, ale
chciałabym wierzyć, że będę mogła cieszyć się macierzyństwem w pełni, bo jak
na razie mam wrażenie, że coś ze mną się dzieje niedobrego...




    • cynta Re: Co ze mnie za matka... 19.11.05, 02:01
      Mysle ze kazda mama, zwlaszcza taka ktora jest z dzieckiem przez caly dzien ma
      takie mysli. Nie kazdy jest stworzony aby poswiecic CALE swoje zycie dzieciom i
      chyba nie powinno sie tego robic bo coz to za mama ktora nie ma wlasnego "ja",
      wlasnej, specjalnej odrebnosci? Moze udaloby ci sie znalezc jakis scisle
      okreslony czas ktory bylby dla ciebie tylko? moze jakbys wiedziala ze taki
      moment w dniu nadejdzie moglabys w pelni "oddac" sie dziecku w tym czasie ktory
      z nia spedzasz, no i moze sprobuj zobaczyc w tej malej osobce nie kogos kto
      zabiera ci twoj swiat ale kogos kto go uzupelnia i wzbogaca. Wyobraz sobie taka
      sytuacje (na mnie to dziala w takich momentach): wszystkie dzieci swiata
      zostaly zebrane w jedna duza grupe i ich mamy maja je odebrac, ty jestes
      spozniona i tylko twoje dziecko zostalo na placu, dlaczego? bo tylko TY jestes
      jej mama, nikt inny nie moze jej odebrac, tylko ty masz ta wyjatkowa pozycje i
      twoje dziecko bedzie tam tak dlugo stac az wreszcie do niej przyjdziesz. Bo to
      juz tak jest, powolujemy je do zycia i spada na nas ogromna odpowiedzialnosc za
      nich, za ich byt i jakosc ich zycia i choc musimy realizowac siebie tez (chocby
      dla nich, zeby mieli wartosciowe mamy) to tak naprawde nasze zycie sprowadza
      sie do wychowywania potomstwa, jak u wszystkich innych zwierzatek. Powodzenia
      Ale ci pomoglam, he he ...:o)
      • edytaon Re: Co ze mnie za matka... 19.11.05, 02:56
        cynta to bardzo piekne co napisalas i calkowicie sie z Toba zgadzam
        mam tez pare praktycznych wskazowek , tez jestenm mama dwoletniej panienki
        Wiec aby ulatwic sobie zycie poobserwuj swoje dziecko moja coreczka uwielbia
        bawic sie plastelina czest wiec rozkladam jej stare gazety w kuchni daje
        plasteline , plastikowe nozyczki , noze , naczynka ,do tego platki sniadaniowe
        i moja mala robi pice poznie karmi ja mnie i lalki to tylko jeden przyklad
        poprostu pokaz dziecku co mozna zrobic z zabawkami jak sie bawic zadawaj
        pytania a ono zacznie sie bawic samo, znajdz grupe dla mam i dzieci ( my
        mieszkamy w Kanadzie tu jest pelno grup dla mam i dzieci ) maluchy sie bawia a
        mamy moga napic sie kawy i pogadac na koniec jest spiewanie piosenek.Przy
        dobrych checiach samemu mozna zorganizowac taka grupe ( kilka mam z maluchami w
        podobnym wieku ktore latem spotykaja sie w piaskownicy , zima moga sie sptykac
        dwa razy w tygodniu w u jednej z mam i pozwolic dzieciaka bawic sie a w ten
        sposob masz szanse odpoczac pozniej jest wspolne sprzatanie zabawek
        znajdzi opiekunke dla malucha na jedno popoludnie w tygodniu w ten sposob
        mozesz zrobic cos dla siebie
        pozdrawiam i zycze powodzenia
        Edyta i Alicia( dwa latka)
        • renataas Re: Co ze mnie za matka... 19.11.05, 09:53
          Jestem mamą niespełna dwuletniej dziewczynki i też miałam podobne problemy ze
          sobą. Ale.... jest kilka rozwiązań. Po pierwsze córeczka od niedawna chodzi do
          żłobka, dodam wspaniałego żłobka, ja jestem w fazie rozkręcania swojej pracy
          zawodowej, więc jeszcze mam chwilę wolną dla siebie, po drugie w każdym
          momencie podrzucam dziecko tatusiowi (pracuje dużo, więc niech się nacieszy
          córeczką). Po trzecie zamierzam wynająć opiekunkę na godziny, również po to by
          popołudniami zająć się pracą zawodową, ale jeśli zajdzie konieczność i
          zechcę "odpocząć" od swojej córeczki, ta dziewczyna po prostu się nią
          zaopiekuje. No i nie daje z siebie zrobić więźnia, dziecko bardzo szybko
          wyczuwa, że rodzic reaguje na każde jego jęknięcie. Podobnie jak Ty "przed"
          byłam człowiekiem dość "wolnym". Ale macierzyństwo to piękna rzecz, oczywiście
          bez robienia z siebie konia zaprzęgowego i nie wyobrażam sobie, aby w moim
          życiu być inaczej. Musisz po prostu trochę odetchnąć od wiecznego mama i mama
          (ja mam cały czas mama i mama..wink)) zająć trochę sobą i nie robić sobie
          wyrzutów, że jesteś złą matką. Wręcz przeciwnie, dobra matka to ta, która
          również myśli o sobie, bo skądś musi brać siły na wychowanie swojego dziecka.
          Pozdrawiam Cię serdecznie i głowa do góry.
    • nangaparbat3 Re: Co ze mnie za matka... 19.11.05, 09:53
      Kiedy moja córka miała 1,5 roku i byłam z nią na wychowawczym, przeżyłam
      straszny kryzzys. Mimo ze zaczęłam wtedy drugie studia (zaoczne oczywiście)
      byłam bliska szaleństwa od siedzenia w domu z dzieckiem. Czułam dokładnie to,
      co opisujesz.
      Wtedy ruszyła do akcji moja prawie już stuletnia babcia - po prostu zmusiła
      mnie do powrotu do pracy i poszukania niani. Bardzo ważna ta niania - oprocz
      opieki nad małą trochę mi sprzątała - takie codzienne podstawowe rzeczy.
      Pracowałam wtedy tylko parę godzin 3 razy w tygodniu, ale kiedy wracałam do
      czystego mieszkania, w którym mogłam przez chwile odpocząć - odżywałam.
    • porta2 Re: Co ze mnie za matka... 19.11.05, 10:37
      To Moniko, o czym napisałaś w swojej wypowiedzi, jest dowodem na to, jak szybko
      można się wypalić w roli kochającej matki. Przeżywasz koszmarną rosterkę,
      bowiem wyrzuty sumienia mówią Ci, że nie powinnaś czuć tego, co odczuwasz.
      Niestety, masz do tego prawo i zupełnie niepotrzebnie obwiniasz siebie!
      Otrzymałaś tutaj świetne rady, wykorzystaj je w miarę własnych możliwości.
      Trafiają się matki, które świata poza własnymi kurczaczkami nie widzą. I
      strasznie im zazdroszczę. Jednak kobieta w życiu nie tylko ma pełnić rolę
      kokoszki, kochanki, praczki kucharki i sprzątaczki. Ma własne marzenia i
      pragnienia. I owszem: niejedna kobieta mogłaby Ci pozazdrościć - unormowanej
      sytuacji życiowej, zdrowego dziecka, braku innych zmartwień, niż tylko zniżenie
      ciągłą opieką nad własnym dzieckiem. To cudowne, że nie oddałaś dziecka do
      złobka - że sama je wychowujesz - bo żłobki uważam za siedlisko chorób, które
      wcale nie są potrzebne w takiej ilości systemowi immunologicznemu naszych
      pociech. Niestety, ja byłam zmuszona oddawać swoje dziecko i strasznie tego
      załuję. Okreś do 3. r. ż. dziecka jest najważniejszym dla prawidłowego rozwoju
      psychicznego i emocjonalnego dziecka. Dlatego pamiętając o dobru swojego
      dziecka pamiętaj o dbaniu o własne! I nie oskarżaj się więcej o coś, co
      nieuchronnie nadchodzi, gdy człowiek robi coś wbrew sobie: znużenie. Opieka 24
      godziny na dobę i niemal jak ksero powielany każdy dzień to obłęd. Więc nie
      dziw się swoim odczuciom. Masz prawo do odsapnięcia od tej monotonii. Jeśli
      masz taką możliwość, zadbaj o opiekę jeden dzień na tydzień czy na dwa: i zrób
      wtedy, na co masz ochotę. Co z Ciebie za matka? Normalna! Trzymaj się i odezwij
      się jak sobie poradziłaś! Pozdrawiam wszystkich
      • renataas Re: Co ze mnie za matka... 19.11.05, 13:35
        porta, zgodzę się, że żłobki to siedlisko chorób, ale i mają swoje zalety,
        dzieci się szybciej rozwijają, stają się samodzielne, uczą się relacji
        społecznych. To bardzo ważne w ich przyszłym życiu. Choroby i tak będą nękać
        dzieci, jak nie w żłobku to w przedszkolu. Gdzieś to dziecko musi się
        wychorować. Jak dotąd widzę więcej zalet żłobków. I nie sugeruj, że ta matka co
        oddaje dziecko do żłobka, jest gorsza od tej co chowa sama. Przecież dzieci
        oddaje się do żłobka dlatego, że trzeba podjąć pracę i to najczęściej z
        konieczności, a nie dla przyjemności.
        Pozdrawiam
        • martitkaq Re: Co ze mnie za matka... 19.11.05, 14:04
          Myślę, że to nic złego. Cięzko się "przestawić" z życia w wolności na taki tryb
          życia. Uważam, że to po jakimś czasie przejdzie, a na razie powinnaś zacząć
          przyzwyczajać dziecko do Twojej nieobecności, ale małymi kroczkami...Wtedy
          będziesz mogła mieć trochę (ale pamiętaj, że nie możesz córci zostawiać na nie
          wiadomo jak długo samej) czasu dla siebie i wykorzystać go na wyjście do kina,
          teatru, na siłownię czy basen. Spróbuj przyzwyczajać dziecko do np. męża, mamy,
          teściowej, tak, aby dziecko zuło sie pod Twoją nieobecność bezpiecznie i nie
          czuło rozstania z mamą. Pozdrawiam.
          • monikaa77 Re: Co ze mnie za matka... 19.11.05, 18:43
            Jestem pod wrażeniem Waszych dojrzałych wypowiedzi, chciałabym każdej z Was
            odpowiedzieć i podziękować ale obawiam się, że moja córeczka, która siedzi
            właśnie na moich kolanach, mi na to nie pozwoli, juz zaczyna sie wiercic, na
            razie tylko BARDZO DZIEKUJE, zdecydowanie mi pomoglyascie~!
        • porta2 Re: Co ze mnie za matka... 21.11.05, 10:46
          Czy to wyczytałaś w mojej wypowiedzi, renatoas? Jedyna moja sugestia to w miarę
          mozliwości pielęgnowanie własnych marzeń i ich realizowanie przez Monikę! Moje
          przekonanie brzmi: żłobek jest złem koniecznym! Jednak okres nabierania
          odporności immunologicznej ma miejsce do 3. roku życia dziecka. Ale to nie
          znaczy, że ma być ono wystawiane na różnego rodzaju infekcje w takich
          ilościach, z jakimi styka się w tak masowych placówkach, jak żłobki. Mój syn
          tak strasznie chorował w tym okresie, że ja nie miałam już płatnych zwolnień i
          musiałam siedziec na bezpłatnych. Innego wyjścia nie miałam ponieważ jeszcze
          wówczas nie było płatnych urlopów wychowawczych. Nigdy też nie twierdziłam, ze
          kobieta oddająca dziecko do złobka jest gorsza od matki siedzącej w domu! Ale
          zazdroszczę kobietom, które mogą sobie na to pozwolić!!! Poza tym
          uspołecznianie dziecka może z powodzeniem odbywać się w późniejszym okresie,
          napewno niczego wcześniej nie straci! Bardzo podoba mi się pomysł szweckich
          mam: kilka najbliżej siebie mieszkających umawia się, że przez rok każda będzie
          pilnować pociech swoich koleżanek, pozostałe natomiast mogą spokojnie wyżywać
          się w pracy zawodowej, po czym po roku inna mama przejmuje ten obowiązek.
          Dzieci w małej grupce się świetnie "socjalizują", nie mają większego kontaktu z
          groźnymi zarazkami czy wiruskami, a ich kontakt służy rozwijaniu cech
          prospołecznych. I wilk syty i owca cała. Z pewnością możnaby utworzyć takie
          grupy wsparcia wzajemnego w naszych warunkach, trzeba byłoby tylko poszukać
          odpowiednich osób. Może tylko na jakiś wieczór w tygodniu, ale i to dobre.
          Pomyśl Moniko! Nie dopóść, by poczucie bycia więźniem własnego dziecka nie
          zabiło w tobie radości macieżyństwa. Serdecznie pozdrawiam.
      • aszpr Re: Co ze mnie za matka... 24.11.05, 13:08
        UWażajcie z tymi dwuletnimi dziećmi, to okres, w którym dziecko musi się odseparować psychicznie od mamy, zrozumieć, że mama czasem wychodzi i potem zawsze wraca. Przejawem takiej separacji jest choćby to, że dziecko zaczyna mówić o sobie "ja" - "ja umyję rączki", a nie "Marysia umyje rączki". To ważny moment w procesie dojrzewania emocjonalnego dziecka, czasem nieco dramatyczny, bo kto by chciał wychodzić z bezpiecznej niszy zespolenia z mamą?! Warto zostawić dziecko w sali zabaw w supermarkecie, na początek na dosłownie 5 minut, potem na 10, 15, może zaprowadzić do cioci, która ma dziecko w podobnym wieku i wyjść na chwilę na korytarz mówiąc, że się idzie do sklepu i wejść po 10 minutach - powoli i bezpiecznie, ale do celu, czasem mimo placzu dziecka... To trudne zwłaszcza dla matki, ale ważne i dla niej i dla dziecka...
    • alcoola Re: Co ze mnie za matka... 21.11.05, 11:14
      Dziewczyno, czym Ty się przejmujesz, przecież to zupełnie normalne, że człowiek
      ma dosyć tego małego wampirka przyssanego do ciebie na okrągło. Najpierw wydaje
      się nam, że psim obowiązkiem matki jest warować przy dziecku 24 godziny na
      dobę, a to właśnie prowadzi do najgorszej frustracji. Ja też coś podobnego
      miałam, kiedy córka miała 2 lata, do tej pory na 5 minut nie odchodziłam od
      dziecka, aż w końcu nerwy mi puściły. Oświadczyłam całej rodzinie, że mam po
      kokardę tego uwiązania, mnie też się należy trochę wypoczynku i w związku z tym
      proszę się zająć dzieckiem, bo ja wyjeżdżam. I pojechałam na tydzień do Krynicy
      Górskiej. Pierwsze dwa dni i dwie noce to tylko spałam albo czytałam książki,
      rozkoszując się ciszą, spokojem i możnością nicnierobienia. Potem dużo
      spacerowałam po górach, poznałam miłe towarzystwo, trochę chodziłam z nimi na
      dyskoteki - a pod koniec nie mogłam się już doczekać kiedy zobaczę moje
      maleństwo. Wróciłam wypoczęta, odstresowana, stęskniona za dzieckiem i pełna
      AUTENTYCZNEJ chęci przebywania z nim. Od tamtej pory miałam już inne podejście,
      nie robiłam z siebie męczęnnicy, jak miałam dosyć, byłam zmęczona, albo
      chciałam mieć chwilę dla siebie - to po prostu to córce tłumaczyłam - ponad
      dwuletnie dziecko już rozumne jest - i to się doskonale sprawdziło, ona to
      rozumiała i przyjmowała zupełnie naturalnie, że jest czas, kiedy mamie należy
      dać spokój i trzeba zająć się sobą. Kiedy zaczęłam pracować i chciałam w
      niedzielę dłużej pospać, to ona grzecznie i cichutko bawiła się w swoim pokoju
      po obudzeniu, aż zobaczyła, że mama otwiera oczy. Tak samo wieczorem - jak już
      było po kolacji, myciu i bajce na dobranoc - to mama wychodzi popatrzeć na TV
      czy poczytać, a ona ma usnąć sama. Niedawno zszokowałam się u znajmowych na
      przyjęciu - pani domu o ósmej przeprosiła towarzystwo, że musi wyjść na jakiś
      czas żeby uśpić córeczki (tzn. leżeć z nimi dokąd nie zasną) a panny 4 i 6 lat!
      U mnie to było nie do pomyślenia.
      • kaja012 Re: Co ze mnie za matka... 21.11.05, 16:28
        witam
        swietnie rozumiem mamy ktore ledwo co w depresje nie wpadly przy dziecku 24 na
        dobe.ja jestem tego najlepszym przykladem,maz caly dzien w pracy,ja w domu z 8
        miesiecznym synkiem ktory zaczal raczkowac i wychodza mu zeby.gotuje sprzatam
        piore prasuje wszystko wtedy gdy synek spi a spi coraz gorzej,w nocy wstaje 4
        razy by dac synkowi mleko,a do tego nie ma do kogo geby otworzyc bo mieszkamy
        za granica i rodzinki i przyjaciol zero.nie mam czasu by wyjsc i kogos
        zapoznac,synek nie bawi sie sam,poplakuje i siedzi tylko u mnie na
        kolanach.mozna dostac do glowy.te rady sa bardzo wartosciowe dla mam ktore maja
        starsze dzieci bo co ja z takim maluszkiem zrobie.jedyna radosc to basen na
        ktory jezdze no ale z synusiem to i pol zywa wracam i za obiad sie biore.mam
        takie same reakcje nerwami jak inne mamy ktore tu pisaly.koncze bo synek sie
        obudzil spal cale 15 minut.pozdrawiam.
    • mamiliuli Re: Co ze mnie za matka... 22.11.05, 06:37
      Mam podobny problem - tyle, że z doma pannami naraz. Próbuję sobie radzić w ten
      sposób, że wciągam je w to co ja w tej chwili robię - przynajmniej próbuję -
      wiesz tak pół na pół smile Czyli? Jak mam ochotę zajrzeć do gazety - zaglądam z
      nimi na kolanach lub obok mnie z książeczkami, jak muszę ugotować obiad -
      siedzą ze mną na blacie i też gotują - mieszając łyżeczkami we wszystkim co się
      da (oczywiście na sucho nie na piecu smile), jak mam robić pranie - nakładają lub
      wyciągają z pralki ze mną, ulubionym zajęciem obu jest wycieranie kurzu - na
      mokro - mokre są obie oczywiście (Emilka ma 3 lata a Ula rok i 2 miesiące smile).
      Uwierz mi - da się - trwa 10 razy dłużej i jest zrobione mniej precyzyjnie ale
      daje mi szansę na zrobienie czegoś w ogóle smile.
      Nie jesteś złą mamą - jesteś mamą zmęczoną - zobaczysz, już niedługo będzie
      lepiej, przecież Twoja Córcia każdego dnia jest starsza smile
      • anetabaq Re: Co ze mnie za matka... 22.11.05, 11:56
        o ile człowiek nie będzie miał dość ciagłego robienia z dziećmi wszystkiego...wink
        Pozdrawiam smile
        • alcoola Re: Co ze mnie za matka... 22.11.05, 15:05
          Jeszcze mi się przypomniała taka historyjka z czasów dzieciństwa mojej córki,
          trochę na temat poruszony w wątku, ale przede wszystkim humorystyczna. Córka
          miała wtedy ok. 3 lat, ja musiałam pilnie zrobić jakiś spory obiad, więc
          nakazałam jej bawić się samej i nie zawracać mi głowy, bo się śpieszę i jestem
          zajęta. Córcia posłusznie poszła do swojego pokoju i tam się ładnie bawiła, ale
          po chwili przyszła do kuchni i pyta "Mama, a gdzie moje kaloszki?"
          Mówię: "Pobaw się czym innym, nie wiem gdzie twoje kaloszki" - chociaż wiem,
          ale są wysoko na pawlaczu i nie chce mi się sięgać. Dziecko poszło, ale za
          chwilę wraca i znowu "Mama, ale ja chcę kaloszki" - "Dziecko, naprawdę zajmij
          się czymś innym, nie mam czasu szukać ci kaloszków". Poszła, ale kiedy wróciła
          po raz trzeci z tą samą śpiewką, to już się wkurzyłam, prawie już miałam coś na
          końcu języka - a tu nagle olśnienie - pralka!!! To była taka stara pralka,
          którą napełniało się samemu, wodą z prysznica i w tym momencie uświadomiłam
          sobie, że wsadziłam ten prysznic do pralki już dosyć dawno! Oczywiście woda z
          łazienki zdążyła się wylać już na korytarz i prawie wpływała do pokoi.
          Zrozumiałam po co te kaloszki smile))
          • hanula Re: Co ze mnie za matka... 24.11.05, 01:32
            Piękna historyjka, uśmiałam się. smile A z tego płynie morał, że trzeba dziecka
            słuchać! smile
    • monika123452 Re: Co ze mnie za matka... 22.11.05, 23:08
      do:alcoola Ty zouzo, jak mogłąś zostawić dziecko na cały tydzień, a po drugie
      jak możesz nie usypiać 2 letniego dziecka, nie przytulić, nie poczytać
      bajeczki. Ta kobieta z przyjęcia powinna dostać metal za wzorową matke.
      • alcoola Re: Co ze mnie za matka... 23.11.05, 16:09
        Rozumiem Moniko, że to taki żart z Twojej strony i wypowiedź powyższa nie jest
        na serio?
        Bo jeśli jest na serio, to może jeszcze raz przeczytaj mój post tylko bardziej
        ze zrozumieniem.
    • mamagonia Re: Co ze mnie za matka... 22.11.05, 23:32
      nie osądzajcie mnie źle , ale naprawdę mieć rodzeństwo to super sprawa.

      Dwójka dzieci w dzisiejszym świecie to już ewenement , gdyż zazwyczaj model
      rodziny to 2+1 , ewentualnie staje sie modne 1+1. Czyli najmniej jedno dziecko
      i dosyć (sprawy finansowe,wygoda,itp. czynniki).

      Ale przechodząc do omawianej powyżej sprawy, pomyśl poprostu nad pracą która
      dodałaby Ci wolności i skrzydeł (praca na cały etat, w której mogłabyś spełniać
      się zawodowo). Wtedy wracając do domu po dłuższej nieobecności docenisz to co
      masz. Naprawdę.
      W moim przypadku czas przyjścia do domu po 8-9 godzinnej pracy to
      najpiękniejsza chwila. " mamunia przyszła " ... i nic więcej do szczęścia nie
      potrzeba smile

      Pozdrawiam
      • monikaa77 Re: Co ze mnie za matka... 24.11.05, 11:57
        Jeszcze raz dziękuję za rozbudowanie wątku. Wzięłam dla siebie to, co
        najbardziej pasuje do mnie... Pochwalę się tylko, że odkryłam np. naklejki,
        które dają mi ok 20 minut czasu dla siebie smile
        Myślę teraz gdzie znaleźć mamy z dziećmi w podobnym wieku, co moja córeczka..?
        Katowice są dużym miastem, mam nadzieję, że znajdę, bo to naprawdę wspaniały
        pomysł! Pora wychodzić do pracy...
        • aszpr Re: Co ze mnie za matka... 24.11.05, 13:09
          UWażajcie z tymi dwuletnimi dziećmi, to okres, w którym dziecko musi się odseparować psychicznie od mamy, zrozumieć, że mama
          czasem wychodzi i potem zawsze wraca. Przejawem takiej separacji jest choćby to, że dziecko zaczyna mówić o sobie "ja" - "ja umyję
          rączki", a nie "Marysia umyje rączki". To ważny moment w procesie dojrzewania emocjonalnego dziecka, czasem nieco dramatyczny, bo
          kto by chciał wychodzić z bezpiecznej niszy zespolenia z mamą?! Warto zostawić dziecko w sali zabaw w supermarkecie, na początek
          na dosłownie 5 minut, potem na 10, 15, może zaprowadzić do cioci, która ma dziecko w podobnym wieku i wyjść na chwilę na korytarz
          mówiąc, że się idzie do sklepu i wejść po 10 minutach - powoli i bezpiecznie, ale do celu, czasem mimo placzu dziecka... To trudne
          zwłaszcza dla matki, ale ważne i dla niej i dla dziecka...
Pełna wersja