monikaa77
18.11.05, 23:58
Moja córka ma niecałe dwa latka. Kocham ją bardzo i kiedy nie widzę jej kilka
godzin brakuje mi jej. Coraz bardziej jednak pojawia się we mnie uczucie,
które trudno mi określić: z jednej strony chcę aby była przy mnie, z drugiej
marzę o "wolności". Jej sen jest tak kruchy, że nie ma mowy o jakimś wyjściu
gdzieś wieczorem, od razu się orientuje i płacze za mną. Jest bardzo
absorbująca, praktycznie domaga się ode mnie nieustannej uwagi, której nie
potrafię jej dać. Po kilku godzinach zabawy robię się nerwowa, potrafię
krzyknąć "baw się już sama!" co doprowadza oczywiście do płaczu - płaczemy
obie, i córka i ja z wyrzutów sumienia i poczucia, że jestem okropną matką.
Wolny dzień to praktycznie walka z moim dzieckiem o to aby mieć jakiś czas
dla siebie.
Nie ma dnia abym nie myślała jakby to było gdyby jej nie było, bo zawsze
byłam takim trochę wolnym ptakiem, żyłam w swoim świecie, a teraz...
praktycznie nie mam swojego świata (mała namiastka w pracy, bo tylko kika
godzin), niczemu nie mogę się poświęcić w pełni jak kiedyś... jest coraz
gorzej, bo ta świadomość, że dziecko coraz więcej odczuwa odrzucenie z mojej
strony jest najgorsza (mąż nie rozumie dlaczego nie potrafię się cieszyć z
tego, co mam). Dlaczego odtrącam własne dziecko? Kiedy będę bardziej dojrzała
tak adekwatnie do mojej roli (matki) i wieku? A może sobie wyidealizowałam
ową wolność "przed". Czy jest ktoś, kto ma podobne odczucia? Tylko proszę
mnie nie potępiać, wiem jakie to szczęście posiadać zdrowe dziecko, ale
chciałabym wierzyć, że będę mogła cieszyć się macierzyństwem w pełni, bo jak
na razie mam wrażenie, że coś ze mną się dzieje niedobrego...